Artykuł Estetyka

Adam Grobler: Podchody wokół piękna

„I nagle mu się cud odsłania: piękno samo w sobie, ono samo w swojej istocie… niezmienne i wieczne, a wszystkie inne przedmioty piękne uczestniczą w nim jakoś w ten sposób, że podczas gdy same powstają i giną, ono ani się pełniejszym nie staje, ani uboższym, ani go żadna w ogóle zmiana nie dotyka” [Platon, Uczta].

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2018 nr 1 (19), s. 40–41. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku  PDF.


Owo piękno przez duże P nie jest pięknem żadnej konkretnej rzeczy albo jest jednakowo pięknem każdej rzeczy pięknej. Nie ma zatem żadnej postaci, którą można byłoby postrzec zmysłowo lub sobie nijak wyobrazić. Nieskazitelne, niewyobrażalne, a więc najwyższe piękno. Żeby jednak zachwycić się pięknem, trzeba je najpierw uchwycić. Jeśli nie w postrzeżeniu lub wyobraźni, to jak? Platon sądził, że można je ująć pojęciowo, poprzez abstrakcję postępującą – niczym po drabinie – od pięknych ciał przez piękne uczynki, piękne nauki aż do samej idei piękna, którą poznaje się dopiero „u końca drogi miłości”. Dotrzeć tam to tyle co przeskoczyć od konkretu do abstraktu, od wyobrażenia do przedstawienia pojęciowego. Cel majaczy na horyzoncie, lecz jak zachowuje się horyzont, gdy iść w jego stronę, niestety wiadomo.

To karkołomne zadanie Stanisław Lem w jednym ze swoich utworów powierzył superkomputerowi nakarmionemu cyfrowymi kopiami najsłynniejszych dzieł sztuki. Po żmudnej analizie maszyna wyekstrahowała z nich istotę piękna: idealne koło. Wszak widzialne piękno ściśle wiąże się z symetrią, zaś koło jest figurą o nieskończonej liczbie symetrii własnych. Mimo to rezultat rozczarowuje. Nawet miłośnicy matematycznego piękna, które uwodzi ich i pociąga do nauki o niefortunnej i fałszywej reputacji przedmiotu niedostępnego profanom, przyznają, że uroda koła, choć formalnie rzecz biorąc doskonała, jest zbyt banalna, by się nią wzruszyć.

Rzecz nie w tym, że wizerunek koła w wysokiej rozdzielczości nie przekracza granicy między sferą wyobrażeń a domeną przedstawień czysto pojęciowych. Nie przez to pozostaje on w tyle za celem dążeń platońskiego miłośnika. Koło nie jest powabne w swej idealnej formie dlatego właśnie, że jest bez skazy. Nasuwa mi się porównanie z przesłaniem Teodycei (1710) Gottfrieda W. Leibniza. On to, usprawiedliwiając Boga za dopuszczenie zła w świecie, ogłosił, że nasz świat jest najlepszy z możliwych. Domieszka zła jest zatem niezbędna do tego, by świat był najlepszy czy skromniej – dobry. Podobnie z urodą. Czy można zakochać się w doskonałej piękności? Cóż w niej może wywołać porywy serca? Odstępstwa od niedościgłego, acz nudnego wzorca ożywiają uczucia, jak przyprawy pobudzające trawienną pracę jelit. Delikatny zez Penelopy Cruz, pikantne piegi Mii Farrow, nieproporcjonalne usta Julii Roberts, okrągłe brzuszki modelek Rubensa kuszą, nęcą, cieszą oko konesera.

Z drugiej strony, wyrównywanie domniemanych defektów botoksem daje efekt przeciwny do oczekiwanego: odbiera indywidualny wyraz, glajszachtuje, niepowtarzalne czyni nijakim, jak podlanie ketchupem popisowego dzieła światowego mistrza kuchni. Uczuciami Małego Księcia do Róży zachwiało przecież odkrycie pola jednakich róż (Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, 1943). Że wyjątkowość jest nieodłączną towarzyszką piękna, łatwo pojąć amatorom intelektualnych rozkoszy. Urok szachowej kombinacji tkwi w jej kontraście do utartych schematów. Matematyka uwodzi nie samą symetrią – tę odkrywa się na każdym kroku, wspinając się, niczym po drabinie Platona, na kolejne poziomy abstrakcji. Poruszającym naruszeniem matematycznego stereotypu może być natomiast rozwiązanie pozornie prostego równania: 3x + 4x = 5x (x > 0).

Paradoksalnie, nieszablonowe atrakcje są pociągające tylko dzięki oswojeniu tła, na którym okazują się tyleż oryginalne, co nieodległe od pospolitości. Czar łamigłówek szachowych i matematycznych działa wszak tylko na wtajemniczonych w zwykłe, podstawowe metody postępowania z nimi. Nawet rzeczy budzące powszechnie odrazę, na przykład wątroba czy inne wnętrzności, zdaniem Hanny Arendt (Myślenie, 1971) mogą zachwycać profesjonalistów, w tym przypadku chirurgów i rzeźników. Różnice w odbiorze zaznaczają się także w odniesieniu do spotykanych na co dzień nośników piękna: kobiet, krajobrazów czy dzieł sztuki. Wynikają one z przemian tła: obiegowych wzorców funkcjonujących w kulturze. Przedmioty westchnień naszych ojców czy japońska opera nie muszą nam się podobać. Bo podoba się to, co podobne do tego, co znamy. Ułomne w swojej doskonałości i znormalizowane w swojej nietuzinkowości. Bardziej arystotelesowski umiar między skrajnościami niż platoński ideał.


Adam Grobler – Profesor, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Opolskiego i członek Prezydium Komitetu Nauk Filozoficznych PAN. Zajmuje się metodologią nauk, teorią poznania, filozofią analityczną i dydaktyką filozofii. W wolnym czasie gra w brydża sportowego. Wdowiec (2006), w powtórnym związku (od 2010), ojciec czwórki dzieci (1980, 1983, 1984, 1989) i dziadek, jak na razie, sześciorga wnucząt. Mieszka w Krakowie. grobler.artus.net.pl, e-mail: adam_grobler@interia.pl.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Łukasz Szostak

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.