Artykuł Filozofia polityki

Adam Grobler: Program partii programem narodu

Tak brzmiało hasło demokracji ludowej, czyli socjalistycznej. Od dwudziestu kilku lat mamy demokrację bezprzymiotnikową. Jednak Democracy Index 2014 lokuje nas wśród krajów świata na 40. miejscu i zalicza do „wadliwych demokracji”.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 5, s. 15–16. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Większość to za mało

Pro­ce­du­ry wybor­cze i wol­no­ści oby­wa­tel­skie mamy na pozio­mie wyż­szym od nie­któ­rych spo­śród 24 kra­jów w peł­ni demo­kra­tycz­nych. Pro­ble­my tkwią zatem gdzie indziej. Nie będę pró­bo­wał docie­kać ich spo­łecz­nych źró­deł. To bowiem zada­nie dla socjo­lo­ga. Mogę nato­miast poku­sić się o filo­zo­ficz­ną dia­gno­zę uste­rek naszej demo­kra­cji. Dokład­niej: o poka­za­nie bra­ków edu­ka­cji filo­zo­ficz­nej, któ­re odci­ska­ją się na naszym życiu politycznym.

Głów­nym z nich jest błęd­ne prze­ko­na­nie, że demo­kra­cja jest rzą­dem więk­szo­ści. Żywił je nawet pierw­szy demo­kra­tycz­nie wybra­ny pre­zy­dent RP, Lech Wałę­sa. Tym­cza­sem ten pocho­dzą­cy z gre­ki ter­min ozna­cza rzą­dy ludu. Ludu nie­po­dziel­ne­go, spra­wu­ją­ce­go swą wła­dzę – w myśl for­mu­ły wypra­co­wa­nej przez Jean-Jacques’a Rous­se­au (Umo­wa spo­łecz­na, 1762) – sta­no­wiąc pra­wo będą­ce wyra­zem Woli Powszech­nej. Rzecz jasna, Wola Powszech­na nie ma wła­sne­go gło­su i prze­ma­wia tyl­ko w wybo­rach, w któ­rych uczest­ni­czy cały lud: bez­po­śred­nio w refe­ren­dum lub za pośred­nic­twem swo­ich przed­sta­wi­cie­li w par­la­men­cie. W gło­so­wa­niu decy­du­je więk­szość, bo jed­no­myśl­ność w nor­mal­nej demo­kra­cji, a nie demo­kra­cji szy­der­czo zwa­nej ludo­wą (socja­li­stycz­ną), jest zja­wi­skiem nienormalnym.

Więk­szość to wszak­że za mało, by pra­wo przez nią sta­no­wio­ne było demo­kra­tycz­ne. Wyobraź­my sobie, że pra­wo­ręcz­na więk­szość prze­gło­su­je usta­wę, w myśl któ­rej lewo­ręcz­ni muszą im czy­ścić buty. Oto pro­sty przy­kład dzia­ła­nia nie demo­kra­cji, lecz tyra­nii więk­szo­ści. Że absur­dal­ny? No, dobrze. Podam bar­dziej kon­kret­ny. Dosta­łem kie­dyś od swo­je­go byłe­go stu­den­ta zapro­sze­nie do pod­pi­sa­nia pety­cji w obro­nie krzy­ża wiszą­ce­go na sali sej­mo­wej. Bo kato­lic­ka więk­szość… Co z tego, że więk­szość? Kto, powo­łu­jąc się na demo­kra­cję, żąda powie­sze­nia w miej­scu publicz­nym (co inne­go w miej­scu pry­wat­nym) sym­bo­lu swo­jej reli­gii, ten musi takie samo pra­wo przy­znać wyznaw­com innych reli­gii. Albo krzyż, gwiaz­da Dawi­da, pół­księ­życ i sym­bol Lata­ją­ce­go Potwo­ra Spa­ghet­ti, albo żad­ne z nich. Pra­wo sta­no­wio­ne przez lud nie może dzie­lić ludu na kato­li­ków i nie­ka­to­li­ków, „praw­dzi­wych” i „nie­praw­dzi­wych” Pola­ków ani na jakie­kol­wiek inne frak­cje. Musi odno­sić się do każ­de­go oby­wa­te­la jednakowo.

Partie nieszukające kompromisu

Pod­sta­wo­we nie­po­ro­zu­mie­nie co do isto­ty demo­kra­cji moc­no odci­ska się na naszych oby­cza­jach czy raczej nie­oby­czaj­no­ści w poli­ty­ce. Utar­ło się, że koali­cja prze­pro­wa­dza swo­je pro­jek­ty ustaw, nie bacząc na sprze­ciw opo­zy­cji, któ­ra zresz­tą zaj­mu­je się wyłącz­nie opro­te­sto­wy­wa­niem każ­de­go pomy­słu rzą­du. W par­la­men­cie, rzecz jasna, zasia­da­ją przed­sta­wi­cie­le par­tii. Wyraz „par­tia” pocho­dzi od łaciń­skie­go pars = część. Zada­niem par­tii jest bro­nić inte­re­su tej czę­ści ludu, któ­rą repre­zen­tu­je. Bro­nić zna­czy zaj­mo­wać okre­ślo­ne sta­no­wi­sko wyj­ścio­we w nego­cja­cjach zmie­rza­ją­cych do uzgod­nie­nia kom­pro­mi­su moż­li­wie sze­ro­ko uwzględ­nia­ją­ce­go sprzecz­ne inte­re­sy stron. Tym­cza­sem nasze par­tie, czy to w rzą­dzie, czy w opo­zy­cji, zawzię­cie dążą do narzu­ce­nia wszyst­kim wła­sne­go sta­no­wi­ska. W ten spo­sób zno­wu reali­zu­je się hasło „pro­gram par­tii pro­gra­mem naro­du”, z tym że par­tie u wła­dzy się zmieniają.

Oczy­wi­ście, nasza demo­kra­cja, acz­kol­wiek wadli­wa, nie tyl­ko tym róż­ni się od demo­kra­cji „ludo­wej”, któ­rą Demo­cra­cy Index z pew­no­ścią zali­czył­by do sys­te­mów auto­ry­tar­nych. Rzą­dy nie kon­tro­lu­ją dziś gospo­dar­ki, pra­sy, tele­wi­zji, obie­gu książ­ki, nie mia­nu­ją dyrek­to­rów ani pro­fe­so­rów, nawet nie dru­ku­ją bank­no­tów wedle swej woli. W każ­dym razie wpływ rzą­du na te i wszyst­kie inne sfe­ry życia publicz­ne­go jest moc­no ogra­ni­czo­ny przez pra­wo i nie­za­leż­ne insty­tu­cje w rodza­ju Rady Poli­ty­ki Pie­nięż­nej. Nie­mniej dole­gli­wo­ści naszej demo­kra­cji pole­ga­ją głów­nie na tym, że wybór więk­szo­ści trak­tu­je się jako upo­waż­nie­nie do stron­ni­czych rzą­dów nad cało­ścią. Że zamiast dys­ku­sji poli­tycz­nych w celu roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tu inte­re­sów upra­wia się wymia­nę hejtów.

Jesz­cze gorzej jest, gdy ta czy inna par­tia ogła­sza, że trze­ba skoń­czyć z kłót­nia­mi i przy­wró­cić jed­ność naro­du. Po pierw­sze, „pań­stwo demo­kra­tycz­ne nie jest narzę­dziem naro­du, ale wspól­no­ty oby­wa­te­li” (Leszek Koła­kow­ski, Mini wykła­dy o maxi spra­wach, Znak, Kra­ków 2003). Nie roz­wi­jam tego wąt­ku, ponie­waż zasłu­gu­je on na osob­ny arty­kuł. W każ­dym razie powta­rza­ne nie­raz hasło „Pol­ska dla Pola­ków” słusz­nie spo­ty­ka się z odze­wem „Zie­mia dla ziem­nia­ków”. Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska jest dla oby­wa­te­li RP. Po dru­gie, w każ­dej wspól­no­cie wystę­pu­ją róż­ni­ce inte­re­sów i rze­czą par­tii jest zająć czy­jąś stro­nę, zacho­wu­jąc zara­zem goto­wość do roz­wa­że­nia racji prze­ciw­nych. „Jed­ność naro­du” jest moż­li­wa tyl­ko pod rzą­da­mi auto­ry­tar­ny­mi, któ­re swój punkt widze­nia, z natu­ry stron­ni­czy, narzu­ca­ją wszyst­kim jako jedy­nie słusz­ny. Nikt nie ma mono­po­lu na słusz­ność. Bio­rąc to pod uwa­gę, nawo­ły­wa­nia do jed­no­ści trze­ba uznać za śmier­tel­ną groź­bę dla demo­kra­cji. Podob­ną groź­bą jest obiet­ni­ca „wsłu­chi­wa­nia się w głos wybor­ców”. Któ­rych? Tych, któ­rym par­tia chęt­niej nad­sta­wi ucha ku pognę­bie­niu pozo­sta­łych. Par­tia oczy­wi­ście powin­na roz­po­zna­wać pro­ble­my wybor­ców, ale to ona ma pro­po­no­wać roz­wią­za­nia i kory­go­wać je w dys­ku­sji parlamentarnej.

W stronę demokracji deliberatywnej

Znu­że­ni ułom­no­ścią naszej demo­kra­cji, nie­któ­rzy naiw­nie wzdy­cha­ją do super­ma­nów dekla­ru­ją­cych, że „pogo­nią ich wszyst­kich”. Owszem, nie lubi­my par­tii za ich swar­li­wość i fik­sa­cje. Jed­nak ten, kto je ewen­tu­al­nie pogo­ni, zosta­nie sam na pla­cu boju i nie będzie miał inne­go wyj­ścia, jak objąć rzą­dy tota­li­tar­ne. Przy­kła­dy z histo­rii są dobrze zna­ne. Demo­kra­cja w nowo­cze­snym pań­stwie nie zna innej for­my od par­la­men­tar­nej. Współ­cze­sny par­la­ment nie zna innej for­my od par­tyj­nej. Jedy­ną tro­ską jest, by par­tie od wojen­ne­go mode­lu funk­cjo­no­wa­nia ewo­lu­owa­ły w stro­nę mode­lu współ­pra­cy mię­dzy sobą i akty­wi­za­cji poli­tycz­nej oby­wa­te­li: włą­cza­nia ich do deba­ty publicz­nej. W stro­nę mode­lu demo­kra­cji deliberatywnej.

rodz-demokracji


Adam Gro­bler – pro­fe­sor, dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go i wice­prze­wod­ni­czą­cy Komi­te­tu Nauk Filo­zo­ficz­nych PAN. Zaj­mu­je się meto­do­lo­gią nauk, teo­rią pozna­nia, filo­zo­fią ana­li­tycz­ną i dydak­ty­ką filo­zo­fii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża spor­to­we­go. Wdo­wiec (2006), w powtór­nym związ­ku (od 2010), ojciec czwór­ki dzie­ci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzia­dek, jak na razie, pię­cior­ga wnu­cząt. Miesz­ka w Kra­ko­wie. WWW: http://grobler.artus.net.pl, e-mail: adam_grobler@interia.pl.

Ilu­stra­cja: Łukasz Szostak

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy