Artykuł

Adam Grobler: Kto się boi multi-kulti?

Jean-Jacques Rousseau wkroczył do filozofii w 1750 r., wygrywając konkurs ogłoszony przez Akademię w Dijon na temat „Czy odrodzenie nauk i sztuk przyczyniło się do naprawy obyczajów?”. Na pytanie zadane przez organizatorów konkursu odpowiedział on, że przeciwnie.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 40–41. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Człowiek – głosił Rousseau – jest z natu­ry dobry. Nau­ki i sztu­ki są zaś źródłem hipokryzji i wszelkiego zła stąd wynika­jącego. Tak oto, kreu­jąc mit szla­chet­nego dzikusa, Rousseau odd­zielił kul­turę od natu­ry. Na pozór słusznie. Wyda­je się bowiem, że naturę ludzie mają wspól­ną, za to kul­tu­ry są roz­maite. Ale czyż nie jest nieodłączną cechą natu­ry człowieka, że tworzy kul­turę? Tarzan, wychowany wśród małp, przy wszys­t­kich trud­noś­ci­ach i rozterkach właś­ci­wych szla­chet­ne­mu dziku­sowi, mógł się zaadap­tować w ludzkim społeczeńst­wie dzię­ki łącznoś­ci z kul­turą. Pozbaw­iony jej Mowgli, bohater Księ­gi dżungli, wbrew gene­tyce wyda­je się, przy­na­jm­niej przez pewien czas, bardziej wilkiem niż człowiekiem.

Współcześnie socjo­bi­olo­gia lan­su­je pogląd, zresztą anty­cy­powany przez wielu wcześniejszych myśli­cieli, wedle którego kul­tura ewolu­u­je jako środek przys­tosowa­nia się gatunku ludzkiego do środowiska, będąc nie­jako tym, czym kły i pazury dla tygrysa. Kul­tu­ry są zaś roz­maite dlat­ego, że pres­ja ewolucyj­na daje spory luz w wyborze środ­ków adap­tacji. Komen­tu­jąc w Fan­tastyce i futur­ologii pewną powieść sci­ence fic­tion, Stanisław Lem stwierdza, że to pielęg­nowanie kul­tu­ry poz­woliło ludziom zniewolonym przez kos­mitów zachować swo­je człowieczeńst­wo. Bez wąt­pi­enia wier­ność językowi pol­skiemu i pol­skiej kul­turze poz­woliła nam zachować tożsamość nar­o­dową mimo stu kilkudziesię­ciu lat zaborów. Jeszcze dłuższą próbę przetr­wała tożsamość żydows­ka, do tego na stule­cia oder­wana od tery­to­ri­um, na którym mogła­by się zako­rzenić.

Nic dzi­wnego, że doświad­cze­nie his­to­ryczne skła­nia nas do sza­cunku dla włas­nej kul­tu­ry. Czy to jed­nak znaczy, że powin­niśmy się w niej zamykać jak w oblężonej twierdzy? Hen­ri Berg­son rozróżnił społeczeńst­wa otwarte i społeczeńst­wa zamknięte. Te pier­wsze potrafią kre­ować nowe idee, a także twór­c­zo przyswa­jać sobie idee obcych kul­tur. Dzię­ki nieustan­nej dyskusji, tol­er­ancji, plu­ral­iz­mowi i wymi­an­ie rozwi­ja­ją się i wzmac­ni­a­ją. Drugie ze stra­chu przed wszelką nowoś­cią zasty­ga­ją w niezmi­en­nym ksz­tał­cie. Z per­spek­ty­wy ewolucyjnej moż­na powiedzieć, że tracą zdol­ność przys­tosowa­nia się do zmi­en­nych warunk­ów i mogą przetr­wać tylko w sta­bil­nym otocze­niu. Czego bać się bardziej: zamknię­cia czy mul­ti-kul­ti?

Pol­s­ka rozwi­jała się między inny­mi dzię­ki wprowadze­niu w śred­niowieczu niemieck­iego prawa loka­cyjnego, które zastąpiło wcześniejsze pra­wo pol­skie. W swym zło­tym wieku wielokul­tur­owa Pol­s­ka była mocarst­wem europe­jskim. Podu­padła z powodu zaś­ciankowoś­ci skutku­jącej nien­adążaniem za proce­sa­mi mod­ern­iza­cyjny­mi w Europie. Po pier­wszej wojnie świa­towej niesły­chanie skutecznie, jak na wyjś­cie z dłu­gotr­wałej niewoli, odrodz­iła się znowu jako państ­wo wielokul­tur­owe. Mul­ti-kul­ti jest zatem wpisane ozdob­ną czcionką w nasze dzieje. Monokul­turę pol­ską znamy właś­ci­wie dopiero od cza­sów PRL, w których Pol­s­ka rozwi­jała się nieporów­nanie wol­niej od państw zachod­niej Europy. Względne, bard­zo ogranic­zone otwar­cie na zagranicę w lat­ach siedemdziesią­tych uru­chomiło pro­cesy, które po niespeł­na dwudzi­es­tu lat­ach uwol­niły nas z komu­nisty­cznych więzów. Dzię­ki swo­bod­ne­mu krąże­niu idei w ciągu ćwierćwiecza z peryferii Europy prze­nieśliśmy się do przed­sion­ka cen­trum. Ter­az niechęć do obcych – sąsi­adów, przy­byszów i ewen­tu­al­nych przy­byszów – może nas zawró­cić z tej dro­gi.

Świa­towy ter­ro­ryzm pobudz­ił lęk przed islamem jako zagroże­niem chrześ­ci­jańskiej tożsamoś­ci Europy. Tym­cza­sem ważnym skład­nikiem tej tożsamoś­ci jest filo­zofia chrześ­ci­jańs­ka, której główne nur­ty naw­iązu­ją do św. Tomasza z Akwinu. Jego twór­cze rozwinię­cie pogańskiej bądź co bądź myśli Arys­tote­le­sa obfi­cie korzys­tało z dorobku filo­zofii żydowskiej (Maj­monides) i arab­skiej (Awicen­na, Awer­roes). Było to możli­we dzię­ki mul­ti-kul­ti kwit­nące­mu w Tole­do w XIII w., zwłaszcza pod panowaniem Alfon­sa X Mądrego, założy­ciela słyn­nej szkoły tłu­maczy. Naj­gorsze, co może spotkać tożsamość chrześ­ci­jańską, rdzeń naszej kul­tu­ry, to jej zamknię­cie, odcię­cie od zewnętrznych, oży­w­czych wpły­wów. Kon­sek­wencją było­by skost­nie­nie wyk­lucza­jące skuteczną odpowiedź na współczesne wyzwa­nia, a przede wszys­tkim pod­cię­cie jej u ewan­gelicznych korzeni, które nakazu­ją w obcym rozpoz­nać bliźniego.

Islam i ter­ro­ryzm islam­s­ki to dwie różne rzeczy. Podob­nie jak między chrześ­ci­jańst­wem i chrześ­ci­jańskim szowinizmem nie ma znaku równoś­ci. Ten dru­gi, odpowiedzial­ny za rzezie innowier­ców w przeszłoś­ci, pozosta­je nadal złowro­gi. Kłopo­ty, które nęka­ją Fran­cuzów, biorą się nie z mul­ti-kul­ti, lecz jego prze­ci­wieńst­wa: zamknię­cia rzesz muzuł­manów w get­tach, swois­tej odmi­any aparthei­du, z którego skutków Afry­ka Połud­niowa od pon­ad dwudzi­es­tu lat nie może się otrząs­nąć. Znacznie lep­iej z inte­gracją lud­noś­ci muzuł­mańskiej radzą sobie Hisz­pa­nia i Szwec­ja. Prob­le­my oczy­wiś­cie są (i będą), ale unikanie prob­lemów z inny­mi nieuchron­nie prowadzi do prob­lemów z samym sobą.


grobler-fotoAdam Grob­ler – Pro­fe­sor, dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Opol­skiego i wiceprze­wod­niczą­cy Komite­tu Nauk Filo­zoficznych PAN. Zaj­mu­je się metodologią nauk, teorią poz­na­nia, filo­zofią anal­i­ty­czną i dydak­tyką filo­zofii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża sportowego. Wdowiec (2006), w powtórnym związku (od 2010), ojciec czwór­ki dzieci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzi­adek, jak na razie, pię­cior­ga wnucząt. Miesz­ka w Krakowie.
grobler.artus.net.pl,
e-mail: adam_grobler@interia.pl.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy