Artykuł

Adam Grobler: Kto się boi multi-kulti?

Jean-Jacques Rousseau wkroczył do filozofii w 1750 r., wygrywając konkurs ogłoszony przez Akademię w Dijon na temat „Czy odrodzenie nauk i sztuk przyczyniło się do naprawy obyczajów?”. Na pytanie zadane przez organizatorów konkursu odpowiedział on, że przeciwnie.

Najnowszy numer: Tajemnica istnienia

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 40–41. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Czło­wiek – gło­sił Rous­se­au – jest z natu­ry dobry. Nauki i sztu­ki są zaś źró­dłem hipo­kry­zji i wszel­kie­go zła stąd wyni­ka­ją­ce­go. Tak oto, kreu­jąc mit szla­chet­ne­go dzi­ku­sa, Rous­se­au oddzie­lił kul­tu­rę od natu­ry. Na pozór słusz­nie. Wyda­je się bowiem, że natu­rę ludzie mają wspól­ną, za to kul­tu­ry są roz­ma­ite. Ale czyż nie jest nie­od­łącz­ną cechą natu­ry czło­wie­ka, że two­rzy kul­tu­rę? Tar­zan, wycho­wa­ny wśród małp, przy wszyst­kich trud­no­ściach i roz­ter­kach wła­ści­wych szla­chet­ne­mu dzi­ku­so­wi, mógł się zaadap­to­wać w ludz­kim spo­łe­czeń­stwie dzię­ki łącz­no­ści z kul­tu­rą. Pozba­wio­ny jej Mow­gli, boha­ter Księ­gi dżun­gli, wbrew gene­ty­ce wyda­je się, przy­naj­mniej przez pewien czas, bar­dziej wil­kiem niż czło­wie­kiem.

Współ­cze­śnie socjo­bio­lo­gia lan­su­je pogląd, zresz­tą anty­cy­po­wa­ny przez wie­lu wcze­śniej­szych myśli­cie­li, wedle któ­re­go kul­tu­ra ewo­lu­uje jako śro­dek przy­sto­so­wa­nia się gatun­ku ludz­kie­go do śro­do­wi­ska, będąc nie­ja­ko tym, czym kły i pazu­ry dla tygry­sa. Kul­tu­ry są zaś roz­ma­ite dla­te­go, że pre­sja ewo­lu­cyj­na daje spo­ry luz w wybo­rze środ­ków adap­ta­cji. Komen­tu­jąc w Fan­ta­sty­ce i futu­ro­lo­gii pew­ną powieść scien­ce fic­tion, Sta­ni­sław Lem stwier­dza, że to pie­lę­gno­wa­nie kul­tu­ry pozwo­li­ło ludziom znie­wo­lo­nym przez kosmi­tów zacho­wać swo­je czło­wie­czeń­stwo. Bez wąt­pie­nia wier­ność języ­ko­wi pol­skie­mu i pol­skiej kul­tu­rze pozwo­li­ła nam zacho­wać toż­sa­mość naro­do­wą mimo stu kil­ku­dzie­się­ciu lat zabo­rów. Jesz­cze dłuż­szą pró­bę prze­trwa­ła toż­sa­mość żydow­ska, do tego na stu­le­cia ode­rwa­na od tery­to­rium, na któ­rym mogła­by się zako­rze­nić.

Nic dziw­ne­go, że doświad­cze­nie histo­rycz­ne skła­nia nas do sza­cun­ku dla wła­snej kul­tu­ry. Czy to jed­nak zna­czy, że powin­ni­śmy się w niej zamy­kać jak w oblę­żo­nej twier­dzy? Hen­ri Berg­son roz­róż­nił spo­łe­czeń­stwa otwar­te i spo­łe­czeń­stwa zamknię­te. Te pierw­sze potra­fią kre­ować nowe idee, a tak­że twór­czo przy­swa­jać sobie idee obcych kul­tur. Dzię­ki nie­ustan­nej dys­ku­sji, tole­ran­cji, plu­ra­li­zmo­wi i wymia­nie roz­wi­ja­ją się i wzmac­nia­ją. Dru­gie ze stra­chu przed wszel­ką nowo­ścią zasty­ga­ją w nie­zmien­nym kształ­cie. Z per­spek­ty­wy ewo­lu­cyj­nej moż­na powie­dzieć, że tra­cą zdol­ność przy­sto­so­wa­nia się do zmien­nych warun­ków i mogą prze­trwać tyl­ko w sta­bil­nym oto­cze­niu. Cze­go bać się bar­dziej: zamknię­cia czy mul­ti-kul­ti?

Pol­ska roz­wi­ja­ła się mię­dzy inny­mi dzię­ki wpro­wa­dze­niu w śre­dnio­wie­czu nie­miec­kie­go pra­wa loka­cyj­ne­go, któ­re zastą­pi­ło wcze­śniej­sze pra­wo pol­skie. W swym zło­tym wie­ku wie­lo­kul­tu­ro­wa Pol­ska była mocar­stwem euro­pej­skim. Pod­upa­dła z powo­du zaścian­ko­wo­ści skut­ku­ją­cej nie­na­dą­ża­niem za pro­ce­sa­mi moder­ni­za­cyj­ny­mi w Euro­pie. Po pierw­szej woj­nie świa­to­wej nie­sły­cha­nie sku­tecz­nie, jak na wyj­ście z dłu­go­trwa­łej nie­wo­li, odro­dzi­ła się zno­wu jako pań­stwo wie­lo­kul­tu­ro­we. Mul­ti-kul­ti jest zatem wpi­sa­ne ozdob­ną czcion­ką w nasze dzie­je. Mono­kul­tu­rę pol­ską zna­my wła­ści­wie dopie­ro od cza­sów PRL, w któ­rych Pol­ska roz­wi­ja­ła się nie­po­rów­na­nie wol­niej od państw zachod­niej Euro­py. Względ­ne, bar­dzo ogra­ni­czo­ne otwar­cie na zagra­ni­cę w latach sie­dem­dzie­sią­tych uru­cho­mi­ło pro­ce­sy, któ­re po nie­speł­na dwu­dzie­stu latach uwol­ni­ły nas z komu­ni­stycz­nych wię­zów. Dzię­ki swo­bod­ne­mu krą­że­niu idei w cią­gu ćwierć­wie­cza z pery­fe­rii Euro­py prze­nie­śli­śmy się do przed­sion­ka cen­trum. Teraz nie­chęć do obcych – sąsia­dów, przy­by­szów i ewen­tu­al­nych przy­by­szów – może nas zawró­cić z tej dro­gi.

Świa­to­wy ter­ro­ryzm pobu­dził lęk przed isla­mem jako zagro­że­niem chrze­ści­jań­skiej toż­sa­mo­ści Euro­py. Tym­cza­sem waż­nym skład­ni­kiem tej toż­sa­mo­ści jest filo­zo­fia chrze­ści­jań­ska, któ­rej głów­ne nur­ty nawią­zu­ją do św. Toma­sza z Akwi­nu. Jego twór­cze roz­wi­nię­cie pogań­skiej bądź co bądź myśli Ary­sto­te­le­sa obfi­cie korzy­sta­ło z dorob­ku filo­zo­fii żydow­skiej (Maj­mo­ni­des) i arab­skiej (Awi­cen­na, Awer­ro­es). Było to moż­li­we dzię­ki mul­ti-kul­ti kwit­ną­ce­mu w Tole­do w XIII w., zwłasz­cza pod pano­wa­niem Alfon­sa X Mądre­go, zało­ży­cie­la słyn­nej szko­ły tłu­ma­czy. Naj­gor­sze, co może spo­tkać toż­sa­mość chrze­ści­jań­ską, rdzeń naszej kul­tu­ry, to jej zamknię­cie, odcię­cie od zewnętrz­nych, ożyw­czych wpły­wów. Kon­se­kwen­cją było­by skost­nie­nie wyklu­cza­ją­ce sku­tecz­ną odpo­wiedź na współ­cze­sne wyzwa­nia, a przede wszyst­kim pod­cię­cie jej u ewan­ge­licz­nych korze­ni, któ­re naka­zu­ją w obcym roz­po­znać bliź­nie­go.

Islam i ter­ro­ryzm islam­ski to dwie róż­ne rze­czy. Podob­nie jak mię­dzy chrze­ści­jań­stwem i chrze­ści­jań­skim szo­wi­ni­zmem nie ma zna­ku rów­no­ści. Ten dru­gi, odpo­wie­dzial­ny za rze­zie inno­wier­ców w prze­szło­ści, pozo­sta­je nadal zło­wro­gi. Kło­po­ty, któ­re nęka­ją Fran­cu­zów, bio­rą się nie z mul­ti-kul­ti, lecz jego prze­ci­wień­stwa: zamknię­cia rzesz muzuł­ma­nów w get­tach, swo­istej odmia­ny apar­the­idu, z któ­re­go skut­ków Afry­ka Połu­dnio­wa od ponad dwu­dzie­stu lat nie może się otrzą­snąć. Znacz­nie lepiej z inte­gra­cją lud­no­ści muzuł­mań­skiej radzą sobie Hisz­pa­nia i Szwe­cja. Pro­ble­my oczy­wi­ście są (i będą), ale uni­ka­nie pro­ble­mów z inny­mi nie­uchron­nie pro­wa­dzi do pro­ble­mów z samym sobą.


grobler-fotoAdam Gro­bler – Pro­fe­sor, dyrek­tor Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Opol­skie­go i wice­prze­wod­ni­czą­cy Komi­te­tu Nauk Filo­zo­ficz­nych PAN. Zaj­mu­je się meto­do­lo­gią nauk, teo­rią pozna­nia, filo­zo­fią ana­li­tycz­ną i dydak­ty­ką filo­zo­fii. W wol­nym cza­sie gra w bry­dża spor­to­we­go. Wdo­wiec (2006), w powtór­nym związ­ku (od 2010), ojciec czwór­ki dzie­ci (1980, 1983, 1984, 1989) i dzia­dek, jak na razie, pię­cior­ga wnu­cząt. Miesz­ka w Kra­ko­wie.
grobler.artus.net.pl,
e-mail: adam_grobler@interia.pl.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy