Artykuł Etyka

Agnieszka Lekka-Kowalik: Po co etyka w pracy uczonego?

Czy etyka jest rzeczywiście niezbędna w pracy badacza? Czy stanowi ona fundament nauki, czy może raczej przeszkodę ograniczającą wolność do poszukiwania i odkrywania prawdy? I dlaczego nie możemy zdać się wyłącznie na sumienie naukowca? Choć nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania, nie sposób ich nie postawić, biorąc pod uwagę istnienie ciemniejszej strony uprawiania nauki.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 18–19. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Obec­nie tworzy się insty­tuc­je – jak choć­by komite­ty ety­czne – których zadaniem jest ety­cz­na kon­tro­la nau­ki. Ich tworze­nie ma moc­ne uza­sad­nie­nie: są liczne przy­pad­ki wykroczeń prze­ci­wko rzetel­noś­ci badań (biule­tyn Euro­pean Sci­ence Foun­da­tion poda­je, że przyz­na­je się do tego 10% naukow­ców), ekspery­men­ty naukowe mają realne kon­sek­wenc­je dla „resz­ty świa­ta”, a ich wyni­ki są głównym wyz­nacznikiem społecznego postępu. Nau­ka, żeby się rozwi­jać, potrze­bu­je wol­noś­ci. Czy jed­nak – z drugiej strony – ingerenc­ja etyków w naukę nie prowadzi do ograniczenia wol­noś­ci badań naukowych?

Etyczny wymiar reguł metodologicznych

Sir Cyril Burt, bry­tyjs­ki psy­cholog, od lat 40. XX wieku głosił tezę o dziedz­icznym uwarunk­owa­niu inteligencji, jed­nak okaza­ło się, że więk­szość danych, na których ją oparł, została sfab­rykowana lub zafałs­zowana. Hwang Woo-Suku twierdz­ił, że sklonował człowieka, a w 2006 roku przyz­nał się, iż wszys­tkie dane sfab­rykował. Jan Hen­drik Schön pub­likował rzeko­mo rewolucyjne prace z zakre­su fizy­ki w cza­sopis­mach ze świa­towej „górnej pół­ki”, a już w roku 2002 cza­sopis­mo „Sci­ence” wyco­fało jego prace ze wzglę­du na udowod­nioną nierzetel­ność danych. Są to przykłady oczy­wis­tego naruszenia norm ety­ki badań naukowych. Wymie­nieni uczeni zła­mali nor­mę: „przestrze­gaj reguł metodolog­icznych nau­ki”. Jeśli ktoś tej normy nie przestrze­ga, to nie upraw­ia nau­ki. Podob­nie jest np. w szachach. Jeśli ktoś nie przestrze­ga ich reguł, nie gra w szachy. Nor­ma ta nie ogranicza nau­ki, ponieważ reguły metodolog­iczne w pewnym stop­niu defini­u­ją, co jest, a co nie jest nauką. Łamiąc tę nor­mę, badacz staw­ia się poza wspól­notą badaw­czą. Pon­ad­to współczes­na nau­ka jest przed­sięwz­ię­ciem kolek­ty­wnym, a jej upraw­ian­ie wyma­ga współpra­cy i zau­fa­nia. Gdy­by naukow­cy zaczęli fab­rykować i fałs­zować dane, przykrawać je do wyz­nawanej hipotezy, niesum­i­en­nie przy­go­towywać ekspery­men­ty itd., nau­ka pole­ga­ją­ca na zdoby­wa­niu obiek­ty­wnej wiedzy przes­tała­by się rozwi­jać i wkrótce by znikła.

Czy wiedza naukowa i dobro moralne czasem się wykluczają?

Wyz­nawanie, że – wedle cel­nego sfor­mułowa­nia Ste­fana Ams­ter­damskiego – „moją etyką jest moja metodolo­gia” nie wystar­cza. Lekarze nazis­tows­cy prowadzili w obozach kon­cen­tra­cyjnych ekspery­men­ty na więź­ni­ach, m.in. zaraża­jąc ich malar­ią i wstrzyku­jąc tru­cizny. Choć uzyskane przez nich dane są rzetelne, nie uważamy ich za wspani­ałych naukow­ców.

Prowad­zone w USA ekspery­men­ty z wybucha­mi jądrowy­mi w przestrzeni spowodowały napromieniowanie, w wyniku którego umarło tysiące ludzi. Zebrane dane są wiary­godne, ale chy­ba nie twierdz­imy, że to po pros­tu koszt roz­wo­ju naukowego.

Wyhodowano ostat­nio bardziej zjadli­wą odmi­anę wirusa ptasiej grypy, zdol­nego ominąć układ odpornoś­ciowy człowieka, a wyni­ki badań opub­likowano w prestiżowym cza­sopiśmie. Takie osiąg­nię­cia nau­ki budzą raczej protest niż radość. Czy więc naukowiec musi cza­sem wziąć na siebie ety­czną winę? Czy sta­je przed wyborem: albo wiedza naukowa, albo dobro społeczeńst­wa? Tak postaw­ione pyta­nia sugeru­ją ist­nie­nie konkurencji między dwiema wartoś­ci­a­mi: dobro moralne kon­tra wol­ność nau­ki. Ety­ka jawi się tu jako narzu­cone z zewnątrz ogranicze­nie, które dobry badacz w imię roz­wo­ju nau­ki powinien omi­jać, nawet za cenę ryzy­ka, że nie będzie dobrym człowiekiem. Słowo „dobry” ma tu dwa znaczenia. Dobry badacz to ten, dla którego jedyną etyką jest metodolo­gia, nato­mi­ast dobry człowiek to ten, który przestrze­ga norm moral­nych. Badanie naukowe jest ser­ią decyzji, poczy­na­jąc od wyboru prob­le­mu badaw­czego, metod i hipotez badaw­czych, aż po wybór teorii do inter­pre­tacji zebranych danych i pub­likację wyników. Dobry badacz decy­du­je: „to jest słuszne dzi­ałanie, bo uzyskam rzetel­ną wiedzę”. Dobry człowiek zaś mówi: „to jest słuszne dzi­ałanie, bo zre­al­izu­ję dobro”. Czy wobec tego jesteśmy skazani na konkurencję między wiedzą a moral­noś­cią, między dobrem poz­naw­czym a dobrem moral­nym? A naukowiec – czy rzeczy­wiś­cie sta­je niekiedy przed wyborem między byciem albo dobrym badaczem, albo dobrym człowiekiem?

Prawda jako fundament nauki

Jeśli odpowiemy pozy­ty­wnie na powyższe pyta­nia, pojaw­ią się osobli­we kon­sek­wenc­je. Moglibyśmy wtedy wyma­gać, by dla wyro­bi­enia umiejęt­noś­ci metody­cznych stu­den­ci robili rzeczy moral­nie złe; opisu­jąc zawód naukow­ca, należało­by mówić – inaczej było­by to oszuki­waniem adep­tów nau­ki – że cza­sem w imię roz­wo­ju nau­ki trze­ba krzy­wdz­ić i oszuki­wać ludzi. Nie sądzę, by ktoś mógł to pro­ponować. Alter­naty­wą jest odrzuce­nie założe­nia konkuren­cyjnoś­ci wiedzy i dobra oraz uznanie ety­ki za ele­ment wsob­ny nau­ki. Czy to możli­we? Owszem – możli­we, a nawet konieczne. Odwoła­jmy się tu do kat­e­gorii prawdy. Praw­da jest celem nau­ki. To twierdze­nie jest uproszcze­niem myśli, że celem nau­ki jest for­mułowanie teorii, które mówią, jak jest, i wyjaś­ni­a­ją, dlaczego tak jest.

Praw­da rozu­mi­ana jako zgod­ność sądu ze stanem rzeczy jest kry­teri­um dzi­ałań wied­zotwór­czych. To dlat­ego fab­rykowanie czy fałs­zowanie danych nie jest dzi­ałaniem naukowym: na pod­staw­ie takich „danych” nie dowiemy się, jak jest.

Badacz winien jest prawdzie respekt, tzn. to, co odkryte i uza­sad­nione jako prawdzi­we, win­no stawać się ele­mentem przekon­ań i pod­stawą dzi­ała­nia. Jeśli prawdzi­we jest twierdze­nie, że pewien odczyn­nik to tru­ciz­na, słusznie w lab­o­ra­to­ri­um zosta­ją wprowad­zone środ­ki bez­pieczeńst­wa. Jeśli prawdzi­we jest twierdze­nie, iż far­tuchy lab­o­ran­tów są brudne – far­tuchy idą do pral­ni. Respek­tu doma­ga się bowiem praw­da jako taka, a nie jedynie praw­da odkry­ta w bada­ni­ach naukowych. Z tego niemal oczy­wis­tego twierdzenia płyną dalekosiężne kon­sek­wenc­je. Sko­ro w etyce (i filo­zofii) odkry­wamy, że człowiek ma niezby­wal­ną god­ność, to respekt dla prawdy nakazu­je uczynić to twierdze­nie pod­stawą dzi­ała­nia. Gdy planu­ję badanie naukowe, prawdy ety­ki powin­ny stać się pod­stawą tego planowa­nia w takim samym stop­niu, jak prawdy innych nauk o przed­mio­cie moich badań. Ety­czność to dru­ga strona metodolog­icznoś­ci. Parafrazu­jąc słowa ks. Tadeusza Sty­cz­nia, jest to „uety­cznie­nie metodologii” badań naukowych. Wyłączanie prawd ety­cznych jest taką samą „zdradą prawdy”, jak fałs­zowanie danych: w jed­nym i w drugim przy­pad­ku ignoru­je­my rzeczy­wis­tość, a zdra­da prawdy zawsze uderza we wspól­notę naukową i osłabia rozwój nau­ki. Dla ilus­tracji przyjrzyjmy się kwestii pla­giatu. Pla­giat nie zagraża rzetel­noś­ci: prawdzi­wość twierdzenia nie zależy od tego, kto je sfor­mułował. Mimo to pla­giat jest uważany za jed­no z cięższych przestępstw prze­ci­wko etyce nau­ki. Dlaczego? Bo to ostate­cznie zdra­da prawdy. Ktoś pub­liku­je cud­zy artykuł pod swoim nazwiskiem, a więc dzi­ała tak, jak gdy­by prawdą było twierdze­nie: „Ja jestem autorem tego artykułu”.

Etyka jako obrona szczęścia

Powyższe rozważa­nia pokazu­ją, że ety­ka jest badac­zowi do pra­cy niezbęd­nie potrzeb­na, gdyż jest zarówno fun­da­mentem nau­ki, jak i obrońcą jej ist­nienia i roz­wo­ju. Jed­nakże upraw­ian­ie nau­ki to nie tylko pra­ca, ale i powołanie. Michał Heller, naukowiec świa­towej sławy, twierdzi:

najwięk­szą rekom­pen­satą za wszys­tkie trudy i ryzy­ka wiążące się z pracą naukową są poz­naw­cze przy­jem­noś­ci, jakie jej towarzyszą i są jej owocem.

I doda­je:

najbardziej odczuwal­ną przy­jem­noś­cią związaną z upraw­ian­iem nau­ki nie jest stan posi­ada­nia wiedzy, lecz pro­ces jej zdoby­wa­nia. Przy­go­da pio­niera, odkry­w­cy.

Ta przy­go­da nada­je sens życiu badacza i przynosi radość, satys­fakcję i szczęś­cie. Jeśli zaś, upraw­ia­jąc naukę, badacz odrzu­ca etykę, ostate­cznie badacz staw­ia się wtedy poza wspól­notą naukową. Ks. Tadeusz Sty­czeń ostrze­ga:

Uczony służy człowiekowi, gdy służy prawdzie, lecz bia­da mu, gdy­by zech­ci­ał pod­dać kogokol­wiek z ludzi w służbę swej prawdzie.

Nie wystar­czy wobec tego przekazy­wanie młodym adep­tom nau­ki wiedzy i umiejęt­noś­ci, ale – dla dobra ich samych i samej nau­ki – należy wzmoc­nić ich świado­mość ety­czną. Nie dar­mo doku­ment pt. Ethics Edu­ca­tion in Sci­ence wyraża nadzieję, że edukac­ja ety­cz­na uchroni naukow­ców

przed popełnie­niem błędów, których później by żałowali ze wzglę­du na szkodli­we kon­sek­wenc­je dla innych, dla nau­ki i dla ich włas­nej kari­ery.


Agniesz­ka Lek­ka-lekka_260_1Kowa­lik – Pro­fe­sor filo­zofii, mag­is­ter chemii. Zaj­mu­je się filo­zofią nau­ki i etyką badań naukowych. Pełniła funkcję prorek­to­ra KUL ds. pro­mocji i współpra­cy z zagranicą.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy