Artykuł Etyka

Agnieszka Lekka-Kowalik: Po co etyka w pracy uczonego?

Czy etyka jest rzeczywiście niezbędna w pracy badacza? Czy stanowi ona fundament nauki, czy może raczej przeszkodę ograniczającą wolność do poszukiwania i odkrywania prawdy? I dlaczego nie możemy zdać się wyłącznie na sumienie naukowca? Choć nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania, nie sposób ich nie postawić, biorąc pod uwagę istnienie ciemniejszej strony uprawiania nauki.

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 18–19. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Obec­nie two­rzy się insty­tu­cje – jak choć­by komi­te­ty etycz­ne – któ­ry­ch zada­niem jest etycz­na kon­tro­la nauki. Ich two­rze­nie ma moc­ne uza­sad­nie­nie: są licz­ne przy­pad­ki wykro­czeń prze­ciw­ko rze­tel­no­ści badań (biu­le­tyn Euro­pe­an Scien­ce Foun­da­tion poda­je, że przy­zna­je się do tego 10% naukow­ców), eks­pe­ry­men­ty nauko­we mają real­ne kon­se­kwen­cje dla „resz­ty świa­ta”, a ich wyni­ki są głów­nym wyznacz­ni­kiem spo­łecz­ne­go postę­pu. Nauka, żeby się roz­wi­jać, potrze­bu­je wol­no­ści. Czy jed­nak – z dru­giej stro­ny – inge­ren­cja ety­ków w naukę nie pro­wa­dzi do ogra­ni­cze­nia wol­no­ści badań nauko­wy­ch?

Etyczny wymiar reguł metodologicznych

Sir Cyril Burt, bry­tyj­ski psy­cho­log, od lat 40. XX wie­ku gło­sił tezę o dzie­dzicz­nym uwa­run­ko­wa­niu inte­li­gen­cji, jed­nak oka­za­ło się, że więk­szo­ść dany­ch, na któ­ry­ch ją oparł, zosta­ła sfa­bry­ko­wa­na lub zafał­szo­wa­na. Hwang Woo-Suku twier­dził, że sklo­no­wał czło­wie­ka, a w 2006 roku przy­znał się, iż wszyst­kie dane sfa­bry­ko­wał. Jan Hen­drik Schön publi­ko­wał rze­ko­mo rewo­lu­cyj­ne pra­ce z zakre­su fizy­ki w cza­so­pi­sma­ch ze świa­to­wej „gór­nej pół­ki”, a już w roku 2002 cza­so­pi­smo „Scien­ce” wyco­fa­ło jego pra­ce ze wzglę­du na udo­wod­nio­ną nie­rze­tel­no­ść dany­ch. Są to przy­kła­dy oczy­wi­ste­go naru­sze­nia norm ety­ki badań nauko­wy­ch. Wymie­nie­ni ucze­ni zła­ma­li nor­mę: „prze­strze­gaj reguł meto­do­lo­gicz­ny­ch nauki”. Jeśli ktoś tej nor­my nie prze­strze­ga, to nie upra­wia nauki. Podob­nie jest np. w sza­cha­ch. Jeśli ktoś nie prze­strze­ga ich reguł, nie gra w sza­chy. Nor­ma ta nie ogra­ni­cza nauki, ponie­waż regu­ły meto­do­lo­gicz­ne w pew­nym stop­niu defi­niu­ją, co jest, a co nie jest nauką. Łamiąc tę nor­mę, bada­cz sta­wia się poza wspól­no­tą badaw­czą. Ponad­to współ­cze­sna nauka jest przed­się­wzię­ciem kolek­tyw­nym, a jej upra­wia­nie wyma­ga współ­pra­cy i zaufa­nia. Gdy­by naukow­cy zaczę­li fabry­ko­wać i fał­szo­wać dane, przy­kra­wać je do wyzna­wa­nej hipo­te­zy, nie­su­mien­nie przy­go­to­wy­wać eks­pe­ry­men­ty itd., nauka pole­ga­ją­ca na zdo­by­wa­niu obiek­tyw­nej wie­dzy prze­sta­ła­by się roz­wi­jać i wkrót­ce by zni­kła.

Czy wiedza naukowa i dobro moralne czasem się wykluczają?

Wyzna­wa­nie, że – wedle cel­ne­go sfor­mu­ło­wa­nia Ste­fa­na Amster­dam­skie­go – „moją ety­ką jest moja meto­do­lo­gia” nie wystar­cza. Leka­rze nazi­stow­scy pro­wa­dzi­li w obo­za­ch kon­cen­tra­cyj­ny­ch eks­pe­ry­men­ty na więź­nia­ch, m.in. zara­ża­jąc ich mala­rią i wstrzy­ku­jąc tru­ci­zny. Choć uzy­ska­ne przez nich dane są rze­tel­ne, nie uwa­ża­my ich za wspa­nia­ły­ch naukow­ców.

Pro­wa­dzo­ne w USA eks­pe­ry­men­ty z wybu­cha­mi jądro­wy­mi w prze­strze­ni spo­wo­do­wa­ły napro­mie­nio­wa­nie, w wyni­ku któ­re­go umar­ło tysią­ce ludzi. Zebra­ne dane są wia­ry­god­ne, ale chy­ba nie twier­dzi­my, że to po pro­stu koszt roz­wo­ju nauko­we­go.

Wyho­do­wa­no ostat­nio bar­dziej zja­dli­wą odmia­nę wiru­sa pta­siej gry­py, zdol­ne­go omi­nąć układ odpor­no­ścio­wy czło­wie­ka, a wyni­ki badań opu­bli­ko­wa­no w pre­sti­żo­wym cza­so­pi­śmie. Takie osią­gnię­cia nauki budzą raczej pro­te­st niż rado­ść. Czy więc nauko­wiec musi cza­sem wziąć na sie­bie etycz­ną winę? Czy sta­je przed wybo­rem: albo wie­dza nauko­wa, albo dobro spo­łe­czeń­stwa? Tak posta­wio­ne pyta­nia suge­ru­ją ist­nie­nie kon­ku­ren­cji mię­dzy dwie­ma war­to­ścia­mi: dobro moral­ne kon­tra wol­no­ść nauki. Ety­ka jawi się tu jako narzu­co­ne z zewną­trz ogra­ni­cze­nie, któ­re dobry bada­cz w imię roz­wo­ju nauki powi­nien omi­jać, nawet za cenę ryzy­ka, że nie będzie dobrym czło­wie­kiem. Sło­wo „dobry” ma tu dwa zna­cze­nia. Dobry bada­cz to ten, dla któ­re­go jedy­ną ety­ką jest meto­do­lo­gia, nato­mia­st dobry czło­wiek to ten, któ­ry prze­strze­ga norm moral­ny­ch. Bada­nie nauko­we jest serią decy­zji, poczy­na­jąc od wybo­ru pro­ble­mu badaw­cze­go, metod i hipo­tez badaw­czy­ch, aż po wybór teo­rii do inter­pre­ta­cji zebra­ny­ch dany­ch i publi­ka­cję wyni­ków. Dobry bada­cz decy­du­je: „to jest słusz­ne dzia­ła­nie, bo uzy­skam rze­tel­ną wie­dzę”. Dobry czło­wiek zaś mówi: „to jest słusz­ne dzia­ła­nie, bo zre­ali­zu­ję dobro”. Czy wobec tego jeste­śmy ska­za­ni na kon­ku­ren­cję mię­dzy wie­dzą a moral­no­ścią, mię­dzy dobrem poznaw­czym a dobrem moral­nym? A nauko­wiec – czy rze­czy­wi­ście sta­je nie­kie­dy przed wybo­rem mię­dzy byciem albo dobrym bada­czem, albo dobrym czło­wie­kiem?

Prawda jako fundament nauki

Jeśli odpo­wie­my pozy­tyw­nie na powyż­sze pyta­nia, poja­wią się oso­bli­we kon­se­kwen­cje. Mogli­by­śmy wte­dy wyma­gać, by dla wyro­bie­nia umie­jęt­no­ści meto­dycz­ny­ch stu­den­ci robi­li rze­czy moral­nie złe; opi­su­jąc zawód naukow­ca, nale­ża­ło­by mówić – ina­czej było­by to oszu­ki­wa­niem adep­tów nauki – że cza­sem w imię roz­wo­ju nauki trze­ba krzyw­dzić i oszu­ki­wać ludzi. Nie sądzę, by ktoś mógł to pro­po­no­wać. Alter­na­ty­wą jest odrzu­ce­nie zało­że­nia kon­ku­ren­cyj­no­ści wie­dzy i dobra oraz uzna­nie ety­ki za ele­ment wsob­ny nauki. Czy to moż­li­we? Owszem – moż­li­we, a nawet koniecz­ne. Odwo­łaj­my się tu do kate­go­rii praw­dy. Praw­da jest celem nauki. To twier­dze­nie jest uprosz­cze­niem myśli, że celem nauki jest for­mu­ło­wa­nie teo­rii, któ­re mówią, jak jest, i wyja­śnia­ją, dla­cze­go tak jest.

Praw­da rozu­mia­na jako zgod­no­ść sądu ze sta­nem rze­czy jest kry­te­rium dzia­łań wie­dzo­twór­czy­ch. To dla­te­go fabry­ko­wa­nie czy fał­szo­wa­nie dany­ch nie jest dzia­ła­niem nauko­wym: na pod­sta­wie taki­ch „dany­ch” nie dowie­my się, jak jest.

Bada­cz winien jest praw­dzie respekt, tzn. to, co odkry­te i uza­sad­nio­ne jako praw­dzi­we, win­no sta­wać się ele­men­tem prze­ko­nań i pod­sta­wą dzia­ła­nia. Jeśli praw­dzi­we jest twier­dze­nie, że pewien odczyn­nik to tru­ci­zna, słusz­nie w labo­ra­to­rium zosta­ją wpro­wa­dzo­ne środ­ki bez­pie­czeń­stwa. Jeśli praw­dzi­we jest twier­dze­nie, iż far­tu­chy labo­ran­tów są brud­ne – far­tu­chy idą do pral­ni. Respek­tu doma­ga się bowiem praw­da jako taka, a nie jedy­nie praw­da odkry­ta w bada­nia­ch nauko­wy­ch. Z tego nie­mal oczy­wi­ste­go twier­dze­nia pły­ną dale­ko­sięż­ne kon­se­kwen­cje. Sko­ro w ety­ce (i filo­zo­fii) odkry­wa­my, że czło­wiek ma nie­zby­wal­ną god­no­ść, to respekt dla praw­dy naka­zu­je uczy­nić to twier­dze­nie pod­sta­wą dzia­ła­nia. Gdy pla­nu­ję bada­nie nauko­we, praw­dy ety­ki powin­ny stać się pod­sta­wą tego pla­no­wa­nia w takim samym stop­niu, jak praw­dy inny­ch nauk o przed­mio­cie moich badań. Etycz­no­ść to dru­ga stro­na meto­do­lo­gicz­no­ści. Para­fra­zu­jąc sło­wa ks. Tade­usza Stycz­nia, jest to „uetycz­nie­nie meto­do­lo­gii” badań nauko­wy­ch. Wyłą­cza­nie prawd etycz­ny­ch jest taką samą „zdra­dą praw­dy”, jak fał­szo­wa­nie dany­ch: w jed­nym i w dru­gim przy­pad­ku igno­ru­je­my rze­czy­wi­sto­ść, a zdra­da praw­dy zawsze ude­rza we wspól­no­tę nauko­wą i osła­bia roz­wój nauki. Dla ilu­stra­cji przyj­rzyj­my się kwe­stii pla­gia­tu. Pla­giat nie zagra­ża rze­tel­no­ści: praw­dzi­wo­ść twier­dze­nia nie zale­ży od tego, kto je sfor­mu­ło­wał. Mimo to pla­giat jest uwa­ża­ny za jed­no z cięż­szy­ch prze­stęp­stw prze­ciw­ko ety­ce nauki. Dla­cze­go? Bo to osta­tecz­nie zdra­da praw­dy. Ktoś publi­ku­je cudzy arty­kuł pod swo­im nazwi­skiem, a więc dzia­ła tak, jak gdy­by praw­dą było twier­dze­nie: „Ja jestem auto­rem tego arty­ku­łu”.

Etyka jako obrona szczęścia

Powyż­sze roz­wa­ża­nia poka­zu­ją, że ety­ka jest bada­czo­wi do pra­cy nie­zbęd­nie potrzeb­na, gdyż jest zarów­no fun­da­men­tem nauki, jak i obroń­cą jej ist­nie­nia i roz­wo­ju. Jed­nak­że upra­wia­nie nauki to nie tyl­ko pra­ca, ale i powo­ła­nie. Michał Hel­ler, nauko­wiec świa­to­wej sła­wy, twier­dzi:

naj­więk­szą rekom­pen­sa­tą za wszyst­kie tru­dy i ryzy­ka wią­żą­ce się z pra­cą nauko­wą są poznaw­cze przy­jem­no­ści, jakie jej towa­rzy­szą i są jej owo­cem.

I doda­je:

naj­bar­dziej odczu­wal­ną przy­jem­no­ścią zwią­za­ną z upra­wia­niem nauki nie jest stan posia­da­nia wie­dzy, lecz pro­ces jej zdo­by­wa­nia. Przy­go­da pio­nie­ra, odkryw­cy.

Ta przy­go­da nada­je sens życiu bada­cza i przy­no­si rado­ść, satys­fak­cję i szczę­ście. Jeśli zaś, upra­wia­jąc naukę, bada­cz odrzu­ca ety­kę, osta­tecz­nie bada­cz sta­wia się wte­dy poza wspól­no­tą nauko­wą. Ks. Tade­usz Sty­czeń ostrze­ga:

Uczo­ny słu­ży czło­wie­ko­wi, gdy słu­ży praw­dzie, lecz bia­da mu, gdy­by zechciał pod­dać kogo­kol­wiek z ludzi w służ­bę swej praw­dzie.

Nie wystar­czy wobec tego prze­ka­zy­wa­nie mło­dym adep­tom nauki wie­dzy i umie­jęt­no­ści, ale – dla dobra ich samy­ch i samej nauki – nale­ży wzmoc­nić ich świa­do­mo­ść etycz­ną. Nie dar­mo doku­ment pt. Ethics Edu­ca­tion in Scien­ce wyra­ża nadzie­ję, że edu­ka­cja etycz­na uchro­ni naukow­ców

przed popeł­nie­niem błę­dów, któ­ry­ch póź­niej by żało­wa­li ze wzglę­du na szko­dli­we kon­se­kwen­cje dla inny­ch, dla nauki i dla ich wła­snej karie­ry.


Agniesz­ka Lek­ka–lekka_260_1Kowa­lik – Pro­fe­sor filo­zo­fii, magi­ster che­mii. Zaj­mu­je się filo­zo­fią nauki i ety­ką badań nauko­wy­ch. Peł­ni­ła funk­cję pro­rek­to­ra KUL ds. pro­mo­cji i współ­pra­cy z zagra­ni­cą.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy