Artykuł Etyka

Agnieszka Lekka-Kowalik: Po co etyka w pracy uczonego?

Czy etyka jest rzeczywiście niezbędna w pracy badacza? Czy stanowi ona fundament nauki, czy może raczej przeszkodę ograniczającą wolność do poszukiwania i odkrywania prawdy? I dlaczego nie możemy zdać się wyłącznie na sumienie naukowca? Choć nie jest łatwo odpowiedzieć na te pytania, nie sposób ich nie postawić, biorąc pod uwagę istnienie ciemniejszej strony uprawiania nauki.

R e k l a m a

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 18–19. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Obec­nie two­rzy się insty­tu­cje – jak choć­by komi­te­ty etycz­ne – któ­rych zada­niem jest etycz­na kon­tro­la nauki. Ich two­rze­nie ma moc­ne uza­sad­nie­nie: są licz­ne przy­pad­ki wykro­czeń prze­ciw­ko rze­tel­no­ści badań (biu­le­tyn Euro­pe­an Scien­ce Foun­da­tion poda­je, że przy­zna­je się do tego 10% naukow­ców), eks­pe­ry­men­ty nauko­we mają real­ne kon­se­kwen­cje dla „resz­ty świa­ta”, a ich wyni­ki są głów­nym wyznacz­ni­kiem spo­łecz­ne­go postę­pu. Nauka, żeby się roz­wi­jać, potrze­bu­je wol­no­ści. Czy jed­nak – z dru­giej stro­ny – inge­ren­cja ety­ków w naukę nie pro­wa­dzi do ogra­ni­cze­nia wol­no­ści badań nauko­wych?

Etyczny wymiar reguł metodologicznych

Sir Cyril Burt, bry­tyj­ski psy­cho­log, od lat 40. XX wie­ku gło­sił tezę o dzie­dzicz­nym uwa­run­ko­wa­niu inte­li­gen­cji, jed­nak oka­za­ło się, że więk­szość danych, na któ­rych ją oparł, zosta­ła sfa­bry­ko­wa­na lub zafał­szo­wa­na. Hwang Woo-Suku twier­dził, że sklo­no­wał czło­wie­ka, a w 2006 roku przy­znał się, iż wszyst­kie dane sfa­bry­ko­wał. Jan Hen­drik Schön publi­ko­wał rze­ko­mo rewo­lu­cyj­ne pra­ce z zakre­su fizy­ki w cza­so­pi­smach ze świa­to­wej „gór­nej pół­ki”, a już w roku 2002 cza­so­pi­smo „Scien­ce” wyco­fa­ło jego pra­ce ze wzglę­du na udo­wod­nio­ną nie­rze­tel­ność danych. Są to przy­kła­dy oczy­wi­ste­go naru­sze­nia norm ety­ki badań nauko­wych. Wymie­nie­ni ucze­ni zła­ma­li nor­mę: „prze­strze­gaj reguł meto­do­lo­gicz­nych nauki”. Jeśli ktoś tej nor­my nie prze­strze­ga, to nie upra­wia nauki. Podob­nie jest np. w sza­chach. Jeśli ktoś nie prze­strze­ga ich reguł, nie gra w sza­chy. Nor­ma ta nie ogra­ni­cza nauki, ponie­waż regu­ły meto­do­lo­gicz­ne w pew­nym stop­niu defi­niu­ją, co jest, a co nie jest nauką. Łamiąc tę nor­mę, badacz sta­wia się poza wspól­no­tą badaw­czą. Ponad­to współ­cze­sna nauka jest przed­się­wzię­ciem kolek­tyw­nym, a jej upra­wia­nie wyma­ga współ­pra­cy i zaufa­nia. Gdy­by naukow­cy zaczę­li fabry­ko­wać i fał­szo­wać dane, przy­kra­wać je do wyzna­wa­nej hipo­te­zy, nie­su­mien­nie przy­go­to­wy­wać eks­pe­ry­men­ty itd., nauka pole­ga­ją­ca na zdo­by­wa­niu obiek­tyw­nej wie­dzy prze­sta­ła­by się roz­wi­jać i wkrót­ce by zni­kła.

Czy wiedza naukowa i dobro moralne czasem się wykluczają?

Wyzna­wa­nie, że – wedle cel­ne­go sfor­mu­ło­wa­nia Ste­fa­na Amster­dam­skie­go – „moją ety­ką jest moja meto­do­lo­gia” nie wystar­cza. Leka­rze nazi­stow­scy pro­wa­dzi­li w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych eks­pe­ry­men­ty na więź­niach, m.in. zara­ża­jąc ich mala­rią i wstrzy­ku­jąc tru­ci­zny. Choć uzy­ska­ne przez nich dane są rze­tel­ne, nie uwa­ża­my ich za wspa­nia­łych naukow­ców.

Pro­wa­dzo­ne w USA eks­pe­ry­men­ty z wybu­cha­mi jądro­wy­mi w prze­strze­ni spo­wo­do­wa­ły napro­mie­nio­wa­nie, w wyni­ku któ­re­go umar­ło tysią­ce ludzi. Zebra­ne dane są wia­ry­god­ne, ale chy­ba nie twier­dzi­my, że to po pro­stu koszt roz­wo­ju nauko­we­go.

Wyho­do­wa­no ostat­nio bar­dziej zja­dli­wą odmia­nę wiru­sa pta­siej gry­py, zdol­ne­go omi­nąć układ odpor­no­ścio­wy czło­wie­ka, a wyni­ki badań opu­bli­ko­wa­no w pre­sti­żo­wym cza­so­pi­śmie. Takie osią­gnię­cia nauki budzą raczej pro­test niż radość. Czy więc nauko­wiec musi cza­sem wziąć na sie­bie etycz­ną winę? Czy sta­je przed wybo­rem: albo wie­dza nauko­wa, albo dobro spo­łe­czeń­stwa? Tak posta­wio­ne pyta­nia suge­ru­ją ist­nie­nie kon­ku­ren­cji mię­dzy dwie­ma war­to­ścia­mi: dobro moral­ne kon­tra wol­ność nauki. Ety­ka jawi się tu jako narzu­co­ne z zewnątrz ogra­ni­cze­nie, któ­re dobry badacz w imię roz­wo­ju nauki powi­nien omi­jać, nawet za cenę ryzy­ka, że nie będzie dobrym czło­wie­kiem. Sło­wo „dobry” ma tu dwa zna­cze­nia. Dobry badacz to ten, dla któ­re­go jedy­ną ety­ką jest meto­do­lo­gia, nato­miast dobry czło­wiek to ten, któ­ry prze­strze­ga norm moral­nych. Bada­nie nauko­we jest serią decy­zji, poczy­na­jąc od wybo­ru pro­ble­mu badaw­cze­go, metod i hipo­tez badaw­czych, aż po wybór teo­rii do inter­pre­ta­cji zebra­nych danych i publi­ka­cję wyni­ków. Dobry badacz decy­du­je: „to jest słusz­ne dzia­ła­nie, bo uzy­skam rze­tel­ną wie­dzę”. Dobry czło­wiek zaś mówi: „to jest słusz­ne dzia­ła­nie, bo zre­ali­zu­ję dobro”. Czy wobec tego jeste­śmy ska­za­ni na kon­ku­ren­cję mię­dzy wie­dzą a moral­no­ścią, mię­dzy dobrem poznaw­czym a dobrem moral­nym? A nauko­wiec – czy rze­czy­wi­ście sta­je nie­kie­dy przed wybo­rem mię­dzy byciem albo dobrym bada­czem, albo dobrym czło­wie­kiem?

Prawda jako fundament nauki

Jeśli odpo­wie­my pozy­tyw­nie na powyż­sze pyta­nia, poja­wią się oso­bli­we kon­se­kwen­cje. Mogli­by­śmy wte­dy wyma­gać, by dla wyro­bie­nia umie­jęt­no­ści meto­dycz­nych stu­den­ci robi­li rze­czy moral­nie złe; opi­su­jąc zawód naukow­ca, nale­ża­ło­by mówić – ina­czej było­by to oszu­ki­wa­niem adep­tów nauki – że cza­sem w imię roz­wo­ju nauki trze­ba krzyw­dzić i oszu­ki­wać ludzi. Nie sądzę, by ktoś mógł to pro­po­no­wać. Alter­na­ty­wą jest odrzu­ce­nie zało­że­nia kon­ku­ren­cyj­no­ści wie­dzy i dobra oraz uzna­nie ety­ki za ele­ment wsob­ny nauki. Czy to moż­li­we? Owszem – moż­li­we, a nawet koniecz­ne. Odwo­łaj­my się tu do kate­go­rii praw­dy. Praw­da jest celem nauki. To twier­dze­nie jest uprosz­cze­niem myśli, że celem nauki jest for­mu­ło­wa­nie teo­rii, któ­re mówią, jak jest, i wyja­śnia­ją, dla­cze­go tak jest.

Praw­da rozu­mia­na jako zgod­ność sądu ze sta­nem rze­czy jest kry­te­rium dzia­łań wie­dzo­twór­czych. To dla­te­go fabry­ko­wa­nie czy fał­szo­wa­nie danych nie jest dzia­ła­niem nauko­wym: na pod­sta­wie takich „danych” nie dowie­my się, jak jest.

Badacz winien jest praw­dzie respekt, tzn. to, co odkry­te i uza­sad­nio­ne jako praw­dzi­we, win­no sta­wać się ele­men­tem prze­ko­nań i pod­sta­wą dzia­ła­nia. Jeśli praw­dzi­we jest twier­dze­nie, że pewien odczyn­nik to tru­ci­zna, słusz­nie w labo­ra­to­rium zosta­ją wpro­wa­dzo­ne środ­ki bez­pie­czeń­stwa. Jeśli praw­dzi­we jest twier­dze­nie, iż far­tu­chy labo­ran­tów są brud­ne – far­tu­chy idą do pral­ni. Respek­tu doma­ga się bowiem praw­da jako taka, a nie jedy­nie praw­da odkry­ta w bada­niach nauko­wych. Z tego nie­mal oczy­wi­ste­go twier­dze­nia pły­ną dale­ko­sięż­ne kon­se­kwen­cje. Sko­ro w ety­ce (i filo­zo­fii) odkry­wa­my, że czło­wiek ma nie­zby­wal­ną god­ność, to respekt dla praw­dy naka­zu­je uczy­nić to twier­dze­nie pod­sta­wą dzia­ła­nia. Gdy pla­nu­ję bada­nie nauko­we, praw­dy ety­ki powin­ny stać się pod­sta­wą tego pla­no­wa­nia w takim samym stop­niu, jak praw­dy innych nauk o przed­mio­cie moich badań. Etycz­ność to dru­ga stro­na meto­do­lo­gicz­no­ści. Para­fra­zu­jąc sło­wa ks. Tade­usza Stycz­nia, jest to „uetycz­nie­nie meto­do­lo­gii” badań nauko­wych. Wyłą­cza­nie prawd etycz­nych jest taką samą „zdra­dą praw­dy”, jak fał­szo­wa­nie danych: w jed­nym i w dru­gim przy­pad­ku igno­ru­je­my rze­czy­wi­stość, a zdra­da praw­dy zawsze ude­rza we wspól­no­tę nauko­wą i osła­bia roz­wój nauki. Dla ilu­stra­cji przyj­rzyj­my się kwe­stii pla­gia­tu. Pla­giat nie zagra­ża rze­tel­no­ści: praw­dzi­wość twier­dze­nia nie zale­ży od tego, kto je sfor­mu­ło­wał. Mimo to pla­giat jest uwa­ża­ny za jed­no z cięż­szych prze­stępstw prze­ciw­ko ety­ce nauki. Dla­cze­go? Bo to osta­tecz­nie zdra­da praw­dy. Ktoś publi­ku­je cudzy arty­kuł pod swo­im nazwi­skiem, a więc dzia­ła tak, jak gdy­by praw­dą było twier­dze­nie: „Ja jestem auto­rem tego arty­ku­łu”.

Etyka jako obrona szczęścia

Powyż­sze roz­wa­ża­nia poka­zu­ją, że ety­ka jest bada­czo­wi do pra­cy nie­zbęd­nie potrzeb­na, gdyż jest zarów­no fun­da­men­tem nauki, jak i obroń­cą jej ist­nie­nia i roz­wo­ju. Jed­nak­że upra­wia­nie nauki to nie tyl­ko pra­ca, ale i powo­ła­nie. Michał Hel­ler, nauko­wiec świa­to­wej sła­wy, twier­dzi:

naj­więk­szą rekom­pen­sa­tą za wszyst­kie tru­dy i ryzy­ka wią­żą­ce się z pra­cą nauko­wą są poznaw­cze przy­jem­no­ści, jakie jej towa­rzy­szą i są jej owo­cem.

I doda­je:

naj­bar­dziej odczu­wal­ną przy­jem­no­ścią zwią­za­ną z upra­wia­niem nauki nie jest stan posia­da­nia wie­dzy, lecz pro­ces jej zdo­by­wa­nia. Przy­go­da pio­nie­ra, odkryw­cy.

Ta przy­go­da nada­je sens życiu bada­cza i przy­no­si radość, satys­fak­cję i szczę­ście. Jeśli zaś, upra­wia­jąc naukę, badacz odrzu­ca ety­kę, osta­tecz­nie badacz sta­wia się wte­dy poza wspól­no­tą nauko­wą. Ks. Tade­usz Sty­czeń ostrze­ga:

Uczo­ny słu­ży czło­wie­ko­wi, gdy słu­ży praw­dzie, lecz bia­da mu, gdy­by zechciał pod­dać kogo­kol­wiek z ludzi w służ­bę swej praw­dzie.

Nie wystar­czy wobec tego prze­ka­zy­wa­nie mło­dym adep­tom nauki wie­dzy i umie­jęt­no­ści, ale – dla dobra ich samych i samej nauki – nale­ży wzmoc­nić ich świa­do­mość etycz­ną. Nie dar­mo doku­ment pt. Ethics Edu­ca­tion in Scien­ce wyra­ża nadzie­ję, że edu­ka­cja etycz­na uchro­ni naukow­ców

przed popeł­nie­niem błę­dów, któ­rych póź­niej by żało­wa­li ze wzglę­du na szko­dli­we kon­se­kwen­cje dla innych, dla nauki i dla ich wła­snej karie­ry.


Agniesz­ka Lek­ka–lekka_260_1Kowa­lik – Pro­fe­sor filo­zo­fii, magi­ster che­mii. Zaj­mu­je się filo­zo­fią nauki i ety­ką badań nauko­wych. Peł­ni­ła funk­cję pro­rek­to­ra KUL ds. pro­mo­cji i współ­pra­cy z zagra­ni­cą.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy