Artykuł Estetyka

Anna Chęćka: Percepcja piękna: estetyczne pomieszanie zmysłów

Neuroestetyka jest jedną z prężnie rozwijających się dzisiaj dziedzin. Pozwala wyjaśniać, jak mózg kategoryzuje rzeczywistość zmysłową. Spekulujący filozof może do tych objaśnień sięgać, aby pogłębić rozumienie takich kategorii estetycznych jak piękno, twórczość czy przeżycie estetyczne. Neuroestetyka korzysta z wyników badań neurobiologii, psychologii poznawczej, kognitywistyki, opiera się także na faktach, jakich dostarczają jej współczesne techniki neuroobrazowania (pozytonowa tomografia emisyjna, rezonans magnetyczny). Jednak nawet wobec faktów dotyczących funkcjonowania ludzkiego układu nerwowego warto zachować poznawczy dystans. Kontakt ze sztuką uczy pokory: wobec tajemnicy piękna metoda szkiełka i oka nie jest wystarczająca.

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 1 (19), s. 18–20. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Współczes­ny amerykańs­ki filo­zof Arnold Berleant zauważa, że nauc­zono nas kat­e­go­ry­zować doświad­czenia zmysłowe: szla­chet­niejsze płyną ze zmysłów wzroku i słuchu, zaś bardziej prymi­ty­wne wiążą się z doz­na­ni­a­mi dotykowy­mi, smakowy­mi i zapa­chowy­mi. Wędru­jąc do źródeł tego podzi­ału, docier­amy do metafizy­ki Pla­tona, bezwzględ­nie umiejs­caw­ia­jącej to, co fizy­czne i mate­ri­alne, w niższej sferze. Dotyk, smak i węch zakłada­ją bliskość, bezpośred­ni kon­takt zmysłowy, więc arys­tokraty­cz­na kul­tura grec­ka trak­towała je ostrożnie. Zbyt jawne pow­iązanie zmysłów kon­tak­tu z cielesnoś­cią narusza­ło spokój umysłu kon­tem­pla­cyjnego. Este­ty­ka dłu­go podążała tropem wyz­nac­zonym przez Pla­tona w Hip­pi­aszu Więk­szym: doświad­cze­nie pięk­na ogranic­zono tam do doz­nań słu­chowych i wzrokowych, pod­danych kon­troli rozu­mu. W rozważa­ni­ach Arnol­da Berlean­ta rozróżnie­niu na zmysły dys­tan­su (wzrok, słuch) i kon­tak­tu (dotyk, węch, smak) odpowia­da podzi­ał na to, co sen­su­alne i zmysłowe: „Sen­su­alne dopuszczalne jest jedynie wów­czas, gdy jest bez­pieczne (czyli postrze­gane przez zmysły słuchu oraz wzroku), pod­czas gdy zmysł smaku, węchu, a zwłaszcza dotyku nieod­par­cie sugeru­je to, co zmysłowe. W cza­sach nowożyt­nych pogląd ten stał się w este­tyce wiodą­cy dzię­ki poję­ciom dys­tan­su psy­chicznego oraz bez­in­tere­sownoś­ci. […] Jedynie gdy to, co zmysłowe, zostanie zde­per­son­al­i­zowane, pozbaw­ione bliskoś­ci i udu­chowione, moż­na je zaak­cep­tować z este­ty­cznego punk­tu widzenia”.

Uproszcze­nie, które słusznie iry­tu­je Berlean­ta, doty­czy klasy­fikowa­nia sztuk na pod­staw­ie zmysłu, dzię­ki które­mu dana sztu­ka jest postrze­gana, „jak w przy­pad­ku nazy­wa­nia muzy­ki sztuką dla słuchu, a malarst­wa sztuką wiz­ual­ną. […] Przed­staw­iono przekonu­jące argu­men­ty, że rzeź­ba, dziedz­i­na sztu­ki w założe­niu wiz­ual­na, nie odwołu­je się w pier­wszym rzędzie do wzroku, ale do dotyku. Do zmysłu dotyku w znacznym stop­niu odwołu­je się także wiele przykładów sztu­ki graficznej, cho­ci­aż nie bezpośred­nio, lecz poprzez zwróce­nie uwa­gi na takie cechy dzieła jak fak­tu­ra oraz powierzch­nia”.

Wielomodalność doświadczenia

Może­my w tym miejs­cu porzu­cić speku­lac­je i przy­wołać empiryczne przykłady synestezji. Tę właś­ci­wość per­cep­cyjną nazy­wa się żar­to­bli­wie „este­ty­cznym pomieszaniem zmysłów”, choć w rzeczy­wis­toś­ci może być ona trak­towana jako przy­wilej i dar. Neu­ro­bi­olodzy głoszą, że każdy z nas doświad­cza sen­su­al bouil­l­abaisse na etapie niemowlę­cym aż do czwartego miesią­ca życia. Odpowia­da za to nie do koń­ca rozwinię­ta kora móz­gowa. Dopiero później, kiedy mózg się rozwi­ja, a kora spec­jal­izu­je, doz­na­nia zmysłowe sta­ją się odręb­ne. Być może u częś­ci ludzi ten pro­ces spec­jal­iza­cji nie zosta­je ukońc­zony i dlat­ego zachowu­ją zdol­noś­ci do bar­wnego słyszenia lub pach­nącego postrze­ga­nia. Jeżeli synestez­ja doty­czy artysty, może przy­czy­ni­ać się do wzbo­gace­nia twór­c­zoś­ci. Kom­pozy­tor wiąże wtedy dźwię­ki z kolora­mi czy zapacha­mi, pis­arz widzi wielo­bar­wne słowa, a malarz kojarzy bar­wę z dźwiękiem instru­men­tów. Dla Kandinsky’ego cynober brzmi­ał jak tuba, w wyobraźni Naboko­va litery pach­ni­ały i mieniły się kolora­mi, zaś Skri­abin skom­ponował poe­mat sym­fon­iczny, do wyko­na­nia którego niezbęd­ny był fortepi­an emi­tu­ją­cy kolory. Synestez­ja doty­czy około trzech pro­cent pop­u­lacji, najczęś­ciej wys­tępu­je w postaci pow­iąza­nia znaku graficznego z kolorem (lit­era, cyfra wywołu­ją wraże­nia bar­wne), choć pojaw­ia się także jako dużo bardziej złożone, wielo­modalne doświad­cze­nie (dźwię­ki wiążą się z zapachem, kolorem, wyobraże­ni­a­mi dotykowy­mi).

Lecz poza świadect­wa­mi syneste­tyków, którzy spon­tan­icznie wiążą brzmie­nie dźwięku z kolorem czy smakiem – albo, jak Kandin­sky, widząc kolor, słyszą dźwię­ki – moż­na mnożyć przykłady szczegól­nej, nie­jako wyuc­zonej „wielo­modal­noś­ci” doświad­czenia. Mam tutaj na myśli powszech­ną w prak­tyce sytu­ację, w której muzyk opisu­je brzmie­nie jako świ­etliste, kuliste albo ciemne, chro­powate albo aksamitne, mówi o odległoś­ci między dźwięka­mi, o ich ­tem­per­aturze (chłodne/ciepłe brzmie­nie). Claude Debussy jest wyrazistym, choć nieo­dosob­nionym przykła­dem kom­pozy­to­ra, który kieru­je do wykon­aw­cy uwa­gi mające taki właśnie, wielo­modal­ny i synestezyjny, charak­ter i sugeru­je na przykład, by gra­jąc w dynam­ice pianis­si­mo, uzyskać brzmie­nie podob­ne do „fio­le­towej mgły”. Hali­na Poświa­tows­ka sta­je się mis­trzynią wielozmysłowej poezji, gdy w erotyku O tobie pisze: „jesteś wiec­zorem brązowy/ jesteś wiec­zorem zielony/ […] pach­niesz cierpko/ jak roz­tar­ty liść akacji/ wokół jest miękko/ od liś­ci sza­łwii i liś­ci rumi­an­ka”. Jak pisze badacz­ka tej liry­ki, Zuzan­na Kozłows­ka, zako­rzenione w dźwiękach metafory u Poświa­towskiej angażu­ją dotyk („dłoń ucisz”) czy wiz­ję („promyk wiosenny/ w liś­ci­ach zaszeleś­cił”), zaś zapachy są częs­to przed­staw­iane przestrzen­nie („pusty­nia z kwit­nącego zapachu”). Zapewne każdy pil­ny uczeń liceum przy­pom­ni sobie w tym kon­tekś­cie Melodię mgieł noc­nych Tet­ma­jera, która pozwala poczuć zapach Czarnego Stawu Gąsieni­cowego, a czytel­nik Naboko­va przy­woła „kasz­tanową, brą­zową woń” włosów bohater­ki Loli­tyCzar­o­dzie­ja. Te wszys­tkie przy­pad­ki zakłada­ją jed­nak szczegól­ną wrażli­wość twór­ców, których imag­i­nar­i­um było samo w sobie synestezyjne.

A co z nami, zwykły­mi zjadacza­mi chle­ba?

Przekroczenie estetyki

Neu­roeste­ty­ka i psy­cholo­gia pro­ponu­ją nam kuszącą hipotezę, sugeru­jąc wielozmysłowość doświad­czenia pięk­na: zamy­ka się ona w kon­cepcji doświad­czenia pro­to­men­tal­nego. Doty­czy ono każdego odbior­cy sztu­ki, choć zapewne niewielu z nas wie o tym, że mu ule­ga. Vezio Rug­gieri opisu­je pro­to­men­talne doświad­cze­nie malarst­wa, ale ta sama kat­e­go­ria doskonale sprawdza się w odniesie­niu do muzy­ki czy lit­er­atu­ry. Zdaniem włoskiego badacza, gdy patrzymy na obraz, nasz mózg rejestru­je szereg reakcji cielesnych na to, co widz­imy, zan­im zaczniemy zdawać sobie sprawę z treś­ci czy urody przed­staw­ień. Rytm, har­mo­nia i kom­pozy­c­ja obrazu pobudza­ją nieświadomą odpowiedź naszego ciała, a ściślej, zmysłu pro­pri­o­cepcji, który odpowia­da za napię­cie mięśniowe i czu­cie głębok­ie. Zmi­any w napię­ciu mięśniowym płyną do mózgu jako infor­ma­c­ja zwrot­na, która przy­czy­nia się do emocjon­al­nego zabar­wienia się bodź­ca. Tak pow­sta­je oso­bista kono­tac­ja wzrokowa, która określa indy­wid­u­al­ną, emocjon­al­ną odpowiedź patrzącego na obraz malars­ki czy fotografię. Moż­na zatem w ogrom­nym uproszcze­niu powiedzieć, że obraz podo­ba nam się, zan­im zdamy sobie z tego sprawę, bo to nasze ciało reagu­je wcześniej, niż pow­sta­je reflek­s­ja este­ty­cz­na w naszym umyśle. Malarzem, którego obrazy pobudza­ją nasz zmysł pro­pri­o­cepcji, jest zdaniem badaczy Piet Mon­dri­an. Choć sam nie był syneste­tykiem, to jed­nak świadomie dążył do przekroczenia staty­cznoś­ci dzieła malarskiego poprzez „ryt­mi­zowanie” jego struk­tu­ry. Przykła­dem obrazu, który naw­iązu­je do muzy­cznego ryt­mu (i pobudza ciało do tań­ca), może być Broad­way Boo­gie Woo­gie (1943). Niesłusznie było­by jed­nak ograniczać kon­cepcję doświad­czenia pro­to­men­tal­nego do per­cepcji wzrokowej. Gdy słuchamy muzy­ki, nasze ciała zosta­ją w dosłownym sen­sie porus­zone przez rytm, melodię, har­monię. Nie tylko u muzyków uruchamia się wów­czas doświad­czanie wielo­modalne: dźwię­ki mają swo­ją struk­turę, ksz­tałt, kolor, pojaw­ia­ją się na pier­wszym planie, są fig­urą główną bądź tłem. Wykon­aw­cy muzy­ki klasy­cznej porozu­miewa­ją się ze sobą, uży­wa­jąc kat­e­gorii przestrzen­nych, odwołu­jąc się do ksz­tałtów, kolorów, fak­tu­ry dźwięku. Lit­er­atu­ra malu­je obrazy, rzeźbi ksz­tał­ty, ale czyni to nie tylko poprzez graficzne zna­ki, w których kodu­je opowieść o zmyślonym bądź rzeczy­wistym świecie wiz­ual­nym. Korzys­ta także z warst­wy brzmień tworów językowych, jak powiedzi­ał­by Roman Ingar­den. I na tym brzmieniowym poziomie lit­er­atu­ra, a zwłaszcza poez­ja, zbliża się do muzy­ki i „gra”. A my jako odbior­cy doz­na­je­my zupełnie niegroźnego „pomiesza­nia zmysłów”. W takich sytu­ac­jach unieważ­ni­amy albo przy­na­jm­niej bierze­my w naw­ias podzi­ał na zmysły kon­tak­tu i dys­tan­su.

Takim tropem podąża Arnold Berleant, gdy trak­tu­je kon­cepc­je dys­tan­su i izo­lacji jako sztuczne, anachron­iczne i oder­wane od zaan­gażowanego doświad­czenia sztu­ki. Diag­nozu­je zawęże­nie este­ty­cznego pola widzenia, niepokoi go intelek­tu­al­i­zowanie, sku­pi­anie się na prob­lemach kon­cep­tu­al­nych, ogól­nych pyta­ni­ach o naturę sztu­ki i kry­te­ri­ach sądu este­ty­cznego. „Wiele z tych spraw to intere­su­jące, a nawet ważne zagad­nienia – przyz­na­je Berleant – ale jeśli tracą zako­rze­nie­nie w doświad­cze­niu, które jest pod­stawą este­ty­cznej teorii, zaczy­na im brakować treś­ci i w rezulta­cie sta­ją się pusty­mi pajęczy­na­mi logi­ki. […] Z tego właśnie powodu włas­noś­ci poszczegól­nych sztuk są tak istotne. Wiodą nas z powrotem ku doświad­cze­niu w całej jego nieprzewidy­wal­noś­ci, specy­fice i efe­merycznoś­ci. Prak­ty­ka artysty­cz­na i este­ty­cz­na per­cepc­ja nie są jedynie niezbęd­nym równoważnikiem filo­zoficznego uogól­nienia, lecz – w co głęboko wierzę – jego właś­ci­wym źródłem. Dla este­ty­ki jed­nakowo ważne są dzieje sztu­ki i jej najnowsze odkrycia”.

Neu­roeste­ty­ka jako młod­sza – bo rozwi­ja­ją­ca się dopiero od 2000 roku – sios­tra este­ty­ki, demokraty­cznie intere­su­jąc się i twór­cą, i odbior­cą sztu­ki, próbu­je też odkry­wać, czym różni się odpowiedź naszego umysłu na sztukę od jego odpowiedzi na codzi­en­ną rzeczy­wis­tość. Wyda­je się, że real­izu­je tym samym jeden z pos­tu­latów Arnol­da Berlean­ta, który „przekracza­jąc” este­tykę, powraca do jej XVI­II-wiecznych pos­tu­latów. Ojciec este­ty­ki, Baum­garten, poszuku­jąc wiedzy na tem­at zmysłowego postrze­ga­nia (ais­the­sis), trak­tował sztukę jako syn­on­im wyrafi­nowanej, sen­so­rycznej świado­moś­ci. Lecz poza sztuką intere­sowało go sze­roko rozu­mi­ane doświad­cze­nie per­cep­cyjne. To doświad­cze­nie zaj­mu­je dzisi­aj este­tyków zori­en­towanych fenom­e­no­log­icznie, lecz pozosta­je zasad­nic­zo poza zasięgiem zain­tere­sowań este­ty­ki anal­i­ty­cznej. Tym­cza­sem neu­roeste­ty­ka zaprasza filo­zofów do wejś­cia na neu­ro­bi­o­log­iczną i ewolucyjną ścieżkę wyjaś­ni­a­nia, aby pogłębić rozu­mie­nie świa­ta i samych siebie.


Anna Chęć­ka – Dr hab., pro­fe­sor nadzwycza­jny, Zakład Este­ty­ki i Filo­zofii Kul­tu­ry Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, badaw­c­zo zaj­mu­je się filo­zofią muzy­ki i este­tyką. Jest także pianistką, absol­wen­tką Akademii Muzy­cznej w Gdańsku i Kon­ser­wa­to­ri­um w Paryżu. Gdy nie czy­ta książek ani nie gra na fortepi­anie, fotogra­fu­je, bie­ga, gotu­je albo wącha per­fumy.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Han­na Urbankows­ka

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Sys­tem ner­wowy zarządza­całym orga­nizmem człowieka, np gdy po 50 roku życia wszys­tko boli to znaczy, że braku­je wit B12 kto­ra łączy sys­tem ner­wowy, kost­ny i sys­tem krwionośny. Są też normy akusty­czne które powin­ny obow­iązy­wać wykon­aw­ców kon­certów muzy­cznych, np niskie częs­totli­woś­ci Schu­mana nie powin­ny przekraczać 4 jed­nos­tek, a który z akustyków zna wzór przestrzen­ny sali kon­cer­towej dla kon­cer­tu? Niskie częs­totli­woś­ci zabi­ja­ją pię­kno muzy­ki, to łomot od którego coraz więcej ludzi jest głuchych…z niedosłuchem , nie pamię­tam kiedy już nie wychodz­iłam z koncertu…a ter­az wogóle nie chodzę na kon­cer­ty. Sys­tem ner­wowy to fizjolo­gia człowieka.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy