Artykuł Filozofia religii

John L. Schellenberg: Argument z ukrytości Boga

Czy powinienem wierzyć w Boga? Nawet ci filozofowie religii, którzy sądzą, że twierdząca odpowiedź na to pytanie nie wymaga argumentów za istnieniem Boga – być może wystarczy twoje doświadczenie religijne albo zapewnienie księdza – rozumieją, jak ważne jest, by móc odpowiedzieć na argumenty przeciw niemu. Jeśli jest jakiś mocny argument przeciw istnieniu Boga, na który nie możesz odpowiedzieć bez plamy na honorze poszukiwacza prawdy, to w twoim przypadku wiara w Boga byłaby nierozsądna.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Artykuł ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 19–20. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Jest tak nawet wów­czas, gdy posi­adasz moc­ne uza­sad­nie­nie – np. w postaci doświad­czenia religi­jnego – ist­nienia Boga, ponieważ moc­ne uza­sad­nie­nie jed­nego stanowiska w kwestii Boga + moc­ne uza­sad­nie­nie stanowiska prze­ci­wnego = dobry powód, by być agnos­tykiem czy wąt­pić w Boga, nie zaś by wierzyć.

Czy zatem ist­nieje moc­ny argu­ment prze­ciw ist­nie­niu Boga? Praw­ie każdy zna argu­men­ty ze zła – argu­men­ty, których przesłan­ki doty­czą bólu, cier­pi­enia, złych czynów i innych złych rzeczy wys­tępu­ją­cych w świecie. Być może jeden z tych argu­men­tów wyda­je ci się szczegól­nie moc­ny. Obec­nie ist­nieje jed­nak również inny sposób argu­men­towa­nia prze­ciw ist­nie­niu Boga, który należy rozważyć. Argu­ment ten, który przykuł uwagę filo­zofów na przestrzeni ostat­nich dwudzi­es­tu lat, jest nazy­wany argu­mentem z ukry­toś­ci.

W prze­ci­wieńst­wie do innych argu­men­tów za lub prze­ciw ist­nie­niu Boga argu­ment z ukry­toś­ci doty­czy wiary w Boga – fak­tu, że uwierzyć i zachować taką wiarę jest znacznie trud­niej, niż moż­na by się tego spodziewać w świecie stwor­zonym przez Boga. W szczegól­noś­ci nawet oso­by, które ani intelek­tu­al­nie, ani emocjon­al­nie nie wzbra­ni­a­ją się przed wiarą w Boga, mogą tej wiary nie posi­adać, stwierdza­jąc, że pocią­ga je ateizm lub agnos­ty­cyzm. Nazwi­jmy je otwarty­mi niewierzą­cy­mi. Wer­s­ja argu­men­tu z ukry­toś­ci, która wyda­je mi się naj­moc­niejsza, mówi, że gdy­by ist­ni­ał Bóg, nie było­by takich niewierzą­cych. Sko­ro zaś ist­nieją, to Boga nie ma.

Dlaczego miało­by nie być otwartych niewierzą­cych, gdy­by ist­ni­ał Bóg? Cóż, w tym miejs­cu musimy wyjaśnić, jaka jest natu­ra Boga, o którym mowa. Bóg, o którym mówię, jest osobą i charak­teryzu­je się – o ile w ogóle ist­nieje – doskon­ałą dobro­cią i miłoś­cią, abso­lut­ną potęgą i wiedzą. Pomyśl przez chwilę o miłoś­ci. Choć nie zawsze było to jasne – i może dlat­ego argu­ment z ukry­toś­ci pow­stał dopiero ter­az – obec­nie zda­je­my sobie sprawę, że jeśli naprawdę kogoś kochasz, jako rodz­ic, przy­ja­ciel czy ktoś więcej, to jesteś co najm­niej otwarty na świadomą, umożli­wia­jącą inter­akcję relację z tą osobą. Nawet mężczyznom i ojcom nie uchodzi w naszych cza­sach na sucho trzy­manie się od kogoś na dys­tans czy pow­tarzanie „Przyjdę później”, a jed­nocześnie zapew­ni­an­ie, że tego kogoś kocha­ją. W ramach takiej świadomej, umożli­wia­jącej inter­akcję relacji możesz bowiem zro­bić dla kochanej oso­by wiele wyjątkowych, dobrych rzeczy, a poza tym takie postępowanie należy do samej natu­ry miłoś­ci: jeśli naprawdę kogoś kochasz, cenisz relację z tą osobą nie tylko ze wzglę­du na korzyś­ci, jakie z niej odno­sisz, ale także dla niej samej.

Załóżmy, że wszys­tko to praw­da. Sko­ro tak, to jeśli przy całej naszej obec­nej wiedzy zamierza­my nadal myśleć o Bogu jako kocha­ją­cym, i to kocha­ją­cym w sposób doskon­ały, musimy uznać go za otwartego na świadomą, umożli­wia­jącą inter­akcję relację ze wszys­tki­mi, których kocha – a Bóg kocha­ją­cy w sposób doskon­ały kochał­by wszys­t­kich. Musimy zatem uznać, że Bóg jest otwarty na świadomą, umożli­wia­jącą inter­akcję relację z każdym człowiekiem.

Zauważmy ter­az coś ważnego: nikt nie może zna­j­dować się z tobą w świadomej, umożli­wia­jącej inter­akcję relacji, jeśli nie wierzy, że ist­niejesz! Wyni­ka z tego jas­no, że doskonale kocha­ją­cy Bóg chci­ał­by, by wszyscy wierzyli, że ist­nieje.

Czy mogą ist­nieć wyjąt­ki – przy­na­jm­niej doty­czące tego, co Bóg spraw­ia w kwestii wiary w niego? Cóż, jakie wyjąt­ki mogła­by robić miłość? Jeśli jakaś oso­ba opiera się wierze, to nawet kocha­ją­cy Bóg mógł­by – szanu­jąc jej wol­ność – pow­strzy­mać się od spraw­ienia, aby uwierzyła. Z pewnoś­cią jed­nak wszyscy otwar­ci niewierzą­cy, którzy mogą uwierzyć w Boga, będą w niego wierzyć – o ile tylko Bóg ist­nieje i jest doskonale kocha­ją­cy – bez wiary nie mogli­by bowiem naw­iązać świadomej, umożli­wia­jącej inter­akcję relacji z Bogiem. Dlat­ego właśnie, gdy­by ist­ni­ał Bóg, na świecie nie było­by otwartych niewierzą­cych – a prze­cież, pow­tarzam, tacy niewierzą­cy ist­nieją. (Zarówno współcześnie, jak i w okre­sach ludzkiego roz­wo­ju ewolucyjnego poprzedza­ją­cych pow­stanie religii, w których wys­tępu­je Bóg). A zatem Bóg nie ist­nieje.

Tak wyglą­da krótkie streszcze­nie mojego rozu­mienia argu­men­tu z ukry­toś­ci. Są również inne sposo­by jego rozwinię­cia. Niek­tóre zostały już opra­cow­ane, inne dopiero czeka­ją na odkrycie – być może przez ciebie. W sytu­acji, gdy brak wiary powodu­je cier­pi­e­nie, kuszą­ca wyda­je się taka wer­s­ja argu­men­tu, w której sta­je się on szczegól­ną odmi­aną argu­men­tu ze zła. Zarysowany powyżej argu­ment z ukry­toś­ci nie jest jed­nak argu­mentem ze zła – stanowi raczej argu­ment z niezre­al­i­zowanego dobra. Wszys­tkie wer­sje argu­men­tu należy, oczy­wiś­cie, dokład­nie prze­myśleć i uwzględ­nić potenc­jalne zarzu­ty.

Załóżmy, że takie prze­myśle­nia pozostaw­ia­ją cię bez odpowiedzi na ten czy inny z takich argu­men­tów i dochodzisz do wniosku, że Bóg nie ist­nieje. Na zakończe­nie chci­ałbym ci pod­sunąć do namysłu następu­jące pytanie: czy musisz ter­az przyjąć scjen­tyzm, czyli pogląd głoszą­cy, że nau­ki przy­rod­nicze mają dostęp do całej prawdy o rzeczy­wis­toś­ci? Moja odpowiedź – która ma jeszcze bardziej rozbudz­ić two­ją cieka­wość – brz­mi „nie”. Nawet jeśli doszedłeś do wniosku, że Bóg nie ist­nieje, wykreśliłeś tylko jeden ele­ment z listy sposobów, wedle których natu­ra może nie być wszys­tkim, co ist­nieje.

Przełożyła Syl­wia Wilczews­ka


John L. Schel­len­berg – Pro­fe­sor filo­zofii w Mount Saint Vin­cent Uni­ver­si­ty w Kanadzie, autor m.in. książek Evo­lu­tion­ary Reli­gion, Oxford:OUP 2013 i The Hid­den­ness Argu­ment, Oxford:OUP 2015. Strona inter­ne­towa: http://www.jlschellenberg.com/

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

Zobacz rep­likę Char­i­ty Ander­son.

< Powrót do spisu treś­ci

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.