Artykuł Filozofia religii

John L. Schellenberg: Argument z ukrytości Boga

Czy powinienem wierzyć w Boga? Nawet ci filozofowie religii, którzy sądzą, że twierdząca odpowiedź na to pytanie nie wymaga argumentów za istnieniem Boga – być może wystarczy twoje doświadczenie religijne albo zapewnienie księdza – rozumieją, jak ważne jest, by móc odpowiedzieć na argumenty przeciw niemu. Jeśli jest jakiś mocny argument przeciw istnieniu Boga, na który nie możesz odpowiedzieć bez plamy na honorze poszukiwacza prawdy, to w twoim przypadku wiara w Boga byłaby nierozsądna.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Arty­kuł uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 19–20. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Jest tak nawet wów­czas, gdy posia­dasz moc­ne uza­sad­nie­nie – np. w posta­ci doświad­cze­nia reli­gij­ne­go – ist­nie­nia Boga, ponie­waż moc­ne uza­sad­nie­nie jed­ne­go sta­no­wi­ska w kwe­stii Boga + moc­ne uza­sad­nie­nie sta­no­wi­ska prze­ciw­ne­go = dobry powód, by być agno­sty­kiem czy wąt­pić w Boga, nie zaś by wierzyć.

Czy zatem ist­nie­je moc­ny argu­ment prze­ciw ist­nie­niu Boga? Pra­wie każ­dy zna argu­men­ty ze zła – argu­men­ty, któ­rych prze­słan­ki doty­czą bólu, cier­pie­nia, złych czy­nów i innych złych rze­czy wystę­pu­ją­cych w świe­cie. Być może jeden z tych argu­men­tów wyda­je ci się szcze­gól­nie moc­ny. Obec­nie ist­nie­je jed­nak rów­nież inny spo­sób argu­men­to­wa­nia prze­ciw ist­nie­niu Boga, któ­ry nale­ży roz­wa­żyć. Argu­ment ten, któ­ry przy­kuł uwa­gę filo­zo­fów na prze­strze­ni ostat­nich dwu­dzie­stu lat, jest nazy­wa­ny argu­men­tem z ukrytości.

W prze­ci­wień­stwie do innych argu­men­tów za lub prze­ciw ist­nie­niu Boga argu­ment z ukry­to­ści doty­czy wia­ry w Boga – fak­tu, że uwie­rzyć i zacho­wać taką wia­rę jest znacz­nie trud­niej, niż moż­na by się tego spo­dzie­wać w świe­cie stwo­rzo­nym przez Boga. W szcze­gól­no­ści nawet oso­by, któ­re ani inte­lek­tu­al­nie, ani emo­cjo­nal­nie nie wzbra­nia­ją się przed wia­rą w Boga, mogą tej wia­ry nie posia­dać, stwier­dza­jąc, że pocią­ga je ate­izm lub agno­sty­cyzm. Nazwij­my je otwar­ty­mi nie­wie­rzą­cy­mi. Wer­sja argu­men­tu z ukry­to­ści, któ­ra wyda­je mi się naj­moc­niej­sza, mówi, że gdy­by ist­niał Bóg, nie było­by takich nie­wie­rzą­cych. Sko­ro zaś ist­nie­ją, to Boga nie ma.

Dla­cze­go mia­ło­by nie być otwar­tych nie­wie­rzą­cych, gdy­by ist­niał Bóg? Cóż, w tym miej­scu musi­my wyja­śnić, jaka jest natu­ra Boga, o któ­rym mowa. Bóg, o któ­rym mówię, jest oso­bą i cha­rak­te­ry­zu­je się – o ile w ogó­le ist­nie­je – dosko­na­łą dobro­cią i miło­ścią, abso­lut­ną potę­gą i wie­dzą. Pomyśl przez chwi­lę o miło­ści. Choć nie zawsze było to jasne – i może dla­te­go argu­ment z ukry­to­ści powstał dopie­ro teraz – obec­nie zda­je­my sobie spra­wę, że jeśli napraw­dę kogoś kochasz, jako rodzic, przy­ja­ciel czy ktoś wię­cej, to jesteś co naj­mniej otwar­ty na świa­do­mą, umoż­li­wia­ją­cą inte­rak­cję rela­cję z tą oso­bą. Nawet męż­czy­znom i ojcom nie ucho­dzi w naszych cza­sach na sucho trzy­ma­nie się od kogoś na dystans czy powta­rza­nie „Przyj­dę póź­niej”, a jed­no­cze­śnie zapew­nia­nie, że tego kogoś kocha­ją. W ramach takiej świa­do­mej, umoż­li­wia­ją­cej inte­rak­cję rela­cji możesz bowiem zro­bić dla kocha­nej oso­by wie­le wyjąt­ko­wych, dobrych rze­czy, a poza tym takie postę­po­wa­nie nale­ży do samej natu­ry miło­ści: jeśli napraw­dę kogoś kochasz, cenisz rela­cję z tą oso­bą nie tyl­ko ze wzglę­du na korzy­ści, jakie z niej odno­sisz, ale tak­że dla niej samej.

Załóż­my, że wszyst­ko to praw­da. Sko­ro tak, to jeśli przy całej naszej obec­nej wie­dzy zamie­rza­my nadal myśleć o Bogu jako kocha­ją­cym, i to kocha­ją­cym w spo­sób dosko­na­ły, musi­my uznać go za otwar­te­go na świa­do­mą, umoż­li­wia­ją­cą inte­rak­cję rela­cję ze wszyst­ki­mi, któ­rych kocha – a Bóg kocha­ją­cy w spo­sób dosko­na­ły kochał­by wszyst­kich. Musi­my zatem uznać, że Bóg jest otwar­ty na świa­do­mą, umoż­li­wia­ją­cą inte­rak­cję rela­cję z każ­dym człowiekiem.

Zauważ­my teraz coś waż­ne­go: nikt nie może znaj­do­wać się z tobą w świa­do­mej, umoż­li­wia­ją­cej inte­rak­cję rela­cji, jeśli nie wie­rzy, że ist­nie­jesz! Wyni­ka z tego jasno, że dosko­na­le kocha­ją­cy Bóg chciał­by, by wszy­scy wie­rzy­li, że istnieje.

Czy mogą ist­nieć wyjąt­ki – przy­naj­mniej doty­czą­ce tego, co Bóg spra­wia w kwe­stii wia­ry w nie­go? Cóż, jakie wyjąt­ki mogła­by robić miłość? Jeśli jakaś oso­ba opie­ra się wie­rze, to nawet kocha­ją­cy Bóg mógł­by – sza­nu­jąc jej wol­ność – powstrzy­mać się od spra­wie­nia, aby uwie­rzy­ła. Z pew­no­ścią jed­nak wszy­scy otwar­ci nie­wie­rzą­cy, któ­rzy mogą uwie­rzyć w Boga, będą w nie­go wie­rzyć – o ile tyl­ko Bóg ist­nie­je i jest dosko­na­le kocha­ją­cy – bez wia­ry nie mogli­by bowiem nawią­zać świa­do­mej, umoż­li­wia­ją­cej inte­rak­cję rela­cji z Bogiem. Dla­te­go wła­śnie, gdy­by ist­niał Bóg, na świe­cie nie było­by otwar­tych nie­wie­rzą­cych – a prze­cież, powta­rzam, tacy nie­wie­rzą­cy ist­nie­ją. (Zarów­no współ­cze­śnie, jak i w okre­sach ludz­kie­go roz­wo­ju ewo­lu­cyj­ne­go poprze­dza­ją­cych powsta­nie reli­gii, w któ­rych wystę­pu­je Bóg). A zatem Bóg nie istnieje.

Tak wyglą­da krót­kie stresz­cze­nie moje­go rozu­mie­nia argu­men­tu z ukry­to­ści. Są rów­nież inne spo­so­by jego roz­wi­nię­cia. Nie­któ­re zosta­ły już opra­co­wa­ne, inne dopie­ro cze­ka­ją na odkry­cie – być może przez cie­bie. W sytu­acji, gdy brak wia­ry powo­du­je cier­pie­nie, kuszą­ca wyda­je się taka wer­sja argu­men­tu, w któ­rej sta­je się on szcze­gól­ną odmia­ną argu­men­tu ze zła. Zary­so­wa­ny powy­żej argu­ment z ukry­to­ści nie jest jed­nak argu­men­tem ze zła – sta­no­wi raczej argu­ment z nie­zre­ali­zo­wa­ne­go dobra. Wszyst­kie wer­sje argu­men­tu nale­ży, oczy­wi­ście, dokład­nie prze­my­śleć i uwzględ­nić poten­cjal­ne zarzuty.

Załóż­my, że takie prze­my­śle­nia pozo­sta­wia­ją cię bez odpo­wie­dzi na ten czy inny z takich argu­men­tów i docho­dzisz do wnio­sku, że Bóg nie ist­nie­je. Na zakoń­cze­nie chciał­bym ci pod­su­nąć do namy­słu nastę­pu­ją­ce pyta­nie: czy musisz teraz przy­jąć scjen­tyzm, czy­li pogląd gło­szą­cy, że nauki przy­rod­ni­cze mają dostęp do całej praw­dy o rze­czy­wi­sto­ści? Moja odpo­wiedź – któ­ra ma jesz­cze bar­dziej roz­bu­dzić two­ją cie­ka­wość – brzmi „nie”. Nawet jeśli dosze­dłeś do wnio­sku, że Bóg nie ist­nie­je, wykre­śli­łeś tyl­ko jeden ele­ment z listy spo­so­bów, wedle któ­rych natu­ra może nie być wszyst­kim, co istnieje.

Prze­ło­ży­ła Syl­wia Wilczewska


John L. Schel­len­berg – Pro­fe­sor filo­zo­fii w Mount Saint Vin­cent Uni­ver­si­ty w Kana­dzie, autor m.in. ksią­żek Evo­lu­tio­na­ry Reli­gion, Oxford:OUP 2013 i The Hid­den­ness Argu­ment, Oxford:OUP 2015. Stro­na inter­ne­to­wa: http://www.jlschellenberg.com/

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

Zobacz repli­kę Cha­ri­ty Ander­son.

< Powrót do spi­su treści

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy