Artykuł Filozofia umysłu Kognitywistyka

Arnold Zuboff: Historia pewnego mózgu

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Down­load (PDF, 1.13MB)


I.

Dawno, dawno temu żył pewien czaru­ją­cy młody człowiek, który posi­adał licznych przy­jaciół i wielkie bogact­wa. Pewnego dnia dowiedzi­ał się, że strasz­na choro­ba trawi całe jego ciało za wyjątkiem układu ner­wowego. Kochał życie i uwiel­bi­ał mieć doświad­czenia. Dlat­ego bard­zo się urad­ował, gdy jego uczeni i niezwyk­le utal­en­towani przy­ja­ciele złożyli mu następu­jącą propozy­cję: „Wyjmiemy mózg z two­jego umier­a­jącego ciała i prze­niesiemy go w nien­arus­zonym stanie do spec­jal­nego pojem­ni­ka z sub­stancją odży­w­czą. Następ­nie podłączymy go do urządzenia, które może wywołać w mózgu dowol­ny układ pobudzeń neu­ronal­nych. W ten sposób będziesz mógł cieszyć się każdym rodza­jem doświad­czeń, jakie może wywołać lub z jakim może być tożsama akty­wność two­jego sys­te­mu ner­wowego”.

Jakie może wywołać lub z jakim może być tożsama” – takie sfor­mułowanie było konieczne, ponieważ wszyscy uczeni akcep­towali wprawdzie ogól­ną teorię, nazy­waną przez nich „neu­ronową teorią doświad­czenia”, ale różnili się co do szczegółów. Powszech­nie znano mnóst­wo niewąt­pli­wych przy­pad­ków, w których stan mózgu czy układ jego akty­wnoś­ci w jak­iś sposób spraw­iał, że człowiek posi­adał określone doświad­cze­nie. Wszyscy sądzili, że ostate­cznym i decy­du­ją­cym czyn­nikiem kon­trolu­ją­cym doświad­czenia człowieka – zarówno ich prze­bieg, jak samo zaist­nie­nie – jest stan układu ner­wowego, a dokład­niej tych obszarów mózgu, które na pod­staw­ie szczegółowych badań uznano za związane z konkret­ny­mi aspek­ta­mi świado­moś­ci. Właśnie dlat­ego złożyli swo­je­mu młode­mu przy­ja­cielowi wspom­ni­aną ofer­tę.

Roz­bieżność zdań co do tego, czy doświad­cze­nie pole­ga na akty­wnoś­ci neu­ronal­nej, czy tylko jest przez nią wywoły­wane, nie zach­wiała ich przeko­naniem, że dopó­ki będą kon­trolować życie i funkcjonowanie mózgu swo­jego przy­ja­ciela, dopó­ty mogą bez koń­ca pon­aw­iać jego ulu­bione doświad­czenia, zupełnie tak, jak gdy­by zna­j­dował się w coraz to nowych sytu­ac­jach – w takich, które w nat­u­ral­ny sposób gen­erowały­by te same układy wyład­owań neu­ronal­nych, które oni wywoła­ją w warunk­ach lab­o­ra­to­ryjnych. Gdy­by na przykład w real­nym świecie ich przy­ja­ciel zajrzał do prz­erębla w pokry­tym śniegiem i zamarznię­tym staw­ie, to świat fizy­czny wywołał­by w nim doświad­cze­nie opisane przez Thore­au tymi słowa­mi: „the qui­et par­lour of the fish­es, per­vad­ed by a soft­ened light as through a win­dow of ground glass, with its bright sand­ed floor the same as in sum­mer”. Aby mózg naszego młodzień­ca – umieszc­zony w pojem­niku, pozbaw­iony resz­ty ciała i zna­j­du­ją­cy się z dala od stawu – miał takie właśnie doświad­cze­nie, wystar­czyło­by spraw­ić, by funkcjonował dokład­nie tak, jak w nat­u­ral­nej sytu­acji spoglą­da­nia do prz­erębla.

Młody człowiek przys­tał na ten pomysł i niecier­pli­wie oczeki­wał na jego real­iza­cję. Nie minął miesiąc, a jego mózg unosił się w ciepłej kąpieli. Uczonych przy­jaciół pochłonęło zaś badanie tego, które układy wyład­owań neu­ronal­nych stanow­ią odpowied­ni­ki nat­u­ral­nych reakcji na najprzy­jem­niejsze sytu­acje. (Bada­nia te prowad­zono z udzi­ałem opła­conych ochot­ników). Następ­nie za pomocą skom­p­likowanego urządzenia z elek­tro­da­mi wywoły­wali te doświad­czenia w mózgu swo­jego serdecznego przy­ja­ciela.

Wkrótce pojaw­ił się jed­nak pier­wszy prob­lem. Pewnej nocy strażnik lab­o­ra­to­ri­um wszedł na rauszu do pomieszczenia z pojem­nikiem i potknął się tak niefor­tun­nie, że jego prawa ręka wpadła do pojem­ni­ka i rozdzieliła półkule mózgu. Odkry­wszy ten fakt następ­nego ran­ka, uczeni wielce się rozg­niewali, zamierza­li bowiem wywołać w mózgu nową ser­ię doświad­czeń, których neu­ronalne układy właśnie odkryli. „Jeśli połączymy z powrotem rozdzielone półkule i poz­wolimy, aby mózg naszego przy­ja­ciela wró­cił do zdrowia”, powiedzi­ał Fred, „to muszą minąć dwa miesiące zan­im wywołamy w nim nowe doświad­czenia. Wprawdzie on sam nigdy nie dowie się o tej zwłoce, ale my będziemy o niej wiedzieć! Nieste­ty, rozdzielone półkule mózgu nie mogą mieć tych samych układów neu­ronal­nych, co półkule połąc­zone. Nie wszys­tkie bodźce, które prze­chodzą z jed­nej półkuli do drugiej w trak­cie doświad­czenia mogą tego dokon­ać, gdy półkule są od siebie odd­zielone”.

Ostanie zdanie tej prze­mowy pod­sunęło komuś pewien pomysł. Dlaczego nie zro­bić następu­jącej rzeczy: skon­stru­u­jmy mikroskopowe kabel­ki elek­tro­chemiczne, których zakończenia będą dopa­sowane do synaps neu­ronów w taki sposób, by mogły otrzymy­wać lub wysyłać bodźce neu­ronalne. Moż­na było­by nimi na nowo połączyć wszys­tkie te neu­rony, których połączenia z neu­ron­a­mi drugiej półkuli zostały prz­er­wane wskutek rozdzie­le­nia półkul. „W ten sposób”, zakończył pomysło­daw­ca o imie­niu Bert, „wszys­tkie bodźce, które powin­ny prze­jść z jed­nej pólkuli do drugiej mogły­by to zro­bić za pośred­nictwem kabelków”.

Pomysł Berta przyję­to z entuz­jazmem, sza­cu­jąc, że przy­go­towanie odpowied­niego sys­te­mu zajmie najwyżej tydzień. Wąt­pli­woś­ci miał jedynie złowieszczy Kasander. „Wszyscy zgadza­my się, że nasz przy­ja­ciel ma doświad­czenia, których mu dostar­cza­my. Inaczej mówiąc, wszyscy akcep­tu­je­my jakąś postać neu­ronowej teorii doświad­czenia, zgod­nie z którą moż­na dowol­nie zmieni­ać kon­tekst funkcjonu­jącego mózgu, o ile tylko zachowu­je się układ jego akty­wnoś­ci. Zas­tanówmy się jed­nak nad kon­sek­wenc­ja­mi naszego poglą­du. Ist­nieją różne warun­ki posi­ada­nia nor­mal­nego doświad­czenia, takiego jak, powiedzmy, doświad­cze­nie spoglą­da­nia do prz­erębla, które, jak sądz­imy, dostar­czyliśmy nasze­mu przy­ja­cielowi trzy tygod­nie temu. Oto jeden z tych warunk­ów: mózg jest umieszc­zony w real­nym ciele, zna­j­du­je się w pobliżu rzeczy­wis­tego stawu i zosta­je w nim wzbud­zona taka akty­wność neu­ronal­na, jaką wywołal­iśmy w mózgu naszego przy­ja­ciela. My jed­nak wygen­erowal­iśmy ją pod nieobec­ność innych warunk­ów doty­czą­cych kon­tek­stu doświad­czenia, ponieważ nasz przy­ja­ciel nie posi­a­da ciała i ponieważ sądz­imy, że tym, co jest istotne i rozstrzy­ga­jące dla ist­nienia i prze­biegu doświad­czenia nie jest kon­tekst, lecz akty­wność neu­ronal­na, jaką może on wyt­worzyć. Naszym zdaniem warun­ki kon­tek­stowe – nawet jeśli nieod­zowne dla nor­mal­nego posi­ada­nia doświad­czenia – nie mają tak naprawdę znaczenia dla tego, że oso­ba czegoś doświad­cza. Jeśli tylko dys­ponu­je się odpowied­ni­mi środ­ka­mi – taki­mi jak nasze – te zewnętrzne warun­ki doświad­czenia nie muszą być spełnione. Okazu­je się więc, że w myśl naszej kon­cepcji doświad­czenia warun­ki te nigdy nie były tak naprawdę konieczne. Wasza propozy­c­ja doty­czą­ca kabelków prowadzi do odrzuce­nia jeszcze innego nor­mal­nego warunku posi­ada­nia doświad­czenia przez naszego przy­ja­ciela, mianowicie wymogu wza­jem­nej bliskoś­ci półkul mózgu. Twierdzi­cie, że połącze­nie dwóch półkul w jeden mózg w doświad­czeni­ach całego mózgu może być konieczne dla pow­sta­nia tych doświad­czeń w typowych sytu­ac­jach, ale jeśli moż­na obyć się bez tego nat­u­ral­nego połączenia, na przykład zes­pala­jąc półkule za pomocą kabelków, to nadal pow­stanie to samo doświad­cze­nie! Powiada­cie, że bliskość nie jest koniecznym warunk­iem doświad­czenia. Czy jed­nak nie jest możli­we, że, wprost prze­ci­wnie, nawet dokładne odt­worze­nie neu­ronal­nych układów całego mózgu w podzielonym mózgu nie dało­by doświad­czenia całego mózgu? Czy może­my wyk­luczyć, że bliskość jest abso­lut­nym warunk­iem i zasadą posi­ada­nia doświad­czenia, jakie ma cały mózg?”.

Skrupuły Kasan­dra nie spotkały się ze zrozu­mie­niem. Typowa ripos­ta wyglą­dała mniej więcej tak: „Do dias­ka, skąd półkule miały­by wiedzieć, że są połąc­zone za pomocą kabelków, a nie w sposób nat­u­ral­ny? Czy ten fakt został­by zakodowany w struk­tu­rach mózgu odpowiedzial­nych za mowę, myśle­nie lub dowol­ną innę cechę świado­moś­ci? Jak ów fakt doty­czą­cy sposobu, w jaki mózg jawi się zewnętrzne­mu obser­wa­torowi, miał­by w ogóle wiązać się z przy­jem­ny­mi doz­na­ni­a­mi naszego dro­giego przy­ja­ciela? Dopó­ki akty­wność neu­ronal­na w półku­lach – wszys­tko jed­no, połąc­zonych czy rozdzielonych – dokład­nie odpowia­da akty­wnoś­ci połąc­zonych półkul w głowie sprawnej oso­by mającej przy­jemne doz­na­nia, ta oso­ba ma przy­jemne doz­na­nia. Gdy­byśmy podłączyli do tych częś­ci mózgu usta, to oso­ba opowiedzi­ała­by nam o swoich doświad­czeni­ach”. W odpowiedzi na podob­ne komen­tarze, które stawały się coraz krót­sze i bardziej uszczy­pli­we, Kasander mruczał jedynie pod nosem coś o możli­wym rozdzie­le­niu pola doświad­czenia „lub czegoś podob­ne­go”.

Kole­jny zarzut pojaw­ił się w trak­cie pra­cy nad kabelka­mi, ten jed­nak potrak­towano z więk­szą powagą. Ktoś zauważył, że w mózgu złożonym z połąc­zonych półkul i funkcjonu­ją­cym w sposób nor­mal­ny przepływ bodź­ca z jed­nej półkuli do drugiej jest praw­ie naty­ch­mi­as­towy. Nato­mi­ast podróż bodźców po kabelkach musi doprowadz­ić do niez­nacznego spowol­nienia. Sko­ro bodźce w obrę­bie każdej z półkul przemieszcza­ły­by się w niezmienionym cza­sie, to czy cały układ nie uległ­by zakłóce­niu, jak gdy­by w jed­nym obszarze niepodzielonego mózgu doszło do spowol­nienia?

W odpowiedzi na ten cel­ny zarzut pew­na oso­ba nieobez­nana z fizyką zasug­erowała, aby zastąpić kabel­ki syg­nała­mi radiowy­mi. Dało­by się to zro­bić umieszcza­jąc na powierzch­ni każdej z rozdzielonych półkul „kasetę (car­tridge) bodź­cową”, wysyła­jącą dowol­ny układ bodźców do doty­chczas odsłonię­tych i niepołąc­zonych neu­ronów tej półkuli, oraz odbier­a­jącą z tych neu­ronów dowol­ny układ bodźców, jaki ta półku­la ma przekazać drugiej półkuli. Każdą taką kasetę moż­na by podłączyć do spec­jal­nego przekaźni­ka i odbiorni­ka radiowego. Gdy kase­ta otrzymy­wała­by bodziec od neu­ronu z jed­nej półkuli skierowanego do neu­ronu w drugiej, bodziec ten był­by wysyłany drogą radiową i odbier­any przez drugą kasetę. Autor tej sug­estii dom­niemy­wał nawet, że każ­da półku­la mózgu mogła­by zostać umieszc­zona w osob­nym pojem­niku, a mimo to całość miała­by jed­no­lite doświad­cze­nie całego mózgu. Przewa­ga tego rozwiąza­nia nad kabelka­mi pole­ga jego zdaniem na „fak­cie”, że przepływ fal radiowych z jed­nego miejs­ca do drugiego nie zaj­mu­je cza­su, w odróżnie­niu od przepły­wu bodźców w kabelkach. Szy­bko wyprowad­zono go z błę­du: sys­tem radiowy również sta­je przed prob­le­mem pośl­izgu cza­sowego.

Idea przekaźników bodź­cowych zain­spirowała jed­nak Berta. „Posłucha­j­cie, moglibyśmy dostar­czać do każdej kase­ty bodź­cowej te same układy bodźców, które otrzymy­wało­by radio, ale za pomocą metody nie wyma­ga­jącej przekazu radiowego czy kabelkowego. Wystar­czy połączyć każdą kasetę nie z przekaźnikiem i odbiornikiem radiowym, ale z „pro­gram­a­torem bodźców” – urządze­niem, które będzie odt­warzać każdy, wcześniej zare­je­strowany pro­gram bodźców. Co najważniejsze, układ bodźców prze­chodzą­cy przez jed­ną z półkul nie będzie musi­ał być nawet częś­ciowo wywoły­wany przez układ bodźców w drugiej półkuli. Nie trze­ba więc będzie czekać na jego przekaz. Zapro­gramowane kase­ty mogą być tak sko­relowane z resztą pobudzenia układów neu­ronal­nych, że syn­chro­niza­c­ja cza­sowa będzie taka, jak gdy­by półkule zostały ze sobą połąc­zone. Z łat­woś­cią będziemy mogli umieś­cić każdą półkulę w odd­ziel­nym pojem­niku – powiedzmy jed­ną tutaj, a drugą w lab­o­ra­to­ri­um na drugim końcu mias­ta, tak, by wyko­rzys­tać oprzyrzą­dowanie każdego z tych lab­o­ra­toriów do pra­cy z tylko jed­ną półkulą. Wszys­tko stanie się prost­sze. Będziemy też mogli zaan­gażować więcej ludzi – całe rzesze stara­ją się prze­cież naw­iązać z nami współpracę”.

Kasander jeszcze bardziej spochmur­ni­ał. „Zrezyg­nowal­iśmy już z warunku bliskoś­ci, a ter­az chce­my odrzu­cić kole­jny warunek związany z nor­mal­nym doświad­cze­niem, mianowicie warunek fak­ty­cznego związku przy­czynowego. To praw­da, że wasza pomysłowość poz­woli nam obe­jść to, co zwyk­le jest nieod­zowne dla doświad­czenia. Dzię­ki odpowied­niemu pro­gramowi, bodźce z jed­nej częś­ci mózgu nie będą więc już ter­az musi­ały być przy­czyną pozostałej częś­ci doświad­cze­nie całego mózgu, zachodzącej w drugiej półkuli. Ale czy nadal będzie to doświad­cze­nie całego mózgu, czy też, odrzu­ca­jąc warunek związku przy­czynowego, zrezyg­nowal­iśmy z koniecznego warunku posi­ada­nia doświad­czenia przez cały mózg?”.

Reakc­je były podob­ne jak wcześniej. Skąd akty­wność neu­ronal­na miała­by wiedzieć, czy bodziec pochodzi z kase­ty bodź­cowej kon­trolowanej przez radio czy już uprzed­nio zapro­gramowanej? Jak ów całkowicie zewnętrzny wobec nich fakt miał­by zostać zare­je­strowany przez struk­tu­ry neu­ronalne, które stanow­ią pod­stawę myśle­nia, mowy i wszys­t­kich innych czyn­noś­ci świadomych? Z pewnoś­cią nie mogło­by się to stać mechan­icznie.

Czy zatem rezul­tat nie był­by dokład­nie taki sam z kasetą, jak z kabelkiem, z tą różnicą, że uniknęlibyśmy prob­le­mu pośl­izgu cza­sowego? Czy odpowied­nio podłąc­zone usta nie opisały­by doświad­czeń równie skutecznie, gdy­by bodźce prze­chodz­iły za pośred­nictwem kase­ty, jak gdy­by prze­chodz­iły za pośred­nictwem kabel­ka?

Wkrótce po tym, jak postaw­iono pytanie, czy w ogóle trze­ba syn­chro­ni­zować dwa przy­czynowo niepow­iązane akty­wnoś­ci układów bodźców w półku­lach, jeśli obie półkule funkcjonu­ją ter­az osob­no, zapro­ponowano kole­jny wynalazek. Sko­ro każ­da półku­la odbier­ała­by fak­ty­cznie wszys­tkie bodźce, które w ramach określonego doświad­czenia otrzy­mała­by od drugiej półkuli – w dodatku w sposób doskonale współ­gra­ją­cy z cza­sem zachodzenia innych bodźców – i sko­ro ten wspani­ały rezul­tat moż­na osiągnąć w każdej z półkul całkowicie nieza­leżnie od osiąg­nię­cia go w drugiej, wydawało się, że nie ma powodu, by zachować to, co stra­pi­ony Kasander nazwał „stanem syn­chro­niza­cji”. Słyszano, jak niek­tórzy mówili: „Tak czy inaczej, jak każ­da z półkul mogła­by wiedzieć czy zare­je­strować, kiedy dru­ga się uak­ty­w­nia (goes off) w cza­sie zewnętrznego obser­wa­to­ra? Czy wszys­tko nie wyglą­dało­by dokład­nie tak, jak gdy­by dru­ga półku­la uak­ty­w­ni­ała w odpowied­ni sposób wraz z drugą? Czym tu się martwić, jeżeli w jed­nym lab­o­ra­to­ri­um dostar­czą połowę układu tworzącego doświad­cze­nie jed­nego dnia, a w drugim lab­o­ra­to­ri­um dostar­czą drugą połowę następ­nego dnia? Mamy prze­cież cały układ. Pojaw­ia się odpowied­nie doświad­cze­nie. Gdy­by połączyć częś­ci mózgu z usta­mi, nasz przy­ja­ciel mógł­by nawet opisać swo­je doświad­cze­nie”.

Przedysku­towano także to, co Kasander nazwał „topologią”, mianowicie prob­lem, czy zachować relację przestrzen­ną półkul, w której są one zwró­cone ku sobie. Również w tym wypad­ku zlekce­ważono ostrzeże­nia Kasan­dra.

II.

Minęło tysiąc lat, a ów sławny pro­jekt nadal absorbował umysły ludzi. Obec­nie jed­nak zamieszki­wali oni całą galak­tyką, zaś ich zaawan­sowanie tech­niczne osiągnęło niespo­tykany wcześniej poziom. Mil­iardy z nich marzyło, aby przeżyć emoc­je i poczuć odpowiedzial­ność związaną z udzi­ałem w „Wielkim Pro­jek­cie Wyt­warza­nia Doświad­czeń”. Oczy­wiś­cie za tym marze­niem kryło się niezłomne przeko­nanie, że pro­gra­mu­jąc odpowied­nie bodźce, dostar­czano człowiekowi roz­maite doświad­czenia.

Aby jed­nak zaan­gażować wszys­t­kich, którzy prag­nęli wziąć udzi­ał w pro­jek­cie, zmieniono znacznie, przy­na­jm­niej na pozór, to, co Kasander nazwał „warunk­a­mi” doświad­czenia. (Tak naprawdę warun­ki te stały się w pewnym sen­sie bardziej zachowaw­cze niż wtedy, gdy rozważal­iśmy je poprzed­nio, ponieważ, jak dalej wyjaśnię, powró­cono do pewnej postaci warunku „syn­chro­niza­cji”). O ile wcześniej każ­da półku­la mózgu zna­j­dowała się w osob­nym pojem­niku, to ter­az swój włas­ny pojem­nik miał każdy indy­wid­u­al­ny neu­ron. Ponieważ ist­ni­ały milardy neu­ronów, każdy z mil­iardów ludzi mógł z dumą obsługi­wać włas­ny pojem­nik neu­ronowy.

Aby właś­ci­wie zrozu­mieć tę sytu­ację, musimy raz jeszcze cofnąć się o tysiąc lat, aż do cza­su, gdy coraz więcej ludzi prag­nęło wziąć udzi­ał w tym pro­jek­cie. Najpierw zgod­zono się, że sko­ro doświad­cze­nie całego mózgu moż­na odt­worzyć w rozdzielonym mózgu, pod warunk­iem że obie półkule zostały zapro­gramowane w opisany przeze mnie sposób, to moż­na je odt­worzyć również wtedy, gdy przeprowadzi się dal­szy podzi­ał każdej z półkul, a uzyskane w ten sposób częś­ci mózgu potrak­tu­je się tak, jak wcześniej każdą z półkul. Dzię­ki temu każdej z czterech częś­ci mózgu moż­na było ter­az przyp­isać nie tylko włas­ny pojem­nik, ale całe lab­o­ra­to­ri­um – co poz­woliło zatrud­nić znacznie więk­szą liczbę osób. Nat­u­ral­nym krok­iem wydawały się kole­jne podzi­ały mózgu, aż w końcu, tysiąc lat później, doszło do następu­jącej sytu­acji: do każdego neu­ronu został przyp­isany inny człowiek, odpowiedzial­ny za kasetę bodź­cową połąc­zoną z oby­d­woma zakończeni­a­mi tego neu­ronu – wysyła­jącą i odbier­a­jącą bodziec zgod­nie z pro­gramem.

Tym­cza­sem pojaw­ili się nowi Kasan­drzy. Z cza­sem żaden z nich nie śmi­ał pro­ponować warunku bliskoś­ci, aby nie roz­złoś­cić tych, którzy prag­nęli mieć swo­ją część mózgu. Zami­ast tego zwracali uwagę, że wyjś­ciową topologię mózgu, to znaczy względne umiejs­cowie­nie i kierunk­owe ustaw­ie­nie (direc­tion­al atti­tude) każdego neu­ronu moż­na zachować nawet wów­czas, gdy mózg zosta­je podzielony; pod­kreślali również, że neu­rony nadal pro­gra­mu­je się tak, aby ich wyład­owa­nia miały taką samą chronologię, czyli zachowywały taki sam układ cza­sowy, jak w połąc­zonym mózgu.

Jed­nak sug­es­tia doty­czą­ca topologii natrafi­ała zawsze na drwiącą odpowiedź: „Jak każdy z neu­ronów miał­by wiedzieć czy zare­je­strować, w jakiej relacji do innych neu­ronów pozosta­je? W nor­mal­nym przy­pad­ku doświad­czenia neu­rony fak­ty­cznie muszą zna­j­dować się obok siebie w określonej relacji przestrzen­nej i wza­jem­nie przy­czynować swo­je wyład­owa­nia, aby impul­sy te utworzyły układ iden­ty­czny z doświad­cze­niem lub przy­na­jm­niej jest przy­czyną doświad­czenia – ale początkowa konieczność wszys­t­kich tych warunk­ów została przezwyciężona dzię­ki zdoby­c­zom tech­ni­ki. Na przykład ich spełnie­nie nie jest konieczne, aby pojaw­iło się doświad­cze­nie, które właśnie w tej chwili wywolu­je­my u pewnego anty­cznego (ancient) jego­moś­cia, którego neu­ron mam przed sobą. Gdy­byśmy podłączyli te wszys­tkie neu­rony do ust, to ów jego­mość oso­biś­cie opisał­by wam to doświad­cze­nie”.

Gdy zaś chodzi o drugą część sug­estii Kasan­drów, czytel­nik mógł­by sądz­ić, że po każdym kole­jnym podziale mózgu nie dbano o syn­chro­niza­cję częś­ci, tak że w końcu uznano, iż nie ma znaczenia, kiedy dochodzi do wyład­owa­nia indy­wid­u­al­nego neu­ronu w relacji do wyład­owań innych neu­ronów (już wcześniej pominię­to prze­cież ten warunek, gdy w grę wchodz­iły dwie półkule). A jed­nak zachowano warunek uporząd­kowa­nia i relacji cza­sowych między indy­wid­u­al­ny­mi neu­ron­a­mi, być może dlat­ego, że ich pominię­cie sprowadz­iło­by sztukę pro­gramowa­nia do absur­du (powo­dem nie były w każdym razie prze­stro­gi Kasan­drów). Wszys­tkie te oso­by obsługu­jące pojem­ni­ki i czeka­jące, aż każdy odpowied­nio zapro­gramowany bodziec dotrze do swo­jego neu­ronu, bezre­fleksyjnie przyjęły, że „właś­ci­we” uporząd­kowanie cza­sowe wyład­owań ma jakieś istotne znacze­nie dla wywoła­nia danego doświad­czenia.

Ale właśnie ter­az, tysiąc lat od nar­o­dzin wielkiego pro­jek­tu, świat mil­iardów zad­owolonych z siebie uczest­ników miał roz­paść się na kawał­ki. Wszys­tko to za sprawą dwóch myśli­cieli.

Pier­wszy z nich, o imie­niu Psuj, zauważył pewnego dnia, że powier­zony mu neu­ron nieco się zużył. Nat­u­ral­nie wyrzu­cił go i nabył nowy, podob­ny do niego neu­ron, którym zastąpił ten zuży­ty. W ten sposób, podob­nie jak inni, zła­mał kasandryczny warunek „tożsamoś­ci neu­ronal­nej” – warunek rzad­ko trak­towany poważnie nawet przez samych Kasan­drów. Zdano sobie sprawę, że w przy­pad­ku nor­mal­nego mózgu metab­o­lizm komórkowy stale wymienia mater­ię danego neu­ronu na inną mater­ię, tworząc dokład­nie ten sam rodzaj neu­ronu. Wymieni­a­jąc swój neu­ron, Psuj tak naprawdę tylko przyspieszył ów pro­ces. Poza tym co z tego, że, jak mało wiary­god­nie argu­men­towali niek­tórzy Kasan­drzy, zastępowanie jed­nego neu­ronu innym, dokład­nie do niego podob­nym, doprowadzi w końcu, po wymi­an­ie wszys­t­kich neu­ronów, do nowej tożsamoś­ci pod­mio­tu doświad­czenia? Nadal będzie ist­nieć pod­miot doświad­czenia posi­ada­ją­cy to samo doświad­cze­nie za każdym razem, gdy dochodzi do tego samego układu wyład­owań (nawet Kasan­drzy nie byli w stanie przyp­isać jas­nego znaczenia stwierdze­niu, że mamy inny pod­miot doświad­czenia). Zatem żad­na zmi­ana tożsamoś­ci neu­ronów nie wydawała się niweczyć zachodzącego doświad­czenia.

Po tej wymi­an­ie Psuj dalej czekał, by zobaczyć, jak dochodzi do wyład­owa­nia jego neu­ronu w ramach doświad­czenia, które miało zostać przeprowad­zone kil­ka godzin później. Nagle usłyszał wiel­ki łomot, a następ­nie złorzecze­nie. Jak­iś niedo­ra­j­da potrą­cił pojem­nik, który spadł na podłogę i roztrza­skał na kawał­ki. No cóż, właś­ci­ciel zniszc­zonego pojem­ni­ka straci wszys­tkie doświad­czenia, w których miał uczest­niczyć jego neu­ron, aż do cza­su wymi­any pojem­ni­ka i neu­ronu. Psuj zaś wiedzi­ał, że biedak właśnie czekał na jed­no z takich doświad­czeń.

Właś­ci­ciel zniszc­zonego pojem­ni­ka pod­szedł do Psu­ja i powiedzi­ał:
– Posłuchaj, w przeszłoś­ci nier­az wyświad­cza­łem ci przysługę. Ter­az będę musi­ał stracić bodziec, który pojawi się za pięć min­ut – to doświad­cze­nie będzie musi­ało obyć się bez mojego neu­ronu. Może poz­woliłbyś mi obsłużyć bodziec, który ma przyjść później do ciebie? Nie chci­ałbym stracić dzisiejszych przeżyć!

Psuj zas­tanow­ił się nad tą prośbą i przyszedł mu do głowy pewien pomysł.
– Czy neu­ron, który obsługi­wałeś, był tego samego rodza­ju, co mój?
– Tak.
– Zatem posłuchaj. Właśnie zastąpiłem mój neu­ron innym, podob­nym do niego, jak to wszyscy robimy co jak­iś czas. Czemu nie mielibyśmy przestaw­ić całego mojego pojem­ni­ka na miejsce two­jego? Sko­ro nasze neu­rony są dokład­nie takie same, to co za różni­ca, który z nich się zaświeci? Tożsamość pojem­ni­ka z pewnoś­cią nie gra roli. Tak czy inaczej, może­my potem przestaw­ić pojem­nik z powrotem, a ja wyko­rzys­tam ten neu­ron do doświad­czenia, którego częś­cią ma być później. Poczekaj chwilę! Obaj uważamy, że warunek topologii to wymysł. Dlaczego zatem w ogóle mamy prze­suwać pojem­nik? Zostawmy go tutaj; akty­wuj go w ramach swo­jego doświad­czenia, a ja akty­wu­ję go w ramach mojego. W ten sposób oba te doświad­czenia z pewnoś­cią zajdą. Zaraz, zaraz! Wystar­czy więc ten jeden neu­ron zami­ast wszys­t­kich wyłą­dowań wszys­t­kich neu­ronów do niego podob­nych! Wystar­czy, że jeden neu­ron każdego typu będzie wyład­owywany cią­gle na nowo, by spowodować wszys­tkie te doświad­czenia! Jak bowiem neu­rony miały­by wiedzieć, że pow­tarza­ją bodziec, gdy są stale wyład­owywane na nowo? Jak miały­by znać względne uporząd­kowanie swoich wyład­owań? Moglibyśmy zatem mieć jeden neu­ron każdego rodza­ju akty­wowany tylko raz, i to wyład­owanie stanow­iło­by fizy­czną real­iza­cję wszys­t­kich układów bodźców (wniosek, do którego moż­na było dojść, pomi­ja­jąc po pros­tu kon­sek­went­nie konieczność syn­chro­niza­cji, gdy stop­niowo prze­chodzil­iśmy od rozdzielonych półkul do rozdzielonych neu­ronów). A czy te neu­rony nie mogły­by być po pros­tu dowol­ny­mi neu­ron­a­mi, które ule­ga­ją nat­u­ral­nym wyład­owan­iom w czy­je­jś głowie? Co zatem wszyscy tu robimy?

Po chwili przyszła mu do głowy jeszcze bardziej dra­maty­cz­na myśl, którą ujął następu­ją­co:
– Sko­ro każde możli­we doświad­cze­nie neu­ronalne moż­na wywołać przez jed­no­ra­zowe wyład­owanie po jed­nym neu­ronie każdego rodza­ju, to jak którykol­wiek pod­miot doświad­czenia może w opar­ciu o swo­je doświad­czenia sądz­ić, iż zna­j­du­je się w kon­tak­cie z czymś więcej niż tylko z takim niezbęd­nym min­i­mum rzeczy­wis­toś­ci fizy­cznej? Czy mówie­nie o głowach i zna­j­du­ją­cych się w nich neu­ronach, rzeko­mo oparte na odkryciu prawdzi­wej natu­ry rzeczy­wis­toś­ci fizy­cznej, nie jest więc tylko czczą gadan­iną? Być może ist­nieje prawdzi­wy sys­tem rzeczy­wis­toś­ci fizy­cznej, ale jeśli obe­j­mu­je on fizjologię, której ist­nie­nie wpa­jano nam od dziec­ka, to nasze doświad­czenia moż­na wywołać tak oszczęd­ny­mi środ­ka­mi, że nigdy nie dowiemy się, jak fak­ty­cznie wyglą­da świat fizy­czny. A zatem przeko­nanie o ist­nie­niu takiego sys­te­mu samo siebie pod­waża – w każdym razie jeśli to przeko­nanie nie podle­ga zasadom kasandrycznym.

Inny myśli­ciel, przy­pad­kiem również noszą­cy imię Psuj, doszedł do tego wniosku w nieco inny sposób. Lubił on łączyć ze sobą neu­rony w cią­gi. Pewnego razu umieś­cił neu­ron, który mu powier­zono, w środ­ku długiego ciągu podob­nych mu neu­ronów, a następ­nie przy­pom­ni­ał sobie, że miał go podłączyć do kase­ty tak, aby doszło do jego wyład­owa­nia. Nie chcąc zniszczyć całego ciągu, po pros­tu podłączył dwa zna­j­du­jące się na jego koń­cach neu­rony do dwóch biegunów kase­ty bodź­cowej i dos­tosował ustaw­ienia cza­su w taki sposób, że bodziec, podróżu­jąc ter­az przez cały ciąg, dotarł do swego neu­ronu w samą porę. Następ­nie zauważył, że w tym wypad­ku, inaczej niż w sytu­acji nor­mal­nego doświad­czenia, ten neu­ron był skład­nikiem równocześnie dwóch układów bodźców – ciągu, w którym spełniony był warunek bliskoś­ci i związku przy­czynowego oraz zapro­gramowanego doświad­czenia, w ramach którego doszło do jego wyład­owa­nia. Po tym zajś­ciu Psuj zaczął naigrawać się z “warunku kon­tek­stu neu­ronal­nego”. Zwykł był mówić: „A niech to, mógłbym połączyć mój neu­ron z neu­ron­a­mi w two­jej głowie i gdy­by tylko udało mi się wyład­ować go w odpowied­niej chwili, mógłbym uczynić go skład­nikiem jed­nego z zapro­gramowanych doświad­czeń równie dobrze, jak gdy­by zna­j­dował się w moim pojem­niku.”

Pewnego dnia pojaw­ił się nowy kłopot. Jacyś ludzie, którym nie poz­wolono uczest­niczyć w pro­jek­cie, zakradli się nocą i tak majstrowali przy pojem­nikach, że wiele neu­ronów w sąsiedztwie neu­ronu Psu­ja zwycza­jnie obu­marło. Sto­jąc przed swoim martwym neu­ronem i patrząc na spus­tosze­nie wokół, Psuj zas­tanaw­iał się, jakie będzie musi­ało być pier­wsze tego dnia doświad­cze­nie mózgu, sko­ro tak wiele wyład­owań neu­ronowych nie zostanie fizy­cznie zre­al­i­zowanych. Ale gdy tak się rozglą­dał wokół, nagle zdał sobie sprawę z czegoś innego. Niemal wszyscy pochy­lali sie, aby obe­jrzeć zniszc­zone urządze­nie pod swoim pojem­nikiem. Psuj uświadomił sobie, że obok każdego pojem­ni­ka zna­j­du­je się w tej chwili głowa zaw­ier­a­ją­ca mil­iardy włas­nych neu­ronów wszelkiego rodza­ju, i zapewne w każdej chwili dochodzi do mil­ionów każdego rodza­ju wyład­owań neu­ronowych. Sko­ro zaś warunek bliskoś­ci nie ma znaczenia, to w każdej chwili, w której określony układ wyład­owań prze­chodzi przez pojem­ni­ki, cała wyma­gana akty­wność i tak już zachodzi w głowach oper­a­torów – ba, nawet w jed­nej z tych głów, gdzie w dodatku spełniony był również warunek bliskoś­ci! Każ­da głowa to zarazem pojem­nik i kase­ta wystar­cza­jące do real­iza­cji podzielonego na częś­ci mózgu (spread-brain): “Ale prze­cież, pomyślał Psuj, ten sam rodzaj real­iza­cji fizy­cznej musi ist­nieć dla każdego doświad­czenia każdego mózgu – bo każdy mózg moż­na podzielić, nawet mój włas­ny. Wobec tego wszys­tkie moje przeko­na­nia są oparte na myślach i doświad­czeni­ach, które mogły­by ist­nieć jako tylko taka płyną­ca chmu­ra. Wszys­tkie są pode­jrzane – nawet te, które początkowo skłoniły mnie do uwierzenia w całą tę fizjologię. Jeżeli Kasander nie ma przy­na­jm­niej częś­ciowo racji, to fizjolo­gia sprowadza się do absur­du. Pod­waża samą siebie”.

Te rozu­mowa­nia uśmier­ciły wiel­ki pro­jekt, a wraz z nim podzielony mózg. Ludzie pod­jęli inne, równie osobli­we, dzi­ała­nia i zaczęli wycią­gać nowe wnios­ki na tem­at natu­ry doświad­czenia. Ale to już całkiem inna his­to­ria.

Przełożył Marcin Iwan­ic­ki

The Sto­ry of a Brain, w: D. R. Hof­s­tadter i D. C. Den­nett (red.), The Mind’s I, Basic Books 1981, s. 202–212. Przekład za zgodą Auto­ra.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka

W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj

Ilus­trac­ja: ALDE­CAs­tu­dio


Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy