Artykuł Ontologia

Artur Kawiński: Czwarty wymiar w kulturze. Rzecz o czasie

Czym jest czas? Zależy dla kogo. Perspektywy rozumienia i odczuwania czasu można mnożyć: czym innym jest czas człowieka Zachodu, inaczej postrzega go uczestnik pierwotnych kultur. Inna była perspektywa temporalna Khoisanów – pierwotnych mieszkańców Afryki – niż czas przeżywany przez współczesnych pracowników wielkiej japońskiej korporacji.

Najnowszy numer: Kim jest osoba?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 2 (20), s. 23–25. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Czy jed­nak nie moż­na znaleźć kat­e­gorii cza­su wspól­nej dla wszys­t­kich ludzi? A może nawet dla wszys­tkiego, co żyje? Ist­nieje prze­cież czas natu­ry. Doświad­cza­my go choć­by przez cyk­le dnia i nocy czy następst­wo pór roku. Zda­ją się one takie same dla wszys­t­kich istot – choć nie to samo dla nich znaczą.

Człowiek, jaki jest

Przyjrzyjmy się wpierw skom­p­likowane­mu zjawisku, jakim jest człowiek. Od resz­ty świa­ta oży­wionego naj­moc­niej różni go umiejęt­ność abstrak­cyjnego myśle­nia przy uży­ciu sym­boli. Wyni­ka z tego zdol­ność do rozwi­ja­nia typowo ludzkiej świado­moś­ci związanej z wartoś­ci­a­mi autoteliczny­mi, czyli stanow­ią­cy­mi wartość samą dla siebie, taki­mi jak np. nau­ka, reli­gia, sztu­ka. Tym samym człowiek wyzwala się częś­ciowo z zak­lętego dla innych istot kręgu natu­ry – wprawdzie nadal jej podle­ga, ale potrafi równole­gle stwarzać włas­ny świat, który nazwiemy kul­turą. A kul­tur jest tyle, ile ist­nieje ludz­kich wspól­not, które są w stanie wpierw wyt­worzyć, a potem przekazać właś­ci­we sobie wzo­ry zachowań oraz związane z nimi wyt­wory i idee. Jest to o tyle ważne, że od wzorów konkret­nej kul­tu­ry zależy w dużej mierze poj­mowanie cza­su przez jej uczest­ników.

Krąg mitu żywego

I tak przed­staw­iciele wielu trady­cyjnych kul­tur żyli – a cza­sem mają możli­wość, by żyć tak nadal – przede wszys­tkim w świado­moś­ci mitu żywego. Znaczy to, iż najważniejszym wymi­arem cza­su pozosta­je tu pow­tarzal­na, cyk­licz­na per­spek­ty­wa ponownego przeży­wa­nia takiego zdarzenia głównie z niehis­to­rycznej przeszłoś­ci, które naj­moc­niej utwierdz­iło daną społeczność w najważniejszym wymi­arze jej tożsamoś­ci. Sys­tem mitu żywego każe cyk­licznie powracać do cza­sów początku – gdy świat i ludzie byli stwarzani przez isto­ty nad­ludzkie, przez bogów. Takie rytu­alne przeży­cie pozwala przed­staw­icielom kul­tur mitu żywego na odnowie­nie życiowej mocy, tłu­macząc jed­nocześnie sens ist­nienia ich samych i świa­ta. Niełat­wo znaleźć tu świadome dąże­nia do dzi­ałań ksz­tał­tu­ją­cych przyszłość. Ilus­tracją tej tezy może być opisane przez E. E. Evansa-Prichar­da zjawisko tzw. palawry u ludów Środ­kowej Afry­ki: w ich kul­turze czas ist­nieje wyłącznie wtedy, gdy coś się wydarza. Innym przy­woły­wanym częs­to przy­pad­kiem są Indi­an­ie Hopi z Amery­ki Północ­nej – według B. Lee Whor­fa w ich języku nie wys­tępu­ją struk­tu­ry cza­su przeszłego i przyszłego, w związku z czym Hopi mieli­by żyć wyłącznie w rozbu­dowanych for­ma­ch ter­aźniejs­zoś­ci. Wspól­no­ty tego typu reprezen­tu­ją szczegól­ny typ świado­moś­ci cza­su – samowystar­czal­ny i na swój sposób doskon­ały. Jeśli z zewnątrz nie zaburzać wzorów kul­tu­ry mitu żywego, jej przed­staw­iciele będą niemal niezmi­enne trwać przez pokole­nia w pow­tarzal­nym cyk­lu reak­tu­al­iza­cji.

Moż­na to zobra­zować, rysu­jąc zamknię­ty krąg natu­ry podzielony ­cyk­liczny­mi, rytu­al­ny­mi powro­ta­mi do ideału mity­cznej przeszłoś­ci.

Wektor Zachodu

Inaczej ma się sprawa z kul­tur­a­mi typu zachod­niego – tu poj­mowanie cza­su w wymi­arze mity­cznym zostało zdomi­nowane przez nowy sposób rozu­mienia świa­ta: przez świado­mość his­to­ryczną. W tym przy­pad­ku pow­sta­je rozu­mie­nie przeszłoś­ci związane z umiejęt­noś­cią utr­wala­nia zapisu min­ionych fak­tów w porząd­ku chrono­log­icznym, racjon­al­nym i zobiek­ty­wiz­owanym. Daje to ­możli­wość zrozu­mienia włas­nej ter­aźniejs­zoś­ci w możli­wym do sprawdzenia porząd­ku wynika­nia następu­ją­cych po sobie zdarzeń. A co najbardziej istotne, odkrycie mech­a­nizmów rządzą­cych his­torią wyzwala potrze­bę celowego zapro­jek­towa­nia włas­nej, bliższej i dal­szej, przyszłoś­ci. Taka jest per­spek­ty­wa poj­mowa­nia cza­su w świecie Zachodu – poczy­na­jąc od anty­cznej Grecji Herodota, którego Dzieje z V wieku p.n.e. powszech­nie uważane są za dowód zachod­niej świado­moś­ci cza­su his­to­rycznego.

Pow­sta­je tu wyraźnie zarysowana linia roz­wo­ju: krąg cza­su natu­ry za sprawą real­iza­cji idei ruchu ku przyszłoś­ci zosta­je pow­tarzal­nie opisany na lin­earnym wek­torze niczym roz­ciąg­nię­ta spi­rala.

Nie znaczy to byna­jm­niej, iż człowieka Zachodu nie doty­czy świado­mość mitu żywego. Stanowi on odzwier­ciedle­nie właś­ci­wej przed­staw­icielom wszys­t­kich kul­tur skłon­noś­ci do rozu­mienia świa­ta za pośrednic­twem auto­ry­te­tu istot niezwykłych, wyz­nacza­ją­cych nową per­spek­ty­wę ludzkiej ontologii w nowym cza­sie. Wynika­ją z tego współcześnie konkretne sys­te­my nor­maty­wne życiowej prak­ty­ki – doty­czy to na przykład real­iów poli­ty­ki, reklamy czy gen­er­al­nie kul­tu­ry masowej.

W czas his­torii kul­tu­ry zachod­niej płyn­nie wpisu­je się czas religii, zresztą częs­to nad nim domin­u­jąc. Nie dzieje się tak przy­pad­kiem – chrześ­ci­jańst­wo jest wszak jed­ną z religii his­to­rycznych, moc­nym dowo­dem jest lic­zona od nar­o­dzin Chrys­tusa per­spek­ty­wa cza­su naszej ery. Nieustan­nie wal­czą tu ze sobą czas Koś­cioła i czas kup­ca, racjon­al­iza­c­ja z przekracza­jącą ją tran­scen­dencją. Przykła­dem jest zarówno śred­niowieczny teo­log­iczny spór o lich­wę, czyli o sprzedawanie za pieniądze należącego do Boga cza­su, na jaki udzielana była poży­cz­ka – jak i współczesne kon­trow­er­sje wokół wol­nej od pra­cy niedzieli.

Spirala Wschodu

Jeszcze inny jest czas kul­tur Dalekiego Wschodu. Zasad­nicze odmi­en­noś­ci wobec świado­moś­ci Zachodu wyz­nacza­ją tu dwa pow­iązane ze sobą poję­cia: kar­ma i reinkar­nac­ja. San­skryc­ki ter­min kar­ma lub kar­man oznacza metafizy­czne pra­wo przy­czyny i skutku. Zgod­nie z nim wszys­tkie czu­jące isto­ty (nie tylko ludzie) przez swo­je dzi­ała­nia gro­madzą dobry lub zły potenc­jał, ponieważ nie potrafią rozpoz­nać niees­enc­jal­nej, pozbaw­ionej imma­nencji natu­ry świa­ta i samych siebie. Powodu­je to coraz nowsze odrodziny w prak­ty­cznie nieskońc­zonym cyk­lu wcieleń. W tym porząd­ku świat, a właś­ci­wie światy, w których odradza­ją się czu­jące isto­ty, ist­nieją od cza­su, który nie ma początku, od zawsze – w coraz to nowych for­ma­ch. Niez­dolne do rozpoz­na­nia natu­ry rzeczy­wis­toś­ci isto­ty wciąż lgną do swych men­tal­nych nawyków, stwarza­jąc tym samym przy­czyny samouwięzienia w cier­pi­e­niu cyk­licznej egzys­tencji. Rozpoz­nanie owych przy­czyn jest tu warunk­iem wyz­wole­nia z cier­pi­enia wcieleń. Świado­mość cza­sowa uczest­ni­ka kul­tur dalekowschod­nich zor­ga­ni­zowana jest zatem w porząd­ku nielin­earnym, inaczej niż ma to miejsce w świecie Zachodu. Per­spek­ty­wa życia i śmier­ci nie zaw­iera się w prostym wek­torze – czas reinkar­nacji, jeśli spróbować go narysować, jest cyk­liczny, co więcej: spi­ralę odrodzin trze­ba opa­trzyć znakiem nieskońc­zonoś­ci zarówno na początku, jak i na końcu wykre­su. Sys­tem uwarunk­owanej egzys­tencji opisy­wany bywa też trady­cyjnie w formie piramidy, której pod­stawę stanow­ią światy, czyli świado­moś­ci, istot piekiel­nych, a szczyt – światy boskie. Pomiędzy nimi zaw­ier­a­ją się światy głod­nych duchów, zwierząt i ludzi. Tyle na tem­at cza­su trady­cyjnych kul­tur dalekowschod­nich – należy pamię­tać, że w okre­sie nowożyt­nym wiele kra­jów Dalekiego Wschodu skutecznie zasymilowało wybrane zachod­nie wzo­ry kul­tur­owe, nie rezygnu­jąc przy tym z włas­nych.

Północ a Południe

Oprócz per­spek­ty­wy Wschód–Zachód prob­lematykę cza­su w kul­turze moż­na rozważyć także w relacji Północ–Południe. Czym różnią się pod wzglę­dem pode­jś­cia do cza­su kul­tu­ry północ­ne i połud­niowe wie każdy, kto nieco podróżował po świecie: jeśli umówimy się na konkret­ną godz­inę z Niem­cem lub Skan­dy­nawem, ter­min najczęś­ciej zostanie dotrzy­many. Inaczej ma się rzecz na połud­niu Włoch czy – gen­er­al­izu­jąc – w Ameryce Łacińskiej: tam dotrzy­manie ter­minu nie jest sprawą oso­bistą, bo wszyscy zain­tere­sowani zakłada­ją, iż rzeczy się wydarzą wtedy, kiedy przyjdzie na to pora. Mieszkań­cy kul­tur­owego Połud­nia tłu­maczą resz­cie świa­ta: wy macie zegar­ki, a my mamy czas… Rysu­je się w ten sposób prze­ci­w­staw­ie­nie wspól­not mono­chron­icznych i polichron­icznych. Mono­chron­icz­na jest Północ, w której czas jest lin­earnie zde­ter­mi­nowany i jed­nocześnie uwewnętrzniony w świado­moś­ci mono­chroników, dla których przestrze­ganie powszech­nie obow­iązu­jącej cza­sowej rachu­by jest sprawą oso­bistą. Z kolei polichro­nia Połud­nia oznacza mniejszy poziom stre­su, jed­nak za cenę niższej cywiliza­cyjnej sprawnoś­ci.

Taniec życia

Zmierza­jąc ku pod­sumowa­niu: każ­da kul­tura ksz­tał­tu­je typowe dla swych przed­staw­icieli poczu­cie sfery tem­po­ral­nej. Owa typowość uwewnętrznionego i nieświadomie real­i­zowanego kul­tur­owego cza­su decy­du­je o głębo­kich ryt­mach wspól­no­ty, odbier­anych na zewnątrz jako między inny­mi inten­sy­wność komu­nika­cyj­na. Amerykańs­cy naukow­cy zaj­mu­ją­cy się badaniem relacji międzykul­tur­owych społecznoś­ci USA dowodzą, iż niezrozu­mie­nie wewnętrznej cza­so­przestrzeni kul­tur prowadzi do prob­lemów: na przykład dla białego Amerykan­i­na men­tal­na ekspres­ja Meksykan­i­na może zostać myl­nie ode­brana jako zachowanie agresy­wne, ze wszys­tki­mi tego kon­sek­wenc­ja­mi. W inny sposób są też ufor­mowane wewnętrzne ryt­my cza­su białych i czarnych Amerykanów: w pier­wszym przy­pad­ku lin­earnie, w drugim naprzemi­en­nie, w ryt­mie synkopowanym – za czym idzie mowa ciała, stanow­ią­ca zawsze więk­szość odbier­anych na zewnątrz komu­nikatów.

Tak zatem przed­staw­iciel każdej bez wyjątku wspól­no­ty „tańczy” od zawsze w osob­nym, typowym dla siebie ryt­mie cza­sowych wzor­ców, płyn­nie łącząc aspek­ty natu­ry z kul­turą.


Artur Kaw­ińs­ki – Nauczy­ciel aka­demic­ki, redak­tor. Prowadzi zaje­cia w Kat­e­drze Kul­tur­oz­naw­st­wa UG. Zakres zain­tere­sowań: od lokalnej tożsamoś­ci do dalekowschod­niej duchowoś­ci. W wol­nym cza­sie ćwiczy ciężara­mi i słucha Toma Wait­sa. Lubi koty.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy