Artykuł Filozofia kultury

Artur Szutta: Kultura? A cóż to takiego?

Kultura to coś, czego nie widać, ale co nas otacza i ciągle na nas oddziałuje, bez czego nasze życie utraciłoby swój ludzki wymiar.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 6–8. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Przez „kul­tu­rę” może­my rozu­mieć róż­ne rze­czy. Czę­sto ozna­cza ona sztu­kę (np. teatr, lite­ra­tu­rę pięk­ną, film, muzy­kę). W innym zna­cze­niu doma­ga­my się jej od osób, któ­rym brak dobrych manier. O odmien­nych kul­tu­rach może­my tak­że prze­czy­tać w mądrych książ­kach na temat ludów pier­wot­nych, róż­nych cywi­li­za­cji czy wie­lo­kul­tu­ro­wych spo­łe­czeństw. Może­my nawet natknąć się na „kul­tu­ry bak­te­rii”. Ta wie­lo­znacz­ność nie świad­czy jed­nak o tym, że uży­ciem sło­wa „kul­tu­ra” rzą­dzi cał­ko­wi­ty cha­os i że rela­cji mię­dzy róż­ny­mi jego zna­cze­nia­mi nie da się roz­su­płać, iden­ty­fi­ku­jąc łączą­ce je „nici”.

Dwa przeciwstawienia

Nasze poszu­ki­wa­nia isto­ty kul­tu­ry zacznij­my od ana­li­zy dwóch opo­zy­cji, w któ­rych natu­ral­nie i bez opo­rów uży­wa­my sło­wa „kul­tu­ra”. Pierw­sza z nich to para kul­tu­ra – natu­ra; dru­ga to kul­tu­ra – bar­ba­rzyń­stwo. Pierw­sza ma cha­rak­ter opi­su­ją­cy, dru­ga wartościujący.

Przyj­rzyj­my się parze kul­tu­ra – natu­ra. Przez natu­rę rozu­mie­my wszyst­ko to, co w świe­cie zasta­li­śmy jako nie­tknię­te ręką ludz­ką. Czę­ścią natu­ry są np. dzi­ko rosną­ce pusz­cze, żyją­ce na wol­no­ści zwie­rzę­ta, dzie­wi­cze góry, gwiaz­dy, pla­ne­ty, ale też nasze orga­ni­zmy (oczy­wi­ście o ile nie są one pod­da­ne zabie­gom, takim jak wizy­ta u fry­zje­ra, den­ty­sty czy kosme­tycz­ki). Kul­tu­rą prze­ciw­sta­wio­ną natu­rze było­by zatem wszyst­ko to, co jest efek­tem świa­do­mych, kie­ro­wa­nych inte­li­gen­cją działań.

Za część kul­tu­ry w tym zna­cze­niu uzna­li­by­śmy wszel­kie ludz­kie wytwo­ry, takie jak budyn­ki, samo­cho­dy, kom­pu­te­ry, książ­ki (zarów­no sam alfa­bet, papie­ro­wy nośnik, jak i prze­cho­wy­wa­ne przez nie tre­ści), narzę­dzia, ale też spe­cy­ficz­ne, nie­bę­dą­ce pro­duk­tem samej natu­ry for­my zacho­wań, np. savo­ir vivre, gra na instru­men­tach muzycz­nych, sport czy sztu­ki wal­ki. Kul­tu­ra w tym zna­cze­niu nie jest ter­mi­nem war­to­ściu­ją­cym, a jedy­nie opi­su­ją­cym. Ele­men­tem kul­tu­ry będzie tutaj zarów­no Sara­ban­da Jana Seba­stia­na Bacha, prze­mysł piwo­war­ski, jak i dzia­łal­ność mafii nar­ko­ty­ko­wej. Sam fakt przy­na­leż­no­ści do kul­tu­ry nie będzie zaś czy­nił danej czyn­no­ści czy jej wytwo­ru lep­szym – cho­ciaż dla nie­któ­rych osób, w tym filo­zo­fów, np. Jeana Jacqu­esa Rous­se­au, roz­róż­nie­nie to ma cha­rak­ter war­to­ściu­ją­cy: to, co dzie­wi­cze, natu­ral­ne, nie­ska­żo­ne kul­tu­rą, jest na ogół war­to­ścio­wa­ne pozy­tyw­nie, sama kul­tu­ra zaś jest cha­rak­te­ry­zo­wa­na jako coś złe­go, „zanie­czysz­cza­ją­ce­go” to, co naturalne.

Dru­gie prze­ciw­sta­wie­nie, kul­tu­ra – bar­ba­rzyń­stwo, ma już cha­rak­ter oce­nia­ją­cy. Być bar­ba­rzyń­cą to coś złe­go (to igno­ran­cja w zakre­sie wysu­bli­mo­wa­ne­go pięk­na, wyra­fi­no­wa­nej wie­dzy czy oby­cza­jo­wo­ści). Stać się czło­wie­kiem kul­tu­ry (nie­ko­niecz­nie tyl­ko kul­tu­ral­nym), to wyzbyć się bar­ba­rzyń­skich zwy­cza­jów, posze­rzyć hory­zon­ty, wznieść się na wyż­szy poziom egzystencji.
Te dwa spo­so­by rozu­mie­nia kul­tu­ry znaj­du­ją swo­je odbi­cie w dys­kur­sie aka­de­mic­kim doty­czą­cym poję­cia kultury.

Kultura jako to, co wspólne

W lite­ra­tu­rze facho­wej (filo­zo­ficz­nej, antro­po­lo­gicz­nej, socjo­lo­gicz­nej i kul­tu­ro­znaw­czej) funk­cjo­nu­je wie­le defi­ni­cji kul­tu­ry. Ich wspól­ny mia­now­nik spro­wa­dzał­by się do nastę­pu­ją­cej formuły:

kul­tu­ra to coś, co jest sze­ro­ko podzie­la­ne przez daną gru­pę spo­łecz­ną na mocy samej przy­na­leż­no­ści do tej grupy.

Oczy­wi­ście nie wszyst­ko, co w danej gru­pie spo­łecz­nej jest podzie­la­ne, auto­ma­tycz­nie sta­je się czę­ścią kul­tu­ry. Nawią­zu­jąc do wcze­śniej­szych usta­leń (prze­ciw­sta­wie­nia kul­tu­ry i natu­ry), może­my z góry wyklu­czyć takie współ­dzie­lo­ne wła­sno­ści, jak kolor skó­ry, kolor oczu, płeć czy cier­pie­nie na tę samą dole­gli­wość. Szu­ka­jąc nie­kon­tro­wer­syj­nych ele­men­tów kul­tu­ry, wska­że­my oby­cza­je, moral­ność, reli­gię, naukę, war­to­ści, ale też insty­tu­cje poli­tycz­ne (na przy­kład par­la­ment, rząd, pra­wo), spo­łecz­ne (szko­ły, uni­wer­sy­te­ty, kół­ka rol­ni­cze, mał­żeń­stwo), a tak­że mate­rial­ne wytwo­ry kul­tu­ry, takie jak budyn­ki, dzie­ła sztu­ki, samo­cho­dy, uli­ce, a nawet pola upraw­ne czy ogro­dy, sło­wem: całą mate­rial­ną prze­strzeń prze­two­rzo­ną ludz­ką ręką.

Wśród tych współ­dzie­lo­nych cech moż­na wyróż­nić przy­naj­mniej dwa pod­zbio­ry. Pierw­szy to zewnętrz­nie obser­wo­wal­ne ele­men­ty kul­tu­ry: budyn­ki, dzie­ła sztu­ki, insty­tu­cje, ale też zacho­wa­nia ludzi (okre­ślo­ne for­my tań­ca, savo­ir vivre’u, postę­po­wa­nie nauko­we, prak­ty­ki oby­cza­jo­we, for­my zacho­wań w okre­ślo­nych kon­tek­stach, np. spo­so­by zawie­ra­nia przy­jaź­ni, pro­wa­dze­nia woj­ny, kłó­ce­nia się).

Dru­gi pod­zbiór obej­mu­je to, co nie jest zewnętrz­nie (czy­li empi­rycz­nie) obser­wo­wal­ne, co ukry­te wewnątrz ludz­kich umy­słów, co może być dostrze­ga­ne jedy­nie z wewnętrz­nej per­spek­ty­wy, ale może też być głę­bo­ko ukry­te na pozio­mie tego, co nie­świa­do­me. To, co nie­ob­ser­wo­wal­ne zewnętrz­nie, nie musi znaj­do­wać się w umy­słach, ale będąc poza nimi, może na nie jakoś oddzia­ły­wać. W ramach tego pod­zbio­ru może­my wymie­nić men­tal­ność, war­to­ści, ide­ały, stereotypy.
Oba te pod­zbio­ry obej­mu­je jed­na z pierw­szych defi­ni­cji kul­tu­ry, zapro­po­no­wa­na przez Edwar­da Tay­lo­ra, zda­niem któ­re­go kul­tu­ra to „zło­żo­na całość obej­mu­ją­ca wie­dzę, prze­ko­na­nia, sztu­kę, pra­wo, moral­ność, oby­czaj, jak i wie­le innych zdol­no­ści i nawy­ków naby­wa­nych przez czło­wie­ka jako człon­ka społeczeństwa”.

Dwie ścierające się wizje

Stąd też w lite­ra­tu­rze poświę­co­nej zagad­nie­niu kul­tu­ry ście­ra­ją się (uprasz­cza­jąc) dwie róż­ne per­spek­ty­wy, w ramach któ­rych więk­szy nacisk kła­dzie się albo na to, co zewnętrz­nie obser­wo­wal­ne, albo na to, co ukry­te (pozna­wal­ne jedy­nie poprzez intro­spek­cję lub inte­lek­tu­al­nie). Tak oto np. Melvil­le J. Her­sko­vits okre­śla kul­tu­rę jako „ludz­kie­go pocho­dze­nia śro­do­wi­sko”, Mar­ga­ret Mead twier­dzi, że „kul­tu­ra to dzie­lo­ne i wyuczo­ne zacho­wa­nie dane­go spo­łe­czeń­stwa lub jego pod­gru­py”. Z dru­giej zaś stro­ny Geert Hofste­de defi­niu­je kul­tu­rę w ter­mi­nach kolek­tyw­ne­go pro­gra­mo­wa­nia umy­słów, Clif­ford Geertz jako „histo­rycz­nie prze­ka­zy­wa­ny wzo­rzec zna­czeń”, zaś Peter Richer­son i Robert Boyd, auto­rzy jed­nej z naj­now­szych publi­ka­cji poświę­co­nych kul­tu­rze, ujmu­ją ją wprost jako infor­ma­cję wpły­wa­ją­cą na zacho­wa­nie człon­ków danej gru­py społecznej.

W czym tkwi sedno kultury?

Roz­strzy­gnię­cie spo­ru mię­dzy tymi sta­no­wi­ska­mi w tak krót­kim tek­ście nie jest moż­li­we, nie­mniej sta­no­wi­ska kie­ru­ją­ce uwa­gę w stro­nę tego, co bar­dziej zwią­za­ne z tre­ścia­mi w umy­słach osób two­rzą­cych daną gru­pę kul­tu­ro­wą, wyda­je się bar­dziej prze­ko­nu­ją­ce. Jeśli zapy­tać o to, co jest bar­dziej pod­sta­wo­we dla ist­nie­nia kul­tu­ry, na pierw­szy plan wysu­ną się ele­men­ty wewnętrz­ne. Wszyst­kie zewnętrz­ne prze­ja­wy kul­tu­ry (przed­mio­ty, insty­tu­cje czy zacho­wa­nia) oka­zu­ją się kon­se­kwen­cją myśle­nia, odkryć czy decy­zji ludzi.

Samo­chód jest wyni­kiem myślo­wych wysił­ków pro­jek­tan­tów i pra­cow­ni­ków. To ich sku­pie­nie, myśle­nie, podej­mo­wa­nie decy­zji i świa­do­me dzia­ła­nie powo­du­ją zaist­nie­nie mate­rial­ne­go obiek­tu. Widzial­ne ele­men­ty kul­tu­ry, np. insty­tu­cje poli­tycz­ne, pra­wo, oby­cza­je, żyją tak dłu­go, jak ist­nie­ją umy­sły ujmu­ją­ce, prze­cho­wu­ją­ce i prze­ka­zu­ją­ce idee, war­to­ści, pomy­sły itd. Gdy kon­kret­ne umy­sły umie­ra­ją lub tra­cą swo­je zdol­no­ści rozu­mie­nia i prze­twa­rza­nia tych idei, umie­ra też kul­tu­ra. Arche­olog bada­ją­cy pozo­sta­ło­ści po danej kul­tu­rze nie ma bez­po­śred­nie­go z nią kon­tak­tu, a jedy­nie z jej obser­wo­wal­ny­mi prze­ja­wa­mi. Wyjąt­kiem, cho­ciaż być może potwier­dza­ją­cym tezę odno­szą­cą się do tego co wewnętrz­ne, może być kon­takt arche­olo­ga z tek­stem, któ­ry, pod warun­kiem, że ist­nie­je umysł zdol­ny go odczy­tać, wyda­je się dobrym nośni­kiem samych idei, war­to­ści, czy­li tego, co ukryte.

Aksjologiczne ujęcie kultury

Na koniec poświęć­my kil­ka słów aksjo­lo­gicz­nym roz­wa­ża­niom doty­czą­cym kul­tu­ry, któ­re war­to roz­po­cząć od dwóch kwe­stii: ety­mo­lo­gii sło­wa „kul­tu­ra” oraz ana­liz funk­cji kul­tu­ry. Sło­wo to pocho­dzi od łaciń­skie­go cul­tu­ra, któ­re ozna­cza­ło wzrost, upra­wę, a samo wywo­dzi­ło się od łaciń­skie­go cza­sow­ni­ka cole­re, czy­li kul­ty­wo­wać, upra­wiać. Pier­wot­nie odno­si­ło się ono do czyn­no­ści rol­ni­czych (stąd łaciń­ski rol­nik to agri­co­la), ale póź­niej zosta­ło na zasa­dzie meta­fo­ry odnie­sio­ne do „upra­wy” czło­wie­ka. Tak uczy­nił np. Cyce­ron w swo­ich Roz­mo­wach Tusku­lań­skich, pisząc o cul­tu­ra ani­mi, czy­li o upra­wie duszy.

Powyż­sza ety­mo­lo­gia współ­gra z ana­li­zą funk­cji kul­tu­ry. Powszech­nie przyj­mu­je się, że funk­cja ta pole­ga na prze­kra­cza­niu ogra­ni­czeń natu­ry w zaspo­ka­ja­niu ludz­kich potrzeb. Oczy­wi­ście samo zaspo­ka­ja­nie potrzeb jesz­cze „upra­wy” czło­wie­ka nie ozna­cza. Jeśli jed­nak uzna­my za Ary­sto­te­le­sem – i wie­lo­ma filo­zo­fa­mi przy­zna­ją­cy­mi się do jego dzie­dzic­twa – że czło­wiek rodzi się jako zbiór poten­cjal­no­ści (cie­le­snych, emo­cjo­nal­nych, inte­lek­tu­al­nych i ducho­wych), któ­re potem roz­wi­ja, wów­czas funk­cja kul­tu­ry oka­zu­je się obej­mo­wać nie tyl­ko prze­twa­rza­nie świa­ta w celu uła­twia­nia zdo­by­wa­nia poży­wie­nia, budo­wa­nia schro­nie­nia, zwal­cza­nia cho­rób czy gwa­ran­to­wa­nia roz­ryw­ki, ale tak­że wspo­ma­ga­nie czło­wie­ka w opty­mal­nym roz­wi­ja­niu jego możliwości.

Tak oto docho­dzi­my do aksjo­lo­gicz­ne­go uję­cia kul­tu­ry, w któ­rym oka­zu­je się ona pasem trans­mi­syj­nym naj­wyż­szych dla czło­wie­ka war­to­ści (praw­dy, dobra i pięk­na), dzię­ki któ­rym ma on szan­sę w peł­ni roz­wi­jać swo­je czło­wie­czeń­stwo. W takim rozu­mie­niu kul­tu­ry jej naj­bar­dziej war­to­ścio­wa część spro­wa­dza się do tego, co nas kształ­tu­je naj­peł­niej, czy­li do kul­tu­ry wyso­kiej obej­mu­ją­cej wie­dzę (w tym naukę), moral­ność i sztu­kę w swo­ich naj­lep­szych posta­ciach. Nie spo­sób nie zauwa­żyć, że filo­zo­fia jest nie­odzow­nym ele­men­tem tego, co naj­lep­sze w kulturze.


szuttaArtur Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy