Artykuł Filozofia kultury

Artur Szutta: Kultura? A cóż to takiego?

Kultura to coś, czego nie widać, ale co nas otacza i ciągle na nas oddziałuje, bez czego nasze życie utraciłoby swój ludzki wymiar.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 6–8. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Przez „kul­turę” może­my rozu­mieć różne rzeczy. Częs­to oznacza ona sztukę (np. teatr, lit­er­aturę piękną, film, muzykę). W innym znacze­niu domagamy się jej od osób, którym brak dobrych manier. O odmi­en­nych kul­tur­ach może­my także przeczy­tać w mądrych książkach na tem­at ludów pier­wot­nych, różnych cywiliza­cji czy wielokul­tur­owych społeczeństw. Może­my nawet natknąć się na „kul­tu­ry bak­terii”. Ta wieloz­naczność nie świad­czy jed­nak o tym, że uży­ciem słowa „kul­tura” rządzi całkow­ity chaos i że relacji między różny­mi jego znaczeni­a­mi nie da się roz­supłać, iden­ty­fiku­jąc łączące je „nici”.

Dwa przeciwstawienia

Nasze poszuki­wa­nia isto­ty kul­tu­ry zaczni­jmy od anal­izy dwóch opozy­cji, w których nat­u­ral­nie i bez oporów uży­wamy słowa „kul­tura”. Pier­wsza z nich to para kul­tura – natu­ra; dru­ga to kul­tura – bar­barzyńst­wo. Pier­wsza ma charak­ter opisu­ją­cy, dru­ga wartoś­ci­u­ją­cy.

Przyjrzyjmy się parze kul­tura – natu­ra. Przez naturę rozu­miemy wszys­tko to, co w świecie zastal­iśmy jako nietknięte ręką ludzką. Częś­cią natu­ry są np. dziko ros­nące puszcze, żyjące na wol­noś­ci zwierzę­ta, dziewicze góry, gwiazdy, plan­e­ty, ale też nasze orga­nizmy (oczy­wiś­cie o ile nie są one pod­dane zabiegom, takim jak wiz­y­ta u fryz­jera, den­tysty czy kos­me­ty­cz­ki). Kul­turą prze­ci­w­staw­ioną naturze było­by zatem wszys­tko to, co jest efek­tem świadomych, kierowanych inteligencją dzi­ałań.

Za część kul­tu­ry w tym znacze­niu uznal­ibyśmy wszelkie ludzkie wyt­wory, takie jak budyn­ki, samo­chody, kom­put­ery, książ­ki (zarówno sam alfa­bet, papierowy nośnik, jak i prze­chowywane przez nie treś­ci), narzędzia, ale też specy­ficzne, niebędące pro­duk­tem samej natu­ry formy zachowań, np. savoir vivre, gra na instru­men­tach muzy­cznych, sport czy sztu­ki wal­ki. Kul­tura w tym znacze­niu nie jest ter­minem wartoś­ci­u­ją­cym, a jedynie opisu­ją­cym. Ele­mentem kul­tu­ry będzie tutaj zarówno Sara­ban­da Jana Sebas­tiana Bacha, prze­mysł piwowars­ki, jak i dzi­ałal­ność mafii narko­tykowej. Sam fakt przy­należnoś­ci do kul­tu­ry nie będzie zaś czynił danej czyn­noś­ci czy jej wyt­woru lep­szym – cho­ci­aż dla niek­tórych osób, w tym filo­zofów, np. Jeana Jacque­sa Rousseau, rozróżnie­nie to ma charak­ter wartoś­ci­u­ją­cy: to, co dziewicze, nat­u­ralne, nieskażone kul­turą, jest na ogół wartoś­ciowane pozy­ty­wnie, sama kul­tura zaś jest charak­tery­zowana jako coś złego, „zanieczyszcza­jącego” to, co nat­u­ralne.

Drugie prze­ci­w­staw­ie­nie, kul­tura – bar­barzyńst­wo, ma już charak­ter oce­ni­a­ją­cy. Być bar­barzyńcą to coś złego (to igno­ranc­ja w zakre­sie wysub­limowanego pięk­na, wyrafi­nowanej wiedzy czy oby­cza­jowoś­ci). Stać się człowiekiem kul­tu­ry (niekoniecznie tylko kul­tur­al­nym), to wyzbyć się bar­barzyńs­kich zwycza­jów, posz­erzyć hory­zon­ty, wznieść się na wyższy poziom egzys­tencji.
Te dwa sposo­by rozu­mienia kul­tu­ry zna­j­du­ją swo­je odbi­cie w dyskur­sie aka­demickim doty­czą­cym poję­cia kul­tu­ry.

Kultura jako to, co wspólne

W lit­er­aturze fachowej (filo­zoficznej, antropo­log­icznej, socjo­log­icznej i kul­tur­oz­naw­czej) funkcjonu­je wiele definicji kul­tu­ry. Ich wspól­ny mianown­ik sprowadza­ł­by się do następu­jącej for­muły:

kul­tura to coś, co jest sze­roko podzielane przez daną grupę społeczną na mocy samej przy­należnoś­ci do tej grupy.

Oczy­wiś­cie nie wszys­tko, co w danej grupie społecznej jest podzielane, automaty­cznie sta­je się częś­cią kul­tu­ry. Naw­iązu­jąc do wcześniejszych ustaleń (prze­ci­w­staw­ienia kul­tu­ry i natu­ry), może­my z góry wyk­luczyć takie współdzielone włas­noś­ci, jak kolor skóry, kolor oczu, płeć czy cier­pi­e­nie na tę samą dolegli­wość. Szuka­jąc niekon­trow­er­syjnych ele­men­tów kul­tu­ry, wskaże­my oby­cza­je, moral­ność, religię, naukę, wartoś­ci, ale też insty­tuc­je poli­ty­czne (na przykład par­la­ment, rząd, pra­wo), społeczne (szkoły, uni­w­er­syte­ty, kół­ka rol­nicze, małżeńst­wo), a także mate­ri­alne wyt­wory kul­tu­ry, takie jak budyn­ki, dzieła sztu­ki, samo­chody, ulice, a nawet pola uprawne czy ogrody, słowem: całą mate­ri­al­ną przestrzeń przetwor­zoną ludzką ręką.

Wśród tych współdzielonych cech moż­na wyróżnić przy­na­jm­niej dwa podzbio­ry. Pier­wszy to zewnętrznie obser­wowalne ele­men­ty kul­tu­ry: budyn­ki, dzieła sztu­ki, insty­tuc­je, ale też zachowa­nia ludzi (określone formy tań­ca, savoir vivre’u, postępowanie naukowe, prak­ty­ki oby­cza­jowe, formy zachowań w określonych kon­tek­stach, np. sposo­by zaw­iera­nia przy­jaźni, prowadzenia wojny, kłóce­nia się).

Dru­gi podzbiór obe­j­mu­je to, co nie jest zewnętrznie (czyli empirycznie) obser­wowalne, co ukryte wewnątrz ludz­kich umysłów, co może być dostrze­gane jedynie z wewnętrznej per­spek­ty­wy, ale może też być głęboko ukryte na poziomie tego, co nieświadome. To, co nieob­ser­wowalne zewnętrznie, nie musi zna­j­dować się w umysłach, ale będąc poza nimi, może na nie jakoś odd­zi­ały­wać. W ramach tego podzbioru może­my wymienić men­tal­ność, wartoś­ci, ideały, stereo­typy.
Oba te podzbio­ry obe­j­mu­je jed­na z pier­wszych definicji kul­tu­ry, zapro­ponowana przez Edwar­da Tay­lo­ra, zdaniem którego kul­tura to „złożona całość obe­j­mu­ją­ca wiedzę, przeko­na­nia, sztukę, pra­wo, moral­ność, oby­czaj, jak i wiele innych zdol­noś­ci i nawyków naby­wanych przez człowieka jako człon­ka społeczeńst­wa”.

Dwie ścierające się wizje

Stąd też w lit­er­aturze poświę­conej zagad­nie­niu kul­tu­ry ścier­a­ją się (upraszcza­jąc) dwie różne per­spek­ty­wy, w ramach których więk­szy nacisk kładzie się albo na to, co zewnętrznie obser­wowalne, albo na to, co ukryte (poz­nawalne jedynie poprzez intro­spekcję lub intelek­tu­al­nie). Tak oto np. Melville J. Her­skovits określa kul­turę jako „ludzkiego pochodzenia środowisko”, Mar­garet Mead twierdzi, że „kul­tura to dzielone i wyuc­zone zachowanie danego społeczeńst­wa lub jego pod­grupy”. Z drugiej zaś strony Geert Hof­st­ede defini­u­je kul­turę w ter­mi­nach kolek­ty­wnego pro­gramowa­nia umysłów, Clif­ford Geertz jako „his­to­rycznie przekazy­wany wzorzec znaczeń”, zaś Peter Rich­er­son i Robert Boyd, autorzy jed­nej z najnowszych pub­likacji poświę­conych kul­turze, ujmu­ją ją wprost jako infor­ma­cję wpły­wa­jącą na zachowanie członków danej grupy społecznej.

W czym tkwi sedno kultury?

Rozstrzyg­nię­cie sporu między tymi stanowiska­mi w tak krótkim tekś­cie nie jest możli­we, niem­niej stanowiska kieru­jące uwagę w stronę tego, co bardziej związane z treś­ci­a­mi w umysłach osób tworzą­cych daną grupę kul­tur­ową, wyda­je się bardziej przekonu­jące. Jeśli zapy­tać o to, co jest bardziej pod­sta­wowe dla ist­nienia kul­tu­ry, na pier­wszy plan wysuną się ele­men­ty wewnętrzne. Wszys­tkie zewnętrzne prze­jawy kul­tu­ry (przed­mio­ty, insty­tuc­je czy zachowa­nia) okazu­ją się kon­sek­wencją myśle­nia, odkryć czy decyzji ludzi.

Samochód jest wynikiem myślowych wysiłków pro­jek­tan­tów i pra­cown­ików. To ich skupi­e­nie, myśle­nie, pode­j­mowanie decyzji i świadome dzi­ałanie powodu­ją zaist­nie­nie mate­ri­al­nego obiek­tu. Widzialne ele­men­ty kul­tu­ry, np. insty­tuc­je poli­ty­czne, pra­wo, oby­cza­je, żyją tak dłu­go, jak ist­nieją umysły ujmu­jące, prze­chowu­jące i przekazu­jące idee, wartoś­ci, pomysły itd. Gdy konkretne umysły umier­a­ją lub tracą swo­je zdol­noś­ci rozu­mienia i przetwarza­nia tych idei, umiera też kul­tura. Arche­olog bada­ją­cy pozostałoś­ci po danej kul­turze nie ma bezpośred­niego z nią kon­tak­tu, a jedynie z jej obser­wowal­ny­mi prze­jawa­mi. Wyjątkiem, cho­ci­aż być może potwierdza­ją­cym tezę odnoszącą się do tego co wewnętrzne, może być kon­takt arche­olo­ga z tek­stem, który, pod warunk­iem, że ist­nieje umysł zdol­ny go odczy­tać, wyda­je się dobrym nośnikiem samych idei, wartoś­ci, czyli tego, co ukryte.

Aksjologiczne ujęcie kultury

Na koniec poświęćmy kil­ka słów aksjo­log­icznym rozważan­iom doty­czą­cym kul­tu­ry, które warto rozpocząć od dwóch kwestii: ety­mologii słowa „kul­tura” oraz anal­iz funkcji kul­tu­ry. Słowo to pochodzi od łacińskiego cul­tura, które oznacza­ło wzrost, uprawę, a samo wywodz­iło się od łacińskiego cza­sown­i­ka col­ere, czyli kul­ty­wować, upraw­iać. Pier­wot­nie odnosiło się ono do czyn­noś­ci rol­niczych (stąd łacińs­ki rol­nik to agri­co­la), ale później zostało na zasadzie metafory odnie­sione do „uprawy” człowieka. Tak uczynił np. Cyc­eron w swoich Roz­mowach Tusku­lańs­kich, pisząc o cul­tura ani­mi, czyli o upraw­ie duszy.

Powyższa ety­molo­gia współ­gra z anal­izą funkcji kul­tu­ry. Powszech­nie przyj­mu­je się, że funkc­ja ta pole­ga na przekracza­niu ograniczeń natu­ry w zaspoka­ja­niu ludz­kich potrzeb. Oczy­wiś­cie samo zaspoka­janie potrzeb jeszcze „uprawy” człowieka nie oznacza. Jeśli jed­nak uznamy za Arys­tote­le­sem – i wielo­ma filo­zo­fa­mi przyz­na­ją­cy­mi się do jego dziedz­ict­wa – że człowiek rodzi się jako zbiór potenc­jal­noś­ci (cielesnych, emocjon­al­nych, intelek­tu­al­nych i duchowych), które potem rozwi­ja, wów­czas funkc­ja kul­tu­ry okazu­je się obe­j­mować nie tylko przetwarzanie świa­ta w celu ułatwia­nia zdoby­wa­nia poży­wienia, budowa­nia schronienia, zwal­cza­nia chorób czy gwaran­towa­nia rozry­w­ki, ale także wspo­ma­ganie człowieka w opty­mal­nym rozwi­ja­niu jego możli­woś­ci.

Tak oto dochodz­imy do aksjo­log­icznego uję­cia kul­tu­ry, w którym okazu­je się ona pasem trans­misyjnym najwyższych dla człowieka wartoś­ci (prawdy, dobra i pięk­na), dzię­ki którym ma on szan­sę w pełni rozwi­jać swo­je człowieczeńst­wo. W takim rozu­mie­niu kul­tu­ry jej najbardziej wartoś­ciowa część sprowadza się do tego, co nas ksz­tał­tu­je najpełniej, czyli do kul­tu­ry wysok­iej obe­j­mu­jącej wiedzę (w tym naukę), moral­ność i sztukę w swoich najlep­szych posta­ci­ach. Nie sposób nie zauważyć, że filo­zofia jest nieod­zownym ele­mentem tego, co najlep­sze w kul­turze.


szuttaArtur Szut­ta – Filo­zof, pra­cown­ik Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w filo­zofii społecznej, etyce i metae­tyce. Jego pas­je to przyrządzanie smacznych potraw, nau­ka języków obcych (obec­nie węgier­skiego i chińskiego), chodze­nie po górach i gra w piłkę nożną.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy