Artykuł Ontologia

Artur Szutta: Kto jest za to morderstwo odpowiedzialny?

Z problemem tożsamości ściśle wiąże się kwestia odpowiedzialności. Najprościej relację między nimi określić można słowami: jesteś odpowiedzialny za ten czyn, bo to ty go popełniłeś. Jednak czy zawsze to jest takie proste? Rozważmy relację tożsamość–odpowiedzialność za pomocą eksperymentu myślowego.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 1 (13), s. 30–31. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Płatny morderca

Mimi Ansha był płat­nym zabój­cą nie­zrów­na­nym w swo­im fachu. Jedy­nym śla­dem jego dzia­łal­no­ści były mar­twe cia­ła ofiar. Przez wie­le lat nikt nie wpadł na jego trop. Do pew­ne­go dnia! Niczym bez­sze­lest­ny cień opusz­czał miej­sce kolej­nej zbrod­ni. Już był na zewnątrz domu ofia­ry, ukry­ty w ciem­no­ściach nocy, gdy sta­ło się coś, cze­go nie prze­wi­dział. Nie­bo roz­świe­tlił potęż­ny błysk pio­ru­na, za któ­rym podą­ży­ły grzmot roz­dzie­ra­ne­go powie­trza i szum rzę­si­stej ule­wy. W tym jed­nym momen­cie wyda­rzy­ły się dwie rze­czy, któ­re mia­ły odmie­nić życie Mimi Anshy. Pio­run ude­rzył tak bli­sko nie­go, że podmuch pie­ką­ce­go powie­trza rzu­cił nim moc­no o ścia­nę pobli­skie­go budyn­ku. Zanim jed­nak to się sta­ło, przez uła­mek sekun­dy, kie­dy świa­tło pio­ru­na oświe­tli­ło uli­cę i oka­la­ją­ce ją domy, ujrzał w jed­nym z okien kobie­cą twarz, sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi spo­glą­da­ją­cą w jego stro­nę.

Przemiana

Ansha, rzu­co­ny z impe­tem o ścia­nę, omdlał na chwi­lę. Szyb­ko ock­nął się jed­nak i odda­lił się od miej­sca zbrod­ni, zosta­wia­jąc za sobą zgiełk i krzy­ki jakichś ludzi. Zna­la­zł­szy bez­piecz­ną kry­jów­kę, osu­nął się na zie­mię i stra­cił przy­tom­ność. Kie­dy otwo­rzył oczy, był dzień. Mia­sto wrza­ło życiem. Ansha odkrył, że nie wie, kim jest, nic nie pamię­ta. Wysił­ki przy­po­mnie­nia sobie cze­go­kol­wiek z jego prze­szło­ści natra­fia­ły na nie­prze­nik­nio­ną ścia­nę mil­cze­nia. Tej nocy nastą­pi­ła w nim, obok utra­ty pamię­ci, jesz­cze inna zmia­na. Na widok istot cier­pią­cych, znaj­du­ją­cych się w potrze­bie, odczu­wał wiel­kie współ­czu­cie i pra­gnie­nie nie­sie­nia pomo­cy. Stał się wędrow­cem nio­są­cym pomoc, gdzie­kol­wiek była ona potrzeb­na.

Nowe życie

Ponie­waż zacho­wał fizycz­ną spraw­ność i umie­jęt­no­ści wal­ki, jego pomoc czę­sto mia­ła cha­rak­ter obro­ny przed ban­dy­ta­mi. Po pew­nym cza­sie ludzie z dale­kiej wio­ski popro­si­li, aby został z nimi i chro­nił ich jako przy­wód­ca stra­ży przed nęka­ją­cy­mi ich ban­da­mi bar­ba­rzyń­ców. Przy­jął nada­ne mu przez któ­re­goś z ura­to­wa­nych imię Ban­shu, co zna­czy „pomoc”.

Ban­shu przez wie­le lat żył jako dobry przy­wód­ca, dobry czło­wiek, mąż i ojciec. Jego czy­na­mi nie tyl­ko kie­ro­wa­ło współ­czu­cie, ale też mądrość. Od dnia swo­ich ponow­nych naro­dzin odda­wał się bowiem tak­że roz­my­śla­niom na temat świa­ta i ludz­kie­go życia. Doszedł do głę­bo­kie­go prze­ko­na­nia, że jedy­nym, o co war­to zabie­gać, jest miłość. Wieść o jego mądro­ści i szla­chet­nych czy­nach doszła do uszu Kró­la. Jego pałac znaj­do­wał się w odle­głym mie­ście, mie­ście, któ­re­go Ban­shu nie pamię­tał, a któ­re było świad­kiem jego poprzed­nie­go życia i tajem­ni­czej prze­mia­ny. Wład­ca posta­no­wił oso­bi­ście poznać swo­je­go szla­chet­ne­go i odważ­ne­go pod­da­ne­go, któ­re­go walo­ry być może przy­da­ły­by się bar­dziej w sto­li­cy, u boku Kró­la, niż na dale­kiej pro­win­cji. Wezwał więc Ban­shu, aby ten sta­wił się przed jego obli­czem. Tak też się sta­ło.

Świadek

Spo­koj­nym kro­kiem Ban­shu wszedł do sali tro­no­wej. Mija­jąc sto­ją­cych dłu­gim rzę­dem i z cie­ka­wo­ścią przy­glą­da­ją­cych się mu ludzi, mia­ro­wo zbli­żał się do kró­lew­skiej pary. Wład­ca, uśmiech­nię­ty, spo­glą­dał na gościa. Wstał, aby prze­mó­wić do Ban­shu, w tym jed­nak momen­cie Kró­lo­wa krzyk­nę­ła prze­raź­li­wie:
– To on! To on! To czło­wiek, któ­ry zamor­do­wał moje­go ojca! Widzia­łam go tej nocy, jak z nożem w ręku wymknął się z nasze­go domu. Myśla­łam, że zgi­nął uka­ra­ny przez bogów, rażo­ny pio­ru­nem. Jed­nak prze­żył i oto stoi tu przede mną!

Pomruk zdzi­wie­nia prze­biegł przez salę. Król jako wład­ca roz­trop­ny i dobry posta­no­wił wsz­cząć śledz­two, zanim pochop­nie osą­dzi być może uczci­we­go czło­wie­ka.

W świe­cie, w któ­rym dzia­ła się ta histo­ria, nie było kry­mi­no­lo­gów bie­głych w nauce iden­ty­fi­ka­cji DNA czy nawet odci­sków pal­ców, jego miesz­kań­cy posia­da­li jed­nak inne meto­dy docho­dze­nia do praw­dy. Pośród sług Kró­la byli mago­wie, któ­rzy potra­fi­li czy­tać w umy­słach ludz­kich, mogli zaj­rzeć w naj­głęb­sze zaka­mar­ki pamię­ci. Byli i tacy, któ­rzy dys­po­nu­jąc frag­men­tem cia­ła, potra­fi­li na wła­sne oczy zoba­czyć wszyst­ko to, co z tym cia­łem mia­ło kon­takt, nawet tak wątły jak to, że ten sam wiatr muskał jego powierzch­nię bądź te same pro­mie­nie świa­tła się od nie­go odbi­ja­ły. Król więc popro­sił magów, aby odkry­li, jaka jest praw­da.

Dochodzenie

Pierw­si prze­ba­da­li Ban­shu mago­wie czy­ta­ją­cy w umy­słach. Nie zna­leź­li jed­nak żad­ne­go wspo­mnie­nia mor­der­stwa czy choć­by inten­cji skrzyw­dze­nia czło­wie­ka. Cho­ciaż odkry­li rzecz dziw­ną. Naj­daw­niej­sze wspo­mnie­nia się­ga­ły dni, w któ­rych bada­ny był już czło­wie­kiem doro­słym. Natra­fi­li tak­że na wspo­mnie­nia mia­sta, któ­rym nie towa­rzy­szy­ły żad­ne nazwy, choć, na ile mago­wie mogli doj­rzeć kształ­ty tych wspo­mnień, mie­li wra­że­nie, że to był ich sto­łecz­ny gród. Następ­nie bada­niem Ban­shu zaję­li się mago­wie czy­ta­ją­cy pamięć mate­rii. Się­gnię­cie do wspo­mnień cia­ła sprzed kil­ku­na­stu lat nie było łatwe. Bowiem tak jak w naszym, tak też w świe­cie Ban­shu cia­ła ludz­kie pod­le­ga­ły co sie­dem lat cał­ko­wi­tej wymia­nie mate­rii. Jed­nak w trak­cie docho­dze­nia mago­wie zdo­by­li strój, któ­ry nosił na sobie Ban­shu w dniu, w któ­rym się ock­nął bez pamię­ci. Dzię­ki nie­mu z łatwo­ścią odtwo­rzy­li spo­ry frag­ment prze­szło­ści Mimi Anshy, łącz­nie z dra­ma­tycz­ną nocą, kie­dy zamor­do­wa­no ojca Kró­lo­wej.

Dylemat

Ban­shu z prze­ra­że­niem i nie­do­wie­rza­niem słu­chał rela­cji magów na temat jego sta­re­go życia. Mówi­li mu o życiu jakiejś obcej oso­by, któ­rej czy­ny i posta­wa były tak dale­kie od jego obec­nej posta­wy. Czy on, Ban­shu, mógł pono­sić odpo­wie­dzial­ność za życie Mimi Anshy? W trak­cie roz­pra­wy w obro­nę wziął Ban­shu pewien mędrzec, Kong Min­ghe – tak nazy­wa­li go ludzie, on nazy­wał sie­bie jedy­nie miło­śni­kiem mądro­ści.
– Panie – powie­dział Kong Min­ghe – aby mieć pew­ność, że Ban­shu powi­nien odpo­wie­dzieć za zbrod­nię na ojcu Kró­lo­wej, musi­my nie tyl­ko dowieść, że mię­dzy cia­łem Ban­shu a cia­łem mor­der­cy ist­nie­je cią­głość, ale musi­my też wyka­zać, że mamy tu do czy­nie­nia z tym samym umy­słem.

Kró­la zain­try­go­wa­ły sło­wa mędr­ca, popro­sił, aby ten zbli­żył się do nie­go i wyja­śnił głę­biej swo­je wąt­pli­wo­ści. Kong Min­ghe pod­szedł i powie­dział…

Nie­ste­ty, w tym miej­scu koń­czą się spi­sa­ne świa­dec­twa tej histo­rii. Ponie­waż nie jestem magiem potra­fią­cym zaglą­dać w odle­głe prze­strze­nie i czas tam­te­go świa­ta, muszę Was, dro­dzy Czy­tel­ni­cy, zosta­wić z Waszy­mi domy­sła­mi, co też Kong Min­ghe mógł był powie­dzieć Kró­lo­wi.


War­to doczy­tać

J. Gór­nic­ka-Kali­now­ska, Toż­sa­mość, wola, dzia­ła­nia moral­ne, War­sza­wa 2012.
W. Glan­non, Moral Respon­si­bi­li­ty and Per­so­nal Iden­ti­ty, „Ame­ri­can Phi­lo­so­phi­cal Quar­ter­ly” 3(1998), 231–249.


Artur Szut­ta – Filo­zof, pra­cow­nik Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w filo­zo­fii spo­łecz­nej, ety­ce i meta­ety­ce. Jego pasje to przy­rzą­dza­nie smacz­nych potraw, nauka języ­ków obcych (obec­nie węgier­skie­go i chiń­skie­go), cho­dze­nie po górach i gra w pił­kę noż­ną.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.
W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy