Artykuł Filozofia nauki

Damian Leszczyński: Poszukiwanie prawdy czy gra interesów?

Dlaczego Raskolnikow zabił staruszkę? Po prostu wpadł na taki pomysł. Ale dlaczego Dostojewski wpadł na taki pomysł? Cóż – być może miał trudne dzieciństwo, był nielubiany w szkole, stracił pracę albo jego ulubiona drużyna przegrała mecz. Jakikolwiek byłby powód, dla treści „Zbrodni i kary” kluczowe jest morderstwo i jego konsekwencje. To dzięki tej unikalnej treści dzieło to jest tym, czym jest, nie zaś dzięki okolicznościom, w których powstało.

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w nume­rze 4(10) / 2016: Filo­zo­fia w dobie nauki, s. 15–17. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Naturalistyczna geneza idei

A dla­cze­go Dosto­jew­ski napi­sał Zbrod­nię i karę? Bio­gra­fo­wie i kry­ty­cy mogli­by podać mnó­stwo powo­dów: trud­ne dzie­ciń­stwo, burz­li­wa mło­do­ść, wię­zie­nie i zesła­nie, brak pie­nię­dzy. Inni bada­cze zaś doda­li­by do tego przy­czy­ny bar­dziej wyra­fi­no­wa­ne: potrze­ba bycia sam­cem alfa, wypar­te kom­plek­sy, zabu­rze­nia obse­syj­no-kom­pul­syw­ne, bur­żu­azyj­na fał­szy­wa świa­do­mo­ść, skry­wa­ny homo­sek­su­ali­zm, jaw­na mizo­gi­nia. Każ­da z roz­licz­ny­ch teo­rii, któ­re bez umia­ru two­rzo­ne są w nauka­ch spo­łecz­ny­ch i huma­ni­stycz­ny­ch, mogła­by pod­su­nąć nam inną odpo­wie­dź na pyta­nie, dla­cze­go pisa­rz napi­sał to, co napi­sał. A jed­nak mamy świa­do­mo­ść, że w pew­nym sen­sie wszyst­kie te wyja­śnie­nia są bez­u­ży­tecz­ne w obli­czu tego, co napraw­dę nas inte­re­su­je i co ma zna­cze­nie. Tym czymś jest sama idea zawar­ta w książ­ce, pew­na inte­lek­tu­al­na kon­struk­cja, któ­rej wymo­wy nie zmie­ni to, czy powsta­ła w gło­wie rosyj­skie­go miesz­cza­ni­na, hisz­pań­skie­go najem­ni­ka czy ame­ry­kań­skie­go repor­te­ra. Tre­ść Zbrod­ni i kary, to wszyst­ko, co spra­wia, że sta­je się ona czę­ścią kul­tu­ry jako zja­wi­ska ponadin­dy­wi­du­al­ne­go, w żaden koniecz­ny i zna­czą­cy spo­sób nie zale­ży od histo­rycz­ny­ch, psy­cho­lo­gicz­ny­ch, eko­no­micz­ny­ch czy socjo­lo­gicz­ny­ch powo­dów jej powsta­nia. Te oko­licz­no­ści mogą być cie­ka­we czy nawet poucza­ją­ce, ale dla samej natu­ry dzie­ła są dru­go­rzęd­ne. Nie­trud­no bowiem sobie wyobra­zić stwo­rze­nie tego dzie­ła z jego prze­sła­niem w oko­licz­no­ścia­ch cał­ko­wi­cie odmien­ny­ch.

Pozapoznawcze źródła poznania

Wszyst­kie te uwa­gi moż­na odnie­ść nie tyl­ko do taki­ch prób wyja­śnia­nia dzieł sztu­ki czy dzieł lite­rac­ki­ch, kie­dy to przy­pad­ko­we oko­licz­no­ści ich powsta­nia uzna­je się za czyn­ni­ki z koniecz­no­ści deter­mi­nu­ją­ce ich tre­ść, ale rów­nież do pew­ne­go sty­lu upra­wia­nia filo­zo­fii i histo­rii nauki, w któ­rej owe oko­licz­no­ści trak­tu­je się jako pod­sta­wo­we czyn­ni­ki napę­dza­ją­ce roz­wój ludz­kie­go pozna­nia.

U pod­staw tego sty­lu leży ogól­ne zało­że­nie, w myśl któ­re­go ludz­ka wie­dza, w szcze­gól­no­ści zaś wie­dza nauko­wa, nie jest wyni­kiem bez­in­te­re­sow­ny­ch dążeń poznaw­czy­ch, czy­ste­go pra­gnie­nia opi­sa­nia tego, jak się rze­czy napraw­dę mają, ale sta­no­wi efekt dzia­ła­nia czyn­ni­ków o cha­rak­te­rze głów­nie poza­po­znaw­czym, któ­ry­ch sami ucze­ni czę­sto nie są w ogó­le świa­do­mi.

Czyn­ni­ki te, cza­sem okre­śla­ne mia­nem „inte­re­sów”, mogą wią­zać się ze zja­wi­ska­mi ponad­jed­nost­ko­wy­mi, taki­mi jak sto­sun­ki poli­tycz­ne, spo­łecz­ne, gospo­dar­cze danej epo­ki i danej kul­tu­ry, jak też z cecha­mi samej jed­nost­ki: jej pro­fi­lem psy­cho­lo­gicz­nym, naro­do­wo­ścią, płcią czy nawet pre­fe­ren­cja­mi kuli­nar­ny­mi. Istot­ny w tej kon­cep­cji jest naci­sk na coś, co nazy­wa się fał­szy­wą świa­do­mo­ścią: jed­nost­ka, w tym wypad­ku nauko­wiec, nie jest w sta­nie dostrzec przy­czyn, któ­re fak­tycz­nie nim kie­ru­ją. Zapy­ta­ny o gene­zę swo­je­go postę­po­wa­nia badaw­cze­go wska­zu­je na powo­dy, któ­re są jedy­nie maską skry­wa­ją­cą rze­czy­wi­ste pobud­ki jego dzia­łań. Mówi na przy­kład o chę­ci lep­sze­go zba­da­nia rze­czy­wi­sto­ści i pra­gnie­niu dotar­cia do praw­dy, pod­czas gdy fak­tycz­nie mia­ło­by cho­dzić jedy­nie o umoc­nie­nie poli­tycz­nej hege­mo­nii kla­sy, do któ­rej nale­ży. Wra­ca­jąc do począt­ko­we­go przy­kła­du, wyglą­da to tak, jak­by Dosto­jew­ski twier­dził, że swo­ją powie­ść napi­sał w celu opi­sa­nia pod­sta­wo­we­go i ponad­cza­so­we­go pro­ble­mu moral­ne­go, pod­czas gdy fak­tycz­nie i nie­świa­do­mie kie­ro­wa­ła nim jego szo­wi­ni­stycz­na męska świa­do­mo­ść bądź skry­wa­ny lęk przed kastra­cją.

Tego rodza­ju sche­mat wyja­śnia­ją­cy roz­wój nauki poprzez odwo­ła­nie się do czyn­ni­ków natu­ry psy­cho­lo­gicz­nej, socjo­lo­gicz­nej, eko­no­micz­nej czy nawet sek­su­al­nej, zdo­był sobie dziś olbrzy­mią popu­lar­no­ść, zwłasz­cza wśród adep­tów wszyst­ki­ch nowo powsta­ją­cy­ch kie­run­ków, któ­rzy sądzą, że doda­nie ety­kie­ty „stu­dies” bądź „the­ory” zakry­je ich pseu­do­nau­ko­wy cha­rak­ter. Trud­no się tej popu­lar­no­ści dzi­wić, gdyż taki spo­sób wyja­śnia­nia w zasa­dzie zwal­nia czło­wie­ka z obo­wiąz­ku zro­zu­mie­nia tego, co się wyja­śnia. Nie­za­leż­nie bowiem od tego, jak wyra­fi­no­wa­ną teo­re­tycz­nie ideę ktoś pro­po­nu­je – mate­ma­tycz­ną, fizycz­ną, astro­no­micz­ną itd. – komen­ta­tor bez tru­du może spro­wa­dzić ją na swój poziom, stwier­dza­jąc, że jest ona „tyl­ko” efek­tem wal­ki o domi­na­cję kla­so­wą, sek­su­al­ną bądź poli­tycz­ną. W związ­ku z tym nie ma sen­su pytać, co mówi dana teo­ria, ale tyl­ko, jakie bądź czy­je inte­re­sy reali­zu­je. W tej per­spek­ty­wie roz­wój nauki, ale też roz­wój sztu­ki i całej sfe­ry kul­tu­ro­wej, spro­wa­dza się do Leni­now­skiej zasa­dy „kto kogo”.

Interesy teorii interesów

Zarzu­ty sta­wia­ne tego rodza­ju sty­lo­wi myśle­nia nie zawsze są traf­ne. Uwa­ża się na przy­kład, że roz­wią­za­nie to jest zbyt pry­mi­tyw­ne, aby mogło być zasad­ne. Jed­nak, po pierw­sze, w dobie demo­la­trii pry­mi­ty­wi­zm nie musi być uwa­ża­ny przez aka­de­mic­ki pro­le­ta­riat za cechę nega­tyw­ną, po dru­gie, sam pry­mi­ty­wi­zm wyja­śnie­nia nie świad­czy o tym, że nie może być ono popraw­ne: być może pry­mi­tyw­ne roz­wią­za­nia traf­nie ujmu­ją praw­dzi­we związ­ki przy­czy­no­wo-skut­ko­we. Kło­pot pole­ga tu tak­że na tym, że nie da się a prio­ri wyklu­czyć, że wspo­mnia­ne czyn­ni­ki nie mają żad­ne­go wpły­wu na teo­rię, gdyż mogą mieć, być może nawet istot­ny.

Jed­nak nie cho­dzi o to, czy mają, czy też nie, ale o to, czy teo­ria nauko­wa jako pewien wytwór poznaw­czy może być roz­pa­try­wa­na i oce­nia­na nie­za­leż­nie od nich, co pro­wa­dzi nas do bar­dziej ogól­ne­go pyta­nia o to, czy w swo­im pozna­niu, a tak­że w twór­czo­ści, czło­wiek jest w sta­nie poko­nać indy­wi­du­al­ne bądź kolek­tyw­ne ogra­ni­cze­nia, czy też jest ich więź­niem, a jego wie­dza i sztu­ka jedy­nie ubocz­nym efek­tem tego uwię­zie­nia.

Moż­na bowiem wska­zać histo­rycz­ne, eko­no­micz­ne czy spo­łecz­ne źró­dła sfor­mu­ło­wa­nia twier­dze­nia Pita­go­ra­sa, ale spór doty­czy tego, czy owo twier­dze­nie może być roz­pa­try­wa­ne nie­za­leż­nie od nich jako odno­szą­ce się do cze­goś, co wykra­cza poza owe lokal­ne uwa­run­ko­wa­nia.

Pod­sta­wo­wa trud­no­ść, przed jaką sta­je tego typu teo­ria, wią­że się z pew­ną zachłan­no­ścią eks­pla­na­cyj­ną. Teo­ria ta pra­gnie wyja­śniać wszyst­ko za pomo­cą jed­ne­go reduk­cjo­ni­stycz­ne­go sche­ma­tu, co spra­wia, że musi zasto­so­wać ów sche­mat do sie­bie samej. To zaś pro­wa­dzi do typo­wy­ch kło­po­tów, na jakie natra­fia­ją wszel­kie deter­mi­ni­stycz­ne i rela­ty­wi­stycz­ne roz­wią­za­nia. Naj­pro­ściej ująć moż­na to tak. Jeśli każ­da teo­ria nauko­wa nie jest obiek­tyw­nym opi­sem rze­czy­wi­sto­ści, lecz fak­tycz­nie sta­no­wi efekt pew­ny­ch ukry­ty­ch, poza­po­znaw­czy­ch inte­re­sów, w takim razie teo­ria nauko­wa, któ­ra to wła­śnie gło­si – a więc twier­dzi, że każ­da teo­ria nauko­wa nie jest obiek­tyw­nym opi­sem rze­czy­wi­sto­ści, lecz fak­tycz­nie sta­no­wi efekt pew­ny­ch ukry­ty­ch, poza­po­znaw­czy­ch inte­re­sów – rów­nież nie jest obiek­tyw­nym opi­sem rze­czy­wi­sto­ści, lecz w rze­czy­wi­sto­ści sta­no­wi efekt pew­ny­ch ukry­ty­ch, poza­po­znaw­czy­ch inte­re­sów. A jeśli tak, to dla­cze­go mie­li­by­śmy trak­to­wać ją poważ­nie, wła­śnie jako obiek­tyw­ny opis, a nie na przy­kład jako wyraz fał­szy­wej świa­do­mo­ści i kom­plek­sów pew­nej czę­ści śro­do­wi­ska nauko­we­go – kobiet albo ukry­ty­ch sado­ma­so­chi­stów? Jakie nie­nau­ko­we inte­re­sy skła­nia­ją ludzi do gło­sze­nia jako nauko­wy­ch poglą­dów, że wszyst­kie poglą­dy nauko­we ste­ro­wa­ne są przez nie­nau­ko­we inte­re­sy? Pie­nią­dze pły­ną­ce ze sty­pen­diów i gran­tów? Pre­stiż spo­łecz­ny? Lek­ka pra­ca za nie­złe pie­nią­dze?

Logika wiedzy

Jak widać, taka deter­mi­ni­stycz­na ogól­na teo­ria wszyst­kie­go obra­ca się prze­ciw­ko samej sobie. Jeśli chce być nauko­wa, musi być ogól­na, a wte­dy pod­le­gać pra­wu, któ­re gło­si, co czy­ni ją nie­nau­ko­wą; gdy­by jed­nak chcia­ła wyłą­czyć się spod pano­wa­nia powszech­ne­go pra­wa (wszy­scy mają fał­szy­wą świa­do­mo­ść opró­cz tych, któ­rzy gło­szą, że wszy­scy mają fał­szy­wą świa­do­mo­ść), rów­nież nie mogła­by być trak­to­wa­na jako nauko­wa, a jedy­nie ide­olo­gicz­na. Ponie­waż tego rodza­ju sche­mat inter­pre­ta­cyj­ny natra­fia na ele­men­tar­ne trud­no­ści już przy samym sfor­mu­ło­wa­niu, moż­na zasta­na­wiać się, czy w ogó­le da się go sen­sow­nie – to zna­czy nie­wy­wrot­nie – sfor­mu­ło­wać.

Jakie stąd pły­ną wnio­ski? Dość banal­ne. Teo­ria doty­czą­ca gene­zy teo­rii musi wyja­śniać samą sie­bie, a teo­ria usi­łu­ją­ca wyja­śniać wszyst­ko, zwy­kle nie wyja­śnia nicze­go. Tra­cąc poznaw­czy cha­rak­ter, sta­je się jedy­nie ide­olo­gicz­ną per­swa­zją.

Czy z tego wyni­ka, że wspo­mnia­ne czyn­ni­ki poza­po­znaw­cze nie mają wpły­wu na powsta­wa­nie teo­rii? Bez wąt­pie­nia mają, ale nie da się trak­to­wać teo­rii jako wyłącz­nie wyra­zu ich zaka­mu­flo­wa­ne­go dzia­ła­nia ani uka­zać jakie­goś koniecz­ne­go związ­ku mię­dzy teo­rią a oko­licz­no­ścia­mi jej powsta­nia. Przy­kła­dem są tu rów­no­cze­sne odkry­cia nauko­we, a tak­że dłu­gie zasto­je i rewo­lu­cje w roz­wo­ju wie­dzy. Logi­ka odkry­cia nauko­we­go nie jest logi­ką ludz­kiej psy­chi­ki, spo­łe­czeń­stwa, gospo­dar­ki ani wła­dzy.


Damian Lesz­czyń­ski – Dr hab., prof. UWr, pra­cow­nik Zakła­du Onto­lo­gii i Teo­rii Pozna­nia Insty­tu­tu Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go, redak­tor naczel­ny perio­dy­ku „Lec­tio­nes & Acro­ases Phi­lo­so­phi­cae”, zaj­mu­je się epi­ste­mo­lo­gią i filo­zo­fią nauki. Ostat­nio opu­bli­ko­wał książ­ki: Demon zwo­dzi­ciel. Bada­nia filo­zo­ficz­ne (2015), Reali­zm i scep­ty­cy­zm. Stu­dia ana­li­tycz­ne (2012).

Ilu­stra­cja: Mal­wi­na Ada­szek

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.


Pytania do tekstu

  1. Czy Two­im zda­niem, jeże­li zało­ży się, że czło­wiek nie jest w peł­ni świa­do­my wła­sny­ch uwa­run­ko­wań bio­lo­gicz­ny­ch i psy­cho­lo­gicz­ny­ch, to moż­na w ogó­le mówić o obiek­tyw­nej nauce?
  2. Dla­cze­go poszu­ku­je się poza­po­znaw­czy­ch uwa­run­ko­wań dla gło­szo­ny­ch na grun­cie nauki twier­dzeń? Czy jest to – jak chce Autor – pseu­do­nau­ka, czy może taka dzia­łal­no­ść ma swój sens?
  3. Co sądzi­sz o post­mo­der­ni­stycz­nym odczy­ty­wa­niu wiel­ki­ch dzieł lite­ra­tu­ry, na przy­kład przez pry­zmat orien­ta­cji sek­su­al­nej auto­rów bądź ich pro­ble­mów psy­chicz­ny­ch? Czy inter­pre­ta­cji tych nie wspie­ra bio­lo­gicz­ne uję­cie czło­wie­ka jako isto­ty, któ­ra nawet upra­wia­jąc pozor­nie wyż­szą kul­tu­rę, wciąż pozo­sta­je wier­na pra­wom ewo­lu­cji?
Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jak we wszyst­kim, tak i tu wska­za­ny jest umiar i roz­są­dek. Oczy­wi­stym jest (przy­naj­mniej dla mnie), że czło­wiek jest uwa­run­ko­wa­ny bio­lo­gicz­nie i spo­łecz­nie, i w zasa­dzie o ile od spo­łecz­ne­go warun­ko­wa­nia jest się w sta­nie w jakiś spo­sób uwol­nić, lub choć­by zdać sobie z nie­go spra­wę, to z bio­lo­gicz­nym to o wie­le trud­niej­sze. Czy zatem nauka może być obiek­tyw­na? Wedle mnie jak naj­bar­dziej jest! Prze­cież odkry­cie elek­tro­nów nie zale­ża­ło od tego czy ich odkryw­ca był przed­sta­wi­cie­lem kla­sy posia­da­ją­cej i wyznaw­cą np. libe­ra­li­zmu, choć być może fakt, iż w ogó­le mógł się zaj­mo­wać nauką, był ści­śle powią­za­ny z jego pocho­dze­niem spo­łecz­nym. Dla same­go fak­tu odkry­cia, i sze­rzej — dla teo­rii stric­te nauko­wy­ch takie fak­ty nie mają zna­cze­nia. Mogą być jedy­nie pożyw­ką dla pew­ne­go rodza­ju bele­try­sty­ki, upra­wia­nej być może dla roz­ryw­ki, być może dla “lek­ki­ch pie­nię­dzy”. Jeśli cho­dzi o dru­gie pyta­nie — dla­cze­go poszu­ku­je się taki­ch poza­po­znaw­czy­ch zało­żeń? — tego nie wiem, być może, że sami ich auto­rzy tego nie wie­dzą. Może z bra­ku pomy­słu, może z potrze­by bycia ory­gi­nal­nym, może z potrze­by koniunk­tu­ral­nej. Ale wyda­je mi się, że nie moż­na też w cało­ści potę­piać tego rodza­ju podej­ścia, bo oto w trze­cim pyta­niu poja­wia teza, iż post­mo­der­ni­zm to jedy­nie seria dzi­wacz­ny­ch inter­pre­ta­cji, któ­re roz­bie­ra­ją auto­ra i jego dzie­ło pod kątem sek­su­al­no­ści i dewia­cji psy­chicz­ny­ch. Otóż to nie­praw­da, i nawet jeśli post­mo­der­ni­zm wspie­ra­ny jest przez to okrop­ne zało­że­nie, iż czło­wiek jest isto­tą li tyl­ko bio­lo­gicz­ną, któ­ra two­rzy (dla­cze­go pozor­nie?) wyż­szą kul­tu­rę, to stwo­rzył też wie­le nowy­ch jako­ści, podob­nie jak poprzed­nie nar­ra­cje.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy