Artykuł Filozofia nauki

Damian Leszczyński: Poszukiwanie prawdy czy gra interesów?

Dlaczego Raskolnikow zabił staruszkę? Po prostu wpadł na taki pomysł. Ale dlaczego Dostojewski wpadł na taki pomysł? Cóż – być może miał trudne dzieciństwo, był nielubiany w szkole, stracił pracę albo jego ulubiona drużyna przegrała mecz. Jakikolwiek byłby powód, dla treści „Zbrodni i kary” kluczowe jest morderstwo i jego konsekwencje. To dzięki tej unikalnej treści dzieło to jest tym, czym jest, nie zaś dzięki okolicznościom, w których powstało.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w numerze 4(10) / 2016: Filo­zofia w dobie nau­ki, s. 15–17. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Naturalistyczna geneza idei

A dlaczego Dos­to­jew­s­ki napisał Zbrod­nię i karę? Biografowie i kry­ty­cy mogli­by podać mnóst­wo powodów: trudne dziecińst­wo, bur­zli­wa młodość, więzie­nie i zesłanie, brak pieniędzy. Inni badacze zaś dodal­i­by do tego przy­czyny bardziej wyrafi­nowane: potrze­ba bycia sam­cem alfa, wyparte kom­pleksy, zaburzenia obsesyjno-kom­pul­sy­wne, burżuazyj­na fałszy­wa świado­mość, skry­wany homosek­su­al­izm, jaw­na mizoginia. Każ­da z rozlicznych teorii, które bez umi­aru twor­zone są w naukach społecznych i human­isty­cznych, mogła­by pod­sunąć nam inną odpowiedź na pytanie, dlaczego pis­arz napisał to, co napisał. A jed­nak mamy świado­mość, że w pewnym sen­sie wszys­tkie te wyjaśnienia są bezużyteczne w obliczu tego, co naprawdę nas intere­su­je i co ma znacze­nie. Tym czymś jest sama idea zawarta w książce, pew­na intelek­tu­al­na kon­strukc­ja, której wymowy nie zmieni to, czy pow­stała w głowie rosyjskiego mieszczan­i­na, hisz­pańskiego najem­ni­ka czy amerykańskiego reportera. Treść Zbrod­ni i kary, to wszys­tko, co spraw­ia, że sta­je się ona częś­cią kul­tu­ry jako zjawiska ponadindy­wid­u­al­nego, w żaden konieczny i znaczą­cy sposób nie zależy od his­to­rycznych, psy­cho­log­icznych, eko­nom­icznych czy socjo­log­icznych powodów jej pow­sta­nia. Te okolicznoś­ci mogą być ciekawe czy nawet poucza­jące, ale dla samej natu­ry dzieła są dru­gorzędne. Nietrud­no bowiem sobie wyobraz­ić stworze­nie tego dzieła z jego przesłaniem w okolicznoś­ci­ach całkowicie odmi­en­nych.

Pozapoznawcze źródła poznania

Wszys­tkie te uwa­gi moż­na odnieść nie tylko do takich prób wyjaś­ni­a­nia dzieł sztu­ki czy dzieł lit­er­ac­kich, kiedy to przy­pad­kowe okolicznoś­ci ich pow­sta­nia uzna­je się za czyn­ni­ki z koniecznoś­ci deter­min­u­jące ich treść, ale również do pewnego sty­lu upraw­ia­nia filo­zofii i his­torii nau­ki, w której owe okolicznoś­ci trak­tu­je się jako pod­sta­wowe czyn­ni­ki napędza­jące rozwój ludzkiego poz­na­nia.

U pod­staw tego sty­lu leży ogólne założe­nie, w myśl którego ludz­ka wiedza, w szczegól­noś­ci zaś wiedza naukowa, nie jest wynikiem bez­in­tere­sownych dążeń poz­naw­czych, czys­tego prag­nienia opisa­nia tego, jak się rzeczy naprawdę mają, ale stanowi efekt dzi­ała­nia czyn­ników o charak­terze głównie poza­poz­naw­czym, których sami uczeni częs­to nie są w ogóle świado­mi.

Czyn­ni­ki te, cza­sem określane mianem „interesów”, mogą wiązać się ze zjawiska­mi pon­ad­jed­nos­tkowy­mi, taki­mi jak sto­sun­ki poli­ty­czne, społeczne, gospo­dar­cze danej epo­ki i danej kul­tu­ry, jak też z cecha­mi samej jed­nos­t­ki: jej pro­filem psy­cho­log­icznym, nar­o­dowoś­cią, płcią czy nawet pref­er­enc­ja­mi kuli­narny­mi. Istot­ny w tej kon­cepcji jest nacisk na coś, co nazy­wa się fałszy­wą świado­moś­cią: jed­nos­t­ka, w tym wypad­ku naukowiec, nie jest w stanie dostrzec przy­czyn, które fak­ty­cznie nim kieru­ją. Zapy­tany o genezę swo­jego postępowa­nia badaw­czego wskazu­je na powody, które są jedynie maską skry­wa­jącą rzeczy­wiste pobud­ki jego dzi­ałań. Mówi na przykład o chę­ci lep­szego zbada­nia rzeczy­wis­toś­ci i prag­nie­niu dotar­cia do prawdy, pod­czas gdy fak­ty­cznie miało­by chodz­ić jedynie o umoc­nie­nie poli­ty­cznej hege­monii klasy, do której należy. Wraca­jąc do początkowego przykładu, wyglą­da to tak, jak­by Dos­to­jew­s­ki twierdz­ił, że swo­ją powieść napisał w celu opisa­nia pod­sta­wowego i pon­ad­cza­sowego prob­le­mu moral­nego, pod­czas gdy fak­ty­cznie i nieświadomie kierowała nim jego szowin­isty­cz­na męs­ka świado­mość bądź skry­wany lęk przed kas­tracją.

Tego rodza­ju schemat wyjaś­ni­a­ją­cy rozwój nau­ki poprzez odwołanie się do czyn­ników natu­ry psy­cho­log­icznej, socjo­log­icznej, eko­nom­icznej czy nawet sek­su­al­nej, zdobył sobie dziś olbrzymią pop­u­larność, zwłaszcza wśród adep­tów wszys­t­kich nowo pow­sta­ją­cych kierunk­ów, którzy sądzą, że dodanie etyki­ety „stud­ies” bądź „the­o­ry” zakry­je ich pseudonaukowy charak­ter. Trud­no się tej pop­u­larnoś­ci dzi­wić, gdyż taki sposób wyjaś­ni­a­nia w zasadzie zwal­nia człowieka z obow­iązku zrozu­mienia tego, co się wyjaś­nia. Nieza­leżnie bowiem od tego, jak wyrafi­nowaną teo­re­ty­cznie ideę ktoś pro­ponu­je – matem­aty­czną, fizy­czną, astro­nom­iczną itd. – komen­ta­tor bez trudu może sprowadz­ić ją na swój poziom, stwierdza­jąc, że jest ona „tylko” efek­tem wal­ki o dom­i­nację kla­sową, sek­su­al­ną bądź poli­ty­czną. W związku z tym nie ma sen­su pytać, co mówi dana teo­ria, ale tylko, jakie bądź czy­je interesy real­izu­je. W tej per­spek­ty­wie rozwój nau­ki, ale też rozwój sztu­ki i całej sfery kul­tur­owej, sprowadza się do Leni­nowskiej zasady „kto kogo”.

Interesy teorii interesów

Zarzu­ty staw­iane tego rodza­ju sty­lowi myśle­nia nie zawsze są trafne. Uważa się na przykład, że rozwiązanie to jest zbyt prymi­ty­wne, aby mogło być zasadne. Jed­nak, po pier­wsze, w dobie demo­la­trii prymi­ty­wizm nie musi być uważany przez aka­demic­ki pro­le­tari­at za cechę negaty­wną, po drugie, sam prymi­ty­wizm wyjaśnienia nie świad­czy o tym, że nie może być ono poprawne: być może prymi­ty­wne rozwiąza­nia trafnie ujmu­ją prawdzi­we związ­ki przy­czynowo-skutkowe. Kłopot pole­ga tu także na tym, że nie da się a pri­ori wyk­luczyć, że wspom­ni­ane czyn­ni­ki nie mają żad­nego wpły­wu na teorię, gdyż mogą mieć, być może nawet istot­ny.

Jed­nak nie chodzi o to, czy mają, czy też nie, ale o to, czy teo­ria naukowa jako pewien wytwór poz­naw­czy może być roz­pa­try­wana i oce­ni­ana nieza­leżnie od nich, co prowadzi nas do bardziej ogól­nego pyta­nia o to, czy w swoim poz­na­niu, a także w twór­c­zoś­ci, człowiek jest w stanie pokon­ać indy­wid­u­alne bądź kolek­ty­wne ograniczenia, czy też jest ich więźniem, a jego wiedza i sztu­ka jedynie ubocznym efek­tem tego uwięzienia.

Moż­na bowiem wskazać his­to­ryczne, eko­nom­iczne czy społeczne źródła sfor­mułowa­nia twierdzenia Pitago­rasa, ale spór doty­czy tego, czy owo twierdze­nie może być roz­pa­try­wane nieza­leżnie od nich jako odnoszące się do czegoś, co wykracza poza owe lokalne uwarunk­owa­nia.

Pod­sta­wowa trud­ność, przed jaką sta­je tego typu teo­ria, wiąże się z pewną zachłan­noś­cią eks­plana­cyjną. Teo­ria ta prag­nie wyjaś­ni­ać wszys­tko za pomocą jed­nego redukcjon­isty­cznego schematu, co spraw­ia, że musi zas­tosować ów schemat do siebie samej. To zaś prowadzi do typowych kłopotów, na jakie natrafi­a­ją wszelkie deter­min­isty­czne i relaty­wisty­czne rozwiąza­nia. Najproś­ciej ująć moż­na to tak. Jeśli każ­da teo­ria naukowa nie jest obiek­ty­wnym opisem rzeczy­wis­toś­ci, lecz fak­ty­cznie stanowi efekt pewnych ukry­tych, poza­poz­naw­czych interesów, w takim razie teo­ria naukowa, która to właśnie głosi – a więc twierdzi, że każ­da teo­ria naukowa nie jest obiek­ty­wnym opisem rzeczy­wis­toś­ci, lecz fak­ty­cznie stanowi efekt pewnych ukry­tych, poza­poz­naw­czych interesów – również nie jest obiek­ty­wnym opisem rzeczy­wis­toś­ci, lecz w rzeczy­wis­toś­ci stanowi efekt pewnych ukry­tych, poza­poz­naw­czych interesów. A jeśli tak, to dlaczego mielibyśmy trak­tować ją poważnie, właśnie jako obiek­ty­wny opis, a nie na przykład jako wyraz fałszy­wej świado­moś­ci i kom­plek­sów pewnej częś­ci środowiska naukowego – kobi­et albo ukry­tych sado­masochistów? Jakie nien­aukowe interesy skła­ni­a­ją ludzi do głoszenia jako naukowych poglądów, że wszys­tkie poglądy naukowe sterowane są przez nien­aukowe interesy? Pieniądze płynące ze stype­ndiów i grantów? Prestiż społeczny? Lek­ka pra­ca za niezłe pieniądze?

Logika wiedzy

Jak widać, taka deter­min­isty­cz­na ogól­na teo­ria wszys­tkiego obra­ca się prze­ci­wko samej sobie. Jeśli chce być naukowa, musi być ogól­na, a wtedy podle­gać prawu, które głosi, co czyni ją nien­aukową; gdy­by jed­nak chci­ała wyłączyć się spod panowa­nia powszech­nego prawa (wszyscy mają fałszy­wą świado­mość oprócz tych, którzy głoszą, że wszyscy mają fałszy­wą świado­mość), również nie mogła­by być trak­towana jako naukowa, a jedynie ide­o­log­icz­na. Ponieważ tego rodza­ju schemat inter­pre­ta­cyjny natrafia na ele­men­tarne trud­noś­ci już przy samym sfor­mułowa­niu, moż­na zas­tanaw­iać się, czy w ogóle da się go sen­sown­ie – to znaczy niewywrot­nie – sfor­mułować.

Jakie stąd płyną wnios­ki? Dość banalne. Teo­ria doty­czą­ca genezy teorii musi wyjaś­ni­ać samą siebie, a teo­ria usiłu­ją­ca wyjaś­ni­ać wszys­tko, zwyk­le nie wyjaś­nia niczego. Tracąc poz­naw­czy charak­ter, sta­je się jedynie ide­o­log­iczną per­swazją.

Czy z tego wyni­ka, że wspom­ni­ane czyn­ni­ki poza­poz­naw­cze nie mają wpły­wu na pow­stawanie teorii? Bez wąt­pi­enia mają, ale nie da się trak­tować teorii jako wyłącznie wyrazu ich zaka­mu­flowanego dzi­ała­nia ani ukazać jakiegoś koniecznego związku między teorią a okolicznoś­ci­a­mi jej pow­sta­nia. Przykła­dem są tu równoczesne odkrycia naukowe, a także długie zas­to­je i rewoluc­je w roz­wo­ju wiedzy. Logi­ka odkrycia naukowego nie jest logiką ludzkiej psy­chi­ki, społeczeńst­wa, gospo­dar­ki ani władzy.


Dami­an Leszczyńs­ki – Dr hab., prof. UWr, pra­cown­ik Zakładu Ontologii i Teorii Poz­na­nia Insty­tu­tu Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Wrocławskiego, redak­tor naczel­ny peri­odyku „Lec­tiones & Acroases Philo­soph­i­cae”, zaj­mu­je się epis­te­mologią i filo­zofią nau­ki. Ostat­nio opub­likował książ­ki: Demon zwodzi­ciel. Bada­nia filo­zoficzne (2015), Real­izm i scep­ty­cyzm. Stu­dia anal­i­ty­czne (2012).

Ilus­trac­ja: Mal­wina Adaszek

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.


Pytania do tekstu

  1. Czy Twoim zdaniem, jeżeli założy się, że człowiek nie jest w pełni świadomy włas­nych uwarunk­owań bio­log­icznych i psy­cho­log­icznych, to moż­na w ogóle mówić o obiek­ty­wnej nauce?
  2. Dlaczego poszuku­je się poza­poz­naw­czych uwarunk­owań dla głos­zonych na grun­cie nau­ki twierdzeń? Czy jest to – jak chce Autor – pseudonau­ka, czy może taka dzi­ałal­ność ma swój sens?
  3. Co sądzisz o post­mod­ernisty­cznym odczy­ty­wa­niu wiel­kich dzieł lit­er­atu­ry, na przykład przez pryz­mat ori­en­tacji sek­su­al­nej autorów bądź ich prob­lemów psy­chicznych? Czy inter­pre­tacji tych nie wspiera bio­log­iczne uję­cie człowieka jako isto­ty, która nawet upraw­ia­jąc pozornie wyższą kul­turę, wciąż pozosta­je wier­na pra­wom ewolucji?
Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jak we wszys­tkim, tak i tu wskazany jest umi­ar i rozsądek. Oczy­wistym jest (przy­na­jm­niej dla mnie), że człowiek jest uwarunk­owany bio­log­icznie i społecznie, i w zasadzie o ile od społecznego warunk­owa­nia jest się w stanie w jak­iś sposób uwol­nić, lub choć­by zdać sobie z niego sprawę, to z bio­log­icznym to o wiele trud­niejsze. Czy zatem nau­ka może być obiek­ty­w­na? Wedle mnie jak najbardziej jest! Prze­cież odkrycie elek­tronów nie zależało od tego czy ich odkry­w­ca był przed­staw­icielem klasy posi­ada­jącej i wyz­naw­cą np. lib­er­al­iz­mu, choć być może fakt, iż w ogóle mógł się zaj­mować nauką, był ściśle pow­iązany z jego pochodze­niem społecznym. Dla samego fak­tu odkrycia, i szerzej — dla teorii stricte naukowych takie fak­ty nie mają znaczenia. Mogą być jedynie poży­wką dla pewnego rodza­ju beletrysty­ki, upraw­ianej być może dla rozry­w­ki, być może dla “lek­kich pieniędzy”. Jeśli chodzi o drugie pytanie — dlaczego poszuku­je się takich poza­poz­naw­czych założeń? — tego nie wiem, być może, że sami ich autorzy tego nie wiedzą. Może z braku pomysłu, może z potrze­by bycia ory­gi­nal­nym, może z potrze­by koni­unk­tu­ral­nej. Ale wyda­je mi się, że nie moż­na też w całoś­ci potępi­ać tego rodza­ju pode­jś­cia, bo oto w trzec­im pyta­niu pojaw­ia teza, iż post­mod­ern­izm to jedynie seria dzi­wacznych inter­pre­tacji, które roz­bier­a­ją auto­ra i jego dzieło pod kątem sek­su­al­noś­ci i dewiacji psy­chicznych. Otóż to niepraw­da, i nawet jeśli post­mod­ern­izm wspier­any jest przez to okrop­ne założe­nie, iż człowiek jest istotą li tylko bio­log­iczną, która tworzy (dlaczego pozornie?) wyższą kul­turę, to stworzył też wiele nowych jakoś­ci, podob­nie jak poprzed­nie nar­rac­je.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy