Dialogi Popularyzacja

Dialog o filozofii

U zarania pomysłu na czasopismo „Filozofuj!” powstał pewien dialog o filozofii, który warto przypomnieć. Zawiera on również ciekawostki związane z powstaniem czasopisma, m.in. dotyczące jego nazwy. Choć niemal wszystko, co zostało w nim powiedziane, jest aktualne, dzisiaj, gdy za nami już trzy wydane numery, z których ostatni jest do kupienia w salonach Empiku, coraz więcej spływających do redakcji tekstów (dziękujemy!), coraz więcej osób zainteresowanych współpracą z czasopismem (dziękujemy!), coraz więcej fanów na facebookowym fanpejdżu (dziękujemy!), zupełnie inaczej się czyta ten tekst. Mamy pewność, że jesteśmy na dobrej drodze i że było warto w nią wyruszyć.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Dia­log stanowi również poniekąd zapis atmos­fery towarzyszącej deba­cie pub­licznej wokół kwestii ist­nienia filo­zofii w murach uni­w­er­syte­tu, zapoc­zątkowanej decyzją o wygasza­niu kierunku filo­zofia na Uni­w­er­syte­cie w Białym­stoku. Deba­ta ta była bard­zo potrzeb­na. Szczegól­nie cenne były w niej głosy niefilo­zofów zarówno ze świa­ta aka­demick­iego (przed­staw­icieli nauk ścisłych, human­isty­cznych, tech­nicznych i medy­cznych), jak i spoza aka­demick­iego: pis­arzy, reży­serów fil­mowych, dzi­en­nikarzy, prawników, infor­matyków, biz­nes­menów, poli­tyków itd. oraz nie­zlic­zone głosy inter­nautów (niek­tóre z nich są dostęp­ne tutaj). Przykuły one uwagę mediów, w których filo­zofia na moment stała się waż­na. Niemal wszys­tkie te głosy dostrze­gały kluc­zową rolę filo­zofii w roz­wo­ju strate­gicznych obszarów kul­tu­ry umysłowej i społecznej, m.in.: sztu­ki, nau­ki, poli­ty­ki, debaty pub­licznej, edukacji, moral­noś­ci, religii, a nawet losów jed­nego z pro­gramów kos­micznych NASA  ;-). Cza­sopis­mo ma ambicję dołączyć do tego „chóru” i podtrzy­mać tę melodię jak najdłużej, zmieni­a­jąc jed­nak w pewnej mierze gatunek muzy­czny, tak, by melo­dia była bardziej straw­na dla młodzieży.


Artur Szut­ta, Robert Kryńs­ki

Co z tą filozofią? Słów kilka na temat pewnej inicjatywy

W tekś­cie przed­staw­iono kon­tekst i powody, które doprowadz­iły nas do idei założe­nia Ruchu na rzecz Filo­zofii oraz pop­u­laryzu­jącego filo­zofię czaso­pisma „Filo­zo­fuj!”. Nasza wypowiedź przyjmie for­mę dia­logu. W zaprezento­wanej poniżej roz­mowie uczest­niczą dwaj koledzy z uni­w­er­syte­tu: Kaz­imierz, filo­zof, i Sek­s­tus, akademik-niefilo­zof, raczej scep­ty­czny co do wszel­kich pro­gramów ratowa­nia filo­zofii. Spo­tyka­ją się w dogod­nym do prowadzenia roz­mowy miejs­cu – na przykład w uni­w­er­syteck­iej kaw­iarni. Zamówi­wszy małą czarną (to scep­tyk) i herbatę (filo­zof), siedzą przy sto­liku. Rozpoczy­na Seks­tus.

S: Kaz­iu, słysza­łem, że coraz mniej stu­den­tów na tej waszej filo­zofii.

K: Nie da się ukryć, Sek­s­tusie, uby­wa nam chęt­nych do stu­diowa­nia. Oba­wiam się nawet, że już za kil­ka lat z wielu pol­s­kich uczel­ni kierunek stu­diów filo­zoficznych może zniknąć, bo nikt nie będzie chci­ał stu­diować filo­zofii.

S: Obaw­iasz się, bo jesteś nauczy­cielem aka­demickim. Tym­cza­sem wielu powia­da: najwyżej niek­tórzy stracą pracę. Śmierć filo­zofii aka­demick­iej nie musi oznaczać śmier­ci filo­zofii jako takiej. Bywało nawet, że to, co najwartoś­ciowsze w filo­zofii, pow­stawało poza uni­w­er­sytetem. Pomyśl choć­by o Kartezjuszu, Pas­calu, Malebranche’u, Spin­ozie czy Leib­nizu.

K: Nie przeczę, pra­ca na uczel­ni daje mi dużo satys­fakcji. Jed­nak nie boję się bezrobo­cia. Myślę, że znalazłbym jak­iś sposób na życie, może nawet bar­dziej dostat­nie niż obec­nie. Niem­niej, nie wyobrażam sobie, aby uprawia­nie filo­zofii na wysokim poziomie poza uczel­nią było dzisi­aj możli­we.

S: Dlaczego tak uważasz?

K: Ta dyscy­plina, zresztą jak każ­da, wyma­ga dużo cza­su i pra­cy. Gdy­bym musi­ał jed­nocześnie martwić się o zapewnie­nie sobie i swo­jej rodzinie warunk­ów mate­ri­al­nych i filo­zo­fować, to nie robiłbym dobrze ani jed­nego, ani drugiego. Pewnie, w poczu­ciu odpowiedzial­noś­ci za rodz­inę, wybrał­bym to pier­wsze.

S: Widzę, że wąt­pisz w możli­wość zosta­nia drugim Kartezjuszem?

K: Sek­s­tusie, rozk­wit filo­zofii poza mura­mi uni­w­er­sytetów za cza­sów Kartezjusza był możli­wy również dzię­ki temu, że były to cza­sy mece­nasów, których dzisi­aj, zauważ, ze świecą szukać. Tym­cza­sem upraw­ian­ie filozo­fii – od samego jej zara­nia – wyma­gało i wyma­ga wol­noś­ci od trosk mate­rialnych. Jeśli ani uni­w­er­sytet, ani bez­in­tere­sowny mece­nas nie wspier­a­ją filo­zo­fa, to – o ile ten dru­gi nie jest człowiekiem bogatym lub gotowym na życie pustel­ni­ka – ma on do wyboru dwie dro­gi: zmienić zawód albo upraw­iać filo­zofię komer­cyjną, czyli stać się trochę sofistą.

S: Czyli kim? Kogo nazy­wasz sofistą, Kaz­iu?

K: Sofista-filo­zof komer­cyjny to ktoś, kto nie szu­ka prawdy, ale tego, co da się sprzedać, na czym da się zaro­bić. Nie mam wąt­pli­woś­ci, że zniknię­cie filo­zofii z uni­w­er­syte­tu oznacza­ło­by, jeśli nie śmierć, to upadek filo­zofii jako dyscy­pliny naukowej.

S: Chcesz powiedzieć, że na filo­zofii nie da się zaro­bić? A mnie się wyda­je, że jeśli pro­dukt jest dobry, to na nim moż­na zaro­bić. Poza tym, nie bard­zo rozu­miem, co złego jest na przykład w pisa­niu książek, które będą kupo­wały rzesze czytel­ników.

K: Zgo­da, ale zysk finan­sowy nie powinien być pod­sta­wowym celem upra­wiania filo­zofii. Filo­zofia z definicji jest poszuki­waniem prawdy, nawet jeśli takie poszuki­wa­nia prowadz­iły filo­zo­fa pod prąd. Jeśli byt mate­ri­al­ny filo­zo­fa będzie zależał od tego, czy ist­nieje dostate­cznie dużo chęt­nych do czy­ta­nia jego prac, gotowych za nie zapłacić, to ist­nieje niebez­pieczeńst­wo, że filo­zof stanie się niewol­nikiem swoich czytel­ników, będzie starał się w swoich pra­cach dos­tosować do ich oczeki­wań, nawet kosztem prawdy. A niek­tóre prawdy mogą być niepop­u­larne.

S: Niewol­nikiem, powiadasz? Prze­cież zawsze było tak, że o wol­noś­ci filo­zof mógł tylko pomarzyć, o ile sam nie był zamożnym człowiekiem. Spójrz Kaz­iu, prze­cież zawsze jest się od kogoś zależnym: od mece­nasa, państ­wa lub czytel­ników. Z tej trój­ki na moich ciemiężców najchęt­niej wybrałbym czytel­ników.

K: Jest jeszcze jeden powód, Sek­s­tusie, dla którego lep­iej było­by, aby filozo­fia przetr­wała na uni­w­er­syte­tach. Aby go lep­iej przed­staw­ić, ucieknę się do metafory wspinacz­ki. W filo­zoficznych docieka­ni­ach nie­jako wspi­namy się coraz wyżej i wyżej, aby coraz więcej dojrzeć. Jeśli ktoś zawo­dowo zas­tanaw­ia się nad jakąś filo­zoficzną kwest­ią, na przykład proble­mem świado­moś­ci, prze­chodzi długą, żmud­ną drogę zaz­na­jami­a­nia się z doty­chcza­sową lit­er­aturą, i jeśli robi krok dalej, to czyni to z miejs­ca, do którego musi­ał dotrzeć drogą żmud­nej lek­tu­ry i reflek­sji. Jeśli czytel­nik chci­ał­by tam pójść za filo­zofem, też musi­ał­by dokon­ać wysiłku. Owszem, nie tak wielkiego, jak autor tek­stu, ale jed­nak wysiłku, do którego nie ma wielu chęt­nych. Wąt­pię, czy pisząc tak zaawan­sowane tek­sty filo­zof móg­łby znaleźć dość czytel­ników, aby wyży­wić rodz­inę. O jakimś bardziej spek­taku­larnym sukce­sie finan­sowym nawet nie wspom­nę.

S: No cóż, Kaz­iu, sko­ro na taką „wysokogórską” filo­zofię nie ma zapotrze­bowania, nikt nie chce jej stu­diować, więc może musi umrzeć. I była­by to śmierć nat­u­ral­na, rezul­tat dar­winiz­mu czy mech­a­nizmów wolnoryn­kowych w świecie aka­demickim. Może nic w tym złego?

K: O! Widzę, że jesteś zwolen­nikiem wol­nego rynku, Sek­s­tusie. Moim zda­niem, jed­nak z fak­tu, iż coraz mniej osób dostrze­ga wartość filo­zofii, nie wyni­ka, że ona traci na wartoś­ci. Śmierć filo­zofii była­by niepowe­towaną stratą także dla tych, którzy nie umieją dostrzec jej wagi. Jeśli spo­jrzeć nawet na te wartoś­ci, które są dziś powszech­nie uznawane: tech­nolo­gia, nau­ka, demokrac­ja, to okazu­je się, że mają one swo­je źródło w docieka­niach filo­zoficznych. Jeśli odet­niemy to od tego źródła inspiracji, to moż­na spodziewać się cywiliza­cyjnego zas­to­ju, a nawet tego, że i nasze dzisiejsze osiąg­nię­cia wymkną nam się z rąk. Odhu­man­i­zowana tech­nolo­gia może stać się dla nas zagroże­niem, nie tylko eko­log­icznym, zaś demokrac­ja to bard­zo delikat­ny twór, jeśli zabraknie w niej oby­wa­tel­skiego ducha, czer­piącego prze­cież tyle z filo­zofii, może łat­wo zmienić się w swo­ją tyrańską karykaturę.

S: Kaz­iu, niezmi­en­nie mnie zadzi­wiasz tymi „filo­zoficzny­mi paradok­sa­mi”. Sko­ro, jak mówisz, filo­zofia ma tak dużą wartość, to wytłu­macz mi, pro­szę, dlaczego jej kondy­c­ja aka­demic­ka jest tak sła­ba?

K: Już odpowiadam. Zacznę od tego, dlaczego jest coraz mniej kandyda­tów na stu­dia. Otóż filo­zofia nie kojarzy się z żad­nym zawo­dem dają­cym sukces finan­sowy. Pamię­tam, że kiedy sam, w całkiem innych cza­sach, zde­cy­dowałem się na stu­dia filo­zoficzne, zna­jo­mi pytali, „człowieku, co ty będziesz jadł po filo­zofii?”. Dziś ten sposób myśle­nia przy­biera na sile. Co więcej, rządzi on nie tylko wyobraźnią młodych ludzi wybierają­cych stu­dia, ale deter­min­u­je także myśle­nie tych, którzy, jak na przykład rząd, swoi­mi decyz­ja­mi wpły­wa­ją na kondy­cję dyscy­plin aka­demic­kich, w tym filo­zofii. Dla naszych „refor­ma­torów” liczą się szy­bkie efek­ty w po­staci ros­nącego PKB, trak­tu­ją oni naukę jak inwest­y­cję, która ma przy­nieść szy­bkie zys­ki, najlepiej już dziś. Przy takiej krótkowzrocznoś­ci nie potrafią dojrzeć, jak waż­na jest filo­zofia (a nawet cała human­isty­ka) dla życia nar­o­du. Stąd pro­ponu­ją zmi­any w szkol­nictwie, które będą elimino­wać takie dyscy­pliny, jak filo­zofia.

S: Czy chcesz powiedzieć, że prob­lem sprowadza się jedynie do tego, że mamy mate­ri­al­isty­cznie nastaw­ione społeczeńst­wo i rząd skon­cen­trowany jedynie na czyn­nikach eko­nom­icznych?

K: Masz rację, Sek­s­tusie, sprawa jest bardziej złożona, musisz jed­nak przy­znać, że społeczeńst­wo jest „wychowywane” w duchu, który filo­zofii nie sprzy­ja. Młody człowiek, który mógł­by wybrać filo­zofię, nawet nie wie, że taka dyscy­plina ist­nieje. Nie uczą jej w szkole, nie ma cza­sop­ism pop­u­larnofilo­zoficznych, nie usłyszy o niej w radiu ani w telewiz­ji, z których sączy się raczej pochwała kon­sumpcji, kult posi­ada­nia dla samego posia­dania oraz ideał bezre­fleksyjnego korzys­ta­nia z życia. Filo­zofii tam nie ma, nie licząc oczy­wiś­cie wyjątków, stanow­ią­cych kro­plę jed­nak w mo­rzu. No i powiedzeń te nawet na pewno słysza­łeś częs­to jak: „Nie filo­zofuj mi tu!” albo „Przes­tań filo­zo­fować, zrób coś”. Co praw­da, kiedy ja byłem liceal­istą, z filo­zofią też trud­no (może nawet trud­niej) było się spot­kać, ale ówczes­na Pol­s­ka mniej kusiła rynkowym sukce­sem, nie wcią­gała w wyś­cig szczurów, siłą rozpę­du na wyobraźnię młodych ludzi miał jesz­cze wpływ etos inteligencji wal­czącej z komu­nizmem i dlat­ego, choć słabo znana, filo­zofia mogła jeszcze kojarzyć się z czymś ważnym, wartym stu­diowania.

S: Coś mi się zda­je, że filo­zo­fowie nie są tu bez winy. Nawet jeśli rozpra­wiają o prob­lemach życiowych, doty­czą­cych niby każdego, to robią to w tak skom­p­likowany sposób, przy uży­ciu takiego języ­ka, że niefilo­zo­fom trud­no z tej nau­ki coś wynieść dla siebie, nie wspom­i­na­jąc o możli­woś­ci wciąg­nię­cia się w filo­zoficzną lek­turę. Ludzie was nie rozu­mieją. Kaz­iu, może ta wasza mowa jest zbyt ciem­na?

K: Nie przeczę, język filo­zoficzny jest trud­ny, niełat­wo wniknąć w znaczenia ter­minów tech­nicznych. Niem­niej, zgodzisz się chy­ba, mój dro­gi Sek­s­tusie, że tak jest również w innych dyscy­plinach, na przykład w fizyce, biolo­gii czy chemii. Od pewnej her­me­ty­cznoś­ci nie da się uciec. Ale w jed­nym przyz­nam ci rację. Reprezen­tan­ci aka­demick­iej filo­zofii robią niewiele, aby ten ich her­me­ty­czny język przy­bliżyć niefilo­zo­fom, aby ich filo­zofią zain­teresować. Grzechów zanied­ba­nia jest kil­ka. Zacznę od zajęć z filo­zofii dla stu­den­tów innych kierunk­ów. Tego typu zaję­cia częs­to trak­towane są jako „zesłanie”. Prowadzą­cy chcą je „mieć za sobą” jak najm­niejszym nakła­dem sił. Ogranicza­ją się do his­to­rycznego zary­su, od Pla­tona do… którego filo­zofa zdążą, zarzu­ca­jąc przy tym słuchaczy for­mułka­mi, „izma­mi”, na jed­nym tonie, bez zachę­ca­nia do dyskusji. Jeden z moich stu­den­tów przepro­wadził niedawno małe badanie socjo­log­iczne na swoich zna­jomych stu­dentach niefilo­zo­fach. Zadał im pytanie, czy podobały im się zaję­cia z fi­lozofii. Wynik (na kilka­naś­cie osób) był taki, że tylko jed­na oso­ba, stu­dent sem­i­nar­i­um duchownego, miała miłe wspom­nienia. Grzech dru­gi to brak pop­u­laryzu­jącego filo­zofię cza­sopis­ma. Być może to grzech najwięk­szy. Jak wychować sobie przyszłych kandy­datów na stu­dia filo­zoficzne, sko­ro nie wychodz­imy z żad­ną atrak­cyjną ofer­tą do młodzieży?

S: Pewnie moż­na by jeszcze kil­ka „grzechów” wskazać, ale z tego, co mówisz, wniosku­ję, że pier­wszy grzech niełat­wo będzie wye­lim­i­nować. Chy­ba że  co nie jest mało praw­dopodob­ne filo­zo­fowie w ogóle stracą zaję­cia usłu­gowe. Takie rozwiązanie by was, jak sądzę, nie ucieszyło. W przy­pad­ku zaś grzechu drugiego moglibyś­cie, „miłośni­cy mądroś­ci”, coś zro­bić. Dzi­wię się, że takiego cza­sopis­mo nie macie.

K: W pier­wszym przy­pad­ku moż­na apelować do dyrek­torów insty­tutów i samych prowadzą­cych zaję­cia, aby starali się je prowadz­ić w bardziej atrak­cyjnej formie. Zmusić niko­go odgórnie jed­nak nie moż­na. W spra­wie cza­sopis­ma masz rację, Sek­s­tusie. To ogromne zanied­ban­ie środowi­ska filo­zoficznego. Takie pis­mo powin­no od daw­na funkcjonować. Jest jed­nak nadzie­ja, że wkrótce zaist­nieje. Roz­maw­iałem niedawno z dwoma młody­mi filo­zo­fa­mi, którzy pod­jęli taką inic­jaty­wę. O ile mnie pamięć nie myli, cza­sopis­mo ma się nazy­wać „Filo­zo­fuj!”.

S: Dzi­w­na nazwa. Taki imper­atyw, rozkaz. Nie brz­mi zachę­ca­ją­co. Skąd taki pomysł na tytuł?

K: Zapy­tałem ich, dlaczego nie „Umysł” albo „Myśl”, „Filo­zofia i Życie” coś, co brzmi­ało­by bardziej pro­fesjon­al­nie.

S: I co ci powiedzieli?

K: Że to swo­jego rodza­ju protest, pró­ba przeła­ma­nia stereo­ty­pu, który doskonale obrazu­je wspom­ni­ane przeze mnie powiedze­nie „Nie filo­zo­fuj mi tu!”. Oni chcą iść pod prąd i namaw­iać wszys­t­kich, aby właśnie filozo­fowali. Mam nadzieję, że im się uda. Chęt­nie do nich dołączę.

S: Kaz­iu, jakoś nie widzę powodów do optymiz­mu. Czy nie jest prawdą, że o idei takiego cza­sopis­ma filo­zo­fowie rozpraw­ia­ją już od dłuższego cza­su. Nawet, o ile mnie pamięć nie myli, już takie pró­by miały miejsce. Wyszedł jeden numer cza­sopis­ma. Jak ono się nazy­wało? Poświę­cone filo­zofii umy­słu. Nawet pięknie ilus­trowany i ciekawy rzeczy­wiś­cie na poziomie „Wiedzy i Życie”. Skończyło się jed­nak na tym jed­nym numerze, może dwóch, nie pamię­tam.

K: Owszem, pomysł wyma­ga szer­szego wspar­cia. Współpra­cy całego środo­wiska filo­zoficznego. Takiego cza­sopis­ma nie zro­bi garst­ka osób, a prze­cież pop­u­laryza­c­ja i upowszech­ni­an­ie filo­zofii jest żywot­nym intere­sem całego środowiska. To, że na takie cza­sopis­mo trze­ba było czekać tak dłu­go, pokazu­je, że środowisko nie potrafiło pod­jąć tak ważnych dla sie­bie dzi­ałań, zresztą doty­czy to nie tylko pop­u­laryza­cji filo­zofii. To z ko­lei oznacza, że jest podzielone, słabo zin­te­growane. Inic­ja­torzy pow­sta­nia cza­sopis­ma widzą więc prob­lem szerzej. Między inny­mi dlat­ego założyli oni Ruch na rzecz Filo­zofii. Wczo­raj widzi­ałem stronę inter­ne­tową tego ruchu. Zaraz, zaraz jak oni to ujęli. Już określili cele Ruchu w formie pos­tu­latów. Po pier­wsze, dzi­ałać na rzecz pop­u­laryza­cji filo­zofii. Po dru­gie, dążyć do inte­gracji środowiska filo­zoficznego. Jaki był trze­ci pos­tu­lat? Aha, dbać o wysok­ie stan­dardy upraw­ia­nia filo­zofii i filo­zoficznego kształ­cenia. I po czwarte, dzi­ałać na rzecz ksz­tałce­nia filo­zofii w szkołach i na uni­w­er­syte­tach.

S: Czy zanad­to się nie rozpędzili. Samo cza­sopis­mo rozu­miem jest potrzeb­ne, ale cały ten ruch? Czyż nie ist­nieją już orga­ni­za­c­je sku­pi­a­jące wokół siebie filo­zofów, które takie same cele real­izu­ją? Pol­skie Towarzy­stwo Filo­zoficzne na przykład?

K: Owszem ist­nieją. Nikt też nie twierdzi, że ist­niejące już towarzyst­wa filo­zoficzne, komite­ty nie speł­ni­a­ją swo­jej funkcji. Każde jest cenne na swój sposób. Pow­stanie Ruchu na rzecz Filo­zofii, jako inic­jaty­wy odd­ol­nej, moim zdaniem, nie stanowi jed­nak dla nich żad­nej konkurencji. W wielu zada­ni­ach taki ruch po pros­tu wspier­ał­by wysił­ki innych orga­ni­za­cji. Myślę też, że wszys­tkie te pos­tu­laty są ze sobą moc­no pow­iązane, a sprawa pop­u­laryza­cji dla real­iza­cji ich wszys­t­kich wyda­je mi się kluc­zowa.

S: Kaz­iu, co każe Ci tak myśleć?

K: Już spieszę z wyjaśnie­niem, Sek­s­tusie. Przyszłość filo­zofii w szkołach, ale także na uni­w­er­syte­tach zależy w dużej mierze od decyzji poli­ty­cznych, na przykład od tego, czy min­is­ter poz­woli na stu­diowanie filo­zofii jako dru­giego kierunku nieod­płat­nie, czy filo­zofia zostanie uznana jako przed­miot pod­sta­wowy w liceum. Decyz­je tego rodza­ju (jeśli do nich dojdzie) będą wypad­kowy­mi wielu czyn­ników, jed­nym z nich z pewnoś­cią będzie to, jaki jest obraz filo­zofii w umysłach poli­tyków, a także w powszech­nej opi­nii społecznej. W tej chwili filo­zofia kojarzy się więk­szoś­ci jako przed­miot dzi­waczny i zbęd­ny w pro­ce­sie edukacji, a także jako przed­miot, którego stu­diowanie nie daje szans na zawodową kari­erę. Wszys­tkie te przekona­nia są fałszy­we, a uświadomie­nie Polakom tego jest możli­we jedynie wów­czas, gdy filo­zo­fowie wyjdą poza swo­je her­me­ty­czne środowisko i zaczną dzielić się filo­zoficzny­mi osiąg­nię­ci­a­mi także z zewnętrznym światem. Taki właśnie cel przyświeca Ruchowi na rzecz Filo­zofii. Twór­cy „Filozo­fuj!” chcą zacząć od pop­u­lary­zowa­nia filo­zofii, przekony­wa­nia Polaków, że to fas­cynu­ją­ca i niezwyk­le waż­na dyscy­plina, której prob­le­my są cie­kawe i doniosłe, oraz że upraw­ian­ie filo­zofii przemienia, daje umiejęt­noś­ci cenne dla współczes­nego społeczeńst­wa, także dla rynku. Liczą, w czym się do nich przyłączam, że pewnego dnia, dzię­ki tej inic­jaty­wie na uli­cach naszych miast, w szkołach, min­is­terst­wach będzie coraz więcej ludzi, któ­rzy na słowo „filo­zofia” będą reagowali pozy­ty­wnie, pewnego dnia licz­ba takich ludzi przekroczy masę kry­ty­czną dla powszech­nego zrozu­mienia wagi filo­zofii, i stanie się cud.

S: Może i jest sens w tym, co mówisz. Może uda się powoli odmienić obraz filo­zofii w społeczeńst­wie. Życzę powodzenia.

Sek­s­tus spo­jrzał na zegarek i westch­nął głęboko.

S: No, czas na mnie, stu­den­ci czeka­ją!

Sek­s­tus pod­niósł się i dość szy­bkim krok­iem opuś­cił kaw­iarnię, zostaw­ia­jąc filo­zo­fa, jak zwyk­le zamyślonego.


What about this phi­los­o­phy? A few words about a cer­tain ini­tia­tive

SUMMARY

This paper, writ­ten in a form of a dia­logue between an advo­cate of phi­los­o­phy and its crit­ic, presents a dis­cus­sion over the con­di­tion and val­ue of philoso­phy in con­tem­po­rary world. It aims to empha­size the need for sup­port­ing and pop­u­lar­iz­ing phi­los­o­phy in soci­ety. This kind of con­sid­er­a­tions led the author of this paper into found­ing The Move­ment for Phi­los­o­phy and “Phi­los­o­phize!” Jour­nal.

key­words: con­di­tion and val­ue of phi­los­o­phy, The Move­ment for Phi­los­o­phy.


Tekst ukazał się w cza­sopiśmie „Parez­ja” 2014, nr 1, s. 44–50. Licenc­ja: Cre­ative Com­mons 4.0 Inter­na­tion­al BY-SA.

Fot.: Some rights reserved by LoboStu­dio­Ham­burg.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.