Dialogi Popularyzacja

Dialog o filozofii

U zarania pomysłu na czasopismo „Filozofuj!” powstał pewien dialog o filozofii, który warto przypomnieć. Zawiera on również ciekawostki związane z powstaniem czasopisma, m.in. dotyczące jego nazwy. Choć niemal wszystko, co zostało w nim powiedziane, jest aktualne, dzisiaj, gdy za nami już trzy wydane numery, z których ostatni jest do kupienia w salonach Empiku, coraz więcej spływających do redakcji tekstów (dziękujemy!), coraz więcej osób zainteresowanych współpracą z czasopismem (dziękujemy!), coraz więcej fanów na facebookowym fanpejdżu (dziękujemy!), zupełnie inaczej się czyta ten tekst. Mamy pewność, że jesteśmy na dobrej drodze i że było warto w nią wyruszyć.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Dia­log sta­no­wi rów­nież ponie­kąd zapis atmos­fe­ry towa­rzy­szą­cej deba­cie publicz­nej wokół kwe­stii ist­nie­nia filo­zo­fii w murach uni­wer­sy­te­tu, zapo­cząt­ko­wa­nej decy­zją o wyga­sza­niu kie­run­ku filo­zo­fia na Uni­wer­sy­te­cie w Bia­łym­sto­ku. Deba­ta ta była bar­dzo potrzeb­na. Szcze­gól­nie cen­ne były w niej gło­sy nie­fi­lo­zo­fów zarów­no ze świa­ta aka­de­mic­kie­go (przed­sta­wi­cie­li nauk ści­słych, huma­ni­stycz­nych, tech­nicz­nych i medycz­nych), jak i spo­za aka­de­mic­kie­go: pisa­rzy, reży­se­rów fil­mo­wych, dzien­ni­ka­rzy, praw­ni­ków, infor­ma­ty­ków, biz­nes­me­nów, poli­ty­ków itd. oraz nie­zli­czo­ne gło­sy inter­nau­tów (nie­któ­re z nich są dostęp­ne tutaj). Przy­ku­ły one uwa­gę mediów, w któ­rych filo­zo­fia na moment sta­ła się waż­na. Nie­mal wszyst­kie te gło­sy dostrze­ga­ły klu­czo­wą rolę filo­zo­fii w roz­wo­ju stra­te­gicz­nych obsza­rów kul­tu­ry umy­sło­wej i spo­łecz­nej, m.in.: sztu­ki, nauki, poli­ty­ki, deba­ty publicz­nej, edu­ka­cji, moral­no­ści, reli­gii, a nawet losów jed­ne­go z pro­gra­mów kosmicz­nych NASA  ;-). Cza­so­pi­smo ma ambi­cję dołą­czyć do tego „chó­ru” i pod­trzy­mać tę melo­dię jak naj­dłu­żej, zmie­nia­jąc jed­nak w pew­nej mie­rze gatu­nek muzycz­ny, tak, by melo­dia była bar­dziej straw­na dla młodzieży.


Artur Szut­ta, Robert Kryński

Co z tą filozofią? Słów kilka na temat pewnej inicjatywy

W tek­ście przed­sta­wio­no kon­tekst i powo­dy, któ­re dopro­wa­dzi­ły nas do idei zało­że­nia Ruchu na rzecz Filo­zo­fii oraz popu­la­ry­zu­ją­ce­go filo­zo­fię czaso­pisma „Filo­zo­fuj!”. Nasza wypo­wiedź przyj­mie for­mę dia­lo­gu. W zaprezento­wanej poni­żej roz­mo­wie uczest­ni­czą dwaj kole­dzy z uni­wer­sy­te­tu: Kazi­mierz, filo­zof, i Sek­stus, aka­de­mik-nie­fi­lo­zof, raczej scep­tycz­ny co do wszel­kich pro­gramów rato­wa­nia filo­zo­fii. Spo­ty­ka­ją się w dogod­nym do pro­wa­dze­nia roz­mowy miej­scu – na przy­kład w uni­wer­sy­tec­kiej kawiar­ni. Zamó­wiw­szy małą czar­ną (to scep­tyk) i her­ba­tę (filo­zof), sie­dzą przy sto­li­ku. Roz­po­czy­na Sekstus.

S: Kaziu, sły­sza­łem, że coraz mniej stu­den­tów na tej waszej filozofii.

K: Nie da się ukryć, Sek­stu­sie, uby­wa nam chęt­nych do stu­dio­wa­nia. Oba­wiam się nawet, że już za kil­ka lat z wie­lu pol­skich uczel­ni kie­ru­nek stu­diów filo­zo­ficz­nych może znik­nąć, bo nikt nie będzie chciał stu­dio­wać filozofii.

S: Oba­wiasz się, bo jesteś nauczy­cie­lem aka­de­mic­kim. Tym­cza­sem wie­lu powia­da: naj­wy­żej nie­któ­rzy stra­cą pra­cę. Śmierć filo­zo­fii aka­de­mic­kiej nie musi ozna­czać śmier­ci filo­zo­fii jako takiej. Bywa­ło nawet, że to, co naj­war­to­ściow­sze w filo­zo­fii, powsta­wa­ło poza uni­wer­sy­te­tem. Pomyśl choć­by o Kar­te­zju­szu, Pas­ca­lu, Malebranche’u, Spi­no­zie czy Leibnizu.

K: Nie prze­czę, pra­ca na uczel­ni daje mi dużo satys­fak­cji. Jed­nak nie boję się bez­ro­bo­cia. Myślę, że zna­la­zł­bym jakiś spo­sób na życie, może nawet bar­dziej dostat­nie niż obec­nie. Nie­mniej, nie wyobra­żam sobie, aby uprawia­nie filo­zo­fii na wyso­kim pozio­mie poza uczel­nią było dzi­siaj możliwe.

S: Dla­cze­go tak uważasz?

K: Ta dys­cy­pli­na, zresz­tą jak każ­da, wyma­ga dużo cza­su i pra­cy. Gdy­bym musiał jed­no­cze­śnie mar­twić się o zapew­nie­nie sobie i swo­jej rodzi­nie warun­ków mate­rial­nych i filo­zo­fo­wać, to nie robił­bym dobrze ani jed­ne­go, ani dru­gie­go. Pew­nie, w poczu­ciu odpo­wie­dzial­no­ści za rodzi­nę, wybrał­bym to pierwsze.

S: Widzę, że wąt­pisz w moż­li­wość zosta­nia dru­gim Kartezjuszem?

K: Sek­stu­sie, roz­kwit filo­zo­fii poza mura­mi uni­wer­sy­te­tów za cza­sów Kar­te­zju­sza był moż­li­wy rów­nież dzię­ki temu, że były to cza­sy mece­na­sów, któ­rych dzi­siaj, zauważ, ze świe­cą szu­kać. Tym­cza­sem upra­wia­nie filozo­fii – od same­go jej zara­nia – wyma­ga­ło i wyma­ga wol­no­ści od trosk mate­rialnych. Jeśli ani uni­wer­sy­tet, ani bez­in­te­re­sow­ny mece­nas nie wspie­ra­ją filo­zo­fa, to – o ile ten dru­gi nie jest czło­wie­kiem boga­tym lub goto­wym na życie pustel­ni­ka – ma on do wybo­ru dwie dro­gi: zmie­nić zawód albo upra­wiać filo­zo­fię komer­cyj­ną, czy­li stać się tro­chę sofistą.

S: Czy­li kim? Kogo nazy­wasz sofi­stą, Kaziu?

K: Sofi­sta-filo­zof komer­cyj­ny to ktoś, kto nie szu­ka praw­dy, ale tego, co da się sprze­dać, na czym da się zaro­bić. Nie mam wąt­pli­wo­ści, że znik­nię­cie filo­zo­fii z uni­wer­sy­te­tu ozna­cza­ło­by, jeśli nie śmierć, to upa­dek filo­zo­fii jako dys­cy­pli­ny naukowej.

S: Chcesz powie­dzieć, że na filo­zo­fii nie da się zaro­bić? A mnie się wyda­je, że jeśli pro­dukt jest dobry, to na nim moż­na zaro­bić. Poza tym, nie bar­dzo rozu­miem, co złe­go jest na przy­kład w pisa­niu ksią­żek, któ­re będą kupo­wały rze­sze czytelników.

K: Zgo­da, ale zysk finan­so­wy nie powi­nien być pod­sta­wo­wym celem upra­wiania filo­zo­fii. Filo­zo­fia z defi­ni­cji jest poszu­ki­wa­niem praw­dy, nawet jeśli takie poszu­ki­wa­nia pro­wa­dzi­ły filo­zo­fa pod prąd. Jeśli byt mate­rial­ny filo­zo­fa będzie zale­żał od tego, czy ist­nie­je dosta­tecz­nie dużo chęt­nych do czy­ta­nia jego prac, goto­wych za nie zapła­cić, to ist­nie­je nie­bez­pie­czeń­stwo, że filo­zof sta­nie się nie­wol­ni­kiem swo­ich czy­tel­ni­ków, będzie sta­rał się w swo­ich pra­cach dosto­so­wać do ich ocze­ki­wań, nawet kosz­tem praw­dy. A nie­któ­re praw­dy mogą być niepopularne.

S: Nie­wol­ni­kiem, powia­dasz? Prze­cież zawsze było tak, że o wol­no­ści filo­zof mógł tyl­ko poma­rzyć, o ile sam nie był zamoż­nym czło­wie­kiem. Spójrz Kaziu, prze­cież zawsze jest się od kogoś zależ­nym: od mece­na­sa, pań­stwa lub czy­tel­ni­ków. Z tej trój­ki na moich cie­mięż­ców naj­chęt­niej wybrał­bym czytelników.

K: Jest jesz­cze jeden powód, Sek­stu­sie, dla któ­re­go lepiej było­by, aby filozo­fia prze­trwa­ła na uni­wer­sy­te­tach. Aby go lepiej przed­sta­wić, uciek­nę się do meta­fo­ry wspi­nacz­ki. W filo­zo­ficz­nych docie­ka­niach nie­ja­ko wspi­namy się coraz wyżej i wyżej, aby coraz wię­cej doj­rzeć. Jeśli ktoś zawo­dowo zasta­na­wia się nad jakąś filo­zo­ficz­ną kwe­stią, na przy­kład proble­mem świa­do­mo­ści, prze­cho­dzi dłu­gą, żmud­ną dro­gę zazna­ja­mia­nia się z dotych­cza­so­wą lite­ra­tu­rą, i jeśli robi krok dalej, to czy­ni to z miej­sca, do któ­re­go musiał dotrzeć dro­gą żmud­nej lek­tu­ry i reflek­sji. Jeśli czy­tel­nik chciał­by tam pójść za filo­zo­fem, też musiał­by doko­nać wysił­ku. Owszem, nie tak wiel­kie­go, jak autor tek­stu, ale jed­nak wysił­ku, do któ­re­go nie ma wie­lu chęt­nych. Wąt­pię, czy pisząc tak zaawan­so­wa­ne tek­sty filo­zof móg­łby zna­leźć dość czy­tel­ni­ków, aby wyży­wić rodzi­nę. O jakimś bar­dziej spek­ta­ku­lar­nym suk­ce­sie finan­so­wym nawet nie wspomnę.

S: No cóż, Kaziu, sko­ro na taką „wyso­ko­gór­ską” filo­zo­fię nie ma zapotrze­bowania, nikt nie chce jej stu­dio­wać, więc może musi umrzeć. I była­by to śmierć natu­ral­na, rezul­tat dar­wi­ni­zmu czy mecha­ni­zmów wolnoryn­kowych w świe­cie aka­de­mic­kim. Może nic w tym złego?

K: O! Widzę, że jesteś zwo­len­ni­kiem wol­ne­go ryn­ku, Sek­stu­sie. Moim zda­niem, jed­nak z fak­tu, iż coraz mniej osób dostrze­ga war­tość filo­zo­fii, nie wyni­ka, że ona tra­ci na war­to­ści. Śmierć filo­zo­fii była­by nie­po­we­to­wa­ną stra­tą tak­że dla tych, któ­rzy nie umie­ją dostrzec jej wagi. Jeśli spoj­rzeć nawet na te war­to­ści, któ­re są dziś powszech­nie uzna­wa­ne: tech­no­lo­gia, nauka, demo­kra­cja, to oka­zu­je się, że mają one swo­je źró­dło w docieka­niach filo­zo­ficz­nych. Jeśli ode­tnie­my to od tego źró­dła inspi­ra­cji, to moż­na spo­dzie­wać się cywi­li­za­cyj­ne­go zasto­ju, a nawet tego, że i nasze dzi­siej­sze osią­gnię­cia wymkną nam się z rąk. Odhu­ma­ni­zo­wa­na tech­no­lo­gia może stać się dla nas zagro­że­niem, nie tyl­ko eko­lo­gicz­nym, zaś demo­kra­cja to bar­dzo deli­kat­ny twór, jeśli zabrak­nie w niej oby­wa­tel­skie­go ducha, czer­piącego prze­cież tyle z filo­zo­fii, może łatwo zmie­nić się w swo­ją tyrań­ską karykaturę.

S: Kaziu, nie­zmien­nie mnie zadzi­wiasz tymi „filo­zo­ficz­ny­mi para­dok­sa­mi”. Sko­ro, jak mówisz, filo­zo­fia ma tak dużą war­tość, to wytłu­macz mi, pro­szę, dla­cze­go jej kon­dy­cja aka­de­mic­ka jest tak słaba?

K: Już odpo­wia­dam. Zacznę od tego, dla­cze­go jest coraz mniej kandyda­tów na stu­dia. Otóż filo­zo­fia nie koja­rzy się z żad­nym zawo­dem dają­cym suk­ces finan­so­wy. Pamię­tam, że kie­dy sam, w cał­kiem innych cza­sach, zde­cy­do­wa­łem się na stu­dia filo­zo­ficz­ne, zna­jo­mi pyta­li, „czło­wie­ku, co ty będziesz jadł po filo­zo­fii?”. Dziś ten spo­sób myśle­nia przy­bie­ra na sile. Co wię­cej, rzą­dzi on nie tyl­ko wyobraź­nią mło­dych ludzi wybierają­cych stu­dia, ale deter­mi­nu­je tak­że myśle­nie tych, któ­rzy, jak na przy­kład rząd, swo­imi decy­zja­mi wpły­wa­ją na kon­dy­cję dys­cy­plin aka­de­mic­kich, w tym filo­zo­fii. Dla naszych „refor­ma­to­rów” liczą się szyb­kie efek­ty w po­staci rosną­ce­go PKB, trak­tu­ją oni naukę jak inwe­sty­cję, któ­ra ma przy­nieść szyb­kie zyski, naj­le­piej już dziś. Przy takiej krót­ko­wzrocz­no­ści nie potra­fią doj­rzeć, jak waż­na jest filo­zo­fia (a nawet cała huma­ni­sty­ka) dla życia naro­du. Stąd pro­po­nu­ją zmia­ny w szkol­nic­twie, któ­re będą elimino­wać takie dys­cy­pli­ny, jak filozofia.

S: Czy chcesz powie­dzieć, że pro­blem spro­wa­dza się jedy­nie do tego, że mamy mate­ria­li­stycz­nie nasta­wio­ne spo­łe­czeń­stwo i rząd skon­cen­tro­wa­ny jedy­nie na czyn­ni­kach ekonomicznych?

K: Masz rację, Sek­stu­sie, spra­wa jest bar­dziej zło­żo­na, musisz jed­nak przy­znać, że spo­łe­czeń­stwo jest „wycho­wy­wa­ne” w duchu, któ­ry filo­zo­fii nie sprzy­ja. Mło­dy czło­wiek, któ­ry mógł­by wybrać filo­zo­fię, nawet nie wie, że taka dys­cy­pli­na ist­nie­je. Nie uczą jej w szko­le, nie ma cza­so­pism popu­lar­no­fi­lo­zo­ficz­nych, nie usły­szy o niej w radiu ani w tele­wi­zji, z któ­rych sączy się raczej pochwa­ła kon­sump­cji, kult posia­da­nia dla same­go posia­dania oraz ide­ał bez­re­flek­syj­ne­go korzy­sta­nia z życia. Filo­zo­fii tam nie ma, nie licząc oczy­wi­ście wyjąt­ków, sta­no­wią­cych kro­plę jed­nak w mo­rzu. No i powie­dzeń te nawet na pew­no sły­sza­łeś czę­sto jak: „Nie filo­zofuj mi tu!” albo „Prze­stań filo­zo­fo­wać, zrób coś”. Co praw­da, kie­dy ja byłem lice­ali­stą, z filo­zo­fią też trud­no (może nawet trud­niej) było się spot­kać, ale ówcze­sna Pol­ska mniej kusi­ła ryn­ko­wym suk­ce­sem, nie wcią­ga­ła w wyścig szczu­rów, siłą roz­pę­du na wyobraź­nię mło­dych ludzi miał jesz­cze wpływ etos inte­li­gen­cji wal­czą­cej z komu­ni­zmem i dla­te­go, choć sła­bo zna­na, filo­zo­fia mogła jesz­cze koja­rzyć się z czymś waż­nym, war­tym studiowania.

S: Coś mi się zda­je, że filo­zo­fo­wie nie są tu bez winy. Nawet jeśli rozpra­wiają o pro­ble­mach życio­wych, doty­czą­cych niby każ­de­go, to robią to w tak skom­pli­ko­wa­ny spo­sób, przy uży­ciu takie­go języ­ka, że nie­fi­lo­zo­fom trud­no z tej nauki coś wynieść dla sie­bie, nie wspo­mi­na­jąc o moż­li­wo­ści wcią­gnię­cia się w filo­zo­ficz­ną lek­tu­rę. Ludzie was nie rozu­mie­ją. Kaziu, może ta wasza mowa jest zbyt ciemna?

K: Nie prze­czę, język filo­zo­ficz­ny jest trud­ny, nie­ła­two wnik­nąć w zna­cze­nia ter­mi­nów tech­nicz­nych. Nie­mniej, zgo­dzisz się chy­ba, mój dro­gi Sek­stu­sie, że tak jest rów­nież w innych dys­cy­pli­nach, na przy­kład w fizy­ce, biolo­gii czy che­mii. Od pew­nej her­me­tycz­no­ści nie da się uciec. Ale w jed­nym przy­znam ci rację. Repre­zen­tan­ci aka­de­mic­kiej filo­zo­fii robią nie­wie­le, aby ten ich her­me­tycz­ny język przy­bli­żyć nie­fi­lo­zo­fom, aby ich filo­zo­fią zain­teresować. Grze­chów zanie­dba­nia jest kil­ka. Zacznę od zajęć z filo­zo­fii dla stu­den­tów innych kie­run­ków. Tego typu zaję­cia czę­sto trak­to­wa­ne są jako „zesła­nie”. Pro­wa­dzą­cy chcą je „mieć za sobą” jak naj­mniej­szym nakła­dem sił. Ogra­ni­cza­ją się do histo­rycz­ne­go zary­su, od Pla­to­na do… któ­re­go filo­zofa zdą­żą, zarzu­ca­jąc przy tym słu­cha­czy for­muł­ka­mi, „izma­mi”, na jed­nym tonie, bez zachę­ca­nia do dys­ku­sji. Jeden z moich stu­den­tów przepro­wadził nie­daw­no małe bada­nie socjo­lo­gicz­ne na swo­ich zna­jo­mych stu­dentach nie­fi­lo­zo­fach. Zadał im pyta­nie, czy podo­ba­ły im się zaję­cia z fi­lozofii. Wynik (na kil­ka­na­ście osób) był taki, że tyl­ko jed­na oso­ba, stu­dent semi­na­rium duchow­ne­go, mia­ła miłe wspo­mnie­nia. Grzech dru­gi to brak popu­la­ry­zu­ją­ce­go filo­zo­fię cza­so­pi­sma. Być może to grzech naj­więk­szy. Jak wycho­wać sobie przy­szłych kan­dy­da­tów na stu­dia filo­zo­ficz­ne, sko­ro nie wycho­dzi­my z żad­ną atrak­cyj­ną ofer­tą do młodzieży?

S: Pew­nie moż­na by jesz­cze kil­ka „grze­chów” wska­zać, ale z tego, co mówisz, wnio­sku­ję, że pierw­szy grzech nie­ła­two będzie wyeli­mi­no­wać. Chy­ba że  co nie jest mało praw­do­po­dob­ne filo­zo­fo­wie w ogó­le stra­cą zaję­cia usłu­gowe. Takie roz­wią­za­nie by was, jak sądzę, nie ucie­szy­ło. W przy­pad­ku zaś grze­chu dru­gie­go mogli­by­ście, „miło­śni­cy mądro­ści”, coś zro­bić. Dzi­wię się, że takie­go cza­so­pi­smo nie macie.

K: W pierw­szym przy­pad­ku moż­na ape­lo­wać do dyrek­to­rów insty­tu­tów i samych pro­wa­dzą­cych zaję­cia, aby sta­ra­li się je pro­wa­dzić w bar­dziej atrak­cyj­nej for­mie. Zmu­sić niko­go odgór­nie jed­nak nie moż­na. W spra­wie cza­so­pi­sma masz rację, Sek­stu­sie. To ogrom­ne zanie­dba­nie środowi­ska filo­zo­ficz­ne­go. Takie pismo powin­no od daw­na funk­cjo­no­wać. Jest jed­nak nadzie­ja, że wkrót­ce zaist­nie­je. Roz­ma­wia­łem nie­daw­no z dwo­ma mło­dy­mi filo­zo­fa­mi, któ­rzy pod­ję­li taką ini­cja­ty­wę. O ile mnie pamięć nie myli, cza­so­pi­smo ma się nazy­wać „Filo­zo­fuj!”.

S: Dziw­na nazwa. Taki impe­ra­tyw, roz­kaz. Nie brzmi zachę­ca­ją­co. Skąd taki pomysł na tytuł?

K: Zapy­ta­łem ich, dla­cze­go nie „Umysł” albo „Myśl”, „Filo­zo­fia i Życie” coś, co brzmia­ło­by bar­dziej profesjonalnie.

S: I co ci powiedzieli?

K: Że to swo­je­go rodza­ju pro­test, pró­ba prze­ła­ma­nia ste­reo­ty­pu, któ­ry dosko­na­le obra­zu­je wspo­mnia­ne prze­ze mnie powie­dze­nie „Nie filo­zo­fuj mi tu!”. Oni chcą iść pod prąd i nama­wiać wszyst­kich, aby wła­śnie filozo­fowali. Mam nadzie­ję, że im się uda. Chęt­nie do nich dołączę.

S: Kaziu, jakoś nie widzę powo­dów do opty­mi­zmu. Czy nie jest praw­dą, że o idei takie­go cza­so­pi­sma filo­zo­fo­wie roz­pra­wia­ją już od dłuż­sze­go cza­su. Nawet, o ile mnie pamięć nie myli, już takie pró­by mia­ły miej­sce. Wyszedł jeden numer cza­so­pi­sma. Jak ono się nazy­wa­ło? Poświę­co­ne filo­zo­fii umy­słu. Nawet pięk­nie ilu­stro­wa­ny i cie­ka­wy rze­czy­wi­ście na pozio­mie „Wie­dzy i Życie”. Skoń­czy­ło się jed­nak na tym jed­nym nume­rze, może dwóch, nie pamiętam.

K: Owszem, pomysł wyma­ga szer­sze­go wspar­cia. Współ­pra­cy całe­go środo­wiska filo­zo­ficz­ne­go. Takie­go cza­so­pi­sma nie zro­bi garst­ka osób, a prze­cież popu­la­ry­za­cja i upo­wszech­nia­nie filo­zo­fii jest żywot­nym inte­re­sem całe­go śro­do­wi­ska. To, że na takie cza­so­pi­smo trze­ba było cze­kać tak dłu­go, poka­zu­je, że śro­do­wi­sko nie potra­fi­ło pod­jąć tak waż­nych dla sie­bie dzia­łań, zresz­tą doty­czy to nie tyl­ko popu­la­ry­za­cji filo­zo­fii. To z ko­lei ozna­cza, że jest podzie­lo­ne, sła­bo zin­te­gro­wa­ne. Ini­cja­to­rzy powsta­nia cza­so­pi­sma widzą więc pro­blem sze­rzej. Mię­dzy inny­mi dla­te­go zało­ży­li oni Ruch na rzecz Filo­zo­fii. Wczo­raj widzia­łem stro­nę inter­ne­to­wą tego ruchu. Zaraz, zaraz jak oni to uję­li. Już okre­śli­li cele Ruchu w for­mie postu­la­tów. Po pierw­sze, dzia­łać na rzecz popu­la­ry­za­cji filo­zo­fii. Po dru­gie, dążyć do inte­gra­cji śro­do­wi­ska filo­zo­ficz­ne­go. Jaki był trze­ci postu­lat? Aha, dbać o wyso­kie stan­dar­dy upra­wia­nia filo­zo­fii i filo­zo­ficz­ne­go kształ­cenia. I po czwar­te, dzia­łać na rzecz kształ­ce­nia filo­zo­fii w szko­łach i na uniwersytetach.

S: Czy zanad­to się nie roz­pę­dzi­li. Samo cza­so­pi­smo rozu­miem jest potrzeb­ne, ale cały ten ruch? Czyż nie ist­nie­ją już orga­ni­za­cje sku­pia­ją­ce wokół sie­bie filo­zo­fów, któ­re takie same cele reali­zu­ją? Pol­skie Towarzy­stwo Filo­zo­ficz­ne na przykład?

K: Owszem ist­nie­ją. Nikt też nie twier­dzi, że ist­nie­ją­ce już towa­rzy­stwa filo­zoficzne, komi­te­ty nie speł­nia­ją swo­jej funk­cji. Każ­de jest cen­ne na swój spo­sób. Powsta­nie Ruchu na rzecz Filo­zo­fii, jako ini­cja­ty­wy oddol­nej, moim zda­niem, nie sta­no­wi jed­nak dla nich żad­nej kon­ku­ren­cji. W wie­lu zada­niach taki ruch po pro­stu wspie­rał­by wysił­ki innych orga­ni­za­cji. Myślę też, że wszyst­kie te postu­la­ty są ze sobą moc­no powią­za­ne, a spra­wa popu­la­ry­za­cji dla reali­za­cji ich wszyst­kich wyda­je mi się kluczowa.

S: Kaziu, co każe Ci tak myśleć?

K: Już spie­szę z wyja­śnie­niem, Sek­stu­sie. Przy­szłość filo­zo­fii w szko­łach, ale tak­że na uni­wer­sy­te­tach zale­ży w dużej mie­rze od decy­zji poli­tycz­nych, na przy­kład od tego, czy mini­ster pozwo­li na stu­dio­wa­nie filo­zo­fii jako dru­giego kie­run­ku nie­od­płat­nie, czy filo­zo­fia zosta­nie uzna­na jako przed­miot pod­sta­wo­wy w liceum. Decy­zje tego rodza­ju (jeśli do nich doj­dzie) będą wypad­ko­wy­mi wie­lu czyn­ni­ków, jed­nym z nich z pew­no­ścią będzie to, jaki jest obraz filo­zo­fii w umy­słach poli­ty­ków, a tak­że w powszech­nej opi­nii spo­łecz­nej. W tej chwi­li filo­zo­fia koja­rzy się więk­szo­ści jako przed­miot dzi­wacz­ny i zbęd­ny w pro­ce­sie edu­ka­cji, a tak­że jako przed­miot, któ­re­go stu­dio­wa­nie nie daje szans na zawo­do­wą karie­rę. Wszyst­kie te przekona­nia są fał­szy­we, a uświa­do­mie­nie Pola­kom tego jest moż­li­we jedy­nie wów­czas, gdy filo­zo­fo­wie wyj­dą poza swo­je her­me­tycz­ne śro­do­wi­sko i zaczną dzie­lić się filo­zo­ficz­ny­mi osią­gnię­cia­mi tak­że z zewnętrz­nym świa­tem. Taki wła­śnie cel przy­świe­ca Rucho­wi na rzecz Filo­zo­fii. Twór­cy „Filozo­fuj!” chcą zacząć od popu­la­ry­zo­wa­nia filo­zo­fii, prze­ko­ny­wa­nia Pola­ków, że to fascy­nu­ją­ca i nie­zwy­kle waż­na dys­cy­pli­na, któ­rej pro­ble­my są cie­kawe i donio­słe, oraz że upra­wia­nie filo­zo­fii prze­mie­nia, daje umie­jęt­no­ści cen­ne dla współ­cze­sne­go spo­łe­czeń­stwa, tak­że dla ryn­ku. Liczą, w czym się do nich przy­łą­czam, że pew­ne­go dnia, dzię­ki tej ini­cja­ty­wie na uli­cach naszych miast, w szko­łach, mini­ster­stwach będzie coraz wię­cej ludzi, któ­rzy na sło­wo „filo­zo­fia” będą reago­wa­li pozy­tyw­nie, pew­ne­go dnia licz­ba takich ludzi prze­kro­czy masę kry­tycz­ną dla powszech­ne­go zro­zu­mie­nia wagi filo­zo­fii, i sta­nie się cud.

S: Może i jest sens w tym, co mówisz. Może uda się powo­li odmie­nić obraz filo­zo­fii w spo­łe­czeń­stwie. Życzę powodzenia.

Sek­stus spoj­rzał na zega­rek i wes­tchnął głęboko.

S: No, czas na mnie, stu­den­ci czekają!

Sek­stus pod­niósł się i dość szyb­kim kro­kiem opu­ścił kawiar­nię, zosta­wia­jąc filo­zo­fa, jak zwy­kle zamyślonego.


What abo­ut this phi­lo­so­phy? A few words abo­ut a cer­ta­in initiative

SUMMARY

This paper, writ­ten in a form of a dia­lo­gue betwe­en an advo­ca­te of phi­lo­so­phy and its cri­tic, pre­sents a discus­sion over the con­di­tion and value of philoso­phy in con­tem­po­ra­ry world. It aims to empha­si­ze the need for sup­por­ting and popu­la­ri­zing phi­lo­so­phy in socie­ty. This kind of con­si­de­ra­tions led the author of this paper into foun­ding The Move­ment for Phi­lo­so­phy and “Phi­lo­so­phi­ze!” Journal.

key­words: con­di­tion and value of phi­lo­so­phy, The Move­ment for Philosophy.


Tekst uka­zał się w cza­so­pi­śmie „Pare­zja” 2014, nr 1, s. 44–50. Licen­cja: Cre­ati­ve Com­mons 4.0 Inter­na­tio­nal BY-SA.

Fot.: Some rights rese­rved by Lobo­Stu­dio­Ham­burg.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy