Artykuł Ontologia

Eric T. Olson: Życie po śmierci

Wielu ludzi wierzy w życie pozagrobowe. Uważają, że po śmierci będziemy nadal istnieć jako świadome istoty. Śmierć nie jest zatem końcem, lecz jedynie przejściem z tego świata do innego, a dokładnie – do nieba.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 21–23. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Z drugiej strony życie po śmier­ci wyda­je się niemożli­we. Wszyscy wiemy, co dzieje się, kiedy umrze­my: zjada­ją nas roba­ki albo trawi ogień. Bud­ulec, z którego się składamy, ule­ga rozprosze­niu. I choć ów rozkład może być szyb­szy lub wol­niejszy, jest on jed­nakowo bezl­i­tosny – ostate­cznie z naszej natu­ry fizy­cznej i psy­chicznej nie zosta­je nic, nawet koś­ci czy skamieni­ałe szcząt­ki. Po odpowied­nio długim cza­sie pozostaną tylko ato­my, losowo rozpros­zone w próżni. Nic w ich naturze czy struk­turze nie będzie wskazy­wało na to, iż niegdyś składały się na żywą istotę. Sko­ro zaś jakaś rzecz jest w ten sposób całkowicie niszc­zona, jak może wciąż ist­nieć?

Powtórne uporządkowanie atomów

Na potrze­by naszego argu­men­tu załóżmy, iż ist­nieje wszech­moc­na isto­ta, którą w skró­cie będziemy nazy­wać Bogiem. Bóg może czynić to, co możli­we, ale nic więcej: może On spowodować, by żyrafy miały fio­le­towe umaszcze­nie, nie może jed­nak spraw­ić, by sam nie ist­ni­ał. Wyobraźmy sobie, że Bóg chce obdarować mnie życiem po śmier­ci. Jak mógł­by tego dokon­ać?

Mogło­by się wydawać, że wystar­czy, iż zbierze On rozsy­pane po całym świecie ato­my, z których niegdyś się składałem, i nada im taki porządek, jaki miały za mojego życia. Tyle powin­no wystar­czyć, bym zaist­ni­ał na nowo. Choć zatem śmierć może spowodować, że moje ato­my uleg­ną rozprosze­niu, Bóg jest w stanie przy­wró­cić mnie do życia, rekon­stru­u­jąc ich struk­turę, podob­nie jak zegarmistrz repe­ru­je odd­any do naprawy zegarek. Takie uję­cie nie może być jed­nak poprawne.

Przede wszys­tkim każdy z nas skła­da się z materii, która należała niegdyś do ciał innych ludzi. Najbardziej jaskrawym przykła­dem jest kani­bal­izm – ale w rzeczy samej zjawisko to jest powszechne. Kiedy umrze­my, nasze ato­my zostaną zaab­sorbowane przez rośliny i wejdą w obieg łańcucha pokar­mowego.

W rezulta­cie każdy z nas skła­da się w znacznej częś­ci z atom­ów, które należały do ludzi zmarłych przed wielo­ma laty. Jeżeli wyma­gane było­by uporząd­kowanie wszys­t­kich ory­gi­nal­nych atom­ów, niewielu z nas dostąpiło­by życia po śmier­ci. Nic też nie da założe­nie, że potrze­bu­je­my jedynie jakiejś częś­ci z nich, na przykład połowy. Im dłużej ist­nieje gatunek ludz­ki, tym więcej jest tych atom­ów, które tworzyły niegdyś ciała jego przed­staw­icieli. Jeśli przetr­wamy wystar­cza­ją­co dłu­go, każdy atom, składa­ją­cy się na ciała naszych potomków, będzie tym, który już do kogoś należał. W takim wypad­ku nawet Bóg nie mógł­by nadać ponownej struk­tu­ry wszys­tkim ludziom. Nieste­ty, teza ta sprze­ci­wia się więk­szoś­ci dok­tryn religi­jnych na tem­at życia po śmier­ci.

Jeszcze więk­szy prob­lem pole­ga na tym, że w rzeczy samej nie ma czegoś takiego jak „moje ory­gi­nalne ato­my”. Ponieważ cią­gle przyj­mu­je­my nowe ato­my i pozby­wamy się starych, co najwyżej moż­na mówić o atom­ach, z których składamy się w danym momen­cie. Mate­ria pojaw­ia się i zni­ka poprzez jedze­nie, odd­y­chanie czy wydalanie. Człowiek przy­pom­i­na pod tym wzglę­dem wol­no płynącą fontan­nę. Tylko nieliczne z naszych obec­nych atom­ów należały do nas rok temu.

Załóżmy, że Bóg zebrał­by i nadał odpowied­nią struk­turę ato­m­om, z których składałem się w dniu pią­tych urodzin. Zaist­ni­ałe w ten sposób w równoległym świecie dziecko miało­by wspom­nienia z pier­wszych lat mojego życia. Przyjmi­jmy ter­az, że Bóg uczynił jed­nocześnie to samo z atom­a­mi, z których zbu­dowany jestem ter­az, czyli w wieku 53 lat. Zda­je się, że obaj stworzeni przez Boga ludzie – dziecko oraz dorosły – byli­by mną. Jest to jed­nak log­icznie niemożli­we – dorosły i dziecko byli­by bowiem dwiema różny­mi osoba­mi. Oczy­wiste jest, że w rezulta­cie dzi­ałań Boga pop­u­lac­ja możli­wego świa­ta zwięk­szyła­by się  o dwie oso­by, nie zaś o jed­ną. A zatem dwie różne oso­by – dziecko i dorosły – były­by mną. Jeśli jed­nak dziecko i ja oraz dorosły i ja to ta sama oso­ba, dziecko i dorosły nie mogą być dwiema osoba­mi. Ten właśnie prob­lem spraw­ia, że wiz­ja życia po śmier­ci uza­sad­ni­ana uporząd­kowaniem atom­ów jest niespój­na.

Stanowisko to niesie również absurdal­ną kon­sek­wencję, że wszys­tkie przed­mio­ty, które przes­tały ist­nieć dawno temu, mogą zaist­nieć ponown­ie bez wzglę­du na to, co dzi­ało się w między­cza­sie. Wyobraźmy sobie, że jako dziecko budu­jesz na plaży zamek z piasku, który wkrótce niszczy przypływ. Czy możli­we jest przy­wróce­nie go do ist­nienia? Oczy­wiś­cie, że nie.

Być może pewien wprawny ekspert był­by w stanie zbu­dować budowlę iden­ty­czną w wyglądzie. Mógł­by on nawet ułożyć te same ziarn­ka piasku dokład­nie w taki sam sposób. Efek­tem koń­cowym była­by jed­nak co najwyżej kopia lub repro­dukc­ja.

Nie był­by to zamek wznie­siony dawno temu przez dziecko, ale budowla, którą dziś stworzył ekspert. Wszys­tko wskazu­je na to, że śmierć robi z nami dokład­nie to, co fale robią z zamkiem z piasku.

Przetrwanie duszy

Chy­ba jedynej nadziei na życie po śmier­ci musimy upa­try­wać w stwierdze­niu, iż pozo­ry nas mylą: nie podlegamy niszcze­niu ana­log­iczne­mu do destrukcji zamku z piasku przez morskie fale. W jak­iś sposób trwamy dalej, nawet jeśli nasze ato­my ule­ga­ją rozprosze­niu. Jak to się jed­nak dzieje? Być może każdy z nas ma spec­jal­ną nie­ma­te­ri­al­ną część, która jest odpor­na na roz­pad i zanik. A zatem mimo że nasze fizy­czne szcząt­ki ule­ga­ją całkowite­mu zniszcze­niu, ta spec­jal­na część może przetr­wać nietknię­ta. Ów spec­jal­ny czyn­nik Pla­ton nazy­wał duszą.

Zauważmy jed­nak, że sam fakt, iż jakaś część mnie przetr­wała, nie znaczy wcale, że przetr­wałem również ja. Załóżmy, że wpadłem w try­by wielkiej machiny, złożonej z wielu porusza­ją­cych się częś­ci. W rezulta­cie nietknię­ty pozostał tylko jeden z moich pal­ców. Podtrzymy­wanie pal­ca przy życiu, a nawet przyszy­cie go do dłoni żywej oso­by z pewnoś­cią nie zapewni mi życia po śmier­ci.
Istotne dla mojego przetr­wa­nia wyda­je się zatem, by moja dusza posi­adała spec­jal­ną naturę, która czyni ją radykalnie inną od innych moich częś­ci. Jej trwałość musi jakoś wystar­czać, bym mógł zachować ist­nie­nie oraz świado­mość.

Dusza wyda­je się być więc tym, co aktu­al­nie jest moją świado­moś­cią. Jest zatem autorem tych słów i uży­wa mego ciała jako narzędzia do ich spisa­nia. W chwili śmier­ci dusza odd­ziela się od ciała: tym samym przes­ta­je ist­nieć mate­ri­al­ny przed­miot porusza­ją­cy się wedle jej woli i dostar­cza­ją­cy jej infor­ma­cji zmysłowych.

Pozosta­je ona jed­nak świado­ma i pamię­ta wydarzenia z życia. Zatem dopó­ki ta część ist­nieje, ist­nieje­my również my. Jesteśmy tam, gdzie ona.

Ten pogląd nie prowadzi do log­icznych sprzecznoś­ci znanych z hipotezy uporząd­kowa­nia atom­ów ani nie niesie absurdal­nych kon­sek­wencji wskazy­wanych przez przykład zamku z piasku. Możli­we jest, by Bóg dał nam życie po śmier­ci, tworząc w nas świadomą i nie­ma­te­ri­al­ną duszę. Niem­niej jed­nak nie jest to oczy­wiste. Wprost prze­ci­wnie – wszys­tkie dowody prze­maw­ia­ją prze­ci­wko takiemu uję­ciu.

Posi­adanie duszy umożli­wiało­by bycie świadomym nawet pomi­mo całkowitej zagłady ciała. W takim wypad­ku powinienem posi­adać świado­mość również po sto­sunkowo niewiel­kich i krótkotr­wałych uszkodzeni­ach mózgu. Nagłe uderze­nie w głowę powin­no mieć wpływ na odd­zi­ały­wanie między duszą a ciałem, powodu­jąc tym­cza­sową niemożność dzi­ała­nia i postrze­ga­nia, podob­nie jak zniszcze­nie kon­trol­era zdal­nie sterowanego samolo­tu uniemożli­wia jego właś­ci­cielowi oper­owanie nim. Wszys­tko spow­iła­by czerń i cisza, ja zaś nie mógłbym się ruszyć.

Mimo to dusza, jako nieuszkod­zona, powin­na zachować pełną świado­mość i zas­tanaw­iać się na przykład, jak dłu­go będzie trwał ten nieszczęs­ny stan. Nic takiego się jed­nak nie dzieje: cios w głowę powodu­je, że tracę przy­tom­ność.

Jeżeli zaś mniejsze obraże­nia powodu­ją utratę przy­tom­noś­ci, to jak mogę zachować pełną świado­mość po całkow­itym zniszcze­niu mózgu?

Wiemy również, że niewielkie zmi­any w mózgu odpowiada­ją ogrom­nym zmi­anom w czu­jnoś­ci, nas­tro­ju, pamię­ci, poczu­ciu humoru i jas­noś­ci myśle­nia. Zgod­nie z dzisiejszą wiedzą wszys­tkie zjawiska umysłowe zmieni­a­ją się w zależnoś­ci od stanów układu ner­wowego. Choć wciąż mało wiemy na tem­at połączenia zjawisk umysłowych i mózgu, to pow­iązanie między nimi z pewnoś­cią ist­nieje. Tego rodza­ju fak­ty sugeru­ją, że akty­wność umysłowa zachodzi w mózgu, a nie w duszy. Jeżeli zaś nie jesteśmy dusza­mi (lub jeżeli nasze dusze nie są świadome), ich trwanie nieza­leżnie od ciała nie zapew­nia nam życia po śmier­ci.

Zakończenie

Wyda­je się jasne, że życie po śmier­ci nie pole­ga ani na uporząd­kowa­niu atom­ów, ani na przetr­wa­niu duszy. Niek­tórzy filo­zo­fowie zapro­ponowali bardziej skom­p­likowane wyjaśnienia możli­woś­ci życia poza­grobowego, ale żadne nie wyda­je się w pełni satys­fakcjonu­jące. W rezulta­cie im dłużej się nad nim zas­tanaw­iamy, tym mniej wyda­je się ono praw­dopodob­ne.

Przełożył: Jacek Jaroc­ki


Eric T. Olson — Amerykańs­ki filo­zof, pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu w Sheffield. Zaj­mu­je się przede wszys­tkim metafizyką, w ramach której porusza zagad­nienia umysłu i tożsamoś­ci osobowej. Autor książek The Human Ani­mal: Per­son­al Iden­ti­ty With­out Psy­chol­o­gy (1997) oraz What Are We? A Study in Per­son­al Ontol­ogy (2007).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: © kevron2001

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy