Artykuł

Filip Kobiela: O czym Konik Polny śpiewał latem?

Chociaż rozmaite gry – planszowe, komputerowe czy sportowe – towarzyszą nam właściwie na co dzień, to jednak gdyby ktoś zadał nam z pozoru proste pytanie „Co to właściwie znaczy grać w grę?”, musielibyśmy z pewnym zdziwieniem przyznać, że nie potrafimy znaleźć trafnej odpowiedzi. Świadectwem naszej niewiedzy może być na przykład wahanie, które pojawia się, gdy próbujemy rozstrzygnąć, czy czynności takie jak wspinaczka górska, biegi lekkoatletyczne czy boks są grami. A może nie mamy tu do czynienia z niewiedzą, tylko zdefiniowanie gier jest po prostu niemożliwe?

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 6 (18), s. 50–51. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Czy w filo­zofii ist­nieją odkrycia? To pytanie jest o tyle kłopotli­we, że jeśli odpowiemy na nie przeczą­co, to tym samym może­my pod­ważyć sta­tus filo­zofii jako dyscy­pliny poz­naw­czej, jeśli nato­mi­ast odpowiemy twierdzą­co, wów­czas trze­ba te odkrycia wyraźnie wskazać. Oczy­wiś­cie każ­da odpowiedź zależeć będzie od sposobu rozu­mienia ter­minu „odkrycie”. Przyjmi­jmy zatem, zgod­nie z potoczny­mi intu­ic­ja­mi, że odkryć coś, to uczynić wiadomym coś, co ist­ni­ało uprzed­nio, lecz było niez­nane. Przykła­dem tego typu odkrycia filo­zoficznego jest sfor­mułowanie przez amerykańsko-kanadyjskiego filo­zo­fa Bernar­da Suit­sa definicji gra­nia w gry. Czy jed­nak sfor­mułowanie (czy skon­struowanie) definicji może zasługi­wać na miano odkrycia? I co ma z tym wspól­nego Konik Pol­ny?

Choć roz­maite gry (w rodza­ju gry w koś­ci, gry w piłkę czy biegów lekkoatle­ty­cznych) są częś­cią kul­tu­ry starszą od filo­zofii, nie stały się one przed­miotem poważnego namysłu filo­zoficznego aż do drugiej połowy XX wieku. Tak więc charak­terysty­czne dla filo­zofii pytanie o istotę: „Co to jest X?” w wypad­ku gier bard­zo dłu­go pozostawało bez odpowiedzi (pamię­ta­jmy, że wypra­cow­ane w matem­aty­cznej teorii gier rozu­mie­nie gry jako sytu­acji kon­flik­towej jest różne od poję­cia gry w omaw­ianym tutaj sen­sie, który moż­na określić, dla odróżnienia, jako ludy­czny). Co więcej, sama możli­wość udzie­le­nia odpowiedzi na pytanie o istotę gier została w filo­zofii zak­wes­t­ionowana. Traf chci­ał, że bodaj najbardziej wpły­wowy filo­zof XX wieku – Lud­wig Wittgen­stein – nazwał pewne rozważane przez siebie prak­ty­ki językowe gra­mi językowy­mi. Wittgen­stein nie tylko nie zdefin­iował tego poję­cia, ale pon­ad­to stwierdz­ił, że gry językowe są niedefin­iowalne, łączy je wsza­kże sys­tem podobieństw, który nazwał podobieńst­wem rodzin­nym. Jako typowy przykład poję­cia niedefin­iowal­nego, ale tworzącego rodz­inę, wybrał poję­cie gier (takich jak tenis, szachy, pok­er, pił­ka czy kółko gra­ni­aste). Ich niedefin­iowal­ność oznacza, że nie ma czegoś, co było­by wspólne wszys­tkim grom – nie jest możli­we wskazanie zbioru warunk­ów koniecznych i wystar­cza­ją­cych bycia grą. Nato­mi­ast to, że wiąże je podobieńst­wo rodzinne oznacza, że wys­tępu­je pomiędzy nimi sieć podobieństw, ana­log­icz­na do sieci podobieństw wiążą­cych członków rodziny.

W takiej atmos­ferze – niezbyt sprzy­ja­jącej poszuki­wan­iom klasy­cznej definicji gier – znalazł się jed­nak filo­zof, który zaatakował auto­ry­tet Wittgen­steina, poda­jąc ory­gi­nalne – i jak zobaczymy – odkry­w­cze rozwiązanie tego prob­le­mu. Gdy­by w odniesie­niu do twór­c­zoś­ci filo­zoficznej Bernar­da Suit­sa – o którym tu mowa – zas­tosować regułę mówiącą, że każdy filo­zof wypowia­da jed­ną główną myśl, jej ziden­ty­fikowanie nie nas­tręcza­ło­by trud­noś­ci. Jest to jego definic­ja gra­nia w gry, opub­likowana najpierw w artykule What is a game? z 1968 roku, a następ­nie szczegółowo rozwinię­ta w książce Konik Pol­ny. Gry, życie i utopia (pier­wsze wydanie z roku 1978). Zan­im przyjrzymy się bliżej tej definicji, przy­pom­ni­jmy postać, która posłużyła autorowi do wyraże­nia jego teorii.

Konik Pol­ny – postać znana z baj­ki Ezopa – próżnował, gdy w ciągu lata mrówka zapo­biegli­wie gro­madz­iła zapasy na zimę. Gdy z jej nas­taniem wygłod­ni­ały Konik Pol­ny zwró­cił się do mrów­ki z prośbą o poży­czkę, ta zapy­tała, co robił przez całe lato. Gdy ten pros­to­dusznie odparł: „śpiewałem sobie”, mrówka dała mu nauczkę, odpowiada­jąc, by ter­az sobie zatańczył. Zog­niskowana na swoim morale baj­ka nie dookreśla szczegółów doty­czą­cych sposobu życia Koni­ka Pol­nego w cza­sie lata, moż­na więc się zas­tanaw­iać, o czym śpiewał Konik Pol­ny. Pros­to­ta i sug­esty­wność tej baj­ki spraw­iły, że stała się ona przed­miotem licznych inter­pre­tacji, z może naj­ciekawszą inter­pre­tacją właśnie Bernar­da Suit­sa, odwraca­jącą narzu­ca­ją­cy się morał o wyżs­zoś­ci roztrop­nego sposobu życia nad nieroztrop­nym. Według pro­ponowanej inter­pre­tacji Konik Pol­ny jako filo­zof musi zdefin­iować, na czym pole­ga­ją czyn­noś­ci wypeł­ni­a­jące jego życie i – mutatis mutan­dis – życie mrów­ki. Jed­nak rozważa­nia te poz­na­je­my już po nieuchron­nej śmier­ci Koni­ka Pol­nego, z relacji Scep­ty­ka, jego ucz­nia i part­nera w filo­zoficznych dyskus­jach, które zan­otował z iście mrów­czą skrupu­lat­noś­cią.

Punk­tem wyjś­cia anal­izy Koni­ka Pol­nego jest prze­ci­w­staw­ie­nie dwóch czyn­noś­ci: pra­cy i gra­nia w gry. Sko­ro pracę moż­na zdefin­iować jako dąże­nie do pewnego określonego celu na pod­staw­ie wyko­rzys­ta­nia maksy­mal­nie skutecznych (spośród dostęp­nych) środ­ków, to rodzi się hipoteza, że granie w gry, które także pole­ga na dąże­niu do osiąg­nię­cia pewnego celu, wiąże się z dobrowol­nym wyborem nieskutecznych środ­ków. Rozwinię­cie tej hipotezy prowadzi do następu­jącego wniosku:

grać w grę to angażować się w czyn­ność ukierunk­owaną na osiąg­nię­cie pewnego określonego stanu rzeczy, uży­wa­jąc tylko środ­ków doz­wolonych przez reguły, które zabra­ni­a­ją uży­cia bardziej skutecznych na rzecz mniej skutecznych środ­ków i które akcep­tu­je się tylko dlat­ego, że czynią taką czyn­ność możli­wą.

Rozważmy funkcjonowanie tej definicji na przykładzie wspom­ni­anych biegów lekkoatle­ty­cznych. Bie­gi takie zazwyczaj nie są nazy­wane gra­mi, co jed­nak zdaniem Suit­sa nie oznacza, że w rzeczy­wis­toś­ci nimi nie są (podob­nie jak to, że Wittgen­stein nazy­wa kółko gra­ni­aste grą, nie oznacza, że rzeczy­wiś­cie jest to gra). Otóż w tego typu bie­gach moż­na ziden­ty­fikować cel (stan rzeczy pole­ga­ją­cy na prze­cię­ciu linii mety przed inny­mi jego uczest­nika­mi), środ­ki (bieg po wyz­nac­zonym torze), reguły (zabra­ni­a­jące – między inny­mi – tak skutecznych metod jak pod­kładanie nogi rywalom czy bieg na skró­ty) i wresz­cie postawę, pole­ga­jącą na dobrowol­nej akcep­tacji owych reguł-ograniczeń w imię samej możli­woś­ci uczest­niczenia w tym biegu.

Na czym pole­ga odkry­w­c­zość tej definicji? Otóż ujaw­nia ona ukry­ty mech­a­nizm, który stanowi istotę pewnej jed­norod­nej klasy czyn­noś­ci, które w języku potocznym są mniej lub bardziej dokład­nie nazy­wane „gra­mi”. Anal­izu­jąc jej funkcjonowanie na kole­jnych przykładach, takich jak golf, wspinacz­ka górs­ka, szachy czy boks, moż­na się przekon­ać, że definic­ja ta, choć niein­tu­icyj­na, to jed­nak trafnie ujmu­je czyn­ni­ki charak­terysty­czne dla gier, a czytel­nik Koni­ka Pol­nego może być zaskoc­zony tym, jak sza­le­nie intere­su­ją­ca – i nierzad­ko zabaw­na – jest taka anal­iza. Co więcej, umożli­wia ona wyjaśnie­nie sen­su niek­tórych reguł, niesie więc pewne nietry­wialne treś­ci i ma wszelkie znamiona aut­en­ty­cznej odkry­w­c­zoś­ci.

Ogrom­ną satys­fakcję daje śledze­nie dyskusji Koni­ka Pol­nego i Scep­ty­ka, w której uczeń pod­da­je definicję mis­trza kole­jnym próbom. Dopiero po odd­ale­niu wszys­t­kich zarzutów – i zarazem dość wszech­stron­nemu opra­cow­a­niu teorii gra­nia – Konik Pol­ny przys­tępu­je do sfor­mułowa­nia swo­jej wiz­ji Utopii, zaw­ier­a­jącej też uza­sad­nie­nie jego try­bu życia. Jeśli zważyć, że zarówno jego definic­ja gra­nia w gry, jak i oparte na niej rozważa­nia antropo­log­iczne są pewną intere­su­jącą przy­godą filo­zofii, to z pewnoś­cią ezopowa odpowiedź Koni­ka Pol­nego na pytanie mrów­ki była zbyt lakon­icz­na.


Fil­ip Kobiela – Dok­tor filo­zofii, adi­unkt w Zakładzie Filo­zofii AWF w Krakowie, gdzie opowia­da baj­ki, zwłaszcza o koniku pol­nym i mrów­ce.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: © vvoe

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy