Opracowania

Filozofia pozaeuropejska dyskryminowana?

Większość wydziałów filozofii w USA oferuje zajęcia z filozofii wywodzącej się tylko z europejskiego i anglojęzycznego kręgu kulturowego. Żadna inna nauka humanistyczna nie zaniedbuje w tak wielkim stopniu dorobku tak wielu cywilizacji – alarmują na łamach portalu „The New York Times” Jay L. Garfield i Bryan W. Van Norden. Czy słusznie? Czy filozofia pozaeuropejska jest dyskryminowana?

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Autorzy przytaczają dane, według których na 118 programów doktoranckich w USA tylko 10% posiada specjalistów z filozofii chińskiej. Według nich większość wydziałów nie oferuje zajęć z tradycji filozoficznej afrykańskiej, hinduskiej, islamskiej, żydowskiej, latynoamerykańskiej, rdzennie amerykańskiej (indiańkiej) czy innej pozaeuropejskiej.

Wobec doniosłości pozaeuropejskich tradycji zarówno dla historii światowej filozofii, jak i współczesnego świata oraz wobec rosnącej liczby uczniów i studentów o pozaeuropejskich korzeniach jest to fakt zdumiewający

– zauważają autorzy.

Ten stan rzeczy trudno usprawiedliwić moralnie, politycznie, epistemicznie czy z punktu widzenia dobra edukacji i praktyki badań.

Wieloletnie zabiegi autorów na rzecz poszerzenia kanonu dzieł, jakie są przedmiotem nauczania na wydziałach filozoficznych, przyniosły mizerne rezultaty. Większość filozofów i wydziałów filozofii zignorowało ich argumenty w tej sprawie – nie kryją rozczarowania autorzy.

Środowisko jako całość pozostaje eurocentryczne

– dodają.

Swemu rozczarowaniu dali wyraz, postulując, aby wydziały, które oferują jedynie zajęcia z zachodniej filozofii, zmieniły nazwy. Nie powinny nazywać się wydziałami filozofii, lecz np. wydziałami filozofii europejskiej i amerykańskiej. Wówczas – zdaniem autorów – w sposób bardziej adekwatny określiłby one swoją dziedzinę i misję.

Autorów nie przekonują argumenty ich kolegów, że pozaeuropejska filozofia winna znaleźć miejsce na wydziałach zajmujących się studiami nad danym obszarem i jego kulturą, czyli tzw. area studies, np. studiami nad Azją, Afryką czy Ameryką łacińską. Replikują, że – konsekwentnie – wydziały owych kolegów winny być przeniesione i włączone do studiów nad angloeuropejską filozofią.

Nędzną sofistyką nazywają argument, że tak jak nie mamy euroamerykańskiej matematyki czy fizyki, tak też nie powinno być filozofii z taką przydawką.

Pozaeuropejskie tradycje filozoficzne oferują odmienne rozwiązania problemów dyskutowanych w tradycji europejskiej i amerykańskiej, podnoszą i nakreślają zagadnienia niespotykane w europejskiej i amerykańskiej tradycji oraz akcentują i omawiają głębiej te kwestie filozoficzne, które są marginalizowane w angloeuropejskiej filozofii. Nie ma zaś porównywalnych różnic w uprawianiu matematyki i fizyki w innych współczesnych kulturach

– przekonują.

Garfield i Van Norden znajdują jeszcze jedną złoczynną konsekwencję eurocentryzmu w filozofii. Twierdzą mianowicie, że filozofia jako dyscyplina ma poważny problem z odmiennością. Kobiety i mniejszości są niezbyt licznie reprezentowane na wszystkich poziomach akademickich – studentów i wykładowców, mimo iż te grupy są coraz liczniejsze wśród uczniów szkół średnich. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrują po części w tym, że wydziały filozofii są świątyniami osiągnięć mężczyzn pochodzenia europejskiego.

Autorzy zapewniają, że nie mają zamiaru kwestionować wartości współczesnego kanonu filozofii ani dzieł mężczyzn pochodzenia europejskiego. Ich intencją jest podkreślenie, że filozofia zawsze stawała się bogatsza, gdy stawała się bardziej rozmaita i pluralistyczna. Wskazują przykład św. Tomasza z Akwinu, który – ich zdaniem – zrozumiał to, gdy wzorem swych muzułmańskich kolegów zainteresował się myślą pogańskiego filozofa – Arystotelesa i dzięki temu poszerzył filozoficzny program na uniwersytetach swojej epoki.

Mamy nadzieję, że na amerykańskich wydziałach filozofii będzie się kiedyś nauczać Konfucjusza tak samo rutynowo, jak Kanta, a studenci będą mieli równie często okazję studiować Bhagawadgitę, co Państwo Platona, że „latający człowiek” – eksperyment myślowy perskiego filozofa Avicenny (980–1037) będzie tak dobrze znany jak eksperyment „mózgi w próbówkach” Hilary’ego Putnama (1926–2016), że krytyka pojęcia jaźni starożytnego hinduskiego nauczyciela Czandrakirtiego będzie tak dobrze przebadana, jak Hume’owska  

– wyznają Garfield i Van Norden.

Można jednak zapytać, czy nauczanie Konfucjusza i dorobek Kanta, BhagawadgitaPaństwo, krytyka jaźni autorstwa Czandrakirtiego i ta w wykonaniu Hume’a to dzieła tej samej filozoficznej ligi. (Pomijam przypadek Avicenny, który był komentatorem Arystotelesa i trudno go traktować jako filozofa – w swym intelektualnym dziedzictwie – pozaeuropejskiego.) Być może w odpowiedzi na to pytanie kryje się przyczyna takich a nie innych proporcji w badaniu i nauczaniu europejskich i pozaeuropejskich tradycji filozoficznych. Być może też te proporcje są po prostu odzwierciedleniem rozkładu zainteresowań badaczy i studentów. Być może wreszcie nie ma nic dziwnego w tym, że w kręgu kultury zachodniej, w której większość uczniów i studentów stanowią osoby wywodzące się z tego kręgu kulturowego, chce się nauczać przede wszystkim filozoficznego dziedzictwa tej kultury.

Warto także zapytać, jak autorzy wyobrażają sobie wprowadzenie na większą skalę do programu studiów lub badań tradycji pozaeuropejskich? Niestety, wprost na to pytanie nie odpowiadają, lecz zauważają, że z powodów demograficznych, politycznych i historycznych zmiana koncepcji filozofii na bardziej multikulturową wydaje się w USA nieunikniona.

Czy opinia, że koncepcja filozofii miałaby się zmienić z powodów politycznych, nie jest niepokojąca? W Europie już to – zdaje się – przerabialiśmy.

Przeznaczenie prowadzi tych, którzy idą chętnie, a ciągnie tych, którzy stawiają opór

– kończą przysłowiem ukutym przez stoików.

Obojętnie czy ręka przeznaczenia, ubrana w świetnie skrojony garnitur i przyozdobiona kosztowną spinką do mankietu w barwach partyjnych, będzie trzymać kij, czy marchewkę, nic to dobrego nie wróży dla wolności badań, które są jednym z fundamentów kultury Zachodu.

Opracował Robert Kryński

Źródło: The New York Times

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy