Opracowania

Filozofia pozaeuropejska dyskryminowana?

Większość wydziałów filozofii w USA oferuje zajęcia z filozofii wywodzącej się tylko z europejskiego i anglojęzycznego kręgu kulturowego. Żadna inna nauka humanistyczna nie zaniedbuje w tak wielkim stopniu dorobku tak wielu cywilizacji – alarmują na łamach portalu „The New York Times” Jay L. Garfield i Bryan W. Van Norden. Czy słusznie? Czy filozofia pozaeuropejska jest dyskryminowana?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Autorzy przy­tacza­ją dane, według których na 118 pro­gramów dok­toranc­kich w USA tylko 10% posi­a­da spec­jal­istów z filo­zofii chińskiej. Według nich więk­szość wydzi­ałów nie ofer­u­je zajęć z trady­cji filo­zoficznej afrykańskiej, hin­duskiej, islam­skiej, żydowskiej, latynoamerykańskiej, rdzen­nie amerykańskiej (indi­ańkiej) czy innej pozaeu­rope­jskiej.

Wobec doniosłoś­ci pozaeu­rope­js­kich trady­cji zarówno dla his­torii świa­towej filo­zofii, jak i współczes­nego świa­ta oraz wobec ros­nącej licz­by uczniów i stu­den­tów o pozaeu­rope­js­kich korzeni­ach jest to fakt zdu­miewa­ją­cy

– zauważa­ją autorzy.

Ten stan rzeczy trud­no uspraw­iedli­wić moral­nie, poli­ty­cznie, epis­temicznie czy z punk­tu widzenia dobra edukacji i prak­ty­ki badań.

Wielo­let­nie zabie­gi autorów na rzecz posz­erzenia kanonu dzieł, jakie są przed­miotem naucza­nia na wydzi­ałach filo­zoficznych, przyniosły miz­erne rezul­taty. Więk­szość filo­zofów i wydzi­ałów filo­zofii zig­norowało ich argu­men­ty w tej spraw­ie – nie kryją rozczarowa­nia autorzy.

Środowisko jako całość pozosta­je euro­cen­tryczne

– doda­ją.

Swe­mu rozczarowa­niu dali wyraz, pos­tu­lu­jąc, aby wydzi­ały, które ofer­u­ją jedynie zaję­cia z zachod­niej filo­zofii, zmieniły nazwy. Nie powin­ny nazy­wać się wydzi­ała­mi filo­zofii, lecz np. wydzi­ała­mi filo­zofii europe­jskiej i amerykańskiej. Wów­czas – zdaniem autorów – w sposób bardziej adek­wat­ny określił­by one swo­ją dziedz­inę i mis­ję.

Autorów nie przekonu­ją argu­men­ty ich kolegów, że pozaeu­rope­js­ka filo­zofia win­na znaleźć miejsce na wydzi­ałach zaj­mu­ją­cych się stu­di­a­mi nad danym obszarem i jego kul­turą, czyli tzw. area stud­ies, np. stu­di­a­mi nad Azją, Afryką czy Ameryką łacińską. Rep­liku­ją, że – kon­sek­went­nie – wydzi­ały owych kolegów win­ny być prze­nie­sione i włąc­zone do studiów nad angloeu­rope­jską filo­zofią.

Nędzną sofistyką nazy­wa­ją argu­ment, że tak jak nie mamy euroamerykańskiej matem­aty­ki czy fizy­ki, tak też nie powin­no być filo­zofii z taką przy­dawką.

Pozaeu­rope­jskie trady­c­je filo­zoficzne ofer­u­ją odmi­enne rozwiąza­nia prob­lemów dysku­towanych w trady­cji europe­jskiej i amerykańskiej, pod­noszą i nakreśla­ją zagad­nienia niespo­tykane w europe­jskiej i amerykańskiej trady­cji oraz akcen­tu­ją i omaw­ia­ją głę­biej te kwest­ie filo­zoficzne, które są mar­gin­al­i­zowane w angloeu­rope­jskiej filo­zofii. Nie ma zaś porówny­wal­nych różnic w upraw­ia­n­iu matem­aty­ki i fizy­ki w innych współczes­nych kul­tur­ach

– przekonu­ją.

Garfield i Van Nor­den zna­j­du­ją jeszcze jed­ną złoczyn­ną kon­sek­wencję euro­cen­tryz­mu w filo­zofii. Twierdzą mianowicie, że filo­zofia jako dyscy­plina ma poważny prob­lem z odmi­en­noś­cią. Kobi­ety i mniejs­zoś­ci są niezbyt licznie reprezen­towane na wszys­t­kich poziomach aka­demic­kich – stu­den­tów i wykład­ow­ców, mimo iż te grupy są coraz liczniejsze wśród uczniów szkół śred­nich. Przy­czyn takiego stanu rzeczy upa­tru­ją po częś­ci w tym, że wydzi­ały filo­zofii są świą­ty­ni­a­mi osiąg­nięć mężczyzn pochodzenia europe­jskiego.

Autorzy zapew­ni­a­ją, że nie mają zami­aru kwes­t­ionować wartoś­ci współczes­nego kanonu filo­zofii ani dzieł mężczyzn pochodzenia europe­jskiego. Ich intencją jest pod­kreśle­nie, że filo­zofia zawsze stawała się bogat­sza, gdy stawała się bardziej roz­mai­ta i plu­ral­isty­cz­na. Wskazu­ją przykład św. Tomasza z Akwinu, który – ich zdaniem – zrozu­mi­ał to, gdy wzorem swych muzuł­mańs­kich kolegów zain­tere­sował się myślą pogańskiego filo­zo­fa – Arys­tote­le­sa i dzię­ki temu posz­erzył filo­zoficzny pro­gram na uni­w­er­syte­tach swo­jej epo­ki.

Mamy nadzieję, że na amerykańs­kich wydzi­ałach filo­zofii będzie się kiedyś nauczać Kon­fucjusza tak samo rutynowo, jak Kan­ta, a stu­den­ci będą mieli równie częs­to okazję stu­diować Bha­gawadg­itę, co Państ­wo Pla­tona, że „lata­ją­cy człowiek” – ekspery­ment myślowy per­skiego filo­zo­fa Avi­cen­ny (980‑1037) będzie tak dobrze znany jak ekspery­ment „móz­gi w próbówkach” Hilary’ego Put­na­ma (1926–2016), że kry­ty­ka poję­cia jaźni starożyt­nego hin­duskiego nauczy­ciela Czan­drakir­tiego będzie tak dobrze prze­badana, jak Hume’owska  

– wyz­na­ją Garfield i Van Nor­den.

Moż­na jed­nak zapy­tać, czy nauczanie Kon­fucjusza i dorobek Kan­ta, Bha­gawadgi­taPańst­wo, kry­ty­ka jaźni autorstwa Czan­drakir­tiego i ta w wyko­na­niu Hume’a to dzieła tej samej filo­zoficznej ligi. (Pomi­jam przy­padek Avi­cen­ny, który był komen­ta­torem Arys­tote­le­sa i trud­no go trak­tować jako filo­zo­fa – w swym intelek­tu­al­nym dziedz­ictwie – pozaeu­rope­jskiego.) Być może w odpowiedzi na to pytanie kry­je się przy­czy­na takich a nie innych pro­por­cji w bada­niu i naucza­niu europe­js­kich i pozaeu­rope­js­kich trady­cji filo­zoficznych. Być może też te pro­por­c­je są po pros­tu odzwier­ciedle­niem rozkładu zain­tere­sowań badaczy i stu­den­tów. Być może wresz­cie nie ma nic dzi­wnego w tym, że w kręgu kul­tu­ry zachod­niej, w której więk­szość uczniów i stu­den­tów stanow­ią oso­by wywodzące się z tego kręgu kul­tur­owego, chce się nauczać przede wszys­tkim filo­zoficznego dziedz­ict­wa tej kul­tu­ry.

Warto także zapy­tać, jak autorzy wyobraża­ją sobie wprowadze­nie na więk­szą skalę do pro­gra­mu studiów lub badań trady­cji pozaeu­rope­js­kich? Nieste­ty, wprost na to pytanie nie odpowiada­ją, lecz zauważa­ją, że z powodów demograficznych, poli­ty­cznych i his­to­rycznych zmi­ana kon­cepcji filo­zofii na bardziej mul­ti­kul­tur­ową wyda­je się w USA nie­u­nikniona.

Czy opinia, że kon­cepc­ja filo­zofii miała­by się zmienić z powodów poli­ty­cznych, nie jest niepoko­ją­ca? W Europie już to – zda­je się – prz­er­abi­al­iśmy.

Przez­nacze­nie prowadzi tych, którzy idą chęt­nie, a ciąg­nie tych, którzy staw­ia­ją opór

– kończą przysłowiem uku­tym przez stoików.

Obo­jęt­nie czy ręka przez­naczenia, ubrana w świet­nie skro­jony gar­ni­tur i przy­oz­do­biona kosz­towną spinką do manki­etu w barwach par­tyjnych, będzie trzy­mać kij, czy marchewkę, nic to dobrego nie wróży dla wol­noś­ci badań, które są jed­nym z fun­da­men­tów kul­tu­ry Zachodu.

Opra­cow­ał Robert Kryńs­ki

Źródło: The New York Times

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.