Artykuł Ontologia

Hanna Urbankowska: Czy można zrozumieć swoje istnienie?

Gdyby tak spróbować doświadczyć własnego istnienia... A potem to opisać. Ale jakimi słowami? I czy uda się przekonać innych, że tak właśnie wygląda doświadczenie leżące u podstaw wszystkich codziennych przeżyć?

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 44–45. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Tajemnica istnienia

Ist­nie­nie jest zagad­ko­we. Pozor­nie mamy do czy­nie­nia z czymś oczy­wi­stym – sło­wo „jest” wypo­wia­da­my w róż­nych for­mach wie­le razy dzien­nie: jest dom, jest pies, jest filo­zof… A jed­nak już chwi­la reflek­sji wystar­czy, by owa pozor­na oczy­wi­stość zagi­nę­ła w gąsz­czu nie­ja­sno­ści. O ist­nie­niu trud­no nawet pisać. Już for­mu­łu­jąc pierw­sze zda­nia tego arty­ku­łu, kil­ka razy powstrzy­ma­łam się przed napi­sa­niem, że ist­nie­nie „jest” takie lub inne (jest zagad­ko­we i tajem­ni­cze, jest świę­tym Gra­alem filo­zo­fii). Bo jak to –
„ist­nie­nie jest”? „Jest”, czy­li w jakiś spo­sób ist­nie­je, a „ist­nie­ją­ce ist­nie­nie” to już nie jest świę­ty Gra­al, ale masło maśla­ne filo­zo­fów. Naj­wy­raź­niej język, któ­ry powstał po to, by ludzie mogli się poro­zu­mieć na temat domów, psów czy filo­zo­fów, nie uła­twia namy­słu nad ist­nie­niem. Trud­no o nim mówić, a tym samym trud­no o nim myśleć. A prze­cież szko­da było­by przez wie­le lat ist­nieć i nie zadu­mać się nad tą czyn­no­ścią, nad wła­snym byciem.

Mar­tin Heideg­ger, roz­po­czy­na­jąc pra­cę nad swo­im głów­nym dzie­łem pt. Bycie i czas, miał zamiar prze­nik­nąć tajem­ni­cę bycia w ogó­le – ist­nie­nia wszech­rze­czy. Uznał jed­nak, że jest to zada­nie ponad siły i skon­cen­tro­wał się osta­tecz­nie na wni­kli­wym bada­niu ludz­kiej egzy­sten­cji. Czło­wie­ka, jak twier­dził, wyróż­nia moż­li­wość reflek­sji nad wła­snym ist­nie­niem, zro­zu­mie­nia go. W jaki spo­sób opi­sał to doświadczenie?

Walka o autentyczne istnienie

Roz­wa­ża­jąc ludz­kie bycie – egzy­sten­cję – Heideg­ger sta­rał się odkryć jego isto­tę. Czło­wiek ist­nie­je w chwi­li obec­nej, nie­ustan­nie wybie­ga­jąc w przy­szłość i nio­sąc w sobie prze­szłe wyda­rze­nia. Kre­sem ist­nie­nia jest śmierć. Cza­so­wy cha­rak­ter ist­nie­nia stał się dla filo­zo­fa na tyle waż­ny, że wła­ści­wie usta­no­wił znak rów­no­ści mię­dzy egzy­sten­cją a cza­sem ludz­kie­go życia. Ten czas nie jest nam dany, raczej sami nim jeste­śmy; dzia­ła­jąc, wspo­mi­na­jąc, pla­nu­jąc, wyzna­cza­my ramy swo­je­go ist­nie­nia. Dopie­ro wtór­nie, spo­glą­da­jąc w kalen­darz czy na zega­rek, uczy­my się myśleć o cza­sie jako czymś zewnętrz­nym, co moż­na zmie­rzyć i poli­czyć. Wyda­je nam się, że jest go za dużo lub za mało – tak jak­by cho­dzi­ło o coś mate­rial­ne­go, co moż­na zdo­być albo stra­cić. Tym­cza­sem nasza egzy­sten­cja jest dzia­ła­niem, reali­za­cją moż­li­wo­ści, budo­wa­niem wła­sne­go cza­su – swo­jej historii.

Filo­zof uwa­żał, że na co dzień nie uświa­da­mia­my sobie cza­so­wo­ści ist­nie­nia, nie rozu­mie­my też wła­snej śmier­tel­no­ści. Robi­my to, co „się robi”, i żyje­my tak, jak „się żyje”. Heideg­ge­row­skie „się” (das Man) to prze­moż­na siła, potę­ga tłu­mu, któ­ra nie ma kon­kret­nej twa­rzy. „Się” znie­wa­la czło­wie­ka, każe mu robić wyłącz­nie rze­czy powszech­nie przy­ję­te, nie wychy­lać się i nie zasta­na­wiać. Tym­cza­sem dopie­ro w obli­czu wła­snej śmier­tel­no­ści, świa­do­mi cza­so­wo­ści egzy­sten­cji, może­my zapo­mnieć o „się” i zacząć reali­zo­wać wła­sne moż­li­wo­ści. Moż­na pomy­śleć tutaj o ludziach, któ­rzy cudem oca­le­ni z kata­stro­fy albo ule­cze­ni z cięż­kiej cho­ro­by decy­du­ją się prze­war­to­ścio­wać swo­je życie. Heideg­ger wzy­wa do tego rodza­ju reflek­sji, do uświa­do­mie­nia sobie, że śmierć jest gra­ni­cą, poza któ­rą nie mamy już żad­nych moż­li­wo­ści; teraz, gdy żyje­my, jeste­śmy zdol­ni wybrać te, któ­re są napraw­dę nasze, do któ­rych reali­za­cji czu­je­my się wezwani.

Spojrzenie
w stronę wieczności

Heideg­ger opu­bli­ko­wał Bycie i czas w roku 1927. Był wte­dy jesz­cze uczniem uzna­ne­go filo­zo­fa, Edmun­da Hus­ser­la – twór­cy feno­me­no­lo­gii. Pod skrzy­dła­mi Hus­ser­la wycho­wa­ła się rów­nież Edy­ta Ste­in – póź­niej­sza świę­ta Tere­sa Bene­dyk­ta od Krzy­ża. Rówie­śnicz­ka Heideg­ge­ra zain­te­re­so­wa­ła się roz­wa­ża­nia­mi zawar­ty­mi w Byciu i cza­sie. Prze­czy­ta­ła tę książ­kę jak filo­zof: naj­pierw posta­ra­ła się dokład­nie zro­zu­mieć ana­li­zy Heideg­ge­ra i po swo­je­mu stre­ścić tok jego myśli, potem zapro­po­no­wa­ła wła­sny opis egzy­sten­cji – wcho­dzą­cy w dys­ku­sję z dzie­łem Heideg­ge­ra. Z per­spek­ty­wy Edy­ty Ste­in opis egzy­sten­cji jako cza­so­wej jest nie­peł­ny. O byciu ludz­kim nale­ży myśleć ina­czej – w per­spek­ty­wie wieczności.

Jak swo­je ist­nie­nie rozu­mia­ła Edy­ta Ste­in? Dla niej pod­sta­wo­wym doświad­cze­niem nie była świa­do­mość śmier­tel­no­ści, ale poczu­cie trwa­ło­ści bycia. To poczu­cie naj­pew­niej już w cza­sach przed­hi­sto­rycz­nych dało ludziom impuls do wia­ry w to, że śmierć nie jest koń­cem, ale przej­ściem. Gdy­by­śmy nie wie­dzie­li, że każ­dy czło­wiek umrze, nie przy­szło­by nam do gło­wy oba­wiać się koń­ca; nie mamy więc instynk­tow­ne­go poczu­cia, że nasze bycie ma kres. Dowia­du­je­my się, czym jest śmierć, jesz­cze jako dzie­ci i począt­ko­wo nie potra­fi­my jej pojąć, potrze­bu­je­my cza­su, by zro­zu­mieć prze­mi­ja­nie. A jed­nak wsłu­chu­jąc się w swo­je ist­nie­nie, obok lęku przed koń­cem, zda­niem Edy­ty Ste­in, odkry­wa­my nadzie­ję na cią­głość trwania.

Tere­sa Bene­dyk­ta zga­dza­ła się z Heideg­ge­rem, że ist­nieć moż­na na spo­sób wła­ści­wy lub nie­wła­ści­wy. Uzna­ła jed­nak, że kolej­nym kro­kiem, będą­cym kon­se­kwen­cją tego wnio­sku, jest odkry­cie w życiu docze­snym wiecz­no­ści: odnie­sie­nie swej egzy­sten­cji do Boga. W ten spo­sób w cza­so­wość wkra­cza to, co ponad­cza­so­we. Uwa­ża­ła, że czas życia ludz­kie­go wraz z dany­mi w nim moż­li­wo­ścia­mi to zbyt mało, by zre­ali­zo­wać swo­ją isto­tę, że jest w nas, ludziach, dąże­nie do wiecz­nej peł­ni. Życie docze­sne, roz­gry­wa­ją­ce się w cza­sie obar­czo­ne jest pew­nym bra­kiem i ist­nie­niu towa­rzy­szy poczu­cie niespełnienia.

Edy­ta Ste­in nie zga­dza­ła się z Heideg­ge­rem rów­nież w kwe­stii towa­rzy­szą­ce­go nam czę­sto poczu­cia bra­ku cza­su. Nie­miec­ki filo­zof uzna­wał, że egzy­sten­cji, któ­ra jest swo­im cza­sem i w każ­dej chwi­li reali­zu­je swo­je moż­li­wo­ści, nie może cza­su bra­ko­wać. Jest to tyl­ko odczu­cie towa­rzy­szą­ce życiu pod­po­rząd­ko­wa­ne­mu „się”, w któ­rym czas się tra­ci. (Dla przy­kła­du: oglą­da się tele­wi­zję, bawi się smart­fo­nem czy nudzi się na zaję­ciach, bo wszy­scy się nudzą – każ­dy powi­nien sam wyczuć, w któ­rych sytu­acjach czai się to „się” Heideg­ge­row­skie). Edy­ta Ste­in prze­ciw­nie – uwa­ża­ła, że nawet świę­te­mu, któ­re­go trud­no posą­dzić o tego rodza­ju mar­no­traw­stwo, bra­ku­je nie­raz cen­ne­go czasu.

Istnienie w praktyce

Jak porów­nać tak odmien­ne doświad­cze­nia ist­nie­nia? Egzy­sten­cję poję­tą jako czas, świa­do­mą wła­snej śmier­tel­no­ści, a przez to auten­tycz­ną, i egzy­sten­cję, w któ­rej odbi­ja się to, co wiecz­ne, i któ­ra doma­ga się swo­je­go dopeł­nie­nia ponad cza­sem? Zarów­no Mar­tin Heideg­ger, jak i Edy­ta Ste­in nie pisa­li jedy­nie o wła­snych odczu­ciach – sta­ra­li się zaofe­ro­wać czy­tel­ni­kom uni­wer­sal­ny model egzy­sten­cji, w któ­rym mogli­by oni odna­leźć swo­je naj­głęb­sze, może nie­spre­cy­zo­wa­ne dotych­czas doświad­cze­nie. A prze­cież moż­li­wych odpo­wie­dzi jest wię­cej. Pyta­nie o to, jak rozu­mie­my swo­je bycie, nie jest tyl­ko aka­de­mic­kim spo­rem. Śle­dząc losy oboj­ga wspo­mnia­nych filo­zo­fów, zoba­czy­my głę­bo­ki zwią­zek ich myśli i życia. Edy­ta Ste­in nawró­ci­ła się na kato­li­cyzm po latach filo­zo­ficz­nych stu­diów i poszu­ki­wań praw­dy. W wie­ku 30 lat przy­ję­ła chrzest, jede­na­ście lat póź­niej wstą­pi­ła do zako­nu kar­me­li­ta­nek. Zgi­nę­ła w roku 1942 w Oświę­ci­miu. Rów­nież Heideg­ger w kwe­stii ist­nie­nia nie ogra­ni­czał się do teo­re­tycz­nych roz­wa­żań. Obrał inną dro­gę; nie jest tajem­ni­cą, że jego życio­we wybo­ry (w szcze­gól­no­ści wstą­pie­nie do NSDAP i obję­cie sta­no­wi­ska rek­to­ra Uni­wer­sy­te­tu we Fry­bur­gu w roku 1933) są przed­mio­tem nie­ga­sną­cej kry­ty­ki. Nie­mniej jako filo­zof sta­rał się zro­zu­mieć tajem­ni­cę bycia – przez całe życie odda­ny był poszu­ki­wa­niu odpo­wie­dzi na pyta­nie o jego sens. Stop­nio­wo wypra­co­wał dla sie­bie pewien ide­ał. Było to życie z dala od zgieł­ku mia­sta, poświę­co­ne roz­my­śla­niom i pro­stym pra­com. Jego osto­ją stał się drew­nia­ny dom w Schwarz­wal­dzie. Zna­czą­ce, że w póź­nym okre­sie swo­jej twór­czo­ści Heideg­ger rów­nież odwo­ły­wał się do swo­iście rozu­mia­ne­go sacrum, uzna­jąc, że czło­wiek, aby egzy­sto­wać w peł­ni, musi żyć w łącz­no­ści z ryt­ma­mi przy­ro­dy, świa­do­my wła­snej śmier­tel­no­ści, ale i poszu­ku­ją­cy w świe­cie tego, co boskie. Ist­nie­nie zysku­je sens w rela­cji do innych istnień.


Han­na Urban­kow­ska – Ur.  w 1987. W 2016 r. obro­ni­ła na UW roz­pra­wę poświę­co­ną roz­ma­itym uję­ciom sacrum w myśli Heideg­ge­ra. Pasjo­nu­je się nie­miec­kim ide­ali­zmem, myślą Heideg­ge­ra i filo­zo­fią polską.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Ilu­stra­cja: Mal­wi­na Adaszek

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy