Artykuł Ontologia

Hanna Urbankowska: Czy można zrozumieć swoje istnienie?

Gdyby tak spróbować doświadczyć własnego istnienia... A potem to opisać. Ale jakimi słowami? I czy uda się przekonać innych, że tak właśnie wygląda doświadczenie leżące u podstaw wszystkich codziennych przeżyć?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 44–45. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Tajemnica istnienia

Ist­nie­nie jest zagad­kowe. Pozornie mamy do czynienia z czymś oczy­wistym – słowo „jest” wypowiadamy w różnych for­ma­ch wiele razy dzi­en­nie: jest dom, jest pies, jest filo­zof… A jed­nak już chwila reflek­sji wystar­czy, by owa pozor­na oczy­wis­tość zag­inęła w gąszczu nie­jas­noś­ci. O ist­nie­niu trud­no nawet pisać. Już for­mułu­jąc pier­wsze zda­nia tego artykułu, kil­ka razy pow­strzy­małam się przed napisaniem, że ist­nie­nie „jest” takie lub inne (jest zagad­kowe i tajem­nicze, jest świę­tym Graalem filo­zofii). Bo jak to –
„ist­nie­nie jest”? „Jest”, czyli w jak­iś sposób ist­nieje, a „ist­niejące ist­nie­nie” to już nie jest świę­ty Graal, ale masło maślane filo­zofów. Najwyraźniej język, który pow­stał po to, by ludzie mogli się porozu­mieć na tem­at domów, psów czy filo­zofów, nie ułatwia namysłu nad ist­nie­niem. Trud­no o nim mówić, a tym samym trud­no o nim myśleć. A prze­cież szko­da było­by przez wiele lat ist­nieć i nie zad­u­mać się nad tą czyn­noś­cią, nad włas­nym byciem.

Mar­tin Hei­deg­ger, rozpoczy­na­jąc pracę nad swoim głównym dziełem pt. Bycie i czas, miał zami­ar przeniknąć tajem­nicę bycia w ogóle – ist­nienia wszechrzeczy. Uznał jed­nak, że jest to zadanie pon­ad siły i skon­cen­trował się ostate­cznie na wnikli­wym bada­niu ludzkiej egzys­tencji. Człowieka, jak twierdz­ił, wyróż­nia możli­wość reflek­sji nad włas­nym ist­nie­niem, zrozu­mienia go. W jaki sposób opisał to doświad­cze­nie?

Walka o autentyczne istnienie

Rozważa­jąc ludzkie bycie – egzys­tencję – Hei­deg­ger starał się odkryć jego istotę. Człowiek ist­nieje w chwili obec­nej, nieustan­nie wyb­ie­ga­jąc w przyszłość i niosąc w sobie przeszłe wydarzenia. Kre­sem ist­nienia jest śmierć. Cza­sowy charak­ter ist­nienia stał się dla filo­zo­fa na tyle ważny, że właś­ci­wie ustanow­ił znak równoś­ci między egzys­tencją a cza­sem ludzkiego życia. Ten czas nie jest nam dany, raczej sami nim jesteśmy; dzi­ała­jąc, wspom­i­na­jąc, planu­jąc, wyz­nacza­my ramy swo­jego ist­nienia. Dopiero wtórnie, spoglą­da­jąc w kalen­darz czy na zegarek, uczymy się myśleć o cza­sie jako czymś zewnętrznym, co moż­na zmierzyć i policzyć. Wyda­je nam się, że jest go za dużo lub za mało – tak jak­by chodz­iło o coś mate­ri­al­nego, co moż­na zdobyć albo stracić. Tym­cza­sem nasza egzys­tenc­ja jest dzi­ałaniem, real­iza­cją możli­woś­ci, budowaniem włas­nego cza­su – swo­jej his­torii.

Filo­zof uważał, że na co dzień nie uświadami­amy sobie cza­sowoś­ci ist­nienia, nie rozu­miemy też włas­nej śmiertel­noś­ci. Robimy to, co „się robi”, i żyje­my tak, jak „się żyje”. Hei­deg­gerowskie „się” (das Man) to prze­moż­na siła, potę­ga tłu­mu, która nie ma konkret­nej twarzy. „Się” zniewala człowieka, każe mu robić wyłącznie rzeczy powszech­nie przyjęte, nie wychy­lać się i nie zas­tanaw­iać. Tym­cza­sem dopiero w obliczu włas­nej śmiertel­noś­ci, świado­mi cza­sowoś­ci egzys­tencji, może­my zapom­nieć o „się” i zacząć real­i­zować własne możli­woś­ci. Moż­na pomyśleć tutaj o ludzi­ach, którzy cud­em ocaleni z katas­tro­fy albo uleczeni z ciężkiej choro­by decy­du­ją się prze­wartoś­ciować swo­je życie. Hei­deg­ger wzy­wa do tego rodza­ju reflek­sji, do uświadomienia sobie, że śmierć jest granicą, poza którą nie mamy już żad­nych możli­woś­ci; ter­az, gdy żyje­my, jesteśmy zdol­ni wybrać te, które są naprawdę nasze, do których real­iza­cji czu­je­my się wezwani.

Spojrzenie
w stronę wieczności

Hei­deg­ger opub­likował Bycie i czas w roku 1927. Był wtedy jeszcze uczniem uznanego filo­zo­fa, Edmun­da Husser­la – twór­cy fenom­e­nologii. Pod skrzy­dła­mi Husser­la wychowała się również Edy­ta Stein – późniejsza świę­ta Tere­sa Benedyk­ta od Krzyża. Rówieśnicz­ka Hei­deg­gera zain­tere­sowała się rozważa­ni­a­mi zawarty­mi w Byciu i cza­sie. Przeczy­tała tę książkę jak filo­zof: najpierw postarała się dokład­nie zrozu­mieć anal­izy Hei­deg­gera i po swo­je­mu streś­cić tok jego myśli, potem zapro­ponowała włas­ny opis egzys­tencji – wchodzą­cy w dyskusję z dziełem Hei­deg­gera. Z per­spek­ty­wy Edy­ty Stein opis egzys­tencji jako cza­sowej jest niepełny. O byciu ludzkim należy myśleć inaczej – w per­spek­ty­wie wiecznoś­ci.

Jak swo­je ist­nie­nie rozu­mi­ała Edy­ta Stein? Dla niej pod­sta­wowym doświad­cze­niem nie była świado­mość śmiertel­noś­ci, ale poczu­cie trwałoś­ci bycia. To poczu­cie najpewniej już w cza­sach przed­his­to­rycznych dało ludziom impuls do wiary w to, że śmierć nie jest końcem, ale prze­jś­ciem. Gdy­byśmy nie wiedzieli, że każdy człowiek umrze, nie przyszło­by nam do głowy obaw­iać się koń­ca; nie mamy więc instynk­townego poczu­cia, że nasze bycie ma kres. Dowiadu­je­my się, czym jest śmierć, jeszcze jako dzieci i początkowo nie potrafimy jej pojąć, potrze­bu­je­my cza­su, by zrozu­mieć przemi­janie. A jed­nak wsłuchu­jąc się w swo­je ist­nie­nie, obok lęku przed końcem, zdaniem Edy­ty Stein, odkry­wamy nadzieję na ciągłość trwa­nia.

Tere­sa Benedyk­ta zgadza­ła się z Hei­deg­gerem, że ist­nieć moż­na na sposób właś­ci­wy lub niewłaś­ci­wy. Uznała jed­nak, że kole­jnym krok­iem, będą­cym kon­sek­wencją tego wniosku, jest odkrycie w życiu doczes­nym wiecznoś­ci: odniesie­nie swej egzys­tencji do Boga. W ten sposób w cza­sowość wkracza to, co pon­ad­cza­sowe. Uważała, że czas życia ludzkiego wraz z dany­mi w nim możli­woś­ci­a­mi to zbyt mało, by zre­al­i­zować swo­ją istotę, że jest w nas, ludzi­ach, dąże­nie do wiecznej pełni. Życie doczesne, roz­gry­wa­jące się w cza­sie obar­c­zone jest pewnym brakiem i ist­nie­niu towarzyszy poczu­cie niespełnienia.

Edy­ta Stein nie zgadza­ła się z Hei­deg­gerem również w kwestii towarzyszącego nam częs­to poczu­cia braku cza­su. Niemiec­ki filo­zof uznawał, że egzys­tencji, która jest swoim cza­sem i w każdej chwili real­izu­je swo­je możli­woś­ci, nie może cza­su brakować. Jest to tylko odczu­cie towarzyszące życiu pod­porząd­kowane­mu „się”, w którym czas się traci. (Dla przykładu: oglą­da się telewiz­ję, bawi się smart­fonem czy nudzi się na zaję­ci­ach, bo wszyscy się nudzą – każdy powinien sam wyczuć, w których sytu­ac­jach czai się to „się” Hei­deg­gerowskie). Edy­ta Stein prze­ci­wnie – uważała, że nawet święte­mu, którego trud­no posądz­ić o tego rodza­ju marnotraw­st­wo, braku­je nier­az cen­nego cza­su.

Istnienie w praktyce

Jak porów­nać tak odmi­enne doświad­czenia ist­nienia? Egzys­tencję pojętą jako czas, świadomą włas­nej śmiertel­noś­ci, a przez to aut­en­ty­czną, i egzys­tencję, w której odbi­ja się to, co wieczne, i która doma­ga się swo­jego dopełnienia pon­ad cza­sem? Zarówno Mar­tin Hei­deg­ger, jak i Edy­ta Stein nie pisali jedynie o włas­nych odczu­ci­ach – starali się zaofer­ować czytel­nikom uni­w­er­sal­ny mod­el egzys­tencji, w którym mogli­by oni odnaleźć swo­je najgłęb­sze, może niespre­cy­zowane doty­chczas doświad­cze­nie. A prze­cież możli­wych odpowiedzi jest więcej. Pytanie o to, jak rozu­miemy swo­je bycie, nie jest tylko aka­demickim sporem. Śledząc losy obo­j­ga wspom­ni­anych filo­zofów, zobaczymy głębo­ki związek ich myśli i życia. Edy­ta Stein nawró­ciła się na katol­i­cyzm po lat­ach filo­zoficznych studiów i poszuki­wań prawdy. W wieku 30 lat przyjęła chrzest, jede­naś­cie lat później wstąpiła do zakonu karmeli­tanek. Zginęła w roku 1942 w Oświęcim­iu. Również Hei­deg­ger w kwestii ist­nienia nie ograniczał się do teo­re­ty­cznych rozważań. Obrał inną drogę; nie jest tajem­nicą, że jego życiowe wybo­ry (w szczegól­noś­ci wstąpi­e­nie do NSDAP i obję­cie stanowiska rek­to­ra Uni­w­er­syte­tu we Fry­bur­gu w roku 1933) są przed­miotem nie­gas­nącej kry­ty­ki. Niem­niej jako filo­zof starał się zrozu­mieć tajem­nicę bycia – przez całe życie odd­any był poszuki­wa­niu odpowiedzi na pytanie o jego sens. Stop­niowo wypra­cow­ał dla siebie pewien ideał. Było to życie z dala od zgiełku mias­ta, poświę­cone rozmyślan­iom i prostym pra­com. Jego osto­ją stał się drew­ni­any dom w Schwarzwaldzie. Znaczące, że w późnym okre­sie swo­jej twór­c­zoś­ci Hei­deg­ger również odwoły­wał się do swoiś­cie rozu­mi­anego sacrum, uzna­jąc, że człowiek, aby egzys­tować w pełni, musi żyć w łącznoś­ci z ryt­ma­mi przy­rody, świadomy włas­nej śmiertel­noś­ci, ale i poszuku­ją­cy w świecie tego, co boskie. Ist­nie­nie zysku­je sens w relacji do innych ist­nień.


Han­na Urbankows­ka – Ur.  w 1987. W 2016 r. obroniła na UW rozprawę poświę­coną roz­maitym uję­ciom sacrum w myśli Hei­deg­gera. Pasjonu­je się niemieckim ide­al­izmem, myślą Hei­deg­gera i filo­zofią pol­ską.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Ilus­trac­ja: Mal­wina Adaszek

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy