Artykuł Historia filozofii nowożytnej Ontologia

Hanna Urbanowska: Immanuel Kant i kwiat wiesiołka

Gdy pierwszy raz czytałam pisma Kanta, poczułam się jak bohaterka filmu Matrix. Odkryłam, że świat, w którym żyję, nie jest światem rzeczywistym. Jednak o ile z matriksu można uciec, o tyle kantowskiego świata fenomenów opuścić nie sposób.

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 4, s. 33–35. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Zanim opo­wiem o filo­zo­fii Kan­ta, chcia­ła­bym poświę­cić tro­chę miej­sca cie­ka­wost­kom ze świa­ta przy­ro­dy. Za chwi­lę wyja­śnię, po co tu one. Jed­ną z roślin powszech­nie sto­so­wa­ny­ch w medy­cy­nie jest wie­sio­łek. Nie­wiel­kie kwia­ty wie­sioł­ka są jed­no­li­cie żół­te i wyda­ją się mało cie­ka­we. Jed­nak owa­dy, np. psz­czo­ły, dostrze­ga­ją na płat­ka­ch ultra­fio­le­to­wy wzór, nie­wi­docz­ny dla czło­wie­ka. Ultra­fio­let – jak wska­zu­je sama nazwa („ponad fio­le­tem”) – leży poza ska­lą kolo­rów, któ­re odbie­ra ludz­kie oko. Nie­to­pe­rz z kolei, aby zorien­to­wać się w prze­strze­ni pod­czas noc­ny­ch polo­wań, emi­tu­je nie­sły­szal­ne dla nas ultra­dź­wię­ki. Odbi­te od przed­mio­tów, pozwa­la­ją mu uzy­skać obraz oto­cze­nia – jest to zna­ny mecha­ni­zm echo­lo­ka­cji. U del­fi­nów umie­jęt­no­ść ta roz­wi­nę­ła się do tego stop­nia, że znaj­du­ją nawet nie­wi­docz­ne dla wzro­ku ryby ukry­te pod pia­skiem. Mogą uzy­skać cał­kiem szcze­gó­ło­wy obraz prze­strzen­ny dzię­ki ultra­dź­wię­kom, któ­ry­ch my nigdy nie usły­szy­my. W tych przy­rod­ni­czy­ch cie­ka­wost­ka­ch jest też coś inte­re­su­ją­ce­go filo­zo­ficz­nie. Nasze mecha­ni­zmy poznaw­cze dostar­cza­ją nam obraz świa­ta odmien­ny od tego, jakim dys­po­nu­ją nie­to­pe­rze czy del­fi­ny. W jakim zakre­sie dzia­ła­nie nasze­go umy­słu i naszy­ch zmy­słów odtwa­rza, a w jakim two­rzy rze­czy­wi­sto­ść, któ­rą sobie uświa­da­mia­my?

Przewrót kopernikański Kanta

To samo pyta­nie zadał sobie naj­słyn­niej­szy chy­ba nie­miec­ki filo­zof, Imma­nu­el Kant. Jed­nak jego wąt­pli­wo­ści doty­czy­ły kwe­stii dużo poważ­niej­szej niż nie­wi­docz­ne kolo­ry czy nie­sły­szal­ne dźwię­ki. O tych rze­cza­ch wów­czas jesz­cze nie dys­ku­to­wa­no. Przed Kan­tem uwa­ża­no, że w pro­ce­sie doświad­cza­nia świa­ta ludz­kie zmy­sły dosto­so­wu­ją się do rze­czy­wi­sto­ści, a w umy­śle (czy też w duszy) powsta­ją jak­by odbi­cia, małe kopie ist­nie­ją­cy­ch rze­czy. Wyobra­ża­no sobie więc umy­sł na podo­bień­stwo lustra dość wier­nie odzwier­cie­dla­ją­ce­go świat. Kant cał­ko­wi­cie odwró­cił ten spo­sób myśle­nia. To rze­czy­wi­sto­ść – czym­kol­wiek jest – przy­sto­so­wu­je się do nasze­go umy­słu. Waga tego odkry­cia była tak wiel­ka, że sam Kant przy­rów­nał je do prze­wro­tu koper­ni­kań­skie­go. Koper­nik „wstrzy­mał Słoń­ce, ruszył Zie­mię”. Imma­nu­el Kant poka­zał czło­wie­ko­wi, że to nie pozna­nie dosto­so­wu­je się do przed­mio­tów, lecz przed­mio­ty – do pozna­nia. Co to wła­ści­wie zna­czy? Nie­miec­ki filo­zof uwa­żał, że spo­strze­ga­ją­cy umy­sł two­rzy świat skro­jo­ny na ludz­ką mia­rę. Ta rze­czy­wi­sto­ść, jedy­na, jaką zna­my i poznać może­my, zosta­ła okre­ślo­na mia­nem feno­me­nal­nej. Poza nią jest świat noume­nów – rze­czy samy­ch w sobie, o któ­ry­ch nie potra­fi­my powie­dzieć nic. Zarów­no obraz jaski­ni widzia­nej przez czło­wie­ka, jak i mapa tego same­go wnę­trza, jaką dys­po­nu­je prze­la­tu­ją­cy nie­opo­dal nie­to­pe­rz, powsta­ły przez wzgląd na rze­czy­wi­sto­ść noume­nal­ną. Co jed­nak może­my powie­dzieć o noume­nal­ny­ch jaski­nia­ch czy noume­nal­ny­ch kwia­ta­ch wie­sioł­ka? Idąc tro­pem myśle­nia Kan­ta, stwier­dzi­my, że nic. Nie­upraw­nio­ne jest nawet sto­so­wa­nie do noume­nów pojęć taki­ch, jak „jaski­nia” czy „kwiat”. To nazwy, któ­re okre­śla­ją jedy­nie przed­mio­ty nasze­go pozna­nia. I nie może­my zapy­tać, jak wyglą­dał­by noume­nal­ny wie­sio­łek, bo wszyst­ko, co oglą­da­my, sta­je się dla nas feno­me­nem.

Poza czasem i przestrzenią

Aby zro­zu­mieć, jak nie­zwy­kła może być rze­czy­wi­sto­ść noume­nal­na, musi­my zasta­no­wić się, co wno­si do nasze­go świa­ta spo­sób przy­swa­ja­nia i porząd­ko­wa­nia przez nas wra­żeń. W Kry­ty­ce czy­ste­go rozu­mu Kant zasta­na­wia się nad natu­rą prze­strze­ni i cza­su. Pro­po­nu­je tam nastę­pu­ją­cy eks­pe­ry­ment myślo­wy. Przed­mio­ty, z któ­ry­mi się sty­ka­my (krze­sła, sto­ły, drze­wa), znaj­du­ją się w prze­strze­ni. Może­my wyobra­zić sobie, że nagle zni­ka­ją. Pozo­sta­nie nam wte­dy wyobra­że­nie samej prze­strze­ni. Pozba­wio­na przed­mio­tów, roz­cią­ga się we wszyst­kie stro­ny, jest jed­no­rod­na i pusta. Trud­no jest się w niej zorien­to­wać, nie­mniej nadal ist­nie­je, cze­ka­jąc ponie­kąd, aż zno­wu coś w niej umie­ści­my. Nie spo­sób – twier­dzi Kant – wyobra­zić sobie, że zni­ka sama prze­strzen­no­ść. Sta­no­wi ona, obok cza­su, for­mę same­go umy­słu. Jest wro­dzo­nym nam spo­so­bem porząd­ko­wa­nia wra­żeń. Kant nazwał prze­strzeń i czas for­ma­mi zmy­sło­wo­ści. For­my zmy­sło­wo­ści są wro­dzo­ny­mi rama­mi ludz­kie­go doświad­cze­nia.

Nic by nie dało spe­ku­lo­wa­nie o cza­so­wym bądź prze­strzen­nym cha­rak­te­rze rze­czy­wi­sto­ści noume­nal­nej – tej, któ­ra jest poza pozna­niem. Umy­sł ludz­ki nie przy­po­mi­na lustra, lecz pry­zmat. Rze­czy­wi­sto­ść noume­nal­ną porów­nać moż­na do świa­tła pada­ją­ce­go na powierzch­nię pry­zma­tu: my pozna­je­my feno­me­ny – świa­tło roz­sz­cze­pio­ne, upo­rząd­ko­wa­ne przez pry­zmat. Powsta­ją­cy w umy­śle obraz świa­ta może powie­dzieć nam wie­le o cha­rak­te­rze owe­go pry­zma­tu, ale nic o pada­ją­cym „z dru­giej stro­ny” świe­tle. Ota­cza­ją­ce nas rze­czy postrze­ga­my w prze­strze­ni dla­te­go tyl­ko, że dys­po­nu­je­my jej wyobra­że­niem; wra­że­nia wpi­su­ją się w goto­wą for­mę. Może­my pomy­śleć sobie inte­li­gent­ne isto­ty (może anio­ły?) dys­po­nu­ją­ce zupeł­nie inny­mi for­ma­mi, innym pry­zma­tem. Postrze­ga­ły­by one świat poza prze­strze­nią i cza­sem; być może porząd­ko­wa­ły­by wra­że­nia w zupeł­nie inny, nie­wy­obra­żal­ny dla nas spo­sób.

Świat skutków i przyczyn

Trud­no pomy­śleć taki świat „ulo­ko­wa­ny” poza cza­sem i prze­strze­nią. I nic dziw­ne­go, sko­ro są to for­my słu­żą­ce porząd­ko­wa­niu wszyst­ki­ch naszy­ch wra­żeń i wyobra­żeń. Kant w swo­ich roz­wa­ża­nia­ch posze­dł jed­nak dalej. Nie tyl­ko czas i prze­strzeń są czymś, co czło­wiek „doda­je od sie­bie”. To samo doty­czy samej sub­stan­cjal­no­ści, trwa­ło­ści rze­czy czy przy­czy­no­wo­ści. Dla­cze­go – pytał Kant – uwa­ża­my, że pew­ne wyda­rze­nia pocią­ga­ją za sobą inne? To ludz­ki umy­sł – odpo­wia­dał zasko­czo­nym zapew­ne czy­tel­ni­kom – sam z sie­bie łączy wyda­rze­nia w cią­gi przy­czy­no­wo-skut­ko­we. Przy­ro­da, czym­kol­wiek napraw­dę jest, dosto­so­wu­je się do nasze­go spon­ta­nicz­ne­go pozna­nia. Pra­wa przy­ro­dy są pra­wa­mi ludz­kie­go umy­słu.

W tym miej­scu war­to prze­rwać lek­tu­rę, rozej­rzeć się wokół i spró­bo­wać ująć świat po kan­tow­sku. Ota­cza­ją nas same feno­me­ny. Prze­strzeń wokół, a tak­że czas upły­wa­ją­cy na lek­tu­rze arty­ku­łu, sta­no­wią uszcze­gó­ło­wio­ną for­mę zmy­sło­wo­ści. Dzię­ki mocy jed­no­cze­nia wra­żeń, wła­ści­wej nasze­mu inte­lek­to­wi, postrze­ga­my rze­czy jako sto­sun­ko­wo trwa­łe cało­ści. Gdzie podzia­ła się praw­dzi­wa rze­czy­wi­sto­ść? Według Kan­tow­skiej teo­rii pozna­nia nie mamy do niej dostę­pu, widzi­my prze­cież wyłącz­nie feno­me­ny, dane nam za pośred­nic­twem zmy­słów i upo­rząd­ko­wa­ne przez inte­lekt.

Oko i słońce

Czy Kant usi­ło­wał prze­ko­nać czy­tel­ni­ków, że żyją w świe­cie złu­dzeń? Na szczę­ście nie. Nie­miec­kie­mu myśli­cie­lo­wi przy­świe­ca­ła jedy­nie idea kry­tycz­nej ana­li­zy ludz­kie­go pozna­nia. Stąd zresz­tą tytuł jego głów­ne­go dzie­ła: Kry­ty­ka czy­ste­go rozu­mu. Może­my przy­pusz­czać, że więk­szo­ść żywy­ch istot dys­po­nu­je taki­mi samy­mi for­ma­mi i kate­go­ria­mi jak nasze, dzię­ki cze­mu żyje­my w podob­ny­ch świa­ta­ch. Nie licząc oczy­wi­ście taki­ch dro­bia­zgów, jak nie­wi­docz­ne wzo­ry na płat­ka­ch wie­sioł­ka. Nie­okre­ślo­no­ść sfe­ry noume­nal­nej – tej praw­dzi­wej natu­ry wszyst­ki­ch rze­czy – inspi­ro­wa­ła całe poko­le­nie filo­zo­fów czer­pią­cy­ch z kan­ty­zmu. Cie­ka­wy jest pogląd, że noume­ny, a więc i ta „praw­dzi­wa” rze­czy­wi­sto­ść, mają cha­rak­ter w jakimś sen­sie ducho­wy. Nie wyra­ził go jed­nak Kant, lecz jego następ­cy: Fich­te, Hegel i Schel­ling. W ich roz­wa­ża­nia­ch rze­czy­wi­sto­ść noume­nal­na oka­zy­wa­ła się kró­le­stwem świa­do­mo­ści, ducha, wol­no­ści. Odkryć jej natu­rę moż­na było, kie­ru­jąc się ku wła­sne­mu wnę­trzu.

Czy Kant słusz­nie przy­pi­sy­wał ludz­kie­mu umy­sło­wi zdol­no­ść two­rze­nia prze­strze­ni i cza­su? Czy rze­czy­wi­sto­ść noume­nal­na jest poza­cza­so­wa i poza­prze­strzen­na? W jakim stop­niu nasz obraz świa­ta odpo­wia­da praw­dzie? Kan­tow­ska teo­ria pozna­nia pozo­sta­wia nas z mnó­stwem pytań.

Pół­to­ra tysią­ca lat przed Kan­tem grec­ki filo­zof Plo­tyn wypo­wie­dział sło­wa, na któ­re lubi­li się powo­ły­wać myśli­cie­le póź­niej­si. Sen­ten­cję Plo­ty­na zapi­sa­ną w Enne­ada­ch cyto­wa­li i Goethe, i Schel­ling. W tłu­ma­cze­niu Kro­kie­wi­cza brzmi ona: Zapraw­dę, nigdy nie zoba­czy­ło­by oko słoń­ca, gdy­by samo nie było sło­necz­ne, i nigdy też dusza nie ujrzy pięk­na, jeże­li sama nie będzie pięk­na.

Oko, jak uwa­ża­li sta­ro­żyt­ni, może widzieć świa­tło dla­te­go, że samo ma świe­tli­stą natu­rę. Dusza pozna­je boskie pięk­no wte­dy tyl­ko, kie­dy sama jest pięk­na. W wykła­da­ch O natu­rze filo­zo­fii jako nauki Schel­ling dopo­wie: „podob­ne daje się poznać tyl­ko podob­ne­mu”. Może da się tę myśl i dzi­siaj przy­ło­żyć do pro­ble­mu pozna­nia? Może mię­dzy świa­tem feno­me­nów i noume­nów ist­nie­je dużo więk­sze podo­bień­stwo, niż Kry­ty­ka czy­ste­go rozu­mu suge­ru­je zafra­so­wa­nym czy­tel­ni­kom?


Han­na Urba­now­ska – Dok­to­rant­ka filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Pasjo­nu­je się nie­miec­kim ide­ali­zmem, myślą Heideg­ge­ra i filo­zo­fią pol­ską.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy