Artykuł Epistemologia

Heather Dyke: Metafizyka i epistemologia podróży w czasie

Opowieści o podróżach w czasie niezmiennie fascynują, bardziej niż jakikolwiek inny gatunek literacki czy filmowy motywując swoich wielbicieli do umysłowej gimnastyki. Ale czy podróże w czasie są możliwe również w rzeczywistości? Temu pytaniu poświęcony jest mój artykuł, zaś próba odpowiedzi na nie wymagać będzie sporej sprawności intelektualnej i plastyczności wyobraźni.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Zauważmy, że pytanie, czy podróże w cza­sie są możli­we, jest niejed­noz­naczne, dlat­ego najpierw musimy je dopre­cy­zować. W najsz­er­szym sen­sie znaczy ono: czy podróże w cza­sie są log­icznie możli­we? Inny­mi słowy, czy ich dopuszczal­ność prowadzi do sprzecznoś­ci? Jeżeli tak, to założe­nie o możli­woś­ci podróży w cza­sie jest – jak każde twierdze­nie, które generu­je log­iczną sprzeczność – fałszy­we; tym samym były­by one niemożli­we w naj­moc­niejszym sen­sie. W filo­zoficznym żar­gonie powiedzielibyśmy, że nie ist­nieje żaden świat możli­wy, w którym mogą zachodz­ić podróże w cza­sie. Jeżeli jed­nak okaza­ły­by się one log­icznie możli­we, kole­jne pytanie brz­mi: czy są też możli­we fizy­cznie? Inaczej: czy moż­na podróżować w cza­sie nie tylko w jakimś odległym świecie możli­wym, ale również w tym świecie? Jeżeli odpowiedź była­by twierdzą­ca, może­my pytać dalej: czy podróżowanie w cza­sie jest praw­dopodob­ne, a może już nastąpiło? Jak powinien wyglą­dać świat, w którym takie podróże zachodzą? Wszys­tkie te kwest­ie są przed­miotem zain­tere­sowa­nia metafizy­ki podróży w cza­sie. Metafizy­ka bada naturę rzeczy­wis­toś­ci oraz te jej cechy, które są możli­we lub fak­ty­czne; w odniesie­niu do podróży w cza­sie może ona odpowiadać na pyta­nia doty­czące ich możli­woś­ci lub rzeczy­wis­tego zachodzenia. Nato­mi­ast epis­te­molo­gia, dziedz­i­na zaj­mu­ją­ca się wiedzą i jej uza­sad­ni­an­iem, okazu­je się pomoc­na przy rozstrzy­ga­niu, czy jeżeli podróże w cza­sie były­by możli­we, moglibyśmy wiedzieć lub uza­sad­nić, że takie są.

Czy przeszłość można zmienić?

Zaczni­jmy od tego, że mówiąc o podróży w cza­sie uży­wamy poję­cia, które na ogół odnosi się do ruchu w przestrzeni. Zazwyczaj podróżu­je­my z jed­nego miejs­ca w drugie. Jeżeli w połud­nie wyruszam z lot­niska w Dunedin, to – o ile wszys­tko pójdzie zgod­nie z planem – o trzy­nastej powin­nam być na lot­nisku w Christchurch. Czas, który zaj­mu­je poko­nanie tej trasy nie jest całkiem bez znaczenia, ale moim głównym celem jest dotar­cie do Christchurch, a nie godz­i­na trzy­nas­ta, która wybi­je, gdziekol­wiek będę. Jed­nak czy poję­cie podróży jest z koniecznoś­ci przestrzenne? Czy punk­ty początkowy i docelowy, defini­u­jące moją podróż, mogą mieć charak­ter cza­sowy, a nie przestrzen­ny? Przyjmi­jmy to założe­nie i zobaczmy, co z niego wyniknie. Jeżeli okaże się, że prowadzi ono do sprzecznoś­ci, będziemy wiedzieli, że podróże w cza­sie są log­icznie niemożli­we. Jeżeli jed­nak nie odkry­je­my żad­nej sprzecznoś­ci, będą one co najm­niej log­icznie dopuszczalne.

Praw­dopodob­nie najpoważniejszym zarzutem prze­ci­wko log­icznej możli­woś­ci podróżowa­nia w cza­sie jest fakt, że powalało­by ono wpły­wać na ksz­tałt przeszłoś­ci. Ta jed­nak już się wydarzyła i jest ustanowiona, jej zmi­ana nie jest zatem możli­wa – a tym samym niemożli­we są podróże w cza­sie. Zbada­jmy ten zarzut i sprawdźmy, czy naprawdę wyk­lucza on możli­wość przenoszenia się w cza­sie. W tym celu przy­dat­ny może się okazać taki oto przykład. Załóżmy, że Michał jest podróżnikiem w cza­sie, który odkrył sposób na prze­niesie­nie się do sto­sunkowo nieodległej przeszłoś­ci. Pon­ad­to przyjmi­jmy, że ma on ter­az trzy­dzieś­ci lat oraz wspom­i­na swe osiem­naste urodziny, w trak­cie których nic się nie wydarzyło. Ponieważ Michał zawsze tego żałował, postanaw­ia prze­nieść się do dnia swoich urodzin i zabrać swo­je osiem­nas­to­let­nie wcie­le­nie na urodzi­nową lamp­kę wina. Jeżeli zatem osiem­naste urodziny Michała były nieciekawe i jeżeli nie został on zapros­zony na lamp­kę wina przez trzy­dziesto­let­niego mężczyznę, wyda­je się, że plan Michała nie może się powieść; w prze­ci­wnym razie zmieniła­by się przeszłość, a to – jak przyjęliśmy – jest niemożli­we. Jak to wyjaśnić?

Fakt, że trzy­dziesto­let­ni Michał próbu­je zre­al­i­zować plan, ale nie zmienia przeszłoś­ci, da się wytłu­maczyć co najm­niej dwo­jako. Po pier­wsze, plan może się powieść. Ale czy nie stwierdzil­iśmy przed chwilą, że w urodziny Michała nie wydarzyło się nic niezwykłego? Cóż, jego wspom­nienia mówią, że istot­nie tak było, lecz pamięć bywa zawod­na. Michał mógł na przykład zostać zapros­zony na lamp­kę wina, ale o tym zapom­ni­ał. Albo trzy­dziesto­let­ni Michał zabrał swe osiem­nas­to­let­nie wcie­le­nie do baru, ale nie w dniu urodzin (może­my przyjąć, że wehikuł cza­su był wadli­wy, przez co przenosił w przeszłość o kil­ka dni późniejszą), a zatem w dniu jego urodzin istot­nie nic się nie wydarzyło. Zgod­nie z drugą możli­woś­cią trzy­dziesto­let­niemu Michałowi nie udało się zaprosić osiem­nas­to­let­niego Michała na lamp­kę wina. Lecz jakie mogły­by być tego powody? Ist­nieje wiele możli­wych wyjaśnień. Na przykład osiem­nas­to­let­ni Michał to rozsąd­ny młody człowiek, który nie przyj­mu­je tego typu zaproszeń od niez­na­jomych. Lub trzy­dziesto­let­ni Michał przez pomyłkę zaprasza innego osiem­nas­to­lat­ka. Albo trzy­dziesto­let­ni Michał nie może odszukać osiem­nas­to­let­niego siebie. Pod­sumowu­jąc, jeżeli pod­jęliśmy nieu­daną próbę zmi­any przeszłoś­ci, możli­we są dwa wyjś­cia: albo nasza pró­ba kończy się powodze­niem, ale wszelkie wspom­nienia czy zapisy his­to­ryczne, które świad­czą inaczej są fałszy­we, albo nasza pró­ba zawodzi z całkiem proza­icznych powodów.

Na ratunek arcyksięciu

Wielu osobom taka kon­kluz­ja wyda się niesatys­fakcjonu­ją­ca. Jeżeli na rzecz zdarzenia, które chce zmienić podróżnik w cza­sie, prze­maw­ia wiele dowodów his­to­rycznych, pier­wsza z możli­woś­ci (pró­ba kończy się sukce­sem, zaś wszys­tkie wspom­nienia i zapisy, które świad­czą inaczej są fałszy­we) nie wchodzi w grę. W takim wypad­ku pozosta­je nam przyjąć, że pró­ba podróżni­ka w cza­sie była skazana na porażkę. Jeśli jed­nak w nor­mal­nych okolicznoś­ci­ach dane dzi­ałanie jest wręcz banalne, trud­no wyjaśnić, czemu nie powiodło się aku­rat wtedy, gdy pod­jął się go podróżnik w cza­sie. Aby unaocznić ten prob­lem, zmody­fiku­jmy nasz przykład. Załóżmy, że Michał jest porus­zony fak­tem, iż I woj­na świa­towa pochłonęła wiele mil­ionów ist­nień i wierzy, że jeżeli udarem­ni zamach na arcyk­się­cia Fran­cisz­ka Fer­dy­nan­da w Sara­jew­ie w roku 1914, to zapo­bieg­nie jej wybu­chowi. Ponieważ wiemy, że arcyk­siążę został zamor­dowany, może­my przewidzieć, iż każ­da pró­ba Michała, by odwró­cić bieg his­torii, spełznie na niczym. Ale co powodu­je jego porażkę? Log­iczne ograniczenia? Pow­strzy­ma go Jak­iś strażnik przeszłoś­ci? A może Michał nie będzie mógł wejść w inter­akcję z ludź­mi, którzy żyją w roku 1914? Każ­da z tych odpowiedzi brz­mi co najm­niej osobli­wie. Powód poraż­ki będzie całkiem proza­iczny – na przykład Michał nie dotrze na miejsce zamachu lub przy­będzie o kil­ka chwil za późno. Ist­nieje wiele racji tłu­maczą­cych jego niepowodze­nie, podob­nie jak w przy­pad­ku kogoś, kto stał dostate­cznie blisko, by zapo­biec morder­st­wu, ale nie zro­bił tego, bo na przykład na chwilę się zamyślił.

Jeśli podróże podróże w przeszłość są log­icznie możli­we i jeśli Michał istot­nie odwiedz­ił Sara­je­wo w roku 1914, był świad­kiem wydarzeń, które rzeczy­wiś­cie zaszły. Gdy­by jed­nak próbował on zapo­biec zabójst­wu arcyk­się­cia, okaza­ło­by się to niemożli­we, choć niekoniecznie ze wzglę­du na ogranicze­nie jego wol­nej woli. Zauważmy, że podob­nie jest w przy­pad­ku zwycza­jnych czyn­noś­ci, które mają kon­sek­wenc­je w przyszłoś­ci. Może­my wpły­wać na przyszłość lub powodować przyszłe zdarzenia, ale nie może­my spraw­ić, by pewne z nich jed­nocześnie zachodz­iły i nie zachodz­iły. Kluc­zowa różni­ca pomiędzy wpły­wa­ją­cym na przyszłość dzi­ałaniem w ter­aźniejs­zoś­ci a dzi­ałaniem kogoś, kto przeniósł się do przeszłoś­ci ma charak­ter epis­te­mo­log­iczny. Wiemy, co zaszło w przeszłoś­ci, przewidu­je­my zatem, że ten, kto spróbu­je zmienić jej bieg, poniesie klęskę. Nie moż­na spraw­ić, by dane zdarze­nie zarazem zaszło i nie zaszło. Nie wiemy nato­mi­ast, co wydarzy się w przyszłoś­ci, może­my więc być szcz­erze przeko­nani, że nasze pró­by wpłynię­cia na nią zakończą się sukce­sem. Choć nieuchron­nie część z tych planów spełznie na niczym, nie zmienia to fak­tu, że w takich wypad­kach dzi­ałamy celowo, jako wolne pod­mio­ty, dążące do real­iza­cji określonych sytu­acji. W trak­cie dzi­ała­nia nie znamy jego rezul­tatu, ale prag­niemy, by był on raczej taki, a nie inny. Jeśli z jakiegoś powodu zamier­zony efekt nie zostanie osiąg­nię­ty, nasza pró­ba spowodowa­nia przyszłego zdarzenia nie powiedzie się. Fakt ten nie odbiera jed­nak wol­noś­ci nasze­mu dzi­ała­niu w trak­cie jego real­iza­cji. Oznacza to co najwyżej, iż posi­adanie wol­nej woli nie zapew­nia powodzenia naszych planów. Podróżnik w cza­sie może więc w sposób wol­ny pod­jąć próbę wywoła­nia określonego zdarzenia, nie gwaran­tu­je to jed­nak skutecznoś­ci jego dzi­ałań. Różni­ca pomiędzy obiema sytu­ac­ja­mi bierze się stąd, że mamy o wiele więk­szą wiedzę o przeszłoś­ci niż o przyszłoś­ci. Jeśli podróżnik w cza­sie wiedzi­ał­by, że pewne zdarze­nie w przeszłoś­ci zaszło, wiedzi­ał­by również, że, bez wzglę­du na wszys­tko, nie będzie on w stanie spowodować tego, co się nie wydarzyło. Nato­mi­ast w przy­pad­ku obec­nych dzi­ałań nie mogę być pew­na ich przyszłych rezul­tatów, stąd nie jestem w stanie przewidzieć, czy wywołam określone zdarze­nie. Z góry jed­nak wiem, że nie będę w stanie dzi­ałać w taki sposób, by zarazem ono zaszło i nie zaszło.

Nic dwa razy się nie zdarza

Ter­aźniejsze dzi­ała­nia, które wpły­wa­ją na przyszłość i dzi­ała­nia podróżni­ka w cza­sie, który przeniósł się do przeszłoś­ci łączy to, że w obu przy­pad­kach spójnie moż­na przyjąć wol­ność osób dzi­ała­ją­cych. Analo­gia ta zała­mu­je się jed­nak, gdy uświadami­amy sobie, że podróżnik w cza­sie ma o wiele więk­szą wiedzę co do rezul­tatu niek­tórych swych poczy­nań niż ktoś, kto dzi­ała w ter­aźniejs­zoś­ci. Dys­ponu­je­my doświad­czal­ną wiedzą o przeszłoś­ci, która nie ma odpowied­ni­ka jeżeli chodzi o przyszłość. Tym samym doświad­cze­niu cza­su jest epis­te­mo­log­icznie asym­e­tryczne.

Za zarzutem, iż podróż w cza­sie pocią­ga za sobą możli­wość zmi­any przeszłoś­ci, stoi błąd, noto­rycznie popeł­ni­any przez autorów fan­tasty­ki naukowej, a pole­ga­ją­cy na założe­niu, że okresy cza­su oraz zdarzenia, które w ich obrę­bie zachodzą, dzieją się więcej niż raz. Na tej pod­staw­ie wyda­je się jasne, że zdarzenia te mogą okazać się za każdym razem inne. Błąd ten powiela­ją opowieś­ci, w których śledz­imy losy podróżni­ka w cza­sie, a dane zdarze­nie opisy­wane jest jako zachodzące nie­jako dwukrot­nie. Raz przed­staw­iane jest ono „takie, jak naprawdę zaszło”, jak gdy­by z per­spek­ty­wy obiek­ty­wnej, dru­gi raz zaś – z bardziej subiek­ty­wnej per­spek­ty­wy podróżni­ka w cza­sie, który zobaczył je na własne oczy. Popełnie­nie tego błę­du pole­ga na prze­jś­ciu od tego, że zdarzenia lic­zone są dwukrot­nie i z dwóch różnych per­spek­tyw do kon­kluzji, że dzieją się one dwa razy. Dzię­ki temu może­my wyciągnąć wniosek, że za każdym razem mogą potoczyć się one inaczej. Błąd ten spraw­ia, że zarzut doty­czą­cy podróży w cza­sie wyda­je się zasad­ny. Jeśli Michał dotarł do roku 1914 i widzi­ał Gavri­lo Prin­ci­pa, który ma zami­ar pociągnąć za spust pis­to­le­tu, co może pow­strzy­mać Michała przed pokrzyżowaniem planów zabój­cy? Nic, za wyjątkiem tego, że wiemy, iż Prin­cip pociągnął za spust. Okresy cza­su i to, co zachodzi w ich obrę­bie, zdarza się tylko raz, więc jeśli Michałowi udało­by się prze­nieść w cza­sie i znalazł­by się w Sara­jew­ie w roku 1914, nie mógł­by zapo­biec zama­chowi na arcyk­się­cia.

Skórki od banana i zepsute pistolety

Wyglą­da więc na to, że – założy­wszy, iż podróże w cza­sie są log­icznie możli­we – nie muszą one prowadz­ić do sprzecznoś­ci gen­erowanej przez dopuszcze­nie zmi­any przeszłoś­ci. Niem­niej jed­nak wskazać moż­na inne zarzu­ty, zgod­nie z który­mi podróże w cza­sie są nie tyle log­icznie niemożli­we, ile niezwyk­le mało praw­dopodob­ne, gdyż prowadzą do dzi­wacznych kon­sek­wencji, których nie obser­wu­je­my. Pier­wszy z kon­trar­gu­men­tów wychodzi od odpowiedzi na zarzut pod­nie­siony w poprzed­nim rozdziale. Obroń­ca możli­woś­ci podróży w cza­sie argu­men­tował, że gdy­byśmy spróbowali zmienić przeszłość, nie udało­by nam się to z bard­zo proza­icznych powodów. Załóżmy jed­nak, że podróżnik w cza­sie nie zrozu­mi­ał racji prze­maw­ia­ją­cych za tą odpowiedz­ią i pode­j­mu­je des­per­ack­ie pró­by, by wpłynąć na to, co już się wydarzyło.

Załóżmy, że Michał, nasz podróżnik w cza­sie, wpadł w głęboką depresję, na przykład dlat­ego, że jego osiem­naste urodziny minęły i nikt nawet nie zauważył tego fak­tu. Z tego wzglę­du uzna­je on swe życie za bezwartoś­ciowe i postanaw­ia je zakończyć. Co więcej, chce on zapo­biec doz­nane­mu dotąd cier­pi­e­niu. Ponieważ Michał może przenosić się w cza­sie, zamierza zabić siebie w chwili, gdy był małym dzieck­iem. Zre­al­i­zowanie tego planu zmieniło­by jed­nak przeszłość, stąd wiemy, że ów zami­ar jest skazany na niepowodze­nie. Przykład ten jest zresztą bardziej prob­lematy­czny niż sce­nar­iusze rozważane wcześniej, gdyż jeden z warunk­ów sukce­su Michała (doży­cie wieku dorosłego, by pod­jąć próbę zabi­cia siebie jako dziec­ka) jest zależny od jego poraż­ki. Aby plan Michała się udał, musi się nie powieść. Zakładamy jed­nak, że Michał nie zrozu­mi­ał złożonoś­ci całej tej sytu­acji i jest zde­cy­dowany, by urzeczy­wist­nić swój zami­ar. Przenosi się on w cza­sie do chwili, gdy był małym dzieck­iem i widzi siebie śpiącego w wózku w ogrodzie, pod­czas gdy jego mat­ka krzą­ta się po domu. Korzys­ta­jąc z okazji Michał mierzy z pis­to­le­tu w kierunku wóz­ka i pocią­ga za spust, lecz nieza­wod­na zazwyczaj broń zaci­na się. Próbu­je pod­biec do dziec­ka, ale śliz­ga się na skórce od banana. Chce pod­pal­ić wózek, lecz zapał­ki kole­jno się łamią. Spy­cha wózek ze wzgórza, ale jed­no z kółek bloku­je się w zagłę­bi­e­niu. I tak dalej. Każ­da pró­ba zmi­any przeszłoś­ci spraw­ia, że łańcuch niepraw­dopodob­nych zbiegów okolicznoś­ci coraz bardziej się wydłuża. Nie ma oczy­wiś­cie żad­nej sprzecznoś­ci w dużej licz­bie mało praw­dopodob­nych zdarzeń w danym region­ie cza­so­przestrzeni, ale – jak wskazu­je ten zarzut – tego rodza­ju koin­cy­dencji nie obser­wu­je­my w naszym świecie. Jeżeli zatem podróże w cza­sie były­by praw­dopodob­ne i gdy­by podróżni­cy w cza­sie próbowali zmieni­ać przeszłość, co moż­na wiary­god­nie założyć uwzględ­ni­a­jąc cho­ci­aż­by powieś­ci sci­ence fic­tion, to powin­niśmy obser­wować znaczną liczbę zbiegów okolicznoś­ci w danym obszarze cza­so­przestrzeni. Nie dostrzegamy jed­nak nic takiego, stąd może­my wyciągnąć wniosek, że podróżowanie w cza­sie jest bard­zo mało praw­dopodob­ne.

Oto kole­jny zarzut. Przyjmi­jmy, że w roku 2004 Michał przenosi się do roku 1994 i wręcza młod­sze­mu sobie infor­ma­c­je, jak zbu­dować wehikuł cza­su. Przez następ­ne dziesięć lat Michał kon­stru­u­je go zgod­nie z instrukc­ja­mi. W roku 2004 maszy­na jest gotowa, zaś Michał w trak­cie pier­wszej podróży przenosi się do roku 1994 i wręcza młod­sze­mu sobie infor­ma­c­je na tem­at jej budowy. His­to­ria ta wyda­je się całkowicie spój­na, ale skąd po raz pier­wszy wzięły się instrukc­je, jak zbu­dować urządze­nie? Założe­nie, że podróże w cza­sie są możli­we doprowadz­iło do pow­sta­nia zamkniętej pętli przy­czynowej. Choć każdy jej etap moż­na wyjaśnić odwołu­jąc się do poprzedza­jącego go zdarzenia, cała pęt­la oraz zawarte w niej infor­ma­c­je nie mają określonego początku. Pytanie, jakie musimy sobie zadać w obliczu tego zarzu­tu brz­mi: czy cza­sowe podróże wstecz nieuchron­nie generu­ją takie zamknięte pętle przy­czynowe? A jeżeli tak, to czy taka odpowiedź daje dobry powód, by wyk­luczyć praw­dopodobieńst­wo podróży w cza­sie do przeszłoś­ci, czy może pętle te powin­niśmy uznać za anom­al­ię i efekt uboczny? Pon­ad­to – jeżeli nasze codzi­enne doświad­cze­nie nie potwierdza zachodzenia tego rodza­ju pętli, to czy nie oznacza to, że podróże w cza­sie są niepraw­dopodob­ne i takie pozostaną?

(Nie)wiarygodny jak podróżnik w czasie

Powiedzmy, że spo­tykasz kogoś – na przykład Michała – kto utrzy­mu­je, iż przy­był z przyszłoś­ci. Uwierzyłbyś mu? Praw­dopodob­nie potrze­bowałbyś naprawdę moc­nych dowodów. Ist­nieją dwie alter­naty­wne hipotezy, które wyjaś­ni­ały­by takie zajś­cie; obie są bardziej praw­dopodob­ne niż to, że Michał naprawdę jest podróżnikiem w cza­sie. Po pier­wsze, Michał próbu­je cię oszukać. Może­my tylko domyślać się jego pobudek, ale uzna­jmy, że to żart, który ma cię ośmieszyć. Po drugie, Michał naprawdę wierzy w swo­je słowa, ale się myli; możli­we na przykład, że cier­pi na uro­je­nia lub psy­chozę. Każ­da z tych opcji jest najlepiej znana z doświad­czenia, a przez to bardziej praw­dopodob­na niż to, że Michał mówi prawdę. Nieste­ty, niek­tórzy ludzie oszuku­ją innych, i to nie tylko dla zabawy. Równie powszechne są przy­pad­ki uro­jeń psy­choty­cznych. Nato­mi­ast nasze doświad­cze­nie potwierdza, że praw­dopodobieńst­wo, iż Michał to naprawdę podróżnik w cza­sie, jest znikome. Zgod­nie z racjon­al­ną zasadą epis­temiczną, wywodzącą się od Davi­da Hume’a, jeśli ktoś mówi nam o czymś, co jest bard­zo mało praw­dopodob­ne, powin­niśmy również uwzględ­nić praw­dopodobieńst­wo, że ta oso­ba myli się lub próbu­je nas oszukać. Jeżeli którakol­wiek z tych alter­natyw jest bardziej praw­dopodob­na niż twierdze­nie wyjś­ciowe, nasza wiara w to drugie jest bez­za­sad­na. Wier­ność tej zasadzie powodu­je, że przyję­cie, iż ktoś naprawdę jest podróżnikiem w cza­sie, przy braku jakiegokol­wiek przekonu­jącego dowodu, pozostanie nieuza­sad­nione.

Ten epis­te­mo­log­iczny prob­lem przed­staw­ia film Dwanaś­cie małp w reży­serii Terry’ego Gillia­ma. Główny bohater, John Cole (w tej roli Bruce Willis), zosta­je wysłany z przyszłoś­ci, w której ziemię spus­toszył wirus, do lat 90. ubiegłego wieku, by dowiedzieć się więcej o źró­dle epi­demii i znaleźć anti­do­tum. Kiedy Cole przy­by­wa do przeszłoś­ci, prak­ty­cznie niemożli­we okazu­je się przeko­nanie kogokol­wiek, że naprawdę jest on podróżnikiem w cza­sie; każdy bierze go za chorego psy­chicznie. His­torię tę moż­na jed­nak zin­ter­pre­tować zupełnie inaczej. Akc­ja fil­mu roz­gry­wa się na dwóch planach: w przyszłoś­ci i w lat­ach 90. Zgod­nie z hipotezą podróży w cza­sie, oba plany są rzeczy­wiste, zaś podróże między nimi są możli­we. Lecz według alter­naty­wnej hipotezy tylko to, co dzieje się w lat­ach 90. jest prawdzi­we; wydarzenia w przyszłoś­ci to efekt uro­jeń Cole’a. Cier­pi on raczej na pewien rodzaj psy­chozy, przez co wierzy, iż podróżu­je w cza­sie. Taka inter­pre­tac­ja jest praw­dopodob­na. Uro­je­nia Cole’a są mis­tern­ie skon­struowane i uderza­ją w tony apokalip­ty­czne, szcz­erze wierzy on w prawdzi­wość swych słów, mimo ich niepraw­dopodobieńst­wa oraz słyszy głosy (w jed­nej ze scen wyda­je mu się, że spik­er w radiu zwraca się bezpośred­nio do niego). Wszys­tkie te objawy cechu­ją uro­je­nia psy­choty­czne. Taką inter­pre­tację wspier­a­ją również wskazów­ki rozsiane w filmie. Przy­na­jm­niej jed­na postać – strażnik – pojaw­ia się zarówno w „przyszłoś­ci”, jak i w lat­ach 90. Pon­ad­to pewne aspek­ty przyszłoś­ci mają swój pier­wowzór w lat­ach 90. Na przykład aparatu­ra do przenoszenia się w cza­sie, której nie widz­imy aż do momen­tu pier­wszej podróży do przeszłoś­ci, przy­pom­i­na skan­er rezo­nan­su mag­ne­ty­cznego, który Cole widzi w szpi­talu psy­chi­a­trycznym.

Dwanaś­cie małp staw­ia nas przed wyborem jed­nej z dwóch równie dobrych na pier­wszy rzut oka his­torii jed­nego człowieka: albo jest on podróżnikiem w cza­sie, albo cier­pi na chorobę psy­chiczną. Oczy­wiś­cie dopó­ki mówimy o fil­mowej fab­ule, może­my założyć ist­nie­nie podróży w cza­sie. Jeżeli jed­nak w prawdzi­wym świecie mielibyśmy do czynienia z osobą, której opowieść da się wyjaśnić na oba te sposo­by, który z nich był­by lep­iej uza­sad­niony?

Przełożył Jacek Jaroc­ki


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy