Artykuł Epistemologia

Heather Dyke: Metafizyka i epistemologia podróży w czasie

Opowieści o podróżach w czasie niezmiennie fascynują, bardziej niż jakikolwiek inny gatunek literacki czy filmowy motywując swoich wielbicieli do umysłowej gimnastyki. Ale czy podróże w czasie są możliwe również w rzeczywistości? Temu pytaniu poświęcony jest mój artykuł, zaś próba odpowiedzi na nie wymagać będzie sporej sprawności intelektualnej i plastyczności wyobraźni.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Zauważ­my, że pyta­nie, czy podró­że w cza­sie są moż­li­we, jest nie­jed­no­znacz­ne, dla­te­go naj­pierw musi­my je dopre­cy­zo­wać. W naj­szer­szym sen­sie zna­czy ono: czy podró­że w cza­sie są logicz­nie moż­li­we? Inny­mi sło­wy, czy ich dopusz­czal­ność pro­wa­dzi do sprzecz­no­ści? Jeże­li tak, to zało­że­nie o moż­li­wo­ści podró­ży w cza­sie jest – jak każ­de twier­dze­nie, któ­re gene­ru­je logicz­ną sprzecz­ność – fał­szy­we; tym samym były­by one nie­moż­li­we w naj­moc­niej­szym sen­sie. W filo­zo­ficz­nym żar­go­nie powie­dzie­li­by­śmy, że nie ist­nie­je żaden świat moż­li­wy, w któ­rym mogą zacho­dzić podró­że w cza­sie. Jeże­li jed­nak oka­za­ły­by się one logicz­nie moż­li­we, kolej­ne pyta­nie brzmi: czy są też moż­li­we fizycz­nie? Ina­czej: czy moż­na podró­żo­wać w cza­sie nie tyl­ko w jakimś odle­głym świe­cie moż­li­wym, ale rów­nież w tym świe­cie? Jeże­li odpo­wiedź była­by twier­dzą­ca, może­my pytać dalej: czy podró­żo­wa­nie w cza­sie jest praw­do­po­dob­ne, a może już nastą­pi­ło? Jak powi­nien wyglą­dać świat, w któ­rym takie podró­że zacho­dzą? Wszyst­kie te kwe­stie są przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia meta­fi­zy­ki podró­ży w cza­sie. Meta­fi­zy­ka bada natu­rę rze­czy­wi­sto­ści oraz te jej cechy, któ­re są moż­li­we lub fak­tycz­ne; w odnie­sie­niu do podró­ży w cza­sie może ona odpo­wia­dać na pyta­nia doty­czą­ce ich moż­li­wo­ści lub rze­czy­wi­ste­go zacho­dze­nia. Nato­miast epi­ste­mo­lo­gia, dzie­dzi­na zaj­mu­ją­ca się wie­dzą i jej uza­sad­nia­niem, oka­zu­je się pomoc­na przy roz­strzy­ga­niu, czy jeże­li podró­że w cza­sie były­by moż­li­we, mogli­by­śmy wie­dzieć lub uza­sad­nić, że takie są.

Czy przeszłość można zmienić?

Zacznij­my od tego, że mówiąc o podró­ży w cza­sie uży­wa­my poję­cia, któ­re na ogół odno­si się do ruchu w prze­strze­ni. Zazwy­czaj podró­żu­je­my z jed­ne­go miej­sca w dru­gie. Jeże­li w połu­dnie wyru­szam z lot­ni­ska w Dune­din, to – o ile wszyst­ko pój­dzie zgod­nie z pla­nem – o trzy­na­stej powin­nam być na lot­ni­sku w Chri­st­church. Czas, któ­ry zaj­mu­je poko­na­nie tej tra­sy nie jest cał­kiem bez zna­cze­nia, ale moim głów­nym celem jest dotar­cie do Chri­st­church, a nie godzi­na trzy­na­sta, któ­ra wybi­je, gdzie­kol­wiek będę. Jed­nak czy poję­cie podró­ży jest z koniecz­no­ści prze­strzen­ne? Czy punk­ty począt­ko­wy i doce­lo­wy, defi­niu­ją­ce moją podróż, mogą mieć cha­rak­ter cza­so­wy, a nie prze­strzen­ny? Przyj­mij­my to zało­że­nie i zobacz­my, co z nie­go wynik­nie. Jeże­li oka­że się, że pro­wa­dzi ono do sprzecz­no­ści, będzie­my wie­dzie­li, że podró­że w cza­sie są logicz­nie nie­moż­li­we. Jeże­li jed­nak nie odkry­je­my żad­nej sprzecz­no­ści, będą one co naj­mniej logicz­nie dopusz­czal­ne.

Praw­do­po­dob­nie naj­po­waż­niej­szym zarzu­tem prze­ciw­ko logicz­nej moż­li­wo­ści podró­żo­wa­nia w cza­sie jest fakt, że powa­la­ło­by ono wpły­wać na kształt prze­szło­ści. Ta jed­nak już się wyda­rzy­ła i jest usta­no­wio­na, jej zmia­na nie jest zatem moż­li­wa – a tym samym nie­moż­li­we są podró­że w cza­sie. Zba­daj­my ten zarzut i sprawdź­my, czy napraw­dę wyklu­cza on moż­li­wość prze­no­sze­nia się w cza­sie. W tym celu przy­dat­ny może się oka­zać taki oto przy­kład. Załóż­my, że Michał jest podróż­ni­kiem w cza­sie, któ­ry odkrył spo­sób na prze­nie­sie­nie się do sto­sun­ko­wo nie­od­le­głej prze­szło­ści. Ponad­to przyj­mij­my, że ma on teraz trzy­dzie­ści lat oraz wspo­mi­na swe osiem­na­ste uro­dzi­ny, w trak­cie któ­rych nic się nie wyda­rzy­ło. Ponie­waż Michał zawsze tego żało­wał, posta­na­wia prze­nieść się do dnia swo­ich uro­dzin i zabrać swo­je osiem­na­sto­let­nie wcie­le­nie na uro­dzi­no­wą lamp­kę wina. Jeże­li zatem osiem­na­ste uro­dzi­ny Micha­ła były nie­cie­ka­we i jeże­li nie został on zapro­szo­ny na lamp­kę wina przez trzy­dzie­sto­let­nie­go męż­czy­znę, wyda­je się, że plan Micha­ła nie może się powieść; w prze­ciw­nym razie zmie­ni­ła­by się prze­szłość, a to – jak przy­ję­li­śmy – jest nie­moż­li­we. Jak to wyja­śnić?

Fakt, że trzy­dzie­sto­let­ni Michał pró­bu­je zre­ali­zo­wać plan, ale nie zmie­nia prze­szło­ści, da się wytłu­ma­czyć co naj­mniej dwo­ja­ko. Po pierw­sze, plan może się powieść. Ale czy nie stwier­dzi­li­śmy przed chwi­lą, że w uro­dzi­ny Micha­ła nie wyda­rzy­ło się nic nie­zwy­kłe­go? Cóż, jego wspo­mnie­nia mówią, że istot­nie tak było, lecz pamięć bywa zawod­na. Michał mógł na przy­kład zostać zapro­szo­ny na lamp­kę wina, ale o tym zapo­mniał. Albo trzy­dzie­sto­let­ni Michał zabrał swe osiem­na­sto­let­nie wcie­le­nie do baru, ale nie w dniu uro­dzin (może­my przy­jąć, że wehi­kuł cza­su był wadli­wy, przez co prze­no­sił w prze­szłość o kil­ka dni póź­niej­szą), a zatem w dniu jego uro­dzin istot­nie nic się nie wyda­rzy­ło. Zgod­nie z dru­gą moż­li­wo­ścią trzy­dzie­sto­let­nie­mu Micha­ło­wi nie uda­ło się zapro­sić osiem­na­sto­let­nie­go Micha­ła na lamp­kę wina. Lecz jakie mogły­by być tego powo­dy? Ist­nie­je wie­le moż­li­wych wyja­śnień. Na przy­kład osiem­na­sto­let­ni Michał to roz­sąd­ny mło­dy czło­wiek, któ­ry nie przyj­mu­je tego typu zapro­szeń od nie­zna­jo­mych. Lub trzy­dzie­sto­let­ni Michał przez pomył­kę zapra­sza inne­go osiem­na­sto­lat­ka. Albo trzy­dzie­sto­let­ni Michał nie może odszu­kać osiem­na­sto­let­nie­go sie­bie. Pod­su­mo­wu­jąc, jeże­li pod­ję­li­śmy nie­uda­ną pró­bę zmia­ny prze­szło­ści, moż­li­we są dwa wyj­ścia: albo nasza pró­ba koń­czy się powo­dze­niem, ale wszel­kie wspo­mnie­nia czy zapi­sy histo­rycz­ne, któ­re świad­czą ina­czej są fał­szy­we, albo nasza pró­ba zawo­dzi z cał­kiem pro­za­icz­nych powo­dów.

Na ratunek arcyksięciu

Wie­lu oso­bom taka kon­klu­zja wyda się nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca. Jeże­li na rzecz zda­rze­nia, któ­re chce zmie­nić podróż­nik w cza­sie, prze­ma­wia wie­le dowo­dów histo­rycz­nych, pierw­sza z moż­li­wo­ści (pró­ba koń­czy się suk­ce­sem, zaś wszyst­kie wspo­mnie­nia i zapi­sy, któ­re świad­czą ina­czej są fał­szy­we) nie wcho­dzi w grę. W takim wypad­ku pozo­sta­je nam przy­jąć, że pró­ba podróż­ni­ka w cza­sie była ska­za­na na poraż­kę. Jeśli jed­nak w nor­mal­nych oko­licz­no­ściach dane dzia­ła­nie jest wręcz banal­ne, trud­no wyja­śnić, cze­mu nie powio­dło się aku­rat wte­dy, gdy pod­jął się go podróż­nik w cza­sie. Aby una­ocz­nić ten pro­blem, zmo­dy­fi­kuj­my nasz przy­kład. Załóż­my, że Michał jest poru­szo­ny fak­tem, iż I woj­na świa­to­wa pochło­nę­ła wie­le milio­nów ist­nień i wie­rzy, że jeże­li uda­rem­ni zamach na arcy­księ­cia Fran­cisz­ka Fer­dy­nan­da w Sara­je­wie w roku 1914, to zapo­bie­gnie jej wybu­cho­wi. Ponie­waż wie­my, że arcy­ksią­żę został zamor­do­wa­ny, może­my prze­wi­dzieć, iż każ­da pró­ba Micha­ła, by odwró­cić bieg histo­rii, speł­znie na niczym. Ale co powo­du­je jego poraż­kę? Logicz­ne ogra­ni­cze­nia? Powstrzy­ma go Jakiś straż­nik prze­szło­ści? A może Michał nie będzie mógł wejść w inte­rak­cję z ludź­mi, któ­rzy żyją w roku 1914? Każ­da z tych odpo­wie­dzi brzmi co naj­mniej oso­bli­wie. Powód poraż­ki będzie cał­kiem pro­za­icz­ny – na przy­kład Michał nie dotrze na miej­sce zama­chu lub przy­bę­dzie o kil­ka chwil za póź­no. Ist­nie­je wie­le racji tłu­ma­czą­cych jego nie­po­wo­dze­nie, podob­nie jak w przy­pad­ku kogoś, kto stał dosta­tecz­nie bli­sko, by zapo­biec mor­der­stwu, ale nie zro­bił tego, bo na przy­kład na chwi­lę się zamy­ślił.

Jeśli podró­że podró­że w prze­szłość są logicz­nie moż­li­we i jeśli Michał istot­nie odwie­dził Sara­je­wo w roku 1914, był świad­kiem wyda­rzeń, któ­re rze­czy­wi­ście zaszły. Gdy­by jed­nak pró­bo­wał on zapo­biec zabój­stwu arcy­księ­cia, oka­za­ło­by się to nie­moż­li­we, choć nie­ko­niecz­nie ze wzglę­du na ogra­ni­cze­nie jego wol­nej woli. Zauważ­my, że podob­nie jest w przy­pad­ku zwy­czaj­nych czyn­no­ści, któ­re mają kon­se­kwen­cje w przy­szło­ści. Może­my wpły­wać na przy­szłość lub powo­do­wać przy­szłe zda­rze­nia, ale nie może­my spra­wić, by pew­ne z nich jed­no­cze­śnie zacho­dzi­ły i nie zacho­dzi­ły. Klu­czo­wa róż­ni­ca pomię­dzy wpły­wa­ją­cym na przy­szłość dzia­ła­niem w teraź­niej­szo­ści a dzia­ła­niem kogoś, kto prze­niósł się do prze­szło­ści ma cha­rak­ter epi­ste­mo­lo­gicz­ny. Wie­my, co zaszło w prze­szło­ści, prze­wi­du­je­my zatem, że ten, kto spró­bu­je zmie­nić jej bieg, ponie­sie klę­skę. Nie moż­na spra­wić, by dane zda­rze­nie zara­zem zaszło i nie zaszło. Nie wie­my nato­miast, co wyda­rzy się w przy­szło­ści, może­my więc być szcze­rze prze­ko­na­ni, że nasze pró­by wpły­nię­cia na nią zakoń­czą się suk­ce­sem. Choć nie­uchron­nie część z tych pla­nów speł­znie na niczym, nie zmie­nia to fak­tu, że w takich wypad­kach dzia­ła­my celo­wo, jako wol­ne pod­mio­ty, dążą­ce do reali­za­cji okre­ślo­nych sytu­acji. W trak­cie dzia­ła­nia nie zna­my jego rezul­ta­tu, ale pra­gnie­my, by był on raczej taki, a nie inny. Jeśli z jakie­goś powo­du zamie­rzo­ny efekt nie zosta­nie osią­gnię­ty, nasza pró­ba spo­wo­do­wa­nia przy­szłe­go zda­rze­nia nie powie­dzie się. Fakt ten nie odbie­ra jed­nak wol­no­ści nasze­mu dzia­ła­niu w trak­cie jego reali­za­cji. Ozna­cza to co naj­wy­żej, iż posia­da­nie wol­nej woli nie zapew­nia powo­dze­nia naszych pla­nów. Podróż­nik w cza­sie może więc w spo­sób wol­ny pod­jąć pró­bę wywo­ła­nia okre­ślo­ne­go zda­rze­nia, nie gwa­ran­tu­je to jed­nak sku­tecz­no­ści jego dzia­łań. Róż­ni­ca pomię­dzy obie­ma sytu­acja­mi bie­rze się stąd, że mamy o wie­le więk­szą wie­dzę o prze­szło­ści niż o przy­szło­ści. Jeśli podróż­nik w cza­sie wie­dział­by, że pew­ne zda­rze­nie w prze­szło­ści zaszło, wie­dział­by rów­nież, że, bez wzglę­du na wszyst­ko, nie będzie on w sta­nie spo­wo­do­wać tego, co się nie wyda­rzy­ło. Nato­miast w przy­pad­ku obec­nych dzia­łań nie mogę być pew­na ich przy­szłych rezul­ta­tów, stąd nie jestem w sta­nie prze­wi­dzieć, czy wywo­łam okre­ślo­ne zda­rze­nie. Z góry jed­nak wiem, że nie będę w sta­nie dzia­łać w taki spo­sób, by zara­zem ono zaszło i nie zaszło.

Nic dwa razy się nie zdarza

Teraź­niej­sze dzia­ła­nia, któ­re wpły­wa­ją na przy­szłość i dzia­ła­nia podróż­ni­ka w cza­sie, któ­ry prze­niósł się do prze­szło­ści łączy to, że w obu przy­pad­kach spój­nie moż­na przy­jąć wol­ność osób dzia­ła­ją­cych. Ana­lo­gia ta zała­mu­je się jed­nak, gdy uświa­da­mia­my sobie, że podróż­nik w cza­sie ma o wie­le więk­szą wie­dzę co do rezul­ta­tu nie­któ­rych swych poczy­nań niż ktoś, kto dzia­ła w teraź­niej­szo­ści. Dys­po­nu­je­my doświad­czal­ną wie­dzą o prze­szło­ści, któ­ra nie ma odpo­wied­ni­ka jeże­li cho­dzi o przy­szłość. Tym samym doświad­cze­niu cza­su jest epi­ste­mo­lo­gicz­nie asy­me­trycz­ne.

Za zarzu­tem, iż podróż w cza­sie pocią­ga za sobą moż­li­wość zmia­ny prze­szło­ści, stoi błąd, noto­rycz­nie popeł­nia­ny przez auto­rów fan­ta­sty­ki nauko­wej, a pole­ga­ją­cy na zało­że­niu, że okre­sy cza­su oraz zda­rze­nia, któ­re w ich obrę­bie zacho­dzą, dzie­ją się wię­cej niż raz. Na tej pod­sta­wie wyda­je się jasne, że zda­rze­nia te mogą oka­zać się za każ­dym razem inne. Błąd ten powie­la­ją opo­wie­ści, w któ­rych śle­dzi­my losy podróż­ni­ka w cza­sie, a dane zda­rze­nie opi­sy­wa­ne jest jako zacho­dzą­ce nie­ja­ko dwu­krot­nie. Raz przed­sta­wia­ne jest ono „takie, jak napraw­dę zaszło”, jak gdy­by z per­spek­ty­wy obiek­tyw­nej, dru­gi raz zaś – z bar­dziej subiek­tyw­nej per­spek­ty­wy podróż­ni­ka w cza­sie, któ­ry zoba­czył je na wła­sne oczy. Popeł­nie­nie tego błę­du pole­ga na przej­ściu od tego, że zda­rze­nia liczo­ne są dwu­krot­nie i z dwóch róż­nych per­spek­tyw do kon­klu­zji, że dzie­ją się one dwa razy. Dzię­ki temu może­my wycią­gnąć wnio­sek, że za każ­dym razem mogą poto­czyć się one ina­czej. Błąd ten spra­wia, że zarzut doty­czą­cy podró­ży w cza­sie wyda­je się zasad­ny. Jeśli Michał dotarł do roku 1914 i widział Gavri­lo Prin­ci­pa, któ­ry ma zamiar pocią­gnąć za spust pisto­le­tu, co może powstrzy­mać Micha­ła przed pokrzy­żo­wa­niem pla­nów zabój­cy? Nic, za wyjąt­kiem tego, że wie­my, iż Prin­cip pocią­gnął za spust. Okre­sy cza­su i to, co zacho­dzi w ich obrę­bie, zda­rza się tyl­ko raz, więc jeśli Micha­ło­wi uda­ło­by się prze­nieść w cza­sie i zna­la­zł­by się w Sara­je­wie w roku 1914, nie mógł­by zapo­biec zama­cho­wi na arcy­księ­cia.

Skórki od banana i zepsute pistolety

Wyglą­da więc na to, że – zało­żyw­szy, iż podró­że w cza­sie są logicz­nie moż­li­we – nie muszą one pro­wa­dzić do sprzecz­no­ści gene­ro­wa­nej przez dopusz­cze­nie zmia­ny prze­szło­ści. Nie­mniej jed­nak wska­zać moż­na inne zarzu­ty, zgod­nie z któ­ry­mi podró­że w cza­sie są nie tyle logicz­nie nie­moż­li­we, ile nie­zwy­kle mało praw­do­po­dob­ne, gdyż pro­wa­dzą do dzi­wacz­nych kon­se­kwen­cji, któ­rych nie obser­wu­je­my. Pierw­szy z kontr­ar­gu­men­tów wycho­dzi od odpo­wie­dzi na zarzut pod­nie­sio­ny w poprzed­nim roz­dzia­le. Obroń­ca moż­li­wo­ści podró­ży w cza­sie argu­men­to­wał, że gdy­by­śmy spró­bo­wa­li zmie­nić prze­szłość, nie uda­ło­by nam się to z bar­dzo pro­za­icz­nych powo­dów. Załóż­my jed­nak, że podróż­nik w cza­sie nie zro­zu­miał racji prze­ma­wia­ją­cych za tą odpo­wie­dzią i podej­mu­je despe­rac­kie pró­by, by wpły­nąć na to, co już się wyda­rzy­ło.

Załóż­my, że Michał, nasz podróż­nik w cza­sie, wpadł w głę­bo­ką depre­sję, na przy­kład dla­te­go, że jego osiem­na­ste uro­dzi­ny minę­ły i nikt nawet nie zauwa­żył tego fak­tu. Z tego wzglę­du uzna­je on swe życie za bez­war­to­ścio­we i posta­na­wia je zakoń­czyć. Co wię­cej, chce on zapo­biec dozna­ne­mu dotąd cier­pie­niu. Ponie­waż Michał może prze­no­sić się w cza­sie, zamie­rza zabić sie­bie w chwi­li, gdy był małym dziec­kiem. Zre­ali­zo­wa­nie tego pla­nu zmie­ni­ło­by jed­nak prze­szłość, stąd wie­my, że ów zamiar jest ska­za­ny na nie­po­wo­dze­nie. Przy­kład ten jest zresz­tą bar­dziej pro­ble­ma­tycz­ny niż sce­na­riu­sze roz­wa­ża­ne wcze­śniej, gdyż jeden z warun­ków suk­ce­su Micha­ła (doży­cie wie­ku doro­słe­go, by pod­jąć pró­bę zabi­cia sie­bie jako dziec­ka) jest zależ­ny od jego poraż­ki. Aby plan Micha­ła się udał, musi się nie powieść. Zakła­da­my jed­nak, że Michał nie zro­zu­miał zło­żo­no­ści całej tej sytu­acji i jest zde­cy­do­wa­ny, by urze­czy­wist­nić swój zamiar. Prze­no­si się on w cza­sie do chwi­li, gdy był małym dziec­kiem i widzi sie­bie śpią­ce­go w wóz­ku w ogro­dzie, pod­czas gdy jego mat­ka krzą­ta się po domu. Korzy­sta­jąc z oka­zji Michał mie­rzy z pisto­le­tu w kie­run­ku wóz­ka i pocią­ga za spust, lecz nie­za­wod­na zazwy­czaj broń zaci­na się. Pró­bu­je pod­biec do dziec­ka, ale śli­zga się na skór­ce od bana­na. Chce pod­pa­lić wózek, lecz zapał­ki kolej­no się łamią. Spy­cha wózek ze wzgó­rza, ale jed­no z kółek blo­ku­je się w zagłę­bie­niu. I tak dalej. Każ­da pró­ba zmia­ny prze­szło­ści spra­wia, że łań­cuch nie­praw­do­po­dob­nych zbie­gów oko­licz­no­ści coraz bar­dziej się wydłu­ża. Nie ma oczy­wi­ście żad­nej sprzecz­no­ści w dużej licz­bie mało praw­do­po­dob­nych zda­rzeń w danym regio­nie cza­so­prze­strze­ni, ale – jak wska­zu­je ten zarzut – tego rodza­ju koin­cy­den­cji nie obser­wu­je­my w naszym świe­cie. Jeże­li zatem podró­że w cza­sie były­by praw­do­po­dob­ne i gdy­by podróż­ni­cy w cza­sie pró­bo­wa­li zmie­niać prze­szłość, co moż­na wia­ry­god­nie zało­żyć uwzględ­nia­jąc cho­ciaż­by powie­ści scien­ce fic­tion, to powin­ni­śmy obser­wo­wać znacz­ną licz­bę zbie­gów oko­licz­no­ści w danym obsza­rze cza­so­prze­strze­ni. Nie dostrze­ga­my jed­nak nic takie­go, stąd może­my wycią­gnąć wnio­sek, że podró­żo­wa­nie w cza­sie jest bar­dzo mało praw­do­po­dob­ne.

Oto kolej­ny zarzut. Przyj­mij­my, że w roku 2004 Michał prze­no­si się do roku 1994 i wrę­cza młod­sze­mu sobie infor­ma­cje, jak zbu­do­wać wehi­kuł cza­su. Przez następ­ne dzie­sięć lat Michał kon­stru­uje go zgod­nie z instruk­cja­mi. W roku 2004 maszy­na jest goto­wa, zaś Michał w trak­cie pierw­szej podró­ży prze­no­si się do roku 1994 i wrę­cza młod­sze­mu sobie infor­ma­cje na temat jej budo­wy. Histo­ria ta wyda­je się cał­ko­wi­cie spój­na, ale skąd po raz pierw­szy wzię­ły się instruk­cje, jak zbu­do­wać urzą­dze­nie? Zało­że­nie, że podró­że w cza­sie są moż­li­we dopro­wa­dzi­ło do powsta­nia zamknię­tej pętli przy­czy­no­wej. Choć każ­dy jej etap moż­na wyja­śnić odwo­łu­jąc się do poprze­dza­ją­ce­go go zda­rze­nia, cała pętla oraz zawar­te w niej infor­ma­cje nie mają okre­ślo­ne­go począt­ku. Pyta­nie, jakie musi­my sobie zadać w obli­czu tego zarzu­tu brzmi: czy cza­so­we podró­że wstecz nie­uchron­nie gene­ru­ją takie zamknię­te pętle przy­czy­no­we? A jeże­li tak, to czy taka odpo­wiedź daje dobry powód, by wyklu­czyć praw­do­po­do­bień­stwo podró­ży w cza­sie do prze­szło­ści, czy może pętle te powin­ni­śmy uznać za ano­ma­lię i efekt ubocz­ny? Ponad­to – jeże­li nasze codzien­ne doświad­cze­nie nie potwier­dza zacho­dze­nia tego rodza­ju pętli, to czy nie ozna­cza to, że podró­że w cza­sie są nie­praw­do­po­dob­ne i takie pozo­sta­ną?

(Nie)wiarygodny jak podróżnik w czasie

Powiedz­my, że spo­ty­kasz kogoś – na przy­kład Micha­ła – kto utrzy­mu­je, iż przy­był z przy­szło­ści. Uwie­rzył­byś mu? Praw­do­po­dob­nie potrze­bo­wał­byś napraw­dę moc­nych dowo­dów. Ist­nie­ją dwie alter­na­tyw­ne hipo­te­zy, któ­re wyja­śnia­ły­by takie zaj­ście; obie są bar­dziej praw­do­po­dob­ne niż to, że Michał napraw­dę jest podróż­ni­kiem w cza­sie. Po pierw­sze, Michał pró­bu­je cię oszu­kać. Może­my tyl­ko domy­ślać się jego pobu­dek, ale uznaj­my, że to żart, któ­ry ma cię ośmie­szyć. Po dru­gie, Michał napraw­dę wie­rzy w swo­je sło­wa, ale się myli; moż­li­we na przy­kład, że cier­pi na uro­je­nia lub psy­cho­zę. Każ­da z tych opcji jest naj­le­piej zna­na z doświad­cze­nia, a przez to bar­dziej praw­do­po­dob­na niż to, że Michał mówi praw­dę. Nie­ste­ty, nie­któ­rzy ludzie oszu­ku­ją innych, i to nie tyl­ko dla zaba­wy. Rów­nie powszech­ne są przy­pad­ki uro­jeń psy­cho­tycz­nych. Nato­miast nasze doświad­cze­nie potwier­dza, że praw­do­po­do­bień­stwo, iż Michał to napraw­dę podróż­nik w cza­sie, jest zni­ko­me. Zgod­nie z racjo­nal­ną zasa­dą epi­ste­micz­ną, wywo­dzą­cą się od Davi­da Hume’a, jeśli ktoś mówi nam o czymś, co jest bar­dzo mało praw­do­po­dob­ne, powin­ni­śmy rów­nież uwzględ­nić praw­do­po­do­bień­stwo, że ta oso­ba myli się lub pró­bu­je nas oszu­kać. Jeże­li któ­ra­kol­wiek z tych alter­na­tyw jest bar­dziej praw­do­po­dob­na niż twier­dze­nie wyj­ścio­we, nasza wia­ra w to dru­gie jest bez­za­sad­na. Wier­ność tej zasa­dzie powo­du­je, że przy­ję­cie, iż ktoś napraw­dę jest podróż­ni­kiem w cza­sie, przy bra­ku jakie­go­kol­wiek prze­ko­nu­ją­ce­go dowo­du, pozo­sta­nie nie­uza­sad­nio­ne.

Ten epi­ste­mo­lo­gicz­ny pro­blem przed­sta­wia film Dwa­na­ście małp w reży­se­rii Terry’ego Gil­lia­ma. Głów­ny boha­ter, John Cole (w tej roli Bru­ce Wil­lis), zosta­je wysła­ny z przy­szło­ści, w któ­rej zie­mię spu­sto­szył wirus, do lat 90. ubie­głe­go wie­ku, by dowie­dzieć się wię­cej o źró­dle epi­de­mii i zna­leźć anti­do­tum. Kie­dy Cole przy­by­wa do prze­szło­ści, prak­tycz­nie nie­moż­li­we oka­zu­je się prze­ko­na­nie kogo­kol­wiek, że napraw­dę jest on podróż­ni­kiem w cza­sie; każ­dy bie­rze go za cho­re­go psy­chicz­nie. Histo­rię tę moż­na jed­nak zin­ter­pre­to­wać zupeł­nie ina­czej. Akcja fil­mu roz­gry­wa się na dwóch pla­nach: w przy­szło­ści i w latach 90. Zgod­nie z hipo­te­zą podró­ży w cza­sie, oba pla­ny są rze­czy­wi­ste, zaś podró­że mię­dzy nimi są moż­li­we. Lecz według alter­na­tyw­nej hipo­te­zy tyl­ko to, co dzie­je się w latach 90. jest praw­dzi­we; wyda­rze­nia w przy­szło­ści to efekt uro­jeń Cole’a. Cier­pi on raczej na pewien rodzaj psy­cho­zy, przez co wie­rzy, iż podró­żu­je w cza­sie. Taka inter­pre­ta­cja jest praw­do­po­dob­na. Uro­je­nia Cole’a są mister­nie skon­stru­owa­ne i ude­rza­ją w tony apo­ka­lip­tycz­ne, szcze­rze wie­rzy on w praw­dzi­wość swych słów, mimo ich nie­praw­do­po­do­bień­stwa oraz sły­szy gło­sy (w jed­nej ze scen wyda­je mu się, że spi­ker w radiu zwra­ca się bez­po­śred­nio do nie­go). Wszyst­kie te obja­wy cechu­ją uro­je­nia psy­cho­tycz­ne. Taką inter­pre­ta­cję wspie­ra­ją rów­nież wska­zów­ki roz­sia­ne w fil­mie. Przy­naj­mniej jed­na postać – straż­nik – poja­wia się zarów­no w „przy­szło­ści”, jak i w latach 90. Ponad­to pew­ne aspek­ty przy­szło­ści mają swój pier­wo­wzór w latach 90. Na przy­kład apa­ra­tu­ra do prze­no­sze­nia się w cza­sie, któ­rej nie widzi­my aż do momen­tu pierw­szej podró­ży do prze­szło­ści, przy­po­mi­na ska­ner rezo­nan­su magne­tycz­ne­go, któ­ry Cole widzi w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym.

Dwa­na­ście małp sta­wia nas przed wybo­rem jed­nej z dwóch rów­nie dobrych na pierw­szy rzut oka histo­rii jed­ne­go czło­wie­ka: albo jest on podróż­ni­kiem w cza­sie, albo cier­pi na cho­ro­bę psy­chicz­ną. Oczy­wi­ście dopó­ki mówi­my o fil­mo­wej fabu­le, może­my zało­żyć ist­nie­nie podró­ży w cza­sie. Jeże­li jed­nak w praw­dzi­wym świe­cie mie­li­by­śmy do czy­nie­nia z oso­bą, któ­rej opo­wieść da się wyja­śnić na oba te spo­so­by, któ­ry z nich był­by lepiej uza­sad­nio­ny?

Prze­ło­żył Jacek Jaroc­ki


Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Skomentuj

Kliknij, aby skomentować

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy