Artykuł Epistemologia Wywiady

Istnienie jest własnością konkretnych bytów – Wywiad z Michaelem Nelsonem

[...] słowo „Superman” odnosi się do pewnego przedmiotu, aczkolwiek fikcyjnego. Jest to przedmiot abstrakcyjny, który istnieje, chociaż nie jest konkretnym człowiekiem z krwi i kości, choć fikcyjnie z krwi i kości jest. Tak więc zdanie to jest, ściśle rzecz biorąc, fałszywe (bo Superman jednak jakoś istnieje – jako przedmiot fikcyjny); wyraża jednak prawdziwy sąd, że Superman nie jest konkretnym bytem [...]

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 24–25. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Czym jest istnienie? Czy np. istnienie jest własnością bądź doskonałością?

Toczy się obec­nie deba­ta doty­czą­ca tego, czy ist­nie­nie jest zwykłą (fachowo określaną mianem włas­noś­ci pier­wszego rzę­du) cechą konkret­nych przed­miotów, taką samą, jak cecha bycia wysokim na 180 cen­tymetrów albo zna­j­dowa­nia się w Kali­fornii, albo posi­ada­nia zamiłowa­nia do filo­zofii, czy też jest ono włas­noś­cią wyższego rzę­du. Zwolen­ników tego drugiego rozwiąza­nia, pośród których moż­na znaleźć także wiel­kich filo­zofów, np. Kan­ta, Fregego czy Rus­sel­la, cza­sa­mi skła­nia do jego przyję­cia zagad­ka negaty­wnych zdań egzys­tenc­jal­nych, np. „Wyda­je się, że najwięk­sza licz­ba nie ist­nieje”.

Jeśli ist­nie­nie było­by zwycza­jną włas­noś­cią, taką jak bycie czer­wonym, wów­czas – tak jak zdanie typu „to jest czer­wone” jest prawdzi­we tylko wów­czas, gdy rzecz oznaczana przez słowo „to” jest czer­wona – musielibyśmy powiedzieć, że zdanie „Najwięk­sza licz­ba nie ist­nieje” jest prawdzi­we jedynie wów­czas, gdy byt oznac­zony za pomocą słów „najwięk­sza licz­ba”, posi­a­da włas­ność nieist­nienia. Prob­lem jed­nak w tym, że taki byt nie ist­nieje! Tak więc albo wpadamy w pułap­kę myśle­nia, że żadne z negaty­wnych zdań egzys­tenc­jal­nych nigdy nie głosi prawdy, albo ich prawdzi­wość wyma­ga uzna­nia dziedziny przed­miotów nieist­nieją­cych, do których z jed­nej strony się odwołu­je­my, jed­nocześnie głosząc, że nie ist­nieją.

Żadne z tych dwóch rozwiązań nie jest zad­owala­jące. Lep­iej zatem myśleć o ist­nie­niu nie jak o włas­noś­ci indy­wid­u­al­nych bytów, ale jak o włas­noś­ci pojęć. Mamy zatem jak­iś rodzaj poję­cia, poję­cia bycia najwięk­szą liczbą, ostat­nią w całej dziedzinie liczb. Nasz negaty­wny sąd egzys­tenc­jal­ny stwierdza jedynie tyle, że to poję­cie jest puste.

W prze­ci­wnym obozie, do którego i ja należę, ist­nie­nie jest uważane za włas­ność konkret­nych (jed­nos­tkowych) bytów, nie pojęć. Niek­tóre negaty­wne sądy egzys­tenc­jalne, takie jak ten dysku­towany przed chwilą, nie są prawdzi­wy­mi jed­nos­tkowy­mi sąda­mi egzys­tenc­jal­ny­mi. Ponieważ „najwięk­sza licz­ba” jest deskrypcją określoną,
ona jedynie opisu­je, jed­nocześnie nie odnosząc się do niczego. Może być jak najbardziej sen­sow­na: wyraża sąd, ale nie odnosi się, gdyż jej treść nie jest w istot­ny sposób pow­iązana z tym, co oznacza.

Prawdzi­we negaty­wne zda­nia egzys­tenc­jalne, takie jak „Super­man nie ist­nieje”, zaw­ier­a­jące słowa, które aut­en­ty­cznie się do czegoś odnoszą, są trak­towane w odmi­en­ny sposób. Wedle pewnego ważnego poglą­du, prezen­towanego przez Saula Krip­kego, słowo „Super­man” odnosi się do pewnego przed­mio­tu, aczkol­wiek fik­cyjnego. Jest to przed­miot abstrak­cyjny, który ist­nieje, cho­ci­aż nie jest konkret­nym człowiekiem z krwi i koś­ci, choć fik­cyjnie z krwi i koś­ci jest. Tak więc zdanie to jest, ściśle rzecz biorąc, fałszy­we (bo Super­man jed­nak jakoś ist­nieje – jako przed­miot fik­cyjny); wyraża jed­nak prawdzi­wy sąd, że Super­man nie jest konkret­nym bytem.

Dlaczego problematyka istnienia jest ważna?

Omówiłem już kwest­ię odniesienia do fik­cyjnych przed­miotów, różnicę między nazwa­mi włas­ny­mi a określony­mi deskrypc­ja­mi oraz kwest­ię tego, czy ist­nieje dziedz­i­na tego, co nieist­niejące. Wszys­tko przy okazji omówienia negaty­wnych sądów egzys­tenc­jal­nych. Jak zatem widać, ist­nie­nie wiąże się z wielo­ma istot­ny­mi kwes­t­i­a­mi. A jest ich więcej. Choć­by słyn­ny argu­ment onto­log­iczny Anzel­ma z Can­ten­bury za ist­nie­niem Boga, opar­ty na pewnym rozu­mie­niu natu­ry ist­nienia. Zgod­nie z tym argu­mentem nasze poję­cie Boga doty­czy bytu posi­ada­jącego wszys­tkie doskon­ałoś­ci, czy też bytu, pon­ad który niczego bardziej doskon­ałego (więk­szego) nie moż­na pomyśleć. Ist­nie­nie jest doskon­ałoś­cią. A więc byt ist­nieją­cy jest doskon­al­szy od tego, który nie ist­nieje. Zatem Bóg ist­nieje. Najbardziej znana odpowiedź na ten argu­ment, której zwolen­nikiem był Kant, pole­ga na zaprzecze­niu, że ist­nie­nie jest doskon­ałoś­cią. Oznacza to, że ist­nie­nie nie jest włas­noś­cią jed­nos­tkowych bytów.

Co istnieje?

Meinong uważał, że to, co ist­nieje, stanowi jedynie pewien właś­ci­wy podzbiór tego, co jest. Jego zdaniem ist­nie­nie jest włas­noś­cią przed­miotów, jed­nak dziedz­i­na przed­miotów jest znacznie więk­sza, niż mogło­by się nam zrazu wydawać. Obe­j­mu­je ona nie tylko par­tyku­larne przed­mio­ty, które napo­tykamy na co dzień, ale także przed­mio­ty tylko możli­we, a nawet przed­mio­ty sprzeczne. W dziedzinie rzeczy­wis­toś­ci zna­j­du­je się każdy przed­miot, jaki się da pomyśleć. Inni, łącznie ze mną, uważa­ją, że ist­nieje abso­lut­nie wszys­tko. Być to po pros­tu ist­nieć, zaś ist­nieć, mówiąc w duchu Quine’a, to być wartoś­cią pewnych zmi­en­nych. Oczy­wiś­cie, wielu, którym ta myśl przyszła do głowy, kładło potem nacisk na to, że ist­nie­nie nie jest zwykłą włas­noś­cią bytów jed­nos­tkowych, ale pewnego rodza­ju szczegól­ną włas­noś­cią. No, ale o tym już wspom­ni­ałem powyżej.

Czy można mówić o różnych sposobach istnienia?

Naprawdę uważam, że ist­nieją różne sposo­by ist­nienia (bycia), np. potenc­jal­ność jest for­mą ist­nienia odmi­en­ną od aktu­al­noś­ci (bycia zre­al­i­zowanym). Ist­nieją też różne kat­e­gorie bytów, z najważniejszym podzi­ałem na to, co konkretne i abstrak­cyjne. Kuszą­ca jest myśl, aby ten podzi­ał uznać za oznacza­ją­cy różnicę w sposo­bie ist­nienia.

Jak istnieją liczby lub dzieło sztuki?

To pytanie naw­iązu­je do tego, co powiedzi­ałem powyżej. Pośród wielu sposobów ist­nienia moż­na wyróżnić ist­nie­nie przed­miotów abstrak­cyjnych. Taki­mi są licz­by i dzieła sztu­ki. Licz­by są wręcz wzor­cowy­mi przykłada­mi takich przed­miotów. Wiążą się w pewien sposób z konkret­ny­mi obiek­ta­mi, na przykład licz­ba kotów na moim łóżku to dwa. Tak więc zachodzi pew­na odpowied­niość (kore­spon­denc­ja) między konkret­ną rzeczy­wis­toś­cią, kota­mi, które mieszka­ją ze mną, oraz liczbą. Jed­nak same licz­by nie posi­ada­ją cza­sowo-przestrzen­nej rzeczy­wis­toś­ci. Dzieła sztu­ki również są abstrak­cyjne, jed­nak ich rzeczy­wis­tość w więk­szym stop­niu pow­iązana jest z ist­nie­niem konkret­nych zdarzeń. Powieść jest czy­tana; utwór muzy­czny słuchany, zaś obraz bądź rzeź­ba oglą­dane. Relac­ja między tym, co w dziele sztu­ki abstrak­cyjne, a tym, co w nim konkretne to trud­ny i fas­cynu­ją­cy tem­at.

Czy można mylić się co do istnienia własnego „Ja”?

Słynne słowa Kartezjusza „myślę, więc jestem” (czyli ist­nieję) stanow­iły pier­wszą prawdę, co do której może­my być pewni. I sądzę, że Kartezjusz miał rację. „Ist­nieję” to kon­tyn­gent­na (czyli niekoniecz­na) praw­da log­icz­na; jej prawdzi­wość gwaran­tu­je sam fakt mojego jej pomyśle­nia. Może­my się mylić na wiele sposobów co do tego, kim lub czym albo jacy jesteśmy, ale zas­tanaw­ia­jąc się, czy ja naprawdę ist­nieję, czy jestem rzeczy­wisty, mamy log­iczną gwarancję, że tak jest.

Czy warto i należy popularyzować filozofię?

Abso­lut­nie tak!!! Filo­zofia jest dla każdego. Każdego z nas wpraw­ia­ją w zad­umę filo­zoficzne pyta­nia, gdy jesteśmy młodzi. Później wybi­ja nam się je z głowy, ale niek­tórzy nadal pozwala­ją sobie na filo­zo­fowanie, zaś wszyscy z nas wciąż gdzieś w głębi, pod warst­wą przyziem­nych myśli, które zapeł­ni­a­ją nasze głowy, zachowu­je­my zdol­ność do dzi­wienia się. Pop­u­lary­zowanie filo­zofii poma­ga nam wszys­tkim odkryć to, co utra­cil­iśmy wraz z dziecińst­wem, coś, co czyni nasze życie trochę bardziej wartym przeży­cia.

Tłu­maczył Artur Szut­ta


Michael Nel­son –  Pro­fe­sor filo­zofii na UC River­side. Zaj­mu­je się filo­zofią języ­ka, metafizyką oraz teorią dzi­ała­nia. Autor wielu tek­stów na tem­at ist­nienia, w tym hasła „ist­nie­nie” w Stan­fordzkiej Encyk­lo­pe­dii Filo­zofii. Pry­wat­nie – pasjonat sztuk wal­ki; dawniej brał udzi­ał w konkur­sach walk tajskiego bok­su; obec­nie trenu­je jiu-jit­su – ma brą­zowy pas.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Some rights reserves by Luc-Hen­ri Fage, CC0

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy