Artykuł Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Iwona Krupecka: Zwiewna zasłona obyczajów

Dzikie historie, w szacie czarnej komedii, zadają pytanie o podmiotowość. Co się bowiem dzieje z racjonalnym, samoświadomym „ja”, gdy zalewa je niekontrolowany wybuch emocji, tych najbardziej niszczących? Nie można oprzeć się wrażeniu, że odpowiedź na nie będzie brzmieć: rozpada się, ujawniając swój iluzoryczny charakter.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 4 (16), s. 46–48. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku


W aka­demickim dyskur­sie o człowieku emoc­je pojaw­ia­ją się z reguły w postaci obłaskaw­ionej: już to rozpisane na chemiczne reakc­je, już to wyjaśnione poprzez ujawnie­nie mech­a­nizmów ich pow­stawa­nia, podtrzymy­wa­nia i niknię­cia, już to zneu­tral­i­zowane poprzez myśle­nie o nich w kat­e­go­ri­ach ele­men­tu „wzbo­ga­ca­jącego” ludzkie życie, ewen­tu­al­nie wyzwa­nia, z którym należy się zmierzyć. Dzikie his­to­rie (2014), argen­tyńs­ki film w reży­serii Damiá­na Szifró­na, pokazu­je emoc­je bez osłon, jako siłę niszczącą i nagłą, jako wtargnię­cie ele­men­tu nieprzewidzianego i pozosta­jącego całkowicie poza ludzką kon­trolą. A w ten sposób zachę­ca do zada­nia fun­da­men­tal­nych pytań filo­zoficznych o kon­sty­tucję pod­miotowoś­ci – auto­nom­icznego i racjon­al­nego „ja”, refleksyjnie dys­tan­su­jącego się od świa­ta zewnętrznego i wewnętrznego swego życia, od norm i potocznych sądów – w świ­etle obec­nego w nas i wciąż tlącego się jądra irracjon­al­noś­ci.

Choć Dzikie his­to­rie są komedią – czarną komedią, osuwa­jącą się w groteskę – to ich odbiór nie jest łatwy. A to dlat­ego, że widz jest wrzu­cony w sytu­ację swois­tego kon­flik­tu norm: głębo­ka niez­god­ność przed­staw­ianych w filmie wydarzeń z naszy­mi przeko­na­ni­a­mi moral­ny­mi spraw­ia, że śmiech nabiera trans­gresy­wnej mocy i ­pozwala nam przepraw­ić się na drugą stronę tego, co uzna­je­my za oczy­wiste. Bo jakże się śmi­ać przy sce­nie rozbi­ja­nia samolo­tu pełnego ludzi, przy obrazach dźga­nia, pod­pala­nia, detonowa­nia bomb. Film jed­nak z założe­nia roz­gry­wa się właśnie w sferze zaw­ieszenia, gdy nie wiado­mo, jak zareagować, gdy rozu­miemy stras­zli­wy gniew bohaterów, gdy widz­imy, jak dążą do samozniszczenia, a jed­nak wiemy, że przekroczyli już lin­ię, zza której nie ma powro­tu. Bo Dzikie his­to­rie to sześć krót­kich his­to­ry­jek o tym, jak opa­da zasłona oby­cza­jów, racjon­al­noś­ci, „cywili­zowa­nia”, a naszym oczom ukazu­je się pod­miot w roz­padzie. W Dzi­kich his­to­ri­ach nie ma bohaterów trag­icznych, jakich znamy z innych opowieś­ci o zemś­cie, jak choć­by z Ham­le­ta – wszyscy wiedzeni są nagłym impulsem i wydani na past­wę sił, które ich prz­eras­ta­ją. Tam zaś, gdzie nie ma wyboru, tragedii również już nie ma. Pozosta­je tylko grotes­ka. Głównym motorem napę­dowym ich dzi­ała­nia jest gniew, który prze­jaw­ia się w żądzy zem­sty na byłej dziew­czynie, na opraw­cy czy na sys­temie. Absurd tych sytu­acji – gdy środ­ki są zde­cy­dowanie niepro­por­cjon­alne do celów – pod­kreśla jeszcze irracjon­al­ność dzi­ała­nia bohaterów. Czy raczej: qua­si-bohaterów, gdyż z pod­miotowoś­cią defin­iowaną poprzez autonomię – taką mianowicie, iż to sami bohaterowie pode­j­mowal­i­by decyz­je o włas­nych dzi­ała­ni­ach – nie mamy tu już do czynienia.

Kon­stru­u­jąc swoich bohaterów na ksz­tałt mar­i­onetek, całkowicie pochłonię­tych destruk­cyjnym sza­łem, Damián Szifrón wciska się klinem między tych, którzy uważa­ją, jak ety­cy cnót, iż możli­we jest wychowanie do moral­noś­ci i stworze­nie człowieka zdol­nego do zachowa­nia dys­tan­su wobec włas­nych emocji, jak i sytu­acjon­istów (takich jak Zim­bar­do), których poglądy w świ­etle fil­mu i tak wyda­ją się zbyt optymisty­czne. Struk­tu­ral­ną zasadą wszys­t­kich opowieś­ci z Dzi­kich his­torii jest dość proste odwróce­nie: to, co racjon­alne, okazu­je się cienką powierzch­nią, niezbęd­ną, by możli­we było jakiekol­wiek życie społeczne, lecz na tyle kruchą, iż wystar­czy drob­ny incy­dent, aby wszys­tkie zasady przes­tały obow­iązy­wać, a pod­miot pogrążył się w gniewie aż do roz­puszczenia się w nim. Inny­mi słowy, racjon­alne isto­ty sta­ją się całkowicie irracjon­alne, gdy tylko zde­jmie się z nich zwiewną zasłonę oby­cza­jów, stanow­iącą w isto­cie pozór racjon­al­noś­ci czy kul­tu­ry. Pytanie, jakie zada­ją Dzikie his­to­rie, było­by zatem następu­jące: czyżbyśmy byli jedynie dziki­mi bes­ti­a­mi, pokry­ty­mi co najwyżej nalotem społecznych i moral­nych zasad? Czy też może w pro­ce­sie soc­jal­iza­cji i akul­tur­acji na tyle moc­no przyswa­jamy sobie i czyn­imy te zasady włas­ny­mi, że sta­ją się dla nas nieuświadami­any­mi dyrek­ty­wa­mi dzi­ała­nia? Czy zatem „oby­czaj jest naszą drugą naturą”?

Dlaczego w obliczu Dzi­kich his­torii nawet teo­ria Phili­pa Zim­bar­da okazu­je się optymisty­cz­na? Ekspery­ment więzi­en­ny pokazał, iż w wyse­lekcjonowanej grupie osób pod wpły­wem sytu­acji, która generu­je napię­cie, zapew­nia bezkarność i zachę­ca do stosowa­nia prze­mo­cy, pewien odsetek „nor­mal­nych” osób do tej prze­mo­cy – nawet w postaci skra­jnej – się ucieknie. Zwycza­je stanow­ią zatem mech­a­nizm społeczny, który sprawdza się w tak zwanych „nor­mal­nych” sytu­ac­jach, ale w „nadzwycza­jnych” – na przykład w sytu­acji uzyska­nia poczu­cia władzy poprzez pod­porząd­kowanie się auto­ry­te­towi – ten ­mech­a­nizm się ­zaci­na i ukazu­je swo­je prawdzi­we oblicze. Okazu­je się mianowicie „przykry­wką” dla z grun­tu niesta­bil­nej ludzkiej natu­ry, tar­ganej emoc­ja­mi i namięt­noś­ci­a­mi, „przykry­w­ki”, która umożli­wia trwanie społecznoś­ci, dopó­ki nie wydarzy się nic nadzwycza­jnego.

Otóż w Dzi­kich his­to­ri­ach erupc­ja stras­zli­wych emocji wydarza się w samym środ­ku dnia, w pełni nor­mal­noś­ci; wydarza się „nor­mal­nym” ludziom – jed­nak bez pośred­nict­wa auto­ry­tetów, bez pośred­nict­wa zrozu­mi­ałych dla nauk społecznych mech­a­nizmów, które wtórnie pozwalały­by zracjon­al­i­zować dzi­ałanie bohaterów. W pewnym sen­sie film obnaża nie tylko fig­urę człowieka racjon­al­nego, ale też człowieka „udo­mowionego”, kul­tur­al­nego. Okazu­je się on mitem, który pole­ga na tym, iż niesta­bil­ne­mu pro­duk­towi struk­tu­ry społecznej przy­da­je się pozo­ry czegoś stałego, pod­miotowoś­ci jako takiej. Pozornie jesteśmy wol­ni i kieru­je­my się nor­ma­mi, pozornie stanow­imy jed­ność (trwamy w cza­sie jako samoświadome oso­by, pamię­ta­jące swo­ją przeszłość i pro­jek­tu­jące przyszłość), tak jest na poziomie świado­moś­ci. Jed­nakże wybuch emocji wydarza się nie­jako poza świado­moś­cią indy­wid­u­al­nego pod­mio­tu i poza jego kon­trolą w ten sposób, iż mroczny impuls prze­b­ie­ga przez pod­miot, jak­by ten był led­wie środ­kiem do real­iza­cji siły wyższej, podob­nej w swej irracjon­al­noś­ci do Schopen­hauerowskiej Woli. To oznacza, że będąc pon­a­dosobową, wsze­chog­a­r­ni­a­jącą pod­stawą bytu, osnową rzeczy­wis­toś­ci, Wola „wyko­rzys­tu­je” indy­wid­ua, przenika­jąc je na wskroś. Ostate­cznie, nawet to, co zda­je się brać wyłącznie z wol­nej decyzji pod­mio­tu, okazu­je się sterowane z zewnątrz, na nieświadomym poziomie. Wol­ność zni­ka. Żaden z bohaterów nie obmyśla zem­sty, nie pod­da­je rzeczy­wis­toś­ci racjon­al­nej anal­izie, nie pode­j­mu­je decyzji w sposób wol­ny, nawet gdy­by ta wol­ność miała uwzględ­ni­ać odd­zi­ały­wanie czyn­ni­ka emocjon­al­nego. Prze­ci­wnie, mamy tu do czynienia wyłącznie z zewnętrzny­mi impul­sa­mi (zewnętrzny­mi wobec świado­moś­ci), tak jak­by sfera emocji w ogóle w racjon­al­nym rachunku nie mogła zostać uwzględ­niona i rację miał ostate­cznie Kartezjusz, przestrze­ga­jąc nas przed tym, co poza polem uświadami­anych idei ma swo­je domini­um. Zły Demon, figu­ra nieświadomego, może spraw­iać – mówi Kartezjusz – że fałsz bierze­my za prawdę, a życie nasze sta­je się grą lus­ter i iluzji.

Moż­na by rzec, że świat Dzi­kich his­torii reduku­je się do dwóch płaszczyzn. Z jed­nej strony mamy mech­a­nizmy społeczne (oby­cza­je, normy moralne, zasady towarzyskie), które przek­sz­tał­ca­ją pod­miot w wykon­aw­cę pro­ce­dur społecznych (czy – jak powiedzi­ał­by zapewne Max Horkheimer – w for­malne cen­trum tych pro­ce­dur). Z drugiej strony – wszech­moc­ną, okrut­ną siłę, która wyko­rzys­tu­je pod­miot jako narzędzie samo­re­al­iza­cji. Zni­ka więc isto­ta ludz­ka w jej złożonoś­ci, z tym, co rozumne, i tym, co cielesne, z mozaiką racjon­al­nego i irracjon­al­nego.

Ja” okazu­je się iluzją. Jedyną rzeczy­wis­toś­cią pod­mio­tu jest zatem bycie „poza sobą” – a więc wyob­cow­anie.


Iwona Kru­pec­ka – Dok­tor filo­zofii, adi­unkt w Zakładzie His­torii Filo­zofii w IFSiD UG; zaj­mu­je się his­torią filo­zofii nowożyt­nej, ze szczegól­nym uwzględ­nie­niem filo­zofii hisz­pańskiej; autor­ka książ­ki Don Kichote w krainie filo­zofów (2012), tłu­macz­ka, m.in. Dys­puty w Val­ladol­id (1550/1551) (2014).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

 < Powrót do spisu treś­ci numeru

Fot: Kadr z fil­mu Dzikie his­to­rie


tytuł : Dzikie his­to­rie
reży­se­ria: Damián Szifrón
gatunek: Czarna kome­dia
czas trwa­nia: 2 godz. 2 min
pro­dukc­ja: Argen­ty­na, Hisz­pa­nia
pre­miera: 17 maja 2014 (świat)
sce­nar­iusz: Damián Szifrón

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy