Artykuł Filozofia kultury

Jacek Hołówka: Kultury gorsze i lepsze?

Czy kultury można oceniać i porównywać? Czy jest możliwy pomiędzy nimi autentyczny dialog dotyczący wartości? Czy fakt akceptowania nierównego traktowania kobiet w jednej kulturze może być w uzasadniony sposób oceniany przez członków kultury, w której uznawany jest ideał równości płci? Czy estetyczna wartość IX Symfonii Beethovena jest podobna, a może nieporównywalna do wartości utworu reggae?

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 15–17. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Kul­tu­ry bywa­ją pry­mi­tyw­ne i wyra­fi­no­wa­ne, ory­gi­nal­ne i wtór­ne, opre­syj­ne i libe­ral­ne, łagod­ne i okrut­ne. Co naj­waż­niej­sze, nie­któ­re są otwar­te, a inne zam­knięte. Ale o tym niżej. Antro­po­lo­gia kul­tu­ro­wa zgro­ma­dzi­ła wie­le mate­ria­łów do oce­ny roz­ma­itych kul­tur. Zuni, Dobu, Manu i Kwa­kiu­tle (Ruth Bene­dict i Erich Fromm) to nie tyl­ko róż­ne kul­tu­ry, ale kul­tu­ry lep­sze i gor­sze.

Kul­tu­ra Dobu pozwa­la roz­wi­nąć się jed­nost­kom w ludzi cie­ka­wych, pra­co­wi­tych, wza­jem­nie dla sie­bie przy­ja­znych i ufnych. Kwa­kiu­tle oszu­ku­ją się wza­jem­nie, cheł­pią się bez opa­mię­ta­nia, zastra­sza­ją i nie­na­wi­dzą. To praw­da, że ist­nie­ją szczę­śli­wi Kwa­kiu­tle i trze­ba ich zosta­wić w spo­ko­ju. Taka kul­tu­ra przy­po­mi­na jed­nak cho­ry zwią­zek maso­chi­sty z sady­stą. Lepiej się do nie­go nie mie­szać, póki żaden nie woła o pomoc. Mimo to war­to poma­gać ucie­ki­nie­rom z opre­syj­nych kul­tur, jeśli nie mogą w nich wytrzy­mać i jeśli chcą je zosta­wić za sobą razem z ich cho­ro­bli­wą skłon­no­ścią do opre­sji i obsku­ranc­twa.

Dialog z kulturą własną i cudzą

Z pew­no­ścią dia­log mie­dzy kul­tu­ra­mi, choć mało praw­do­po­dob­ny, jest moż­li­wy. Nie­mniej nie wol­no zapo­mi­nać, że naj­czę­ściej ludzie dys­ku­tu­ją noga­mi. Jeśli ktoś nie cier­pi kul­tu­ry, w któ­rej żyje, to sta­ra się ją opu­ścić. Oczy­wi­ście, jeśli nie ma pie­nię­dzy, pasz­por­tu, siły lub zdro­wia, to nie będzie pró­bo­wać. Albo rzu­ci się na morze, jak uchodź­cy z Syrii. Opre­sja kul­tu­ro­wa jest bowiem real­nym i praw­dzi­wym pro­ble­mem.

Czło­wiek zamknię­ty w obcej kul­tu­rze czu­je się jak w wię­zie­niu. Nawet jeśli jest to kul­tu­ra, w któ­rej się uro­dził. Moż­na się uro­dzić w obcej sobie kul­tu­rze. Taki azy­lant wśród współ­ziom­ków gorzk­nie­je, szu­ka kon­tak­tów z opo­zy­cją poli­tycz­ną, cza­sem sta­je się wywro­tow­cem lub ter­ro­ry­stą. On jed­nak wie naj­le­piej, dla­cze­go kul­tu­ra, w któ­rej żyje, jest dla nie­go nie do znie­sie­nia. Zatem przede wszyst­kim jego trze­ba pytać, co jest złe­go w tej kul­tu­rze i dla­cze­go nie daje się w niej wytrzy­mać.

Ta sytu­acja stwa­rza dosko­na­łą oka­zję do poważ­ne­go dia­lo­gu. Moż­na cał­kiem serio pytać chrze­ści­ja­ni­na, dla­cze­go mono­ga­micz­ne mał­żeń­stwo jest jedy­nym wła­ści­wym. Moż­na żądać od muzuł­ma­ni­na, by wyja­śnił, dla­cze­go boga­ty męż­czy­zna może mieć dwie lub trzy żony, a boga­ta kobie­ta nie może mieć kil­ku mężów. Zazwy­czaj chrze­ści­ja­nin powie, że trze­ba trzy­mać się tego, co posta­no­wił Bóg; a muzuł­ma­nin powie, że trze­ba trzy­mać się tego, co posta­no­wił Allah. I tu tkwi sed­no pro­ble­mu. Bóg i Allah nie potra­fią ze sobą roz­ma­wiać, podob­nie jak ksiądz i mufti. I wie­lu wyznaw­ców roz­ma­itych reli­gii bie­rze przy­kład ze swo­ich kapła­nów: też uda­ją, że nie potra­fią roz­ma­wiać.

Ale nie wszy­scy tak robią. Są śro­do­wi­ska ludzi dwu­kul­tu­ro­wych: Pola­cy w USA, Alzat­czy­cy i Basko­wie, sto lat temu men­no­ni­ci osie­dla­ją­cy się na tere­nie Pusz­czy Kam­pi­no­skiej itd. Są mał­żeń­stwa mie­sza­ne: Żyd z Pale­styn­ką, kato­lik z pra­wo­sław­ną, Afry­kań­czyk z Chin­ką itd. Ci ludzie czę­sto dobrze zna­ją dwie róż­ne kul­tu­ry i w obu czu­ją się rów­nie dobrze. Bo nie jest spe­cjal­nie trud­ne czuć się czło­wie­kiem dwóch kul­tur jed­no­cze­śnie. Choć nie zawsze taki mariaż jest moż­li­wy.

Tu poja­wia się naj­waż­niej­sze odróż­nie­nie. Ist­nie­ją kul­tu­ry otwar­te i zamknię­te. Te dru­gie nie pre­ten­du­ją do bez­stron­ne­go roz­wią­za­nia jakie­go­kol­wiek kon­flik­tu. Nie wie­rzą w ist­nie­nie bez­stron­nych ocen. Nie dostrze­ga­ją podo­bieństw mię­dzy ludź­mi róż­nych tra­dy­cji. Z góry potę­pia­ją wyznaw­ców innej kul­tu­ry i nie chcą ich zro­zu­mieć. Kul­tu­ra zamknię­ta a prio­ri przy­pi­su­je słusz­ność tyl­ko sobie w każ­dym spo­rze. I taka kul­tu­ra jest istot­nie nie­zdol­na do dia­lo­gu. Jej wyznaw­ców moż­na albo zosta­wić w spo­ko­ju, albo trze­ba ich zwal­czać, jeśli narzu­ca­ją nam swo­ją obec­ność i zaścian­ko­we poglą­dy.

Kultura – przedmiot uzasadnienia?

Czy moż­na zatem kwe­stio­no­wać pozy­cję spo­łecz­ną roz­ma­itych ludzi w obcych kul­tu­rach? Oczy­wi­ście, bo wszyst­ko moż­na kwe­stio­no­wać i zawsze wol­no żądać uza­sad­nie­nia. Poza kwe­stia­mi oczy­wi­sty­mi, taki­mi jak to, że 2+ 2 = 4. A pozy­cja spo­łecz­na nie jest nigdy kwe­stią oczy­wi­stą. Moż­na twier­dzić, że król szwedz­ki ma za mało upraw­nień lub – odwrot­nie – że ma ich za dużo. I nie ma nicze­go nie­sto­sow­ne­go lub nie­lo­gicz­ne­go w takim posta­wie­niu pro­ble­mu. Zatem zwo­len­nik nie­dy­skry­mi­no­wa­nia ludzi z uwa­gi na płeć ma peł­ne pra­wo powie­dzieć, że muzuł­man­ki są maso­wo prze­śla­do­wa­ne w swo­jej kul­tu­rze i spy­cha­ne do pod­rzęd­nej roli przez reli­gię
i tra­dy­cję.

To jesz­cze wca­le nie zna­czy, że wyni­ka z tego peł­ny ega­li­ta­ryzm. Wol­no ludzi trak­to­wać róż­nie, jeśli tyl­ko dobrze się uza­sad­ni, dla­cze­go zasłu­gu­ją na róż­ne trak­to­wa­nie. Dobry uczeń dosta­je lep­sze stop­nie. Szyb­szy pra­cow­nik zara­bia wię­cej pie­nię­dzy. Fascy­nu­ją­cy śpie­wak zdo­by­wa podziw i sła­wę. To nie jest dys­kry­mi­na­cja. Przy roz­wa­ża­niu zróż­ni­co­wań spo­łecz­nych trze­ba umieć odróż­nić to, co istot­ne, od tego, co nie­istot­ne. Jeśli dwo­je ludzi ma dziec­ko, to tyl­ko kobie­ta może kar­mić nie­mow­lę pier­sią, ale z butel­ki może kar­mić i mąż, i żona. Posia­da­nie pier­si róż­ni kobie­ty i męż­czyzn, w prze­ci­wień­stwie do zdol­no­ści posłu­gi­wa­nia się butel­ką. Jeśli ktoś twier­dzi ina­czej, to pozu­je na dur­nia. A z dur­nia­mi nie war­to roz­ma­wiać bez wzglę­du na to, do jakiej kul­tu­ry nale­żą.

Świętość tradycji

Pew­ną trud­ność rodzi nato­miast argu­ment, że pew­ne zróż­ni­co­wa­nia są świę­te, bo zosta­ły uświę­co­ne przez tra­dy­cję. Tu roz­sąd­ny czło­wiek potra­fi jed­nak doko­nać istot­nych odróż­nień. Trze­ba tyl­ko, by umiał dostrzec róż­ni­cę sen­su mię­dzy zwro­ta­mi a prio­ripri­ma facie. Tra­dy­cja ma racje pri­ma facie. Czy­li war­to się jej pod­dać, gdy nie mamy istot­nych argu­men­tów w spra­wie budzą­cej kon­tro­wer­sje. Nie ma jed­nak racji a prio­ri. Nic nie jest słusz­ne tyl­ko dla­te­go, że zosta­ło uświę­co­ne przez kul­tu­rę. W Anglii auta i pocią­gi jeż­dżą po lewej stro­nie. W Niem­czech auta i pocią­gi jadą po pra­wej stro­nie. We Fran­cji auta jadą po pra­wej, a pocią­gi po lewej. Gdzie jest naj­le­piej? To jest oczy­wi­ście cał­kiem puste pyta­nie, bo wszę­dzie jest rów­nie dobrze. Trze­ba się trzy­mać danej tra­dy­cji, bo każ­da z nich jest lep­sza niż bała­gan na dro­dze.

Pozor­nie coś podob­ne­go powsta­je w sytu­acji, gdy męż­czy­zna i kobie­ta idą razem po chod­ni­ku. Dziś to nie ma abso­lut­nie żad­ne­go zna­cze­nia, i dzię­ki Bogu. Ale gdy byłem mło­dym czło­wie­kiem, to na Żoli­bo­rzu obo­wią­zy­wa­ła zasa­da, że męż­czy­zna idzie z lewej stro­ny, kobie­ta z pra­wej. Robi­łem tak odru­cho­wo, bo spra­wa była bła­ha. Jed­na z moich zna­jo­mych, któ­ra hodo­wa­ła dal­ma­tyń­czy­ki, nauczy­ła je, że mają cho­dzić po jej lewej stro­nie. Chcia­ła mieć pra­wą rękę wol­ną do innych spraw. Lubi­ła ze mną cho­dzić na spa­ce­ry, bo mnie to nie spra­wia­ło kło­po­tów. Szli­śmy od lewej: pies, ona i ja. Inni męż­czyź­ni podob­no uni­ka­li z nią spa­ce­rów lub wda­wa­li się w rywa­li­za­cję z psem.

Tyle o świę­to­ści tra­dy­cji. A mimo to nadal uwa­żam, że pocią­gi i auta jeż­dżą po wła­ści­wych stro­nach w Anglii, Niem­czech i Fran­cji. Kto chce, niech mnie nazwie czło­wie­kiem nie­kon­se­kwent­nym. Ale będzie żało­wał, bo to będzie zna­czy­ło, że nale­ży do kul­tu­ry ludzi nie­ro­zu­mie­ją­cych, co się do nich mówi. W isto­cie w tym, co powie­dzia­łem, żad­nej nie­kon­se­kwen­cji nie ma. Moja przy­ja­ciół­ka mia­ła powód, by mnie trzy­mać po pra­wej. Niem­cy, Angli­cy i Fran­cu­zi nie mają powo­du, by inny spo­sób jeż­dże­nia niż przy­ję­ty w ich kra­ju uznać za lep­szy. Zatem dia­log jest nie­moż­li­wy nie mię­dzy kul­tu­ra­mi, tyl­ko wśród osób nale­żą­cych do kul­tu­ry osób, nie­ro­zu­mie­ją­cych, co się do nich mówi.

Beethoven czy Marley?

Wszyst­kie sym­fo­nie Beetho­ve­na, nie tyl­ko Dzie­wią­ta, są lep­sze od reg­gae. Bo reg­gae jest auto­ma­tycz­ne, nie­wy­bred­ne, puste, bez­dź­więcz­ne, pła­skie, powta­rza­ją­ce się, draż­nią­ce uszy, za gło­śne, otę­pia­ją­ce, takie samo na począt­ku, jak na koń­cu, bez­myśl­ne, nie­skom­po­no­wa­ne, sto­sow­ne jako kara dla czło­wie­ka wraż­li­we­go, nud­ne i bez związ­ku z muzy­ką. To jest głów­ny argu­ment. Dobry, ale wiem, że nie­per­swa­zyj­ny. Mam więc dru­gi. Kto woli reg­gae, niech słu­cha reg­gae. Uwa­żam, że zasłu­gu­je na to, co się z nim sta­nie, co dźwię­ki zro­bią z jego mózgiem, słu­chem, wyczu­ciem ryt­mu, upodo­ba­niem do sztu­ki i reflek­syj­no­ścią. Skoń­czy jako zom­bie. Świat będzie wte­dy cie­kaw­szy, bo lepiej upo­rząd­ko­wa­ny.


holowkaJacek Hołów­ka – Ur. w 1943 r. we Lwo­wie. Eme­ry­to­wa­ny pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go. Obec­nie pro­fe­sor filo­zo­fii w Peda­go­gium w War­sza­wie. Redak­tor „Prze­glą­du Filo­zo­ficz­ne­go”. Zaj­mu­je się filo­zo­fią ana­li­tycz­ną, moral­ną i poli­tycz­ną. Hob­by: ope­ra (sam nie śpie­wa), kolar­stwo ama­tor­skie (jeź­dzi).

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

9 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Kiep­ski arty­kuł.
    Po inte­re­su­ją­cym wpro­wa­dze­niu o kul­tu­rach Dobu itp., dosta­je­my stwier­dze­nie, że jed­na z nich jest lep­sza… bo bar­dziej przy­sta­je do war­to­ści wyzna­wa­nych w naszej kul­tu­rze (impli­ci­te).
    O porów­na­niu Beetho­ve­na do rege już napi­sa­no poni­żej. Choć uzna­ję wyż­szość tego pierw­sze­go, aka­pit uwa­żam za zupeł­nie fatal­ny, lepiej było napi­sać “kto słu­cha rege ten rucha kole­gę”, było­by kró­cej, zabaw­niej i na podob­nym pozio­mie.

  • Sza­now­ny Panie Hołów­ka,
    dzię­ku­ję za kil­ka impul­sów tek­ście.
    Jed­no­cze­śnie – i abs­tra­hu­jąc od bra­ku kon­se­kwen­cji w odnie­sie­niu do Anglii oraz Nie­miec i Fran­cji w jed­nej linii, któ­re to posłu­gu­ją się inny­mi zasa­da­mi ruchu, oraz oce­ny wobec poten­cjal­ne­go czy­tel­ni — war­to było­by roz­po­cząć wywo­dy od jasne­go okre­śle­nia defin­cji kul­tu­ry, do jakiej się Pan odno­si. Jej brak, a miej­sca­mi reduk­cja kul­tu­ry na przy­na­leż­ność naro­do­wą, w innym miej­cu reli­gij­ną czy­ni ów tekst jedy­nie zapro­sze­niem do reflek­sji, bez ram kul­tu­ro­znaw­czych nie­ste­ty.

  • to że 2X2=4 jest też umow­ne, bo zale­ży w jakim sys­te­mie liczymy.Ilość ele­men­tów taka sama a nazwa i sym­bol inny.

  • Ostat­ni aka­pit brzmi jak emo­cjo­nal­ny beł­kot. Coś takie­go to jak ude­rze­nie w twarz czy­tel­ni­ka, któ­ry liczył na pro­fe­sjo­nal­ne podej­ście do tema­tu.

      • I jest w tym słusz­no­ści, jed­nak oba­wiam się, że z cza­sem trze­ba będzie się nad tym zasta­no­wić. Pro­mo­wa­nie filo­zo­fii taki­mi aka­pi­ta­mi prę­dzej skoń­czy się jej odrzu­ce­niem przez poten­cjal­nych zain­te­re­so­wa­nych przed­mio­tem. Albo wypusz­cza­my wszyst­ko, bo każ­dy pisze na wła­sną odpo­wie­dzial­ność, albo dba­my o to, by czy­tel­nik nie pomy­ślał, że ma do czy­nie­nia z zamknię­ty­mi na jego świat (taki zwy­kły, sza­ry, zanu­rzo­ny w popkul­tu­rze) mądra­la­mi. Nie­ste­ty, tak to moż­na ode­brać.

        • Cóż, gene­ral­nie przy­zna­ję Pani rację. Też mi się nie podo­ba­ją nie­któ­re zwro­ty. Ja bym tak nie napi­sał nawet wów­czas, gdy­bym wca­le nie cenił tego, o czym pisze. Wiem też, że nie był to zabieg przy­spa­rza­ją­cy nam czy­tel­ni­ków. Mimo to nie zde­cy­do­wa­li­śmy się ocen­zu­ro­wać. Sko­ro zamó­wi­li­śmy u Auto­ra tekst, musi­my mu pozwo­lić się wypo­wie­dzieć i zaufać, że pisząc w ten spo­sób, miał jakiś zamysł. Oso­bi­ście — jak wspo­mnia­łem — podzie­lam Pani opi­nię.

          • Szcze­rze mówiąc nie spo­dzie­wa­łem się takie­go ruchu ze stro­ny pro­fe­so­ra filo­zo­fii. Jed­na rzecz któ­ra szcze­gól­nie mnie razi: Pan Hołów­ka dia­gno­zu­je pro­blem “bra­ku dia­lo­gu” pomię­dzy kul­tu­ra­mi. Zasta­na­wia mnie to, że w przy­pad­ku podzia­łu muzy­ki na roz­ryw­ko­wą (nie­wdzięcz­ne okre­śle­nie ale ogól­nie przy­ję­te) i kla­sycz­ną mamy do czy­nie­nia już z jakimś podzia­łem kul­tur. Wte­dy Autor w ostat­nim aka­pi­cie przyj­mu­je posta­wę, któ­rą wcze­śniej kry­ty­ku­je. Czy świa­do­mie?
            Dru­ga rzecz — ostat­ni aka­pit nie zawie­ra żad­nych argu­men­tów. Nie jestem znaw­cą filo­zo­fii, ale wyda­je mi się, że czło­wiek zaj­mu­ją­cy się nią powi­nien być w sta­nie sfor­mu­ło­wać argu­ment…
            Tekst mi się nie podo­ba, jego obec­ność tutaj tak. Roz­bu­dza emo­cje 😉

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy