Artykuł Filozofia kultury

Jacek Hołówka: Kultury gorsze i lepsze?

Czy kultury można oceniać i porównywać? Czy jest możliwy pomiędzy nimi autentyczny dialog dotyczący wartości? Czy fakt akceptowania nierównego traktowania kobiet w jednej kulturze może być w uzasadniony sposób oceniany przez członków kultury, w której uznawany jest ideał równości płci? Czy estetyczna wartość IX Symfonii Beethovena jest podobna, a może nieporównywalna do wartości utworu reggae?

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 15–17. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Kul­tu­ry bywa­ją prymi­ty­wne i wyrafi­nowane, ory­gi­nalne i wtórne, opresyjne i lib­er­alne, łagodne i okrutne. Co najważniejsze, niek­tóre są otwarte, a inne zam­knięte. Ale o tym niżej. Antropolo­gia kul­tur­owa zgro­madz­iła wiele mate­ri­ałów do oce­ny roz­maitych kul­tur. Zuni, Dobu, Manu i Kwak­i­ut­le (Ruth Bene­dict i Erich Fromm) to nie tylko różne kul­tu­ry, ale kul­tu­ry lep­sze i gorsze.

Kul­tura Dobu pozwala rozwinąć się jed­nos­tkom w ludzi ciekawych, pra­cow­itych, wza­jem­nie dla siebie przy­jaznych i ufnych. Kwak­i­ut­le oszuku­ją się wza­jem­nie, chełpią się bez opamię­ta­nia, zas­trasza­ją i nien­aw­idzą. To praw­da, że ist­nieją szczęśli­wi Kwak­i­ut­le i trze­ba ich zostaw­ić w spoko­ju. Taka kul­tura przy­pom­i­na jed­nak chory związek masochisty z sadys­tą. Lep­iej się do niego nie mieszać, póki żaden nie woła o pomoc. Mimo to warto poma­gać uciekinierom z opresyjnych kul­tur, jeśli nie mogą w nich wytrzy­mać i jeśli chcą je zostaw­ić za sobą razem z ich chorob­li­wą skłon­noś­cią do opresji i obsku­ranct­wa.

Dialog z kulturą własną i cudzą

Z pewnoś­cią dia­log miedzy kul­tur­a­mi, choć mało praw­dopodob­ny, jest możli­wy. Niem­niej nie wol­no zapom­i­nać, że najczęś­ciej ludzie dysku­tu­ją noga­mi. Jeśli ktoś nie cier­pi kul­tu­ry, w której żyje, to stara się ją opuś­cić. Oczy­wiś­cie, jeśli nie ma pieniędzy, pasz­por­tu, siły lub zdrowia, to nie będzie próbować. Albo rzu­ci się na morze, jak uchodź­cy z Syrii. Opres­ja kul­tur­owa jest bowiem real­nym i prawdzi­wym prob­le­mem.

Człowiek zamknię­ty w obcej kul­turze czu­je się jak w więzie­niu. Nawet jeśli jest to kul­tura, w której się urodz­ił. Moż­na się urodz­ić w obcej sobie kul­turze. Taki azy­lant wśród współziomków gorzknieje, szu­ka kon­tak­tów z opozy­cją poli­ty­czną, cza­sem sta­je się wywro­tow­cem lub ter­ro­rys­tą. On jed­nak wie najlepiej, dlaczego kul­tura, w której żyje, jest dla niego nie do zniesienia. Zatem przede wszys­tkim jego trze­ba pytać, co jest złego w tej kul­turze i dlaczego nie daje się w niej wytrzy­mać.

Ta sytu­ac­ja stwarza doskon­ałą okazję do poważnego dia­logu. Moż­na całkiem serio pytać chrześ­ci­jan­i­na, dlaczego monogam­iczne małżeńst­wo jest jedynym właś­ci­wym. Moż­na żądać od muzuł­man­i­na, by wyjaśnił, dlaczego bogaty mężczyz­na może mieć dwie lub trzy żony, a boga­ta kobi­eta nie może mieć kilku mężów. Zazwyczaj chrześ­ci­janin powie, że trze­ba trzy­mać się tego, co postanow­ił Bóg; a muzuł­manin powie, że trze­ba trzy­mać się tego, co postanow­ił Allah. I tu tkwi sed­no prob­le­mu. Bóg i Allah nie potrafią ze sobą roz­maw­iać, podob­nie jak ksiądz i mufti. I wielu wyz­naw­ców roz­maitych religii bierze przykład ze swoich kapłanów: też uda­ją, że nie potrafią roz­maw­iać.

Ale nie wszyscy tak robią. Są środowiska ludzi dwukul­tur­owych: Pola­cy w USA, Alzatczy­cy i Baskowie, sto lat temu men­non­i­ci osied­la­ją­cy się na tere­nie Puszczy Kampinoskiej itd. Są małżeńst­wa mieszane: Żyd z Palestynką, kato­lik z pra­wosławną, Afrykańczyk z Chinką itd. Ci ludzie częs­to dobrze zna­ją dwie różne kul­tu­ry i w obu czu­ją się równie dobrze. Bo nie jest spec­jal­nie trudne czuć się człowiekiem dwóch kul­tur jed­nocześnie. Choć nie zawsze taki mari­aż jest możli­wy.

Tu pojaw­ia się najważniejsze odróżnie­nie. Ist­nieją kul­tu­ry otwarte i zamknięte. Te drugie nie pre­tendu­ją do bezstron­nego rozwiąza­nia jakiegokol­wiek kon­flik­tu. Nie wierzą w ist­nie­nie bezstron­nych ocen. Nie dostrze­ga­ją podobieństw między ludź­mi różnych trady­cji. Z góry potępi­a­ją wyz­naw­ców innej kul­tu­ry i nie chcą ich zrozu­mieć. Kul­tura zamknię­ta a pri­ori przyp­isu­je słuszność tylko sobie w każdym sporze. I taka kul­tura jest istot­nie niez­dol­na do dia­logu. Jej wyz­naw­ców moż­na albo zostaw­ić w spoko­ju, albo trze­ba ich zwal­czać, jeśli narzu­ca­ją nam swo­ją obec­ność i zaś­ciankowe poglądy.

Kultura – przedmiot uzasadnienia?

Czy moż­na zatem kwes­t­ionować pozy­cję społeczną roz­maitych ludzi w obcych kul­tur­ach? Oczy­wiś­cie, bo wszys­tko moż­na kwes­t­ionować i zawsze wol­no żądać uza­sad­nienia. Poza kwes­t­i­a­mi oczy­wisty­mi, taki­mi jak to, że 2+ 2 = 4. A pozy­c­ja społecz­na nie jest nigdy kwest­ią oczy­wistą. Moż­na twierdz­ić, że król szwedz­ki ma za mało uprawnień lub – odwrot­nie – że ma ich za dużo. I nie ma niczego niestosownego lub niel­og­icznego w takim postaw­ie­niu prob­le­mu. Zatem zwolen­nik niedyskrymi­nowa­nia ludzi z uwa­gi na płeć ma pełne pra­wo powiedzieć, że muzuł­man­ki są masowo prześlad­owane w swo­jej kul­turze i spy­chane do podrzęd­nej roli przez religię
i trady­cję.

To jeszcze wcale nie znaczy, że wyni­ka z tego pełny egal­i­taryzm. Wol­no ludzi trak­tować różnie, jeśli tylko dobrze się uza­sad­ni, dlaczego zasługu­ją na różne trak­towanie. Dobry uczeń dosta­je lep­sze stop­nie. Szyb­szy pra­cown­ik zara­bia więcej pieniędzy. Fas­cynu­ją­cy śpiewak zdoby­wa podziw i sławę. To nie jest dyskrymi­nac­ja. Przy rozważa­niu zróżni­cow­ań społecznych trze­ba umieć odróżnić to, co istotne, od tego, co nieis­totne. Jeśli dwo­je ludzi ma dziecko, to tylko kobi­eta może karmić niemowlę pier­sią, ale z butel­ki może karmić i mąż, i żona. Posi­adanie pier­si różni kobi­ety i mężczyzn, w prze­ci­wieńst­wie do zdol­noś­ci posługi­wa­nia się butelką. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to pozu­je na dur­nia. A z dur­ni­a­mi nie warto roz­maw­iać bez wzglę­du na to, do jakiej kul­tu­ry należą.

Świętość tradycji

Pewną trud­ność rodzi nato­mi­ast argu­ment, że pewne zróżni­cow­a­nia są święte, bo zostały uświę­cone przez trady­cję. Tu rozsąd­ny człowiek potrafi jed­nak dokon­ać istot­nych odróżnień. Trze­ba tylko, by umi­ał dostrzec różnicę sen­su między zwro­ta­mi a pri­oripri­ma facie. Trady­c­ja ma rac­je pri­ma facie. Czyli warto się jej pod­dać, gdy nie mamy istot­nych argu­men­tów w spraw­ie budzącej kon­trow­er­sje. Nie ma jed­nak racji a pri­ori. Nic nie jest słuszne tylko dlat­ego, że zostało uświę­cone przez kul­turę. W Anglii auta i pocią­gi jeżdżą po lewej stron­ie. W Niem­czech auta i pocią­gi jadą po prawej stron­ie. We Francji auta jadą po prawej, a pocią­gi po lewej. Gdzie jest najlepiej? To jest oczy­wiś­cie całkiem puste pytanie, bo wszędzie jest równie dobrze. Trze­ba się trzy­mać danej trady­cji, bo każ­da z nich jest lep­sza niż bała­gan na drodze.

Pozornie coś podob­ne­go pow­sta­je w sytu­acji, gdy mężczyz­na i kobi­eta idą razem po chod­niku. Dziś to nie ma abso­lut­nie żad­nego znaczenia, i dzię­ki Bogu. Ale gdy byłem młodym człowiekiem, to na Żoli­borzu obow­iązy­wała zasa­da, że mężczyz­na idzie z lewej strony, kobi­eta z prawej. Robiłem tak odru­chowo, bo sprawa była bła­ha. Jed­na z moich zna­jomych, która hodowała dal­matyńczy­ki, nauczyła je, że mają chodz­ić po jej lewej stron­ie. Chci­ała mieć prawą rękę wol­ną do innych spraw. Lubiła ze mną chodz­ić na spac­ery, bo mnie to nie spraw­iało kłopotów. Szliśmy od lewej: pies, ona i ja. Inni mężczyźni podob­no unikali z nią spac­erów lub wdawali się w rywal­iza­cję z psem.

Tyle o świę­toś­ci trady­cji. A mimo to nadal uważam, że pocią­gi i auta jeżdżą po właś­ci­wych stronach w Anglii, Niem­czech i Francji. Kto chce, niech mnie nazwie człowiekiem niekon­sek­went­nym. Ale będzie żałował, bo to będzie znaczyło, że należy do kul­tu­ry ludzi nierozu­mieją­cych, co się do nich mówi. W isto­cie w tym, co powiedzi­ałem, żad­nej niekon­sek­wencji nie ma. Moja przy­jaciół­ka miała powód, by mnie trzy­mać po prawej. Niem­cy, Angl­i­cy i Fran­cuzi nie mają powodu, by inny sposób jeżdże­nia niż przyję­ty w ich kra­ju uznać za lep­szy. Zatem dia­log jest niemożli­wy nie między kul­tur­a­mi, tylko wśród osób należą­cych do kul­tu­ry osób, nierozu­mieją­cych, co się do nich mówi.

Beethoven czy Marley?

Wszys­tkie sym­fonie Beethove­na, nie tylko Dziewią­ta, są lep­sze od reg­gae. Bo reg­gae jest automaty­czne, niewybredne, puste, bezdźwięczne, płask­ie, pow­tarza­jące się, drażniące uszy, za głośne, otępi­a­jące, takie samo na początku, jak na końcu, bezmyślne, nieskom­ponowane, stosowne jako kara dla człowieka wrażli­wego, nudne i bez związku z muzyką. To jest główny argu­ment. Dobry, ale wiem, że nieper­swazyjny. Mam więc dru­gi. Kto woli reg­gae, niech słucha reg­gae. Uważam, że zasługu­je na to, co się z nim stanie, co dźwię­ki zro­bią z jego mózgiem, słuchem, wyczu­ciem ryt­mu, upodoban­iem do sztu­ki i refleksyjnoś­cią. Skończy jako zom­bie. Świat będzie wtedy ciekawszy, bo lep­iej uporząd­kowany.


holowkaJacek Hołówka – Ur. w 1943 r. we Lwowie. Emery­towany pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu Warsza­wskiego. Obec­nie pro­fe­sor filo­zofii w Ped­a­gogium w Warsza­w­ie. Redak­tor „Przeglą­du Filo­zoficznego”. Zaj­mu­je się filo­zofią anal­i­ty­czną, moral­ną i poli­ty­czną. Hob­by: opera (sam nie śpiewa), kolarst­wo ama­torskie (jeździ).

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

9 komentarzy

Kliknij, aby skomentować

  • Kiep­s­ki artykuł.
    Po intere­su­ją­cym wprowadze­niu o kul­tur­ach Dobu itp., dosta­je­my stwierdze­nie, że jed­na z nich jest lep­sza… bo bardziej przys­ta­je do wartoś­ci wyz­nawanych w naszej kul­turze (implicite).
    O porów­na­niu Beethove­na do rege już napisano poniżej. Choć uzna­ję wyżs­zość tego pier­wszego, akapit uważam za zupełnie fatal­ny, lep­iej było napisać “kto słucha rege ten rucha kolegę”, było­by krócej, zabawniej i na podob­nym poziomie.

  • Szanowny Panie Hołówka,
    dzięku­ję za kil­ka impul­sów tekś­cie.
    Jed­nocześnie – i abstrahu­jąc od braku kon­sek­wencji w odniesie­niu do Anglii oraz Niemiec i Francji w jed­nej linii, które to posługu­ją się inny­mi zasada­mi ruchu, oraz oce­ny wobec potenc­jal­nego czytel­ni — warto było­by rozpocząć wywody od jas­nego określe­nia defincji kul­tu­ry, do jakiej się Pan odnosi. Jej brak, a miejs­ca­mi redukc­ja kul­tu­ry na przy­należność nar­o­dową, w innym miejcu religi­jną czyni ów tekst jedynie zaprosze­niem do reflek­sji, bez ram kul­tur­oz­naw­czych nieste­ty.

  • to że 2X2=4 jest też umowne, bo zależy w jakim sys­temie liczymy.Ilość ele­men­tów taka sama a nazwa i sym­bol inny.

  • Ostat­ni akapit brz­mi jak emocjon­al­ny bełkot. Coś takiego to jak uderze­nie w twarz czytel­ni­ka, który liczył na pro­fesjon­alne pode­jś­cie do tem­atu.

      • I jest w tym słusznoś­ci, jed­nak obaw­iam się, że z cza­sem trze­ba będzie się nad tym zas­tanow­ić. Pro­mowanie filo­zofii taki­mi akapi­ta­mi prędzej skończy się jej odrzuce­niem przez potenc­jal­nych zain­tere­sowanych przed­miotem. Albo wypuszcza­my wszys­tko, bo każdy pisze na włas­ną odpowiedzial­ność, albo dbamy o to, by czytel­nik nie pomyślał, że ma do czynienia z zamknię­ty­mi na jego świat (taki zwykły, szary, zanur­zony w pop­kul­turze) mądrala­mi. Nieste­ty, tak to moż­na ode­brać.

        • Cóż, gen­er­al­nie przyz­na­ję Pani rację. Też mi się nie podoba­ją niek­tóre zwroty. Ja bym tak nie napisał nawet wów­czas, gdy­bym wcale nie cenił tego, o czym pisze. Wiem też, że nie był to zabieg przys­parza­ją­cy nam czytel­ników. Mimo to nie zde­cy­dowal­iśmy się ocen­zurować. Sko­ro zamówiliśmy u Auto­ra tekst, musimy mu poz­wolić się wypowiedzieć i zau­fać, że pisząc w ten sposób, miał jak­iś zamysł. Oso­biś­cie — jak wspom­ni­ałem — podzielam Pani opinię.

          • Szcz­erze mówiąc nie spodziewałem się takiego ruchu ze strony pro­fe­so­ra filo­zofii. Jed­na rzecz która szczegól­nie mnie razi: Pan Hołówka diag­nozu­je prob­lem “braku dia­logu” pomiędzy kul­tur­a­mi. Zas­tanaw­ia mnie to, że w przy­pad­ku podzi­ału muzy­ki na rozry­wkową (niewdz­ięczne określe­nie ale ogól­nie przyjęte) i klasy­czną mamy do czynienia już z jakimś podzi­ałem kul­tur. Wtedy Autor w ostat­nim akapicie przyj­mu­je postawę, którą wcześniej kry­tyku­je. Czy świadomie?
            Dru­ga rzecz — ostat­ni akapit nie zaw­iera żad­nych argu­men­tów. Nie jestem znaw­cą filo­zofii, ale wyda­je mi się, że człowiek zaj­mu­ją­cy się nią powinien być w stanie sfor­mułować argu­ment…
            Tekst mi się nie podo­ba, jego obec­ność tutaj tak. Rozbudza emoc­je 😉

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy