Artykuł Epistemologia

Jacek Jarocki: #2. Od świata, który widzę, do świata, w który wątpię

Zgodnie z wnioskiem dotychczasowych rozważań nasze poznanie świata nie jest jedynie bierną percepcją, lecz aktywnym współtworzeniem. Choć stanowisko to zdaje się wynikać z twierdzeń nauki, a po namyśle jest zgodne z intuicją, prowadzi ono do konsekwencji, których zarówno zwykły człowiek, jak i naukowiec wolałby z pewnością uniknąć.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 38–40. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF. Sta­no­wi on dru­gą czę­ść tek­stu, któ­ry uka­zał się w naszym ser­wi­sie.


Przed­mio­ty w świe­cie to pozba­wio­ne sma­ku, zapa­chu i inny­ch cech zmy­sło­wy­ch brył­ki mate­rii, któ­ra na naj­niż­szym pozio­mie jest chmu­rą gotu­ją­cy­ch się czą­stek. To, w jaki spo­sób odbie­ra­my świat, jest kwe­stią inter­pre­ta­cji nasze­go umy­słu, któ­ry fale jed­nej dłu­go­ści prze­kształ­ca na wra­że­nie kolo­ru czer­wo­ne­go, a inne na głos śpie­wa­ka ope­ro­we­go lub wybu­ch gra­na­tu.

Takie uję­cie rze­czy­wi­sto­ści sta­no­wi punkt wyj­ścia dla teo­rii epi­ste­mo­lo­gicz­nej, zwa­nej reali­zmem pośred­nim, w któ­rej nasze pozna­nie jest rela­cją skła­da­ją­cą się z trzech czło­nów: obiek­tyw­ne­go świa­ta opi­sy­wa­ne­go przez fizy­kę, subiek­tyw­ne­go świa­ta nasze­go umy­słu oraz idei lub – by użyć bar­dziej współ­cze­snej ter­mi­no­lo­gii – dany­ch zmy­sło­wy­ch, któ­re pośred­ni­czą w tym połą­cze­niu, czy­li są subiek­tyw­ną inter­pre­ta­cją obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści. Oto przy­kład z wyko­rzy­sta­niem widzia­nej pod kątem mone­ty: okrą­gła mone­ta to obiekt w fizycz­nym świe­cie, widze­nie mone­ty to stan nasze­go umy­słu, zaś dana zmy­sło­wa to elip­tycz­ny, żół­ty kształt, pocho­dzą­cy od przed­mio­tu (lub: prze­zeń wywo­ły­wa­ny) i inter­pre­to­wa­ny przez nasz umy­sł jako mone­ta.

Wirujące płatki śniegu i bezkształtne kolory

Na razie taki obraz wyda­je się cał­kiem prze­ko­nu­ją­cy. Nie­ste­ty, oka­zu­je się, że natra­fia on na dwa zasad­ni­cze pro­ble­my. Pierw­szy z nich ma swój począ­tek w kon­cep­cji Joh­na Locke’a, któ­ry w filo­zo­fii nowo­żyt­nej zapro­po­no­wał ów sche­mat z inten­cją, aby wszel­kie wra­że­nia zmy­sło­we, nazy­wa­ne prze­zeń wła­sno­ścia­mi wtór­ny­mi, prze­nie­ść ze świa­ta do umy­słu obser­wa­to­ra. W jego zamy­śle do rze­czy bez­względ­nie przy­na­le­żą tyl­ko tzw. wła­sno­ści pier­wot­ne, któ­re postrze­ga­ne są przez wie­le zmy­słów – w ich poczet zali­czyć moż­na na przy­kład kształt czy ruch. A zatem choć mone­ta, któ­rą widzę, nie jest żół­ta, to – zda­niem Locke’a – z pew­no­ścią jest ona okrą­gła albo wła­śnie spa­da ze sto­łu.

Takie rozu­mo­wa­nie wyda­wa­ło się cał­ko­wi­cie błęd­ne inne­mu bry­tyj­skie­mu filo­zo­fo­wi, bisku­po­wi George’owi Ber­ke­ley­owi, któ­ry sta­no­wi­sko Locke’a pod­dał grun­tow­nej kry­ty­ce. Jego zda­niem nie spo­sób oddzie­lić od sie­bie wła­sno­ści pier­wot­ny­ch i wtór­ny­ch. Głów­na zale­ta tego podzia­łu pole­gać mia­ła na tym, że pozwa­lał on wyróż­nić cechy sta­łe, któ­re przy­na­le­żą do przed­mio­tu, i cechy zmien­ne, czy­li inter­pre­ta­cje pod­mio­tu. Ber­ke­ley uwa­żał jed­nak, że wła­sno­ści pier­wot­ne wca­le nie są nie­zmien­ne. Weź­my na przy­kład wspo­mnia­ny wcze­śniej ruch – jego pręd­ko­ść czy kie­ru­nek zależ­ne są od obser­wa­to­ra. Podob­nie jest z kształ­tem, co dobrze odda­je przy­kład płat­ka śnie­gu, któ­re­go kształt dia­me­tral­nie zmie­nia się w zależ­no­ści od tego, czy patrzy­my na nie­go przez mikro­skop, czy nie­uzbro­jo­nym okiem. A jako że nie ma żad­ne­go powo­du, aby uznać, iż świat jest taki, jakim widzi­my go gołym okiem, a nie przez mikro­skop, nie moż­na obro­nić twier­dze­nia, że wła­sno­ści pier­wot­ne istot­nie są obiek­tyw­ne.

Jest jesz­cze jeden powód kry­ty­ki podzia­łu na wła­sno­ści pier­wot­ne i wtór­ne. Otóż choć wyda­je się nam, że potra­fi­my prze­pro­wa­dzić owo roz­róż­nie­nie w myśla­ch, być może cał­ko­wi­cie się myli­my. Bo czy napraw­dę może­my pojąć kształt, pomi­ja­jąc bar­wę tego, co ten kształt posia­da? Albo czy mogli­by­śmy mówić o ruchu, nie doświad­cza­jąc go żad­nym z naszy­ch pod­sta­wo­wy­ch zmy­słów? Jako że odpo­wie­dź na te pyta­nia musi być prze­czą­ca, dla Ber­ke­leya wnio­sek jest oczy­wi­sty: wła­sno­ści wtór­ne nie róż­nią się od wła­sno­ści pier­wot­ny­ch. Mówiąc w skró­cie – wszyst­ko to, co postrze­ga­my, to wła­sno­ści wtór­ne, a więc umy­sło­we inter­pre­ta­cje tego, co ist­nie­je w świe­cie.

Sygnalizatory i piłki pingpongowe

Tym samym poja­wia się kolej­na, lecz znacz­nie więk­sza trud­no­ść zwią­za­na z reali­zmem pośred­nim. Oka­zu­je się bowiem, że jedy­ne, co znam i co do cze­go mogę mieć pew­no­ść, to dane pocho­dzą­ce z moich zmy­słów. Dla przy­kła­du: nie mogę powie­dzieć, że w tym momen­cie widzę kom­pu­ter lub jego kla­wia­tu­rę – mogę co naj­wy­żej stwier­dzić, że spo­strze­gam bia­łą pla­mę z czar­ny­mi lite­ra­mi oraz czu­ję twar­do­ść pod pal­ca­mi. Wra­że­nia te są pośred­ni­ka­mi tego, o czym wnio­sku­ję, że jest kom­pu­te­rem. Zatem każ­de twier­dze­nie o świe­cie jest – zgod­nie z nazwą reali­zmu pośred­nie­go – zapo­śred­ni­czo­ne przez wra­że­nia, na pod­sta­wie któ­ry­ch wywo­dzę, jaki ten świat jest.

Głów­ny kło­pot takie­go mode­lu ujaw­nia się nie­mal natych­mia­st. Wyobraź­my sobie taką sytu­ację: zamknię­to cię w poko­ju, w któ­rym znaj­du­je się kon­so­la z dwie­ma żarów­ka­mi. Poin­stru­owa­no cię, że zie­lo­na pali się wte­dy, kie­dy na sto­li­ku w pomiesz­cze­niu za ścia­ną poja­wia się pił­ka ping­pon­go­wa, a czer­wo­na – kie­dy poja­wia się pił­ka do koszy­ków­ki. Lamp­ki zaczy­na­ją się po kolei zapa­lać. Pierw­sze pyta­nie brzmi: czy widzi­sz obie pił­ki i wie­sz, jakie one są? Być może w sen­sie meta­fo­rycz­nym mógł­byś odpo­wie­dzieć twier­dzą­co. W sen­sie dosłow­nym jed­nak dostrze­ga­sz tyl­ko coś, co ma być repre­zen­ta­cją czy skut­kiem poja­wie­nia się ich. Pyta­nie dru­gie brzmi: czy w ogó­le powi­nie­neś zakła­dać, że ist­nie­je dru­gie pomiesz­cze­nie z pił­ka­mi ping­pon­go­wy­mi i pił­ka­mi do koszy­ków­ki? Inny­mi sło­wy: czy wie­sz, że ono ist­nie­je? Wyda­je się, że odpo­wie­dź ponow­nie musi być prze­czą­ca.

Jeże­li odnie­sie­my tę scen­kę do nasze­go pozna­nia zmy­sło­we­go, oka­że się, że nie może­my z całą pew­no­ścią postu­lo­wać ist­nie­nia zewnętrz­nej rze­czy­wi­sto­ści. Choć dane naszy­ch zmy­słów zda­ją się odno­sić nas do świa­ta, owo odnie­sie­nie jest wnio­skiem, któ­re­go praw­dzi­wo­ść nie jest bynaj­mniej gwa­ran­to­wa­na. Nawet jeże­li zało­ży­my, że ist­nie­je coś, co powo­du­je w nas wra­że­nia zmy­sło­we (tak jak może­my zało­żyć, że pił­ki powo­do­wa­ły zapa­la­nie się lam­pek), nie wie­my, czym owo coś jest. Na bazie zdro­we­go roz­sąd­ku zakła­da­my, że rze­czy odpo­wia­da­ją przy­naj­mniej czę­ścio­wo naszym postrze­że­niom, ale w świe­tle zary­so­wa­nej wyżej teo­rii nie spo­sób wska­zać żad­ne­go argu­men­tu, któ­ry dowo­dził­by, że istot­nie tak jest.

Z królestwa zmysłów do królestwa wątpliwości

Zary­so­wa­nej wyżej teo­rii nie moż­na nazwać już reali­zmem pośred­nim, bowiem zni­ka z niej obiek­tyw­ny przed­miot repre­zen­to­wa­ny przez idee. Te zaś sta­ją się jedy­ną rze­czy­wi­sto­ścią, przez co taką kon­cep­cję nazy­wa się ide­ali­zmem. Pocią­ga ona za sobą twier­dze­nie o nie­po­zna­wal­no­ści, a nawet o nie­ist­nie­niu świa­ta zewnętrz­ne­go, nie­za­leż­ne­go od nasze­go umy­słu, co każe ją zakwa­li­fi­ko­wać jako jeden z przy­pad­ków filo­zo­ficz­ne­go scep­ty­cy­zmu.

Gdy­bym swój tek­st zaczął od stwier­dze­nia, że świat zewnętrz­ny nie ist­nie­je albo że nie mamy co do jego ist­nie­nia pew­no­ści, było­by ono poczy­ta­ne za absur­dal­ne, a przy­naj­mniej za sprzecz­ne z intu­icją. Dro­ga doń pro­wa­dzą­ca jest jed­nak pro­sta i dobrze będzie prze­śle­dzić ją raz jesz­cze: zaczy­na­my od zdro­wo­roz­sąd­ko­we­go (nie­któ­rzy powie­dzą: naiw­ne­go) uzna­nia, że pozna­je­my real­ny świat. Twier­dze­nie to jed­nak szyb­ko porzu­ca­my, gdyż nauka suge­ru­je, że to, co uzna­wa­ne za real­ne – kolo­ry, dźwię­ki i tym podob­ne – oka­zu­je się two­rem nasze­go umy­słu. Choć John Loc­ke twier­dził, że mimo to ist­nie­ją wła­sno­ści obiek­tyw­ne, dużo bar­dziej prze­ko­nu­ją­cy jest wnio­sek, że rów­nież wie­dza o nich redu­ku­je się do subiek­tyw­nej wie­dzy zmy­sło­wej. A jeśli tak, to dane naszy­ch zmy­słów są jedy­nym, co w spo­sób pew­ny zna­my. I choć na ich pod­sta­wie może­my wnio­sko­wać, że są one pobu­dza­ne przez coś w świe­cie zewnętrz­nym, nie wie­my, ani co to może być, ani czy napraw­dę ist­nie­je.

Rze­cz jasna, każ­dy krok powyż­sze­go wnio­sko­wa­nia moż­na kwe­stio­no­wać i filo­zo­fo­wie nie­jed­no­krot­nie to robi­li. Jed­nak­że myśl, że zaufa­nie do naszy­ch zmy­słów może mieć tak fatal­ne kon­se­kwen­cje, wyda­je się zaska­ku­ją­ca. Jesz­cze bar­dziej zaska­ku­ją­ca jest w tym wszyst­kim rola nauki, któ­ra poru­sza pierw­szy kamyk wywo­łu­ją­cy całą lawi­nę wąt­pli­wo­ści. Być może zatem praw­dzi­we jest stwier­dze­nie Ber­tran­da Rus­sel­la, któ­ry – prze­szedł­szy ścież­kę, któ­rą przed­sta­wi­łem wyżej – stwier­dził: „naiw­ny reali­zm pro­wa­dzi do fizy­ki, a fizy­ka – o ile jest praw­dzi­wa – poka­zu­je, że naiw­ny reali­zm jest fał­szy­wy”. W ten spo­sób, jak pisze dalej Rus­sell, „nauka pozo­sta­je w kon­flik­cie sama ze sobą”, podob­nie jak – chcia­ło­by się dodać – nasze potocz­ne doświad­cze­nie.


jarocki-1Jacek Jaroc­ki – Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy