Artykuł Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jacek Jarocki: Ludzie na niby

Wydaje się, że XXI wiek może być pod wieloma względami przełomowy. Postęp technologiczny pozwala dokonywać rzeczy wcześniej niewyobrażalnych: eksplorować odległe planety, zgłębiać tajniki ludzkiego ciała, wydłużać życie. Stąd też chwila, gdy staniemy oko w oko ze sztucznym człowiekiem, stworzonym na nasz obraz i podobieństwo, jest jedynie kwestią czasu.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 6 (18), s. 52–54. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Rok 2049. Spus­toszona i zde­wastowana Ziemia w niczym nie przy­pom­i­na plan­e­ty, którą nazy­wal­iśmy domem. Skażone ruiny dawnych metropolii nie nada­ją się do zamieszka­nia, zaś ludzkość tłoczy się w mias­tach, pełnych brudu i wilgo­ci, szpeconych wsze­chobec­ny­mi rekla­ma­mi. Mieszkań­cy żyją w cias­nych, ciem­nych mieszka­ni­ach, nie wiedzą, czym są rośliny ani blask słoń­ca. Mimo to – ludzkość trwa. Tylko jak dłu­go?

W łonie ludzkiego gatunku rozwi­ja się bowiem zagroże­nie, które może zmieść zas­tany porządek. Są nim androidy – maszyny, które pełnią funkcję niewol­ników i które już raz prze­ci­w­staw­iły się swoim twór­com. Ich pier­wszy bunt został zdław­iony; wprowad­zono pro­ce­dury, które mają chronić człowieka przed ich gniewem. Wyda­je się, że wystar­czy tylko wye­lim­i­nować garstkę starych, nieposłusznych egzem­plarzy, aby przy­wró­cić dawny ład. Zadanie to powier­zone jest łow­com androidów. Jed­nym z nich jest ofi­cer policji KD6-3.7, zwany w skró­cie K (Ryan Gosling). Mimo że sam jest maszyną, wykonu­je sum­i­en­nie swo­je obow­iąz­ki, a po pra­cy odd­a­je się rodzin­nemu życiu z holo­gramową kobi­etą, Joi (Ana de Armas). Sielan­ka nie trwa jed­nak dłu­go.

Android – też człowiek?

Wszys­tko zmienia się w dniu, kiedy w pobliżu miejs­ca zamieszka­nia jed­nego z bun­town­ików zosta­ją znalezione koś­ci kobi­ety, która – jak wskazu­ją oględziny – zmarła przy porodzie. Rzecz w tym, że szcząt­ki zaw­ier­a­ją również numer seryjny, co dowodzi, że maszyny osiągnęły zdol­ność rozm­naża­nia, zarez­er­wowaną dotąd wyłącznie dla człowieka. K otrzy­mu­je zadanie zatar­cia wszel­kich śladów tego zajś­cia – włącznie ze znalezie­niem i wye­lim­i­nowaniem dziec­ka. Jed­nak im dłużej polic­jant prowadzi śledzt­wo, tym więcej dowodów prze­maw­ia za tym, iż to on jest synem odnalezionej kobi­ety. Dodatkowo w ślad za nim wyrusza Luv (Sylvia Hoeks), wysłan­nicz­ka właś­ci­ciela firmy pro­duku­jącej androidy, Nian­dera Wallace’a (Jared Leto), który – pchany ambicją – uważa, iż bio­log­icz­na rep­likac­ja androidów umożli­wi prawdzi­wą rewolucję w kol­o­ni­zowa­niu i wyko­rzysty­wa­niu zasobów nat­u­ral­nych Wszechświa­ta.

Wyreży­serowany przez Denisa Villeneuve’a Blade Run­ner 2049 stanowi bezpośred­nią kon­tynu­ację nakrę­conego w roku 1982 przez Rid­leya Scot­ta Łow­cy androidów, a zarazem pode­j­mu­je te same – w znacznej mierze filo­zoficzne – prob­le­my, doty­czące relacji pomiędzy bio­log­icznym człowiekiem a sztuczną inteligencją. Dziś jed­nak zagad­nie­nie to przes­tało być już czys­to intelek­tu­al­ną zabawą w opowiadanie his­torii „co by było, gdy­by…”. Tem­po postępu tech­no­log­icznego nie pozostaw­ia złudzeń, że wkrótce staniemy przed prob­le­mem kon­tak­tu ze stwor­zoną przez nas for­mą życia. Czy sam fakt, że jesteśmy jej autora­mi, upraw­nia nas do jej wyko­rzysty­wa­nia? A jeżeli naszym dziełem będzie isto­ta świado­ma? Czy jeżeli stwierdz­imy, że sztucz­na inteligenc­ja ode­grała swo­ją rolę, to – wyj­mu­jąc kabel z gni­azd­ka – dop­uścimy się morder­st­wa? I na czym pole­ga różni­ca między człowiekiem prawdzi­wym, a sztucznie stwor­zoną imi­tacją? Blade Run­ner 2049 próbu­je odpowiedzieć na część tych pytań.

Skąd wiesz, że nie jestem androidem?

Pier­wsze pytanie, jakie staw­ia przed nami film, jest następu­jące: skąd może­my wiedzieć, kto jest androi­dem, a kto nie? Na ekranie odpowiedź wyda­je się pros­ta: androidy posi­ada­ją numery seryjne. Łat­wo wyobraz­ić sobie jed­nak, co by się stało, gdy­by istot­nie mogły się one rozm­nażać, a zatem gdy­by nie moż­na ich było w żaden sposób odróżnić od bio­log­icznych ludzi.

Prob­lem ten stanowi część więk­szego zagad­nienia, które w filo­zofii nazy­wa się prob­le­mem innych umysłów. Po raz pier­wszy został on sfor­mułowany przez ang­iel­skiego filo­zo­fa Bertran­da Rus­sel­la. Wyjś­ciowe pytanie brz­mi: skąd wiem, że ludzie do­okoła mnie to świadome isto­ty, a nie zapro­gramowane automaty? Zdroworozsąd­kowa odpowiedź na nie wyda­je się równie oczy­wista: ponieważ zachowu­ją się tak jak ja. Kiedy czu­jesz ukłu­cie igłą, a następ­nie się krzy­wisz, to widząc kogoś, kto po nakłu­ciu igłą również się krzy­wi, zakładasz, iż towarzyszy mu to samo doz­nanie co tobie. Prob­lem w tym, twierdzi Rus­sell, że taka odpowiedź stanowi wyraz intu­icji niepopar­tych żad­nym argu­mentem. Android mógł­by prze­cież posi­adać odpowied­nik układu ner­wowego, który – pobud­zony – gen­erował­by nie tylko gry­mas, ale również słowa „Ależ to nieprzy­jemne!”. Nie oznacza to jed­nak, iż android cokol­wiek by czuł. Co gorsza, nie mamy żad­nego sposobu, aby zajrzeć do umysłów innych ludzi i ocenić, czy czegokol­wiek doz­na­ją. Wszys­tko, co widz­imy, to zachowa­nia, ale ich przy­czyną nie muszą być koniecznie prawdzi­we uczu­cia radoś­ci, smutku czy bólu. Myśl tę zauważył już w XVII wieku Kartezjusz, który mówi:

oto spostrzegam przez okno ludzi prze­chodzą­cych ulicą. […] Cóż jed­nak naprawdę widzę prócz cza­pek i szat, pod który­mi mogły­by się ukry­wać automaty.

Całe szczęś­cie wyda­je się, że wiemy przy­na­jm­niej, iż jesteśmy ludź­mi – mimo wszys­t­kich wąt­pli­woś­ci trud­no było­by nam przyjąć, że android nie wie, iż jest androi­dem. Podob­nie myśli Rick Deckard (Har­ri­son Ford), główny bohater ory­gi­nal­nego Łow­cy ­androidów, który zapy­tany przez K, czy ­towarzyszą­cy mu pies jest auto­matem, odpowia­da: „Nie wiem. Sam go spy­taj”. Film drąży jed­nak dalej: skąd możesz wiedzieć, że nie jesteś androi­dem? Ofi­cer K przed dłu­gi czas wierzy, że nie jest zwycza­jną maszyną. Również Deckard czu­je się człowiekiem, choć jego roz­mowa z Wallace’em kwes­t­ionu­je to założe­nie. Jeżeli jesteś androi­dem, to nie wiesz i nigdy nie będziesz wiedzi­ał, jak czu­je się człowiek – a bez możli­woś­ci porów­na­nia nie sposób podać przekonu­jącego dowodu na rzecz tego, kim naprawdę jesteś. Jeżeli dodamy do tego możli­wość fab­rykowa­nia wspom­nień, dowiedze­nie tego stanie się prak­ty­cznie niemożli­we (zob. „Filo­zo­fuj!” 2017, nr 1 (13), poświę­cony zagad­nie­niu tożsamoś­ci osobowej).

Od człowieka do bytu obliczeniowego

Wskazane wyżej pyta­nia mają charak­ter epis­te­mo­log­iczny: za ich pomocą próbu­je­my wyson­dować, w jakim stop­niu władze poz­naw­cze pozwala­ją odróżnić człowieka od maszyny. Zada­jmy jed­nak pytanie metafizy­czne: czy takie rozróżnie­nie w ogóle jest zasadne? Inny­mi słowy, czy naprawdę ist­nieje podzi­ał na ludzi i androidy? A jeżeli tak – to jakie kry­teri­um decy­du­je o ich sta­tusie?

W świecie wykre­owanym przez twór­ców fil­mu Blade Run­ner 2049 między ludź­mi i androida­mi zachodzi głębo­ka i jak najbardziej real­na różni­ca, która jest pod­stawą funkcjonowa­nia społeczeńst­wa. Jej zak­wes­t­ionowanie powodowało­by, iż niemożli­we stało­by się trak­towanie sztucznych ludzi jako zwycza­jnych narzędzi, przez­nac­zonych do sprawnego wykony­wa­nia swoich obow­iązków. Jakie jed­nak rac­je prze­maw­iały­by za tym, że androidy to nic więcej jak maszyny? Film poda­je co najm­niej dwie możli­we odpowiedzi.

W jed­nej ze scen ofi­cer K sugeru­je, że o takiej różni­cy mogło­by decy­dować posi­adanie duszy. Zas­tosowanie takiego kry­teri­um jest jed­nak kłopotli­we – i to nie tylko dlat­ego, że nie daje się ono wyko­rzys­tać w prak­tyce. Sko­ro zarówno człowiek, jak i android złożeni są z tych samych skład­ników, to dlaczego jed­no ma duszę, drugie zaś nie? Choć wszys­tko zależy od tego, jak rozu­miemy (byna­jm­niej nie jed­noz­naczny) ter­min „dusza”, dlaczego Bóg nie mógł­by obdarzać duszą zarówno jeden, jak i dru­gi orga­nizm. Nie sposób również rozu­mieć duszy jako siedliska emocji: jak bowiem sugeru­je film, tym, co odróż­nia człowieka od maszyny, z pewnoś­cią nie jest empa­tia. Choć androidy pod­dawane są okre­sowym testom, które pozwala­ją określić, czy nie zaczy­na­ją prze­jaw­iać uczuć, nie oznacza to, iż egzem­plarze, które nie prze­chodzą sprawdzianu, sta­ją się ludź­mi. Wprost prze­ci­wnie: są one elim­i­nowane.

Innym możli­wym kry­teri­um było­by pochodze­nie: człowiek to byt nat­u­ral­ny, owoc setek tysię­cy lat ewolucji, android nato­mi­ast został wyt­wor­zony sztucznie. Fakt ten zda­je się sug­erować, że choć człowiek wyk­sz­tał­cił świado­mość, maszy­na jej nie posi­a­da. Jed­nak i to kry­teri­um okazu­je się nie­jasne. Dlaczego kopia świadomej isto­ty sama miała­by nie być świado­ma? Wyda­je się, że najważniejszą rolę odgry­wa tu przeko­nanie, iż sko­ro poz­nal­iśmy mech­a­nizm składa­nia sztucznego człowieka i ów mech­a­nizm nie obe­j­mu­je świado­moś­ci, to sam android również nie jest świadomy. Być może jed­nak ulegamy zwykłe­mu uprzedze­niu, podob­ne­mu do tego, którego ofi­arą padł Kartezjusz, gdy stwierdz­ił, że automata­mi są zwierzę­ta, zaś wydawane przez nie odgłosy – na przykład pisk przy kop­nię­ciu – jest ana­log­iczny do dźwięku gen­erowanego przez powi­etrze w piszcza­łkach organów. Fakt, że nie rozu­miemy, jak isto­ty, których nie nazy­wamy ludź­mi, mogą być świadome, nie oznacza, iż nie są one świadome.

A zatem być może nie ma żad­nego przekonu­jącego kry­teri­um odróżnienia pod wzglę­dem świado­moś­ci isto­ty bio­log­icznej od tej wyt­wor­zonej sztucznie? Film wyraźnie sugeru­je taką odpowiedź. Co więcej, wbrew pozorom, wskazu­je on na brak takiej różni­cy nie tylko w przy­pad­ku ludzi i androidów, ale również dwóch innych rodza­jów istot. Jeden z nich, Joi, to byt obliczeniowy, a zatem gen­erowany za pomocą zer i jedynek. Dru­gi – Nian­der Wal­lace – stanowi przykład pos­tu­lowanego przez tran­shu­man­istów zespole­nia człowieka z ele­men­ta­mi maszyny. O ile „człowieczeńst­wo” Wallace’a nie budzi naszych wąt­pli­woś­ci, o tyle Joi wyda­je się być zwykłą kom­put­erową symu­lacją. Jak jed­nak słusznie stwierdza, skła­da się ona z kodu zero-jedynkowego, podob­nie jak człowiek – z kodu DNA. Pytanie brz­mi: czy mamy tu do czynienia z różnicą jakoś­ci, czy może wyłącznie stop­nia?

Android jako wyzwanie

Praw­dopodob­nie pewnego dnia staniemy oko w oko przed istotą, która – choć do nas podob­na – będzie stwor­zona naszy­mi ręko­ma. Filo­zoficzne argu­men­ty sugeru­ją, że nigdy nie będziemy wiedzieć, czy naprawdę jest ona świado­ma. Co więcej: nie będziemy w stanie podać przekonu­jącego argu­men­tu, dlaczego nie mielibyśmy jej trak­tować jak człowieka. To zaś wymusza­ło­by na nas respek­towanie jej praw i ety­czne postępowanie wzglę­dem niej. Bez odpowiedzi pozosta­je pytanie, czy androidy będą potrafiły potrak­tować nas w ten sam sposób.


Jacek Jaroc­ki – Dok­torant w Kat­e­drze His­torii Filo­zofii Nowożyt­nej i Współczes­nej Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego. Zain­tere­sowa­nia naukowe: filo­zofia umysłu, his­to­ria filo­zofii anal­i­ty­cznej, filo­zofia nau­ki. Poza nauką intere­su­je się muzyką (prowadzi blog z recen­z­ja­mi oraz gry­wa w zes­pole), współczes­ną lit­er­aturą fran­cuską oraz niskobudże­towy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Kadr z fil­mu Blade Run­ner 2049



tytuł : Blade Run­ner 2049
reży­se­ria: Denis Vil­leneuve
gatunek: thriller, sci-fi
czas trwa­nia: 2 godz. 43 min.
pro­dukc­ja: Kana­da, USA, Wiel­ka Bry­ta­nia
pre­miera: 3 październi­ka 2017 (świat)
sce­nar­iusz: Hamp­ton Fanch­er, Michael Green

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Pan Jaroc­ki staw­ia tezę — że opisy­wany film jest “bezpośred­nią kon­tynu­acją” fil­mu Rid­leya Scot­ta. Myślę, że każdy filo­zof na poważnie (a tej powa­gi zabrakło) anal­izu­ją­cy dzieło pop­kul­tu­ry powinien rozpocząć od obserwacji podobieństw i różnic dzieł, które rzeko­mo pode­j­mu­ją tę samą tem­atykę, a nawet jed­no ma uchodz­ić za kon­tynu­ację. Nieste­ty autor pom­inął, czego żaden filo­zof moim zdaniem nie ma prawa zro­bić, ten pod­sta­wowy dialek­ty­czny moment i przeszedł naty­ch­mi­ast do pry­wat­nych rozważań na tem­at relacji android-człowiek, kom­plet­nie pomi­ja­jąc fak­ty natu­ry jaki­mi są dwa wspom­ni­ane filmy, trak­tu­jąc je czys­to instru­men­tal­nie jako okrasę włas­nych wynurzeń teo­re­ty­cznych. To czego naprawdę zabrakło to obserwacji, że film z 2017 roku jest podręcznikową łopa­to­log­iczną real­iza­cją klasy­cznej hol­ly­woodzkiej mitologii poświęce­nia się człowieka dla obow­iązku (jak to w kinie amerykańskim obow­iązku wojskowsego czy pol­i­cyjnego) — to w warst­wie behaw­io­ral­nej pod­sta­wowe założe­nie i przekaz fil­mu, który przede wszys­tkim, nie zapom­i­na­jmy o tym — jest nar­racją psy­cho­log­iczną, reg­u­lu­jącą związ­ki emocjon­alne z rzeczy­wis­toś­cią. Odwrot­nie film z roku 1982 jest typowym Noir unurzanym w pas­jach, egoizmie, bezkom­pro­misowaoś­ci głównego bohat­era (Deckard), który za wszelką cenę stara się “być sobą” w niewdz­ięcznej roli “psa”, ulicznego gliny/ cyn­gla na łasce sko­rumpowanej kap­i­tal­izme wsze­chobec­nej policji. Jak moż­na było pom­inąć ten tak rażą­cy kon­trast? Ano moż­na było, sko­ro na uwadze ma się nie prawdę o rzeczy­wis­toś­ci, ale własne filo­zoficzne fan­aberie. Nato­mi­ast jeśli mamy myśleć o anr­doidzie na poważnie, to prze­cież nie może­my staw­iać tezy, że jak­iś amerykańs­ki reżyser, czy nawet P.K.Dick opisu­ją rzeczy­wiste relac­je ludzi i myślą­cych maszyn. Znowu z filo­zoficznego punk­tu widzenia potrak­towanie mate­ri­ału pod tym kątem to brak powa­gi. To co opisu­je Dick, co pode­j­mu­je Scott, a co banal­izu­je, żeby nie powiedzieć “sku**ia”, Vil­lenueve to Kan­tows­ka esenc­ja sztucznoś­ci samego człowieka, odar­ta z fan­taz­matu “duszy”. Android to w skró­cie człowiek współczes­ny — nie tylko świadomy braku metafizy­ki, ale wprost obłożony zakazem odwoły­wa­nia się do tej metafizy­ki nawet jako pewnej gry filo­zoficznej. P.K.Dick zma­ga się z włas­ny­mi wyobraże­ni­a­mi, włas­ny­mi wierzeni­a­mi na tem­at tego czym jest człowiek, a nie z jakąś real­noś­cią relacji ludzi i androidów. Jeśli filo­zof nie potrafi odróżnić zma­gań z pry­wat­ny­mi (czy nawet pub­liczny­mi) fan­taz­mata­mi, od real­noś­ci rozu­mi­anej w kat­e­go­ri­ach ekspery­men­tu, to skazany jest na wyt­warzanie komen­tarzy bez pokrycia i bez jakiejkol­wiek filo­zoficznej wagi. Tego wszys­tkiego tu zabrakło. A prze­cież tem­at jest fun­da­men­tal­ny. Jak psy­cholo­gia ludz­ka osac­zona przez empiryzm źle rozu­mi­any, podległy kap­i­tal­isty­cznej machinie uprzed­miotowienia w formie repro­dukowal­nej esencji, człowiek zan­droidy­zowany, odar­ty nie tyle z duchowoś­ci ile z pub­licznych praw do bycia istotą duchową, ma funkcjonować? Bo prze­cież w praw­ie do duchowoś­ci nie chodzi o to by nakazy­wać i wyma­gać posi­ada­nia duszy, ale właśnie o to by mieć wol­ny wybór, pra­wo wąt­pi­enia jak i pra­wo wiary, pra­wo do ekspery­men­tu. A android to człowiek zmus­zony przyz­nać włas­ną bru­tal­ną nat­u­ral­ność — nat­u­ral­ność odd­ol­ną, czemiczno-fizy­czną. Bo czymże się różni repro­dukc­ja w fab­ryce od repro­dukcji w łonie matczynym? Więc tego wszys­tkiego mi w tym artykule zabrakło. Świado­moś­ci, że sztu­ka nie ma zdol­noś­ci roz­pa­try­wa­nia żad­nych form przyszłych, że opisu­je rzeczy­wis­tość zas­taną i do tej rzeczy­wis­toś­ci powin­na odnosić się anal­iza. Androidów jako takich nie ma i dopó­ki ich nie będzie nie moż­na o nich nic prawdzi­wego powiedzieć. Co jest — to machi­na kor­po­ra­cyj­na, która stara się odwró­cić naszą uwagę od lobot­o­miza­cji, ume­chan­icznienia kul­tu­ry i nor­mal­iza­cji tego odd­u­chowionego paradyg­matu człowieczeńst­wa. Po takim filmie każdy światły człowiek powinien bić na alarm. A co się bije w tym artykule, to już pozostaw­iam niedopowiedziane.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy