Artykuł Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jacek Jarocki: Ludzie na niby

Wydaje się, że XXI wiek może być pod wieloma względami przełomowy. Postęp technologiczny pozwala dokonywać rzeczy wcześniej niewyobrażalnych: eksplorować odległe planety, zgłębiać tajniki ludzkiego ciała, wydłużać życie. Stąd też chwila, gdy staniemy oko w oko ze sztucznym człowiekiem, stworzonym na nasz obraz i podobieństwo, jest jedynie kwestią czasu.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 6 (18), s. 52–54. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku  PDF.


Rok 2049. Spustoszona i zdewastowana Ziemia w niczym nie przypomina planety, którą nazywaliśmy domem. Skażone ruiny dawnych metropolii nie nadają się do zamieszkania, zaś ludzkość tłoczy się w miastach, pełnych brudu i wilgoci, szpeconych wszechobecnymi reklamami. Mieszkańcy żyją w ciasnych, ciemnych mieszkaniach, nie wiedzą, czym są rośliny ani blask słońca. Mimo to – ludzkość trwa. Tylko jak długo?

W łonie ludzkiego gatunku rozwija się bowiem zagrożenie, które może zmieść zastany porządek. Są nim androidy – maszyny, które pełnią funkcję niewolników i które już raz przeciwstawiły się swoim twórcom. Ich pierwszy bunt został zdławiony; wprowadzono procedury, które mają chronić człowieka przed ich gniewem. Wydaje się, że wystarczy tylko wyeliminować garstkę starych, nieposłusznych egzemplarzy, aby przywrócić dawny ład. Zadanie to powierzone jest łowcom androidów. Jednym z nich jest oficer policji KD6-3.7, zwany w skrócie K (Ryan Gosling). Mimo że sam jest maszyną, wykonuje sumiennie swoje obowiązki, a po pracy oddaje się rodzinnemu życiu z hologramową kobietą, Joi (Ana de Armas). Sielanka nie trwa jednak długo.

Android – też człowiek?

Wszystko zmienia się w dniu, kiedy w pobliżu miejsca zamieszkania jednego z buntowników zostają znalezione kości kobiety, która – jak wskazują oględziny – zmarła przy porodzie. Rzecz w tym, że szczątki zawierają również numer seryjny, co dowodzi, że maszyny osiągnęły zdolność rozmnażania, zarezerwowaną dotąd wyłącznie dla człowieka. K otrzymuje zadanie zatarcia wszelkich śladów tego zajścia – włącznie ze znalezieniem i wyeliminowaniem dziecka. Jednak im dłużej policjant prowadzi śledztwo, tym więcej dowodów przemawia za tym, iż to on jest synem odnalezionej kobiety. Dodatkowo w ślad za nim wyrusza Luv (Sylvia Hoeks), wysłanniczka właściciela firmy produkującej androidy, Niandera Wallace’a (Jared Leto), który – pchany ambicją – uważa, iż biologiczna replikacja androidów umożliwi prawdziwą rewolucję w kolonizowaniu i wykorzystywaniu zasobów naturalnych Wszechświata.

Wyreżyserowany przez Denisa Villeneuve’a Blade Runner 2049 stanowi bezpośrednią kontynuację nakręconego w roku 1982 przez Ridleya Scotta Łowcy androidów, a zarazem podejmuje te same – w znacznej mierze filozoficzne – problemy, dotyczące relacji pomiędzy biologicznym człowiekiem a sztuczną inteligencją. Dziś jednak zagadnienie to przestało być już czysto intelektualną zabawą w opowiadanie historii „co by było, gdyby…”. Tempo postępu technologicznego nie pozostawia złudzeń, że wkrótce staniemy przed problemem kontaktu ze stworzoną przez nas formą życia. Czy sam fakt, że jesteśmy jej autorami, uprawnia nas do jej wykorzystywania? A jeżeli naszym dziełem będzie istota świadoma? Czy jeżeli stwierdzimy, że sztuczna inteligencja odegrała swoją rolę, to – wyjmując kabel z gniazdka – dopuścimy się morderstwa? I na czym polega różnica między człowiekiem prawdziwym, a sztucznie stworzoną imitacją? Blade Runner 2049 próbuje odpowiedzieć na część tych pytań.

Skąd wiesz, że nie jestem androidem?

Pierwsze pytanie, jakie stawia przed nami film, jest następujące: skąd możemy wiedzieć, kto jest androidem, a kto nie? Na ekranie odpowiedź wydaje się prosta: androidy posiadają numery seryjne. Łatwo wyobrazić sobie jednak, co by się stało, gdyby istotnie mogły się one rozmnażać, a zatem gdyby nie można ich było w żaden sposób odróżnić od biologicznych ludzi.

Problem ten stanowi część większego zagadnienia, które w filozofii nazywa się problemem innych umysłów. Po raz pierwszy został on sformułowany przez angielskiego filozofa Bertranda Russella. Wyjściowe pytanie brzmi: skąd wiem, że ludzie do­okoła mnie to świadome istoty, a nie zaprogramowane automaty? Zdroworozsądkowa odpowiedź na nie wydaje się równie oczywista: ponieważ zachowują się tak jak ja. Kiedy czujesz ukłucie igłą, a następnie się krzywisz, to widząc kogoś, kto po nakłuciu igłą również się krzywi, zakładasz, iż towarzyszy mu to samo doznanie co tobie. Problem w tym, twierdzi Russell, że taka odpowiedź stanowi wyraz intuicji niepopartych żadnym argumentem. Android mógłby przecież posiadać odpowiednik układu nerwowego, który – pobudzony – generowałby nie tylko grymas, ale również słowa „Ależ to nieprzyjemne!”. Nie oznacza to jednak, iż android cokolwiek by czuł. Co gorsza, nie mamy żadnego sposobu, aby zajrzeć do umysłów innych ludzi i ocenić, czy czegokolwiek doznają. Wszystko, co widzimy, to zachowania, ale ich przyczyną nie muszą być koniecznie prawdziwe uczucia radości, smutku czy bólu. Myśl tę zauważył już w XVII wieku Kartezjusz, który mówi:

oto spostrzegam przez okno ludzi przechodzących ulicą. […] Cóż jednak naprawdę widzę prócz czapek i szat, pod którymi mogłyby się ukrywać automaty.

Całe szczęście wydaje się, że wiemy przynajmniej, iż jesteśmy ludźmi – mimo wszystkich wątpliwości trudno byłoby nam przyjąć, że android nie wie, iż jest androidem. Podobnie myśli Rick Deckard (Harrison Ford), główny bohater oryginalnego Łowcy ­androidów, który zapytany przez K, czy ­towarzyszący mu pies jest automatem, odpowiada: „Nie wiem. Sam go spytaj”. Film drąży jednak dalej: skąd możesz wiedzieć, że nie jesteś androidem? Oficer K przed długi czas wierzy, że nie jest zwyczajną maszyną. Również Deckard czuje się człowiekiem, choć jego rozmowa z Wallace’em kwestionuje to założenie. Jeżeli jesteś androidem, to nie wiesz i nigdy nie będziesz wiedział, jak czuje się człowiek – a bez możliwości porównania nie sposób podać przekonującego dowodu na rzecz tego, kim naprawdę jesteś. Jeżeli dodamy do tego możliwość fabrykowania wspomnień, dowiedzenie tego stanie się praktycznie niemożliwe (zob. „Filozofuj!” 2017, nr 1 (13), poświęcony zagadnieniu tożsamości osobowej).

Od człowieka do bytu obliczeniowego

Wskazane wyżej pytania mają charakter epistemologiczny: za ich pomocą próbujemy wysondować, w jakim stopniu władze poznawcze pozwalają odróżnić człowieka od maszyny. Zadajmy jednak pytanie metafizyczne: czy takie rozróżnienie w ogóle jest zasadne? Innymi słowy, czy naprawdę istnieje podział na ludzi i androidy? A jeżeli tak – to jakie kryterium decyduje o ich statusie?

W świecie wykreowanym przez twórców filmu Blade Runner 2049 między ludźmi i androidami zachodzi głęboka i jak najbardziej realna różnica, która jest podstawą funkcjonowania społeczeństwa. Jej zakwestionowanie powodowałoby, iż niemożliwe stałoby się traktowanie sztucznych ludzi jako zwyczajnych narzędzi, przeznaczonych do sprawnego wykonywania swoich obowiązków. Jakie jednak racje przemawiałyby za tym, że androidy to nic więcej jak maszyny? Film podaje co najmniej dwie możliwe odpowiedzi.

W jednej ze scen oficer K sugeruje, że o takiej różnicy mogłoby decydować posiadanie duszy. Zastosowanie takiego kryterium jest jednak kłopotliwe – i to nie tylko dlatego, że nie daje się ono wykorzystać w praktyce. Skoro zarówno człowiek, jak i android złożeni są z tych samych składników, to dlaczego jedno ma duszę, drugie zaś nie? Choć wszystko zależy od tego, jak rozumiemy (bynajmniej nie jednoznaczny) termin „dusza”, dlaczego Bóg nie mógłby obdarzać duszą zarówno jeden, jak i drugi organizm. Nie sposób również rozumieć duszy jako siedliska emocji: jak bowiem sugeruje film, tym, co odróżnia człowieka od maszyny, z pewnością nie jest empatia. Choć androidy poddawane są okresowym testom, które pozwalają określić, czy nie zaczynają przejawiać uczuć, nie oznacza to, iż egzemplarze, które nie przechodzą sprawdzianu, stają się ludźmi. Wprost przeciwnie: są one eliminowane.

Innym możliwym kryterium byłoby pochodzenie: człowiek to byt naturalny, owoc setek tysięcy lat ewolucji, android natomiast został wytworzony sztucznie. Fakt ten zdaje się sugerować, że choć człowiek wykształcił świadomość, maszyna jej nie posiada. Jednak i to kryterium okazuje się niejasne. Dlaczego kopia świadomej istoty sama miałaby nie być świadoma? Wydaje się, że najważniejszą rolę odgrywa tu przekonanie, iż skoro poznaliśmy mechanizm składania sztucznego człowieka i ów mechanizm nie obejmuje świadomości, to sam android również nie jest świadomy. Być może jednak ulegamy zwykłemu uprzedzeniu, podobnemu do tego, którego ofiarą padł Kartezjusz, gdy stwierdził, że automatami są zwierzęta, zaś wydawane przez nie odgłosy – na przykład pisk przy kopnięciu – jest analogiczny do dźwięku generowanego przez powietrze w piszczałkach organów. Fakt, że nie rozumiemy, jak istoty, których nie nazywamy ludźmi, mogą być świadome, nie oznacza, iż nie są one świadome.

A zatem być może nie ma żadnego przekonującego kryterium odróżnienia pod względem świadomości istoty biologicznej od tej wytworzonej sztucznie? Film wyraźnie sugeruje taką odpowiedź. Co więcej, wbrew pozorom, wskazuje on na brak takiej różnicy nie tylko w przypadku ludzi i androidów, ale również dwóch innych rodzajów istot. Jeden z nich, Joi, to byt obliczeniowy, a zatem generowany za pomocą zer i jedynek. Drugi – Niander Wallace – stanowi przykład postulowanego przez transhumanistów zespolenia człowieka z elementami maszyny. O ile „człowieczeństwo” Wallace’a nie budzi naszych wątpliwości, o tyle Joi wydaje się być zwykłą komputerową symulacją. Jak jednak słusznie stwierdza, składa się ona z kodu zero-jedynkowego, podobnie jak człowiek – z kodu DNA. Pytanie brzmi: czy mamy tu do czynienia z różnicą jakości, czy może wyłącznie stopnia?

Android jako wyzwanie

Prawdopodobnie pewnego dnia staniemy oko w oko przed istotą, która – choć do nas podobna – będzie stworzona naszymi rękoma. Filozoficzne argumenty sugerują, że nigdy nie będziemy wiedzieć, czy naprawdę jest ona świadoma. Co więcej: nie będziemy w stanie podać przekonującego argumentu, dlaczego nie mielibyśmy jej traktować jak człowieka. To zaś wymuszałoby na nas respektowanie jej praw i etyczne postępowanie względem niej. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy androidy będą potrafiły potraktować nas w ten sam sposób.


Jacek Jarocki – Doktorant w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zainteresowania naukowe: filozofia umysłu, historia filozofii analitycznej, filozofia nauki. Poza nauką interesuje się muzyką (prowadzi blog z recenzjami oraz grywa w zespole), współczesną literaturą francuską oraz niskobudżetowymi filmami o zombi.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

< Powrót do spisu treści numeru.

Fot.: Kadr z filmu Blade Runner 2049



tytuł : Blade Runner 2049
reżyseria: Denis Villeneuve
gatunek: thriller, sci-fi
czas trwania: 2 godz. 43 min.
produkcja: Kanada, USA, Wielka Brytania
premiera: 3 października 2017 (świat)
scenariusz: Hampton Fancher, Michael Green

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Pan Jarocki stawia tezę – że opisywany film jest “bezpośrednią kontynuacją” filmu Ridleya Scotta. Myślę, że każdy filozof na poważnie (a tej powagi zabrakło) analizujący dzieło popkultury powinien rozpocząć od obserwacji podobieństw i różnic dzieł, które rzekomo podejmują tę samą tematykę, a nawet jedno ma uchodzić za kontynuację. Niestety autor pominął, czego żaden filozof moim zdaniem nie ma prawa zrobić, ten podstawowy dialektyczny moment i przeszedł natychmiast do prywatnych rozważań na temat relacji android-człowiek, kompletnie pomijając fakty natury jakimi są dwa wspomniane filmy, traktując je czysto instrumentalnie jako okrasę własnych wynurzeń teoretycznych. To czego naprawdę zabrakło to obserwacji, że film z 2017 roku jest podręcznikową łopatologiczną realizacją klasycznej hollywoodzkiej mitologii poświęcenia się człowieka dla obowiązku (jak to w kinie amerykańskim obowiązku wojskowsego czy policyjnego) – to w warstwie behawioralnej podstawowe założenie i przekaz filmu, który przede wszystkim, nie zapominajmy o tym – jest narracją psychologiczną, regulującą związki emocjonalne z rzeczywistością. Odwrotnie film z roku 1982 jest typowym Noir unurzanym w pasjach, egoizmie, bezkompromisowaości głównego bohatera (Deckard), który za wszelką cenę stara się “być sobą” w niewdzięcznej roli “psa”, ulicznego gliny/ cyngla na łasce skorumpowanej kapitalizme wszechobecnej policji. Jak można było pominąć ten tak rażący kontrast? Ano można było, skoro na uwadze ma się nie prawdę o rzeczywistości, ale własne filozoficzne fanaberie. Natomiast jeśli mamy myśleć o anrdoidzie na poważnie, to przecież nie możemy stawiać tezy, że jakiś amerykański reżyser, czy nawet P.K.Dick opisują rzeczywiste relacje ludzi i myślących maszyn. Znowu z filozoficznego punktu widzenia potraktowanie materiału pod tym kątem to brak powagi. To co opisuje Dick, co podejmuje Scott, a co banalizuje, żeby nie powiedzieć “sku**ia”, Villenueve to Kantowska esencja sztuczności samego człowieka, odarta z fantazmatu “duszy”. Android to w skrócie człowiek współczesny – nie tylko świadomy braku metafizyki, ale wprost obłożony zakazem odwoływania się do tej metafizyki nawet jako pewnej gry filozoficznej. P.K.Dick zmaga się z własnymi wyobrażeniami, własnymi wierzeniami na temat tego czym jest człowiek, a nie z jakąś realnością relacji ludzi i androidów. Jeśli filozof nie potrafi odróżnić zmagań z prywatnymi (czy nawet publicznymi) fantazmatami, od realności rozumianej w kategoriach eksperymentu, to skazany jest na wytwarzanie komentarzy bez pokrycia i bez jakiejkolwiek filozoficznej wagi. Tego wszystkiego tu zabrakło. A przecież temat jest fundamentalny. Jak psychologia ludzka osaczona przez empiryzm źle rozumiany, podległy kapitalistycznej machinie uprzedmiotowienia w formie reprodukowalnej esencji, człowiek zandroidyzowany, odarty nie tyle z duchowości ile z publicznych praw do bycia istotą duchową, ma funkcjonować? Bo przecież w prawie do duchowości nie chodzi o to by nakazywać i wymagać posiadania duszy, ale właśnie o to by mieć wolny wybór, prawo wątpienia jak i prawo wiary, prawo do eksperymentu. A android to człowiek zmuszony przyznać własną brutalną naturalność – naturalność oddolną, czemiczno-fizyczną. Bo czymże się różni reprodukcja w fabryce od reprodukcji w łonie matczynym? Więc tego wszystkiego mi w tym artykule zabrakło. Świadomości, że sztuka nie ma zdolności rozpatrywania żadnych form przyszłych, że opisuje rzeczywistość zastaną i do tej rzeczywistości powinna odnosić się analiza. Androidów jako takich nie ma i dopóki ich nie będzie nie można o nich nic prawdziwego powiedzieć. Co jest – to machina korporacyjna, która stara się odwrócić naszą uwagę od lobotomizacji, umechanicznienia kultury i normalizacji tego odduchowionego paradygmatu człowieczeństwa. Po takim filmie każdy światły człowiek powinien bić na alarm. A co się bije w tym artykule, to już pozostawiam niedopowiedziane.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy