Artykuł Filozofia nauki Metogologia

Jacek Jarocki: Pościg za prawdą czy jawna anarchia? O trzech modelach uprawiania nauki

Dwudziestowieczna filozofia nauki rozwijała się w klimacie niespotykanej wcześniej dynamiki przełomowych odkryć i nowych badań. Sukcesy fizyki, chemii czy biologii dawały poczucie, że każdego dnia w laboratoriach na całym świecie trwa niestrudzona walka o prawdę. Jednak filozofowie dość szybko zrewidowali to przeświadczenie, dowodząc, że metody stosowane przez naukowców nie są bynajmniej tak oczywiste, jak można by sądzić.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 4 (10), s. 42–43. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Najpierw teoria, potem badania

Wyobrażamy sobie, że naukowiec to ktoś, kto na przykład przelewa płyn z fiolki do fiolki i obserwuje, co się wydarzy. Kiedy zajdzie jakaś reakcja, próbuje wytłumaczyć ją teoretycznie i pisze na ten temat artykuł lub książkę. Innymi słowy: badacz przede wszystkim obserwuje, a potem wysnuwa stosowną teorię. Z takim ujęciem nie zgadzał się Austriak Karl Popper (1902–1994), jeden z najwybitniejszych filozofów nauki. Aby dowieść błędności tego poglądu, wystarczy poprosić dowolną osobę, by obserwowała. Naturalne pytanie brzmi: co mam obserwować? Okazuje się, że wybór przedmiotu obserwacji nie jest czysto przypadkowy, bowiem zakłada już pewną teorię (np. to, że coś się stanie z przedmiotem obserwacji, kiedy wydarzy się coś innego). Popper utrzymywał, że nauka nie rozwija się poprzez empiryczne badania, ale przez stawianie śmiałych hipotez, które następnie się koroboruje, czyli próbuje obalić. Jeden dowód przeciwko jakiejś hipotezie powoduje, że należy ją niezwłocznie odrzucić. A co, jeżeli pozytywnie przejdzie ona koroborację? Cóż, wtedy nie można powiedzieć, że jest prawdziwa, lecz co najwyżej, że nie jest fałszywa (bo nie została jeszcze obalona). W ten sposób nauka staje się niekończącym się pościgiem za prawdą; nawet jeśli ją uchwycimy, nie będziemy mogli wiedzieć tego na pewno.

Nauka jako gra społeczna

Znacznie bardziej radykalną koncepcję nauki, opartą na pojęciu rewolucji, przedstawił Amerykanin Thomas Kuhn (1922–1996). Na ogół myślimy, że nauka rozwija się kumulatywnie, tzn. przypomina coraz wyższy mur, do którego naukowcy dzięki swej pracy dokładają kolejne cegły. Zdaniem Kuhna jest inaczej – mur co jakiś czas jest wyburzany, a na jego miejscu stawia się nowy. Owa teza znajduje potwierdzenie w historii. Weźmy odkrycia takie jak teoria heliocentryczna czy teoria spalania tlenowego – nie były one dodatkiem do starej wiedzy, ale wiedzą całkowicie nową, która zmieniła sposób postrzegania i rozumienia świata. Podobny mechanizm działa też dziś – współczesną naukę również czeka przewrót. Obecnie pracujemy w danym paradygmacie, czyli przyjmujemy określony aparat pojęciowy, zaś pewne tezy (np. o nieprzekraczalności prędkości światła czy jedności czasu i przestrzeni) bierzemy za pewnik. Wystarczy jednak kilka odkryć, które będą niezgodne z paradygmatem, a zacznie się powiększać grupa ludzi, którzy zaproponują alternatywną wizję świata. Jeśli będzie ich wystarczająco dużo, dojdzie do rewolucji – paradygmat zostanie zastąpiony. I choć przez jakiś czas zwolennicy starej teorii będą się bronić, ostatecznie nowy pogląd zdominuje świat nauki.

Czy zmiana paradygmatów następuje dlatego, że niektóre z nich są bardziej prawdziwe niż inne? Odpowiedź Kuhna jest przecząca – dominacja jednych poglądów nad drugimi to kwestia mody i liczebności ich zwolenników w środowisku naukowym. Rozwój naukowy nie jest zatem dążeniem do prawdy, zaś naukę jako zjawisko można wyjaśnić czysto socjologicznie.

Wszystko ujdzie

Jednakże najbardziej skrajne poglądy na naukę przyjął w XX wieku Paul Feyerabend (1924–1994), którego koncepcję powszechnie nazywa się anarchizmem. Jego zdaniem nie istnieje coś takiego jak metoda naukowa – analiza historii jasno pokazuje, że wszelkie odkrycia, które dziś uważa się za istotne, dokonywane były z naruszeniem podstawowych norm postępowania naukowego. Ponownie za przykład weźmy teorię Kopernika: czy jej akceptacja wynikała z faktu, że sprawdzała się eksperymentalnie? Nie, ponieważ polski astronom błędnie sądził, że orbity planet są koliste, a nie eliptyczne. Inny przykład naruszenia norm metodologicznych: w fizyce niejednokrotnie mawia się, że nowa teoria jest lepsza niż stara, gdyż jest bardziej elegancka – jak jednak kryterium estetyczne może mieć wpływ na prawdziwość lub nieprawdziwość jakiejś koncepcji?

Tego rodzaju fakty skłoniły Feyerabenda do uznania, że metoda nie odgrywa żadnej roli w uprawianiu nauki. W rzeczy samej czynniki decydujące o sukcesie jakiejś teorii to umiejętności retoryczne badacza, styl jego pism czy zdolność perswazji. To one sprawiają, że można „sprzedać” dany pogląd, niezależnie od jego zawartości. Zatem nauka istotnie postępuje zgodnie z hasłem anarchizmu, które brzmi: wszystko ujdzie. Szczególne wzięcie ma zaś nie to, co naukowe, lecz to, co z takich czy innych względów wydaje się atrakcyjne.


jarocki-1Jacek Jarocki – Doktorant w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zainteresowania naukowe: filozofia umysłu, historia filozofii analitycznej, filozofia nauki. Poza nauką interesuje się muzyką (prowadzi blog z recenzjami oraz grywa w zespole), współczesną literaturą francuską oraz niskobudżetowymi filmami o zombi.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Dziękuję Panu Jarockiemu za wątpliwości okazane w artykule. Nauka to nie walka w osiąganiu jej rozwoju. To po prostu podmiotowe różnice między nimi w ich aktywności poznawczej. A różnice w komunikacji (zakładam że komunikacja społeczna za pomocą słowa, które jest narzędziem komunikacji, ) powinny istnieć bo te róźnice powodują rozwój społeczny.Ale wielokrotnie muszę zadawać pytania jak mam rozumieć ich znaczenie tych słów, żeby wejść w sens cudzej wypowiedzi. Rozum to najważniejsza potrzeba podmiotu, to nie tylko poznawania ale to jego podmiotowe myślenie za pomocą słowa, któremu podmiot nadaje swoje znaczenie , podmiotowa wola wyborów i podmiotowe sądzenie o wyborach. I tu okazuje się, że żyjemy ciągle w czasach kiedy tylko obrazowe kryterium decyduje o podmiotowych wyborach. Dla mnie to straszna wizja życia w społeczeństwie. Ostatnio przeczytałam wyniki badań ile singli jest u nas w kraju. Okazało się że najwięcej jest singli otyłych. Komu potrzebne jest takie kryterium w ocenie merytorycznej? Chyba tylko w celach dyskryminacji. Przerabiam ten problem od wielu lat.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy