Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jacek Jarocki: Wydęci ze szkła

Choć tajemnica istnienia jest intrygująca, to na co dzień nie towarzyszy nam przemożne wrażenie, że musimy się z nią mierzyć. Wbrew nachodzącym nas niekiedy pytaniom o to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, nasze własne istnienie wydaje się nam na ogół oczywiste. Czy tak, jest naprawdę? Film Wyspa tajemnic dowodzi, iż być może tkwimy w jednym wielkim złudzeniu.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 50–52. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Detek­ty­wa Teddy’ego Daniel­sa (w tej roli Leonar­do DiCa­prio) pozna­je­my na pokła­dzie stat­ku, któ­ry dzio­bem roz­dzie­ra gęste mgły spo­wi­ja­ją­ce wody Zato­ki Bostoń­skiej. Od same­go począt­ku towa­rzy­szy nam wra­że­nie, iż ruty­no­we na pozór śledz­two, któ­re pro­wa­dzi, będzie czymś wię­cej, niż się wyda­je. Tym razem doty­czy ono tajem­ni­cze­go zagi­nię­cia pacjent­ki szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go Ashec­lif­fe, funk­cjo­nu­ją­ce­go na odcię­tej od świa­ta wyspie. Wkrót­ce spra­wa oka­zu­je się wyjąt­ko­wo tajem­ni­cza, gdyż kobie­ta znik­nę­ła z celi zamknię­tej od środ­ka. Stop­nio­wo zaczy­na­ją mno­żyć się dziw­ne przy­pad­ki: pacjen­ci pla­ców­ki oso­bli­wie reagu­ją na widok poli­cjan­ta, per­so­nel utrud­nia pro­wa­dze­nie śledz­twa, zaś zagi­nio­na kobie­ta odnaj­du­je się cała i zdro­wa – i to pomi­mo sza­le­ją­ce­go na wyspie sztor­mu. Głów­ny boha­ter zaczy­na podej­rze­wać, że szpi­tal psy­chia­trycz­ny jest miej­scem rzą­do­wych eks­pe­ry­men­tów nad kon­tro­lą umy­słu, zaś on sam jest ofia­rą wyjąt­ko­wo zło­żo­nej intrygi.

Ted­dy jest na wyspie osa­mot­nio­ny. Jego nowo przy­dzie­lo­ny part­ner, Chuck, jest w rze­czy samej pod­wład­nym, któ­ry zwra­ca się do nie­go „sze­fie”, co zmu­sza boha­te­ra gra­ne­go przez DiCa­prio do zacho­wa­nia pozo­rów har­do­ści i opa­no­wa­nia. Spe­cy­ficz­ną posta­cią jest dok­tor Jere­miah Naeh­ring, psy­chia­tra, któ­ry zda­je się być czło­wie­kiem nie­jed­no­znacz­nym i mają­cym coś do ukry­cia. Co gor­sza, led­wie wyczu­wal­ny nie­miec­ki akcent leka­rza spra­wia, że do gło­su docho­dzą drę­czą­ce Teddy’ego demo­ny prze­szło­ści. Jako ame­ry­kań­ski żoł­nierz brał on udział w wyzwa­la­niu obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Dachau, a tak­że w masa­krze jego straż­ni­ków. Od tam­tej pory prze­śla­du­je go zarów­no widok zgła­dzo­nych ofiar, jak i roz­strze­la­nych w trak­cie samo­są­du żoł­nie­rzy SS, któ­rych uka­ra­nie trud­no nazwać ina­czej niż kolej­ną zbrod­nią wojenną.

To wszyst­ko spra­wia, że Ted­dy zaczy­na tra­cić zmy­sły. Sny na jawie mie­sza­ją się z rze­czy­wi­sto­ścią, zaś boha­ter jest goto­wy zro­bić wszyst­ko, by odkryć praw­dę. Punk­tem zwrot­nym jest moment, kie­dy w jed­nej z przy­brzeż­nych jaskiń spo­ty­ka on ukry­wa­ją­cą się lekar­kę, któ­ra potwier­dza przy­pusz­cze­nia o pro­wa­dzo­nych w sekre­cie eks­pe­ry­men­tach. Ostrze­ga ona detek­ty­wa, że dyrek­cja zro­bi wszyst­ko, aby wmó­wić mu sza­leń­stwo, a tym samym zatrzy­mać na wyspie. Suge­ru­je rów­nież, że cały czas poda­je mu się leki psy­cho­tro­po­we, któ­re wywo­łu­ją halu­cy­na­cje. W klu­czo­wej sce­nie psy­chia­trzy oznaj­mia­ją Teddy’emu strasz­ną praw­dę: w rze­czy­wi­sto­ści on sam jest pacjen­tem pla­ców­ki, osa­dzo­nym tam po zamor­do­wa­niu żony. Całe pro­wa­dzo­ne przez nie­go śledz­two jest nato­miast czę­ścią eks­pe­ry­men­tal­nej tera­pii, któ­ra zakła­da, że oso­bę cier­pią­cą na uro­je­nia moż­na wyle­czyć poprzez dopusz­cze­nie, by wcie­li­ła się ona w rolę, któ­rą – jak jej się zda­je – odgry­wa. Ted­dy widzi, jak na jego oczach roz­pa­da się racjo­nal­ny świat: part­ner oka­zu­je się jed­nym z leka­rzy, broń – pla­sti­ko­wą atra­pą, a imię zagi­nio­nej pacjent­ki jest ana­gra­mem imie­nia jego zmar­łej żony. Choć w kon­tek­ście tych dowo­dów wyda­je się prze­ko­na­ny o swo­jej winie, fina­ło­wa sce­na ujaw­nia, iż do ostat­niej chwi­li wie­rzy on, że stał się ofia­rą mister­nej gry.

Czy Ted­dy napraw­dę zabił żonę? A może jego cho­ro­ba psy­chicz­na to jedy­nie efekt sku­tecz­nie uknu­tej intry­gi oraz bez­u­stan­nie poda­wa­nych środ­ków psy­cho­tro­po­wych? Praw­do­po­dob­nie na to pyta­nie nie ma i nie może być jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Za każ­dą z tych inter­pre­ta­cji prze­ma­wia­ją tak samo moc­ne, a nie­kie­dy nawet te same argu­men­ty, któ­rych kon­klu­zja róż­ni się w zależ­no­ści od tego, czy oce­nia­my je z subiek­tyw­ne­go punk­tu widze­nia Teddy’ego, czy może z – bar­dziej obiek­tyw­nej w zało­że­niu – per­spek­ty­wy lekarzy.

To wła­śnie podział na subiek­tyw­ne i obiek­tyw­ne postrze­ga­nie świa­ta, któ­ry Wyspa tajem­nic mistrzow­sko wyko­rzy­stu­je, spra­wia, że nie może­my być abso­lut­nie pew­ni tego, kim jeste­śmy. Pro­wa­dzi­my swo­je życie wyłącz­nie z per­spek­ty­wy nas samych. Wszyst­ko, co wie­my, prze­fil­tro­wa­ne jest przez nasz inte­lekt, któ­re­mu ufa­my. Nawet gdy­by­śmy chcie­li zwąt­pić w jego zdol­no­ści, to musie­li­by­śmy zakwe­stio­no­wać go przy jego uży­ciu. Jeże­li zatem nie może­my wykro­czyć poza swój punkt widze­nia, to nie może­my go rów­nież obiek­tyw­nie oce­nić. To, czy jeste­śmy sza­le­ni, moż­na stwier­dzić tyl­ko z zewnątrz. Tu jed­nak poja­wia się pro­blem. „Jeśli obwo­ła­ją cię sza­leń­cem, to wszel­kie two­je pro­te­sty jedy­nie potwier­dza­ją tę dia­gno­zę”, mówi napo­tka­na w jaski­ni lekar­ka. Z dru­giej stro­ny, sko­ro nikt jak dotąd nie uznał nas za nie­po­czy­tal­nych, ozna­cza to, iż może­my ufać swo­je­mu zdro­wiu psy­chicz­ne­mu. A co, jeśli wszy­scy dooko­ła utrzy­mu­ją jedy­nie ilu­zję, że tak jest? Takie wła­śnie pyta­nie stoi u pod­staw fil­mu Mar­ti­na Scor­se­se. Podob­ne pęk­nię­cie mię­dzy tym, co pozor­ne i praw­dzi­we, sta­no­wi pod­sta­wę wszyst­kich teo­rii spi­sko­wych. Może dla­te­go tak trud­no je oba­lić: wszak każ­dy fakt, któ­ry ma je pod­wa­żać, moż­na rów­nie dobrze zakwa­li­fi­ko­wać do świa­ta pozo­rów, któ­re mają pod­trzy­my­wać ułudę.

Podział na to, co subiek­tyw­ne i obiek­tyw­ne, rodzi wię­cej filo­zo­ficz­nych pro­ble­mów. W wyda­nym w roku 1637 dzie­le Medy­ta­cje o pierw­szej filo­zo­fii Kar­te­zjusz wska­zy­wał, iż nie może­my wyklu­czyć, że ist­nie­je jakiś zło­śli­wy demon, któ­ry zwo­dzi nas co do ist­nie­nia świa­ta zewnętrz­ne­go. Zara­zem jed­nak dowo­dził on, iż nawet ów demon nie jest w sta­nie spra­wić, bym mylił się co do swe­go ist­nie­nia – sko­ro bowiem mylił­bym się, że ist­nie­ję, to ist­nie­je ktoś, kto się myli, czy­li ja. Jak jed­nak wska­zy­wał Ber­trand Rus­sell na począt­ku XX wie­ku, stwier­dze­nie „ja ist­nie­ję” nie jest tak moc­ne, jak chciał­by Kar­te­zjusz. Czy ozna­cza ono na przy­kład, że ist­nie­jesz od chwi­li naro­dzin? Wyda­je się, że nie: potęż­ny demon mógł prze­cież powo­łać cię do ist­nie­nia pięć minut temu i sfa­bry­ko­wać wszyst­kie two­je wspo­mnie­nia (ze wspo­mnie­niem prze­czy­ta­nia dwóch pierw­szych aka­pi­tów tego tek­stu włącz­nie). Subiek­tyw­nie możesz zatem stwier­dzić, że co naj­wy­żej ist­nie­jesz teraz. W ten spo­sób twier­dze­nie Kar­te­zju­sza zosta­je moc­no zawężone.

Teza ta znaj­du­je zasto­so­wa­nie w Wyspie tajem­nic. Boha­te­ra pozna­je­my w chwi­li, gdy opusz­cza sta­ły ląd. Nie wie­my, kim był on wcze­śniej i czy jest istot­nie tym, za kogo się poda­je. Widzi­my wpraw­dzie jego wspo­mnie­nia, ale nie może­my okre­ślić, któ­re z nich są praw­dzi­we, a któ­re – sfa­bry­ko­wa­ne. Wie­dza ta z pew­no­ścią pozwo­li­ła­by odpo­wie­dzieć na pyta­nie, któ­ra wer­sja histo­rii jest praw­dzi­wa. Ponie­waż jed­nak nasza per­spek­ty­wa jest toż­sa­ma z per­spek­ty­wą głów­ne­go boha­te­ra, nie jeste­śmy w sta­nie tego rozsądzić.

Przed­sta­wio­ny w Wyspie tajem­nic przy­kład cho­ro­by psy­chicz­nej sta­no­wi naj­po­waż­niej­szy być może argu­ment prze­ciw­ko prze­ko­na­niu, iż moż­li­wa jest wie­dza pew­na. Zauważ­my, że naj­moc­niej­szy w arse­na­le Kar­te­zju­sza casus demo­na pod­wa­ża całą wie­dzę na temat tego, co obiek­tyw­ne, nie naru­sza jed­nak subiek­tyw­nej zdol­no­ści racjo­nal­ne­go myśle­nia. Scho­rze­nia psy­chicz­ne się­ga­ją dalej – pod­wa­ża­ją one subiek­tyw­ną racjo­nal­ność. Ted­dy może uło­żyć spój­ną histo­rię na temat swo­je­go życia, któ­ra z obiek­tyw­ne­go punk­tu widze­nia będzie cał­ko­wi­cie fał­szy­wa. Podob­nie obłą­ka­ny filo­zof może uło­żyć prze­ko­nu­ją­cą i spój­ną teo­rię, będą­cą jed­nak wytwo­rem cho­re­go umy­słu. Jeże­li zaś nie mogę dowieść, że nie jestem obłą­ka­ny, sta­wia to pod zna­kiem zapy­ta­nia całą moją wie­dzę. Kar­te­zjusz był praw­do­po­dob­nie świa­do­my wagi tego zarzu­tu. W Medy­ta­cjach o pierw­szej filo­zo­fii pisze on, iż mógł­by „sie­bie porów­nać do nie wiem jak sza­lo­nych, któ­rych mózg tak jest osła­bio­ny […], że sta­le zapew­nia­ją, iż są kró­la­mi, pod­czas gdy są bar­dzo bied­ni lub że są odzia­ni w pur­pu­rę, gdy tym­cza­sem są nadzy, albo że mają gło­wę z gli­ny, albo że całe ich cia­ło jest dzba­nem, lub że są wydę­ci ze szkła”. Natych­miast jed­nak repli­ku­je on: „ale to są wła­śnie sza­leń­cy i ja bym się wyda­wał nie mniej sza­lo­nym, gdy­bym sobie ich wziął za przy­kład”. Nie­któ­rzy inter­pre­ta­to­rzy suge­ru­ją, że Kar­te­zjusz odrzu­ca moż­li­wość wła­sne­go sza­leń­stwa, gdyż zda­je sobie spra­wę, iż taka moż­li­wość ma dru­zgo­cą­ce kon­se­kwen­cje dla każ­dej filo­zo­fii, zaś wąt­pie­nie, do któ­re­go się w ten spo­sób docho­dzi, nie daje się prze­zwy­cię­żyć. Taką pułap­kę pozna­nia nazy­wa się nie­kie­dy suge­styw­nie epi­ste­micz­nym piekłem.

Pyta­nie, czy jesteś tą oso­bą, któ­rą ci się wyda­je, że jesteś, sta­no­wi cie­ka­wy aspekt zagad­ki ist­nie­nia. Co zna­mien­ne, mimo pozor­nej pew­no­ści, nie potra­fi­my sobie w tej kwe­stii cał­ko­wi­cie zaufać. W sce­nie, kie­dy Ted­dy sły­szy z ust psy­chia­trów alter­na­tyw­ną wer­sję swo­jej histo­rii, poważ­nie bie­rze on pod uwa­gę, iż jest kimś innym, niż dotąd sądził. Zapew­ne każ­dy z nas zare­ago­wał­by podob­nie: nie może­my wyklu­czyć, iż żyje­my w złu­dze­niu – w Matrik­sie, w reali­ty show czy w zaaran­żo­wa­nym eks­pe­ry­men­cie psy­cho­lo­gicz­nym. Sam fakt, iż dopusz­cza­my moż­li­wość zane­go­wa­nia tego, kim jeste­śmy, świad­czy, iż nasze ist­nie­nie nie jest oczy­wi­ste nawet dla nas
samych.


Jacek Jaroc­ki — Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zombi.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Fot.: Kadr z fil­mu Wyspa tajemnic



tytuł : Wyspa tajemnic
reży­se­ria: Mar­tin Scorsese
gatu­nek: dra­mat, thiller
czas trwa­nia: 2 godz. 18 min.
pro­duk­cja: USA
pre­mie­ra: 13 lute­go 2010 (świat)
sce­na­riusz: Laeta Kalogridis

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy