Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Jacek Jarocki: Wydęci ze szkła

Choć tajemnica istnienia jest intrygująca, to na co dzień nie towarzyszy nam przemożne wrażenie, że musimy się z nią mierzyć. Wbrew nachodzącym nas niekiedy pytaniom o to, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, nasze własne istnienie wydaje się nam na ogół oczywiste. Czy tak, jest naprawdę? Film Wyspa tajemnic dowodzi, iż być może tkwimy w jednym wielkim złudzeniu.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 3 (15), s. 50–52. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Detek­ty­wa Teddy’ego Daniel­sa (w tej roli Leonar­do DiCaprio) poz­na­je­my na pokładzie statku, który dziobem rozdziera gęste mgły spow­i­ja­jące wody Zato­ki Bostońskiej. Od samego początku towarzyszy nam wraże­nie, iż rutynowe na pozór śledzt­wo, które prowadzi, będzie czymś więcej, niż się wyda­je. Tym razem doty­czy ono tajem­niczego zaginię­cia pac­jen­t­ki szpi­ta­la psy­chi­a­trycznego Ashe­cliffe, funkcjonu­jącego na odciętej od świa­ta wyspie. Wkrótce sprawa okazu­je się wyjątkowo tajem­nicza, gdyż kobi­eta zniknęła z celi zamkniętej od środ­ka. Stop­niowo zaczy­na­ją mnożyć się dzi­wne przy­pad­ki: pac­jen­ci placów­ki osobli­wie reagu­ją na widok polic­jan­ta, per­son­el utrud­nia prowadze­nie śledzt­wa, zaś zagin­iona kobi­eta odna­j­du­je się cała i zdrowa – i to pomi­mo sza­le­jącego na wyspie sztor­mu. Główny bohater zaczy­na pode­jrze­wać, że szpi­tal psy­chi­a­tryczny jest miejscem rzą­dowych ekspery­men­tów nad kon­trolą umysłu, zaś on sam jest ofi­arą wyjątkowo złożonej intry­gi.

Ted­dy jest na wyspie osamot­niony. Jego nowo przy­dzielony part­ner, Chuck, jest w rzeczy samej pod­wład­nym, który zwraca się do niego „sze­fie”, co zmusza bohat­era granego przez DiCaprio do zachowa­nia pozorów hardoś­ci i opanowa­nia. Specy­ficzną postacią jest dok­tor Jere­mi­ah Naehring, psy­chi­a­tra, który zda­je się być człowiekiem niejed­noz­nacznym i mają­cym coś do ukrycia. Co gorsza, led­wie wyczuwal­ny niemiec­ki akcent lekarza spraw­ia, że do gło­su dochodzą dręczące Teddy’ego demo­ny przeszłoś­ci. Jako amerykańs­ki żołnierz brał on udzi­ał w wyzwala­niu obozu kon­cen­tra­cyjnego w Dachau, a także w masakrze jego strażników. Od tamtej pory prześladu­je go zarówno widok zgład­zonych ofi­ar, jak i rozstrze­lanych w trak­cie samosą­du żołnierzy SS, których ukaranie trud­no nazwać inaczej niż kole­jną zbrod­nią wojen­ną.

To wszys­tko spraw­ia, że Ted­dy zaczy­na tracić zmysły. Sny na jaw­ie miesza­ją się z rzeczy­wis­toś­cią, zaś bohater jest gotowy zro­bić wszys­tko, by odkryć prawdę. Punk­tem zwrot­nym jest moment, kiedy w jed­nej z przy­brzeżnych jask­iń spo­ty­ka on ukry­wa­jącą się lekarkę, która potwierdza przy­puszczenia o prowad­zonych w sekre­cie ekspery­men­tach. Ostrze­ga ona detek­ty­wa, że dyrekc­ja zro­bi wszys­tko, aby wmówić mu sza­leńst­wo, a tym samym zatrzy­mać na wyspie. Sugeru­je również, że cały czas poda­je mu się leki psy­chotropowe, które wywołu­ją halucy­nac­je. W kluc­zowej sce­nie psy­chi­a­trzy ozna­jmi­a­ją Teddy’emu straszną prawdę: w rzeczy­wis­toś­ci on sam jest pac­jen­tem placów­ki, osad­zonym tam po zamor­dowa­niu żony. Całe prowad­zone przez niego śledzt­wo jest nato­mi­ast częś­cią ekspery­men­tal­nej ter­apii, która zakła­da, że osobę cier­piącą na uro­je­nia moż­na wyleczyć poprzez dopuszcze­nie, by wcieliła się ona w rolę, którą – jak jej się zda­je – odgry­wa. Ted­dy widzi, jak na jego oczach roz­pa­da się racjon­al­ny świat: part­ner okazu­je się jed­nym z lekarzy, broń – plas­tikową atrapą, a imię zagin­ionej pac­jen­t­ki jest ana­gramem imienia jego zmarłej żony. Choć w kon­tekś­cie tych dowodów wyda­je się przeko­nany o swo­jej winie, finałowa sce­na ujaw­nia, iż do ostat­niej chwili wierzy on, że stał się ofi­arą mis­ternej gry.

Czy Ted­dy naprawdę zabił żonę? A może jego choro­ba psy­chicz­na to jedynie efekt skutecznie uknutej intry­gi oraz bezus­tan­nie podawanych środ­ków psy­chotropowych? Praw­dopodob­nie na to pytanie nie ma i nie może być jed­noz­nacznej odpowiedzi. Za każdą z tych inter­pre­tacji prze­maw­ia­ją tak samo moc­ne, a niekiedy nawet te same argu­men­ty, których kon­kluz­ja różni się w zależnoś­ci od tego, czy oce­ni­amy je z subiek­ty­wnego punk­tu widzenia Teddy’ego, czy może z – bardziej obiek­ty­wnej w założe­niu – per­spek­ty­wy lekarzy.

To właśnie podzi­ał na subiek­ty­wne i obiek­ty­wne postrze­ganie świa­ta, który Wys­pa tajem­nic mis­tr­zowsko wyko­rzys­tu­je, spraw­ia, że nie może­my być abso­lut­nie pewni tego, kim jesteśmy. Prowadz­imy swo­je życie wyłącznie z per­spek­ty­wy nas samych. Wszys­tko, co wiemy, prze­filtrowane jest przez nasz intelekt, które­mu ufamy. Nawet gdy­byśmy chcieli zwąt­pić w jego zdol­noś­ci, to musielibyśmy zak­wes­t­ionować go przy jego uży­ciu. Jeżeli zatem nie może­my wykroczyć poza swój punkt widzenia, to nie może­my go również obiek­ty­wnie ocenić. To, czy jesteśmy sza­leni, moż­na stwierdz­ić tylko z zewnątrz. Tu jed­nak pojaw­ia się prob­lem. „Jeśli obwoła­ją cię sza­leńcem, to wszelkie two­je protesty jedynie potwierdza­ją tę diag­nozę”, mówi napotkana w jask­i­ni lekar­ka. Z drugiej strony, sko­ro nikt jak dotąd nie uznał nas za niepoczy­tal­nych, oznacza to, iż może­my ufać swo­je­mu zdrow­iu psy­chiczne­mu. A co, jeśli wszyscy dookoła utrzy­mu­ją jedynie iluzję, że tak jest? Takie właśnie pytanie stoi u pod­staw fil­mu Mar­ti­na Scors­ese. Podob­ne pęknię­cie między tym, co pozorne i prawdzi­we, stanowi pod­stawę wszys­t­kich teorii spiskowych. Może dlat­ego tak trud­no je obal­ić: wszak każdy fakt, który ma je pod­ważać, moż­na równie dobrze zak­wal­i­fikować do świa­ta pozorów, które mają podtrzymy­wać ułudę.

Podzi­ał na to, co subiek­ty­wne i obiek­ty­wne, rodzi więcej filo­zoficznych prob­lemów. W wydanym w roku 1637 dziele Medy­tac­je o pier­wszej filo­zofii Kartezjusz wskazy­wał, iż nie może­my wyk­luczyć, że ist­nieje jak­iś złośli­wy demon, który zwodzi nas co do ist­nienia świa­ta zewnętrznego. Zarazem jed­nak dowodz­ił on, iż nawet ów demon nie jest w stanie spraw­ić, bym mylił się co do swego ist­nienia – sko­ro bowiem myliłbym się, że ist­nieję, to ist­nieje ktoś, kto się myli, czyli ja. Jak jed­nak wskazy­wał Bertrand Rus­sell na początku XX wieku, stwierdze­nie „ja ist­nieję” nie jest tak moc­ne, jak chci­ał­by Kartezjusz. Czy oznacza ono na przykład, że ist­niejesz od chwili nar­o­dzin? Wyda­je się, że nie: potężny demon mógł prze­cież powołać cię do ist­nienia pięć min­ut temu i sfab­rykować wszys­tkie two­je wspom­nienia (ze wspom­nie­niem przeczy­ta­nia dwóch pier­wszych akapitów tego tek­stu włącznie). Subiek­ty­wnie możesz zatem stwierdz­ić, że co najwyżej ist­niejesz ter­az. W ten sposób twierdze­nie Kartezjusza zosta­je moc­no zawężone.

Teza ta zna­j­du­je zas­tosowanie w Wyspie tajem­nic. Bohat­era poz­na­je­my w chwili, gdy opuszcza stały ląd. Nie wiemy, kim był on wcześniej i czy jest istot­nie tym, za kogo się poda­je. Widz­imy wprawdzie jego wspom­nienia, ale nie może­my określić, które z nich są prawdzi­we, a które – sfab­rykowane. Wiedza ta z pewnoś­cią poz­woliła­by odpowiedzieć na pytanie, która wer­s­ja his­torii jest prawdzi­wa. Ponieważ jed­nak nasza per­spek­ty­wa jest tożsama z per­spek­ty­wą głównego bohat­era, nie jesteśmy w stanie tego rozsądz­ić.

Przed­staw­iony w Wyspie tajem­nic przykład choro­by psy­chicznej stanowi najpoważniejszy być może argu­ment prze­ci­wko przeko­na­niu, iż możli­wa jest wiedza pew­na. Zauważmy, że naj­moc­niejszy w arse­nale Kartezjusza casus demona pod­waża całą wiedzę na tem­at tego, co obiek­ty­wne, nie narusza jed­nak subiek­ty­wnej zdol­noś­ci racjon­al­nego myśle­nia. Schorzenia psy­chiczne się­ga­ją dalej – pod­waża­ją one subiek­ty­wną racjon­al­ność. Ted­dy może ułożyć spójną his­torię na tem­at swo­jego życia, która z obiek­ty­wnego punk­tu widzenia będzie całkowicie fałszy­wa. Podob­nie obłąkany filo­zof może ułożyć przekonu­jącą i spójną teorię, będącą jed­nak wyt­worem chorego umysłu. Jeżeli zaś nie mogę dowieść, że nie jestem obłąkany, staw­ia to pod znakiem zapy­ta­nia całą moją wiedzę. Kartezjusz był praw­dopodob­nie świadomy wagi tego zarzu­tu. W Medy­tac­jach o pier­wszej filo­zofii pisze on, iż mógł­by „siebie porów­nać do nie wiem jak sza­lonych, których mózg tak jest osłabiony […], że stale zapew­ni­a­ją, iż są króla­mi, pod­czas gdy są bard­zo bied­ni lub że są odziani w pur­purę, gdy tym­cza­sem są nadzy, albo że mają głowę z gliny, albo że całe ich ciało jest dzbanem, lub że są wydę­ci ze szkła”. Naty­ch­mi­ast jed­nak rep­liku­je on: „ale to są właśnie sza­leń­cy i ja bym się wydawał nie mniej sza­lonym, gdy­bym sobie ich wziął za przykład”. Niek­tórzy inter­pre­ta­torzy sugeru­ją, że Kartezjusz odrzu­ca możli­wość włas­nego sza­leńst­wa, gdyż zda­je sobie sprawę, iż taka możli­wość ma druz­gocące kon­sek­wenc­je dla każdej filo­zofii, zaś wąt­pi­e­nie, do którego się w ten sposób dochodzi, nie daje się przezwyciężyć. Taką pułap­kę poz­na­nia nazy­wa się niekiedy sug­esty­wnie epis­temicznym piekłem.

Pytanie, czy jesteś tą osobą, którą ci się wyda­je, że jesteś, stanowi ciekawy aspekt zagad­ki ist­nienia. Co znami­enne, mimo pozornej pewnoś­ci, nie potrafimy sobie w tej kwestii całkowicie zau­fać. W sce­nie, kiedy Ted­dy słyszy z ust psy­chi­a­trów alter­naty­wną wer­sję swo­jej his­torii, poważnie bierze on pod uwagę, iż jest kimś innym, niż dotąd sądz­ił. Zapewne każdy z nas zareagował­by podob­nie: nie może­my wyk­luczyć, iż żyje­my w złudze­niu – w Matrik­sie, w real­i­ty show czy w zaaranżowanym ekspery­men­cie psy­cho­log­icznym. Sam fakt, iż dopuszcza­my możli­wość zane­gowa­nia tego, kim jesteśmy, świad­czy, iż nasze ist­nie­nie nie jest oczy­wiste nawet dla nas
samych.


Jacek Jaroc­ki — Dok­torant w Kat­e­drze His­torii Filo­zofii Nowożyt­nej i Współczes­nej Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego. Zain­tere­sowa­nia naukowe: filo­zofia umysłu, his­to­ria filo­zofii anal­i­ty­cznej, filo­zofia nau­ki. Poza nauką intere­su­je się muzyką (prowadzi blog z recen­z­ja­mi oraz gry­wa w zes­pole), współczes­ną lit­er­aturą fran­cuską oraz niskobudże­towy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Kadr z fil­mu Wys­pa tajem­nic



tytuł : Wys­pa tajem­nic
reży­se­ria: Mar­tin Scors­ese
gatunek: dra­mat, thiller
czas trwa­nia: 2 godz. 18 min.
pro­dukc­ja: USA
pre­miera: 13 lutego 2010 (świat)
sce­nar­iusz: Lae­ta Kalo­gridis

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy