Artykuł Filozofia umysłu

Jacek Jarocki: Z wizytą w (możliwym) świecie zombi

Filozofia analityczna miała być w założeniu wzorowana na metodach nauk ścisłych, takich jak fizyka czy chemia. Jednakże filozof – w przeciwieństwie do swoich kolegów naukowców – nie dysponuje klasycznym laboratorium. Odpowiednikiem przestrzeni do badań bywa jednak jego wyobraźnia, zamieszkiwana przez różne stwory: bagnoludy, neurolożki-daltonistki oraz zombi.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 6 (12), s. 14–15. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Każ­de wyobra­że­nie sytu­acji innej niż fak­tycz­nie zacho­dzą­ca to w pew­nym sen­sie kre­owa­nie świa­ta moż­li­we­go. Zgod­nie z tym, co sądzi część filo­zo­fów ana­li­tycz­nych, tego typu eks­pe­ry­men­to­wa­nie w labo­ra­to­rium wyobraź­ni to nie tyl­ko dobra zaba­wa, ale rów­nież źró­dło fak­tycz­nej wie­dzy o tym, jaki jest lub jaki może być świat. Weź­my pro­sty argu­ment: nie jestem w sta­nie pojąć kwa­dra­to­we­go koła – a więc jest ono nie­moż­li­we. Mogę sobie nato­miast wyobra­zić rower o śred­ni­cy kół wyno­szą­cej jeden kilo­metr – powi­nie­nem zatem ocze­ki­wać, że jeże­li komuś nie będzie szko­da cza­su i pie­nię­dzy, to taki rower zbu­du­je. (O róż­ni­cy mię­dzy poj­mo­wal­no­ścią a wyobra­żal­no­ścią, któ­ra na razie nie gra więk­szej roli, powie­my dalej). Naj­bar­dziej pro­za­icz­nym przy­kła­dem tego, że wyobra­żal­ność jakie­goś sta­nu rze­czy ozna­cza jego moż­li­wość, jest urzą­dza­nie domu: myśli­my, jak by to było posta­wić sza­fę w jed­nym miej­scu, a fote­le w dru­gim, a potem reali­zu­je­my swój zamysł i doko­nu­je­my prze­me­blo­wa­nia.

O ile te pro­ste przy­kła­dy nie budzą kon­tro­wer­sji, o tyle wyko­rzy­sty­wa­nie wyobraź­ni jako narzę­dzia poważ­nych badań filo­zo­ficz­nych spo­ty­ka się z obiek­cja­mi. Jest tak szcze­gól­nie wte­dy, gdy efekt docie­kań „w gło­wie” popa­da w sprzecz­ność z naszy­mi intu­icja­mi czy wie­dzą nauko­wą. Tak jest m.in. z argu­men­tem z wyobra­żal­no­ści świa­ta zamiesz­ki­wa­ne­go przez zom­bi.

Zombi – filozoficzna maskotka

Choć o zom­bi pisa­łem już w innym miej­scu (Zom­bi kon­tra mate­ria­lizm, „Filo­zo­fuj!” 2015, nr 4, s. 14–16), tutaj krót­ko przed­sta­wię ogól­ną ideę argu­men­tu. Więk­szość współ­cze­snych filo­zo­fów uwa­ża, że nasz świat jest czy­sto mate­rial­ny, a więc że wszel­kie zja­wi­ska – od oddzia­ły­wań gra­wi­ta­cyj­nych po ludz­kie myśli czy pra­gnie­nia – moż­na wyja­śnić, odwo­łu­jąc się do bytów fizycz­nych, takich jak ato­my, komór­ki czy mózgi. W szcze­gól­no­ści sądzi się, że całe życie psy­chicz­ne każ­dej isto­ty żywej wywo­dzi się z aktyw­no­ści neu­ro­nów, któ­re poprzez zapa­la­nie się i gaśnię­cie gene­ru­ją wszel­kie prze­ży­cia – z two­im widze­niem i rozu­mie­niem tego tek­stu włącz­nie. Sta­no­wi­sko, któ­re cały umysł spro­wa­dza do mate­rial­ne­go mózgu, nazy­wa się mate­ria­li­zmem.

Argu­ment z logicz­nej moż­li­wo­ści ist­nie­nia zom­bi ma wska­zy­wać, że pogląd mate­ria­li­stów jest błęd­ny. Jego zwo­len­ni­cy gło­szą, iż jest moż­li­we, że ist­nia­ły­by takie stwo­rze­nia, któ­re były­by dokład­ną (atom w atom) fizycz­ną kopią Cie­bie czy mnie, ale nie dozna­wa­ły­by żad­nych prze­żyć świa­do­mych –
w ich umy­słach nie poja­wia­ło­by się zupeł­nie nic. Kie­dy patrzysz na bia­łą kart­kę lub czu­jesz ból, to prócz tego, że w Two­im mózgu zapa­la­ją się odpo­wied­nie ścież­ki neu­ro­nal­ne, odczu­wasz pewien stan – widze­nia bie­li lub dozna­wa­nia bólu. Tym­cza­sem Twój bliź­niak zom­bi – choć jego mózg funk­cjo­nu­je iden­tycz­nie jak Twój – jest tych odczuć pozba­wio­ny: może on rzecz jasna zacho­wy­wać się, jak gdy­by cier­piał, krzy­wić się z bólu, brać tablet­ki czy krwa­wić, ale w rze­czy­wi­sto­ści tego bólu nie odczu­wa. Jest on podob­ny do dosko­na­łe­go akto­ra – na tyle dosko­na­łe­go, że nawet jego neu­ro­ny palą się jak w chwi­li odczu­wa­nia bólu, ale ich pobu­dze­niu nie towa­rzy­szy żad­ne świa­do­me doświad­cze­nie.

Co z tego wyni­ka? Otóż twier­dzi­my, że ist­nie­je taki świat moż­li­wy, któ­ry jest dokład­ną fizycz­ną kopią nasze­go –
z isto­ta­mi, któ­re fizycz­nie, tak­że pod wzglę­dem budo­wy i funk­cjo­no­wa­nia mózgu, są nie­odróż­nial­ne do ludzi. Mimo to w owym świe­cie moż­li­wym nie ma nawet odro­bi­ny świa­do­mo­ści. Jeże­li zaś tak jest, to świa­do­mość nie może być uza­leż­nio­na wyłącz­nie od mózgu. Gdy­by bowiem było ina­czej, to każ­dy byt, któ­ry miał­by mój mózg, musiał­by być z koniecz­no­ści świa­do­my jak ja. Aby zro­zu­mieć dla­cze­go, posłuż­my się przy­kła­dem wody: jeśli mamy dwie szklan­ki, w któ­rych znaj­du­je się iden­tycz­na licz­ba ato­mów wodo­ru i tle­nu, któ­re ponad­to są iden­tycz­nie uło­żo­ne, to wyda­je się oczy­wi­ste, że jeże­li w jed­nej szklan­ce jest woda, w dru­giej rów­nież będzie woda. Nie może­my sobie zatem pomy­śleć, aby woda była czymś innym niż odpo­wied­nio ustruk­tu­ry­zo­wa­ne czą­stecz­ki wodo­ru i tle­nu. W przy­pad­ku świa­do­mo­ści jest ina­czej – przy­kład świa­ta zom­bi ma dowo­dzić, że nawet odpo­wied­nio zbu­do­wa­ne mózgi nie wystar­czą, aby auto­ma­tycz­nie poja­wi­ła się świa­do­mość.

Wyobrażalne, ale czy możliwe?

Rzecz jasna zało­że­niem tego argu­men­tu jest to, że ist­nie­je taki świat moż­li­wy, któ­ry – choć iden­tycz­ny z naszym pod każ­dym innym wzglę­dem – zamiesz­ku­ją isto­ty pozba­wio­ne świa­do­mo­ści. Skąd zaś wie­my, że taki świat jest moż­li­wy? Otóż może­my go sobie wyobra­zić. Poda­ne wyżej przy­kła­dy poka­zy­wa­ły, że wyobra­żal­ność sta­no­wi na ogół dobry wskaź­nik tego, czy coś jest moż­li­we. Ale czy wyobraź­nia speł­nia wyma­ga­nia sta­wia­ne poważ­ne­mu narzę­dziu filo­zo­ficz­ne­mu?

Twier­dzą­cej odpo­wie­dzi na to pyta­nie udzie­la się od co naj­mniej czte­ry­stu lat. David Hume pod­kre­ślał, że „cokol­wiek może­my sobie wyobra­zić, to nie jest abso­lut­nie nie­moż­li­we”, zaś nie­co star­szy od nie­go Kar­te­zjusz uwa­żał za moż­li­we nie tyl­ko to, co wyobra­żal­ne, ale rów­nież to, co poj­mo­wal­ne, czy­li poję­cio­wo nie­sprzecz­ne. (Kate­go­ria nie­sprzecz­no­ści jest szer­sza niż wyobra­żal­no­ści – mogę pojąć tysiąc­kąt forem­ny, ale nie mogę go sobie wyobra­zić, nie potra­fię go bowiem odróż­nić od wyobra­że­nia tysiąc­jed­no­ką­ta forem­ne­go).

Pogląd taki spo­ty­ka się z prze­ko­nu­ją­cą kry­ty­ką. Mogę sobie wyobra­zić pły­wa­ją­ce na wodzie sztab­ki żela­za, ale czy ozna­cza to, że taka sytu­acja jest moż­li­wa? Śre­dnio­wiecz­ni ucze­ni bez wąt­pie­nia zgo­dzi­li­by się, że moż­na pomy­śleć ist­nie­nie wody bez ist­nie­nia wodo­ru i tle­nu – dziś wie­my, że to nie­moż­li­we. Bez odkryć astro­no­micz­nych moż­na by wyobra­zić sobie, że Jutrzen­ka była­by widocz­na, nawet gdy­by nie ist­nia­ła dostrze­gal­na wie­czo­ra­mi Wenus, a prze­cież to jed­no i to samo cia­ło nie­bie­skie. Przy­kła­dy te poka­zu­ją, że wyobra­żal­ność to zdol­ność poznaw­cza, zależ­na od naszej wie­dzy o świe­cie, tym­cza­sem to, jaki jest świat napraw­dę, może róż­nić się od tego, co może­my lub nie może­my o nim pomy­śleć.

Na pozór wyda­je się, że cała spra­wa jest prze­gra­na. Jed­nak idąc za Davi­dem Chal­mer­sem, współ­cze­snym filo­zo­fem, któ­ry zapro­po­no­wał naj­po­pu­lar­niej­szą wer­sję argu­men­tu z logicz­nej moż­li­wo­ści ist­nie­nia zom­bi, może­my wpro­wa­dzić kil­ka roz­róż­nień, by wska­zać, że świat zamiesz­ki­wa­ny przez zom­bi jest moż­li­wy mimo naszych ogra­ni­czeń poznaw­czych.

Pierw­sze roz­róż­nie­nie prze­bie­ga mię­dzy poj­mo­wal­no­ścią pri­ma facie (tj. na pierw­szy rzut oka) a poj­mo­wal­no­ścią ide­al­ną. Naj­częst­szy zarzut brzmi, że to, iż coś wyda­je się nam moż­li­we, wca­le nie ozna­cza, że istot­nie takie jest. Nasza wie­dza jest zmien­na, stąd wia­ry­god­nie orze­kać o tym, co moż­li­we, a co nie, jeste­śmy w sta­nie wyłącz­nie w sytu­acji ide­al­nej, kie­dy wie­my wszyst­ko na dany temat. Choć w przy­pad­ku glo­bal­nych wyobra­żeń (np. że Adolf Hitler wygry­wa woj­nę) ilość danych, któ­re trze­ba by uwzględ­nić, jest tak ogrom­na, że trud­no nawet przy­pusz­czać, by kto­kol­wiek mógł kom­pe­tent­nie orzec moż­li­wość takie­go sta­nu rze­czy, przy prost­szych wyobra­że­niach waru­nek ten czę­sto uda­je się do pew­ne­go stop­nia speł­nić.

Dru­gie roz­róż­nie­nie prze­bie­ga mię­dzy poj­mo­wal­no­ścią nega­tyw­ną oraz pozy­tyw­ną. Dany stan rze­czy poj­mu­je się nega­tyw­nie, kie­dy nie stwier­dza się w nim sprzecz­no­ści, zaś pozy­tyw­nie – kie­dy wyobra­ża­my sobie, czy­li może­my skon­stru­ować szcze­gó­ło­wy umy­sło­wy obraz, że jest tak a tak. Poj­mo­wal­ność pozy­tyw­na jest – jak się wyda­je – moc­niej­sza, ponie­waż nie wszyst­ko to, co nie­sprzecz­ne, jest moż­li­we. Jako przy­kład weź­my nie­da­ją­ce się dowieść twier­dze­nie mate­ma­tycz­ne: choć moż­na nega­tyw­nie pojąć zarów­no jego praw­dzi­wość, jak i fał­szy­wość (co ozna­cza, że jed­na z nega­tyw­nie poj­mo­wal­nych sytu­acji jest nie­moż­li­wa), nie moż­na orzec, że potra­fi­my kom­pe­tent­nie wyobra­zić sobie świat, w któ­rym twier­dze­nie to jest praw­dzi­we lub fał­szy­we.

Wresz­cie trze­cie, naj­bar­dziej tech­nicz­ne roz­róż­nie­nie prze­bie­ga mię­dzy poj­mo­wal­no­ścią pier­wot­ną i wtór­ną. Uprasz­cza­jąc, moż­na powie­dzieć, że podział ten wią­że się z tym, jak pozna­je­my świat. Poj­mo­wal­ność pier­wot­na zwią­za­na jest z defi­nio­wa­niem rze­czy pozna­nych na grun­cie codzien­ne­go doświad­cze­nia (mówi­my na przy­kład, że woda to coś, co pły­nie z kra­nu), nato­miast poj­mo­wal­ność wtór­na doty­czy rze­czy pozna­wa­nych nauko­wo (stąd wła­śnie wie­my, że woda to H2O). Choć zatem może­my pier­wot­nie stwier­dzić, że woda to nie H2O, wtór­ne stwier­dze­nie nauki oba­la ten sąd. Jeże­li więc chce­my się posłu­gi­wać kate­go­rią poj­mo­wal­no­ści, aby wska­zy­wa­ła, co napraw­dę jest moż­li­we, powin­na to być poj­mo­wal­ność wtór­na.

Uciążliwy lokator świata możliwego

Chal­mers twier­dzi, że jeże­li coś jest poj­mo­wal­ne w spo­sób ide­al­ny, pozy­tyw­ny oraz wtór­ny, to – mimo wszel­kich zarzu­tów – jest moż­li­we. Inny­mi sło­wy: jeże­li mam peł­ną wie­dzę na temat jakie­goś frag­men­tu świa­ta i snu­ję wyobra­że­nia na temat tego, „co by było, gdy­by”, to moja wyobraź­nia odno­si mnie do praw­dzi­we­go świa­ta moż­li­we­go.

Natu­ral­ne w tym miej­scu pyta­nie brzmi: czy zom­bi speł­nia­ją te warun­ki? Wyda­je się, że tak. Naszą świa­do­mość zna­my ide­al­nie, bo w spo­sób bez­po­śred­ni i naj­bar­dziej peł­ny. Zom­bi może­my wyobra­zić sobie pozy­tyw­nie – zamiesz­ki­wa­ny przez nie świat jest bowiem dokład­nie taki sam jak nasz: bra­ku­je w nim tyl­ko świa­do­mo­ści. Twier­dze­nia nauki nie mają zaś żad­ne­go wpły­wu na to, jak odczu­wa­my naszą świa­do­mość, zasad­nie moż­na więc twier­dzić, że w tym wypad­ku posłu­gu­je­my się poj­mo­wal­no­ścią wtór­ną. Wszyst­ko prze­ma­wia za tym, że świat zom­bi nale­ży uznać za moż­li­wy.

Nie wszy­scy filo­zo­fo­wie zgo­dzą się z tymi wnio­ska­mi. Nie ma w tym nic dziw­ne­go. Wyobraź­nia słu­ży bowiem do snu­cia nie­re­al­nych, fan­ta­stycz­nych sce­na­riu­szy, a nie bada­nia rze­czy­wi­sto­ści. Trud­no oprzeć się jed­nak myśli, że moż­na z niej uczy­nić solid­ne narzę­dzie filo­zo­ficz­ne, o ile posta­wi się przed nią wyjąt­ko­wo wyso­kie wyma­ga­nia. Zna­mien­ny jest fakt, że mimo wyso­kich stan­dar­dów świat zom­bi prze­cho­dzi tę pró­bę. A sko­ro tak jest, zysku­je­my dobry powód, by stwier­dzić, że jeste­śmy czymś wię­cej niż wyłącz­nie mate­rial­ny­mi
mózga­mi.


Jacek Jaroc­ki – Dok­to­rant w Kate­drze Histo­rii Filo­zo­fii Nowo­żyt­nej i Współ­cze­snej Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia umy­słu, histo­ria filo­zo­fii ana­li­tycz­nej, filo­zo­fia nauki. Poza nauką inte­re­su­je się muzy­ką (pro­wa­dzi blog z recen­zja­mi oraz gry­wa w zespo­le), współ­cze­sną lite­ra­tu­rą fran­cu­ską oraz nisko­bu­dże­to­wy­mi fil­ma­mi o zom­bi.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy