Artykuł Filozofia umysłu

Jacek Jarocki: Z wizytą w (możliwym) świecie zombi

Filozofia analityczna miała być w założeniu wzorowana na metodach nauk ścisłych, takich jak fizyka czy chemia. Jednakże filozof – w przeciwieństwie do swoich kolegów naukowców – nie dysponuje klasycznym laboratorium. Odpowiednikiem przestrzeni do badań bywa jednak jego wyobraźnia, zamieszkiwana przez różne stwory: bagnoludy, neurolożki-daltonistki oraz zombi.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 6 (12), s. 14–15. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Każde wyobrażenie sytuacji innej niż faktycznie zachodząca to w pewnym sensie kreowanie świata możliwego. Zgodnie z tym, co sądzi część filozofów analitycznych, tego typu eksperymentowanie w laboratorium wyobraźni to nie tylko dobra zabawa, ale również źródło faktycznej wiedzy o tym, jaki jest lub jaki może być świat. Weźmy prosty argument: nie jestem w stanie pojąć kwadratowego koła – a więc jest ono niemożliwe. Mogę sobie natomiast wyobrazić rower o średnicy kół wynoszącej jeden kilometr – powinienem zatem oczekiwać, że jeżeli komuś nie będzie szkoda czasu i pieniędzy, to taki rower zbuduje. (O różnicy między pojmowalnością a wyobrażalnością, która na razie nie gra większej roli, powiemy dalej). Najbardziej prozaicznym przykładem tego, że wyobrażalność jakiegoś stanu rzeczy oznacza jego możliwość, jest urządzanie domu: myślimy, jak by to było postawić szafę w jednym miejscu, a fotele w drugim, a potem realizujemy swój zamysł i dokonujemy przemeblowania.

O ile te proste przykłady nie budzą kontrowersji, o tyle wykorzystywanie wyobraźni jako narzędzia poważnych badań filozoficznych spotyka się z obiekcjami. Jest tak szczególnie wtedy, gdy efekt dociekań „w głowie” popada w sprzeczność z naszymi intuicjami czy wiedzą naukową. Tak jest m.in. z argumentem z wyobrażalności świata zamieszkiwanego przez zombi.

Zombi – filozoficzna maskotka

Choć o zombi pisałem już w innym miejscu (Zombi kontra materializm, „Filozofuj!” 2015, nr 4, s. 14–16), tutaj krótko przedstawię ogólną ideę argumentu. Większość współczesnych filozofów uważa, że nasz świat jest czysto materialny, a więc że wszelkie zjawiska – od oddziaływań grawitacyjnych po ludzkie myśli czy pragnienia – można wyjaśnić, odwołując się do bytów fizycznych, takich jak atomy, komórki czy mózgi. W szczególności sądzi się, że całe życie psychiczne każdej istoty żywej wywodzi się z aktywności neuronów, które poprzez zapalanie się i gaśnięcie generują wszelkie przeżycia – z twoim widzeniem i rozumieniem tego tekstu włącznie. Stanowisko, które cały umysł sprowadza do materialnego mózgu, nazywa się materializmem.

Argument z logicznej możliwości istnienia zombi ma wskazywać, że pogląd materialistów jest błędny. Jego zwolennicy głoszą, iż jest możliwe, że istniałyby takie stworzenia, które byłyby dokładną (atom w atom) fizyczną kopią Ciebie czy mnie, ale nie doznawałyby żadnych przeżyć świadomych –
w ich umysłach nie pojawiałoby się zupełnie nic. Kiedy patrzysz na białą kartkę lub czujesz ból, to prócz tego, że w Twoim mózgu zapalają się odpowiednie ścieżki neuronalne, odczuwasz pewien stan – widzenia bieli lub doznawania bólu. Tymczasem Twój bliźniak zombi – choć jego mózg funkcjonuje identycznie jak Twój – jest tych odczuć pozbawiony: może on rzecz jasna zachowywać się, jak gdyby cierpiał, krzywić się z bólu, brać tabletki czy krwawić, ale w rzeczywistości tego bólu nie odczuwa. Jest on podobny do doskonałego aktora – na tyle doskonałego, że nawet jego neurony palą się jak w chwili odczuwania bólu, ale ich pobudzeniu nie towarzyszy żadne świadome doświadczenie.

Co z tego wynika? Otóż twierdzimy, że istnieje taki świat możliwy, który jest dokładną fizyczną kopią naszego –
z istotami, które fizycznie, także pod względem budowy i funkcjonowania mózgu, są nieodróżnialne do ludzi. Mimo to w owym świecie możliwym nie ma nawet odrobiny świadomości. Jeżeli zaś tak jest, to świadomość nie może być uzależniona wyłącznie od mózgu. Gdyby bowiem było inaczej, to każdy byt, który miałby mój mózg, musiałby być z konieczności świadomy jak ja. Aby zrozumieć dlaczego, posłużmy się przykładem wody: jeśli mamy dwie szklanki, w których znajduje się identyczna liczba atomów wodoru i tlenu, które ponadto są identycznie ułożone, to wydaje się oczywiste, że jeżeli w jednej szklance jest woda, w drugiej również będzie woda. Nie możemy sobie zatem pomyśleć, aby woda była czymś innym niż odpowiednio ustrukturyzowane cząsteczki wodoru i tlenu. W przypadku świadomości jest inaczej – przykład świata zombi ma dowodzić, że nawet odpowiednio zbudowane mózgi nie wystarczą, aby automatycznie pojawiła się świadomość.

Wyobrażalne, ale czy możliwe?

Rzecz jasna założeniem tego argumentu jest to, że istnieje taki świat możliwy, który – choć identyczny z naszym pod każdym innym względem – zamieszkują istoty pozbawione świadomości. Skąd zaś wiemy, że taki świat jest możliwy? Otóż możemy go sobie wyobrazić. Podane wyżej przykłady pokazywały, że wyobrażalność stanowi na ogół dobry wskaźnik tego, czy coś jest możliwe. Ale czy wyobraźnia spełnia wymagania stawiane poważnemu narzędziu filozoficznemu?

Twierdzącej odpowiedzi na to pytanie udziela się od co najmniej czterystu lat. David Hume podkreślał, że „cokolwiek możemy sobie wyobrazić, to nie jest absolutnie niemożliwe”, zaś nieco starszy od niego Kartezjusz uważał za możliwe nie tylko to, co wyobrażalne, ale również to, co pojmowalne, czyli pojęciowo niesprzeczne. (Kategoria niesprzeczności jest szersza niż wyobrażalności – mogę pojąć tysiąckąt foremny, ale nie mogę go sobie wyobrazić, nie potrafię go bowiem odróżnić od wyobrażenia tysiącjednokąta foremnego).

Pogląd taki spotyka się z przekonującą krytyką. Mogę sobie wyobrazić pływające na wodzie sztabki żelaza, ale czy oznacza to, że taka sytuacja jest możliwa? Średniowieczni uczeni bez wątpienia zgodziliby się, że można pomyśleć istnienie wody bez istnienia wodoru i tlenu – dziś wiemy, że to niemożliwe. Bez odkryć astronomicznych można by wyobrazić sobie, że Jutrzenka byłaby widoczna, nawet gdyby nie istniała dostrzegalna wieczorami Wenus, a przecież to jedno i to samo ciało niebieskie. Przykłady te pokazują, że wyobrażalność to zdolność poznawcza, zależna od naszej wiedzy o świecie, tymczasem to, jaki jest świat naprawdę, może różnić się od tego, co możemy lub nie możemy o nim pomyśleć.

Na pozór wydaje się, że cała sprawa jest przegrana. Jednak idąc za Davidem Chalmersem, współczesnym filozofem, który zaproponował najpopularniejszą wersję argumentu z logicznej możliwości istnienia zombi, możemy wprowadzić kilka rozróżnień, by wskazać, że świat zamieszkiwany przez zombi jest możliwy mimo naszych ograniczeń poznawczych.

Pierwsze rozróżnienie przebiega między pojmowalnością prima facie (tj. na pierwszy rzut oka) a pojmowalnością idealną. Najczęstszy zarzut brzmi, że to, iż coś wydaje się nam możliwe, wcale nie oznacza, że istotnie takie jest. Nasza wiedza jest zmienna, stąd wiarygodnie orzekać o tym, co możliwe, a co nie, jesteśmy w stanie wyłącznie w sytuacji idealnej, kiedy wiemy wszystko na dany temat. Choć w przypadku globalnych wyobrażeń (np. że Adolf Hitler wygrywa wojnę) ilość danych, które trzeba by uwzględnić, jest tak ogromna, że trudno nawet przypuszczać, by ktokolwiek mógł kompetentnie orzec możliwość takiego stanu rzeczy, przy prostszych wyobrażeniach warunek ten często udaje się do pewnego stopnia spełnić.

Drugie rozróżnienie przebiega między pojmowalnością negatywną oraz pozytywną. Dany stan rzeczy pojmuje się negatywnie, kiedy nie stwierdza się w nim sprzeczności, zaś pozytywnie – kiedy wyobrażamy sobie, czyli możemy skonstruować szczegółowy umysłowy obraz, że jest tak a tak. Pojmowalność pozytywna jest – jak się wydaje – mocniejsza, ponieważ nie wszystko to, co niesprzeczne, jest możliwe. Jako przykład weźmy niedające się dowieść twierdzenie matematyczne: choć można negatywnie pojąć zarówno jego prawdziwość, jak i fałszywość (co oznacza, że jedna z negatywnie pojmowalnych sytuacji jest niemożliwa), nie można orzec, że potrafimy kompetentnie wyobrazić sobie świat, w którym twierdzenie to jest prawdziwe lub fałszywe.

Wreszcie trzecie, najbardziej techniczne rozróżnienie przebiega między pojmowalnością pierwotną i wtórną. Upraszczając, można powiedzieć, że podział ten wiąże się z tym, jak poznajemy świat. Pojmowalność pierwotna związana jest z definiowaniem rzeczy poznanych na gruncie codziennego doświadczenia (mówimy na przykład, że woda to coś, co płynie z kranu), natomiast pojmowalność wtórna dotyczy rzeczy poznawanych naukowo (stąd właśnie wiemy, że woda to H2O). Choć zatem możemy pierwotnie stwierdzić, że woda to nie H2O, wtórne stwierdzenie nauki obala ten sąd. Jeżeli więc chcemy się posługiwać kategorią pojmowalności, aby wskazywała, co naprawdę jest możliwe, powinna to być pojmowalność wtórna.

Uciążliwy lokator świata możliwego

Chalmers twierdzi, że jeżeli coś jest pojmowalne w sposób idealny, pozytywny oraz wtórny, to – mimo wszelkich zarzutów – jest możliwe. Innymi słowy: jeżeli mam pełną wiedzę na temat jakiegoś fragmentu świata i snuję wyobrażenia na temat tego, „co by było, gdyby”, to moja wyobraźnia odnosi mnie do prawdziwego świata możliwego.

Naturalne w tym miejscu pytanie brzmi: czy zombi spełniają te warunki? Wydaje się, że tak. Naszą świadomość znamy idealnie, bo w sposób bezpośredni i najbardziej pełny. Zombi możemy wyobrazić sobie pozytywnie – zamieszkiwany przez nie świat jest bowiem dokładnie taki sam jak nasz: brakuje w nim tylko świadomości. Twierdzenia nauki nie mają zaś żadnego wpływu na to, jak odczuwamy naszą świadomość, zasadnie można więc twierdzić, że w tym wypadku posługujemy się pojmowalnością wtórną. Wszystko przemawia za tym, że świat zombi należy uznać za możliwy.

Nie wszyscy filozofowie zgodzą się z tymi wnioskami. Nie ma w tym nic dziwnego. Wyobraźnia służy bowiem do snucia nierealnych, fantastycznych scenariuszy, a nie badania rzeczywistości. Trudno oprzeć się jednak myśli, że można z niej uczynić solidne narzędzie filozoficzne, o ile postawi się przed nią wyjątkowo wysokie wymagania. Znamienny jest fakt, że mimo wysokich standardów świat zombi przechodzi tę próbę. A skoro tak jest, zyskujemy dobry powód, by stwierdzić, że jesteśmy czymś więcej niż wyłącznie materialnymi
mózgami.


Jacek Jarocki – Doktorant w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zainteresowania naukowe: filozofia umysłu, historia filozofii analitycznej, filozofia nauki. Poza nauką interesuje się muzyką (prowadzi blog z recenzjami oraz grywa w zespole), współczesną literaturą francuską oraz niskobudżetowymi filmami o zombi.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy