Artykuł

Jacek Jaśtal: Jak to jest być bogiem Lono?

Czy jesteśmy w stanie wyjść poza system kategorii naszej własnej kultury? Na ile nasze własne opowieści są uniwersalne?

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 38–39. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Nie widzia­łem nigdzie na tych wodach tak wiel­kiej licz­by ludzi zgro­ma­dzo­nych w jed­nym miej­scu; poza tymi na łodziach całe wybrze­że zato­ki pokry­te było ludź­mi, a set­ki ich pły­wa­ły tak­że wokół stat­ku, niczym ławi­ce ryb. […] Pośród wie­lu odwie­dza­ją­cych [sta­tek] był czło­wiek imie­niem Tou-ah-ah, któ­re­go uzna­li­śmy za kapła­na […]. Wrę­czył mi małą świ­nię, dwa orze­chy koko­so­we i płat czer­wo­nej tka­ni­ny, w któ­ry mnie owi­nął. […] Po połu­dniu popły­ną­łem na brzeg w towa­rzy­stwie Touahah, Parei, pana Kin­ga i innych osób. Zaraz po lądo­wa­niu Touahah wziął mnie za rękę i zapro­wa­dził do dużej [świą­ty­ni] Morai.

Ten zapis z 17 stycz­nia 1779 roku koń­czy dzien­nik kapi­ta­na Jame­sa Cooka (1728–1779), wiel­kie­go żegla­rza i odkryw­cy. Z nie­wia­do­mych powo­dów aż do swo­jej śmier­ci mie­siąc póź­niej (14 lute­go) nie zano­to­wał już nic. Z rela­cji innych uczest­ni­ków wypra­wy wie­my jed­nak, że rytu­ały, któ­rym pod­da­no Cooka na Hawa­jach, znacz­nie odbie­ga­ły od cere­mo­nii powi­tal­nych na innych wyspach Pacy­fi­ku. Mary­na­rze mie­li poczu­cie, że uczest­ni­czą w jakimś waż­nym obrzę­dzie reli­gij­nym, w któ­rym ich kapi­ta­no­wi przy­pi­sa­no klu­czo­wą, choć moc­no nie­ja­sną dla nich rolę.

Wypra­wa dotar­ła do wyspy w okre­sie świę­ta Maka­hi­ki obcho­dzo­ne­go na cześć boga Lono. Za spra­wą licz­nych zbie­gów oko­licz­no­ści wpły­nię­cie bry­tyj­skich stat­ków do zato­ki wyda­wa­ło się ide­al­nie wpi­sy­wać w wie­rze­nia Hawaj­czy­ków, któ­rzy zapew­ne jakoś połą­czy­li Cooka z czczo­nym bóstwem. Prze­ko­na­nie to nasi­li­ło się jesz­cze wśród uczest­ni­ków wypra­wy po śmier­ci kapi­ta­na, któ­rej oko­licz­no­ści tak­że były nie­ja­sne. Gdy jeden ze stat­ków uszko­dził maszt zaraz po odpły­nię­ciu z wyspy, wypra­wa musia­ła na nią zawró­cić. Wywo­ła­ło to nie­spo­dzie­wa­ną wro­gość tubyl­ców, być może dla­te­go, że powrót Lono zakłó­cił cykl reli­gij­ny, któ­ry wszedł już w fazę mrocz­ne­go boga Ku. Zbyt poryw­cza reak­cja Cooka nie­po­trzeb­nie zaostrzy­ła kon­flikt, co zakoń­czy­ło się ata­kiem roz­gnie­wa­ne­go tłu­mu.

Co w takim razie wyda­rzy­ło się w owych dniach na Hawa­jach? Czy kapi­tan Cook został wprost uzna­ny za wcie­le­nie Lono, czy też jedy­nie przy­zna­no mu rolę hono­ro­we­go kapła­na w obrzę­dach reli­gij­nych? Czy zgi­nął w przy­pad­ko­wej bija­ty­ce wywo­ła­nej przez typo­wą dla euro­pej­skich podróż­ni­ków aro­gan­cję, czy też jako bóg zło­żo­ny w ofie­rze w kolej­nej odsło­nie miej­sco­wych miste­riów?

Pod koniec XX wie­ku pro­blem ten stał się przed­mio­tem gło­śnej deba­ty. Gana­nath Obey­ese­ke­re, z pocho­dze­nia Cej­loń­czyk, zde­cy­do­wa­nie zakwe­stio­no­wał tra­dy­cyj­ną na Zacho­dzie inter­pre­ta­cję, według któ­rej na Hawa­jach doszło do ubó­stwie­nia Cooka. Jego zda­niem tego rodza­ju opo­wie­ści same sta­no­wią wytwór mito­lo­gii euro­pej­skiej, zgod­nie z któ­rą „pry­mi­tyw­ne” ludy samo­ist­nie uzna­wa­ły wyż­szość przy­by­szów. W ten spo­sób uza­sad­nia­no pod­bo­je i eks­plo­ra­cję zaję­tych ziem, a tak­że narzu­ca­nie wła­snej kul­tu­ry za cenę nisz­cze­nia całe­go sys­te­mu lokal­nych norm i spo­so­bów inter­pre­to­wa­nia świa­ta. Wszyst­ko, co wie­my o kul­cie Lono oraz na temat wyda­rzeń z począt­ku 1779 roku, wyra­sta osta­tecz­nie z naszych wła­snych sys­te­mów poję­cio­wych, norm i war­to­ści. Uczest­ni­cy wypra­wy prak­tycz­nie nie zna­li miej­sco­wych języ­ków, w swo­ich opi­sach posłu­gi­wa­li się nie­ade­kwat­ny­mi poję­cia­mi, nie zna­li też szer­sze­go spo­łecz­ne­go kon­tek­stu wyda­rzeń. Miej­sco­we świa­dec­twa źró­dło­we na temat kul­tu boga Lono zbie­rać zaczę­li dopie­ro bia­li misjo­na­rze kil­ka­dzie­siąt lat póź­niej, a kul­tu­ra hawaj­ska już w poło­wie XIX wie­ku zatra­ci­ła cał­ko­wi­cie swój pier­wot­ny cha­rak­ter. Nigdy nie zro­zu­mie­my, jak miej­sco­wi postrze­ga­li wizy­tę Cooka. Nie nale­ży jed­nak zakła­dać, że byli aż tak nie­ra­cjo­nal­ni, by wbrew oczy­wi­stym fak­tom uznać go za boga. Odpo­wiedź dru­giej stro­ny spo­ru (Mar­shall Sah­lins) była rów­nie pryn­cy­pial­na: dla­cze­go nale­ży przyj­mo­wać, że tubyl­cy byli podob­nie jak my racjo­nal­ni, sko­ro jed­no­cze­śnie zakła­da­my, że wszel­kie poję­cia nor­ma­tyw­ne słu­żą­ce do wyja­śnie­nia fak­tów – a zatem tak­że poję­cie racjo­nal­no­ści – noszą trwa­łe pięt­no kon­kret­nej kul­tu­ry?

Gdy­by wyda­rze­nia te zaszły na Ton­ga, mie­li­by­śmy ich świad­ka, któ­ry dożył nie­od­le­głych cza­sów. Żółw poda­ro­wa­ny przez Cooka kró­lo­wi wyspy w 1777 roku zdechł dopie­ro w roku 1965, sam sta­jąc się w mię­dzy­cza­sie trwa­łym ele­men­tem miej­sco­wej kul­tu­ry. Nie­ste­ty, nic nie wska­zu­je na to, by żół­wie dys­po­no­wa­ły jakimś roz­bu­do­wa­nym sys­te­mem wzor­ców, norm i sym­bo­li pozwa­la­ją­cych na inter­pre­to­wa­nie tego, cze­go są świad­ka­mi i prze­ka­zy­wa­nie tej wie­dzy innym. Cóż w takiej sytu­acji mogą wie­dzieć o świe­cie?

Być może, aby zro­zu­mieć isto­tę i funk­cję kul­tu­ry, nie nale­ży pytać, jak to jest być bogiem Lono, ale jak to jest być żół­wiem?

PS: Cook mógł się łatwo ura­to­wać, prze­pły­wa­jąc kil­ka­na­ście metrów od pla­ży do łodzi, na któ­rej byli jego ludzie. Nie­ste­ty ówcze­sny kul­tu­ro­wy wzo­rzec bry­tyj­skie­go gen­tle­ma­na nie obej­mo­wał umie­jęt­no­ści pły­wa­nia. W przy­pad­ku mary­na­rzy uwa­ża­no ją nawet za wadę: mogła uła­twić dezer­cję…


jastal-fotoJacek Jaś­tal – Dr hab. filo­zo­fii, pra­cu­je na Poli­tech­ni­ce Kra­kow­skiej. Zaj­mu­je się meta­ety­ką oraz histo­rią ety­ki i moral­no­ści. Wol­ne chwi­le poświę­ca na czy­ta­nie ksią­żek histo­rycz­nych oraz słu­cha­nie muzy­ki ope­ro­wej. Pasjo­nat dłu­go­dy­stan­so­wych wypraw rowe­ro­wych.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy