Artykuł

Jacek Jaśtal: Jak to jest być bogiem Lono?

Czy jesteśmy w stanie wyjść poza system kategorii naszej własnej kultury? Na ile nasze własne opowieści są uniwersalne?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Wersja online dostępna jest tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 5 (11), s. 38–39. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Nie widziałem nigdzie na tych wodach tak wielkiej liczby ludzi zgromadzonych w jednym miejscu; poza tymi na łodziach całe wybrzeże zatoki pokryte było ludźmi, a setki ich pływały także wokół statku, niczym ławice ryb. […] Pośród wielu odwiedzających [statek] był człowiek imieniem Tou-ah-ah, którego uznaliśmy za kapłana […]. Wręczył mi małą świnię, dwa orzechy kokosowe i płat czerwonej tkaniny, w który mnie owinął. […] Po południu popłynąłem na brzeg w towarzystwie Touahah, Parei, pana Kinga i innych osób. Zaraz po lądowaniu Touahah wziął mnie za rękę i zaprowadził do dużej [świątyni] Morai.

Ten zapis z 17 stycznia 1779 roku kończy dziennik kapitana Jamesa Cooka (1728–1779), wielkiego żeglarza i odkrywcy. Z niewiadomych powodów aż do swojej śmierci miesiąc później (14 lutego) nie zanotował już nic. Z relacji innych uczestników wyprawy wiemy jednak, że rytuały, którym poddano Cooka na Hawajach, znacznie odbiegały od ceremonii powitalnych na innych wyspach Pacyfiku. Marynarze mieli poczucie, że uczestniczą w jakimś ważnym obrzędzie religijnym, w którym ich kapitanowi przypisano kluczową, choć mocno niejasną dla nich rolę.

Wyprawa dotarła do wyspy w okresie święta Makahiki obchodzonego na cześć boga Lono. Za sprawą licznych zbiegów okoliczności wpłynięcie brytyjskich statków do zatoki wydawało się idealnie wpisywać w wierzenia Hawajczyków, którzy zapewne jakoś połączyli Cooka z czczonym bóstwem. Przekonanie to nasiliło się jeszcze wśród uczestników wyprawy po śmierci kapitana, której okoliczności także były niejasne. Gdy jeden ze statków uszkodził maszt zaraz po odpłynięciu z wyspy, wyprawa musiała na nią zawrócić. Wywołało to niespodziewaną wrogość tubylców, być może dlatego, że powrót Lono zakłócił cykl religijny, który wszedł już w fazę mrocznego boga Ku. Zbyt porywcza reakcja Cooka niepotrzebnie zaostrzyła konflikt, co zakończyło się atakiem rozgniewanego tłumu.

Co w takim razie wydarzyło się w owych dniach na Hawajach? Czy kapitan Cook został wprost uznany za wcielenie Lono, czy też jedynie przyznano mu rolę honorowego kapłana w obrzędach religijnych? Czy zginął w przypadkowej bijatyce wywołanej przez typową dla europejskich podróżników arogancję, czy też jako bóg złożony w ofierze w kolejnej odsłonie miejscowych misteriów?

Pod koniec XX wieku problem ten stał się przedmiotem głośnej debaty. Gananath Obeyesekere, z pochodzenia Cejlończyk, zdecydowanie zakwestionował tradycyjną na Zachodzie interpretację, według której na Hawajach doszło do ubóstwienia Cooka. Jego zdaniem tego rodzaju opowieści same stanowią wytwór mitologii europejskiej, zgodnie z którą „prymitywne” ludy samoistnie uznawały wyższość przybyszów. W ten sposób uzasadniano podboje i eksplorację zajętych ziem, a także narzucanie własnej kultury za cenę niszczenia całego systemu lokalnych norm i sposobów interpretowania świata. Wszystko, co wiemy o kulcie Lono oraz na temat wydarzeń z początku 1779 roku, wyrasta ostatecznie z naszych własnych systemów pojęciowych, norm i wartości. Uczestnicy wyprawy praktycznie nie znali miejscowych języków, w swoich opisach posługiwali się nieadekwatnymi pojęciami, nie znali też szerszego społecznego kontekstu wydarzeń. Miejscowe świadectwa źródłowe na temat kultu boga Lono zbierać zaczęli dopiero biali misjonarze kilkadziesiąt lat później, a kultura hawajska już w połowie XIX wieku zatraciła całkowicie swój pierwotny charakter. Nigdy nie zrozumiemy, jak miejscowi postrzegali wizytę Cooka. Nie należy jednak zakładać, że byli aż tak nieracjonalni, by wbrew oczywistym faktom uznać go za boga. Odpowiedź drugiej strony sporu (Marshall Sahlins) była równie pryncypialna: dlaczego należy przyjmować, że tubylcy byli podobnie jak my racjonalni, skoro jednocześnie zakładamy, że wszelkie pojęcia normatywne służące do wyjaśnienia faktów – a zatem także pojęcie racjonalności – noszą trwałe piętno konkretnej kultury?

Gdyby wydarzenia te zaszły na Tonga, mielibyśmy ich świadka, który dożył nieodległych czasów. Żółw podarowany przez Cooka królowi wyspy w 1777 roku zdechł dopiero w roku 1965, sam stając się w międzyczasie trwałym elementem miejscowej kultury. Niestety, nic nie wskazuje na to, by żółwie dysponowały jakimś rozbudowanym systemem wzorców, norm i symboli pozwalających na interpretowanie tego, czego są świadkami i przekazywanie tej wiedzy innym. Cóż w takiej sytuacji mogą wiedzieć o świecie?

Być może, aby zrozumieć istotę i funkcję kultury, nie należy pytać, jak to jest być bogiem Lono, ale jak to jest być żółwiem?

PS: Cook mógł się łatwo uratować, przepływając kilkanaście metrów od plaży do łodzi, na której byli jego ludzie. Niestety ówczesny kulturowy wzorzec brytyjskiego gentlemana nie obejmował umiejętności pływania. W przypadku marynarzy uważano ją nawet za wadę: mogła ułatwić dezercję…


jastal-fotoJacek Jaśtal – Dr hab. filozofii, pracuje na Politechnice Krakowskiej. Zajmuje się metaetyką oraz historią etyki i moralności. Wolne chwile poświęca na czytanie książek historycznych oraz słuchanie muzyki operowej. Pasjonat długodystansowych wypraw rowerowych.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 PolskaW pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy