Artykuł

Jacek Jaśtal: Pasja latania

Skąd bierze się nasza potrzeba zdobywania wiedzy? Jak sukcesy i porażki naukowców przekształcają się w sukces nauki?

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 26–27. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Znacz­na zwło­ka w opu­bli­ko­wa­niu naszy­ch odkryć z zakre­su tech­ni­ki lotu była jedy­nie natu­ral­nym skut­kiem zaist­nia­ły­ch oko­licz­no­ści. Kie­dy byli­śmy goto­wi poświę­cić każ­dą naszą wol­ną godzi­nę pro­ble­ma­ty­ce lata­nia […], każ­de­go czło­wie­ka, któ­ry był zaab­sor­bo­wa­ny tymi nie­przy­no­szą­cy­mi docho­du kwe­sta­mi, uwa­ża­no w Niem­cze­ch za dur­nia. Już samo to wystar­cza­ło, by nie nada­wać naszym pra­com nie­po­trzeb­ne­go roz­gło­su […]. Co wię­cej, jako mło­dzi, cał­ko­wi­cie pozba­wie­ni środ­ków ludzie, musie­li­śmy nie­mal oszczę­dzać po feni­gu na jedze­niu, by stać nas było na pro­wa­dze­nie naszy­ch eks­pe­ry­men­tów, a bywa­ło, że wal­ka o byt cał­ko­wi­cie unie­moż­li­wia­ła kon­ty­nu­owa­nie naszy­ch prac poświę­co­ny­ch tech­ni­ce lata­nia. Nie byli­by­śmy w ogó­le w sta­nie pozwo­lić sobie na dobre opra­co­wa­nie wyni­ków. Nawet na sam koniec mia­łem wiel­kie trud­no­ści ze zna­le­zie­niem wydaw­cy.

Te nie­co gorz­kie sło­wa, pod­su­mo­wu­ją­ce ponad dwa­dzie­ścia pięć lat badań, napi­sał Otto Lilien­thal w roku 1893, gdy był już uzna­nym auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie awia­cji i twór­cą kil­ku typów lata­ją­cy­ch szy­bow­ców.

Eks­pe­ry­men­ty doty­czą­ce siły nośnej i opo­ru skrzy­deł Otto zaczął prze­pro­wa­dzać wraz z bra­tem Gusta­wem jesz­cze w cza­sa­ch szkol­ny­ch. Po ukoń­cze­niu stu­diów tech­nicz­ny­ch odrzu­cił pro­po­zy­cję pra­cy na uczel­ni, by móc poświę­cić się swo­jej pasji. Aby zdo­być środ­ki na bada­nia i utrzy­mać rodzi­nę, pra­co­wał w fabry­ce maszyn, póź­niej zało­żył fir­mę pro­du­ku­ją­cą kotły paro­we wła­snej, nowa­tor­skiej kon­struk­cji. Wyni­ki pro­wa­dzo­ny­ch w przy­do­mo­wej szo­pie oraz we wła­snym ogro­dzie mozol­ny­ch badań nad aero­dy­na­mi­ką zaczął publi­ko­wać pod koniec lat osiem­dzie­sią­ty­ch XIX wie­ku. Były to świet­nie opra­co­wa­ne, choć nie wol­ne od błę­dów usta­le­nia, któ­ry­ch war­to­ść wyni­ka­ła z połą­cze­nia dogłęb­nej zna­jo­mo­ści teo­rii mecha­ni­ki z sys­te­ma­tycz­no­ścią i pomy­sło­wo­ścią wybit­ne­go eks­pe­ry­men­ta­to­ra. Sze­ro­ko korzy­sta­li z nich następ­ni uczest­ni­cy tej nie­usta­ją­cej nauko­wo-tech­nicz­nej szta­fe­ty, m.in. bra­cia Wri­ght, któ­rym w 1903 roku uda­ło się wresz­cie zbu­do­wać pierw­szy samo­lot.

Od 1891 roku Lilien­thal zaczął kon­stru­ować szy­bow­ce, któ­re oso­bi­ście testo­wał w oko­li­ca­ch Ber­li­na. Pocz­tów­ki z jego wyczy­na­mi, rekla­mo­wa­ne jako pierw­sze zdję­cia czło­wie­ka w locie, sta­ły się wkrót­ce sym­bo­lem moż­li­wo­ści tech­ni­ki. W cią­gu następ­ny­ch pię­ciu lat prze­pro­wa­dził oko­ło 200 lotów na kil­ku­na­stu róż­ny­ch, wciąż udo­sko­na­la­ny­ch mode­la­ch. Ostat­ni z nich testo­wał 9 sierp­nia 1896 roku. Pod­czas dru­gie­go śli­zgu Lilien­thal spa­dł z wyso­ko­ści ok. 15 metrów i zła­mał krę­go­słup, następ­ne­go dnia zmarł. Śmierć prze­rwa­ła zaawan­so­wa­ne pra­ce nad następ­nym eta­pem jego pla­nów: pro­to­ty­pem skrzy­dło­lo­tu (orni­thop­te­ra), czy­li wypo­sa­żo­nej w sil­nik maszy­ny, któ­ra dzię­ki ruchom skrzy­deł mia­ła latać jak ptak.

W naszej tra­dy­cji filo­zo­ficz­nej dłu­go pano­wa­ło prze­ko­na­nie, że wie­dza teo­re­tycz­na, czy­ste pozna­nie ogól­ny­ch praw rzą­dzą­cy­ch uni­wer­sum, jest naj­wyż­szą, a może nawet jedy­ną wła­ści­wą for­mą ludz­kiej aktyw­no­ści. Aby po ary­sto­te­le­sow­sku kon­tem­plo­wać świat, trze­ba jed­nak naj­pierw chcieć go poznać i zro­zu­mieć. Czy kon­tem­pla­cja była­by w ogó­le moż­li­wa, gdy­by nie potrze­ba odkry­wa­nia, bada­nia, prak­tycz­ne­go dzia­ła­nia, gdy­by nie goto­wo­ść na wyrze­cze­nia, życio­we tru­dy, spo­łecz­ne odrzu­ce­nie i sta­łą obec­no­ść wid­ma poraż­ki, gdy­by nie twar­dy cha­rak­ter i sil­na wola? Może wła­śnie taki­ch ludzi, jak Lilien­thal, miał na myśli Nie­tz­sche, pisząc o „nad­czło­wie­ku”? Nie ma praw­dzi­wej nauki bez pasji ludzi ją upra­wia­ją­cy­ch, nawet jeśli coraz trud­niej pasję tę zacho­wać w zde­rze­niu z insty­tu­cja­mi nauko­wy­mi i codzien­ną ruty­ną zawo­du bada­cza.

Według rodzin­nej legen­dy ostat­nie sło­wa umie­ra­ją­ce­go w sile wie­ku Lilien­tha­la brzmia­ły: „Pew­ne ofia­ry są koniecz­ne”. Już kil­ka lat póź­niej sta­ło się jasne, że idea skrzy­dło­lo­tu, któ­rej Lilien­thal pod­po­rząd­ko­wał wszyst­kie życio­we pla­ny i wysił­ki, była cał­ko­wi­cie chy­bio­na. Ci, co sądzą, że ponió­sł poraż­kę lub zmar­no­wał życie, nie­ch lepiej nie zaj­mu­ją się nauką…


jastal1Jacek Jaś­tal – Dr hab. filo­zo­fii, pra­cu­je na Poli­tech­ni­ce Kra­kow­skiej. Zaj­mu­je się meta­ety­ką oraz histo­rią ety­ki i moral­no­ści. Wol­ne chwi­le poświę­ca na czy­ta­nie ksią­żek histo­rycz­ny­ch oraz słu­cha­nie muzy­ki ope­ro­wej. Pasjo­nat dłu­go­dy­stan­so­wy­ch wypraw rowe­ro­wy­ch.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy