Artykuł

Jacek Jaśtal: Wielka iluzja

Gdzie kończy się troska o czyjeś dobro, a zaczyna zwyczajne kłamstwo? Na ile lęki o dobro wspólne uzasadniają manipulację? Skąd wziąć odwagę, by wyzbyć się iluzji?

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 3 (9), s. 35. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Sro­gi, sta­ry dyk­ta­tor Antó­nio de Oli­ve­ira Sala­zar cią­gle nie jest świa­dom, że od pięt­na­stu mie­się­cy nie jest już pre­mie­rem […] i zapew­ne nigdy się tego nie dowie. W całej Por­tu­ga­lii nie ma czło­wie­ka, któ­ry był­by na tyle odważ­ny, by powie­dzieć sta­re­mu czło­wie­ko­wi, że jego trzy­dzie­sto­sze­ścio­let­nie rzą­dy dobie­gły koń­ca. Zada­nie ochro­ny Sala­za­ra przed odkry­ciem tej praw­dy spa­dło głów­nie na gospo­dy­nię dyk­ta­to­ra, donę Marię, oraz jego oso­bi­ste­go leka­rza

– dono­sił 19 grud­nia 1969 roku z Lizbo­ny ame­ry­kań­ski „Time”.

Ta gro­te­sko­wa sytu­acja trwa­ła pra­wie dwa lata. Pod koniec lata 1968 roku 79-let­ni dyk­ta­tor Por­tu­ga­lii, twór­ca nacjo­na­li­stycz­no-kon­ser­wa­tyw­ne­go, poli­cyj­ne­go, a z bie­giem cza­su coraz mniej wydol­ne­go eko­no­micz­nie sys­te­mu, nazwa­ne­go dum­nie Esta­do Novo (Nowe Pań­stwo), doznał lek­kie­go wyle­wu. Po ope­ra­cji w ofi­cjal­nym biu­le­ty­nie medycz­nym obwiesz­czo­no, że już wkrót­ce Sala­zar powró­ci do pra­cy. Dru­gi wylew, któ­ry nastą­pił kil­ka dni póź­niej, oka­zał się znacz­nie cięż­szy. Mario­net­ko­wy pre­zy­dent, admi­rał Améri­co Tomás, zdał sobie spra­wę, że dni dyk­ta­to­ra są poli­czo­ne i zde­cy­do­wał się pod­jąć pierw­szą samo­dziel­ną decy­zję poli­tycz­ną w swo­im życiu: sko­rzy­stał z pre­ro­ga­tyw, jakie dawa­ła mu kon­sty­tu­cja, i wyzna­czył nowe­go pre­mie­ra, Mar­ce­lo Caeta­no.

Ku zasko­cze­niu leka­rzy i poli­ty­ków stan dyk­ta­to­ra zaczął się jed­nak zna­czą­co popra­wiać. Zdez­o­rien­to­wa­ny Tomás pole­cił, by nie infor­mo­wać cho­re­go o zmia­nie na sta­no­wi­sku pre­mie­ra. Na począt­ku 1969 roku Sala­zar poczuł się na tyle dobrze, że powró­cił do swo­jej rezy­den­cji, zaczął przyj­mo­wać gości, zagło­so­wał w kolej­ny­ch wybo­ra­ch, spo­tkał się nawet z pew­nym zagra­nicz­nym dzien­ni­ka­rzem, któ­re­go zasko­czy­ła wciąż świet­na, acz powol­na fran­cusz­czy­zna cho­re­go. Nie­licz­ny­ch roz­mów­ców zadzi­wiał spraw­no­ścią pamię­ci i kla­row­no­ścią wypo­wie­dzi, choć zda­wał sobie spra­wę, że jest jesz­cze sta­now­czo zbyt sła­by, by powró­cić do nor­mal­ny­ch rzą­do­wy­ch obo­wiąz­ków. Moc­no jed­nak wie­rzył, że wyzdro­wie­je, jak­by dla dobra pań­stwa śmierć mia­ła w zwy­cza­ju omi­jać taki­ch jak on.

By utrzy­my­wać Sala­za­ra w prze­ko­na­niu, że dalej spra­wu­je wła­dzę, koniecz­ne oka­za­ło się stwo­rze­nie całe­go sys­te­mu ilu­zji: w przy­go­to­wy­wa­ny­ch dla nie­go poran­ny­ch pra­sów­ka­ch pomi­ja­no infor­ma­cje o Caeta­no i waż­ny­ch spra­wa­ch pań­stwa, sta­ran­nie dobie­ra­no gości, two­rzo­no wra­że­nie kon­sul­to­wa­nia z nim nie­któ­ry­ch decy­zji. Jed­no­cze­śnie por­tu­gal­skie media zaczę­ły przed­sta­wiać stan zdro­wia wodza jako gor­szy, niż był w rze­czy­wi­sto­ści. Posu­nię­to się nawet do zma­ni­pu­lo­wa­nia tele­wi­zyj­ne­go prze­mó­wie­nia do naro­du, jakie nagrał z oka­zji swo­ich osiem­dzie­sią­ty­ch uro­dzin, tak by głos wydał się słab­szy. W koń­cu w maju 1969 r. Tomás pod­jął pró­bę wyja­wie­nia dyk­ta­to­ro­wi praw­dy. Ponie­waż bał się, jak cho­ry zare­agu­je, popro­sił, by zro­bił to jego leka­rz i przy­ja­ciel. Ten z kolei prze­rzu­cił ów obo­wią­zek na donę Marię, któ­ra od lat pro­wa­dzi­ła dom Sala­za­ra. Dona Maria nie potra­fi­ła jed­nak się prze­ła­mać, a jej decy­zja uzy­ska­ła osta­tecz­nie apro­ba­tę Caeta­no. I tak przed­sta­wie­nie trwa­ło aż do śmier­ci Sala­za­ra w lecie 1970 roku. Esta­do Novo prze­trwa­ło kil­ka lat dłu­żej – zmio­tła je dopie­ro Rewo­lu­cja Goź­dzi­ków w kwiet­niu 1974 r.

Kła­mie­my i kła­mać będzie­my: by nie ura­zić inny­ch, by się nie zała­ma­li, by mie­li moty­wa­cję do dzia­ła­nia, na przy­kład do wal­ki z cho­ro­bą, by unik­nąć drob­ny­ch utar­czek lub by uprasz­czać nasze rela­cje. Two­rzy­my ilu­zje, wie­rząc, że słu­żą dobrej spra­wie. Owe ilu­zje nie­po­strze­że­nie zamie­nia­ją się jed­nak w sys­te­my wza­jem­ne­go oszu­ki­wa­nia, nakła­da­ją się na sie­bie i potę­gu­ją, wcią­ga­ją nas jak ukry­te bagna. Czy w ogó­le war­to wcho­dzić w tę grę? I naj­waż­niej­sze: jak roz­po­znać, że nasz w mia­rę zdro­wy ogląd sta­je się powo­li cał­ko­wi­cie ode­rwa­ną od rze­czy­wi­sto­ści fan­ta­sma­go­rią?

Może wła­śnie po to potrzeb­ni są praw­dzi­wi przy­ja­cie­le. I ta odro­bi­na odwa­gi, by pogo­dzić się z tym, co nie­unik­nio­ne…


Jacek Jaś­tal – Dr hab. filo­zo­fii, pra­cu­je na Poli­tech­ni­ce Kra­kow­skiej. Zaj­mu­je się meta­ety­ką oraz histo­rią ety­ki i moral­no­ści. Wol­ne chwi­le poświę­ca na czy­ta­nie ksią­żek histo­rycz­ny­ch oraz słu­cha­nie muzy­ki ope­ro­wej. Pasjo­nat dłu­go­dy­stan­so­wy­ch wypraw rowe­ro­wy­ch.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy