Artykuł

Jacek Jaśtal: Wielka iluzja

Gdzie kończy się troska o czyjeś dobro, a zaczyna zwyczajne kłamstwo? Na ile lęki o dobro wspólne uzasadniają manipulację? Skąd wziąć odwagę, by wyzbyć się iluzji?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 3 (9), s. 35. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Sro­gi, stary dyk­ta­tor António de Oliveira Salazar cią­gle nie jest świadom, że od pięt­nas­tu miesię­cy nie jest już pre­mierem […] i zapewne nigdy się tego nie dowie. W całej Por­tu­galii nie ma człowieka, który był­by na tyle odważny, by powiedzieć stare­mu człowiekowi, że jego trzy­dziestosześ­ci­o­let­nie rządy dobiegły koń­ca. Zadanie ochrony Salazara przed odkryciem tej prawdy spadło głównie na gospo­dynię dyk­ta­to­ra, donę Mar­ię, oraz jego oso­bis­tego lekarza

– donosił 19 grud­nia 1969 roku z Lizbony amerykańs­ki „Time”.

Ta groteskowa sytu­ac­ja trwała praw­ie dwa lata. Pod koniec lata 1968 roku 79-let­ni dyk­ta­tor Por­tu­galii, twór­ca nacjon­al­isty­czno-kon­ser­waty­wnego, pol­i­cyjnego, a z biegiem cza­su coraz mniej wydol­nego eko­nom­icznie sys­te­mu, nazwanego dum­nie Esta­do Novo (Nowe Państ­wo), doz­nał lekkiego wylewu. Po oper­acji w ofic­jal­nym biule­tynie medy­cznym obwieszc­zono, że już wkrótce Salazar powró­ci do pra­cy. Dru­gi wylew, który nastąpił kil­ka dni później, okazał się znacznie cięższy. Mar­i­onetkowy prezy­dent, admi­rał Améri­co Tomás, zdał sobie sprawę, że dni dyk­ta­to­ra są polic­zone i zde­cy­dował się pod­jąć pier­wszą samodziel­ną decyzję poli­ty­czną w swoim życiu: sko­rzys­tał z pre­rogatyw, jakie dawała mu kon­sty­tuc­ja, i wyz­naczył nowego pre­miera, Marce­lo Cae­tano.

Ku zaskocze­niu lekarzy i poli­tyków stan dyk­ta­to­ra zaczął się jed­nak znaczą­co popraw­iać. Zde­zori­en­towany Tomás pole­cił, by nie infor­mować chorego o zmi­an­ie na stanowisku pre­miera. Na początku 1969 roku Salazar poczuł się na tyle dobrze, że powró­cił do swo­jej rezy­dencji, zaczął przyj­mować goś­ci, zagłosował w kole­jnych wyb­o­rach, spotkał się nawet z pewnym zagranicznym dzi­en­nikarzem, którego zaskoczyła wciąż świet­na, acz powol­na fran­cuszczyz­na chorego. Nielicznych rozmów­ców zadzi­wiał sprawnoś­cią pamię­ci i klarownoś­cią wypowiedzi, choć zdawał sobie sprawę, że jest jeszcze stanow­c­zo zbyt sła­by, by powró­cić do nor­mal­nych rzą­dowych obow­iązków. Moc­no jed­nak wierzył, że wyzdrowieje, jak­by dla dobra państ­wa śmierć miała w zwycza­ju omi­jać takich jak on.

By utrzymy­wać Salazara w przeko­na­niu, że dalej sprawu­je władzę, konieczne okaza­ło się stworze­nie całego sys­te­mu iluzji: w przy­go­towywanych dla niego poran­nych prasówkach pomi­jano infor­ma­c­je o Cae­tano i ważnych sprawach państ­wa, staran­nie dobier­a­no goś­ci, twor­zono wraże­nie kon­sul­towa­nia z nim niek­tórych decyzji. Jed­nocześnie por­tu­gal­skie media zaczęły przed­staw­iać stan zdrowia wodza jako gorszy, niż był w rzeczy­wis­toś­ci. Posunię­to się nawet do zma­nip­u­lowa­nia telewiz­yjnego przemówienia do nar­o­du, jakie nagrał z okazji swoich osiemdziesią­tych urodzin, tak by głos wydał się słab­szy. W końcu w maju 1969 r. Tomás pod­jął próbę wyjaw­ienia dyk­ta­torowi prawdy. Ponieważ bał się, jak chory zareagu­je, poprosił, by zro­bił to jego lekarz i przy­ja­ciel. Ten z kolei prz­erzu­cił ów obow­iązek na donę Mar­ię, która od lat prowadz­iła dom Salazara. Dona Maria nie potrafiła jed­nak się przeła­mać, a jej decyz­ja uzyskała ostate­cznie apro­batę Cae­tano. I tak przed­staw­ie­nie trwało aż do śmier­ci Salazara w lecie 1970 roku. Esta­do Novo przetr­wało kil­ka lat dłużej – zmiotła je dopiero Rewoluc­ja Goździków w kwiet­niu 1974 r.

Kłamiemy i kła­mać będziemy: by nie uraz­ić innych, by się nie zała­mali, by mieli motywację do dzi­ała­nia, na przykład do wal­ki z chorobą, by uniknąć drob­nych utar­czek lub by upraszczać nasze relac­je. Tworzymy iluz­je, wierząc, że służą dobrej spraw­ie. Owe iluz­je niepostrzeże­nie zamieni­a­ją się jed­nak w sys­te­my wza­jem­nego oszuki­wa­nia, nakłada­ją się na siebie i potęgu­ją, wcią­ga­ją nas jak ukryte bagna. Czy w ogóle warto wchodz­ić w tę grę? I najważniejsze: jak rozpoz­nać, że nasz w miarę zdrowy ogląd sta­je się powoli całkowicie oder­waną od rzeczy­wis­toś­ci fan­tas­magorią?

Może właśnie po to potrzeb­ni są prawdzi­wi przy­ja­ciele. I ta odrobi­na odwa­gi, by pogodz­ić się z tym, co nie­u­niknione…


Jacek Jaś­tal – Dr hab. filo­zofii, pracu­je na Politech­nice Krakowskiej. Zaj­mu­je się metae­tyką oraz his­torią ety­ki i moral­noś­ci. Wolne chwile poświę­ca na czy­tanie książek his­to­rycznych oraz słuchanie muzy­ki oper­owej. Pasjonat dłu­godys­tan­sowych wypraw rowerowych.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy