Artykuł Etyka Filozofia umysłu

Jacek Jaśtal: …i nie wódź nas na pokuszenie…

Czy w imię rozwoju moralnego można prowokować ludzi, by czynili zło? Czy edukacja moralna może być przedmiotem eksperymentów psychologicznych?

Najnowszy numer: Esencja piękna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 24 stycznia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 5 (17), s. 37–38. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Głównym moralnym usprawiedliwieniem dopuszczenia tego rodzaju procedury, zastosowanej w moim eksperymencie, jest to, że została ona oceniona jako możliwa do zaakceptowania przez osoby, które wzięły w nim udział. […] Choć niektórzy odbierają eksperymentatora jako działającego w kategoriach oszustwa, manipulacji i podstępu, można też […] spostrzegać go jako dramaturga, który tworzy sceny o odkrywczej sile, i który wprowadza do nich uczestników. […] [To], czy dążenie do prawdy poprzez stosowanie mojej metody dramatycznej jest nieetyczne, nie może zostać rozstrzygnięte na poziomie teoretycznym. Zależy to wyłącznie od reakcji osób, które zostały poddane takim procedurom (S. Milgram, Posłuszeństwo wobec autorytetu, przeł. M. Hołda, Kraków 2008, s. 210–211).

Przytoczone słowa pochodzą z listu napisanego przez jednego z najwybitniejszych psychologów społecznych, Stanleya Milgrama, do dramaturga Danniego Absego. W 1971 roku wystawiono w Londynie sztukę Absego poświęconą moralnym aspektom manipulacji, której akcja toczy się wokół słynnego eksperymentu Milgrama dotyczącego posłuszeństwa wobec autorytetu. W eksperymencie tym (prowadzonym w latach 1960–1963 na Uniwersytecie w Yale), rzekomo związanym z badaniami nad zdolnością uczenia się, uczestników poddano presji, w wyniku której przeważająca ich część (w podstawowej wersji eksperymentu 65%) zdecydowała się na karanie współuczestnika eksperymentu bardzo bolesnymi impulsami elektrycznymi pomimo jego kategorycznej odmowy dalszego brania udziału w badaniach.

Wyniki tego eksperymentu zostały powszechnie uznane za szokujące i stały się podstawą zupełnie nowego spojrzenia na społeczne uwarunkowania naszych zachowań. Choć nikt nie podważał doniosłości naukowych ustaleń Milgrama, część naukowców zarzuciła mu łamanie standardów etycznych, w szczególności narażenie kondycji psychicznej uczestników eksperymentu na poważne i trwałe deformacje. Milgram bronił się przed tymi zarzutami, podkreślając nie tylko przełomowe znaczenie eksperymentu dla rozwoju naszej wiedzy o ludzkim zachowaniu, ale także dla samych uczestników eksperymentu. W jego opinii (popartej wynikami ankiet wypełnianych przez badanych) zyskali oni wyjątkową możliwość samorozwoju poprzez poznanie własnych reakcji, w czym dodatkowo pomogła im szeroka opieka psychologiczna, jaką później otrzymali.

Problem z eksperymentem Milgrama nie polega jednak na tym, że uczestników poddaje się „udramatyzowanej” manipulacji, dzięki czemu uzyskują oni nową wiedzę o swoich skłonnościach, a nauka wzbogaca się o lepszą ogólną znajomość natury ludzkiej. Ten rys przynależy zapewne do każdego eksperymentu psychologicznego, a szerzej patrząc – każdej sytuacji edukacyjnej czy wychowawczej, w której poddajemy ludzi jakimś próbom. Nie oznacza to oczywiście, że nie obowiązują tu pewne szczególne wymogi etyczne, na przykład przestrzeganie zasady pełnej dobrowolności udziału.

W eksperymencie Milgrama nie mamy do czynienia ze zwykłym psychologicznym testem na, powiedzmy, zdolności intelektualne, kreatywność, empatię czy odporność na stres, ale z testem dotykającym samej istoty ­moralności. Intencjonalnie stawia się tu uczestników w sytuacji, w której pod wpływem perswazji aktywnie i ostatecznie dobrowolnie (wszak 35% odmawia jednak kontynuowania eksperymentu!) czynią zło poprzez zadanie dotkliwego bólu swojemu partnerowi wbrew jego woli. I nie ma tu specjalnego znaczenia, że ów partner okazuje się pozorantem, a w przewodach podpiętych do jego dłoni prąd ostatecznie nie płynie. Czy tego rodzaju wystawanie na pokuszenie może być uznane za godziwy element edukacji moralnej? Jak daleko możemy się posunąć w testowaniu moralnych postaw ludzi wokół nas?

Choć nikt nie neguje znaczenia prób moralnych dla rozwoju osoby, staramy się jednak ograniczać je do prób, które niesie sam los. W powszechnej ocenie samo wystawianie ludzi na pokuszenie – celowe aranżowanie sytuacji, w której się zapewne moralnie skorumpują – jest traktowane jako radykalne zło. Intencjonalne stawianie bliźnich w sytuacjach moralnie dwuznacznych uznajemy za odrażające uprzedmiotowienie ludzi i traktujemy wręcz jako atrybut figury szatana. Ale właśnie ze względu na wychowawczą doniosłość chętnie po wizje tego rodzaju manipulacji sięga literatura, także w formie kluczowych tekstów kulturowych (np. biblijnych opowieści o Hiobie czy ofierze Abrahama). A może jednak wolno, ze względu na dobro i rozwój ucznia, uczynić krok dalej i wyprowadzić test moralny ze świata fikcji?

Jeden ze studentów Milgrama opowiedział autorce książki poświęconej psychologowi (G. Perry, Behind the Shock Machine, 2012), jak pod koniec semestru uwielbiany przez nich profesor wyznał, że ma problem z wystawieniem ocen: bardzo pomogłoby mu, gdyby każdy z uczestników seminarium ocenił wszystkich pozostałych. Po zebraniu kartek głośno odczytał zszokowanym studentom, kto kogo jak ocenił i wyszedł. Nigdy później nie wyjaśnił (ani nawet słowem nie skomentował) swojej prowokacji, choć jeden ze studentów odmówił wystawienia ocen. Próba nie została poddana rygorom metodologicznym, trudno ją zatem uznać za kolejną wersję słynnego eksperymentu. Czym zatem była? Przejawem najwyższej troski mistrza o moralny rozwój swoich studentów – czy manifestacją mocy eksperymentatora, dla którego manipulowanie ludźmi stało się drugą naturą?


Jacek Jaśtal – Dr hab. filozofii, pracuje na Politechnice Krakowskiej. Zajmuje się metaetyką oraz historią etyki i moralności. Wolne chwile poświęca na czytanie książek historycznych oraz słuchanie muzyki operowej. Pasjonat długodystansowych wypraw rowerowych.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: © okalinichenko

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy