Artykuł

Jacek Wojtysiak: Natura Boga

Najważniejsze spory o Boga to raczej nie spory o jego istnienie, lecz o jego naturę. O to, czy przekracza fizyczny świat, czy się z nim utożsamia; czy jest osobą, czy nie; czy powinniśmy oddawać mu cześć; czy możemy pozostać względem niego obojętni. Problem Boga to składnik każdej filozofii, która zmaga się z zagadką bytu.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 14–15. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Wybit­ny pol­ski logik i filo­zof, domi­ni­ka­nin Józef Maria Bocheń­ski pisał:

nie ma bodaj tezy rów­nie czę­sto i powszech­nie gło­szo­nej przez filo­zo­fów, jak ta, któ­ra gło­si, że ist­nie­je jakiś Bóg – w języ­ku filo­zo­ficz­nym tak zwa­ny abso­lut. Zna­ko­mi­ta więk­szość myśli­cie­li spie­ra­ła się nie o Jego ist­nie­nie, ale o to, jaki On jest, o Jego istotę.

Dla­cze­go tak wie­lu filo­zo­fów przyj­mo­wa­ło ist­nie­nie abso­lu­tu pomi­mo trud­no­ści w zbu­do­wa­niu nie­pod­wa­żal­ne­go dowo­du, któ­ry miał­by je wykazać?

Karampuk

Sądzę, że u pod­staw filo­zo­ficz­nej idei Boga leży prze­ko­na­nie, że rze­czy­wi­stość jest przy­sta­wal­na do ludz­kie­go rozu­mu. Rozum ten zaś nie jest w sta­nie dopu­ścić cza­ro­dziej­skich sztu­czek w posta­ci poja­wia­nia się cze­goś z… nicze­go, z czy­stej nico­ści, ot tak sobie, bez żad­nej przyczyny.

Owszem, zda­rza­ło się to w lite­ra­tu­rze. Na przy­kład w opo­wie­ści Ludwi­ka Jerze­go Ker­na Karam­puk pew­ne­mu magi­ko­wi, któ­ry nazy­wał się Migu­el Cam­pi­nel­lo de la Vare Zapas­sas, uda­ło się raz wyjąć z kape­lu­sza kró­li­ka. Ku wła­sne­mu zdu­mie­niu, gdyż aku­rat pod­czas tego wystę­pu zapo­mniał „wsa­dzić do cylin­dra (któ­ry oczy­wi­ście miał podwój­ne den­ko) swe­go poczci­we­go tre­so­wa­ne­go kró­li­ka. Tym razem cylin­der jego był napraw­dę pusty”. Tak bywa jed­nak tyl­ko w świe­cie fik­cji, a ten dla­te­go nas bawi, że uka­zu­je nie­moż­li­we. Nato­miast w real­nym świe­cie – jak pisał zna­ny popu­la­ry­za­tor fizy­ki Paul Davies – „kie­dy magik wycią­ga kró­li­ka z kape­lu­sza, wie­my, że zosta­li­śmy oszu­ka­ni”. Dlaczego?

Zasady zachowania

Wła­śnie z powo­du wspo­mnia­ne­go cha­rak­te­ru nasze­go rozu­mu. W fizy­ce wyra­ża­ją go tzw. zasa­dy zacho­wa­nia. Pamię­ta­cie? Jed­na z nich stwier­dza, że ener­gia cał­ko­wi­ta ukła­du izo­lo­wa­ne­go jest sta­ła: nie może jej ubyć ani przy­być, zmie­nia­ją się tyl­ko jej for­my. Zasa­dę tę filo­zo­ficz­nie uogól­nił ame­ry­kań­ski myśli­ciel Wil­liam James, pisząc:

ilość rze­czy­wi­sto­ści za wszel­ką cenę musi być „zacho­wa­na”, zaś nara­sta­nie i uby­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści empi­rycz­nej trak­to­wać nale­ży jako powierzch­nię zja­wisk; głęb­sze sfe­ry bytu nie pod­le­ga­ją zmianom.

Moż­na by tu mówić o zasa­dzie Jame­sa. Fak­tem jest, że była ona zna­na filo­zo­fom na dłu­go przed naro­dze­niem nowo­żyt­nej fizy­ki jako pod­sta­wo­wa zasa­da onto­lo­gii, czy­li nauki o bycie. „Byt jest i nie może nie być” – powia­dał w V wie­ku przed Chry­stu­sem Par­me­ni­des, a kil­ka­set lat póź­niej wtó­ro­wał mu Lukre­cjusz: „nie ma rze­czy, któ­ra z nicze­go powsta­wa […]. A gdy­by były z nicze­go, dowol­nie by mogły się mno­żyć, w każ­dym cza­sie powsta­wać, o każ­dej roku porze”. Kto temu prze­czy, mie­sza nic z czymś szcze­gól­nie pustym lub sub­tel­nym. I zapo­mi­na, że nic nie jest żad­nym czymś.

Absolut i kapelusz Kerna

Jak naj­ogól­niej­sza zasa­da zacho­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści ma się do pro­ble­mu abso­lu­tu-Boga? Otóż wbrew powyż­szej zasa­dzie obser­wu­je­my, że poszcze­gól­ne byty powsta­ją i giną. Aby więc pogo­dzić zasa­dę z tą obser­wa­cją, musi­my przy­jąć ist­nie­nie Jame­sow­skiej „głęb­szej sfe­ry bytu”. Rze­czy­wi­stość jest jak kape­lusz Ker­na: jego widocz­ne dla nas den­ko zawie­ra byty, któ­re powsta­ją i giną; jest to jed­nak moż­li­we dla­te­go, że pod nim znaj­du­je się dru­gie dno – dno wypeł­nio­ne Czymś, co z koniecz­no­ści trwa zawsze. Owo Coś filo­zo­fo­wie nazwa­li abso­lu­tem, czy­li bytem zupeł­nym i nie­za­leż­nym. Ponie­waż jego atry­bu­ty – takie jak wiecz­ność, nie­zmien­ność i koniecz­ność – przy­po­mi­na­ją nie­któ­re cechy przy­pi­sy­wa­ne bóstwu wie­lu reli­gii, sło­wo „abso­lut” czę­sto sto­so­wa­no zamien­nie ze sło­wem „Bóg”.

Panteizm – teizm

Ist­nie­je wie­le kon­cep­cji abso­lu­tu. Róż­nie też moż­na je dzie­lić. Z onto­lo­gicz­ne­go punk­tu widze­nia naj­cie­kaw­szy jest podział na kon­cep­cje, któ­re iden­ty­fi­ku­ją abso­lut z fizycz­nym świa­tem lub z jakąś jego skła­do­wą, oraz kon­cep­cje, któ­re sytu­ują go ponad nim. W pierw­szym uję­ciu zna­ne nam byty są czę­ścia­mi lub prze­ja­wa­mi abso­lu­tu. W dru­gim – są rezul­ta­tem jego spraw­stwa. W obu przy­pad­kach zasa­da zacho­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści jest speł­nio­na w ten spo­sób, że meta­fi­zycz­na ilość czy wiel­kość wszyst­kich bytów nie­ab­so­lut­nych – jako skoń­czo­na – nic nie doda­je do meta­fi­zycz­nej wiel­ko­ści czy mocy nieskończonego
absolutu.

Kon­cep­cje abso­lu­tu typo­we dla pierw­sze­go uję­cia nazy­wa­no nie­rzad­ko pan­te­izmem (od gr. pan – wszyst­ko, the­os – Bóg), a typo­we dla dru­gie­go uję­cia – teizmem. Tej pierw­szej nazwy uży­wa­li naj­czę­ściej filo­zo­fo­wie – tacy jak Baruch Spi­no­za – któ­rzy wobec abso­lu­tu-świa­ta odczu­wa­li reli­gij­ną fascy­na­cję. Ci zaś myśli­cie­le, któ­rzy akcen­to­wa­li swój dystans wobec jakiej­kol­wiek reli­gii lub wobec kon­cep­cji Boga trans­cen­dent­ne­go, czy­li takie­go, któ­ry jest poza świa­tem, uni­ka­li sło­wa „Bóg”. Jeśli wprost nego­wa­li ist­nie­nie trans­cen­dent­nie poję­te­go Boga, nie­raz nazy­wa­li sie­bie ate­ista­mi. Zapo­mi­na­li przy tym, że sami nie­rzad­ko zakła­da­li ist­nie­nie cze­goś abso­lut­ne­go (pra­ma­te­ria, wszech­byt itp.) – cze­goś, co w swej cha­rak­te­ry­sty­ce przy­naj­mniej czę­ścio­wo zawie­ra­ło cechy nie­mal boskie. Nato­miast taki ate­izm, któ­ry negu­je ist­nie­nie jakie­go­kol­wiek abso­lu­tu, jest w myśli ludz­kiej zja­wi­skiem nie­zwy­kle rzadkim.

Kleszcze panteizmu

Pan­te­izm ma dwie moc­ne stro­ny: psy­cho­lo­gicz­ną – racjo­na­li­zu­je poczu­cie bli­sko­ści abso­lu­tu; oraz onto­lo­gicz­ną – nie mno­ży bytów. Ta dru­ga stro­na, dla filo­zo­fa waż­niej­sza, spra­wia, że skłon­no­ści pan­te­istycz­ne czę­sto poja­wia­ły się w gło­wach filo­zo­fu­ją­cych przy­rod­ni­ków. Kon­cep­cja abso­lu­tu jako cało­ści fizycz­ne­go świa­ta lub jego naj­głęb­szej war­stwy pozwa­la­ła im w onto­lo­gii poprze­sta­wać na przy­ro­dzie, a teo­lo­gię trak­to­wać wyłącz­nie jako reli­gij­ną inter­pre­ta­cję przyrodoznawstwa.
Oso­bi­ście uwa­żam, że pan­te­izm tyl­ko pozor­nie nie mno­ży bytów. Pan­te­istycz­ny świat nie jest bowiem takim bytem jak gwiaz­dy czy ska­ły. Jest raczej tyl­ko abs­trak­cyj­nym poję­ciem, za pomo­cą któ­re­go myśli­my łącz­nie o wszyst­kich bytach jako cało­ści. Podob­nie jest z mate­rią – nie ma takiej rze­czy, jest za to poję­cie pozwa­la­ją­ce ujmo­wać wszyst­kie fizycz­ne rze­czy w ich wza­jem­nych przekształceniach.

Owszem, aby unik­nąć powyż­sze­go zarzu­tu, pan­te­iści prze­cho­dzi­li nie­raz od pojęć abs­trak­cyj­no-spe­ku­la­tyw­nych do pojęć bar­dziej empi­rycz­nych. Zamiast dywa­go­wać o meta­fi­zycz­nie rozu­mia­nym świe­cie, moż­na ogra­ni­czyć się prze­cież do naj­więk­sze­go przed­mio­tu kosmo­lo­gii; zamiast zasta­na­wiać się nad mate­rią w ogó­le – moż­na poprze­stać na naj­mniej­szych cząst­kach fizy­ki. Oka­zu­je się jed­nak, że wie­dza o tych obiek­tach nie upraw­nia nas do przy­pi­sa­nia im cech wiecz­no­ści, nie­zmien­no­ści i konieczności.

Jak widać, pan­te­izm znaj­du­je się w klesz­czach: albo mówi o czymś, co nie jest abso­lu­tem, albo wyra­ża tyl­ko nasz spo­sób mówie­nia. Klesz­cze zaci­sną się moc­niej, jeśli zapy­ta­my, jak to moż­li­we, że byt, któ­ry ist­nie­je z koniecz­no­ści, może prze­ja­wiać się wyłącz­nie w tym, co zmie­nia się, powsta­je i ginie, czy­li ist­nie­je przy­god­nie. Albo więc pan­te­izm negu­je nasze codzien­ne doświad­cze­nie, albo sta­je na gra­ni­cy niemożliwości.

Teizm i religia

Sądzę, że teizm nie wpa­da w powyż­sze klesz­cze. Abso­lut teistów, choć nie jest bytem empi­rycz­nym, jest bytem kon­kret­nym. Nie­em­pi­rycz­ność chro­ni go przed detro­ni­zu­ją­cym wpły­wem jakie­go­kol­wiek czyn­ni­ka z tego świa­ta; zaś kon­kret­ność przed zastą­pie­niem go czy­stą abs­trak­cją. Odróż­nie­nie abso­lu­tu od rze­czy­wi­sto­ści fizycz­nej spra­wia też, że uni­ka­my pro­ble­mu jego prze­kła­dal­no­ści na wie­lość przy­god­nych rze­czy. Jeśli zaś dodat­ko­wo ujmie­my rela­cję abso­lut – świat jako rela­cję pomię­dzy wol­nym twór­cą a jego dzie­łem, odwo­łu­je­my się wów­czas do mode­lu, któ­ry jest nam zna­ny z nasze­go ludz­kie­go doświadczenia.
Optu­jąc na rzecz teizmu, nie chcę powie­dzieć, że nie stoi on wobec żad­nych trud­no­ści. Chcę jed­nak pod­kre­ślić, że w spra­wach onto­lo­gicz­nie istot­nych pono­si on kosz­ty znacz­nie mniej­sze niż sta­no­wi­ska kon­ku­ren­cyj­ne. Przy­kła­do­wo, brak empi­rycz­ne­go dostę­pu do trans­cen­dent­ne­go Boga – dla wie­lu naj­więk­sza wada teizmu – jest dla mnie koniecz­nym kosz­tem prze­zwy­cię­że­nia nie­za­do­wa­la­ją­cych kon­cep­cji abso­lu­tu. Co wię­cej, uzna­nie per­spek­ty­wy reli­gij­nej pozwa­la ów koszt zmi­ni­ma­li­zo­wać. Na koniec więc parę słów o religii.

Reli­gia wyra­sta z poczu­cia zależ­no­ści od jakiejś siły wyż­szej. Zna­mien­ne przy tym, że w dzie­jach ludz­ko­ści naj­bar­dziej trwa­łe i wpły­wo­we oka­za­ły się reli­gie, któ­re iden­ty­fi­ku­ją ową siłę z trans­cen­dent­nym, oso­bo­wym i dobrym Bogiem. Trans­cen­dent­nym – gdyż w świe­cie nie ma nic abso­lut­ne­go. Oso­bo­wym – gdyż świat zawie­ra­ją­cy porzą­dek i oso­by trud­no pojąć jako dzie­ło bez­oso­bo­wej mocy. Dobrym – gdyż od Boga pocho­dzi naj­bar­dziej fun­da­men­tal­ne dobro, jakim jest ist­nie­nie. Ten ostat­ni fakt może budzić wdzięcz­ność i cześć. Nato­miast, kto zaczy­na prak­ty­ko­wać któ­rąś z tak poję­tych reli­gii, dostrze­że zaraz, że daje mu ona namiast­kę empi­rycz­ne­go dostę­pu do Boga. Boga, któ­ry obda­ro­wu­je go swą tajem­ni­czą obecnością.


Dariusz Łuka­sie­wicz – Pro­fe­sor filo­zo­fii, kie­row­nik Kate­dry Teo­rii Pozna­nia Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II. W pra­cy nauko­wej tro­pi dwa sło­wa: być i dla­cze­go. Poza tym lubi leniu­cho­wać na łonie rodzi­ny, czy­tać Biblię, słu­chać muzy­ki baro­ko­wej i kon­tem­plo­wać przy­ro­dę. Uza­leż­nio­ny od sło­wa dru­ko­wa­ne­go i od dys­ku­to­wa­nia ze wszyst­ki­mi o wszystkim.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy