Artykuł Historia filozofii nowożytnej Ontologia

Jacek Wojtysiak: Wywiad z Gottfriedem Wilhelmem Leibnizem

Wywiad przeprowadzono 14 listopada 2016 r. w 300-lecie cielesnej śmierci Leibniza.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 6 (12), s. 13. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Jacek Woj­ty­siak: Minę­ło 300 lat od pań­skiej śmier­ci. Co się teraz z panem dzie­je?

Got­t­fried Wil­helm Leib­niz: Jestem mona­dą, czy­li sub­stan­cją pro­stą. Rze­czy zło­żo­ne powsta­ją przez zło­że­nie czę­ści, a giną przez ich roz­kład. Mona­dy zaś mogą powsta­wać tyl­ko przez stwo­rze­nie i zni­kać tyl­ko przez uni­ce­stwie­nie. Sko­ro zaś nie zosta­łem uni­ce­stwio­ny, trwam nadal i roz­wi­jam w sobie coraz wyraź­niej­sze postrze­że­nia, dzię­ki któ­rym coraz dosko­na­lej przed­sta­wiam cało­ść wszech­świa­ta, czy­li wie­lo­ść w jed­no­ści.

No tak, ale teraz ja pana nie widzę!

Nie widzi pan mego cia­ła, gdyż 300 lat temu prze­sta­łem się przez nie prze­ja­wiać innym mona­dom. Być może moje cia­ło roz­pa­dło się i korzy­sta­ją z nie­go inne mona­dy, być może moje cia­ło ule­gło zwi­nię­ciu lub zmniej­sze­niu, być może moim cia­łem jest cały wszech­świat. Dziś mnie to nie obcho­dzi. Waż­ne jest to, że wła­śnie teraz rozu­miem, że jako mona­da rozum­na jestem duchem, czy­li obra­zem same­go Boga – jedy­nej mona­dy nie­stwo­rzo­nej i cał­ko­wi­cie oddzie­lo­nej od cia­ła.

Jak to się więc dzie­je, że roz­ma­wia­my ze sobą?

Mona­da naj­wyż­sza, czy­li Bóg, usta­lił uprzed­nio – na począt­ku ist­nie­nia świa­ta, czy­li dłu­go przed naszą roz­mo­wą – dosko­na­łą har­mo­nię mię­dzy wszyst­kim, co stwo­rzył, w tym mię­dzy stwo­rzo­ny­mi mona­da­mi. Nasze mona­dy czy duchy dzia­ła­ją, jak gdy­by wywie­ra­ły nawza­jem wpływ na sie­bie. W grun­cie rze­czy jed­nak mona­dy nie mają okien, przez któ­re cokol­wiek mogło­by do nich się dostać czy też z nich się wydo­stać. Po pro­stu har­mo­nia wprzód usta­no­wio­na spra­wia, że teraz pan zada­je mi pyta­nie, a ja je rozu­miem i na nie odpo­wia­dam. To jest czy­sty zbieg oko­licz­no­ści – tyle że zapla­no­wa­ny. Jeste­śmy jak dwa wcze­śniej nakrę­co­ne budzi­ki: jeden na 6.00, a dru­gi na 6.01, jeden – pyta­ją­cy, a dru­gi – odpo­wia­da­ją­cy. Ta nasza roz­mo­wa musia­ła więc doj­ść do skut­ku i to wła­śnie dziś.

Dla­cze­go wła­śnie dziś?

Dla­te­go, że nasz świat jest naj­lep­szym z moż­li­wy­ch, a na takim świe­cie nic nie może dziać się bez dosta­tecz­nej racji. Taką racją naszej roz­mo­wy jest okrą­gła i nie­mal dosko­na­ła rocz­ni­ca zwi­nię­cia mego cia­ła. Stąd wła­śnie w tej roz­mo­wie uświa­da­mia­my się sobie wza­jem­nie dokład­nie dziś.

Racja dosta­tecz­na, moż­li­we świa­ty, świat naj­lep­szy z moż­li­wy­ch – zbyt wie­le trud­ny­ch pojęć naraz. Czy mógł­by pan je obja­śnić?

Pro­szę bar­dzo. Zacznij­my od mego aksjo­ma­tu: nic nie dzie­je się i nic nie powsta­je bez racji dosta­tecz­nej. To jest oczy­wi­ste.

Oczy­wi­ste? Współ­cze­sna nauka zna przy­kła­dy pod­wa­ża­ją­ce tę zasa­dę.

Pro­szę mi nie opo­wia­dać taki­ch rze­czy. To ja jestem pre­kur­so­rem współ­cze­snej nauki. Nauka pole­ga wła­śnie na poszu­ki­wa­niu racji. Nie­ste­ty, mimo postę­pu poznaw­cze­go racje te naj­czę­ściej nie mogą być nam zna­ne. Nie­któ­rzy jed­nak z tego, że nie zna­ją racji lub jej nie poj­mu­ją, wycią­ga­ją wnio­sek, że jej nie ma. Gdy­by rze­czy mogły powsta­wać bez racji, musie­li­by­śmy porzu­cić zasa­dy zacho­wa­nia, bez któ­ry­ch nie spo­sób upra­wiać nauki. Wie­dzia­łem już o tym za moje­go cie­le­sne­go życia, gdy wpro­wa­dzi­łem poję­cie con­se­rva­tio virum viva­rum.

Jak od zasa­dy racji przej­ść do tezy, że nasz świat jest naj­lep­szym z moż­li­wy­ch?

Idź­my po kolei. Zasa­da racji dosta­tecz­nej każe nam szu­kać racji ist­nie­nia jed­nej rze­czy w innej rze­czy. Nie­ste­ty, wszyst­kie rze­czy, z jaki­mi mamy do czy­nie­nia, to rze­czy przy­pad­ko­we lub przy­god­ne. Gdy­by ist­nia­ły tyl­ko one, pyta­nie, dla­cze­go ist­nie­je rze­cz, od któ­rej zaczę­li­śmy, cią­gnę­ło­by się nie­ustan­nie. Dla­te­go też racja dosta­tecz­na, któ­ra nie wyma­ga już innej racji, powin­na znaj­do­wać się poza cią­giem rze­czy przy­pad­ko­wy­ch, i to w sub­stan­cji, któ­ra by sta­no­wi­ła ich przy­czy­nę, czy­li była bytem koniecz­nym, zawie­ra­ją­cym w sobie rację wła­sne­go ist­nie­nia.

A może łań­cu­ch przy­pad­ko­wy­ch racji cią­gnie się w nie­skoń­czo­no­ść?

Nie­wy­klu­czo­ne. Wyobraź­my sobie nie­skoń­czo­ną licz­bę odwiecz­nie odpi­sy­wa­ny­ch egzem­pla­rzy danej księ­gi. Wte­dy jed­nak może­my zapy­tać, dla­cze­go zaist­nia­ły jakieś egzem­pla­rze tej księ­gi – a nie żad­ne, dla­cze­go egzem­pla­rze takie ist­nia­ły odwiecz­nie, dla­cze­go wła­śnie były to księ­gi i dla­cze­go tak napi­sa­ne. Toteż jak­kol­wiek dale­ko cof­nął­byś się do sta­nów poprzed­ni­ch, nigdy w tych sta­na­ch nie znaj­dzie­sz racji cał­ko­wi­tej, dla któ­rej w ogó­le ist­nie­je świat – a w szcze­gól­no­ści wła­śnie taki. Tą racją cał­ko­wi­tą może być tyl­ko byt koniecz­ny – sub­stan­cja bez­względ­nie nie­skoń­czo­na oraz abso­lut­nie dosko­na­ła.

Rozu­miem, że odwo­łu­jąc się do bytu koniecz­ne­go, może­my wyja­śnić, dla­cze­go ist­nie­je raczej coś (przy­god­ne­go) niż nic – dla­cze­go ist­nie­je jakiś świat, a nie żaden. Dla­cze­go jed­nak ist­nie­je wła­śnie taki (a nie inny) świat?

Dobre pyta­nie. Inte­lekt Boga jest nie­skoń­czo­ny, dla­te­go zawie­ra nie­skoń­czo­ną licz­bę nie­sprzecz­ny­ch pla­nów świa­ta czy pomy­słów na świat. Nazy­wam je moż­li­wy­mi świa­ta­mi, gdyż sta­no­wią one kom­plet wszyst­ki­ch cało­ścio­wy­ch ukła­dów moż­li­wo­ści. Ukła­dy te, choć trwa­ją w Boskim inte­lek­cie, zabie­ga­ją o ist­nie­nie poza nim. Moż­na powie­dzieć obra­zo­wo, że Bóg wysłu­chał roz­ma­ity­ch pety­cji o ist­nie­nie, ale tyl­ko jed­ną z nich wcie­lił w życie. Sta­ło się tak, gdy stwo­rzył – jako real­ny – nasz świat.

Czym Bóg kie­ro­wał się w tym wybo­rze?

Sko­ro zasa­da racji dosta­tecz­nej obo­wią­zu­je powszech­nie, Bóg musiał kie­ro­wać się jakąś racją w wybo­rze stwa­rza­ne­go świa­ta. Sko­ro zaś Bóg jest bytem dosko­na­łym, tą racją musia­ła być zasa­da tego, co naj­lep­sze. Nie może być lep­sze­go moty­wu wybo­ru niż zasa­da naj­lep­sze­go. Dla­te­go wła­śnie Bóg – isto­ta naj­bar­dziej racjo­nal­na i naj­lep­sza – kie­ro­wa­ła się tym moty­wem. I tak stwo­rzy­ła nasz świat – świat naj­lep­szy z moż­li­wy­ch.

Nie rozu­miem, jak nasz świat może być naj­lep­szym z moż­li­wy­ch. Prze­cież łatwo wyobra­zić sobie świa­ty lep­sze od nasze­go.

To praw­da, że moż­na wyobra­zić sobie moż­li­we świa­ty bez grze­chu i bez nie­szczę­ścia, lecz takie świa­ty pod wzglę­dem dobra bar­dzo ustę­po­wa­ły­by nasze­mu świa­tu. Skąd o tym wie­my? Za moje­go cie­le­sne­go życia ogra­ni­cza­łem się do deduk­cyj­ne­go dowo­du tej tezy. Wypro­wa­dza­łem ją po pro­stu z zasa­dy naj­lep­sze­go. Tym zaś, któ­rzy nie mogli uwie­rzyć w ten zaska­ku­ją­cy wnio­sek, poda­wa­łem przy­kła­dy ilu­stru­ją­ce, jak to nie­raz dwie złe rze­czy przy­czy­nia­ły się do więk­sze­go dobra. Dziś, gdy moje per­cep­cje są wyraź­niej­sze, mam peł­ny ogląd cało­ści i jestem nie­mal empi­rycz­nie pew­ny, że nasz świat jest wyśmie­ni­ty i lep­sze­go być nie mogło. Gdy zbu­du­je­cie wresz­cie teo­rię wszyst­kie­go, zro­zu­mie­cie, że nasz świat rzą­dzi się opty­mal­nym mini-mak­sem: mini­mum naj­prost­szy­ch praw przy mak­si­mum ilo­ścio­we­go zróż­ni­co­wa­nia zja­wi­sk, czy­li moż­li­wie naj­więk­sza roz­ma­ito­ść wespół z moż­li­wie naj­więk­szym ładem. Gdy zaś skoń­czą się ludz­kie dzie­je i spo­rzą­dzi­cie ich rachu­nek, oka­że się, że ilo­raz sumy dóbr i przy­jem­no­ści do sumy zła i cier­pień jest nie­zwy­kle wyso­ki, wyż­szy od inny­ch moż­li­wy­ch taki­ch ilo­ra­zów. A tak jak nie moż­na dzie­lić przez zero, tak świat z zero­wą ilo­ścią zła jest nie­moż­li­wy.

Czy chce pan przez to powie­dzieć, że świat z II woj­ną świa­to­wą jest lep­szy od świa­ta bez wojen?

Chcę powie­dzieć, że świat bez wojen jest nie­moż­li­wy, a świat bez II woj­ny świa­to­wej był­by gor­szy od świa­ta, w któ­rym żyje­my. Rozu­miem pań­skie prze­ra­że­nie, ale nie zna pan wszyst­ki­ch moż­li­wy­ch sce­na­riu­szy histo­rii. Zna­jąc upa­dłą natu­rę ludz­ką, wiem, że reali­za­cja tych inny­ch sce­na­riu­szy istot­nie zmniej­szy­ła­by ilo­raz dobra do zła.

Jakie więc więk­sze dobro przy­nio­sła II woj­na świa­to­wa?

W aspek­cie poza­do­cze­snym – odpo­wiem cyta­tem z mej Teo­dy­cei: chwa­ła i dosko­na­ło­ść zaży­wa­ją­cy­ch wiecz­ne­go szczę­ścia jest nie­po­rów­ny­wal­nie więk­sza niż nędza i nie­do­sko­na­ło­ść potę­pio­ny­ch. Co do aspek­tu docze­sne­go mogę teraz powie­dzieć tyl­ko tyle: dobre skut­ki II woj­ny świa­to­wej doce­ni­cie dopie­ro w 2045 roku. Jak prze­cież już wie­cie, w świe­cie naj­lep­szym z moż­li­wy­ch dobro ujaw­nia się zawsze w okrą­głe rocz­ni­ce.

Dobrze, zacze­ka­my. Ale czy z tego, co pan mówi, nie wyni­ka, że wszyst­ko dzie­je się z koniecz­no­ści, a więc nie jeste­śmy wol­ni?

Nie bój­cie się o wol­no­ść. Bóg wybrał naj­lep­szy sce­na­riu­sz i dosko­na­le reży­se­ru­je grę. Jed­nak to wy jeste­ście akto­ra­mi i gra­cie w niej napraw­dę.

Roz­ma­wiał Jacek Woj­ty­siak


Auto­cy­ta­ty z dzieł Filo­zo­fa zazna­czo­no kur­sy­wą.

Got­t­fried Wil­helm Leib­niz (ur. 1646, zm. 1716) – jeden z naj­więk­szy­ch w dzie­ja­ch ludz­ko­ści uczo­ny­ch i filo­zo­fów, ostat­ni czło­wiek, któ­ry „wie­dział wszyst­ko”. Jego sys­tem stresz­cza­ją nastę­pu­ją­ce -izmy: plu­ra­li­zm, spi­ry­tu­ali­zm, racjo­na­li­zm, per­fek­cjo­ni­zm, opty­mi­zm, teizm.


Jacek Woj­ty­siak – Pro­fe­sor filo­zo­fii, kie­row­nik Kate­dry Teo­rii Pozna­nia Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II. W pra­cy nauko­wej tro­pi dwa sło­wa: być i dla­cze­go. Poza tym lubi leniu­cho­wać na łonie rodzi­ny, czy­tać Biblię, słu­chać muzy­ki baro­ko­wej i kon­tem­plo­wać przy­ro­dę. Uza­leż­nio­ny od sło­wa dru­ko­wa­ne­go i od dys­ku­to­wa­nia ze wszyst­ki­mi o wszyst­kim. Hob­by: kolek­cjo­no­wa­nie cza­pek z róż­ny­ch moż­li­wy­ch świa­tów.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Zob. Wywiad z Imma­nu­elem Kan­tem.


Ilu­stra­cja: Han­na Urban­kow­ska

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy