Artykuł Etyka Historia filozofii nowożytnej

Jacek Wojtysiak: Wywiad z Immanuelem Kantem

Kant: Gdy pytasz, co zrobić w danej sprawie, pomyśl, co powinna zrobić na twoim miejscu każda rozumna istota.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

W zeszłym roku na okład­ce listopad­owego numeru „Charak­terów” pojaw­iła się podobiz­na Immanuela Kan­ta. Filo­zof z Królew­ca spoglą­da ze smutkiem. Na czytel­ników. Z lek­tu­ry numeru dowiedzą się oni sporo o domin­u­ją­cym trendzie współczes­nego poj­mowa­nia moral­noś­ci, ale niewiele o Kan­towskiej etyce. Etyce od tego tren­du dalekiej. Ponieważ obec­nie dusza Kan­ta, zgod­nie z jego moral­ną wiarą, zna­j­du­je się w pro­ce­sie nieskońc­zonego postępu moral­nego, udało mi się z nią skon­tak­tować. Stąd zapis naszej roz­mowy. Dzię­ki niej głos Kan­ta będzie dziś pub­licznie dostęp­ny.

Jacek Woj­tysi­ak: Podręczni­ki filo­zofii przed­staw­ia­ją pana jako wielkiego myśli­ciela Oświece­nia, który – odrzu­ca­jąc zabobony – oparł moral­ność na rozu­mie i wol­noś­ci…

Immanuel Kant: To praw­da. Moral­ność jest dziełem rozum­nej wol­noś­ci lub wol­nego rozu­mu. To on, a nie jakiekol­wiek inne czyn­ni­ki, dyk­tu­je mi, co mam czynić.

Stąd wielość opinii moral­nych. Każdy z nas prze­cież ma swój pogląd na tem­at, jak żyć.

Nie. Rozum nie znosi dowol­noś­ci i par­tyku­larnoś­ci. Jego domeną jest uni­w­er­sal­ność. Dlat­ego pod­sta­wowa zasa­da moral­noś­ci brz­mi: postępuj tylko według takiej maksymy, dzię­ki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszech­nym prawem. Inny­mi słowy: gdy pytasz, co zro­bić w danej spraw­ie, pomyśl, co powin­na zro­bić na twoim miejs­cu każ­da rozum­na isto­ta. Gdy­byśmy wszyscy stosowali się do tej zasady, nie było­by wśród nas istot­nych roz­bieżnoś­ci w oce­nach moral­nych.

A jed­nak roz­bieżnoś­ci są – i w teorii, i w prak­tyce.

Są, bo ludzie bard­zo częs­to zami­ast pod­porząd­kować się moral­nej powin­noś­ci – którą prze­cież sami swym rozumem stanow­ią! – ule­ga­ją popę­dom, pry­wat­nym intere­som, słaboś­ciom. Jeśli już dzi­ała­ją dobrze, to raczej zgod­nie z obow­iązkiem, a nie z obow­iązku. Choć zdarza im się wypeł­ni­ać moralne pra­wo, to nie­jako przez przy­padek, z moty­wów od niego dale­kich, na przykład ze stra­chu lub z przyzwycza­je­nia.

No właśnie. Bada­nia empiryczne pokazu­ją…

Przestrzegam przed bada­ni­a­mi empiryczny­mi w etyce. Pokazu­ją one, co się czyni lub jak ludzie myślą, co czynić pod wpły­wem swych skłon­noś­ci i zewnętrznych pod­ni­et. Nie mówią one nato­mi­ast tego, co powinienem czynić. Sprowadzanie tej drugiej sprawy do pier­wszej jest god­ną potępi­enia zmorą waszych cza­sów. Drugą zmorą jest przeko­nanie, że wszys­tko jest względne i warunk­owe. Jed­nak bez tego, co bezwarunk­owe, nic nie jest nawet względ­nie wartoś­ciowe.

A sko­ro jesteśmy przy naszych cza­sach, to co pan myśli na tem­at eutanazji?

Eutanaz­ja jest albo odmi­aną zabójst­wa, albo samobójst­wa. Co do pier­wszego, nie moż­na rozum­nie chcieć, by zabi­janie było powszech­nym prawem.

Ale tu chodzi o sytu­ację wyjątkową.

W etyce nie ma wyjątków. Rzekome wyjąt­ki pow­sta­ją wtedy, kiedy ludzie są świado­mi obow­iązku, ale trud­no im go wykon­ać. Wtedy powiada­ją, że określona sytu­ac­ja jest szczegól­na i temu obow­iązkowi nie podle­ga. W ten sposób racjon­al­izu­ją słabość swej woli. Ale wróćmy do zabójst­wa. Jego zło moż­na wyraźniej ukazać, odwołu­jąc się do zasad­niczej treś­ci moral­noś­ci: postępuj tak, byś człowieczeńst­wa tak w twej oso­bie, jako też w oso­bie każdego innego, uży­wał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środ­ka. Pamię­ta­jmy, że nasza rozum­ność i wol­ność wyróż­nia nas, nada­je nam szczegól­ną wartość, czyli god­ność. Nie jesteśmy środ­ka­mi do celu – rzecza­mi, lecz osoba­mi – cela­mi samy­mi w sobie. Zabójst­wo jest skra­jną for­mą posługi­wa­nia się drugim człowiekiem jako rzeczą.

A co wtedy, gdy on sam tego chce lub zabi­ja samego siebie, by uniknąć strasznego bólu?

Wtedy samego siebie trak­tu­je jako środek – posługu­je się samym sobą tylko jako środ­kiem do zachowa­nia znośnego stanu aż do koń­ca życia. Dzisi­aj chce się moral­ność sprowadz­ić do zasady: nie czyń innym, czego oni nie chcą – poza tym możesz robić ze sobą, co chcesz. Jeśli jed­nak moral­ność ma być powszech­na i jeśli każdy z nas ma szczegól­ną wartość, to moż­na być moral­nie nie w porząd­ku wobec samego siebie. Moż­na żyć poniżej tego, kim się jest. Widać to wyraźnie we współczes­nej oby­cza­jowoś­ci sek­su­al­nej. Zresztą wszyscy jesteśmy ze sobą pow­iązani – jesteśmy członka­mi i zwierzch­nika­mi niewidzial­nego państ­wa celów – a więc zły czyn jed­nej oso­by (nawet czys­to pry­wat­ny) w jak­iś sposób wpły­wa negaty­wnie na pozostałe.

A może moral­ność jest jakimś mech­a­nizmem bio­log­icznym, który umożli­wił rozwój nasze­mu gatunkowi? Może nasza wol­ność jest złudze­niem?

Tak, znam te hipotezy. Nie są one nowe. Borykano się z nimi i w moich cza­sach. I są one zasadne, ale pod warunk­iem, że patrzymy na człowieka z pewnej per­spek­ty­wy. Otóż gdy roz­pa­tru­je­my człowieka jako człon przy­rody, będzie on nam się zawsze jaw­ił jako jed­no z ogniw łańcuchów przy­czyn i skutków, jako jeszcze jeden przed­miot podle­ga­ją­cy pra­wom fizy­ki i biologii. Kto widzi człowieka w tym aspekcie, nie może uznawać jego wol­noś­ci. Dzi­wię się więc czytel­nikom, którzy kole­jne doniesienia o ekspery­men­tach pod­waża­ją­cych naszą wol­ność przyj­mu­ją jako rewelację. Jest jed­nak jeszcze dru­ga per­spek­ty­wa. W tej drugiej rozpoz­na­ję siebie jako wol­ny pod­miot – warunek poz­nawa­nia przy­rody i moral­nego dzi­ała­nia. Jak jest możli­we współist­nie­nie obu per­spek­tyw, nie wiem. Wiem tylko, że w prak­tyce ta dru­ga jest dla mnie ważniejsza i real­niejsza. Jeśli nie wiąza­ła­by mnie żad­na rozum­na powin­ność, moje dzi­ała­nia łat­wo było­by wyjaśnić jako rezul­tat splo­tu bez­wol­nych czyn­ników. Sko­ro jed­nak naprawdę coś powinienem, to muszę wierzyć, że – nawet wbrew tym czyn­nikom – mogę to spełnić. Paradok­sal­nie się skła­da, że ist­nie­nie bezwarunk­owej moral­noś­ci, którą wielu trak­tu­je jako zniewole­nie, jest jedyną rzetel­ną oznaką naszej wol­noś­ci. Kto zaś rezygnu­je z moral­noś­ci, odd­a­jąc się zmysłowej swo­bodzie, tego trud­no odróżnić od bez­wol­nego zwierzę­cia.

W pańskiej filo­zofii jest miejsce na wol­ność, ale chy­ba nie ma miejs­ca na Boga?

Nie ma. Ale tylko w tym sen­sie, że wąt­pię, byśmy potrafili teo­re­ty­cznie udowod­nić Jego ist­nie­nie. Przestrzegam też przed sprowadzaniem moty­wów postępowa­nia do lęku przed Bogiem lub chę­ci uzyska­nia Jego nagrody. Człowiek moral­ny powinien jed­nak wierzyć w Boga, i to co najm­niej z trzech powodów. Po pier­wsze, idea Boga zaw­iera poję­cie świętej woli, czyli woli, w której nie ma rozdźwięku między powin­noś­cią a chce­niem. Jej kon­tem­plac­ja ukazu­je nam ideał, do którego mamy dążyć. Po drugie, reli­gia – czyli poz­nanie naszych obow­iązków jako nakazów Bos­kich – uczy takich cnót, jak wdz­ięczność, posłuszeńst­wo, poko­ra i wrażli­wość na wzniosłość. Po trze­cie wresz­cie, bez ist­nienia Boga przeko­nanie o naszej wsob­nej celowoś­ci i celowoś­ci samej moral­noś­ci jest mrzonką. Bowiem jedynie rozum­ny Bóg-Stwór­ca mógł spraw­ić, że ist­nieje­my nieprzy­pad­kowo, a więc że jesteśmy naprawdę cela­mi samy­mi w sobie. I tylko spraw­iedli­wy Bóg-Sędzia może spraw­ić, że najboleśniejszy rozdźwięk na świecie –
rozdźwięk między moral­ną dobro­cią a szczęś­ciem – zostanie kiedyś przezwyciężony. Jak widać, anu­lowanie Boga może tylko moral­noś­ci zaszkodz­ić.
Roz­maw­iał Jacek Woj­tysi­ak

Artykuł ukazał się w „Charak­ter­ach” 3/2015. www.charaktery.eu


Jacek Woj­tysi­ak – Pro­fe­sor filo­zofii, kierown­ik Kat­edry Teorii Poz­na­nia Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II. W pra­cy naukowej tropi dwa słowa: być i dlaczego. Poza tym lubi leni­u­chować na łonie rodziny, czy­tać Bib­lię, słuchać muzy­ki barokowej i kon­tem­plować przy­rodę. Uza­leżniony od słowa drukowanego i od dysku­towa­nia ze wszys­tki­mi o wszys­tkim.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.


Źródło fot.: https://commons.wikimedia.org/, CC0


 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Kant w uję­ciu Jac­ka Woj­tysi­a­ka rozu­mu­je o eutanazji tak, jak­by był pro­fe­sorem Katolick­iego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego, co nie ma więk­szego sen­su, bo jak wiado­mo nie był kato­likiem ani w ogóle nie wierzył w Boga. 🙂

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy