Artykuł Etyka Historia filozofii nowożytnej

Jacek Wojtysiak: Wywiad z Immanuelem Kantem

Kant: Gdy pytasz, co zrobić w danej sprawie, pomyśl, co powinna zrobić na twoim miejscu każda rozumna istota.

Najnowszy numer: Edukacja moralna

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

W zeszłym roku na okład­ce listo­pa­do­we­go nume­ru „Cha­rak­te­rów” poja­wi­ła się podo­bi­zna Imma­nu­ela Kan­ta. Filo­zof z Kró­lew­ca spo­glą­da ze smut­kiem. Na czy­tel­ni­ków. Z lek­tu­ry nume­ru dowie­dzą się oni spo­ro o domi­nu­ją­cym tren­dzie współ­cze­sne­go poj­mo­wa­nia moral­no­ści, ale nie­wie­le o Kan­tow­skiej ety­ce. Ety­ce od tego tren­du dale­kiej. Ponie­waż obec­nie dusza Kan­ta, zgod­nie z jego moral­ną wia­rą, znaj­du­je się w pro­ce­sie nie­skoń­czo­ne­go postę­pu moral­ne­go, uda­ło mi się z nią skon­tak­to­wać. Stąd zapis naszej roz­mo­wy. Dzię­ki niej głos Kan­ta będzie dziś publicz­nie dostęp­ny.

Jacek Woj­ty­siak: Pod­ręcz­ni­ki filo­zo­fii przed­sta­wia­ją pana jako wiel­kie­go myśli­cie­la Oświe­ce­nia, któ­ry – odrzu­ca­jąc zabo­bo­ny – oparł moral­ność na rozu­mie i wol­no­ści…

Imma­nu­el Kant: To praw­da. Moral­ność jest dzie­łem rozum­nej wol­no­ści lub wol­ne­go rozu­mu. To on, a nie jakie­kol­wiek inne czyn­ni­ki, dyk­tu­je mi, co mam czy­nić.

Stąd wie­lość opi­nii moral­nych. Każ­dy z nas prze­cież ma swój pogląd na temat, jak żyć.

Nie. Rozum nie zno­si dowol­no­ści i par­ty­ku­lar­no­ści. Jego dome­ną jest uni­wer­sal­ność. Dla­te­go pod­sta­wo­wa zasa­da moral­no­ści brzmi: postę­puj tyl­ko według takiej mak­sy­my, dzię­ki któ­rej możesz zara­zem chcieć, żeby sta­ła się powszech­nym pra­wem. Inny­mi sło­wy: gdy pytasz, co zro­bić w danej spra­wie, pomyśl, co powin­na zro­bić na two­im miej­scu każ­da rozum­na isto­ta. Gdy­by­śmy wszy­scy sto­so­wa­li się do tej zasa­dy, nie było­by wśród nas istot­nych roz­bież­no­ści w oce­nach moral­nych.

A jed­nak roz­bież­no­ści są – i w teo­rii, i w prak­ty­ce.

Są, bo ludzie bar­dzo czę­sto zamiast pod­po­rząd­ko­wać się moral­nej powin­no­ści – któ­rą prze­cież sami swym rozu­mem sta­no­wią! – ule­ga­ją popę­dom, pry­wat­nym inte­re­som, sła­bo­ściom. Jeśli już dzia­ła­ją dobrze, to raczej zgod­nie z obo­wiąz­kiem, a nie z obo­wiąz­ku. Choć zda­rza im się wypeł­niać moral­ne pra­wo, to nie­ja­ko przez przy­pa­dek, z moty­wów od nie­go dale­kich, na przy­kład ze stra­chu lub z przy­zwy­cza­je­nia.

No wła­śnie. Bada­nia empi­rycz­ne poka­zu­ją…

Prze­strze­gam przed bada­nia­mi empi­rycz­ny­mi w ety­ce. Poka­zu­ją one, co się czy­ni lub jak ludzie myślą, co czy­nić pod wpły­wem swych skłon­no­ści i zewnętrz­nych pod­niet. Nie mówią one nato­miast tego, co powi­nie­nem czy­nić. Spro­wa­dza­nie tej dru­giej spra­wy do pierw­szej jest god­ną potę­pie­nia zmo­rą waszych cza­sów. Dru­gą zmo­rą jest prze­ko­na­nie, że wszyst­ko jest względ­ne i warun­ko­we. Jed­nak bez tego, co bez­wa­run­ko­we, nic nie jest nawet względ­nie war­to­ścio­we.

A sko­ro jeste­śmy przy naszych cza­sach, to co pan myśli na temat euta­na­zji?

Euta­na­zja jest albo odmia­ną zabój­stwa, albo samo­bój­stwa. Co do pierw­sze­go, nie moż­na rozum­nie chcieć, by zabi­ja­nie było powszech­nym pra­wem.

Ale tu cho­dzi o sytu­ację wyjąt­ko­wą.

W ety­ce nie ma wyjąt­ków. Rze­ko­me wyjąt­ki powsta­ją wte­dy, kie­dy ludzie są świa­do­mi obo­wiąz­ku, ale trud­no im go wyko­nać. Wte­dy powia­da­ją, że okre­ślo­na sytu­acja jest szcze­gól­na i temu obo­wiąz­ko­wi nie pod­le­ga. W ten spo­sób racjo­na­li­zu­ją sła­bość swej woli. Ale wróć­my do zabój­stwa. Jego zło moż­na wyraź­niej uka­zać, odwo­łu­jąc się do zasad­ni­czej tre­ści moral­no­ści: postę­puj tak, byś czło­wie­czeń­stwa tak w twej oso­bie, jako też w oso­bie każ­de­go inne­go, uży­wał zawsze zara­zem jako celu, nigdy tyl­ko jako środ­ka. Pamię­taj­my, że nasza rozum­ność i wol­ność wyróż­nia nas, nada­je nam szcze­gól­ną war­tość, czy­li god­ność. Nie jeste­śmy środ­ka­mi do celu – rze­cza­mi, lecz oso­ba­mi – cela­mi samy­mi w sobie. Zabój­stwo jest skraj­ną for­mą posłu­gi­wa­nia się dru­gim czło­wie­kiem jako rze­czą.

A co wte­dy, gdy on sam tego chce lub zabi­ja same­go sie­bie, by unik­nąć strasz­ne­go bólu?

Wte­dy same­go sie­bie trak­tu­je jako śro­dek – posłu­gu­je się samym sobą tyl­ko jako środ­kiem do zacho­wa­nia zno­śne­go sta­nu aż do koń­ca życia. Dzi­siaj chce się moral­ność spro­wa­dzić do zasa­dy: nie czyń innym, cze­go oni nie chcą – poza tym możesz robić ze sobą, co chcesz. Jeśli jed­nak moral­ność ma być powszech­na i jeśli każ­dy z nas ma szcze­gól­ną war­tość, to moż­na być moral­nie nie w porząd­ku wobec same­go sie­bie. Moż­na żyć poni­żej tego, kim się jest. Widać to wyraź­nie we współ­cze­snej oby­cza­jo­wo­ści sek­su­al­nej. Zresz­tą wszy­scy jeste­śmy ze sobą powią­za­ni – jeste­śmy człon­ka­mi i zwierzch­ni­ka­mi nie­wi­dzial­ne­go pań­stwa celów – a więc zły czyn jed­nej oso­by (nawet czy­sto pry­wat­ny) w jakiś spo­sób wpły­wa nega­tyw­nie na pozo­sta­łe.

A może moral­ność jest jakimś mecha­ni­zmem bio­lo­gicz­nym, któ­ry umoż­li­wił roz­wój nasze­mu gatun­ko­wi? Może nasza wol­ność jest złu­dze­niem?

Tak, znam te hipo­te­zy. Nie są one nowe. Bory­ka­no się z nimi i w moich cza­sach. I są one zasad­ne, ale pod warun­kiem, że patrzy­my na czło­wie­ka z pew­nej per­spek­ty­wy. Otóż gdy roz­pa­tru­je­my czło­wie­ka jako człon przy­ro­dy, będzie on nam się zawsze jawił jako jed­no z ogniw łań­cu­chów przy­czyn i skut­ków, jako jesz­cze jeden przed­miot pod­le­ga­ją­cy pra­wom fizy­ki i bio­lo­gii. Kto widzi czło­wie­ka w tym aspek­cie, nie może uzna­wać jego wol­no­ści. Dzi­wię się więc czy­tel­ni­kom, któ­rzy kolej­ne donie­sie­nia o eks­pe­ry­men­tach pod­wa­ża­ją­cych naszą wol­ność przyj­mu­ją jako rewe­la­cję. Jest jed­nak jesz­cze dru­ga per­spek­ty­wa. W tej dru­giej roz­po­zna­ję sie­bie jako wol­ny pod­miot – waru­nek pozna­wa­nia przy­ro­dy i moral­ne­go dzia­ła­nia. Jak jest moż­li­we współ­ist­nie­nie obu per­spek­tyw, nie wiem. Wiem tyl­ko, że w prak­ty­ce ta dru­ga jest dla mnie waż­niej­sza i real­niej­sza. Jeśli nie wią­za­ła­by mnie żad­na rozum­na powin­ność, moje dzia­ła­nia łatwo było­by wyja­śnić jako rezul­tat splo­tu bez­wol­nych czyn­ni­ków. Sko­ro jed­nak napraw­dę coś powi­nie­nem, to muszę wie­rzyć, że – nawet wbrew tym czyn­ni­kom – mogę to speł­nić. Para­dok­sal­nie się skła­da, że ist­nie­nie bez­wa­run­ko­wej moral­no­ści, któ­rą wie­lu trak­tu­je jako znie­wo­le­nie, jest jedy­ną rze­tel­ną ozna­ką naszej wol­no­ści. Kto zaś rezy­gnu­je z moral­no­ści, odda­jąc się zmy­sło­wej swo­bo­dzie, tego trud­no odróż­nić od bez­wol­ne­go zwie­rzę­cia.

W pań­skiej filo­zo­fii jest miej­sce na wol­ność, ale chy­ba nie ma miej­sca na Boga?

Nie ma. Ale tyl­ko w tym sen­sie, że wąt­pię, byśmy potra­fi­li teo­re­tycz­nie udo­wod­nić Jego ist­nie­nie. Prze­strze­gam też przed spro­wa­dza­niem moty­wów postę­po­wa­nia do lęku przed Bogiem lub chę­ci uzy­ska­nia Jego nagro­dy. Czło­wiek moral­ny powi­nien jed­nak wie­rzyć w Boga, i to co naj­mniej z trzech powo­dów. Po pierw­sze, idea Boga zawie­ra poję­cie świę­tej woli, czy­li woli, w któ­rej nie ma roz­dź­wię­ku mię­dzy powin­no­ścią a chce­niem. Jej kon­tem­pla­cja uka­zu­je nam ide­ał, do któ­re­go mamy dążyć. Po dru­gie, reli­gia – czy­li pozna­nie naszych obo­wiąz­ków jako naka­zów Boskich – uczy takich cnót, jak wdzięcz­ność, posłu­szeń­stwo, poko­ra i wraż­li­wość na wznio­słość. Po trze­cie wresz­cie, bez ist­nie­nia Boga prze­ko­na­nie o naszej wsob­nej celo­wo­ści i celo­wo­ści samej moral­no­ści jest mrzon­ką. Bowiem jedy­nie rozum­ny Bóg-Stwór­ca mógł spra­wić, że ist­nie­je­my nie­przy­pad­ko­wo, a więc że jeste­śmy napraw­dę cela­mi samy­mi w sobie. I tyl­ko spra­wie­dli­wy Bóg-Sędzia może spra­wić, że naj­bo­le­śniej­szy roz­dź­więk na świe­cie –
roz­dź­więk mię­dzy moral­ną dobro­cią a szczę­ściem – zosta­nie kie­dyś prze­zwy­cię­żo­ny. Jak widać, anu­lo­wa­nie Boga może tyl­ko moral­no­ści zaszko­dzić.
Roz­ma­wiał Jacek Woj­ty­siak

Arty­kuł uka­zał się w „Cha­rak­te­rach” 3/2015. www.charaktery.eu


Jacek Woj­ty­siak – Pro­fe­sor filo­zo­fii, kie­row­nik Kate­dry Teo­rii Pozna­nia Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II. W pra­cy nauko­wej tro­pi dwa sło­wa: być i dla­cze­go. Poza tym lubi leniu­cho­wać na łonie rodzi­ny, czy­tać Biblię, słu­chać muzy­ki baro­ko­wej i kon­tem­plo­wać przy­ro­dę. Uza­leż­nio­ny od sło­wa dru­ko­wa­ne­go i od dys­ku­to­wa­nia ze wszyst­ki­mi o wszyst­kim.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.


Źró­dło fot.: https://commons.wikimedia.org/, CC0


 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Kant w uję­ciu Jac­ka Woj­ty­sia­ka rozu­mu­je o euta­na­zji tak, jak­by był pro­fe­so­rem Kato­lic­kie­go Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go, co nie ma więk­sze­go sen­su, bo jak wia­do­mo nie był kato­li­kiem ani w ogó­le nie wie­rzył w Boga. 🙂

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy