Opinie

Jan Kłos: A duch i tak wieje, kędy chce

Jak uprawiać naukę i edukować? Jak stymulować twórczość, kreatywność, innowacyjność? Urzędnicy różnych szczebli mają na to receptę, ale czy dobrą?...

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Ponieważ nie mam kom­pe­tencji, aby wypowiadać się na każdy tem­at we wszys­t­kich dziedz­i­nach, które rządzą­cy swo­ją troską oga­r­ni­a­ją, skupię się tylko na edukacji. W rankingach idzie nam dobrze, testy rozwiązu­je­my w lot. Moż­na by powiedzieć, że całe pokole­nia Polaków przy­go­towu­ją się do zawodu spec­jal­ista od krzyżówek. Odpowied­nie słówko umieś­cić we właś­ci­wych okienkach albo zakreślić właś­ci­wą odpowiedź – ot, i wszys­tko. Potem człowiek nai­wnie wierzy, że jak wspom­ni Lor­da Jima na wykładzie, to stu­dent od razu załapie, o kogo chodzi. A stu­dent nic o Jimie nie słyszał, chy­ba że to jak­iś Jimie z seri­alu. O Con­radzie zresztą też nie. Mick­iewicz? No coś obiło się o uszy. Gałczyńs­ki? Oczy sze­roko otwarte. Nor­wid? Tak, znam, żył w XIII wieku (aut­en­ty­cz­na odpowiedź na egza­minie).

Min­is­terst­wo jed­nak nie usta­je w dro­bi­az­gowym pro­gramowa­niu i przewidy­wa­niu całego pro­ce­su edukacji. Dusimy się pod ciężarem komisji i pod­komisji, algo­ryt­mów i sylabusów, akcji i reakcji. Dzi­ałan­iom tym przyświeca przeko­nanie, że jak się odpowied­ni guzik naciśnie, to wyjdzie pro­fesjon­al­ista, na którego świat czeka. Cóż kiedy on tylko krzyżów­ki potrafi rozwiązać (i to jeszcze nie wszys­tkie). Eduka­torzy zachodzą w głowę, że z tak zaan­gażowanego planowa­nia nic albo niewiele wychodzi. Najpierw – powiada­ją – trze­ba społeczność aka­demicką uksz­tał­tować i na świat otworzyć. Pub­likować, owszem, ale po ang­iel­sku i w dobrze punk­towanym cza­sopiśmie. To nic, że nawet Angl­i­cy psioczą, bo ich Amerykanie drukować nie chcą na tych lis­tach, co solid­nie punk­ta­mi omaszc­zone. Jeśli już jak­iś szczęśli­wiec w sza­cownym cza­sopiśmie (wedle tych, co te dobre tak zak­wal­i­fikowali) swój tekst w języku oby­wa­teli Albionu sporząd­zony umieś­ci, to już mniejsza o to, o czym on tam pisze, bo pub­likac­ja i tak ma znacze­nie. W odpowied­niej rubryce wpisze­my więcej punk­tów. Przed komis­ja­mi od awan­sów sta­je­my potem objuczeni teczka­mi doku­men­tów, a niekoniecznie obciążeni głowa­mi pełny­mi pomysłów, cho­ci­aż taka kole­jność rzeczy była­by o wiele bardziej pożą­dana i właś­ci­wa. Pamię­tam taką oto roz­mowę pol­s­kich akademików: patrz­cie no, kolego, jaki to nis­ki poziom na tych amerykańs­kich uni­w­er­syte­tach. Taki Miłosz, nawet dok­toratu nie ma, a wykłady prowadzi…

Bib­lia powia­da, że duch wieje, kędy chce, co prze­cież dało­by się zin­ter­pre­tować tak:   nie da się wypro­dukować, zapro­gramować wyk­sz­tał­conych ludzi, nato­mi­ast moż­na ich z powodze­niem ogłupić i z resztek rozsąd­ku ogra­bić. Bóg hojnie tal­en­ty rozsiewa w każdym bez planu i pro­gra­mu. Dlat­ego to nies­forny Mozart jest geniuszem, a nie poukładany Salieri; dlat­ego częs­to genialne wier­sze pisze człowiek zagu­biony, pijak i utracjusz, a nie ten w dobrze skro­jonym sur­ducie i w towarzys­t­wie oby­ty. Na tym pole­ga dar spon­tan­icznej wol­noś­ci ludzkiego ducha.

Rok 2013, jak pamię­tamy (pamię­tamy?), był rok­iem Tuwima, Lutosławskiego i Czochral­skiego. No właśnie, Jana Czochral­skiego (1885–1953). Swo­ją for­mal­ną edukację zakończył na maturze. Zresztą, jak wieść niesie, nawet świadect­wo mat­u­ralne podarł, bo mu się wyni­ki nie podobały. I ten człowiek bez „mgr”, bez „dr” i bez „hab” idzie w świat, zaś teczkę z napisem „doku­men­ty i załączni­ki” ma pustą. Głowę za to na karku pełną, aż ugi­na się od pomysłów. I o takiego człowieka wal­czą Niem­cy i Amerykanie, bo im o tę głowę idzie przede wszys­tkim, a nie o teczkę. Czyż nie jest obłudą szczegól­nego rodza­ju – ogłaszać dum­nie kogoś patronem roku, gdy pod­jęte dzi­ała­nia zaprzecza­ją wszys­tkiemu, co z tym patronem mamy wspól­nego? Bo my dalej wierzymy, że wypchana tecz­ka cer­ty­fikatów to lep­sza ręko­jmia sukce­su wyk­sz­tałce­nia niż otwarta przestrzeń do real­iza­cji twór­czych wiz­ji; dufamy, że jak się człowieka wsadzi w kier­at reguł, punk­tów i sylabusów, to z niego wyjdzie błyskotli­wy wynalaz­ca.

Wielkie rzeczy pow­sta­ją, gdy głowa brzemi­en­na od pomysłów nie spocznie, dopó­ki nie zna­jdzie rozwiąza­nia. Czochral­s­ki wymyślił metodę otrzymy­wa­nia ciekłych krysz­tałów całkiem spon­tan­icznie, kiedy zami­ast w kała­marzu zanurzył pióro w tyglu z cyną, ale dzię­ki temu pow­stała Dolina Krze­mowa, kom­put­ery, komór­ki, no i stały się możli­we loty kos­miczne. O wielkim znacze­niu mikro­pro­ce­sorów dla roz­wo­ju tech­nologii chy­ba nie trze­ba niko­go przekony­wać.

A jak się zaczęła kari­era naszego wielkiego matem­aty­ka, Ste­fana Banacha (1892–1945)? Ano siedząc na Plan­tach krakows­kich zawz­ię­cie dysku­tował z kolegą o całce Lebesgue’a, czym zaskoczył prze­chodzącego mimo prof. Hugo Stein­hausa do tego stop­nia, że pro­fe­sor zaprosił go do siebie. Od tego zaczęła się współpra­ca. Potem Banach dok­to­ry­zował się, choć nie miał jeszcze mag­is­teri­um. No kto to widzi­ał, żeby tak bez for­mal­nych wymogów…

No cóż, urzęd­ni­cy od planowa­nia edukacji i tak wiedzą swo­je. Pewnie nie dadzą się przekon­ać, że i bez nich może pow­stać tyle nieza­planowanego dobra. No bo jakże to tak, żeby ignoru­jąc stanowisko urzęd­ni­ka deszcz padał bez wyjątku – na spraw­iedli­wego i niespraw­iedli­wego, na mądrego i głupiego?


Jan Kłos – pra­cown­ik Katolic­kiego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II, intere­su­je się dok­try­na­mi społeczno-poli­ty­czny­mi, środ­ka­mi masowego przekazu, sys­te­mem poli­ty­cznym Stanów Zjed­noc­zonych. Lau­re­at Nagrody im. Michaela Nova­ka za rok 2006.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.