Opinie

Jan Kłos: A duch i tak wieje, kędy chce

Jak uprawiać naukę i edukować? Jak stymulować twórczość, kreatywność, innowacyjność? Urzędnicy różnych szczebli mają na to receptę, ale czy dobrą?...

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Ponie­waż nie mam kom­pe­ten­cji, aby wypo­wia­dać się na każ­dy temat we wszyst­kich dzie­dzi­nach, któ­re rzą­dzą­cy swo­ją tro­ską ogar­nia­ją, sku­pię się tyl­ko na edu­ka­cji. W ran­kin­gach idzie nam dobrze, testy roz­wią­zu­je­my w lot. Moż­na by powie­dzieć, że całe poko­le­nia Pola­ków przy­go­to­wu­ją się do zawo­du spe­cja­li­sta od krzy­żó­wek. Odpo­wied­nie słów­ko umie­ścić we wła­ści­wych okien­kach albo zakre­ślić wła­ści­wą odpo­wiedź – ot, i wszyst­ko. Potem czło­wiek naiw­nie wie­rzy, że jak wspo­mni Lor­da Jima na wykła­dzie, to stu­dent od razu zała­pie, o kogo cho­dzi. A stu­dent nic o Jimie nie sły­szał, chy­ba że to jakiś Jimie z seria­lu. O Con­ra­dzie zresz­tą też nie. Mic­kie­wicz? No coś obi­ło się o uszy. Gał­czyń­ski? Oczy sze­ro­ko otwar­te. Nor­wid? Tak, znam, żył w XIII wie­ku (auten­tycz­na odpo­wiedź na egzaminie).

Mini­ster­stwo jed­nak nie usta­je w dro­bia­zgo­wym pro­gra­mo­wa­niu i prze­wi­dy­wa­niu całe­go pro­ce­su edu­ka­cji. Dusi­my się pod cię­ża­rem komi­sji i pod­ko­mi­sji, algo­ryt­mów i syla­bu­sów, akcji i reak­cji. Dzia­ła­niom tym przy­świe­ca prze­ko­na­nie, że jak się odpo­wied­ni guzik naci­śnie, to wyj­dzie pro­fe­sjo­na­li­sta, na któ­re­go świat cze­ka. Cóż kie­dy on tyl­ko krzy­żów­ki potra­fi roz­wią­zać (i to jesz­cze nie wszyst­kie). Edu­ka­to­rzy zacho­dzą w gło­wę, że z tak zaan­ga­żo­wa­ne­go pla­no­wa­nia nic albo nie­wie­le wycho­dzi. Naj­pierw – powia­da­ją – trze­ba spo­łecz­ność aka­de­mic­ką ukształ­to­wać i na świat otwo­rzyć. Publi­ko­wać, owszem, ale po angiel­sku i w dobrze punk­to­wa­nym cza­so­pi­śmie. To nic, że nawet Angli­cy psio­czą, bo ich Ame­ry­ka­nie dru­ko­wać nie chcą na tych listach, co solid­nie punk­ta­mi omasz­czo­ne. Jeśli już jakiś szczę­śli­wiec w sza­cow­nym cza­so­pi­śmie (wedle tych, co te dobre tak zakwa­li­fi­ko­wa­li) swój tekst w języ­ku oby­wa­te­li Albio­nu spo­rzą­dzo­ny umie­ści, to już mniej­sza o to, o czym on tam pisze, bo publi­ka­cja i tak ma zna­cze­nie. W odpo­wied­niej rubry­ce wpi­sze­my wię­cej punk­tów. Przed komi­sja­mi od awan­sów sta­je­my potem obju­cze­ni tecz­ka­mi doku­men­tów, a nie­ko­niecz­nie obcią­że­ni gło­wa­mi peł­ny­mi pomy­słów, cho­ciaż taka kolej­ność rze­czy była­by o wie­le bar­dziej pożą­da­na i wła­ści­wa. Pamię­tam taką oto roz­mo­wę pol­skich aka­de­mi­ków: patrz­cie no, kole­go, jaki to niski poziom na tych ame­ry­kań­skich uni­wer­sy­te­tach. Taki Miłosz, nawet dok­to­ra­tu nie ma, a wykła­dy prowadzi…

Biblia powia­da, że duch wie­je, kędy chce, co prze­cież dało­by się zin­ter­pre­to­wać tak:   nie da się wypro­du­ko­wać, zapro­gra­mo­wać wykształ­co­nych ludzi, nato­miast moż­na ich z powo­dze­niem ogłu­pić i z resz­tek roz­sąd­ku ogra­bić. Bóg hoj­nie talen­ty roz­sie­wa w każ­dym bez pla­nu i pro­gra­mu. Dla­te­go to nie­sfor­ny Mozart jest geniu­szem, a nie poukła­da­ny Salie­ri; dla­te­go czę­sto genial­ne wier­sze pisze czło­wiek zagu­bio­ny, pijak i utra­cjusz, a nie ten w dobrze skro­jo­nym sur­du­cie i w towa­rzy­stwie oby­ty. Na tym pole­ga dar spon­ta­nicz­nej wol­no­ści ludz­kie­go ducha.

Rok 2013, jak pamię­ta­my (pamię­ta­my?), był rokiem Tuwi­ma, Luto­sław­skie­go i Czo­chral­skie­go. No wła­śnie, Jana Czo­chral­skie­go (1885–1953). Swo­ją for­mal­ną edu­ka­cję zakoń­czył na matu­rze. Zresz­tą, jak wieść nie­sie, nawet świa­dec­two matu­ral­ne podarł, bo mu się wyni­ki nie podo­ba­ły. I ten czło­wiek bez „mgr”, bez „dr” i bez „hab” idzie w świat, zaś tecz­kę z napi­sem „doku­men­ty i załącz­ni­ki” ma pustą. Gło­wę za to na kar­ku peł­ną, aż ugi­na się od pomy­słów. I o takie­go czło­wie­ka wal­czą Niem­cy i Ame­ry­ka­nie, bo im o tę gło­wę idzie przede wszyst­kim, a nie o tecz­kę. Czyż nie jest obłu­dą szcze­gól­ne­go rodza­ju – ogła­szać dum­nie kogoś patro­nem roku, gdy pod­ję­te dzia­ła­nia zaprze­cza­ją wszyst­kie­mu, co z tym patro­nem mamy wspól­ne­go? Bo my dalej wie­rzy­my, że wypcha­na tecz­ka cer­ty­fi­ka­tów to lep­sza rękoj­mia suk­ce­su wykształ­ce­nia niż otwar­ta prze­strzeń do reali­za­cji twór­czych wizji; dufa­my, że jak się czło­wie­ka wsa­dzi w kie­rat reguł, punk­tów i syla­bu­sów, to z nie­go wyj­dzie bły­sko­tli­wy wynalazca.

Wiel­kie rze­czy powsta­ją, gdy gło­wa brze­mien­na od pomy­słów nie spo­cznie, dopó­ki nie znaj­dzie roz­wią­za­nia. Czo­chral­ski wymy­ślił meto­dę otrzy­my­wa­nia cie­kłych krysz­ta­łów cał­kiem spon­ta­nicz­nie, kie­dy zamiast w kała­ma­rzu zanu­rzył pió­ro w tyglu z cyną, ale dzię­ki temu powsta­ła Doli­na Krze­mo­wa, kom­pu­te­ry, komór­ki, no i sta­ły się moż­li­we loty kosmicz­ne. O wiel­kim zna­cze­niu mikro­pro­ce­so­rów dla roz­wo­ju tech­no­lo­gii chy­ba nie trze­ba niko­go przekonywać.

A jak się zaczę­ła karie­ra nasze­go wiel­kie­go mate­ma­ty­ka, Ste­fa­na Bana­cha (1892–1945)? Ano sie­dząc na Plan­tach kra­kow­skich zawzię­cie dys­ku­to­wał z kole­gą o cał­ce Lebesgue’a, czym zasko­czył prze­cho­dzą­ce­go mimo prof. Hugo Ste­in­hau­sa do tego stop­nia, że pro­fe­sor zapro­sił go do sie­bie. Od tego zaczę­ła się współ­pra­ca. Potem Banach dok­to­ry­zo­wał się, choć nie miał jesz­cze magi­ste­rium. No kto to widział, żeby tak bez for­mal­nych wymogów…

No cóż, urzęd­ni­cy od pla­no­wa­nia edu­ka­cji i tak wie­dzą swo­je. Pew­nie nie dadzą się prze­ko­nać, że i bez nich może powstać tyle nie­za­pla­no­wa­ne­go dobra. No bo jak­że to tak, żeby igno­ru­jąc sta­no­wi­sko urzęd­ni­ka deszcz padał bez wyjąt­ku – na spra­wie­dli­we­go i nie­spra­wie­dli­we­go, na mądre­go i głupiego?


Jan Kłos – pra­cow­nik Katolic­kiego Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II, inte­re­su­je się dok­try­na­mi spo­łecz­no-poli­tycz­ny­mi, środ­ka­mi maso­we­go prze­ka­zu, sys­te­mem poli­tycz­nym Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Lau­re­at Nagro­dy im. Micha­ela Nova­ka za rok 2006.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy