Etyka Polemiki

Jan Kłos: Tak zwany traf moralny [polemika]

Wiele miejsca w rozważaniach etycznych poświęca się roli tzw. trafu moralnego. Zupełnie niepotrzebnie.

Najnowszy numer: Meandry percepcji

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 28 kwietnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tydzień Filo­zo­ficz­ny jest dla mnie zawsze oka­zją do wie­lu prze­my­śleń, nawet jeśli pędzą­cy czas i prze­ła­do­wa­ny gra­fik obo­wiąz­ków nie pozwa­la­ją mi uczest­ni­czyć we wszyst­ki­ch wyda­rze­nia­ch. Tym razem czu­ję szcze­gól­nie sil­ną potrze­bę, by wypo­wie­dzieć się w spra­wie tzw. tra­fu moral­ne­go (ang. moral luck). I to nie dla­te­go, żeby mnie ta kwe­stia jakoś wyjąt­ko­wo inte­re­so­wa­ła, ale dla­te­go, że w ogó­le wyda­je mi się to spra­wa wydu­ma­na i nie­po­trzeb­nie zaprzą­ta­ją­ca umy­sł. Wyobra­żam sobie czło­wie­ka sto­ją­ce­go przed zamknię­ty­mi drzwia­mi, któ­ry odczu­wa nie­po­kój, ba, nawet swę­dze­nie w koniusz­ka­ch pal­ców. (Takie reak­cje fizjo­lo­gicz­ne zda­rza­ją się zwłasz­cza w oko­licz­no­ścia­ch nie­po­ko­ju i ocze­ki­wa­nia na nie­zna­ne). Potem jed­nak na kory­ta­rzu poja­wia się ktoś zna­jo­my i mówi: pro­szę tu nie cze­kać, tam niko­go nie ma. No i z tym moral­nym tra­fem też tak to widzę: tam nic nie ma. A mar­twi mnie to, bo chciał­bym widzieć ety­kę zaprząt­nię­tą rze­czy­wi­sty­mi pro­ble­ma­mi, sta­cza­niem się współ­cze­snej kul­tu­ry w nihi­li­zm, prze­stęp­ca­mi, któ­rzy sta­ją się hołu­bio­ny­mi cele­bry­ta­mi i wyśmia­ny­mi boha­te­ra­mi, a nie zaję­tą gim­na­sty­ką umy­sło­wą, z któ­rej nic nie wyni­ka, pochło­nię­tą ekwi­li­bry­sty­ką słow­ną, szer­mier­ką pole­ga­ją­cą na prze­kłu­wa­niu balo­nów.

W „13 podró­ża­ch filo­zo­ficz­ny­ch” prze­czy­ta­łem tek­st Davi­da Eno­cha pt. Traf moral­ny (prze­druk tek­stu z: „Filo­zo­fuj!” 2017, nr 2[8]). Już samo wpro­wa­dze­nie spra­wi­ło, że prze­tar­łem oczy ze zdu­mie­nia: „Co, jeśli zasłu­ga lub wina moral­na mogą zale­żeć od tra­fu?” (s. 14) No i potem w tek­ście te zabaw­ne histo­ryj­ki, jak to jeden rzu­ca skór­kę bana­na, żeby zoba­czyć, czy ktoś się pośliź­nie. I rze­czy­wi­ście nie trze­ba dłu­go cze­kać, po chwi­li „kobie­ta wpa­da w pośli­zg” (toż to pra­wie jak samo­chód), ale wycho­dzi z pośli­zgu bez szwan­ku. Potem dru­ga oso­ba rzu­ca skór­kę, na któ­rej śli­zga się męż­czy­zna i dozna­je poważ­ny­ch obra­żeń.

Oczy­wi­ście z nudów moż­na się bawić w takie dyle­ma­ty. Tym­cza­sem fra­za „moral­ny traf” już w punk­cie wyj­ścia wyda­je mi się sama w sobie sprzecz­na, bo: a) albo coś jest moral­ne, a wów­czas nie jest tra­fem (sama nada­rza­ją­ca się oka­zja wca­le nie prze­są­dza o zaist­nie­niu czy­nu kary­god­ne­go lub chwa­leb­ne­go), b) albo coś jest tra­fem, a wów­czas nie powin­no być w kate­go­ria­ch moral­ny­ch oce­nia­ne.

Dalej Eno­ch pisze: „Kie­dy ety­cy roz­pa­tru­ją pro­blem tra­fu moral­ne­go, mają na myśli wła­śnie takie sytu­acje – w któ­ry­ch moral­na wina, zasłu­ga czy odpo­wie­dzial­no­ść zda­ją się zale­żeć od tra­fu; od cze­goś, cze­go nie mamy moż­li­wo­ści kon­tro­lo­wać” (s. 15). No prze­cież to nie ma sen­su. Dla­cze­go ety­cy mie­li­by się zaj­mo­wać tym, cze­go nie może­my kon­tro­lo­wać? Chy­ba że ktoś zakła­da deter­mi­ni­zm oko­licz­no­ści. I to oko­licz­no­ści robią z czło­wie­ka dzia­ła­ją­ce­go boha­te­ra lub nędz­ni­ka. Tym­cza­sem prze­cież to nie oko­licz­no­ści spra­wi­ły, że ktoś się zacho­wał moral­nie chwa­leb­nie lub moral­nie pod­le, ale jego odpo­wie­dź na te oko­licz­no­ści. I nawet przy zało­że­niu, że dwie oso­by speł­nia­ją­ce podob­ne warun­ki wstęp­ne: zbli­żo­ny cha­rak­ter, podob­ny świat war­to­ści etc., to i tak nie wie­my, jak każ­da z nich się zacho­wa w momen­cie pró­by. Na krzy­żu wisia­ło dwó­ch łotrów, powta­rzam: dwó­ch łotrów. Jeden jed­nak oka­zał się spra­wie­dli­wy. Tym­cza­sem pra­wem tra­fu moral­ne­go (hokus pokus) obaj powin­ni oka­zać się albo spra­wie­dli­wi (wszak uczest­ni­czy­li w tym samym doświad­cze­niu), albo obaj powin­ni pozo­stać zwy­rod­nial­ca­mi do koń­ca.

A przyj­mij­my nie­co inny sce­na­riu­sz ukrzy­żo­wa­nia – nie­ch zwo­len­nik moral­ne­go tra­fu też ma tro­chę przy­jem­no­ści z deli­be­ra­cji. Oto ukrzy­żo­wa­no tyl­ko jed­ne­go łotra, dru­gie­mu zaś karę odro­czo­no. I ten ukrzy­żo­wa­ny łotr się nawró­cił, otrzy­mu­jąc obiet­ni­cę raju. Dru­gi tym­cza­sem dalej cze­ka na swój wyrok. Nasz spe­cja­li­sta od tra­fu pew­nie powie­dział­by: gdy­by temu dru­gie­mu nie odro­czo­no wyro­ku, też sko­rzy­stał­by ze swo­jej szan­sy. Obaj wszak szli tą samą dro­gą, a jedy­nie „traf spra­wił”, że pierw­sze­go uka­ra­no od razu, a dru­gi musi cze­kać. Ponie­waż my już zna­my histo­rię ukrzy­żo­wa­nia, wie­my, że to nie­praw­da, że wca­le dru­gi łotr nie zacho­wał się podob­nie. Czas i miej­sce ukrzy­żo­wa­nia – nasze tra­fo­twór­cze (prze­pra­szam za ten strasz­ny neo­lo­gi­zm) oko­licz­no­ści – nie mają tu nic do rze­czy.

Poza tym może­my mieć też do czy­nie­nia z zupeł­nie inną sytu­acją. Weź­my dwa odmien­ne cha­rak­te­ry. Na przy­kład mamy czło­wie­ka odważ­ne­go i tchó­rza (przy­naj­mniej taka jest nasza oce­na na pod­sta­wie ich dotych­cza­so­we­go zacho­wa­nia). Gdy jed­nak przy­cho­dzi czas pró­by, nagle ten, któ­ry był uwa­ża­ny za odważ­ne­go, zacho­wu­je się jak tchó­rz, a ten, któ­re­go mie­li­śmy za tchó­rza, zosta­je boha­te­rem. Eno­ch zaś pisze: „Róż­ni­ca mie­dzy nami jest kwe­stią tra­fu, cał­ko­wi­cie od nas nie­za­leż­ną” (s. 14). To jakaś wie­rut­na bzdu­ra. Róż­ni­ca mię­dzy nami wca­le nie jest kwe­stią tra­fu. Traf czy oko­licz­no­ści są sce­ną, na któ­rej spraw­dza się to, kim jeste­śmy (a czę­sto sami nawet nie wie­my, na co nas stać, dopó­ki nie doświad­czy­my nie­zna­ne­go). Jestem prze­ko­na­ny, że to, kim jeste­śmy, bynaj­mniej nie wyni­ka z tra­fu, ale z nas, ale ponie­waż nie żyje­my w pust­ce, to zawsze jeste­śmy ska­za­ni na jakąś sce­no­gra­fię.

A wra­ca­jąc do, jak­że fra­pu­ją­cej, histo­rii ze skór­ką bana­na myślę, że powi­nien ją roz­wi­kłać albo pro­ku­ra­tor, albo kon­fe­sjo­nał. Chy­ba że aku­rat etyk nie ma nic inne­go do robo­ty i się nudzi. W prze­ciw­nym razie po co miał­by sobie zaprzą­tać gło­wę?


Jan Kłos – pra­cow­nik Katolic­kiego Uni­wer­sy­te­tu Lubel­skie­go Jana Paw­ła II, inte­re­su­je się dok­try­na­mi spo­łecz­no-poli­tycz­ny­mi, środ­ka­mi maso­we­go prze­ka­zu, sys­te­mem poli­tycz­nym Sta­nów Zjed­no­czo­ny­ch. Lau­re­at Nagro­dy im. Micha­ela Nova­ka za rok 2006.

Fot.: Some right rese­rved by PIRO4D, CC0

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy