Etyka Polemiki

Jan Kłos: Tak zwany traf moralny [polemika]

Wiele miejsca w rozważaniach etycznych poświęca się roli tzw. trafu moralnego. Zupełnie niepotrzebnie.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tydzień Filo­zoficzny jest dla mnie zawsze okazją do wielu prze­myśleń, nawet jeśli pędzą­cy czas i przeład­owany grafik obow­iązków nie pozwala­ją mi uczest­niczyć we wszys­t­kich wydarzeni­ach. Tym razem czu­ję szczegól­nie sil­ną potrze­bę, by wypowiedzieć się w spraw­ie tzw. tra­fu moral­nego (ang. moral luck). I to nie dlat­ego, żeby mnie ta kwes­t­ia jakoś wyjątkowo intere­sowała, ale dlat­ego, że w ogóle wyda­je mi się to sprawa wydu­mana i niepotrzeb­nie zaprzą­ta­ją­ca umysł. Wyobrażam sobie człowieka sto­jącego przed zamknię­ty­mi drzwia­mi, który odczuwa niepokój, ba, nawet swędze­nie w koniuszkach pal­ców. (Takie reakc­je fizjo­log­iczne zdarza­ją się zwłaszcza w okolicznoś­ci­ach niepoko­ju i oczeki­wa­nia na niez­nane). Potem jed­nak na kory­tarzu pojaw­ia się ktoś zna­jomy i mówi: proszę tu nie czekać, tam niko­go nie ma. No i z tym moral­nym trafem też tak to widzę: tam nic nie ma. A martwi mnie to, bo chci­ałbym widzieć etykę zaprząt­niętą rzeczy­wisty­mi prob­le­ma­mi, staczaniem się współczes­nej kul­tu­ry w nihilizm, przestęp­ca­mi, którzy sta­ją się hołu­biony­mi cele­bry­ta­mi i wyśmi­any­mi bohat­era­mi, a nie zajętą gim­nastyką umysłową, z której nic nie wyni­ka, pochłoniętą ekwili­brystyką słowną, szer­mierką pole­ga­jącą na przekłuwa­niu balonów.

W „13 podróżach filo­zoficznych” przeczy­tałem tekst Davi­da Enocha pt. Traf moral­ny (prze­druk tek­stu z: „Filo­zo­fuj!” 2017, nr 2[8]). Już samo wprowadze­nie spraw­iło, że prze­tarłem oczy ze zdu­mienia: „Co, jeśli zasłu­ga lub wina moral­na mogą zależeć od tra­fu?” (s. 14) No i potem w tekś­cie te zabawne his­to­ryj­ki, jak to jeden rzu­ca skórkę banana, żeby zobaczyć, czy ktoś się pośliźnie. I rzeczy­wiś­cie nie trze­ba dłu­go czekać, po chwili „kobi­eta wpa­da w pośl­izg” (toż to praw­ie jak samochód), ale wychodzi z pośl­izgu bez szwanku. Potem dru­ga oso­ba rzu­ca skórkę, na której śliz­ga się mężczyz­na i doz­na­je poważnych obrażeń.

Oczy­wiś­cie z nudów moż­na się baw­ić w takie dylematy. Tym­cza­sem fraza „moral­ny traf” już w punkcie wyjś­cia wyda­je mi się sama w sobie sprzecz­na, bo: a) albo coś jest moralne, a wów­czas nie jest trafem (sama nadarza­ją­ca się okaz­ja wcale nie przesądza o zaist­nie­niu czynu kary­god­nego lub chwaleb­ne­go), b) albo coś jest trafem, a wów­czas nie powin­no być w kat­e­go­ri­ach moral­nych oce­ni­ane.

Dalej Enoch pisze: „Kiedy ety­cy roz­pa­tru­ją prob­lem tra­fu moral­nego, mają na myśli właśnie takie sytu­acje – w których moral­na wina, zasłu­ga czy odpowiedzial­ność zda­ją się zależeć od tra­fu; od czegoś, czego nie mamy możli­woś­ci kon­trolować” (s. 15). No prze­cież to nie ma sen­su. Dlaczego ety­cy mieli­by się zaj­mować tym, czego nie może­my kon­trolować? Chy­ba że ktoś zakła­da deter­minizm okolicznoś­ci. I to okolicznoś­ci robią z człowieka dzi­ała­jącego bohat­era lub nędzni­ka. Tym­cza­sem prze­cież to nie okolicznoś­ci spraw­iły, że ktoś się zachował moral­nie chwaleb­nie lub moral­nie podle, ale jego odpowiedź na te okolicznoś­ci. I nawet przy założe­niu, że dwie oso­by speł­ni­a­jące podob­ne warun­ki wstęp­ne: zbliżony charak­ter, podob­ny świat wartoś­ci etc., to i tak nie wiemy, jak każ­da z nich się zachowa w momen­cie pró­by. Na krzyżu wisi­ało dwóch łotrów, pow­tarzam: dwóch łotrów. Jeden jed­nak okazał się spraw­iedli­wy. Tym­cza­sem prawem tra­fu moral­nego (hokus pokus) obaj powin­ni okazać się albo spraw­iedli­wi (wszak uczest­niczyli w tym samym doświad­cze­niu), albo obaj powin­ni pozostać zwyrod­nial­ca­mi do koń­ca.

A przyjmi­jmy nieco inny sce­nar­iusz ukrzyżowa­nia – niech zwolen­nik moral­nego tra­fu też ma trochę przy­jem­noś­ci z delib­er­acji. Oto ukrzyżowano tylko jed­nego łotra, drugiemu zaś karę odroc­zono. I ten ukrzyżowany łotr się nawró­cił, otrzy­mu­jąc obiet­nicę raju. Dru­gi tym­cza­sem dalej czeka na swój wyrok. Nasz spec­jal­ista od tra­fu pewnie powiedzi­ał­by: gdy­by temu drugiemu nie odroc­zono wyroku, też sko­rzys­tał­by ze swo­jej szan­sy. Obaj wszak szli tą samą drogą, a jedynie „traf spraw­ił”, że pier­wszego ukara­no od razu, a dru­gi musi czekać. Ponieważ my już znamy his­torię ukrzyżowa­nia, wiemy, że to niepraw­da, że wcale dru­gi łotr nie zachował się podob­nie. Czas i miejsce ukrzyżowa­nia – nasze trafotwór­cze (przepraszam za ten straszny neol­o­gizm) okolicznoś­ci – nie mają tu nic do rzeczy.

Poza tym może­my mieć też do czynienia z zupełnie inną sytu­acją. Weźmy dwa odmi­enne charak­tery. Na przykład mamy człowieka odważnego i tchórza (przy­na­jm­niej taka jest nasza oce­na na pod­staw­ie ich doty­chcza­sowego zachowa­nia). Gdy jed­nak przy­chodzi czas pró­by, nagle ten, który był uważany za odważnego, zachowu­je się jak tchórz, a ten, którego mieliśmy za tchórza, zosta­je bohaterem. Enoch zaś pisze: „Różni­ca miedzy nami jest kwest­ią tra­fu, całkowicie od nas nieza­leżną” (s. 14). To jakaś wierut­na bzdu­ra. Różni­ca między nami wcale nie jest kwest­ią tra­fu. Traf czy okolicznoś­ci są sceną, na której sprawdza się to, kim jesteśmy (a częs­to sami nawet nie wiemy, na co nas stać, dopó­ki nie doświad­czymy niez­nanego). Jestem przeko­nany, że to, kim jesteśmy, byna­jm­niej nie wyni­ka z tra­fu, ale z nas, ale ponieważ nie żyje­my w pustce, to zawsze jesteśmy skazani na jakąś scenografię.

A wraca­jąc do, jakże fra­pu­jącej, his­torii ze skórką banana myślę, że powinien ją rozwikłać albo proku­ra­tor, albo kon­fesjon­ał. Chy­ba że aku­rat etyk nie ma nic innego do robo­ty i się nudzi. W prze­ci­wnym razie po co miał­by sobie zaprzą­tać głowę?


Jan Kłos – pra­cown­ik Katolic­kiego Uni­w­er­syte­tu Lubel­skiego Jana Pawła II, intere­su­je się dok­try­na­mi społeczno-poli­ty­czny­mi, środ­ka­mi masowego przekazu, sys­te­mem poli­ty­cznym Stanów Zjed­noc­zonych. Lau­re­at Nagrody im. Michaela Nova­ka za rok 2006.

Fot.: Some right reserved by PIRO4D, CC0

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

1 komentarz

Kliknij, aby skomentować

  • Jestem przeko­nany, że to, kim jesteśmy, byna­jm­niej nie wyni­ka z tra­fu, ale z nas […] .”
    Nie zgadzam się nieste­ty z Pana opinią, cho­ci­aż szcz­erze prag­nęłabym, żeby miał Pan rację. Zgadzam się nieste­ty z tym, że prob­lem “tra­fu moral­nego” jest wart anal­izy i zas­tanowienia. To kim jesteśmy w dużej mierze zależy od tego na jakie sytu­acje w życiu NIE DANE nam było natrafić, a to jest nieste­ty efek­tem tra­fu, przy­pad­ku, takiej a nie innej zbieżnoś­ci zdarzeń. Niek­tóre okolicznoś­ci ujaw­ni­a­ją nasze słaboś­ci, niek­tóre okolicznoś­ci ujaw­ni­a­ją cechy bohater­skie i prawe. Człowiek funkcjonu­ją­cy w mało skom­p­likowanym świecie zawartym między pracą od 8,00 do 16,00 i schematy­czny­mi zachowa­ni­a­mi społeczny­mi cza­sów poko­ju i sta­bi­liza­cji może uchodz­ić za auto­ry­tet moral­ny i oby­wa­tel­s­ki. W innych okolicznoś­ci­ach, np. po niespodziewanym bankructwie, czy innym tego typu zdarze­niu ten sam człowiek może ujawnić się jako złodziej, krę­tacz, niewol­nik nałogów. Różni­ca pole­ga jedynie na tym z jaki­mi okolicznoś­ci­a­mi, zależą­cy­mi od przy­pad­ku przyszło mu się zmierzyć. Oczy­wiś­cie nie zwal­nia nas to od odpowiedzial­noś­ci za moralne wybo­ry, ale chy­ba oczy­wistym jest to, jak ocenić dzieci­a­ka z nizin społecznych, który został “namówiony” przez starszego kolegę ze szkoły do kradzieży czeko­la­dy w sklepie. Częs­to jego kole­ga w tym samym wieku nie został złodziejem tylko dlat­ego, że nie spotkał na swo­jej drodze “starszego kole­gi ze szkoły”.
    Podob­nie moim zdaniem wyglą­da sprawa z bohaterst­wem, czy pra­woś­cią. Nasza his­to­ria obfi­ta jest w odważne, pełne poświeceń postawy, które miały szanse ujawnić się jedynie w pewnych okolicznoś­ci­ach. Co dzień mijamy się na chod­niku z potenc­jal­ny­mi bohat­era­mi, siłacza­mi, gwał­ci­ciela­mi, złodzie­ja­mi, których etyki­eta życiowa nieste­ty będzie zależeć w dużej mierze (na szczęś­cie nie w 100 %) od przy­pad­kowych okolicznoś­ci, z który­mi los je zetknie.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy