Artykuł

Jan Woleński: Jestem agnostykiem ze wskazaniem na ateizm

Wywiad z prof. Janem Woleńskim, jednym z najwybitniejszych żyjących współcześnie filozofów polskich.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 22–24. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Czy problem Boga jest istotną kwestią filozoficzną?

Nie ma ogól­nie przyjętej definicji (czy nawet qua­si-definicji) zwro­tu „istot­na kwes­t­ia filo­zoficz­na”. Moż­na powiedzieć, że prob­lem Boga był i jest rozważany przez bard­zo wielu filo­zofów. Decy­du­ją o tym nie tylko względy teo­re­ty­czne, ale także świato­poglą­dowe. Dla filo­zofów uzna­ją­cych, tak jak ja, zasad­ność dyskusji świato­poglą­dowej, prob­lem Boga jest ważny (ale nie najważniejszy), dla innych niekoniecznie. Inni mogą na przykład uważać świato­pogląd za kwest­ię pry­wat­ną, niepodle­ga­jącą dyskur­sowi filo­zoficzne­mu. Wiele też zależy od religii, o ile stanowi kon­tekst dla reflek­sji filo­zoficznej. Dla filo­zofów chrześ­ci­jańs­kich, zwłaszcza katolic­kich, prob­lem Boga jest istot­ny jako kwes­t­ia teo­re­ty­cz­na, wyras­ta­ją­ca z teologii. Inaczej na to zap­a­tru­ją się wyz­naw­cy judaiz­mu czy isla­mu, przy­na­jm­niej współcześni (dawniej różnie bywało, zwłaszcza w myśli muzuł­mańskiej).

Z drugiej strony, filo­zoficzny prob­lem Boga nie rzu­tu­je na wiele konkret­nych prob­lemów filo­zoficznych. Moż­na być filo­zofem języ­ka, nau­ki, przy­rody, moral­noś­ci itd. zupełnie nieza­leżnie od sto­sunku do religii, aczkol­wiek nie wszys­tkie filo­zofie czegoś są, by tak rzec, równo odd­alone od religii, np. ety­ka jest bliżej niej niż filo­zofia języ­ka. Niem­niej, teista i ateista mogą podzielać takie same zap­a­try­wa­nia w konkret­nych kwes­t­i­ach. O ile jed­nak filo­zof decy­du­je się na upraw­ian­ie filo­zofii Boga, sta­je przed prob­le­ma­mi onto­log­iczny­mi (np. ist­nie­nie Boga), epis­te­mo­log­iczny­mi (np. sposób poz­na­nia Boga) czy aksjo­log­iczny­mi (np. w związku z naturą dobra).

Jaki argument za istnieniem Boga jest najbardziej przekonujący?

Żaden, przy­na­jm­niej dla mnie. Tzw. dowody kos­mo­log­iczne (zob. info­grafi­ka na s. 13) są albo nai­wne (dowód z celowoś­ci, dowód ze stop­ni doskon­ałoś­ci), albo wadli­we, np. teza, że wszys­tkie byty są przy­pad­kowe, nie imp­liku­je, że ist­nieje byt konieczny, a z tezy, że każdy byt ma swo­jego poruszy­ciela (to samo w przy­pad­ku założe­nia, że każdy byt ma swo­ją przy­czynę), nie wyni­ka, że ist­nieje pier­wszy poruszy­ciel (pier­wsza przy­czy­na). Trze­ba dodać wiele nieoczy­wistych przesłanek, aby te dowody usprawnić. Moim zdaniem ciekawsze są dowody onto­log­iczne (zob. info­grafi­ka na s. 13) w wer­sji modal­nej, ale one wykazu­ją tylko tyle, że dla każdego koher­ent­nego zbioru włas­noś­ci ist­nieje obiekt maksy­mal­ny, ale to za mało, aby udowod­nić ist­nie­nie Boga.

Jakie racje przemawiają za odrzuceniem tezy o istnieniu Boga lub skłaniają do zawieszenia sądu w tej kwestii?

Zacznę od drugiej częś­ci pyta­nia. Brak poprawnego deduk­cyjnego dowodu ist­nienia Boga czy świadectw empirycznych (w stan­dar­d­owym rozu­mie­niu) za jego egzys­tencją wystar­cza do tego, by zaw­iesić sąd w tej kwestii. Moż­na wierzyć w to, że Bóg ist­nieje, ale nie jest to przed­miotem wiedzy w sen­sie naukowym czy nawet potocznym, bo włas­noś­ci Boga są na tyle szczególne, iż wyk­lucza­ją jego poz­nanie za pomocą tzw. przy­rod­zonych sposob­noś­ci kog­ni­ty­wnych. Wierzą­cy musi dop­uś­cić jak­iś spec­jal­ny pro­ced­er kog­ni­ty­wny, np. w postaci misty­cyz­mu, aby twierdz­ić, że posi­a­da wiedzę o Bogu. Jest to jed­nak zmi­ana poję­cia wiedzy z uwa­gi na to, że dom­nie­mane sposo­by poz­na­nia Boga nie są inter­subiek­ty­wne.

Trze­ba jed­nak przyz­nać, że teista może bronić swego poglą­du, argu­men­tu­jąc, że poję­cie wiedzy jest rozmyte i wcale nie jest tak, iż wyróżnie­nie wiedzy naukowej i potocznej jako jedynej, jest oczy­wiste. Inaczej mówiąc, odrzuce­nie tezy o ist­nie­niu Boga jest moty­wowane przesłanką metafilo­zoficzną, aczkol­wiek nie jest ona arbi­tral­na. Sam jestem agnos­tykiem ze wskazaniem na ateizm, ponieważ agnos­ty­cyzm jako taki jest poglą­dem czys­to negaty­wnym.

Czy istnienie Boga wyklucza/wykluczałoby wolność człowieka?

Samo ist­nie­nie Boga nie wyk­lucza wol­noś­ci człowieka. Wsze­lako włas­noś­ci Boga tak, przy­na­jm­niej w pewnych reli­giach. Nie chcę wypowiadać się o chrześ­ci­jańst­wie en bloc czy innych denom­i­nac­jach. Jeśli chodzi o katol­i­cyzm, to teza o stworze­niu świa­ta z niczego, wszech­moc i wszech­wiedza Boga imp­liku­ją fatal­izm. Sama wszech­wiedza nie, gdyż na przykład mogę wszys­tko wiedzieć, a jed­nak nie być w stanie zapo­biec temu lub owe­mu. Gdy coś stwarzam, wiem, jak to będzie dzi­ałać, i mógłbym stworzyć inaczej, muszę przyjąć całkow­itą odpowiedzial­ność za skut­ki mojego wyt­woru. Rozu­mie to na przykład Richard Swin­burne (nie jest kato­likiem, ale wyz­naw­cą pra­wosław­ia) i mody­fiku­je włas­noś­ci Boga. Nier­az dysku­towałem o tym z filo­zo­fa­mi katolicki­mi i ostate­cznie spo­tykałem się z argu­mentem, na przykład ze strony Józe­fa Tis­chn­era, że trze­ba wierzyć w to, że ludz­ka wol­ność nie kłó­ci się z włas­noś­ci­a­mi Boga.

Co Pan Profesor sądzi o tzw. nowym ateizmie?

Uważam, że jest to pogląd zbyt radykalny w tym sen­sie, że trak­tu­je odrzuce­nie teiz­mu jako prostej kon­sek­wencji nau­ki. Pow­tarzam, że potrzeb­na do tego jest przesłan­ka metafilo­zoficz­na. Niem­niej, bliżej mi do nowego ateiz­mu niż do teiz­mu.

Czy wiara w Boga stoi w sprzeczności z racjonalnością?

W tej kwestii trze­ba uprzed­nio ustal­ić, czym jest racjon­al­ność. Jeśli jej wzorcem ma być nau­ka, to wiara w Boga nie jest racjon­al­na. Kaz­imierz Ajdukiewicz zdefin­iował tzw. antyir­racjon­al­izm jako postawę pole­ga­ją­ca na akcep­tacji tylko takich przekon­ań, które są inter­subiek­ty­wnie sprawdzalne i inter­subiek­ty­wnie komu­nikowalne. Karl R. Pop­per powiadał o racjon­al­izmie kry­ty­cznym jako gotowoś­ci do uznawa­nia przeświad­czeń, które są obal­alne. Z tych punk­tów widzenia wiara religi­j­na nie tylko nie jest racjon­al­na, ale jest irracjon­al­na. Może być (i bywa) racjon­al­na w innym sen­sie, mianowicie prak­ty­cznym, tj. poma­gać w radze­niu sobie z prob­le­ma­mi życiowy­mi. Ale i tu trze­ba być ostrożnym w diag­nozach. Bada­nia nad ocaleń­ca­mi z Au­schwitz pokaza­ły, że ateiś­ci lep­iej radzili sobie w tych warunk­ach niż ludzie wierzą­cy. Tym drugim zawal­ił się cały świat wartoś­ci, a pier­wsi (dokład­niej niek­tórzy z nich) żyli nadzieją odwe­tu.

Czy religii można przypisać jakąś rolę pozytywną?

Pytanie to łączy się z poprzed­nim. To, że nie wierzy się w Boga, nie przesądza, że automaty­cznie jest się przeko­nanym o negaty­wnej roli religii. Jest ona wyt­worem ewolucji i nie ma powodu sądz­ić, że jest pomyłką gatunku ludzkiego. Antropol­o­gowie zwraca­ją na przykład uwagę na to, że reli­gia pozwalała odróżnić swoich od obcych w kul­tur­ach pier­wot­nych (ma o tym świad­czyć lokalność kultów w pradawnych cza­sach). Reli­gia ode­grała doniosłą rolę w roz­wo­ju cywiliza­cji, jest instru­mentem moral­nej tresury dzieci itd. Ale miała też wiele negaty­wnych skutków, na przykład prowadz­iła (i nadal tak jest) do wojen. Nie wiado­mo, czy reli­gia jest wiecznotr­wała i jakie skut­ki przyniesie jej ewen­tu­alne zniknię­cie z ludzkiego teatru. Trze­ba badać konkretne sytu­acje, gdyż ogól­na odpowiedź na pytanie o to, czy reli­gia pełni rolę pozy­ty­wną, czy negaty­wną, nie jest możli­wa.

Czy naturalistyczny obraz świata stanowi jedyną rozsądną alternatywę dla teizmu?

Nat­u­ral­izm spiera się z anty­nat­u­ral­izmem, a teizm jest tylko odmi­aną tego drugiego. Nat­u­ral­izm może po pros­tu ignorować prob­lem ist­nienia Boga, a wtedy nie jest alter­naty­wą dla teiz­mu. Sfor­mułowanie tego pyta­nia nie jest jed­noz­naczne. Jeśli zakła­da ono, że teizm jest rozsąd­nym poglą­dem filo­zoficznym, to muszę temu zaprzeczyć, albowiem uzna­ję teizm za irracjon­al­ny. Jeśli nato­mi­ast uznamy, że sprawa doty­czy ist­nienia bytów nad­przy­rod­zonych (bogów w takim czy innym rozu­mie­niu), to nat­u­ral­izm odrzu­ca takowe obiek­ty i w tym sen­sie jest rozsąd­ną (racjon­al­ną) alter­naty­wą dla teiz­mu. Rzecz jas­na, teista widzi to inaczej.
Czy nau­ka jest w stanie przyjść z pomocą w rozważa­ni­ach doty­czą­cych Boga, życia po śmier­ci lub religii?

Tylko w tym sen­sie, że poma­ga wyjaśnić pewne kwest­ie, np. pochodze­nie wiary w Boga, w sposób przyję­ty w nauce. Nat­u­ral­ista powie, że w sposób nat­u­ral­isty­czny.

Czy Pan Profesor boi się śmierci?

Jestem zwolen­nikiem tezy Epiku­ra, że jeśli jesteśmy (żyje­my), to nie ma śmier­ci, jeśli jest śmierć, nie ma nas. To łat­wo powiedzieć, znacznie trud­niej być obo­jęt­nym wobec okolicznoś­ci stwierd­zonej przez Epiku­ra. Życie jest wartoś­cią i świado­mość jego nieuchron­nego koń­ca nie jest niczym przy­jem­nym, może z wyjątkiem pewnych ekstremal­nych sytu­acji. Z drugiej strony, gdy­by nasi poprzed­ni­cy nie umar­li, nie było­by nas. Tak więc trze­ba zaak­cep­tować nieuchron­ność śmier­ci jako zrozu­mi­ałą i pożą­daną z ogól­nego punk­tu widzenia. To nie wyk­lucza indy­wid­u­al­nego bronienia się przed śmier­cią. Jesteśmy tak skon­struowani, że na co dzień nie myślimy o śmier­ci, nawet gdy osiągamy wiek, w którym zgon jest blis­ki. To wspani­ała cecha ludzkiej egzys­tencji. Ja właśnie jestem w takiej sytu­acji (skońc­zone 75 lat). Nie chcę udawać egzys­tenc­jal­nego koza­ka i przekony­wać, że śmierć jest mi obo­jęt­na. Wsze­lako stra­ch przed śmier­cią nie jest, z uwa­gi na ksz­tałt ludzkiej psy­chi­ki, uczu­ciem codzi­en­nym. Może być, i zapewne jest, inaczej, gdy pojaw­ia się świado­mość bliskiego koń­ca z powodu choro­by, grożącego niebez­pieczeńst­wa itd. Ale to trze­ba właśnie przeży­wać. Nawet niegdysiejszy stra­ch przed śmier­cią nie wystar­cza do tego, aby go cią­gle przeży­wać, znowu wyjąwszy warun­ki ekstremalne, np. więźniowie obozów śmier­ci mają nieusuwal­ną traumę. Nie wiem, jak to będzie, gdy śmierć zajrzy mi w oczy. A ponieważ nie wiem, nie chcę speku­lować na ten tem­at. Mogę powiedzieć tylko tyle, że na chwilę obec­ną mam raczej wyważony sto­sunek do nieuchron­nego koń­ca mojego żywo­ta.


Jan Woleńs­ki – Emery­towany pro­fe­sor Uni­w­er­syte­tu Jagiel­lońskiego, pro­fe­sor Wyższej Szkoły Infor­maty­ki i Zarządza­nia w Rzes­zowie. Członek PAN, PAU i Między­nar­o­dowego Insty­tu­tu Filo­zofii. Intere­su­je się wszys­tki­mi dzi­ała­mi filo­zofii, jego hob­by to opera i pił­ka noż­na.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka. W pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.