Artykuł

Jan Woleński: Jestem agnostykiem ze wskazaniem na ateizm

Wywiad z prof. Janem Woleńskim, jednym z najwybitniejszych żyjących współcześnie filozofów polskich.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2015 nr 6, s. 22–24. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Czy problem Boga jest istotną kwestią filozoficzną?

Nie ma ogól­nie przy­ję­tej defi­ni­cji (czy nawet quasi-defi­ni­cji) zwro­tu „istot­na kwe­stia filo­zo­ficz­na”. Moż­na powie­dzieć, że pro­blem Boga był i jest roz­wa­ża­ny przez bar­dzo wie­lu filo­zo­fów. Decy­du­ją o tym nie tyl­ko wzglę­dy teo­re­tycz­ne, ale tak­że świa­to­po­glą­do­we. Dla filo­zo­fów uzna­ją­cych, tak jak ja, zasad­ność dys­ku­sji świa­to­po­glą­do­wej, pro­blem Boga jest waż­ny (ale nie naj­waż­niej­szy), dla innych nie­ko­niecz­nie. Inni mogą na przy­kład uwa­żać świa­to­po­gląd za kwe­stię pry­wat­ną, nie­pod­le­ga­ją­cą dys­kur­so­wi filo­zo­ficz­ne­mu. Wie­le też zale­ży od reli­gii, o ile sta­no­wi kon­tekst dla reflek­sji filo­zo­ficz­nej. Dla filo­zo­fów chrze­ści­jań­skich, zwłasz­cza kato­lic­kich, pro­blem Boga jest istot­ny jako kwe­stia teo­re­tycz­na, wyra­sta­ją­ca z teo­lo­gii. Ina­czej na to zapa­tru­ją się wyznaw­cy juda­izmu czy isla­mu, przy­naj­mniej współ­cze­śni (daw­niej róż­nie bywa­ło, zwłasz­cza w myśli muzułmańskiej).

Z dru­giej stro­ny, filo­zo­ficz­ny pro­blem Boga nie rzu­tu­je na wie­le kon­kret­nych pro­ble­mów filo­zo­ficz­nych. Moż­na być filo­zo­fem języ­ka, nauki, przy­ro­dy, moral­no­ści itd. zupeł­nie nie­za­leż­nie od sto­sun­ku do reli­gii, acz­kol­wiek nie wszyst­kie filo­zo­fie cze­goś są, by tak rzec, rów­no odda­lo­ne od reli­gii, np. ety­ka jest bli­żej niej niż filo­zo­fia języ­ka. Nie­mniej, teista i ate­ista mogą podzie­lać takie same zapa­try­wa­nia w kon­kret­nych kwe­stiach. O ile jed­nak filo­zof decy­du­je się na upra­wia­nie filo­zo­fii Boga, sta­je przed pro­ble­ma­mi onto­lo­gicz­ny­mi (np. ist­nie­nie Boga), epi­ste­mo­lo­gicz­ny­mi (np. spo­sób pozna­nia Boga) czy aksjo­lo­gicz­ny­mi (np. w związ­ku z natu­rą dobra).

Jaki argument za istnieniem Boga jest najbardziej przekonujący?

Żaden, przy­naj­mniej dla mnie. Tzw. dowo­dy kosmo­lo­gicz­ne (zob. info­gra­fi­ka na s. 13) są albo naiw­ne (dowód z celo­wo­ści, dowód ze stop­ni dosko­na­ło­ści), albo wadli­we, np. teza, że wszyst­kie byty są przy­pad­ko­we, nie impli­ku­je, że ist­nie­je byt koniecz­ny, a z tezy, że każ­dy byt ma swo­je­go poru­szy­cie­la (to samo w przy­pad­ku zało­że­nia, że każ­dy byt ma swo­ją przy­czy­nę), nie wyni­ka, że ist­nie­je pierw­szy poru­szy­ciel (pierw­sza przy­czy­na). Trze­ba dodać wie­le nie­oczy­wi­stych prze­sła­nek, aby te dowo­dy uspraw­nić. Moim zda­niem cie­kaw­sze są dowo­dy onto­lo­gicz­ne (zob. info­gra­fi­ka na s. 13) w wer­sji modal­nej, ale one wyka­zu­ją tyl­ko tyle, że dla każ­de­go kohe­rent­ne­go zbio­ru wła­sno­ści ist­nie­je obiekt mak­sy­mal­ny, ale to za mało, aby udo­wod­nić ist­nie­nie Boga.

Jakie racje przemawiają za odrzuceniem tezy o istnieniu Boga lub skłaniają do zawieszenia sądu w tej kwestii?

Zacznę od dru­giej czę­ści pyta­nia. Brak popraw­ne­go deduk­cyj­ne­go dowo­du ist­nie­nia Boga czy świa­dectw empi­rycz­nych (w stan­dar­do­wym rozu­mie­niu) za jego egzy­sten­cją wystar­cza do tego, by zawie­sić sąd w tej kwe­stii. Moż­na wie­rzyć w to, że Bóg ist­nie­je, ale nie jest to przed­mio­tem wie­dzy w sen­sie nauko­wym czy nawet potocz­nym, bo wła­sno­ści Boga są na tyle szcze­gól­ne, iż wyklu­cza­ją jego pozna­nie za pomo­cą tzw. przy­ro­dzo­nych spo­sob­no­ści kogni­tyw­nych. Wie­rzą­cy musi dopu­ścić jakiś spe­cjal­ny pro­ce­der kogni­tyw­ny, np. w posta­ci misty­cy­zmu, aby twier­dzić, że posia­da wie­dzę o Bogu. Jest to jed­nak zmia­na poję­cia wie­dzy z uwa­gi na to, że domnie­ma­ne spo­so­by pozna­nia Boga nie są intersubiektywne.

Trze­ba jed­nak przy­znać, że teista może bro­nić swe­go poglą­du, argu­men­tu­jąc, że poję­cie wie­dzy jest roz­my­te i wca­le nie jest tak, iż wyróż­nie­nie wie­dzy nauko­wej i potocz­nej jako jedy­nej, jest oczy­wi­ste. Ina­czej mówiąc, odrzu­ce­nie tezy o ist­nie­niu Boga jest moty­wo­wa­ne prze­słan­ką meta­fi­lo­zo­ficz­ną, acz­kol­wiek nie jest ona arbi­tral­na. Sam jestem agno­sty­kiem ze wska­za­niem na ate­izm, ponie­waż agno­sty­cyzm jako taki jest poglą­dem czy­sto negatywnym.

Czy istnienie Boga wyklucza/wykluczałoby wolność człowieka?

Samo ist­nie­nie Boga nie wyklu­cza wol­no­ści czło­wie­ka. Wsze­la­ko wła­sno­ści Boga tak, przy­naj­mniej w pew­nych reli­giach. Nie chcę wypo­wia­dać się o chrze­ści­jań­stwie en bloc czy innych deno­mi­na­cjach. Jeśli cho­dzi o kato­li­cyzm, to teza o stwo­rze­niu świa­ta z nicze­go, wszech­moc i wszech­wie­dza Boga impli­ku­ją fata­lizm. Sama wszech­wie­dza nie, gdyż na przy­kład mogę wszyst­ko wie­dzieć, a jed­nak nie być w sta­nie zapo­biec temu lub owe­mu. Gdy coś stwa­rzam, wiem, jak to będzie dzia­łać, i mógł­bym stwo­rzyć ina­czej, muszę przy­jąć cał­ko­wi­tą odpo­wie­dzial­ność za skut­ki moje­go wytwo­ru. Rozu­mie to na przy­kład Richard Swin­bur­ne (nie jest kato­li­kiem, ale wyznaw­cą pra­wo­sła­wia) i mody­fi­ku­je wła­sno­ści Boga. Nie­raz dys­ku­to­wa­łem o tym z filo­zo­fa­mi kato­lic­ki­mi i osta­tecz­nie spo­ty­ka­łem się z argu­men­tem, na przy­kład ze stro­ny Józe­fa Tisch­ne­ra, że trze­ba wie­rzyć w to, że ludz­ka wol­ność nie kłó­ci się z wła­sno­ścia­mi Boga.

Co Pan Profesor sądzi o tzw. nowym ateizmie?

Uwa­żam, że jest to pogląd zbyt rady­kal­ny w tym sen­sie, że trak­tu­je odrzu­ce­nie teizmu jako pro­stej kon­se­kwen­cji nauki. Powta­rzam, że potrzeb­na do tego jest prze­słan­ka meta­fi­lo­zo­ficz­na. Nie­mniej, bli­żej mi do nowe­go ate­izmu niż do teizmu.

Czy wiara w Boga stoi w sprzeczności z racjonalnością?

W tej kwe­stii trze­ba uprzed­nio usta­lić, czym jest racjo­nal­ność. Jeśli jej wzor­cem ma być nauka, to wia­ra w Boga nie jest racjo­nal­na. Kazi­mierz Ajdu­kie­wicz zde­fi­nio­wał tzw. anty­ir­ra­cjo­na­lizm jako posta­wę pole­ga­ją­ca na akcep­ta­cji tyl­ko takich prze­ko­nań, któ­re są inter­su­biek­tyw­nie spraw­dzal­ne i inter­su­biek­tyw­nie komu­ni­ko­wal­ne. Karl R. Pop­per powia­dał o racjo­na­li­zmie kry­tycz­nym jako goto­wo­ści do uzna­wa­nia prze­świad­czeń, któ­re są oba­lal­ne. Z tych punk­tów widze­nia wia­ra reli­gij­na nie tyl­ko nie jest racjo­nal­na, ale jest irra­cjo­nal­na. Może być (i bywa) racjo­nal­na w innym sen­sie, mia­no­wi­cie prak­tycz­nym, tj. poma­gać w radze­niu sobie z pro­ble­ma­mi życio­wy­mi. Ale i tu trze­ba być ostroż­nym w dia­gno­zach. Bada­nia nad oca­leń­ca­mi z Au­schwitz poka­za­ły, że ate­iści lepiej radzi­li sobie w tych warun­kach niż ludzie wie­rzą­cy. Tym dru­gim zawa­lił się cały świat war­to­ści, a pierw­si (dokład­niej nie­któ­rzy z nich) żyli nadzie­ją odwetu.

Czy religii można przypisać jakąś rolę pozytywną?

Pyta­nie to łączy się z poprzed­nim. To, że nie wie­rzy się w Boga, nie prze­są­dza, że auto­ma­tycz­nie jest się prze­ko­na­nym o nega­tyw­nej roli reli­gii. Jest ona wytwo­rem ewo­lu­cji i nie ma powo­du sądzić, że jest pomył­ką gatun­ku ludz­kie­go. Antro­po­lo­go­wie zwra­ca­ją na przy­kład uwa­gę na to, że reli­gia pozwa­la­ła odróż­nić swo­ich od obcych w kul­tu­rach pier­wot­nych (ma o tym świad­czyć lokal­ność kul­tów w pra­daw­nych cza­sach). Reli­gia ode­gra­ła donio­słą rolę w roz­wo­ju cywi­li­za­cji, jest instru­men­tem moral­nej tre­su­ry dzie­ci itd. Ale mia­ła też wie­le nega­tyw­nych skut­ków, na przy­kład pro­wa­dzi­ła (i nadal tak jest) do wojen. Nie wia­do­mo, czy reli­gia jest wiecz­no­tr­wa­ła i jakie skut­ki przy­nie­sie jej ewen­tu­al­ne znik­nię­cie z ludz­kie­go teatru. Trze­ba badać kon­kret­ne sytu­acje, gdyż ogól­na odpo­wiedź na pyta­nie o to, czy reli­gia peł­ni rolę pozy­tyw­ną, czy nega­tyw­ną, nie jest możliwa.

Czy naturalistyczny obraz świata stanowi jedyną rozsądną alternatywę dla teizmu?

Natu­ra­lizm spie­ra się z anty­na­tu­ra­li­zmem, a teizm jest tyl­ko odmia­ną tego dru­gie­go. Natu­ra­lizm może po pro­stu igno­ro­wać pro­blem ist­nie­nia Boga, a wte­dy nie jest alter­na­ty­wą dla teizmu. Sfor­mu­ło­wa­nie tego pyta­nia nie jest jed­no­znacz­ne. Jeśli zakła­da ono, że teizm jest roz­sąd­nym poglą­dem filo­zo­ficz­nym, to muszę temu zaprze­czyć, albo­wiem uzna­ję teizm za irra­cjo­nal­ny. Jeśli nato­miast uzna­my, że spra­wa doty­czy ist­nie­nia bytów nad­przy­ro­dzo­nych (bogów w takim czy innym rozu­mie­niu), to natu­ra­lizm odrzu­ca tako­we obiek­ty i w tym sen­sie jest roz­sąd­ną (racjo­nal­ną) alter­na­ty­wą dla teizmu. Rzecz jasna, teista widzi to inaczej.
Czy nauka jest w sta­nie przyjść z pomo­cą w roz­wa­ża­niach doty­czą­cych Boga, życia po śmier­ci lub religii?

Tyl­ko w tym sen­sie, że poma­ga wyja­śnić pew­ne kwe­stie, np. pocho­dze­nie wia­ry w Boga, w spo­sób przy­ję­ty w nauce. Natu­ra­li­sta powie, że w spo­sób naturalistyczny.

Czy Pan Profesor boi się śmierci?

Jestem zwo­len­ni­kiem tezy Epi­ku­ra, że jeśli jeste­śmy (żyje­my), to nie ma śmier­ci, jeśli jest śmierć, nie ma nas. To łatwo powie­dzieć, znacz­nie trud­niej być obo­jęt­nym wobec oko­licz­no­ści stwier­dzo­nej przez Epi­ku­ra. Życie jest war­to­ścią i świa­do­mość jego nie­uchron­ne­go koń­ca nie jest niczym przy­jem­nym, może z wyjąt­kiem pew­nych eks­tre­mal­nych sytu­acji. Z dru­giej stro­ny, gdy­by nasi poprzed­ni­cy nie umar­li, nie było­by nas. Tak więc trze­ba zaak­cep­to­wać nie­uchron­ność śmier­ci jako zro­zu­mia­łą i pożą­da­ną z ogól­ne­go punk­tu widze­nia. To nie wyklu­cza indy­wi­du­al­ne­go bro­nie­nia się przed śmier­cią. Jeste­śmy tak skon­stru­owa­ni, że na co dzień nie myśli­my o śmier­ci, nawet gdy osią­ga­my wiek, w któ­rym zgon jest bli­ski. To wspa­nia­ła cecha ludz­kiej egzy­sten­cji. Ja wła­śnie jestem w takiej sytu­acji (skoń­czo­ne 75 lat). Nie chcę uda­wać egzy­sten­cjal­ne­go koza­ka i prze­ko­ny­wać, że śmierć jest mi obo­jęt­na. Wsze­la­ko strach przed śmier­cią nie jest, z uwa­gi na kształt ludz­kiej psy­chi­ki, uczu­ciem codzien­nym. Może być, i zapew­ne jest, ina­czej, gdy poja­wia się świa­do­mość bli­skie­go koń­ca z powo­du cho­ro­by, gro­żą­ce­go nie­bez­pie­czeń­stwa itd. Ale to trze­ba wła­śnie prze­ży­wać. Nawet nie­gdy­siej­szy strach przed śmier­cią nie wystar­cza do tego, aby go cią­gle prze­ży­wać, zno­wu wyjąw­szy warun­ki eks­tre­mal­ne, np. więź­nio­wie obo­zów śmier­ci mają nie­usu­wal­ną trau­mę. Nie wiem, jak to będzie, gdy śmierć zaj­rzy mi w oczy. A ponie­waż nie wiem, nie chcę spe­ku­lo­wać na ten temat. Mogę powie­dzieć tyl­ko tyle, że na chwi­lę obec­ną mam raczej wywa­żo­ny sto­su­nek do nie­uchron­ne­go koń­ca moje­go żywota.


Jan Woleń­ski – Eme­ry­to­wa­ny pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, pro­fe­sor Wyż­szej Szko­ły Infor­ma­ty­ki i Zarzą­dza­nia w Rze­szo­wie. Czło­nek PAN, PAU i Mię­dzy­na­ro­do­we­go Insty­tu­tu Filo­zo­fii. Inte­re­su­je się wszyst­ki­mi dzia­ła­mi filo­zo­fii, jego hob­by to ope­ra i pił­ka nożna.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy