Artykuł Epistemologia

Joanna Krzemkowska-Saja: Przewrót emocjonalny w filozofii

Mogłoby się wydawać, że są takie zagadnienia i pytania filozoficzne, które zostały dawno i w sposób definitywny rozstrzygnięte. Problem emocji jasno pokazuje, iż jest to złudzenie, któremu możemy ulec, patrząc na ponad dwadzieścia pięć wieków rozważań filozoficznych. Filozofia nieustannie na nowo podejmuje stare problemy, by dojść do ich pełniejszego zrozumienia. A jak dzisiaj filozofowie patrzą na emocjonalną stronę naszej natury?

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 4 (16), s. 6–8. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Pla­ton i Arys­tote­les zgod­nie uznawali zdzi­wie­nie za źródło filo­zo­fowa­nia. Zdu­mie­nie jest swoistym startem na drodze filo­zo­fa i naukow­ca, której metę wyz­nacza radosne poczu­cie wiedzy, rozu­mienia, pewnoś­ci lub zad­owole­nia, jak sug­erował jeden z lid­erów pozy­ty­wiz­mu log­icznego, Moritz Schlick. Taka, wydawać by się mogło, nobil­i­tac­ja emocji zwyk­le nie oznacza­ła jed­nak automaty­cznego uzna­nia ich wewnętrznej wartoś­ci, pożytecznoś­ci i wagi, jaką mają dla filo­zofii człowieka.
Cho­ci­aż źródłem filo­zofii – jak się wyda­je, czys­to racjon­al­isty­cznej dyscy­pliny – jest zdzi­wie­nie, to emoc­je i rozum bard­zo częs­to postrzegano jako parę, w której rolę czarnego charak­teru odgry­wały właśnie nasze namięt­noś­ci.

Wstydliwy problem

W his­torii filo­zofii emoc­je zwyk­le stanow­iły dla filo­zofów dosyć przykry prob­lem. Mimo iż nie moż­na było ich pom­inąć, bo obok naszych prag­nień i przekon­ań stanow­ią trze­cią, niezwyk­le motywa­cyjną siłę w nas dzi­ała­jącą, to dzi­ałanie tej siły wydawało się wielu filo­zo­fom już od starożyt­noś­ci niewygodne, uciążli­we, a nawet wsty­dli­we.

Emoc­je były tym, co stanow­iło ciem­ną stronę naszej natu­ry i co wyma­gało kon­troli rozu­mu. Przeko­nanie o koniecznoś­ci ujarzmienia emocji wiąże się z ich obrazem jako sza­leńst­wa, klęs­ki prawdzi­wego Ja, ponie­sionej w star­ciu z czymś zupełnie obcym. Rozu­mowi, stanow­iące­mu istotę człowieczeńst­wa, odróż­ni­a­jącą nas od innych bytów, przyz­nana zosta­je władza nad emoc­ja­mi – odrucha­mi nie w pełni ludzki­mi. Dzię­ki dom­i­nacji rozu­mu emoc­je zosta­ją zdław­ione w zar­o­d­ku lub należy­cie ukierunk­owane i wyreg­u­lowane. Zadanie filo­zofów już w starożyt­noś­ci pole­gało w dużej mierze na tym, by leczyć ludzi z ich irracjon­al­nych lęków, poskrami­ać niebez­pieczny i szkodli­wy gniew i nie poz­wolić, by zbyt­nia wesołość przesłoniła im adek­wat­ny obraz świa­ta. Jak maw­iał Demokryt: „sztu­ka lekars­ka leczy choro­by ciała, a mądrość uwal­nia duszę od namięt­noś­ci”.

Śred­niowieczni filo­zo­fowie zasad­nic­zo kon­tyn­uowali starożytne pode­jś­cie do emocji, umieszcza­jąc je w kon­tekś­cie teologii chrześ­ci­jańskiej. Dzię­ki temu mogli oni docenić określone emoc­je jako właś­ci­we lub słuszne. Przykładów tego rodza­ju dostar­cza­ją cho­ci­aż­by miłość do wrogów, bojaźń Boża czy gniew wobec bał­wochwal­ców. Niem­niej jed­nak emoc­je były uznawane, jak w kon­cepcji św. Augusty­na, za prze­ci­w­stawne rozu­mowi na skutek grzechu pier­worod­nego.

Wraz z nas­taniem okre­su nowożyt­nego zmieniła się nieco per­spek­ty­wa spo­jrzenia na emoc­je. Kartezjusz jako jeden z pier­wszych umieś­cił rozważa­nia nad nimi poza kon­tek­stem ety­cznym. Jego celem była odpowiedź na pytanie, co to znaczy, że emoc­je są zjawiska­mi psy­chiczny­mi. W jego uję­ciu nie są one już zaburzeni­a­mi, ale zjawiska­mi nat­u­ral­ny­mi, pow­sta­ją­cy­mi jako skutek związku duszy z ciałem, a jako takie mają charak­ter zarówno psy­chiczny, jak i fizjo­log­iczny. Nie są zatem przez Kartezjusza trak­towane negaty­wnie. Jako stany o podłożu fizjo­log­icznym są prze­ważnie mech­a­niz­ma­mi mają­cy­mi ułatwić ciału zdoby­cie rzeczy koniecznych i uniknię­cie grożą­cych mu niebez­pieczeństw. Jed­nak choć Kartezjusz uznawał pożyteczność emocji, to ‒ podob­nie jak wielu jego poprzed­ników ‒ twierdz­ił, iż koniecz­na jest nad nimi kon­tro­la rozu­mu, by nie zaprowadz­iły one pod­mio­tu na manow­ce.

Mimo iż taki, raczej mało pochleb­ny, obraz emocji zasad­nic­zo domi­nował w his­torii filo­zofii, to jed­nak zdarza­ły się stanowiska, które dalekie były od pięt­nowa­nia emocji jako ciem­nej strony naszej natu­ry. Szczegól­nie moc­no brzmią w tym kon­tekś­cie słowa Davi­da Hume’a, który uznał, iż „Rozum jest i winien być tylko niewol­nikiem uczuć i nie może mieć nigdy roszczenia do innej funkcji niż do tego, żeby uczu­ciom służyć posłusznie”.

Jed­nak również tutaj utrzy­many zosta­je antag­o­nizm emocji i rozu­mu, choć relac­ja zosta­je odwró­cona – to emoc­je ogranicza­ją lub powin­ny ograniczać rozum.

Nowe otwarcie

Współcześnie teza o antag­o­nisty­cznej relacji między emoc­ja­mi i rozumem jest bard­zo częs­to kwes­t­ionowana. Sze­roko dysku­towane są poglądy filo­zofów, którzy twierdzą, że

emoc­je nie tylko nie przeszkadza­ją nasze­mu rozu­mowi, ale wręcz umożli­wia­ją jego poprawne funkcjonowanie. Krótko mówiąc, człowiek racjon­al­ny to człowiek emocjon­al­ny.

Żeby to zobaczyć, rozważmy przy­padek Niel­og­icznego Romana – człowieka, który zasadę log­icznego myśle­nia uznał za uni­w­er­sal­nie ważną. Kiedy tylko Niel­og­iczny Roman stawał wobec koniecznoś­ci pod­ję­cia decyzji, zbier­ał wszelkie dostęp­ne dane, staran­nie sza­cow­ał ich wagę, a następ­nie szukał log­icznie wynika­jącego z nich wyjś­cia. Mimo tej – wydawało­by się – gwaran­tu­jącej sukces zasady, życie Romana nie układało się dla niego pomyśl­nie. Na przykład nie dostał on awan­su w pra­cy, ponieważ nie był w stanie złożyć odpowied­nio wypełnionego wniosku. Musi­ał w nim bowiem wymienić zgod­nie z włas­nym rozez­naniem „wszys­tkie swo­je istotne dzi­ała­nia”. Zbier­a­jąc i dopre­cy­zowu­jąc dostęp­ne dane, Roman rozpoczął kore­spon­dencję z pra­co­daw­cą, w której prosił o dokładne wyjaśnie­nie znaczenia słowa „istot­ny” (istot­ny ze wzglę­du na co?). Gdy mężczyz­na otrzy­mał odpowiedź, iż chodzi o takie dzi­ała­nia, które były istotne dla wykony­wanej przez niego pra­cy, stwierdz­ił, iż wszys­tko, co w życiu zro­bił było w jak­iś sposób istotne. Ostate­cznie do awan­su nie doszło, ponieważ Roman nie zdołał pre­cyzyjnie odpowiedzieć sobie na pytanie o istotne dzi­ała­nia i nie złożył wniosku. Co było więc nie tak z dzi­ała­ni­a­mi Niel­og­icznego Romana? Najwyraźniej pomylił on dzi­ałanie log­iczne z dzi­ałaniem racjon­al­nym, którego nie moż­na sprowadzać do umiejęt­noś­ci przeprowadza­nia pre­cyzyjnych wnioskowań. Nasz bohater, opier­a­jąc się jedynie na rozu­mie, zagu­bił się w gąszczu log­icznych kon­sek­wencji rozważanych sytu­acji. Sam rozum, niepod­par­ty emoc­ja­mi, nie był w stanie wyz­naczyć mu szlaku, który mógł­by doprowadz­ić go do korzyst­nych dla niego decyzji.

Przy­padek Niel­og­icznego Romana pokazu­je, iż zdol­noś­ci związane z proce­sa­mi rozu­mowy­mi i poz­naw­czy­mi wyma­ga­ją uzu­pełnienia. Pod­miot, który posi­a­da wysoko rozwinięte umiejęt­noś­ci wnioskowa­nia, ale nie jest w stanie wybrać spośród nieza­wod­nych rozu­mowań czy prawdzi­wych wniosków tych, które są najbardziej obiecu­jące i najważniejsze w określonych okolicznoś­ci­ach, trud­no uznać za racjon­al­ny. Nie dostrzeże on bowiem, że niek­tóre lin­ie rozu­mowa­nia są ważniejsze dla niego w danych okolicznoś­ci­ach i nie będzie się potrafił na nich skupić, ponieważ będzie zaję­ty rozważaniem wszys­t­kich rodza­jów możli­woś­ci i ich skutków.

W tym sen­sie emoc­je jaw­ią się zatem jako niezby­wal­ny ele­ment racjon­al­noś­ci. Ich rola jest podob­na do tej, którą pełni per­cepc­ja. Emoc­je bowiem akcen­tu­ją określone aspek­ty sytu­acji i w ten sposób ogranicza­ją zakres infor­ma­cji branych w danym momen­cie pod uwagę.

W prze­ci­wieńst­wie do prag­nień, emoc­je nie dyk­tu­ją żad­nego określonego zachowa­nia, ale kieru­ją uwagę pod­mio­tu na możli­woś­ci, których rozważe­nie jest istotne i korzystne dla niego w danych okolicznoś­ci­ach.

Jest to umiejęt­ność, której trze­ba się nauczyć. Małe dzieci na przykład boją się rzeczy i sytu­acji, które nie są niebez­pieczne (duże bzy­czące muchy), a nie doce­ni­a­ją i nie dostrze­ga­ją w porę rzeczy­wistych niebez­pieczeństw (na przykład zbliża­jącej się ciężarów­ki czy wychy­la­nia się przez okno na trzec­im piętrze). Jed­ną z najważniejszych cech doświad­czenia jest właśnie rozwi­janie trafnych reakcji emocjon­al­nych w określonych warunk­ach. To dzię­ki tak rozu­mi­anej dojrza­łoś­ci emocjon­al­nej, którą za Arys­tote­le­sem moż­na nazwać posi­adaniem cnót, pod­miot jest w stanie wych­wycić najis­tot­niejsze cechy doty­czą­cych go sytu­acji i dla włas­nego dobra dzi­ałać zgod­nie z ich wymoga­mi.


Joan­na Krzemkows­ka-Saja – Asys­tent w Insty­tu­cie Filo­zofii Uni­w­er­syte­tu Szczecińskiego. Zaj­mu­je się przede wszys­tkim filo­zofią emocji, ale także filo­zofią umysłu oraz filo­zofią języ­ka. Miłośnicz­ka lit­er­atu­ry rosyjskiej, wycieczek górs­kich i dobrej kuch­ni z różnych możli­wych światów.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.  W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

 < Powrót do spisu treś­ci numeru

Ilus­trac­ja: Han­na Urbankows­ka

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Zupełnie nie mogę się zgodz­ić z tezą Autor­ki doty­czącą fik­cyjnej postaci Niel­og­icznego Romana, który ‘’…zagu­bił się w gąszczu log­icznych kon­sek­wencji roz­maitych sytu­acji. Sam rozum, niepod­par­ty emoc­ja­mi, nie był w stanie wyz­naczyć mu szlaku, który mógł­by doprowadz­ić go do korzyst­nych dla niego decyzji.”
    Emoc­je były potrzeb­ne nasze­mu bohaterowi tylko w tym momen­cie, kiedy musi­ał uzmysłow­ić sobie, czy chce ubie­gać się o awans. Kiedy pod ich wpły­wem pod­jął decyzję: „tak, chcę tego awan­su”, mógł już spoko­jnie, na zim­no, rozważyć, jakie prak­ty­czne środ­ki powinien zas­tosować dla osiąg­nię­cia tego celu. Czysty rozum, bez śladu emocji, sugeru­je w tym wypad­ku, że wniosek należy napisać tak, aby spodobał się on sze­fowi. Co może się sze­fowi spodobać, nasz Romek powinien wiedzieć, jeśli przepra­cow­ał pod jego kierown­ictwem kil­ka lat. I do tego też nie potrze­bował emocji, wystar­czyło sięgnąć do pamię­ci.

    Dlaczego nasz bohater zachował się nierozum­nie i zami­ast real­i­zować wyz­nac­zony cel zagłębił się w bezsen­sowne poszuki­wa­nia abstrak­cyjnej prawdy? Najpewniej uczynił to ule­ga­jąc emocjom – widocznie był z zamiłowa­nia filo­zofem i takie rozważa­nia pocią­gały go bardziej, niż real­iza­c­ja zada­nia. Być może zaw­iniło również emocjon­alne przy­wiązanie do mówienia w każdej sytu­acji prawdy. W każdym razie to nie rozum, a uczu­cia przy­czyniły się do poraż­ki Niel­og­icznego Romana.
    Nie mogę również zgodz­ić się, że funkcją rozu­mu jest wyłącznie przeprowadzanie ścisłych log­icznych oper­acji na ksz­tałt matem­aty­cznych dowodów. To karykatu­ra rozum­nego myśle­nia. Do „rozu­mowych” (i rozum­nych) oper­acji należy sza­cow­anie praw­dopodobieńst­wa sukce­su, wybór najskuteczniejszej ścież­ki dzi­ała­nia itd. Do dome­ny rozu­mu należą nie tylko kom­pletne łańcuchy deduk­cyjne w log­ice zero-jedynkowej, ale i oper­ac­je wyko­rzys­tu­jące wielowartoś­ciową i rozmytą logikę.
    Z fak­tu, ze przykład podany przez Autorkę był zupełnie nietrafiony, nie wyni­ka, że emoc­je nie odgry­wa­ją w naszym życiu ogrom­nej roli. Przed chwilą napisałem, że Romek powinien sięgnąć do pamię­ci, aby dowiedzieć się, co szef lubi i ceni. Gdy­by nasz bohater był człowiekiem pozbaw­ionym emocji, zapewne by nie zauważył i nie zapamię­tał więk­szoś­ci zachowań swo­jego przełożonego i w kon­sek­wencji nie miał­by do czego się­gać. A to tylko jeden z wielu przykładów pomoc­nej roli uczuć.
    Uczu­cia są również pow­iązane z pro­ce­sem rozum­nego myśle­nia. Przed przyję­ciem ewident­nej bzdury za prawdę „rozum się bun­tu­je”. Kiedy (w naszej subiek­ty­wnej oce­nie) dochodz­imy do jakiejś prawdy, odczuwamy specy­ficzne zad­owole­nie. Są to innego rodza­ju emoc­je niż te, które ofi­arom oszustów matry­mo­ni­al­nych każą wyzbyć się całego majątku zan­im, zwyk­le na skutek bolesnego doświad­czenia, ich rozum poniew­cza­sie powraca na właś­ci­we miejsce.

  • utrzy­many zosta­je antag­o­nizm emocji i rozu­mu”
    Ten antag­o­nizm ule­ga uwidocznie­niu w ide­al­izmie niemieckim i został bezkry­ty­cznie prze­nie­siony na dal­szą filo­zofię, np. mark­sizm. Dostrze­gal­ny jest już wcześniej, choć nie tak jas­no wypowiedziany jak u Fihtego i kon­tynu­a­torów. Ide­al­iś­ci przeprowadzili dedukcję mech­a­niz­mu samoświado­moś­ci, w którym, być może nie dostrze­ga­jąc, uznali iż pod­miot i jego uprzed­miotowie­nie są sobie prze­ci­w­staw­ione. Tym­cza­sem, pod­miot dokonu­ją­cy spostrzeże­nia siebie, czyli poz­na­nia, wtedy gdy poz­na­je, ist­nieje jako ‘odczu­cie siebie’, “czu­je że coś jest” i to uprzed­mi­ataw­ia. Uzysku­je w sposób nat­u­ral­ny zgodne ze sobą przed­staw­ie­nie swo­jego ist­nienia w poz­na­niu. Płyną z tego dwa pod­sta­wowe wnios­ki, jeden, sko­ro nie wal­czy ze swoim uprzed­miotowie­niem, zgadza się z nim. Dru­gi, że sko­ro zgadza się, a pod­czas oglą­da­nia siebie
    jest ‘odczu­ciem ist­nienia’ ule­ga­ją­cym następ­nie oglą­dowi, także tu w relacji uczuć i rozu­mu jest możli­wa i ma wys­tąpić zgod­ność.
    Myślę także, że emoc­je należy trak­tować jako “wyrzut” odczuć w postaci zmysłowej, zachowań ciała, czy słów. Odczu­cie, uczu­cie jest źródłową postacią ist­nienia. Bez sprawdzenia możli­woś­ci samopoz­na­nia filo­zofia nie dojdzie do poz­na­nia zgod­ny uczuć i rozu­mu, a samopoz­nanie na razie jest w niej niemożli­we.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy