Artykuł Epistemologia

Joanna Krzemkowska-Saja: Przewrót emocjonalny w filozofii

Mogłoby się wydawać, że są takie zagadnienia i pytania filozoficzne, które zostały dawno i w sposób definitywny rozstrzygnięte. Problem emocji jasno pokazuje, iż jest to złudzenie, któremu możemy ulec, patrząc na ponad dwadzieścia pięć wieków rozważań filozoficznych. Filozofia nieustannie na nowo podejmuje stare problemy, by dojść do ich pełniejszego zrozumienia. A jak dzisiaj filozofowie patrzą na emocjonalną stronę naszej natury?

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 4 (16), s. 6–8. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku  PDF.


Platon i Arystoteles zgodnie uznawali zdziwienie za źródło filozofowania. Zdumienie jest swoistym startem na drodze filozofa i naukowca, której metę wyznacza radosne poczucie wiedzy, rozumienia, pewności lub zadowolenia, jak sugerował jeden z liderów pozytywizmu logicznego, Moritz Schlick. Taka, wydawać by się mogło, nobilitacja emocji zwykle nie oznaczała jednak automatycznego uznania ich wewnętrznej wartości, pożyteczności i wagi, jaką mają dla filozofii człowieka.
Chociaż źródłem filozofii – jak się wydaje, czysto racjonalistycznej dyscypliny – jest zdziwienie, to emocje i rozum bardzo często postrzegano jako parę, w której rolę czarnego charakteru odgrywały właśnie nasze namiętności.

Wstydliwy problem

W historii filozofii emocje zwykle stanowiły dla filozofów dosyć przykry problem. Mimo iż nie można było ich pominąć, bo obok naszych pragnień i przekonań stanowią trzecią, niezwykle motywacyjną siłę w nas działającą, to działanie tej siły wydawało się wielu filozofom już od starożytności niewygodne, uciążliwe, a nawet wstydliwe.

Emocje były tym, co stanowiło ciemną stronę naszej natury i co wymagało kontroli rozumu. Przekonanie o konieczności ujarzmienia emocji wiąże się z ich obrazem jako szaleństwa, klęski prawdziwego Ja, poniesionej w starciu z czymś zupełnie obcym. Rozumowi, stanowiącemu istotę człowieczeństwa, odróżniającą nas od innych bytów, przyznana zostaje władza nad emocjami – odruchami nie w pełni ludzkimi. Dzięki dominacji rozumu emocje zostają zdławione w zarodku lub należycie ukierunkowane i wyregulowane. Zadanie filozofów już w starożytności polegało w dużej mierze na tym, by leczyć ludzi z ich irracjonalnych lęków, poskramiać niebezpieczny i szkodliwy gniew i nie pozwolić, by zbytnia wesołość przesłoniła im adekwatny obraz świata. Jak mawiał Demokryt: „sztuka lekarska leczy choroby ciała, a mądrość uwalnia duszę od namiętności”.

Średniowieczni filozofowie zasadniczo kontynuowali starożytne podejście do emocji, umieszczając je w kontekście teologii chrześcijańskiej. Dzięki temu mogli oni docenić określone emocje jako właściwe lub słuszne. Przykładów tego rodzaju dostarczają chociażby miłość do wrogów, bojaźń Boża czy gniew wobec bałwochwalców. Niemniej jednak emocje były uznawane, jak w koncepcji św. Augustyna, za przeciwstawne rozumowi na skutek grzechu pierworodnego.

Wraz z nastaniem okresu nowożytnego zmieniła się nieco perspektywa spojrzenia na emocje. Kartezjusz jako jeden z pierwszych umieścił rozważania nad nimi poza kontekstem etycznym. Jego celem była odpowiedź na pytanie, co to znaczy, że emocje są zjawiskami psychicznymi. W jego ujęciu nie są one już zaburzeniami, ale zjawiskami naturalnymi, powstającymi jako skutek związku duszy z ciałem, a jako takie mają charakter zarówno psychiczny, jak i fizjologiczny. Nie są zatem przez Kartezjusza traktowane negatywnie. Jako stany o podłożu fizjologicznym są przeważnie mechanizmami mającymi ułatwić ciału zdobycie rzeczy koniecznych i uniknięcie grożących mu niebezpieczeństw. Jednak choć Kartezjusz uznawał pożyteczność emocji, to ‒ podobnie jak wielu jego poprzedników ‒ twierdził, iż konieczna jest nad nimi kontrola rozumu, by nie zaprowadziły one podmiotu na manowce.

Mimo iż taki, raczej mało pochlebny, obraz emocji zasadniczo dominował w historii filozofii, to jednak zdarzały się stanowiska, które dalekie były od piętnowania emocji jako ciemnej strony naszej natury. Szczególnie mocno brzmią w tym kontekście słowa Davida Hume’a, który uznał, iż „Rozum jest i winien być tylko niewolnikiem uczuć i nie może mieć nigdy roszczenia do innej funkcji niż do tego, żeby uczuciom służyć posłusznie”.

Jednak również tutaj utrzymany zostaje antagonizm emocji i rozumu, choć relacja zostaje odwrócona – to emocje ograniczają lub powinny ograniczać rozum.

Nowe otwarcie

Współcześnie teza o antagonistycznej relacji między emocjami i rozumem jest bardzo często kwestionowana. Szeroko dyskutowane są poglądy filozofów, którzy twierdzą, że

emocje nie tylko nie przeszkadzają naszemu rozumowi, ale wręcz umożliwiają jego poprawne funkcjonowanie. Krótko mówiąc, człowiek racjonalny to człowiek emocjonalny.

Żeby to zobaczyć, rozważmy przypadek Nielogicznego Romana – człowieka, który zasadę logicznego myślenia uznał za uniwersalnie ważną. Kiedy tylko Nielogiczny Roman stawał wobec konieczności podjęcia decyzji, zbierał wszelkie dostępne dane, starannie szacował ich wagę, a następnie szukał logicznie wynikającego z nich wyjścia. Mimo tej – wydawałoby się – gwarantującej sukces zasady, życie Romana nie układało się dla niego pomyślnie. Na przykład nie dostał on awansu w pracy, ponieważ nie był w stanie złożyć odpowiednio wypełnionego wniosku. Musiał w nim bowiem wymienić zgodnie z własnym rozeznaniem „wszystkie swoje istotne działania”. Zbierając i doprecyzowując dostępne dane, Roman rozpoczął korespondencję z pracodawcą, w której prosił o dokładne wyjaśnienie znaczenia słowa „istotny” (istotny ze względu na co?). Gdy mężczyzna otrzymał odpowiedź, iż chodzi o takie działania, które były istotne dla wykonywanej przez niego pracy, stwierdził, iż wszystko, co w życiu zrobił było w jakiś sposób istotne. Ostatecznie do awansu nie doszło, ponieważ Roman nie zdołał precyzyjnie odpowiedzieć sobie na pytanie o istotne działania i nie złożył wniosku. Co było więc nie tak z działaniami Nielogicznego Romana? Najwyraźniej pomylił on działanie logiczne z działaniem racjonalnym, którego nie można sprowadzać do umiejętności przeprowadzania precyzyjnych wnioskowań. Nasz bohater, opierając się jedynie na rozumie, zagubił się w gąszczu logicznych konsekwencji rozważanych sytuacji. Sam rozum, niepodparty emocjami, nie był w stanie wyznaczyć mu szlaku, który mógłby doprowadzić go do korzystnych dla niego decyzji.

Przypadek Nielogicznego Romana pokazuje, iż zdolności związane z procesami rozumowymi i poznawczymi wymagają uzupełnienia. Podmiot, który posiada wysoko rozwinięte umiejętności wnioskowania, ale nie jest w stanie wybrać spośród niezawodnych rozumowań czy prawdziwych wniosków tych, które są najbardziej obiecujące i najważniejsze w określonych okolicznościach, trudno uznać za racjonalny. Nie dostrzeże on bowiem, że niektóre linie rozumowania są ważniejsze dla niego w danych okolicznościach i nie będzie się potrafił na nich skupić, ponieważ będzie zajęty rozważaniem wszystkich rodzajów możliwości i ich skutków.

W tym sensie emocje jawią się zatem jako niezbywalny element racjonalności. Ich rola jest podobna do tej, którą pełni percepcja. Emocje bowiem akcentują określone aspekty sytuacji i w ten sposób ograniczają zakres informacji branych w danym momencie pod uwagę.

W przeciwieństwie do pragnień, emocje nie dyktują żadnego określonego zachowania, ale kierują uwagę podmiotu na możliwości, których rozważenie jest istotne i korzystne dla niego w danych okolicznościach.

Jest to umiejętność, której trzeba się nauczyć. Małe dzieci na przykład boją się rzeczy i sytuacji, które nie są niebezpieczne (duże bzyczące muchy), a nie doceniają i nie dostrzegają w porę rzeczywistych niebezpieczeństw (na przykład zbliżającej się ciężarówki czy wychylania się przez okno na trzecim piętrze). Jedną z najważniejszych cech doświadczenia jest właśnie rozwijanie trafnych reakcji emocjonalnych w określonych warunkach. To dzięki tak rozumianej dojrzałości emocjonalnej, którą za Arystotelesem można nazwać posiadaniem cnót, podmiot jest w stanie wychwycić najistotniejsze cechy dotyczących go sytuacji i dla własnego dobra działać zgodnie z ich wymogami.


Joanna Krzemkowska-Saja – Asystent w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Zajmuje się przede wszystkim filozofią emocji, ale także filozofią umysłu oraz filozofią języka. Miłośniczka literatury rosyjskiej, wycieczek górskich i dobrej kuchni z różnych możliwych światów.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.  W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treści numeru.

Ilustracja: Hanna Urbankowska

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

2 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Zupełnie nie mogę się zgodzić z tezą Autorki dotyczącą fikcyjnej postaci Nielogicznego Romana, który ‘’…zagubił się w gąszczu logicznych konsekwencji rozmaitych sytuacji. Sam rozum, niepodparty emocjami, nie był w stanie wyznaczyć mu szlaku, który mógłby doprowadzić go do korzystnych dla niego decyzji.”
    Emocje były potrzebne naszemu bohaterowi tylko w tym momencie, kiedy musiał uzmysłowić sobie, czy chce ubiegać się o awans. Kiedy pod ich wpływem podjął decyzję: „tak, chcę tego awansu”, mógł już spokojnie, na zimno, rozważyć, jakie praktyczne środki powinien zastosować dla osiągnięcia tego celu. Czysty rozum, bez śladu emocji, sugeruje w tym wypadku, że wniosek należy napisać tak, aby spodobał się on szefowi. Co może się szefowi spodobać, nasz Romek powinien wiedzieć, jeśli przepracował pod jego kierownictwem kilka lat. I do tego też nie potrzebował emocji, wystarczyło sięgnąć do pamięci.

    Dlaczego nasz bohater zachował się nierozumnie i zamiast realizować wyznaczony cel zagłębił się w bezsensowne poszukiwania abstrakcyjnej prawdy? Najpewniej uczynił to ulegając emocjom – widocznie był z zamiłowania filozofem i takie rozważania pociągały go bardziej, niż realizacja zadania. Być może zawiniło również emocjonalne przywiązanie do mówienia w każdej sytuacji prawdy. W każdym razie to nie rozum, a uczucia przyczyniły się do porażki Nielogicznego Romana.
    Nie mogę również zgodzić się, że funkcją rozumu jest wyłącznie przeprowadzanie ścisłych logicznych operacji na kształt matematycznych dowodów. To karykatura rozumnego myślenia. Do „rozumowych” (i rozumnych) operacji należy szacowanie prawdopodobieństwa sukcesu, wybór najskuteczniejszej ścieżki działania itd. Do domeny rozumu należą nie tylko kompletne łańcuchy dedukcyjne w logice zero-jedynkowej, ale i operacje wykorzystujące wielowartościową i rozmytą logikę.
    Z faktu, ze przykład podany przez Autorkę był zupełnie nietrafiony, nie wynika, że emocje nie odgrywają w naszym życiu ogromnej roli. Przed chwilą napisałem, że Romek powinien sięgnąć do pamięci, aby dowiedzieć się, co szef lubi i ceni. Gdyby nasz bohater był człowiekiem pozbawionym emocji, zapewne by nie zauważył i nie zapamiętał większości zachowań swojego przełożonego i w konsekwencji nie miałby do czego sięgać. A to tylko jeden z wielu przykładów pomocnej roli uczuć.
    Uczucia są również powiązane z procesem rozumnego myślenia. Przed przyjęciem ewidentnej bzdury za prawdę „rozum się buntuje”. Kiedy (w naszej subiektywnej ocenie) dochodzimy do jakiejś prawdy, odczuwamy specyficzne zadowolenie. Są to innego rodzaju emocje niż te, które ofiarom oszustów matrymonialnych każą wyzbyć się całego majątku zanim, zwykle na skutek bolesnego doświadczenia, ich rozum poniewczasie powraca na właściwe miejsce.

  • “utrzymany zostaje antagonizm emocji i rozumu”
    Ten antagonizm ulega uwidocznieniu w idealizmie niemieckim i został bezkrytycznie przeniesiony na dalszą filozofię, np. marksizm. Dostrzegalny jest już wcześniej, choć nie tak jasno wypowiedziany jak u Fihtego i kontynuatorów. Idealiści przeprowadzili dedukcję mechanizmu samoświadomości, w którym, być może nie dostrzegając, uznali iż podmiot i jego uprzedmiotowienie są sobie przeciwstawione. Tymczasem, podmiot dokonujący spostrzeżenia siebie, czyli poznania, wtedy gdy poznaje, istnieje jako ‘odczucie siebie’, “czuje że coś jest” i to uprzedmiatawia. Uzyskuje w sposób naturalny zgodne ze sobą przedstawienie swojego istnienia w poznaniu. Płyną z tego dwa podstawowe wnioski, jeden, skoro nie walczy ze swoim uprzedmiotowieniem, zgadza się z nim. Drugi, że skoro zgadza się, a podczas oglądania siebie
    jest ‘odczuciem istnienia’ ulegającym następnie oglądowi, także tu w relacji uczuć i rozumu jest możliwa i ma wystąpić zgodność.
    Myślę także, że emocje należy traktować jako “wyrzut” odczuć w postaci zmysłowej, zachowań ciała, czy słów. Odczucie, uczucie jest źródłową postacią istnienia. Bez sprawdzenia możliwości samopoznania filozofia nie dojdzie do poznania zgodny uczuć i rozumu, a samopoznanie na razie jest w niej niemożliwe.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy