Artykuł

John Cottingham: Wirujący świat

Nasze położenie stawia nas przed kluczowym pytaniem. Żyjąc w kosmosie pięknym i dobrym, a zarazem wymagającym i strasznym, musimy, by tak rzec, jakoś się do niego odnieść. Czy mamy przyjąć postawę afirmacji i nadziei, czy wstrętu i rozpaczy?

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

W powieś­ci Pią­ta kobi­eta autorstwa zmarłego niedawno Hen­ninga Mankel­la tra­pi­ony kłopota­mi i depresją główny bohater, inspek­tor Kurt Wal­lan­der, rozmyśla nad początkiem zimy. „Pod noga­mi przemknęła mu mysz i schowała się za kufrem na ubra­nia. Jesień, pomyślał. Polne myszy szuka­ją czterech ścian. Zbliża się zima” (przeł. H. Thyl­we, Warsza­wa: WAB, s. 175).

Ponu­ra świado­mość, że nad­chodzi dłu­ga nordy­c­ka zima, to w lit­er­aturze skan­dy­nawskiej znany motyw, ale niepokój Wal­lan­dera nie wiąże się jedynie z kli­matem czy geografią. Zbliża­jącą się nieuchron­nie posęp­ną zimę moż­na odczy­tać jako sym­bol grożącego społeczeńst­wu bezpraw­ia, które nade­jdzie, gdy fasad­owa szwedz­ka uprze­j­mość i ład odsłonią prze­moc i mrok.

Spę­tany zmieni­a­ją­cym się światem, w którym dawne pewni­ki sta­ją pod znakiem zapy­ta­nia, Wal­lan­der ma silne poczu­cie bezbron­noś­ci i przemi­jal­noś­ci: „Żałośnie musi­ał wyglą­dać. Polic­jant w cienkim sweterku zma­ga się z jesi­en­nym wia­trem w opus­tosza­łym szwedzkim mieś­cie” (przekł. pol. s. 201). Jest w tym pew­na uni­w­er­sal­ność. Wszyscy „zmagamy się z wia­trem”, a chłód upły­wa­jącego cza­su przy­pom­i­na nam o „przy­pad­kowoś­ci i zmi­en­noś­ci tego śmiertel­nego życia” oraz o zbliża­jącej się nieuchron­nie zimie śmier­ci.

Filo­zo­fowie częs­to i na różne sposo­by piszą o „egzys­tenc­jal­nym lęku”, ale w rzeczy­wis­toś­ci szuka­ją tylko nazw dla tego, co tkwi w każdym człowieku – nawet najbardziej bez­piecznym i przys­tosowanym: stra­chu przed bólem, utratą i ostate­cznym unices­t­wie­niem, połąc­zonym z wiedzą, że nieza­leżnie od tego, jak wspani­ałych mamy blis­kich i przy­jaciół, będziemy musieli zmierzyć się z tym wszys­tkim samot­nie.

Ist­nieje jed­nak całkowicie odmi­en­ny sposób przeży­wa­nia jesieni. Zami­ast widzieć w przemi­ja­ją­cym roku zwias­tun samot­noś­ci i zimy, moż­na go uznać za czas zbiorów, spełnienia i dostatku. W słyn­nej odzie Johna Keat­sa jesień to „pora mgieł i miękkiego owoców rumień­ca”, spisku­ją­ca ze słońcem, by „uświę­cić” winorośl owocem i „ciężarem jabłek giąć omsza­ły konar” (przeł. S. Barańczak).

Jak to możli­we, że jed­na i ta sama pora roku wywołu­je tak odmi­enne reakc­je? Nasza ludz­ka sytu­ac­ja jest, jak wiemy, wysoce niejed­noz­nacz­na: z jed­nej strony naz­nac­zona kru­choś­cią, niebez­pieczeńst­wem i naglą­cy­mi potrze­ba­mi, które dyk­tu­je przetr­wanie, a z drugiej – obe­j­mu­ją­ca momen­ty pełni życia i niewymownej radoś­ci.

Zamieszkała przez nas plan­e­ta to rzeczy­wiś­cie miejsce spek­taku­larnie piękne, niesamow­ity błęk­it­ny glob wypełniony światłem i życiem. Wiemy też, że nie jest to spoko­jny, przy­tul­ny zakątek, lecz nadzwyczaj dynam­iczny makrosys­tem. Zdarza­ją się w nim wybuchy i wstrząsy, pożary i powodzie, których skut­ki bywa­ją katas­tro­falne zarówno dla nas, jak i dla innych form życia.

Nasze położe­nie staw­ia nas przed kluc­zowym pytaniem. Żyjąc w kos­mosie pięknym i dobrym, a zarazem wyma­ga­ją­cym i strasznym, musimy, by tak rzec, jakoś się do niego odnieść. Czy mamy przyjąć postawę afir­ma­cji i nadziei, czy wstrę­tu i roz­paczy?

Może się wydawać, że nasza reakc­ja to kwes­t­ia samorzut­nych uczuć, nad który­mi nie mamy więk­szej kon­troli – ale to tylko część prawdy. Bud­dyjs­cy mędr­cy zale­ca­ją metody pozwala­jące na wyr­wanie się spod bezpośred­niego wpły­wu zmysłów i prag­nień – sugeru­ją na przykład, że zmysłowe­mu pożą­da­niu zapo­biec może namysł nad tym, co w ciele odpy­cha­jące, jak ukryte pod skórą wnętrznoś­ci. Celem takiego ćwiczenia nie jest wywołanie wstrę­tu, a tylko wycisze­nie szkodli­wych prag­nień i wywołanie postawy oder­wa­nia i łagod­nej uważnoś­ci. Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zmienić tego, jak rzeczy się mają, może­my przy­na­jm­niej zmienić siebie i swo­ją postawę wobec nich.

Różne wcie­le­nia tej idei spo­tykamy też u filo­zofów hel­lenisty­cznych – takich jak sto­icy. Sto­icyzm wpłynął z kolei na Kartezjusza, jed­nego z pio­nierów nowożyt­nego, opartego na matem­atyce myśle­nia naukowego. Kartezjusz przewidy­wał, że ów nowy rodzaj wiedzy mógł­by uwol­nić ludzkość od „nie­zlic­zonej mno­goś­ci chorób tak ciała, jak ducha, a nawet może od zwątle­nia staroś­ci” (Rozprawa o metodzie, cz. VI, przeł. L. Chmaj). Z biegiem cza­su nabrał on jed­nak wąt­pli­woś­ci co do nag­i­na­nia świa­ta do woli, przyj­mu­jąc sto­ic­ki sposób na zmi­anę samego siebie przez opanowanie namięt­noś­ci: „Zami­ast szuka­nia sposobów zachowa­nia życia, znalazłem inny, znacznie łatwiejszy i prost­szy sposób, mianowicie pozby­cie się stra­chu przed śmier­cią” (list do Chanu­ta z 15 czer­w­ca 1646).

Kry­tykom religii teisty­cznej pokazu­je to, że ist­nieją sze­roko rozpowszech­nione postawy wobec świa­ta, które oby­wa­ją się bez założeń doty­czą­cych isto­ty najwyższej czy ostate­cznego kos­micznego dobra. Wyma­ga­ją one jedynie, byśmy spo­jrzeli na siebie jako na cząstkę świa­ta nat­u­ral­nego i w miarę możli­woś­ci pogodzili się z tym fak­tem – czy to dzię­ki nowożyt­nej nauce czy tech­nikom medy­tacji i oder­wa­nia. Świat ist­nieje i nie jest ani dobry, ani zły – po pros­tu jest. W miarę naszych sił może­my albo starać się go zrozu­mieć i pod­dać kon­troli, albo uniknąć cier­pi­enia, jakie niesie, przez przyję­cie postawy spoko­ju i oder­wa­nia.

Takie pode­jś­cie jest dziś coraz bardziej pop­u­larne. Teista, który twierdz­ił­by, że kierowanie się w życiu taką wiz­ją nie zasługu­je na sza­cunek, popełnił­by gru­by nietakt. Moż­na się nato­mi­ast zas­tanaw­iać, czy pode­jś­cie to jest bardziej real­isty­czne lub rozsądne niż wiz­ja teisty­cz­na.

Na pozór wiele prze­maw­ia za przeko­naniem, że dzię­ki postępowi naukowe­mu może­my zmienić świat na lep­sze. (Pomyślmy choć­by o uldze w cier­pi­e­niu, jaką przyniósł rozwój stom­a­tologii). Mimo to inspek­tor Wal­lan­der, choć żyje w jed­nej z najbardziej zaawan­sowanych tech­no­log­icznie kul­tur w dzie­jach, nie jest wcale wol­ny od egzys­tenc­jal­nych rozterek: wciąż drzemie w nim stra­ch, który jest charak­terysty­czną cechą ludzkoś­ci. Z kolei przeko­nanie, że ścież­ka bud­dyjskiej medy­tacji prowadzi do stanu ostate­cznego szczęś­cia czy oświece­nia, nazy­wanego nir­waną, musi do pewnego stop­nia pozostać kwest­ią wiary. Strate­gia wyz­wole­nia się od przy­wiązań, cho­ci­aż może uśmierzyć ból rozczarowa­nia i straty, nie jest w oczy­wisty sposób spój­na z sil­nie zako­rzenionym ludzkim prag­nie­niem poświęce­nia się dla innych – a to ono wyda­je się kluczem, jakkol­wiek niedoskon­ałym, do naszego najwięk­szego szczęś­cia.

Ludzie nie są byna­jm­niej wyłącznie bezczyn­ny­mi obser­wa­tora­mi świa­ta. Gro­mad­ka dzieci poz­na­ją­cych ogród nie poprzes­tanie na stworze­niu jego mapy i nauce odna­j­dowa­nia w nim dro­gi, lecz od razu przek­sz­tał­ci go twór­c­zo w teatr gry wyobraźni – kryjówek i ciem­nych zaka­marków, których należy się wys­trze­gać, „pot­worów” w ksz­tał­cie krzewów, którym trze­ba staw­ić czoła i zarośli, czyli bez­piecznych schronień. Nikt z nas nie poprzes­ta­je na obserwacji świa­ta; wszyscy go przek­sz­tał­camy, stwarza­jąc z surowych danych per­cep­cyjnych świat pełen znaczeń i wartoś­ci. W naszej relacji do świa­ta obec­ny jest rodzaj poezji, w ścisłym ety­mo­log­icznym sen­sie poiesis jako tworzenia. Reflek­sje Sea­musa Heaneya nad jego włas­ną akty­wnoś­cią poe­t­y­cką pasu­ją do naszej ogól­nej trans­for­ma­cyjnej relacji do świa­ta: „Aby ludzie stworzyli dla siebie naj­jaśniejsze warun­ki życia, wiz­ja świa­ta ofer­owana przez poezję musi być trans­for­ma­cyj­na i nie może sprowadzać się do odbi­cia okolicznoś­ci, w jakich pow­sta­je. Poeta, który chce do koń­ca być poetą, musi pod­jąć próbę takiego twór­czego aktu, który nie tylko przyglą­da się okolicznoś­ciom, ale także wznosi się pon­ad nie”.

Kluc­zowym poję­ciem, które wchodzi tu w grę, nie jest „fikc­ja” w sen­sie wymyśla­nia rzeczy, ale trans­for­ma­c­ja. Przyp­isu­jąc poezji funkcję „trans­for­ma­cyjną”, Heaney nie ma na myśli zniek­sz­tał­ca­nia czy zmieni­a­nia rzeczy­wis­toś­ci. Poeta ma „wiz­ję rzeczy­wis­toś­ci”, która pozwala ostrzej zarysować wszys­tko to, co widzialne, ujaw­ni­a­jąc jego znacze­nie. Poez­ja nie jest fikcją, lecz prawdą. Gdy ludzie inter­pre­tu­ją świat, dochodzi do pewnego rodza­ju współpra­cy między rzeczy­wis­toś­cią, z którą się styka­ją, a ich włas­ną próbą jej przeniknię­cia. Pro­ces ten nigdy ostate­cznie się nie kończy – z natu­ry kar­mi się on pode­j­mowanym przez człowieka wciąż na nowo poszuki­wanie znaczenia.

Wiara teisty­cz­na – wiara w osobę stanow­iącą ostate­czną pod­stawę tajem­ni­cy wszelkiego ist­nienia we wszechświecie, źródło jego znaczenia i wartoś­ci – jest właśnie taką wiz­ją trans­for­ma­cyjną. Uwyraź­nia ona te cechy świa­ta, które pozosta­ją niewidoczne w czys­to naukowym obra­zie świa­ta czy w kon­cepcji typu bud­dyjskiego, gdzie rzeczy­wis­tość to bezosobowe następst­wo warunk­ów, które pojaw­ia­ją się i znika­ją, obnaża­jąc ilu­zo­ryczność naszej najgłęb­szej indy­wid­u­al­noś­ci i jaźni.

Dla Mankel­la jesień to ponury zwias­tun zimy i śmier­ci, a dla Keat­sa – łagodne zwieńcze­nie lata. Być może ostate­cznie te prze­ci­w­stawne wiz­je uświadami­a­ją nam niejed­noz­naczność zamieszki­wanego przez nas świa­ta i odwiecznie właś­ci­wy ludziom stan zaw­ieszenia między radoś­cią a smutkiem, nadzieją a roz­paczą.

Teista ma tu do doda­nia coś jeszcze. Trze­ba bowiem zaz­naczyć, że wiz­ja trans­for­ma­cyj­na, która stanowi sed­no teisty­cznego poglą­du na świat, nie jest tylko wiz­ją słody­czy i światła, lecz także otwiera możli­wość, że my sami może­my ulec trans­for­ma­cji – nie przez wyco­fanie się ze świa­ta czy rezy­gnację z jego wyma­gań i przy­wiązań, ale mierząc się z włas­ny­mi słaboś­ci­a­mi i szuka­jąc łas­ki, pozwala­jącej je pokon­ać.

To właśnie dlat­ego prawdzi­wym wyrazem wiz­ji teisty­cznej nie jest ani Mankel­lows­ki ponury stra­ch przed jesi­en­nym rozkła­dem, ani roman­ty­cz­na wiz­ja spoko­jnej dojrza­łoś­ci, jaką widz­imy u Keat­sa, lecz całkiem inny rodzaj zbiorów – bolesne, pełne trudu żni­wa „wszys­t­kich cza­sów i pór roku”, z mocą opisane przez Johna Donne’a w wig­ili­jnym kaza­niu, wygłos­zonym niemal czterys­ta lat temu: „On ci może lato wywieść z zimy, choćbyś nie miał w sobie ani trochę wios­ny; i choć w losie, rozu­mie, sum­ie­niu byłeś aż do dziś zam­roc­zony, zmarznię­ty i zamarzły, zaćmiony, zach­mur­zony, zdus­zony i zdław­iony, ogłus­zony i oszołomiony, oto Bóg przy­chodzi do ciebie – nie jak świt czy wiosen­ny pąk, lecz tak, jak słońce w połud­nie, by wszys­tkie cie­nie wydobyć na światło jak snopy w dzień żni­wa, by wypełnić wszelkie ubóst­wo; wszys­tko jest okazją dla Jego miłosierdzia, a każdy czas – Jego porą” (przeł. S. Wilczews­ka).

Świato­pogląd oso­by religi­jnej nie negu­je „duszącej” zimy, która jakże częs­to przeni­ka ludzkiego ducha – lecz dostrze­ga prze­jawy boskoś­ci już „ter­az”, w samym ser­cu tej zimowej ciem­noś­ci. Jest to wiz­ja Boga, który uobec­nia się w świecie tu i ter­az, a zarazem w jak­iś sposób go przekracza, wydoby­wa­jąc „lato z zimy” w sposób, który wykracza poza nat­u­ralne pro­cesy przy­rody. Kluc­zowe dla tej teisty­cznej kon­cepcji jest zadzi­wia­jące, dynam­iczne napię­cie między obec­noś­cią czy „imma­nencją” Boga w świecie a boską „tran­scen­dencją”, przekracza­jącą wszelkie poj­mowalne dla nas granice.

Przełożył Marcin Iwan­ic­ki

The Turn­ing World, „The Tablet” 31 październi­ka 2015.
Przekład za zgodą Auto­ra.


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Ilus­trac­ja: Josef Israëls, Dzieci morza, 1872, Rijk­musem

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy