Artykuł Filozofia kultury

John Haldane: Kultura tworzy wrażliwe środowisko, w którym żyjemy

Wywiad z profesorem Johnem Haldane’em, jednym z najbardziej wpływowych obecnie filozofów.

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 22–24. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Czym jest kul­tu­ra?

Ter­min „kul­tu­ra” jest cza­sa­mi uży­wa­ny tak sze­ro­ko, że wła­ści­wie nic nie może uciec poza jego zakres. Powie­dział­bym jed­nak, że nale­ży odróż­nić kul­tu­rę jako zbiór powią­za­ny­ch ze sobą postaw, prak­tyk i war­to­ści od szer­sze­go „mate­rial­ne­go uwa­run­ko­wa­nia” dane­go spo­łe­czeń­stwa, o któ­ry­ch powiem wię­cej za chwi­lę.

Dla­cze­go kul­tu­ra jest tak waż­na?

Waga kul­tu­ry w obu zna­cze­nia­ch pole­ga na tym, że two­rzy ona śro­do­wi­sko, w któ­rym żyją ludzie, z któ­rym oddzia­łu­ją, czy to pozy­tyw­nie, czy nega­tyw­nie, poprzez któ­re kształ­tu­ją swo­je wła­sne myśli i cele swy­ch dążeń. Pod tym wzglę­dem kul­tu­ra przy­po­mi­na śro­do­wi­sko natu­ral­ne: może być zdro­wa lub szko­dli­wa, na róż­ny spo­sób zanie­czysz­czo­na lub oczysz­czo­na. Małe spo­łecz­no­ści, szcze­gól­nie te z dłu­gą histo­rią, mają ten­den­cje, aby posia­dać jed­ną domi­nu­ją­cą, czę­sto bar­dzo ujed­no­li­co­ną kul­tu­rę, choć zapew­ne taka kul­tu­ra może cha­rak­te­ry­zo­wać się jakąś stra­ty­fi­ka­cją, posia­dać „wyż­sze” i „niż­sze” ele­men­ty. Nie­mniej, w mia­rę jak spo­łe­czeń­stwa sta­ją się coraz więk­sze i bar­dziej zróż­ni­co­wa­ne, idea wspól­nej i odwiecz­nej kul­tu­ry znaj­du­je coraz mniej­sze zasto­so­wa­nie.

Ten rodzaj „plu­ra­li­zmu” czę­sto pro­wa­dzi do zde­rze­nia kul­tur, choć cza­sa­mi taki plu­ra­li­zm sam może ukształ­to­wać wła­sną toż­sa­mo­ść kul­tu­ro­wą. Jed­nak nawet jeśli taki plu­ra­li­zm ma miej­sce, to i wów­czas moż­na dostrzec pew­ną ten­den­cję do wystę­po­wa­nia domi­nu­ją­cej kul­tu­ry elit. Auten­tycz­nie plu­ra­li­stycz­ne kul­tu­ry są rzad­kie, ponie­waż czę­sto docho­dzi w nich do kon­flik­tów doty­czą­cy­ch zaso­bów natu­ral­ny­ch oraz wpły­wów.

Czy kul­tu­ra two­rzy war­to­ści, czy też raczej poma­ga nam je odkry­wać?

Jest taka ten­den­cja wśród ludzi, aby uwa­żać, że war­to­ści są albo subiek­tyw­ne, albo obiek­tyw­ne, ale takie prze­ciw­sta­wie­nie było­by zbyt­nim uprosz­cze­niem. Przede wszyst­kim musi­my dostrzec róż­no­rod­no­ść dzie­dzin war­to­ści: este­tycz­na, edu­ka­cyj­na, inte­lek­tu­al­na, nauko­wa, reli­gij­na, spo­łecz­na, poli­tycz­na itd. Następ­nie powin­ni­śmy roz­róż­nić war­to­ści ogól­ne, takie jak praw­da, spra­wie­dli­wo­ść, i róż­ne kon­cep­cje tych­że war­to­ści, róż­ne spo­so­by myśle­nia o nich i o tym, cze­go się one doma­ga­ją. To mogą być kon­cep­cje podzie­la­ne zarów­no przez duże, jak i małe gru­py ludzi.

Następ­nie nale­ży zapy­tać, czy dana war­to­ść jest subiek­tyw­na, tzn. wyra­ża jedy­nie inte­re­sy lub pra­gnie­nia poszcze­gól­ny­ch jed­no­stek i nic ponad­to, czy jest inter­su­biek­tyw­na, zako­rze­nio­na we wspól­nie podzie­la­ny­ch inte­re­sa­ch, czy też może obiek­tyw­na, wycho­dzą­ca naprze­ciw inte­re­som lub potrze­bom, ale ist­nie­ją­ca nie­za­leż­nie od nich.

Pew­ne rze­czy są war­to­ścio­we jedy­nie dla nie­któ­ry­ch ludzi, ponie­waż tyl­ko oni ich pra­gną, inne nato­mia­st są war­to­ścio­we, ponie­waż pra­gną ich wszy­scy. Są też jed­nak rze­czy war­to­ścio­we, god­ne pra­gnie­nia nie­za­leż­nie od tego, czy ludzie fak­tycz­nie ich pra­gną – choć jest praw­dą, że wła­śnie dla­te­go, że są war­to­ścio­we same w sobie, czę­sto sta­ją się przed­mio­tem naszy­ch pra­gnień. Tak więc, odpo­wia­da­jąc na pyta­nie, kul­tu­ra zarów­no kreu­je (subiek­tyw­ne i inter­su­biek­tyw­ne) war­to­ści, jak i umoż­li­wia nam odkry­wa­nie tych war­to­ści, któ­re są obiek­tyw­ne.

Co sta­no­wi naj­więk­sze zagro­że­nie dla kul­tu­ry?

Zagro­że­niem, takim bez­po­śred­nim, może być inna, kon­ku­ren­cyj­na kul­tu­ra. Kon­flikt może poja­wić się mię­dzy dwie­ma zewnętrz­ny­mi wzglę­dem sie­bie kul­tu­ra­mi, ale może też zro­dzić się we wnę­trzu jed­nej kul­tu­ry, kie­dy róż­ne ruchy kontr­kul­tu­ro­we dążą do kon­fron­ta­cji z kul­tu­rą domi­nu­ją­cą.

Ist­nie­je jed­nak inne jesz­cze, bar­dziej sub­tel­ne zagro­że­nie dla kul­tu­ry. Kul­tu­ry opie­ra­ją się i do pew­ne­go stop­nia wyra­ża­ją i odzwier­cie­dla­ją leżą­ce u ich pod­staw struk­tu­ry oraz pro­ce­sy spo­łecz­no-eko­no­micz­ne, prak­tycz­ne i tech­no­lo­gicz­ne. Jed­nym z taki­ch zagro­żeń dla kul­tu­ry może być groź­ba jej oba­le­nia, czy to w wyni­ku świa­do­my­ch dzia­łań, czy nie­za­mie­rzo­ny­ch zmian w rama­ch tych bazo­wy­ch struk­tur.

Na przy­kład moral­na kul­tu­ra dane­go spo­łe­czeń­stwa może ulec dia­me­tral­nej zmia­nie w wyni­ku poja­wie­nia się sze­ro­ko dostęp­ny­ch efek­tyw­ny­ch tech­nik anty­kon­cep­cyj­ny­ch lub abor­cji. Podob­nie może doj­ść do zmia­ny moral­no­ści, gdy moż­li­we sta­ją się roz­wo­dy bez orze­cze­nia o winie któ­rej­kol­wiek ze stron albo gdy tech­nicz­ne i eko­no­micz­ne warun­ki dają więk­szą szan­sę na zatrud­nie­nie i pogo­dze­nie pra­cy z „pro­wa­dze­niem domu”. Nawet jeśli ludzie nie decy­du­ją się w świa­do­my spo­sób na odrzu­ce­nie tra­dy­cyj­ny­ch war­to­ści oraz zastą­pie­nie ich nowy­mi, bar­dziej libe­ral­ny­mi war­to­ścia­mi, to taka trans­for­ma­cja może zacho­dzić poprzez zmia­ny na pozio­mie pod­struk­tu­ral­nym. To z kolei może pro­wa­dzić do jaw­ne­go odrzu­ce­nia „sta­re­go porząd­ku”.

Kolej­ny przy­kład to zmia­ny, jakim pod­le­ga kul­tu­ra życia rodzin­ne­go, będą­ce skut­kiem sze­ro­kie­go dostę­pu do tani­ch kom­pu­te­rów i smart­fo­nów. W erze przed­te­le­wi­zyj­nej życie rodzin­ne prze­bie­ga­ło według jed­ne­go wzor­ca. Zaczę­ło ono się zaś zmie­niać po poja­wie­niu się poje­dyn­czy­ch odbior­ni­ków w domo­wy­ch jadal­nia­ch czy salo­na­ch. Potem licz­ba tele­wi­zo­rów w każ­dym domu zaczę­ła rosnąć, co znów zmie­ni­ło tryb życia rodzin. Ludzie zaczę­li jeść o róż­ny­ch pora­ch w róż­ny­ch pomiesz­cze­nia­ch itd.

Czy moż­na porów­ny­wać i oce­niać kul­tu­ry?

Oczy­wi­ście, kul­tu­ry moż­na porów­ny­wać tam, gdzie w grę wcho­dzą wspól­ne płasz­czy­zny życia. Tak więc moż­na porów­ny­wać kul­tu­ry na przy­kład pod kątem ich nauko­we­go lub tech­nicz­ne­go roz­wo­ju. Czy­niąc tego rodza­ju porów­na­nia, przyj­mu­je­my pew­ne jaw­nie wyra­żo­ne lub ukry­te kry­te­ria powią­za­ne z ideą wspól­ne­go celu. Moż­na powie­dzieć, że media w danej kul­tu­rze są bar­dziej roz­wi­nię­te niż w innej, mie­rząc efek­tyw­no­ść środ­ków komu­ni­ka­cji. Moż­na też jed­nak mie­rzyć według inny­ch kry­te­riów, np. oce­nia­jąc komu­ni­ko­wa­ne tre­ści. Chcąc głę­biej i w spo­sób bar­dziej zna­czą­cy porów­ny­wać kul­tu­ry, nale­ży mieć na uwa­dze, jaka jest waga danej dzie­dzi­ny bądź dany­ch spo­so­bów życia.

To pro­wa­dzi do kwe­stii ogól­ne­go spoj­rze­nia na to, co ma wkład w ludz­ki roz­wój – a spoj­rze­nie to zale­ży od nasze­go poglą­du na ludz­ką natu­rę. Dzi­siaj ludzie nie­chęt­nie pod­cho­dzą do mię­dzy­kul­tu­ro­wy­ch porów­nań i ocen – z trzech powo­dów. Po pierw­sze, w tle nie­któ­ry­ch taki­ch porów­nań pobrzmie­wa echo kolo­nial­ne­go (i nie tyl­ko kolo­nial­ne­go) wyzy­sku, a ludzie wyczu­wa­ją, że taka kry­ty­ka kul­tu­ry, któ­rą się wyzy­ski­wa­ło, jest nie fair i sta­no­wi jedy­nie dole­wa­nie oli­wy do ognia. Po dru­gie, mamy taką intu­icję, że cho­ciaż dane spo­łe­czeń­stwo jest gorzej roz­wi­nię­te pod jakimś wzglę­dem, może być lepiej roz­wi­nię­te pod innym. W taki­ch przy­pad­ka­ch może­my odczu­wać, że nasza prze­wa­ga w jakimś aspek­cie, na przy­kład sza­cun­ku dla wol­no­ści oso­bi­sty­ch, może zacho­dzić kosz­tem głę­bo­ki­ch wię­zi mię­dzy­oso­bo­wy­ch, któ­ry­mi cie­szą się człon­ko­wie kul­tur bar­dziej komu­ni­ta­ry­stycz­ny­ch (sku­pio­ny­ch wokół życia wspól­no­to­we­go). Po trze­cie, obec­nie panu­je scep­ty­cy­zm co do samej idei natu­ry ludz­kiej i ludz­kie­go roz­wo­ju wyni­ka­ją­cy z pre­fe­ro­wa­nia zre­la­ty­wi­zo­wa­ne­go plu­ra­li­zmu. On tak­że unie­moż­li­wia ocen­ne porów­na­nia.

Czy rze­czy­wi­ście prze­cho­dzi­my kry­zys kul­tu­ro­wy? Prze­cież moż­na by pomy­śleć, że nigdy nie żyło się nam tak dobrze, jak współ­cze­śnie?

Zasta­nów­my się naj­pierw, do kogo odno­si się owo „my” zawar­te w pyta­niu. My Bry­tyj­czy­cy? Pola­cy? Euro­pej­czy­cy, a może Ame­ry­ka­nie albo ludzie Zacho­du. Nie da się ukryć, że Zachód prze­sze­dł potęż­ne zmia­ny eko­no­micz­ne, nauko­we, tech­no­lo­gicz­ne, a tak­że moral­ne i spo­łecz­ne. Czę­ść z nich przy­nio­sła nie­wąt­pli­wą korzy­ść, ale czę­ść sta­no­wi poważ­ne wyzwa­nie i nie­sie za sobą utra­tę tra­dy­cyj­ny­ch spo­so­bów myśle­nia i życia.

Moż­na też mówić o pew­nej ten­den­cji do prze­ce­nia­nia teraź­niej­szo­ści oraz myśle­nia, że się żyje w szcze­gól­nie zna­czą­cym momen­cie trans­for­ma­cji kul­tu­ro­wej. Sądzę jed­nak, że zmia­na kul­tu­ro­wa jest pro­ce­sem, a nie jakimś wyszcze­gól­nio­nym wyda­rze­niem, zaś siły, któ­re ukształ­to­wa­ły „kul­tu­ro­wą rewo­lu­cję”, jaka zaczę­ła się w lata­ch sześć­dzie­sią­ty­ch poprzed­nie­go wie­ku, poja­wi­ły się już sto lat wcze­śniej. Nato­mia­st to, cze­go jeste­śmy obec­nie świad­ka­mi, to jedy­nie inten­sy­fi­ka­cja tych­że sił.

Przy zało­że­niu, że jeste­śmy w kry­zy­sie, jak może­my go poko­nać?

Tak jak „kry­zy­sy” są bar­dziej mani­fe­sta­cja­mi zacho­dzą­cy­ch pro­ce­sów niż zda­rze­nia­mi, tak też wła­ści­wa odpo­wie­dź na „kry­zy­sy” powin­na pole­gać na for­mo­wa­niu cze­goś w rodza­ju kontr­pro­ce­su. Wcze­śniej mówi­łem o mate­rial­ny­ch uwa­run­ko­wa­nia­ch kul­tu­ry. Poważ­na odpo­wie­dź na zacho­dzą­ce w ostat­ni­ch deka­da­ch zmia­ny pole­ga­ła­by na zro­zu­mie­niu tych uwa­run­ko­wań i odpo­wied­nim reago­wa­niu na nie. Głów­ne przy­czy­ny zmia­ny spo­łecz­nej to nie samo­świa­do­me kam­pa­nie, ale te zda­rze­nia i pro­ce­sy, któ­re prze­kształ­ca­ją mate­rial­ny wymiar nasze­go ludz­kie­go życia, a przez to i ludz­kie zacho­wa­nia. To, cze­go potrze­bu­je­my, to czuj­no­ść wobec leżą­cy­ch u pod­staw kul­tu­ry uwa­run­ko­wań i goto­wo­ść reago­wa­nia na ich zmia­ny.

Struk­tu­ry eko­no­micz­ne i poli­tycz­ne Zacho­du cechu­ją się poważ­ną nie­sta­bil­no­ścią. Nie wcho­dząc w szcze­gó­ły z tym zwią­za­ne, uwa­żam, że mniej wię­cej naj­bliż­sza deka­da będzie świad­kiem poważ­ny­ch, zwią­za­ny­ch z popa­da­niem w dłu­gi, upad­ków pry­wat­ny­ch i publicz­ny­ch insty­tu­cji, tak­że dal­sze­go roz­wo­ju ruchów anty­glo­ba­li­stycz­ny­ch, zarów­no tych rady­kal­ny­ch, jak i kon­ser­wa­tyw­ny­ch. To dopro­wa­dzi do znacz­ne­go prze­su­nię­cia usług z sek­to­ra publicz­ne­go w stro­nę sek­to­ra pry­wat­ne­go oraz sek­to­rów trze­ci­ch, być może tak­że do rezy­gna­cji pań­stw ze spła­ca­nia zadłu­że­nia (tzw. sove­re­ign defaults) oraz upad­ku Unii Euro­pej­skiej jako pro­jek­tu. Oczy­wi­ście pew­ne zagro­że­nie sta­no­wią tak­że cho­ro­by i infek­cje, na któ­re nie mamy efek­tyw­ny­ch metod lecze­nia.

Takie zmia­ny mogły­by zna­czą­co wpły­nąć na mate­rial­ne warun­ki ludz­kie­go życia i posta­wić pod zna­kiem zapy­ta­nia zdol­no­ść obec­ny­ch form kul­tu­ro­wy­ch do satys­fak­cjo­nu­ją­ce­go orga­ni­zo­wa­nia życia w tych
warun­ka­ch.

Jaka jest rela­cja mię­dzy filo­zo­fią a kul­tu­rą?

Filo­zo­fii pra­wa (wyda­nej w 1820 roku) Hegel pisał, że „[k]iedy filo­zo­fia o sza­rej godzi­nie malu­je swój świt, wte­dy pew­ne ukształ­to­wa­nie życia już się zesta­rza­ło, a sza­ro­ścią o zmro­ku nie moż­na nicze­go odmło­dzić; moż­na tyl­ko coś poznać”. Marks odpo­wie­dział w swo­ich Teza­ch o Feu­er­ba­chu, że „[f]ilozofowie tyl­ko inter­pre­to­wa­li świat; idzie jed­nak o to, aby go zmie­nić”. Praw­da jest taka, że zarów­no idee, jak i pro­ce­sy histo­rycz­ne wza­jem­nie na sie­bie oddzia­łu­ją. Wie­le z tego, co myśli­my, to w zasa­dzie reka­pi­tu­la­cja na pozio­mie świa­do­mo­ści rze­czy, któ­re od dłuż­sze­go już cza­su robi­li­śmy pod wpły­wem zda­rzeń i pro­ce­sów. Same idee też mogą odmie­niać prak­ty­ki. Tak więc rela­cja mię­dzy filo­zo­fią i kul­tu­rą jest taka, że z jed­nej stro­ny sama filo­zo­fia jest mani­fe­sta­cją i czę­ścią kul­tu­ry, z dru­giej zaś stro­ny filo­zo­fia dostar­cza metod na zro­zu­mie­nie sił, któ­re kul­tu­rę kształ­tu­ją. Dzię­ki temu, pod­wa­ża­jąc war­to­ść nie­któ­ry­ch domi­nu­ją­cy­ch idei, filo­zo­fia umoż­li­wia rów­nież doko­ny­wa­nie zmian kontr­kul­tu­ro­wy­ch.

Tłu­ma­czy­li Nata­lia Mar­ci­now­ska i Artur Szut­ta


haldaneJohn Hal­da­ne – Pro­fe­sor filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Bay­lor w Tek­sa­sie, Uni­wer­sy­te­cie w St. Andrews oraz prze­wod­ni­czą­cy Kró­lew­skie­go Insty­tu­tu Filo­zo­fii w Lon­dy­nie. Ostat­nio uzna­ny za jed­ne­go z naj­bar­dziej wpły­wo­wy­ch żyją­cy­ch obec­nie filo­zo­fów. Autor wie­lu ksią­żek, m.in. Prac­ti­cal Phi­lo­so­phy: Ethics, Socie­ty, and Cul­tu­re (Imprint Aca­de­mic 2009), Seeking Meaning and Making Sen­se (Imprint Aca­de­mic 2008).

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy