Artykuł Epistemologia

Karl Jaspers: Źródła filozofii

Dzieje filozofii myślanej metodycznie rozpoczęły się dwa i pół tysiąca lat temu, początki filozofii jako myślenia mitycznego są o wiele dawniejsze. Ale początek to nie to samo, co źródło. Początek jest czymś historycznym. Dla potomnych wynika z niego stale rosnąca liczba uwarunkowań, jakie stwarza dokonana już praca myślowa. Ze źródła natomiast stale od nowa wypływa impuls pobudzający do filozofowania. Dopiero dzięki niemu współczesna filozofia staje się istotna, dawniejsza zaś – zrozumiała.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2017 można zamówić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „TUTAJ”.

Źródłowość ta jest wielo­raka. Ze zdu­mienia rodzi się pytanie i poz­nanie, z wąt­pi­enia o wynikach poz­na­nia – kry­ty­cz­na pró­ba i jas­na pewność, z dogłęb­ne­go wstrzą­su i świado­moś­ci zagu­bi­enia – pytanie o samego siebie. Uobec­n­imy sobie najpierw te trzy moty­wy.

Po pier­wsze – Pla­ton powia­da, że źródłem filo­zofii jest zdu­mie­nie. Nasz wzrok pozwala nam oglą­dać gwiazdy, słońce i niebo. Widok ten rozbudz­ił w człowieku pęd do bada­nia wszechświa­ta. „Stąd dos­zliśmy do filo­zofii, a więk­szego dobra ród śmiertel­nych nie dostał, ani nie dostanie nigdy w darze od bogów” (Timaios 47 A, przeł. W. Witwic­ki). Zaś u Arys­tote­le­sa czy­tamy: „Dzię­ki bowiem dzi­wie­niu się ludzie (…) zaczęli filo­zo­fować; dzi­wiły ich początkowo niezwykłe zjawiska spo­tykane codzi­en­nie, później z wol­na stawali wobec trud­niejszych zagad­nień, jak na przykład wobec zjawisk związanych z księżycem, słońcem i gwiaz­da­mi, i wobec pow­sta­nia wszechświa­ta” (Metafizy­ka I, 2 (982 b), przeł. K. Leś­ni­ak).

Zdzi­wie­nie jest bodźcem poz­na­nia. Dzi­wiąc się uświadami­am sobie swo­ją niewiedzę. Zaczy­nam szukać wiedzy, ale takiej, która była­by „wiedzą dla wiedzy”, nie „wiedzą przez­nac­zoną do jakiegoś pospo­litego użytku”.

Filo­zo­fu­jąc budzę się jak­by z uza­leżnienia od potrzeb życiowych. Dokonu­je się to prze­budze­nie w wol­nym od celowoś­ci spo­jrze­niu na rzeczy, niebo i świat, w pyta­ni­ach: czym to wszys­tko jest i skąd się wzięło? Odpowiedzi na te pyta­nia nie służą żad­nym pożytecznym celom, lecz same w sobie dają satys­fakcję.

Po drugie – gdy już zaspoko­ję zdu­mie­nie i podziw, poz­na­jąc to, co jest, rychło daje o sobie znać wąt­pi­e­nie. Przy­by­wa wprawdzie rezul­tatów poz­na­nia, ale gdy pod­dać je kry­ty­cznej pró­bie, wszys­tkie okazu­ją się niepewne. Doz­na­nia zmysłowe są uwarunk­owane moi­mi narzą­da­mi zmysłów i okazu­ją się złudne, a w każdym razie niez­godne z tym, co ist­nieje poza mną samo w sobie, nieza­leżnie od mego postrze­ga­nia. Formy naszego myśle­nia to formy naszego ludzkiego intelek­tu uwikłane w nierozwiązy­walne sprzecznoś­ci; każde­mu twierdze­niu prze­ci­w­staw­ia się inne twierdze­nie. Filo­zo­fu­jąc trak­tu­ję wąt­pi­e­nie serio, staram się wąt­pić radykalnie. Albo przy tym rozkoszu­ję się wąt­piącą negacją, która niczego nie oszczędza, ale ze swej strony nie posuwa się ani o krok naprzód, albo też pytam: gdzie jest pewność, która się oprze każdej wąt­pli­woś­ci, wytrzy­ma ucz­ci­wie każdą kry­tykę?

Kartezjusz pewny był swego myślę, więc jestem pon­ad wszelką wąt­pli­wość, cho­ci­aż wąt­pił o wszys­tkim innym. Nawet jeśli moje poz­nanie jest doskon­ałym złudze­niem, którego być może nie potrafię prze­jrzeć, to prze­cież nie może być złudze­niem to, że jestem, sko­ro to ja myśląc ulegam złudze­niu.

Wąt­pi­e­nie upraw­iane metody­cznie wszel­ki rezul­tat poz­na­nia każe pod­dać kry­ty­cznej pró­bie. Nie ma prze­to dążącego do prawdy filo­zo­fowa­nia bez radykalnego wąt­pi­enia. Decy­du­jące jest jed­nak to, co i jak – dzię­ki wąt­pi­e­niu – sta­je się pod­stawą pewnoś­ci.

Wresz­cie po trze­cie – odd­a­jąc się poz­nawa­niu przed­miotów w świecie, wąt­piąc, a tym samym szuka­jąc pewnoś­ci, zaj­mu­ję się rzecza­mi i nie myślę o sobie ani o swoich celach, o swoim szczęś­ciu czy zbaw­ie­niu. Prze­ci­wnie: zad­owolony z tego, co poz­na­ję, zapom­i­nam o sobie.

Co innego, gdy sta­ję się świadom siebie w swo­jej sytu­acji. Stoik Epik­te­ta, powia­da, że źródłem filo­zofii jest spostrzeże­nie włas­nej słaboś­ci i niemo­cy. Cóż mam począć, by poradz­ić sobie z niemocą? Odpowiedź Epik­tet brz­mi: to, na co i tak nie mam wpły­wu, trak­tować z obo­jęt­noś­cią, jako nie­u­niknione; to nato­mi­ast, co ode mnie zależy, a więc rodzaj i treść moich wyobrażeń, myśląc doprowadzać do jas­noś­ci i wol­noś­ci.

Upewni­jmy się ter­az co do naszego położe­nia jako ludzi. Ist­nieje­my zawsze w sytu­ac­jach. Sytu­acje się zmieni­a­ją, pojaw­ia­ją się różne okaz­je. Stra­cona okaz­ja nigdy więcej nie wraca. Ja sam mogę się przy­czynić do zmi­any sytu­acji. Ale są sytu­acje nie zmieni­a­jące swej isto­ty, nawet gdy zmieni­a­ją się ich chwilowe prze­jawy, a ich prze­możną siłę spow­i­ja­ją różne zasłony: muszę umrzeć, muszę cier­pieć, muszę wal­czyć, podlegam władzy przy­pad­ku, nieuchron­nie wikłam się w winę. Te pod­sta­wowe sytu­acje naszego ist­nienia nazy­wam sytu­ac­ja­mi graniczny­mi. To znaczy: nie może­my wyjść poza te sytu­acje, nie może­my ich zmienić. Uświadomie­nie sobie tych sytu­acji jest, po zdu­mie­niu i wąt­pi­e­niu, kole­jnym, głęb­szym źródłem filo­zofii. W ist­nie­niu potocznym częs­to staramy się od nich uchy­lać, przymykamy oczy i żyje­my tak, jak­by ich nie było. Zapom­i­namy o tym, że musimy umrzeć, zapom­i­namy o naszej winie i naszym uza­leżnie­niu od przy­pad­ku. Mamy wów­czas do czynienia wyłącznie z konkret­ny­mi sytu­ac­ja­mi, które usiłu­je­my rozstrzy­gać na naszą korzyść, na które reagu­je­my planowym dzi­ałaniem w świecie, pobudzani przez nasz życiowe interesy. Nato­mi­ast nasza reakc­ja na sytu­acje graniczne sprowadza się bądź do ich maskowa­nia, bądź też, jeśli pojęliśmy je naprawdę, do roz­paczy i odrodzenia: sta­je­my się sobą dzię­ki przemi­an­ie naszej świado­moś­ci
bytu.

Wprowadze­nie do filo­zofii. Dwanaś­cie odczytów radiowych, przeł. A. Wołkow­icz, Wrocław: Sied­mioróg 1998, s. 11–13


Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy