Dialogi Epistemologia Ontologia

Marek Piwowarczyk: Kłopotliwe nazwisko

Scena rodzajowa z ontologią prawdy w roli bynajmniej niepośledniej.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst jest inter­ne­to­wym dodat­kiem do „Filo­zo­fuj” 2016 nr 3 (9).


Ania: Cześć kocha­nie, dłu­go na mnie czekasz?

Tomek: Dość dłu­go. Zamó­wi­łem ci już kawę, ale wystygła.

Ania: Och, wie­dzia­łeś prze­cież, że mogę się spóź­nić. Taki jesteś nie­cier­pli­wy. Nasze­go ślu­bu też pew­nie docze­kać się nie możesz?

Tomek: Praw­dę mówiąc tro­chę się boję tej chwi­li. Kole­dzy cią­gle mi coś gada­ją o utra­co­nej bez­pow­rot­nie wol­no­ści itd.

Ania: Jak zwy­kle szcze­ry do bólu. Cenię to u cie­bie, ale cza­sem mógł­byś oszczę­dzić mi tej bezpośredniości.

Tomek: No cóż, nazwi­sko zobo­wią­zu­je… A pro­pos, namy­śli­łaś się już, jak będziesz się nazywać?

Ania: Z tym wła­śnie mam pewien kłopot.

Tomek: Nad czym tu deli­be­ro­wać. Prze­cież od razu sły­chać, że „Anna Were­dyk” brzmi dostoj­niej niż „Anna Przekorka”.

Ania: Tego wca­le nie jestem pew­na. Jeśli nazwi­sko zobo­wią­zu­je, to w moim przy­pad­ku przy­naj­mniej od razu wia­do­mo, cze­go się spodziewać.

Tomek: W moim też! Choć przy­zna­ję, że moje nazwi­sko jest nie­co trud­niej­sze – ale za to jakie pięk­ne. Ale prze­cież wiesz, co zna­czy – czło­wiek, któ­ry zawsze mówi praw­dę. Pięk­ne nazwisko.

Ania: Czy pięk­ne, to rzecz gustu. A czy fak­tycz­nie wie­my, co ono ozna­cza, to też rzecz wąt­pli­wa. Bo co to niby zna­czy: „mówić prawdę”?

Tomek: Wybacz, ale to wie­dzą już dzie­ci: „mówić praw­dę” to mówić, jak jest.

Ania: Przy­da­ło­by się tu tro­chę wię­cej pre­cy­zji. Nie­raz ten, kto mówi, jak nie jest, też mówi prawdę.

Tomek: No dobra. Czu­ję, że wiesz, o co mi cho­dzi, ale chy­ba w tej chwi­li mówi nie Ania, ale Prze­kor­ka. Niech będzie: jeśli ktoś mówi, jak jest, i tak rze­czy­wi­ście jest lub jeśli ktoś mówi, jak nie jest, i rze­czy­wi­ście tak nie jest, to wte­dy mówi prawdę.

Ania: Czy­li z praw­dą mamy do czy­nie­nia wte­dy, gdy to, co się mówi, zga­dza się z rzeczywistością?

Tomek: Wła­śnie tak – lepiej bym tego nie ujął.

Ania: No pięk­nie. Być może nie­któ­rzy ludzie bez prze­szkód zaak­cep­tu­ją takie rozu­mie­nie praw­dy. Jed­nak ludzie mądrzy, gdy tyl­ko bli­żej przyj­rzą się każ­de­mu jego skład­ni­ko­wi, będą mieć wątpliwości.

Tomek: Nie pierw­szy raz mylisz mądrość z prze­ko­rą i szu­ka­niem dziu­ry w całym. Zdą­ży­łem się przy­zwy­cza­ić. A jakież to skład­ni­ki rozu­mie­nia praw­dy wyróż­niasz i jakie masz co do nich wątpliwości?

Ania: No patrz. Kie­dy stwier­dzi­li­śmy, że praw­da jest wte­dy, kie­dy to, co się mówi, zga­dza się z rze­czy­wi­sto­ścią, poja­wi­ły nam się wła­ści­wie trzy rze­czy: to, co się mówi, rze­czy­wi­stość i to, że się mają zga­dzać. No ale co to wła­ści­wie zna­czy: „to, co się mówi”? Czy cho­dzi Ci o kon­kret­nie wypo­wia­da­ne zdania?

Tomek: A cze­mu by nie?

Ania: Bo wte­dy napi­sa­ne zda­nia nie mogły­by być prawdziwe.

Tomek: Uff… Napi­sa­ne też mogą być. I tyl­ko pomy­śla­ne też – już nie musisz pytać. I każ­de takie zda­nie, jeśli tyl­ko zga­dza się z rze­czy­wi­sto­ścią, jest prawdą.

Ania: OK. Ale coś za dużo było­by tych prawd. Jeśli kil­ka razy powie­dział­byś lub napi­sał, lub tyl­ko pomy­ślał, że moja kawa jest zim­na, to czy wypo­wie­dział­byś kil­ka prawd? A jeśli­byś mówił lub pisał o mojej kawie w róż­nych języ­kach, wte­dy też było­by wie­le prawd?

Tomek: Nie wie­le, ale jed­na, bo każ­de zda­nie było­by o tym samym – o two­jej zim­nej kawie.

Ania: Nadal mi się to nie podo­ba: zbyt wie­le róż­nych rze­czy mogło­by być praw­dzi­wy­mi. Napi­sa­ne zda­nie to po pro­stu pewien napis – atra­ment na papie­rze; wypo­wie­dzia­ne zda­nie to jakaś seria dźwię­ków. I to wszyst­ko może być prawdą?

Tomek: Ależ te napi­sy i serie dźwię­ków, w jakich bądź języ­kach, wyra­ża­ją ten sam sens. To ten sens jest zgod­ny z rzeczywistością.

Ania: Och, to mamy coś nowe­go: sens. Cóż to jest? Bo zda­nie prze­czy­tać lub usły­szeć potra­fię, ale sen­su jakoś nie bardzo.

Tomek: Od razu chcia­ła­byś wszyst­ko widzieć lub sły­szeć! Prze­cież rozu­miesz sens zdań, cho­ciaż to nie jest coś, co da się zoba­czyć lub dotknąć! Sens jest w myśli albo lepiej: jest pew­ną myślą.

Ania: Wpa­dłeś, mój dro­gi, z desz­czu pod ryn­nę. Czy­ją myślą? Przy­znasz, że myśli jest wie­le: moje, two­je, sąsiad­ki. Znów masz wie­le prawd o jed­nym i tym samym.

Tomek: Racja. W takim razie ten sens jest jed­nym sen­sem wie­lu myśli, a nie myślą samą. Niech będzie. To nie prze­szka­dza, aby jed­nak ist­niał w myśli.

Ania: A jak­że on może ist­nieć w róż­nych myślach, będąc jeden i ten sam? Chy­ba nie chcesz powie­dzieć, że jest czę­ścią wspól­ną róż­nych myśli, bo wte­dy te myśli były­by ze sobą złą­czo­ne. Jakoś nie mogę sobie wyobra­zić, że moja myśl złą­czo­na jest z myślą pani Hani spod piąt­ki, gdy w tym samym cza­sie oglą­da­my naszą ulu­bio­ną rekla­mę prosz­ku do pra­nia i myśli­my coś praw­dzi­we­go o niej.

Tomek: No tak, sam bym sobie tego nie życzył. Wycho­dzi więc na to, że sens ist­nie­je gdzieś ponad myślą.

Ania: To jest jesz­cze dziw­niej­sze: nie ist­nie­je ani w fizycz­nym świe­cie, ani w myśli. Czyż­byś wie­rzył w jakiś osob­ny świat, w któ­rym sen­sy sobie istnieją?

Tomek: Cze­mu nie? Jeśli tego wyma­ga praw­da? Ale zostaw­my to. Mamy prze­cież rand­kę. Nie lepiej cie­szyć się ze swo­jej obecności?

Ania: Ależ kocha­nie, ja się bar­dzo dobrze bawię! Nie daje mi jesz­cze spo­ko­ju dru­ga stro­na meda­lu – owa rze­czy­wi­stość, z któ­rą zga­dzać się ma zda­nie czy też osta­tecz­nie twój sens. Jeśli praw­dą jest, że moja kawa jest zim­na, i jeśli to zda­nie zga­dza się z rze­czy­wi­sto­ścią, to chy­ba nie masz na myśli całej rzeczywistości?

Tomek: No pew­nie, że nie. Cho­dzi tyl­ko o two­ją kawę.

Ania: Ale praw­dą jest też, że kawa jest czar­na i że jest mokra. Czy takie zda­nia też zga­dza­ją się po pro­stu z kawą? Mówią prze­cież o niej coś inne­go. W ogó­le zacho­dzę w gło­wę, jak jakie­kol­wiek zda­nie może zga­dzać się z moją kawą. O co cho­dzi z tą zgodnością?

Tomek: Och, to pro­ste. Zda­nie, czy też raczej jego sens, jest zbu­do­wa­ne z pod­mio­tu i orze­cze­nia. Uczy­li­śmy się o tym na lek­cjach pol­skie­go. Otóż zda­nie zga­dza się z rze­czy­wi­sto­ścią, jeśli skład­ni­ki zda­nia mają swo­je odpo­wied­ni­ki w rzeczywistości.

Ania: No to jak to będzie z moją kawą?

Tomek: Odpo­wied­ni­kiem pod­mio­tu zda­nia: „Kawa jest czar­na” jest sama kawa, a odpo­wied­ni­kiem orze­cze­nia jest jej bycie czar­ną. Albo jesz­cze ina­czej: rze­czow­ni­ko­wi w pod­mio­cie odpo­wia­da kawa, przy­miot­ni­ko­wi po sło­wie „jest” odpo­wia­da czerń kawy, a sło­wu „jest” odpo­wia­da coś, co łączy jakoś kawę i czerń.

Ania: Ho, ho! Uzbie­ra­ło się tego.

Tomek: Niby czego?

Ania: No tych rze­czy, któ­re są potrzeb­ne, żeby zda­nie zga­dza­ło się z rze­czy­wi­sto­ścią. Zaczę­li­śmy od kawy, a tu nagle wyska­ku­je jesz­cze jakaś czerń, a tuż za nią czai się pew­nie zim­no i mokrość, sko­ro praw­dą jest, że kawa jest zim­na i mokra. O łącz­ni­ku nie wspomnę…

Tomek: Nie widzę w tym nic nie­zwy­kłe­go. Ist­nie­ją przed­mio­ty i ich cechy.

Ania: W przed­mio­ty wie­rzę, nato­miast cechy są dla mnie rów­nie tajem­ni­cze, jak sen­sy. Poza tym nie­po­strze­że­nie (skąd ja to znam?) zmie­ni­łeś pogląd: zda­nia według cie­bie odpo­wia­da­ją nie przed­mio­tom, lecz przed­mio­tom razem z ich cechami.

Tomek: Nie prze­sa­dzaj z tą tajem­ni­czo­ścią. Bez cech zna­ne nam rze­czy niczym by się nie róż­ni­ły. A co do zmia­ny poglą­du, to może jest to raczej jego uści­śle­nie. Taki przed­miot wraz z jego cechą moż­na nazwać fak­tem. I już masz ład­ne sfor­mu­ło­wa­nie: zda­nie (czy też jego sens) jest praw­dzi­we, jeśli zga­dza się z faktem.

Ania: Niech Ci będzie, choć nadal cechy są dla mnie podej­rza­ny­mi osob­ni­ka­mi. Więc powia­dasz, że mamy jesz­cze fak­ty, oprócz przed­mio­tów i cech? Hmm.…

Tomek: Co zno­wu? Nie widzę nic nie­wła­ści­we­go w fak­tach. Fakt to po pro­stu to, jak się rze­czy mają. Zresz­tą zamiast o fak­tach moż­na mówić o sta­nach rze­czy, jeśli wolisz.

Ania: Ale widzisz, praw­dą też jest, że moja kawa nie jest cie­pła. Czy ist­nie­je fakt, z któ­rym zga­dza się to zdanie?

Tomek: No pew­nie. Moż­na go nazwać nega­tyw­nym fak­tem lub nega­tyw­nym sta­nem rzeczy.

Ania: Co to by było? Czy wte­dy musi­my wie­rzyć w nie-cie­pło, któ­re kawa posia­da? Nie umiem sobie wyobra­zić nie-ciepła.

Tomek: Ale już z kolo­ra­mi poszło­by ci łatwiej. Nie-zie­leń to był­by po pro­stu jaki­kol­wiek inny kolor. Gdy­by się uprzeć, to i dla cie­pła, i dla każ­dej innej cechy zna­leź­li­by­śmy jakąś nie-cechę czy też cechę nega­tyw­ną, sko­ro już tak mówimy.

Ania: O nie mój dro­gi! Jeśli mówisz, że kawa nie jest bia­ła, i wie­rzysz, że fakt zgod­ny z tym zda­niem pole­ga na posia­da­niu przez kawę nie-bie­li, to ta nie-biel nie może być jakimś innym kolo­rem, ale po pro­stu nie-bie­lą i niczym wię­cej. Jeśli nie-biel była­by na przy­kład czer­nią, to Twój nega­tyw­ny stan rze­czy był­by po pro­stu jakimś pozy­tyw­nym sta­nem rzeczy.

Tomek: Dzi­wię się, że uwa­żasz to za coś złe­go – prze­cież nie lubisz nowych rodza­jów przed­mio­tów. Ale masz rację, że te cechy nega­tyw­ne są podej­rza­ne. Może więc coś takie­go cię prze­ko­na: nega­tyw­ny fakt nie pole­ga na posia­da­niu nega­tyw­nej cechy, ale na nie­po­sia­da­niu nor­mal­nej cechy.

Ania: Zamie­nił stry­jek sie­kier­kę na kijek… Ale mam twór­cze­go narze­czo­ne­go. Szko­da, że to tyl­ko sło­wo­twór­stwo i nic więcej.

Tomek: Zmie­niam ci nazwi­sko z Prze­kor­ka na Złośliwka.

Ania: Bar­dzo śmiesz­ne. Jak już się pośmie­jesz, to zwróć jesz­cze uwa­gę, że w two­ich nowych nega­tyw­nych sta­nach rze­czy masz swo­je nega­tyw­ne posia­da­nie, ale nie możesz mieć pozy­tyw­nej cechy, któ­rej aku­rat przed­mio­to­wi odmawiasz.

Tomek: Znów muszę ci ulec. W takim razie trze­ba przy­znać, że zda­nie: „Kawa nie jest bia­ła” jest praw­dzi­we dzię­ki temu, że kawa jest czar­na. I już…

Ania: No bra­wo. Czy­li zmie­niasz swo­je rozu­mie­nie zgodności?

Tomek: Na razie tego nie widzę, ale oświeć mnie.

Ania: W tym pozy­tyw­nym sta­nie rze­czy, któ­ry przy­wo­ła­łeś, tyl­ko kawa jest odpo­wied­ni­kiem cze­goś z przy­to­czo­ne­go zda­nia. Gdzie więc ta zgodność?

Tomek: Znów masz rację. Ale to nie szko­dzi. Wystar­czy, że jest coś w świe­cie, dzię­ki cze­mu to zda­nie jest praw­dzi­we. Moż­na rzec, że ten pozy­tyw­ny fakt czy­ni praw­dzi­wym zda­nie przeczące.

Ania: Do tego, że mam rację, radzę ci się przy­zwy­cza­jać, mój dro­gi. Okro­iłeś już znacz­nie to swo­je rozu­mie­nie praw­dy. Wcze­śniej peł­na zgod­ność, a teraz jakieś „czy­nie­nie praw­dzi­wym”. Dobrze, że nie powie­dzia­łeś: „upraw­dzi­wia­nie”, bo ina­czej to ty wyno­sił­byś śmie­ci do koń­ca życia.

Tomek: Uff… Kamień z ser­ca. Rozu­miem, że teraz już wszyst­kie wąt­pli­wo­ści zwią­za­ne z two­im nowym nazwi­skiem zosta­ły rozwiane.

Ania: Nie tak szyb­ko. Kto powie­dział, że to będzie moje nazwi­sko? A co w takim razie czy­ni praw­dzi­wym zda­nie: „Ide­al­ny mąż nie ist­nie­je”. Raczej nie ów mąż, bo prze­cież praw­dą jest, że go nie ma.

Tomek: Tym razem nie znaj­dziesz dziu­ry w całym. Cały świat czy­ni to zda­nie praw­dzi­wym. Wszyst­ko, co ist­nie­je, i tyl­ko to.

Ania: A cóż to jest: „wszyst­ko”? Co to znaczy?

Tomek: Wszyst­ko to to, co ist­nie­je, i nic więcej.

Ania: A więc two­je „wszyst­ko” to jest cały świat plus fakt, że nicze­go wię­cej nie ma?

Tomek: Tak właśnie.

Ania: No i zno­wu prze­my­ci­łeś jakiś nega­tyw­ny stan rze­czy. To two­je czy­nie­nie praw­dzi­wym też chy­ba nie może się ostać.

Tomek: Zaraz my się nie osta­nie­my w tej kawiar­ni. Kel­ner wła­śnie idzie, żeby powie­dzieć, że już zamy­ka­ją. No to szyb­ko: zmie­niasz nazwisko?

Ania: Nie. Obsta­ję przy swoim.

Tomek: Jak praw­dzi­wa przekorka…

W kawiar­ni sie­dział i podsłuchiwał
Marek Piwo­war­czyk

 


Marek Piwo­war­czyk Filo­zof, zaj­mu­je się onto­lo­gią (meta­fi­zy­ką) i filo­zo­fią reli­gii, pra­cu­je na Wydzia­le Filo­zo­fii KUL, gdzie pro­wa­dzi zaję­cia z epi­ste­mo­lo­gii i filo­zo­fii reli­gii.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­ska

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy