Artykuł

Krzysztof A. Wieczorek: #4: Ktoś taki jak ty nie może mieć racji, czyli argumenty ad hominem

Fot.: Some rights reserved by RyanMcGuire, CC0
Czasem zamiast argumentować na rzecz własnego stanowiska prościej jest zaatakować pogląd broniony przez przeciwnika. To z kolei łatwo jest uczynić, deprecjonując tego, kto pogląd ten głosi. Czy taki sposób dyskutowania jest skuteczny? Czy jest on uczciwy?

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2016 nr 2 (8), s. 24–25. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Obserwując różnego rodzaju dyskusje i spory, nietrudno zauważyć, że ich uczestnicy nie tylko bronią swoich stanowisk, czyli wysuwają argumenty na rzecz pewnej tezy, ale równie często (a może nawet i częściej) zwalczają twierdzenia i argumenty przytaczane przez przeciwnika. Wielu dyskutantów nie skupia się na udowadnianiu, że to oni mają rację, ale zamiast tego próbuje pokazać, że racji nie ma ich oponent.

Bardzo popularna metoda wykazywania, że pewien pogląd jest błędny, polega na zaatakowaniu tego, kto pogląd ten głosi lub go broni. Sposób taki nazywany jest często argumentem ad hominem (łac. „dotyczący osoby”). Oto kilka przykładów argumentów tego typu:

a. Twierdzi pan, panie pośle, że posunięcia rządu zniszczą polskie rolnictwo. Co jednak ktoś, kto skończył jedynie podstawówkę, może wiedzieć o ekonomii?

b. Przedstawiła nam pani opinie mające dowodzić, że używanie telefonów komórkowych jest nieszkodliwe dla zdrowia. Trudno jednak, aby twierdził inaczej ktoś, kto jest właścicielem firmy sprzedającej takie telefony.

c. Wiem, dlaczego sprzeciwiasz się obowiązkowej służbie wojskowej. Ofermą jesteś i nie poradziłbyś sobie na poligonie!

d. Twierdzisz, że polowania to okrutne mordowanie niewinnych zwierząt. A sama jesz mięso zwierząt masowo zabijanych w rzeźniach.

e. Protestujecie przeciwko rzekomemu łamaniu demokracji przez obecne władze. To śmieszne, zważywszy na to, że siedzieliście cicho, kiedy poprzedni rząd robił to samo.

Jak widać, w argumentach ad hominem zwalcza się twierdzenia jakiejś osoby, wskazując na pewne, w danym kontekście negatywne cechy lub zachowania tej osoby. Bardzo często w argumentach tego typu wytyka się oponentowi brak kwalifikacji pozwalających głosić atakowane twierdzenie (przykład a. powyżej), podaje w wątpliwość jego uczciwość lub bezstronność (b. i c.) albo sugeruje jakiś rodzaj niespójności poglądów bądź sprzeczności między głoszonymi przez niego ideami a jego faktycznymi działaniami (d. i e.).

Do kogo skierowane są argumenty ad hominem?

Warto zastanowić się nad tym, kogo argumenty ad hominem mają za zadanie przekonać, do kogo są one faktycznie skierowane. Niewielkie są szanse, że argument tego typu skłoni do zmiany stanowiska osobę, która została za jego pomocą zaatakowana. Można się spodziewać, że przyniesie on raczej odwrotny skutek – wytknięcie komuś jakiejś wady, wskazanie na jego niewłaściwe zachowanie czy też (rzekomą lub faktyczną) niekonsekwencję, sprawi, że osoba taka, próbując bronić się przed zarzutami, jeszcze mocniej „okopie się” na swoich pozycjach. Jaki jest więc sens używania takich argumentów?

Argumenty ad hominem są w praktyce niezwykle skuteczne, jednakże nie do przekonania przeciwnika, z którym się spieramy, ale publiczności przysłuchującej się dyskusji. W takiej roli sprawdzają się one na ogół znakomicie. Z tego zapewne powodu argumenty ad hominem są tak popularne wśród polityków. Gdy na przykład w telewizyjnym studiu spierają się przedstawiciele dwóch różnych partii, to tak naprawdę żaden z nich nie stara się przekonać drugiego do zmiany poglądów – wiadomo, że jest to niemożliwe. W rzeczywistości każdy z nich próbuje sprawić, aby to widzowie, potencjalni wyborcy, jemu właśnie, a nie jego oponentowi, przyznali rację. W osiągnięciu takiego celu argumenty ad hominem są bardzo pomocne.

Skuteczne, ale czy uczciwe?

To, że jakiś argument jest skuteczny w dyskusji, nie musi oznaczać, że jest on merytorycznie zasadny. Czy argumenty ad hominem są rzetelne, czy są to może jedynie nieuczciwe chwyty erystyczne? Na co powinniśmy zwrócić uwagę, gdy słyszymy taki argument i chcemy ocenić jego wartość? Jak najlepiej zachować się, gdy ktoś użyje argumentu ad hominem wobec nas? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w kolejnym numerze „Filozofuj!”. Do tego czasu możecie, drodzy Czytelnicy, zastanowić się nad nimi samodzielnie.


Krzysztof A. Wieczorek – Adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Interesuje go przede wszystkim tzw. logika nieformalna, teoria argumentacji i perswazji, związki między logiką a psychologią. Prywatnie jest miłośnikiem zwierząt (ale tylko żywych, nie na talerzu). Amatorsko uprawia biegi długodystansowe.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska. W pełnej wersji graficznej można go przeczytać > tutaj.

< Powrót do spisu treści numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy