Artykuł Logika Semiotyka

Krzysztof A. Wieczorek: #6: Argumentum ad hitlerum

„Podobnie jak ty uważał Hitler (Stalin, faszyści, komuniści itp.)!” – w ten sposób niektórzy dyskutanci próbują podważać twierdzenia przeciwnika. Czy jednak faktycznie wódz III Rzeszy (lub inny „czarny charakter”) myślał podobnie? I co ważniejsze – czy nawet najgorsi zbrodniarze lub głupcy zawsze i we wszystkim muszą się mylić?

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne> tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 4 (10), s. 24–25. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


W dwó­ch poprzed­ni­ch odcin­ka­ch tego cyklu opi­sy­wa­łem argu­men­ty ad homi­nem, czy­li takie, któ­ry­ch auto­rzy pró­bu­ją zwal­czać jakiś pogląd, ata­ku­jąc oso­bę, któ­ra go gło­si. Dziś chciał­bym zająć się nie­co inną, choć pokrew­ną, meto­dą uży­wa­ną do wyka­zy­wa­nia, że pewien pogląd jest błęd­ny (fał­szy­wy, nie­wła­ści­wy, trud­ny do zaak­cep­to­wa­nia itp.). Spo­sób ten pole­ga na zauwa­że­niu, że twier­dze­nie, któ­re chce­my pod­wa­żyć, jest gło­szo­ne lub przy­naj­mniej uzna­wa­ne przez jakąś nie­lu­bia­ną, cie­szą­cą się złą sła­wą oso­bę lub gru­pę osób. Na przy­kład:

Napraw­dę uwa­ża­sz, że lepiej kupić samo­chód uży­wa­ny niż nowy? To samo cią­gle powta­rza wujek Fra­nek. Chy­ba nie chce­sz być podob­na do nie­go?

Prze­ciw­ni­cy zaka­zu han­dlu w nie­dzie­le posłu­gu­ją się argu­men­ta­mi komu­ni­stów. Oni też chcie­li, aby­śmy pra­co­wa­li w week­en­dy, bo roz­wój socja­li­stycz­nej ojczy­zny był dla nich waż­niej­szy od rodzi­ny.

Uwa­ża­sz, że euta­na­zję nale­ży zale­ga­li­zo­wać? Hitler był­by zachwy­co­ny takim pomy­słem!

Likwi­da­cja gim­na­zjów i wpro­wa­dze­nie ośmio­let­niej szko­ły pod­sta­wo­wej to powrót do cza­sów PRL, do mode­lu szko­ły z cza­sów naj­gor­szej komu­ny (Kry­sty­na Szu­mi­las, była mini­ster edu­ka­cji, w komen­ta­rzu do pla­no­wa­nej refor­my oświa­ty).

Szcze­gól­nie czę­stym „boha­te­rem” argu­men­tów tego typu jest Adolf Hitler. Wypo­wie­dzi, w któ­ry­ch poglą­dy prze­ciw­ni­ka porów­ny­wa­ne są do tych, jakie gło­sił przy­wód­ca III Rze­szy, zyska­ły nawet nie­co żar­to­bli­wą nazwę argu­men­tum ad hitle­rum. Pod­czas dys­ku­sji toczo­ny­ch obec­nie w Pol­sce rolę Hitle­ra w podob­ny­ch argu­men­ta­ch przej­mu­ją czę­sto „komu­ni­ści”.

Jak to działa?

Argu­men­ty takie jak powyż­sze w lite­ra­tu­rze anglo­ję­zycz­nej okre­śla­ne są mia­nem guilt by asso­cia­tion. Oso­ba przed­sta­wia­ją­ca taki argu­ment zakła­da, na ogół słusz­nie, że mało kto lubi „znaj­do­wać się w towa­rzy­stwie” posta­ci cie­szą­cy­ch się złą sła­wą. Liczy ona na to, że ci, z któ­ry­mi dys­ku­tu­je, a tak­że przy­słu­chu­ją­ca się spo­ro­wi publicz­no­ść, nie będą chcie­li być w niczym podob­ni do nie­lu­bia­ne­go wuj­ka, Hitle­ra, komu­ni­stów itp. Aby unik­nąć jakich­kol­wiek sko­ja­rzeń z taki­mi posta­cia­mi, odrzu­cą przy­pi­sy­wa­ne im twier­dze­nia.

Gdzie tkwi błąd?

W więk­szo­ści przy­pad­ków argu­men­ty guilt by asso­cia­tion trud­no uznać za rze­tel­ne. Zwią­za­ne z nimi nad­uży­cia mogą kryć się w dwó­ch miej­sca­ch. Po pierw­sze, czę­sto jest tak, że ata­ko­wa­ny pogląd wca­le nie jest toż­sa­my z tym, któ­ry gło­si wymie­nio­ny w argu­men­cie „czar­ny cha­rak­ter”. Przy­kła­do­wo, gdy waży­ły się losy przy­stą­pie­nia Pol­ski do Unii Euro­pej­skiej, jeden z poli­ty­ków mówił: „Zwo­len­ni­kom UE chcie­li­by­śmy przy­po­mnieć, że Hitler też chciał zjed­no­czyć Euro­pę i mar­nie się to skoń­czy­ło”. Oczy­wi­ście „jed­no­cze­nie” Euro­py przez Hitle­ra trud­no uznać za podob­ne do tego, jakie­go pra­gną zwo­len­ni­cy UE.

Po dru­gie, to, iż pewien pogląd gło­szo­ny jest przez jakąś „złą” oso­bę, wca­le nie musi ozna­czać, że pogląd ten jest błęd­ny lub w jakiś spo­sób nie­wła­ści­wy. Nawet naj­więk­si głup­cy i łaj­da­cy na pew­no posia­da­ją w zbio­ra­ch swo­ich prze­ko­nań tezy słusz­ne i praw­dzi­we, z któ­ry­mi trud­no się nie zgo­dzić. Uprasz­cza­jąc nie­co spra­wę: moż­na potę­piać oso­bę, ponie­waż gło­si ona jakieś nie­wła­ści­we twier­dze­nie, ale nie powin­no się z góry potę­piać pew­ne­go twier­dze­nia tyl­ko dla­te­go, że gło­si je nie­wła­ści­wa oso­ba.

Jak się bronić?

W teo­rii naj­lep­szą obro­ną przed więk­szo­ścią oma­wia­ny­ch tu argu­men­tów powin­no być spo­koj­ne wytłu­ma­cze­nie, na czym pole­ga popeł­nio­ne przez argu­men­tu­ją­ce­go nad­uży­cie. Takie postę­po­wa­nie, nie­ste­ty, nie zawsze jest jed­nak sku­tecz­ne. Dla­te­go cza­sem może przy­dać się zna­jo­mo­ść nie­co mniej mery­to­rycz­ny­ch spo­so­bów obro­ny. Załóż­my, że chce­my odpo­wie­dzieć na nastę­pu­ją­cy argu­ment ad hitle­rum, spo­ty­ka­ny cza­sem w inter­ne­to­wy­ch dys­ku­sja­ch doty­czą­cy­ch wege­ta­ria­ni­zmu:

Uwa­ża­sz, że wege­ta­ria­ni­zm jest w porząd­ku? To pamię­taj, że Hitler też był wege­ta­ria­ni­nem!

Moż­na to uczy­nić na kil­ka spo­so­bów:

Czy gdy­byś dowie­dział się, że Hitler uwa­żał, że 2 + 2 = 4, to prze­stał­byś uzna­wać pra­wa mate­ma­ty­ki?

Tak, fak­tycz­nie Hitler był wege­ta­ria­ni­nem; podob­nie jak Albert Ein­ste­in, Leonar­do da Vin­ci, Paul McCart­ney czy Bri­git­te Bar­dot. (Tu poda­je­my oso­by „dobre”, któ­re rów­nież gło­szą zaata­ko­wa­ny przez prze­ciw­ni­ka pogląd).

Tak, fak­tycz­nie Hitler był wege­ta­ria­ni­nem; za to Sta­lin uwiel­biał krwi­ste bef­szty­ki, sło­ni­nę i kieł­ba­sę. (Tu poda­je­my „złą” oso­bę, któ­ra gło­si pogląd prze­ciw­ny do zaata­ko­wa­ne­go).

Widzi­sz? Nawet taki zbrod­nia­rz jak Hitler nie mógł się oprzeć słusz­no­ści idei, aby nie jeść mię­sa. (Tutaj sto­su­je­my tzw. odwró­ce­nie argu­men­tu – spo­sób, o któ­rym wię­cej napi­szę w przy­szło­ści).

Widzę, że świet­nie zna­sz poglą­dy Hitle­ra. Czyż­byś był jego wiel­bi­cie­lem? (To już zde­cy­do­wa­nie chwyt poni­żej pasa. Cza­sem jed­nak trud­no oprzeć się poku­sie jego zasto­so­wa­nia).


wieczorek1Krzysz­tof A. Wie­czo­rek – Adiunkt w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Inte­re­su­je go przede wszyst­kim tzw. logi­ka nie­for­mal­na, teo­ria argu­men­ta­cji i per­swa­zji, związ­ki mię­dzy logi­ką a psy­cho­lo­gią. Pry­wat­nie jest miło­śni­kiem zwie­rząt (ale tyl­ko żywy­ch, nie na tale­rzu). Ama­tor­sko upra­wia bie­gi dłu­go­dy­stan­so­we.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

3 komentarze

Kliknij, aby skomentować

  • Wszyst­ko faj­nie, ale jest pew­na róż­ni­ca pomię­dzy “jesteś wege­ta­ria­ni­nem, Hitler też był”, a “jesteś zwo­len­ni­kiem lega­li­za­cji euta­na­zji — Hitler był­by z cie­bie dum­ny”. To nie z powo­du wege­ta­ria­ni­zmu, czy jed­no­cze­nia Euro­py Hitler cie­szy się złą sła­wą, ale wła­śnie z powo­du “uśmier­ca­nia” ludzi.

  • To tak­ty­ka powa­la­nia “prze­ciw­ni­ka” na łopat­ki, to są sądy uka­zu­ją­ce i war­to­ściu­ją­ce. Dys­kurs to rózni­ca pod­mio­to­wy­ch zna­czeń języ­ka i rozu­mie­nia sen­su dys­kur­su. Każ­dy z nas ma swo­ją seman­ty­kę i to jest mię­dzy nami róż­ni­ca. Celem dys­kur­su jest budo­wa­nie mimo naszy­ch róż­nic i kon­flik­tu mię­dzy nami stra­te­gii, pla­nu uzgod­nień i usta­le­nia co dalej robić i jak zre­ali­zo­wać wspól­ny cel waż­ny dla nas wszyst­ki­ch. To nie jest nawet tak­ty­ka wal­ki ale two­rze­nie pla­nu zmian i budo­wa­nia stra­te­gii. Może dla­te­go zani­ka komu­ni­ka­cja spo­łecz­na a ist­nie­je tyl­ko poli­tycz­na Kon­flik­to­lo­gia któ­ra jest narzę­dziem wal­ki mię­dzy ludz­mi, a przede wszyst­kiem poka­za­nia ” ja jestem cen­trum świa­ta i świat krę­ci się wokół mnie”.

  • W rama­ch uzu­peł­nie­nia jesz­cze coś, co nie zmie­ści­ło mi się w arty­ku­le. Z argu­men­ta­mi ad hitle­rum ści­śle zwią­za­ne jest cie­ka­we spo­strze­że­nie doko­na­ne przez ame­ry­kań­skie­go praw­ni­ka i pisa­rza Mike’a Godwi­na, zna­ne pod nazwą „pra­wo Godwi­na”. Brzmi ono: „Wraz z trwa­niem dys­ku­sji w Inter­ne­cie, praw­do­po­do­bień­stwo przy­rów­na­nia cze­goś lub kogoś do nazi­zmu bądź Hitle­ra dąży do 1.” W cza­sa­ch, gdy Godwin poczy­nił powyż­szą obser­wa­cję (lata 90 XX w., czy­li począt­ki Inter­ne­tu), na nie­któ­ry­ch powsta­ją­cy­ch wte­dy gru­pa­ch dys­ku­syj­ny­ch obo­wią­zy­wa­ła zasa­da, że wątek, w któ­rym poja­wił się argu­ment ad hitle­rum zosta­wał zamy­ka­ny, a oso­ba, któ­ra takie­go argu­men­tu uży­ła, była uzna­wa­na za poko­na­ną w dys­ku­sji. Tro­chę szko­da, że ta szla­chet­na regu­ła nie jest obec­nie zna­na i sto­so­wa­na…

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy