Artykuł Semiotyka

Krzysztof A. Wieczorek: #7: Odwrócenie argumentu, czyli pokonanie przeciwnika jego własną bronią

Osoba A: To jeszcze dziecko, trzeba mu pobłażać. Osoba B: Właśnie dlatego, że jest jeszcze dzieckiem, należy je ukarać, żeby się jego złe przyzwyczajenia nie zakorzeniły.

Najnowszy numer: Zrozumieć emocje

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 4 sierpnia w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tekst uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 28–29. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Powyż­szy dia­log, zaczerp­nię­ty z Ery­sty­ki, czy­li sztu­ki pro­wa­dze­nia spo­rów Artu­ra Scho­pen­hau­era, sta­no­wi dosko­na­łą ilu­stra­cję spo­ty­ka­nej cza­sem pod­czas róż­nych dys­ku­sji tech­ni­ki zna­nej pod nazwą retor­sio argu­men­ti (odwró­ce­nie argu­men­tu). Tech­ni­ka ta pole­ga na przy­ję­ciu prze­słan­ki argu­men­tu wygło­szo­ne­go przez prze­ciw­ni­ka (w tym przy­pad­ku „to jesz­cze dziec­ko”) po to, aby wypro­wa­dzić z niej wnio­sek odwrot­ny do tego, któ­ry wcze­śniej wycią­gnął z niej rywal („nale­ży je uka­rać”, zamiast „trze­ba mu pobłażać”).

Retor­sio argu­men­ti to bły­sko­tli­wa sztucz­ka pozwa­la­ją­ca czę­sto zdo­być dużą prze­wa­gę nad opo­nen­tem, szcze­gól­nie gdy spór toczy się przed publicz­no­ścią, któ­rą każ­dy z dys­ku­tan­tów sta­ra się prze­ko­nać do wła­sne­go poglą­du. Wyko­rzy­sta­nie prze­słan­ki uży­tej pier­wot­nie przez prze­ciw­ni­ka sta­no­wi dobre zabez­pie­cze­nie przed kontr­ata­kiem, wytrą­ca rywa­lo­wi z ręki broń, któ­rej w innym przy­pad­ku mógł­by użyć. Nie będzie mógł on prze­cież zane­go­wać twier­dze­nia, na któ­rym wcze­śniej sam oparł swój argu­ment. Ponie­waż na retor­sio argu­men­ti zwy­kle trud­no jest odpo­wie­dzieć (szcze­gól­nie w spo­sób rów­nie spek­ta­ku­lar­ny), przy­słu­chu­ją­ca się dys­ku­sji publicz­ność ma zwy­kle wra­że­nie, że oso­ba, któ­ra zasto­so­wa­ła ten chwyt, osta­tecz­nie poko­na­ła swe­go przeciwnika.

Oto kil­ka innych przy­kła­dów odwró­ce­nia argumentu:

A: Nie może­my kupić tak dro­gie­go samo­cho­du. Mamy za mało pieniędzy.

B: Wła­śnie dla­te­go, że mamy mało pie­nię­dzy, nie może­my sobie pozwo­lić na kup­no tanie­go auta, któ­re potem będzie się co chwi­lę psuło.

A: Czas skoń­czyć z tak zwa­nym bez­stre­so­wym wycho­wa­niem! Współ­cze­sne życie jest peł­ne stre­su­ją­cych sytu­acji, do któ­rych nale­ży mło­dych ludzi zawcza­su przygotować.

B: Wła­śnie dla­te­go, że w życiu mło­dzież spo­ty­ka się na każ­dym kro­ku ze stre­sem, nie powin­ni go jej dokła­dać jesz­cze wychowawcy.

Gdy parę lat temu mają­cy filo­zo­ficz­ne wykształ­ce­nie Jaro­sław Gowin został mini­strem spra­wie­dli­wo­ści, kry­ty­cy tej nomi­na­cji argu­men­to­wa­li: Gowin nie jest praw­ni­kiem, a więc nie nada­je się na mini­stra spra­wie­dli­wo­ści. W odpo­wie­dzi ówcze­sny pre­mier Donald Tusk zasto­so­wał odwró­ce­nie argu­men­tu, mówiąc mniej wię­cej tak: Wła­śnie to, że Gowin nie jest praw­ni­kiem, spra­wia, że będzie mógł wyko­ny­wać sto­ją­ce przed nim zada­nia, przede wszyst­kim doko­nać dere­gu­la­cji wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści w Pol­sce. Ponie­waż nie nale­ży do praw­ni­czej kor­po­ra­cji, łatwiej mu będzie sta­nąć wobec całe­go śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go i się nie poddać.

Na co powinniśmy uważać

Powyż­sze przy­kła­dy powin­ny sta­no­wić ostrze­że­nie dla wszyst­kich, któ­rzy chcą sku­tecz­nie dys­ku­to­wać. Jeśli spie­rasz się z prze­ciw­ni­kiem bie­głym w reto­rycz­nym rze­mio­śle, szcze­gól­nie pod­czas publicz­nej deba­ty, uwa­żaj, aby Two­je sło­wa nie obró­ci­ły się prze­ciw Tobie. Zawsze dobrze zasta­nów się, czy za pomo­cą prze­słan­ki, któ­rej zamie­rzasz użyć dla uza­sad­nie­nia swo­jej tezy, nie moż­na wes­przeć rów­nież kon­klu­zji, z któ­rą w żad­nym razie nie chciał(a)byś się zgo­dzić. Jeśli zauwa­żysz takie nie­bez­pie­czeń­stwo, lepiej zre­zy­gnuj z przed­sta­wie­nia takie­go argu­men­tu. Jeśli bowiem Twój opo­nent rów­nież dostrze­że tę moż­li­wość i zasto­su­je retor­sio argu­men­ti, Two­je szan­se na zwy­cię­stwo w dys­ku­sji moc­no spadną.

Rów­nie dużą (o ile nie więk­szą) ostroż­ność powin­ni zacho­wać ci, któ­rzy przy­słu­chu­ją się deba­cie, pod­czas któ­rej jeden z uczest­ni­ków „odwra­ca” argu­ment swo­je­go prze­ciw­ni­ka. Wbrew pozo­rom dys­ku­tant ten wca­le nie musi mieć racji! Choć na pierw­szy rzut oka może się wyda­wać, że roz­ło­żył on swo­je­go rywa­la na łopat­ki, nie powin­ni­śmy pochop­nie godzić się z jego argu­men­ta­cją i uzna­wać go za zwy­cięz­cę spo­ru. Oso­ba sto­su­ją­ca retor­sio argu­men­ti zwy­kle poka­zu­je w ten spo­sób jedy­nie sła­bość argu­men­tu prze­ciw­ni­ka. Nie ozna­cza to jed­nak w żaden spo­sób, że jej argu­ment na rzecz prze­ciw­nej kon­klu­zji jest lep­szy. Po bliż­szym przyj­rze­niu się spra­wie może się oka­zać, że żad­ne­mu z dys­ku­tan­tów nie spo­sób przy­znać cał­ko­wi­tej racji. Na przy­kład wobec dziec­ka z przy­kła­du przy­to­czo­ne­go na począt­ku tego arty­ku­łu być może nie nale­ży być ani zbyt­nio pobłaż­li­wym, ani zbyt suro­wym – praw­do­po­dob­nie naj­le­piej jest wytłu­ma­czyć mu, dla­cze­go postą­pi­ło nie­wła­ści­wie i ostrzec je, jakie kon­se­kwen­cje może ponieść, jeśli w przy­szło­ści zacho­wa się podobnie.

Może być też tak, że obaj uczest­ni­cy spo­ru mają rację, gdyż kon­klu­zje, do któ­rych doszli, wyklu­cza­ją się tyl­ko pozor­nie. Ten ostat­ni przy­pa­dek moż­na zilu­stro­wać, posłu­gu­jąc się przy­kła­dem zaczerp­nię­tym z Reto­ry­ki Ary­sto­te­le­sa. Pew­na kapłan­ka chcia­ła prze­ko­nać swo­je­go syna, aby nie prze­ma­wiał na zgro­ma­dze­niu ludo­wym. Argu­men­to­wa­ła, że gdy podej­mie się tego zada­nia, to będzie musiał mówić praw­dę lub kła­mać. W kon­se­kwen­cji, jeśli będzie mówił praw­dę, znie­na­wi­dzą go ludzie, jeśli zaś będzie mówił nie­praw­dę – bogo­wie. W domy­śle – cokol­wiek by zro­bił, zosta­nie znie­na­wi­dzo­ny. Na to syn mógł jed­nak odpo­wie­dzieć: Wręcz prze­ciw­nie, jeśli będę mówił praw­dę, będą mnie kochać bogo­wie, jeśli zaś nie­praw­dę – ludzie. Tak więc na pew­no będę kocha­ny. Wbrew pierw­sze­mu wra­że­niu, nic nie stoi na prze­szko­dzie, aby rację mia­ła zarów­no kapłan­ka, jak i jej syn. Jak to moż­li­we? Myślę, dro­dzy Czy­tel­ni­cy, że roz­wią­za­nie tej zagad­ki nie spra­wi Wam więk­szych trudności.


wieczorek1Krzysz­tof A. Wie­czo­rek – Adiunkt w Insty­tu­cie Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go. Inte­re­su­je go przede wszyst­kim tzw. logi­ka nie­for­mal­na, teo­ria argu­men­ta­cji i per­swa­zji, związ­ki mię­dzy logi­ką a psy­cho­lo­gią. Pry­wat­nie jest miło­śni­kiem zwie­rząt (ale tyl­ko żywych, nie na tale­rzu). Ama­tor­sko upra­wia bie­gi długodystansowe.

Tekst jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samych warun­kach 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy