Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Małgorzata Szostak: About Time (Czas na miłość)

– W naszej rodzinie istnieje pewna tajemnica. A tą tajemnicą jest, że mężczyźni w rodzinie mogą podróżować w czasie. […] – Wow. – Reakcja jak każda inna. Ja poszedłem w „fuuuck”. No ale to były lata 70.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2018 nr 2 (20), s. 55–57. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku  PDF.


Takim dialo­giem pomiędzy ojcem a synem zosta­je zaw­iązana akc­ja fil­mu About Time w reży­serii i według sce­nar­iusza Richar­da Cur­tisa (twór­cy takich filmów, jak: Cztery wesela i pogrzeb, Not­ting Hill, To właśnie miłość). Jest to jed­na z tych lep­szych komedii roman­ty­cznych, sym­pa­ty­cznie zabawnych, które kryją w sobie głęb­szą myśl, a jed­nocześnie przy­jem­nie pod­noszą na duchu. Jej fabuła jest nato­mi­ast dość zaskaku­ją­ca.

Tim (uroczy i bard­zo rudy Domh­nall Glee­son) skończył właśnie 21 lat, kiedy ojciec (wspani­ały jak zawsze Bill Nighy) zaprasza go na roz­mowę do swo­jego gabi­ne­tu. To tu zdradza syn­owi sekret ukry­wany przed żeńską częś­cią rodziny – mężczyźni w tej rodzinie potrafią podróżować w cza­sie. Nie do przyszłoś­ci. Także nie do odległej przeszłoś­ci – lecz do takiego momen­tu swej his­torii, który się przeżyło i który się pamię­ta. Od tej chwili życie Tima już nigdy nie będzie takie samo, ale – o dzi­wo – nie zosta­je wywró­cone do góry noga­mi. Film to spoko­j­na kome­dia roman­ty­cz­na bez wybuchów i eksplozji, gdzie podróż w cza­sie nie wyda­je się niczym fan­tasty­cznym, a służy głównie jako środek do osiąg­nię­cia jedynego słusznego celu – znalezienia miłoś­ci.

About Time o tyle jest tu dla nas intere­su­ją­cy, że porusza prob­lematykę podróży w cza­sie w sposób dosyć niety­powy. Nie zna­jdziemy tu żad­nych por­tali cza­so­przestrzen­nych (Kate i Leopold, Gwiezdne wro­ta), żad­nych wehikułów cza­su (Powrót do przyszłoś­ci I, II, III, Har­ry Pot­ter i więzień Azk­a­banu, Wehikuł cza­su, Linia cza­su) czy kos­micznych czarnych dzi­ur (Inter­stel­lar) – jedynie „a lit­tle bit of a stum­ble and a rum­ble, and a tum­ble” („małe łubudubu”), jak to określa ojciec Tima, które ma miejsce wtedy, gdy oso­ba chcą­ca prze­nieść się w cza­sie idzie do jakiegoś ciem­nego pomieszczenia (komór­ki, łazien­ki), zamy­ka oczy, zaciska pięś­ci i myśli o momen­cie, w którym chce się znaleźć. Tak robi Tim po roz­mowie z ojcem: wchodzi do szafy, zaciska moc­no powie­ki, dłonie i… przenosi się w cza­sie o parę godzin. A w związku z tym rodzi się kil­ka filo­zoficznych
pytań.

Pomińmy kwest­ię ontologii cza­su, która zwyk­le się pojaw­ia przy prob­lematyce podróży w cza­sie. Sposób podróżowa­nia Tima jest na tyle mag­iczny, że trud­no, by tu było powiedzieć coś konkret­nego odnośnie natu­ry świa­ta, w którym się porusza. Na chwilę za to może­my się zatrzy­mać przy kwestii przy­czynowoś­ci (następ­nym w kole­jce prob­lemie podróży w cza­sie) i związanych z nią paradok­sów, których twór­cy fil­mu, zapewne nieświadomie, unika­ją.

Tim, przenosząc się w cza­sie, nie spo­ty­ka siebie z przeszłoś­ci, ale fizy­cznie wraca do siebie z konkret­nego (wybranego przez siebie) momen­tu życia. Pęt­la cza­sowa (łańcuch przy­czynowoś­ci, który zamy­ka się w kole – czyli wydarzenia przyszłe są już zawarte w przeszłoś­ci) i związany z nią prob­lem infor­ma­cji ex nihi­lo (na przykład: dlaczego bogacz miał­by się cofać do przeszłoś­ci z wiado­moś­cią dla młod­szego siebie, jak zostać bogaczem, sko­ro prze­cież jest bogaczem? – skąd pode­jrze­nie, że mogło­by być inaczej?) tu więc nie pow­sta­je. Główny bohater, odby­wa­jąc podróż do przeszłoś­ci, zmienia swo­ją przyszłość i tworzy alter­naty­wną wer­sję wydarzeń. Z „paradok­sem dzi­ad­ka” (jeśli zabi­jesz swego dzi­ad­ka, to nie powinieneś był się urodz­ić, więc jak możesz ist­nieć i nie ist­nieć jed­nocześnie?) niby również nie mamy tu do czynienia, bo Tim tak daleko w przeszłość cofnąć się nie może, więc nie może zapo­biec swe­mu zaist­nie­niu (choć pojaw­ia się inny prob­lem: gdy­by się cofnął do cza­su sprzed swoich 21 urodzin, a zabił­by swego ojca – boda­jże przez przy­padek – to kto by go poin­for­mował o jego nad­nat­u­ral­nych zdol­noś­ci­ach, dzię­ki którym mógł się w ogóle prze­nieść w cza­sie?).

O efek­cie moty­la nato­mi­ast wspom­i­na­ją sami bohaterowie. Okazu­je się on nie tak potężny, jak to przed­staw­ia­ją twór­cy fil­mu But­ter­fly effect – „cóż, cywiliza­c­ja jeszcze się nie zawal­iła” – kwitu­je Bill Nighy. No tak, ale wciąż ist­nieje prob­lem ety­czny: Tim ani jego ojciec, ani resz­ta ich krewnych z linii męskiej nie wiedzą, jak wpły­wa­ją na życie innych ludzi, zmieni­a­jąc bieg wydarzeń, na przykład wyle­wa­jąc – bądź nie – wino pod­czas imprezy na oso­by siedzące na kanapie (czy przez to oblany chłopak nie spot­ka swej przyszłej żony, która była­by matką ich dzieci?).

Pozosta­je nam jeszcze kwes­t­ia tożsamoś­ci osobowej – a tutaj rzecz robi się jeszcze bardziej intere­su­ją­ca. Mianowicie Tim, kiedy chce zmienić swe zachowanie w danej sytu­acji, która miała już miejsce, wraca do przeszłoś­ci i postępu­je inaczej – zmieni­a­jąc tym samym wydarzenia w tam­tym cza­sie i wpły­wa­jąc na bieg włas­nej (i nie tylko) his­torii. To, że ma taką możli­wość, świad­czy, że przeszłość nie ma charak­teru stałego i zawsze jest w niej miejsce na „nowe”. Jeśli więc mielibyśmy zin­ter­pre­tować, jaką wiz­ję cza­su ser­wu­je nam sce­nar­iusz – czyli powró­cić do kwestii ontologii cza­su – musielibyśmy chy­ba pójść w kierunku teorii światów równoległych (pow­stałej na bazie teorii kwan­tów). Bo w blokowym uni­w­er­sum podróże do przeszłoś­ci, a tym bardziej w celu jej zmie­nienia, są niemożli­we. Tim za każdym razem, gdy cofa się w przeszłość, tworzy alter­naty­wny świat z alter­naty­wnym ciągiem wydarzeń – jego życie toczy się tym torem, jaki bohater mu wyz­naczy przez dowol­ną mody­fikację swego zachowa­nia w różnych sytu­ac­jach. Nie podróżu­je po jed­nej linii cza­su, którą dowol­nie wykrzy­wia, bo było­by to niemożli­we. Musi więc skakać po równoległych rzeczy­wis­toś­ci­ach, które sam mnoży. Wybier­a­jąc opcję światów równoległych – wybier­amy rozwiąza­nia cza­sowe, jakie ofer­u­je nam teo­ria kwan­tów, a w tejże kwes­t­ia tego, czym właś­ci­wie jest czas, to rzecz niezwyk­le skom­p­likowana, choć domin­u­je pogląd, że czas tak naprawdę jest… iluzją – złudze­niem wyt­wor­zonym przez nasz mózg. I na tym może poprzes­tańmy, by wró­cić do kwestii w tym artykule najważniejszej, czyli: kim jest Tim?

Powiedzieć, że jest to kil­ka osób w kilku stwor­zonych przez siebie świat­ach, to udzielić odpowiedzi zupełnie niesatys­fakcjonu­jącej z tej prostej przy­czyny, że Tim wszys­tkie te światy zna. Sam decy­du­je, do którego świa­ta przy­należy, w którym się zatrzy­ma – zmienia swe postępowanie w przeszłoś­ci, ale zna swe alter­naty­wne losy (co by było, gdy­by postąpił inaczej – jak pier­wot­nie). Wszys­tko, co złe uczynił, może cofnąć, wszys­tko, co dobre, może powtórzyć. Co wtedy z odpowiedzial­noś­cią moral­ną? Czy gdy­by na przykład zdradz­ił swą żonę, a potem cofnął się w cza­sie i jed­nak jej nie zdradz­ił – był­by osobą, która zdradz­iła swo­ją żonę, czy nie? Ciekawe jest to, że Tim ma wspom­nienia z wydarzeń, które ostate­cznie nie miały miejs­ca (przy­na­jm­niej nie w ramach tej rzeczy­wis­toś­ci, w której obec­nie się zna­j­du­je) lub które jeszcze się nie wydarzyły. Zostal­iśmy więc tym samym sprowokowani przez twór­ców fil­mu About Time do udzie­le­nia odpowiedzi, że musi on być sumą swych wcieleń i we wszys­t­kich alter­naty­wnych wydarzeni­ach brać udzi­ał jako jed­na i ta sama oso­ba. A jeśli tak, to czyż nie wyda­je się odpowiedzial­ny za pow­stałe sytu­acje, nawet jeśli ostate­cznie nie miały one miejs­ca? „Ja” Tima, jego świado­mość, podróżu­je po swoim pog­mat­wanym życio­rysie – po momen­tach, w których się to „ja” zna­j­dowało – wciąż tworząc jed­ną his­torię swo­jego „wewnętrznego” życia; wyda­je się więc, że obow­iązu­ją go te same prawa moralne co zwykłych śmiertel­ników.

About Time (ory­gi­nal­na wer­s­ja tytułu fil­mu) ma dwo­ja­ki sens: oznacza „najwyższy czas (na coś)” i będzie tu oczy­wiś­cie chodz­iło o miłość (na tym sen­sie sku­pia się pol­s­ka wer­s­ja tytułu – Czas na miłość); ale może też znaczyć zwycza­jne „o cza­sie” – i o tym właś­ci­wie jest film. Otóż ta w najlep­szym sen­sie typowa ang­iel­s­ka kome­dia roman­ty­cz­na kon­cen­tru­je się na prob­lemie, jak żyć, jak dobrze prze­jść przez czas nam dany, jak go przeży­wać, a więc przede wszys­tkim: jak być szczęśli­wym. Przesłanie fil­mu wybrzmiewa wyraźnie: „Wszyscy podróżu­je­my w cza­sie – razem, dzień po dniu. Delek­tu­jmy się tą niesamow­itą jazdą”.

Czy damy się namówić?


Mał­gorza­ta Szostak – Dok­toran­t­ka na Wydziale Filo­log­icznym Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w metodologii badań językoz­naw­czych, a także zaj­mu­je się lit­er­aturą koń­ca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła spec­jal­iza­cję z fil­moz­naw­st­wa i teatrologii oraz kry­ty­ki artysty­cznej. Absol­wen­t­ka filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie Gdańskim.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Kadr z fil­mu About Time


czas: 1 godz. 59 min.
reży­se­ria: Richard Cur­tis
sce­nar­iusz: ­Richard Cur­tis
gatunek: dra­mat, fan­ta­sy, kome­dia, romans
pro­dukc­ja: Wiel­ka Bry­ta­nia
pre­miera: 27 czer­w­ca 2013 (świat)

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy