Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Małgorzata Szostak: Lato miłości

Apparently, I’m a bad influence on people [Ponoć mam zły wpływ na ludzi] – mówi Tamsin, kiedy wraz z Moną spotykamy ją po raz pierwszy. Zadaję więc pytanie: Czy z działania osoby niemoralnej o wcale nie dobrych intencjach może wypłynąć coś dobrego? A czy ma to jakiekolwiek znaczenie? – zapyta ktoś inny.

Najnowszy numer: Jak działa język?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 2 października w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2017 nr 5 (17), s. 52–53. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Na pier­wsze moż­na odpowiedzieć: oczy­wiś­cie, na przykład na drodze przy­pad­ku (pijany kierow­ca potrą­cił pieszego, ten trafił do szpi­ta­la, gdzie poz­nał miłość swego życia). Albo jeszcze inaczej: coś dobrego może i wyniknie, ale za cenę czegoś znacznie gorszego (jak w przy­pad­ku okropieństw ekspery­men­tów medy­cznych pod­czas wojny). Jed­nak nie z tego typu sytu­acją mamy tu do czynienia.

Film Pawła Paw­likowskiego Lato miłoś­ci przed­staw­ia his­torię dwóch dziew­czyn, atrak­cyjnej i niebez­piecznej Tam­sin (doskon­ały debi­ut kinowy Emi­ly Blunt) oraz pros­to­dusznej Mony (wspani­ała rola Natal­ie Press), które pod­czas wakacji poz­na­ją się w małej ang­iel­skiej miejs­cowoś­ci, zbliża­ją się do siebie i w końcu ule­ga­ją miłos­nej fas­cy­nacji. Ich his­to­ria – mimo że wcale nie pięk­na – jest bard­zo pięknie opowiedziana i choć­by dlat­ego warto ten film zobaczyć.

W obrę­bie fabuły zna­j­du­je się też inny wątek i to on będzie nas intere­sował. Jest to his­to­ria starszego bra­ta Mony, Phi­la (w tej roli Pad­dy Con­si­dine), byłego recy­dy­wisty. „Byłego”, ponieważ „odnalazł Boga, czy też Bóg go odnalazł”, gdy odsi­ady­wał karę w więzie­niu. Kole­jno zamienia wiejs­ki pub, w którym miesz­ka z siostrą, w miejsce zgro­madzeń dla wiernych, mod­li się z nimi żar­li­wie, budu­je ogrom­ny krzyż, który pod­czas prowad­zonej przez siebie pro­cesji staw­ia na góru­ją­cym nad miasteczkiem wzgórzu. Jed­nym słowem: nar­o­dz­ił się na nowo – a przy­na­jm­niej tak nam się wyda­je. Dla Mony zaś stał się kimś zupełnie obcym. Dlaczego? Bo uważa, że jest fałszy­wy.

Tytuł fil­mu Lato miłoś­ci [My Sum­mer of Love] ma sens dość iron­iczny, ponieważ wbrew pozorom film wcale o miłoś­ci… nie jest. A na pewno nie o tej, której siła prowadzi bohaterów do wewnętrznej przemi­any. O nie. Bohaterowie – szczegól­nie Phil i Tam­sin – w moim mnie­ma­niu miłoś­cią bardziej wycier­a­ją sobie usta, niż rzeczy­wiś­cie ją przeży­wa­ją. Miłość w ich rękach jest narzędziem, które sto­su­ją do real­iza­cji swych celów. Jakich? Odpowiem na to pytanie, ale ważniejsze jest dla mnie inne, mianowicie do czego ich dzi­ałanie ostate­cznie doprowadza? Chci­ałabym przyjrzeć się tu jed­nej sce­nie, która pomoże to ustal­ić.

Phil pod­jeżdża pod rodzin­ną posi­adłość Tam­sin, gdzie szu­ka swo­jej siostry. Dziew­czyny widzą go z okna syp­i­al­ni i Tam­sin postanaw­ia pobaw­ić się w poszuki­wanie duchowego prze­wod­ni­ka. Otwiera drzwi w lekko przewiązanym jed­wab­nym szlafroku i bez zająknię­cia mówi, że Mony nie ma, ale że zaraz wró­ci. Zaprasza Phi­la do środ­ka. Zaczy­na­ją roz­maw­iać. Tam­sin w sposób mis­tr­zows­ki odgry­wa zagu­bioną kobi­etę, szuka­jącą Boga, prag­nącą wiary i sil­nego ramienia, na którym mogła­by się oprzeć. Jest pięk­na i bezbron­na, i na wyciąg­nię­cie ręki. Mężczyz­na szy­bko wchodzi w rolę jej wybaw­cy, naucza o Bożej miłoś­ci i namaw­ia dziew­czynę do całkowitego pod­porząd­kowa­nia się Jego woli. Jed­nak w słowach Phi­la, mimo że wciąż pełnych religi­jnego natch­nienia, pojaw­ia się eroty­czne napię­cie, które naras­ta i które­mu on sam się pod­da­je. I tak wpa­da w sidła. Gdy się­ga do twarzy dziew­czyny, by ją pocałować, ona nie wytrzy­mu­je: wybucha śmiechem i stwierdza, że jest oszustem i że był zbyt łatwy. I tu dochodzi do demaskacji. Brat Mony chwyta Tam­sin za szyję i zaczy­na dusić, aż wresz­cie odrzu­ca krz­tuszącą się z powrotem na kanapę, a gdy wychodząc, dostrze­ga swo­ją siostrę, prze­mocą wpakowu­je ją do samo­chodu.

Dzieje się tu wiele intere­su­ją­cych rzeczy. Otóż w filmie przed­staw­ia nam się mężczyznę, który od wielu tygod­ni ćwiczy się w wierze, dokonu­je abso­lut­nej rewolucji w swoim życiu: sta­je się osobą życ­zli­wą, o najlep­szych intenc­jach, osobą, która wykazu­je się wewnętrzną równowagą i cier­pli­woś­cią. Gen­er­al­nie, ety­cy cnót musieli­by być pod wraże­niem takiego postępu. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że oto stoi przed nami człowiek wcześniej do cna zep­su­ty, agresy­wny i niebez­pieczny. Jed­nak ten właśnie mężczyz­na w końcu ule­ga swym destruk­cyjnym instynk­tom, co daje nam poważne pod­stawy do tego, by wąt­pić w prawdzi­wość jego przemi­any. Czy wystar­cza­jące? Moim zdaniem tak, ponieważ syg­nały tego rodza­ju widz­imy w filmie znacznie wcześniej. Powyższa sce­na jest bardziej przez widza wyczeki­wana, niż zaskaku­ją­ca.

Z drugiej strony widz­imy młodą kobi­etę, która z nudów odgry­wa teatr, baw­iąc się czy­imś kosztem. Wiemy z wcześniejszych jej wypowiedzi, że bogiem dla niej jest Niet­zsche (Tam­sin inspiru­je się tylko wielki­mi: wielki­mi kom­pozy­tora­mi, wielką lit­er­aturą, wielki­mi myśli­ciela­mi – choć wiele jest tu zapewne na pokaz), a to, jak postępu­je, świad­czy, że aspiru­je do bycia „nad­człowiekiem”. Tego lata bez wąt­pi­enia tes­tu­je swo­je możli­woś­ci. Tam­sin we wspom­ni­anej sce­nie dla zabawy manip­u­lu­je Philem, pode­jrze­wa­jąc, że cała jego przemi­ana jest albo zbyt powierz­chow­na, by nie mogła zostać cofniętą, albo stanowi przykry­wkę, którą łat­wo będzie odkryć. I nie myli się.

Po tym wydarze­niu Phil stacza się coraz bardziej, aż do całkowitego powro­tu do swego wcześniejszego życia. I ter­az pytanie: o czym to świad­czy? Czy o tym, że Bóg zaw­iódł jego nadzieje, bo nie ochronił go przed upad­kiem? Czy o tym, że był zbyt pyszny, sko­ro sądz­ił, że dzię­ki swe­mu nawróce­niu jest kimś wyjątkowym (i wiara go przes­tała intere­sować, gdy okaza­ło się, że jest tak samo sła­by jak inni)? Czy może i o tym, i tym, ale przy tym sam pozwalał sobie na tę powierz­chowność, na łat­wość takiego nawróce­nia, które nie wyma­ga zadośćuczynienia, a wywyższa do poziomu przy­wód­cy religi­jnego całego ang­iel­skiego miastecz­ka? Może jego przemi­ana, tak jak uważa Mona, fak­ty­cznie nie była prawdzi­wa, a służyła tylko do uświet­ni­a­nia wiz­ji samego siebie?

Ja wybier­am tę ostat­nią możli­wość. Raz, że w całej his­torii zna­j­du­ję tropy na to wskazu­jące, dwa, że będzie to wyjś­cie naj­ciekawsze dla tego artykułu, bo doty­czyć będzie kwestii kon­trow­er­syjnych. W tym wypad­ku bowiem Tam­sin przy zas­tosowa­niu niemoral­nych środ­ków, kieru­jąc się niemoral­ny­mi pobud­ka­mi, demasku­je Phi­la, ale i zmusza go do samopoz­na­nia, co stwarza nam sytu­ację niejed­noz­naczną pod wzglę­dem moral­nym.

Jeśli iść właśnie tą ścieżką inter­pre­ta­cyjną, Phil dokonu­je uproszczenia myśli chrześ­ci­jańskiej na tem­at natu­ry zła, gdzie zło ma na ogół charak­ter real­ny i osobowy. Złe moce, demo­ny i dia­bła, do których lubi się odwoły­wać, trak­tu­je jako coś, co kieru­je inny­mi i co kierowało nim w przeszłoś­ci. W ten sposób zrzu­ca na nie winę za popeł­ni­ane przez siebie czyny. Również Bóg w jego rozu­mie­niu nie tyle mu wybacza, co „zmy­wa” z niego winę, grzech i stra­ch. Phil wcale więc nie opiera się na Jezusie. On się na Niego zwala całym ciel­skiem, by nie musieć już za siebie odpowiadać. Nie jest to myśle­nie spójne, ale na pewno skuteczne: jeśli dia­beł nie załatwi sprawy jego przeszłoś­ci (nie prze­jmie za nią winy), to zro­bi to Bóg (bo tę winę wymaże).

Dzieje się tu jed­nak znacznie więcej. Mianowicie Bóg czyni Phi­la po jego „przemi­an­ie” orę­down­ikiem oraz wykon­aw­cą swo­jej woli. Brat Mony gro­madzi wokół siebie ludzi i ich prowadzi. Sta­je się auto­ry­tetem, kimś wyjątkowym, a wręcz doskon­ałym. Nawróce­nie oparte na samoza­kła­ma­niu nie tylko uwal­nia go od winy, ale i przynosi mu wywyższe­nie. Mężczyz­na kreu­je wspani­ałą wiz­ję samego siebie – wobec siebie i wobec innych – korzys­ta­jąc w tym celu z dobrodziejstw Bożej miłoś­ci i łas­ki. A jeśli tak, to postępowanie Phi­la i Tam­sin właś­ci­wie niewiele się od siebie różni. Obo­je bowiem baw­ią się w wybrańców: ona trak­tu­jąc ludzi jak mar­i­onet­ki, on manip­u­lu­jąc sobą i inny­mi z imie­niem Boga na ustach.

To zaś wiedzie nas do dość nieoczy­wistych wniosków. Niemoralne postępowanie Tam­sin sprowadza Phi­la na drogę do samopoz­na­nia. Nie dzieje się to przy­pad­kowo – obnaże­nie pobudek mężczyzny było celem Tam­sin, bo to ono miało przynieść jej rozry­wkę. Oce­na dziew­czyny nie może ulec tutaj zmi­an­ie – jej dzi­ałanie i pobud­ki są pod wzglę­dem moral­nym jed­noz­nacznie złe. A jed­nak w sce­nie wyżej przed­staw­ionej praw­da w końcu wychodzi na jaw: chrześ­ci­jańs­ka dobroć Phi­la jest wynikiem samoin­dok­try­nacji, nie wewnętrznego roz­wo­ju. Jeśli uznać prawdę jako wartość moral­ną, to wraz z samopoz­naniem Phi­la dochodzi do jego roz­wo­ju jako isto­ty moral­nej. Jego życie wraca do niego wraz z całym jego ciężarem: jest sła­by, wcale nie wywyżs­zony, zmi­ana w jego życiu dokona się tylko przy głębok­iej pra­cy nad sobą. Dopiero ter­az może pod­jąć fak­ty­czną decyzję, czy się nawró­cić czy pozostać dawnym sobą, wybrać dobro czy zło. Ostate­cznie wybiera to drugie. Samoświado­mość Phi­la osią­ga wyższy poziom, ale zaw­iedziony rzeczy­wis­toś­cią znów sta­je się agresy­wny i bru­tal­ny. W tym przy­pad­ku więc rozwój wewnętrzny prowadzi do moral­nego regre­su w sen­sie społecznym. W filmie zwycięża praw­da – tutaj ona jed­nak nie wyzwala, tylko burzy spokój i porządek.

Czy z dzi­ała­nia oso­by niemoral­nej o wcale nie dobrych intenc­jach może wypłynąć coś dobrego? Widać tak, może. A czy ma to jakiekol­wiek znacze­nie? Pod wzglę­dem prak­ty­cznym nie – nie przynosi nam to żad­nych moral­nych wyty­cznych co do tego, jak postępować. Nato­mi­ast pod wzglę­dem teo­re­ty­cznym tak, ponieważ w ten sposób mamy szan­sę zobaczyć świat w całej jego nieoczy­wis­toś­ci.


Mał­gorza­ta Szostak – Dok­toran­t­ka na Wydziale Filo­log­icznym Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w metodologii badań językoz­naw­czych, a także zaj­mu­je się lit­er­aturą koń­ca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła spec­jal­iza­cję z fil­moz­naw­st­wa i teatrologii oraz kry­ty­ki artysty­cznej. Absol­wen­t­ka filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie Gdańskim.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­ka.
W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Fot.: Kadr z fil­mu Lato miłoś­ci


czas: 1 godz. 26 min.
reży­se­ria: Paweł Paw­likows­ki
sce­nar­iusz: ­Michael Wynne, Paweł Paw­likows­ki
gatunek: dra­mat
pro­dukc­ja: Wiel­ka Bry­ta­nia
pre­miera: 21 sierp­nia 2004 r. (świat)

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy