Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Małgorzata Szostak: Lato miłości

Apparently, I’m a bad influence on people [Ponoć mam zły wpływ na ludzi] – mówi Tamsin, kiedy wraz z Moną spotykamy ją po raz pierwszy. Zadaję więc pytanie: Czy z działania osoby niemoralnej o wcale nie dobrych intencjach może wypłynąć coś dobrego? A czy ma to jakiekolwiek znaczenie? – zapyta ktoś inny.

Najnowszy numer: Nowy człowiek?

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Wersja online dostępna jest tutaj.

Magazyn można też nabyć od 23 listopada w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Tekst ukazał się w „Filozofuj” 2017 nr 5 (17), s. 52–53. W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.


Na pierwsze można odpowiedzieć: oczywiście, na przykład na drodze przypadku (pijany kierowca potrącił pieszego, ten trafił do szpitala, gdzie poznał miłość swego życia). Albo jeszcze inaczej: coś dobrego może i wyniknie, ale za cenę czegoś znacznie gorszego (jak w przypadku okropieństw eksperymentów medycznych podczas wojny). Jednak nie z tego typu sytuacją mamy tu do czynienia.

Film Pawła Pawlikowskiego Lato miłości przedstawia historię dwóch dziewczyn, atrakcyjnej i niebezpiecznej Tamsin (doskonały debiut kinowy Emily Blunt) oraz prostodusznej Mony (wspaniała rola Natalie Press), które podczas wakacji poznają się w małej angielskiej miejscowości, zbliżają się do siebie i w końcu ulegają miłosnej fascynacji. Ich historia – mimo że wcale nie piękna – jest bardzo pięknie opowiedziana i choćby dlatego warto ten film zobaczyć.

W obrębie fabuły znajduje się też inny wątek i to on będzie nas interesował. Jest to historia starszego brata Mony, Phila (w tej roli Paddy Considine), byłego recydywisty. „Byłego”, ponieważ „odnalazł Boga, czy też Bóg go odnalazł”, gdy odsiadywał karę w więzieniu. Kolejno zamienia wiejski pub, w którym mieszka z siostrą, w miejsce zgromadzeń dla wiernych, modli się z nimi żarliwie, buduje ogromny krzyż, który podczas prowadzonej przez siebie procesji stawia na górującym nad miasteczkiem wzgórzu. Jednym słowem: narodził się na nowo – a przynajmniej tak nam się wydaje. Dla Mony zaś stał się kimś zupełnie obcym. Dlaczego? Bo uważa, że jest fałszywy.

Tytuł filmu Lato miłości [My Summer of Love] ma sens dość ironiczny, ponieważ wbrew pozorom film wcale o miłości… nie jest. A na pewno nie o tej, której siła prowadzi bohaterów do wewnętrznej przemiany. O nie. Bohaterowie – szczególnie Phil i Tamsin – w moim mniemaniu miłością bardziej wycierają sobie usta, niż rzeczywiście ją przeżywają. Miłość w ich rękach jest narzędziem, które stosują do realizacji swych celów. Jakich? Odpowiem na to pytanie, ale ważniejsze jest dla mnie inne, mianowicie do czego ich działanie ostatecznie doprowadza? Chciałabym przyjrzeć się tu jednej scenie, która pomoże to ustalić.

Phil podjeżdża pod rodzinną posiadłość Tamsin, gdzie szuka swojej siostry. Dziewczyny widzą go z okna sypialni i Tamsin postanawia pobawić się w poszukiwanie duchowego przewodnika. Otwiera drzwi w lekko przewiązanym jedwabnym szlafroku i bez zająknięcia mówi, że Mony nie ma, ale że zaraz wróci. Zaprasza Phila do środka. Zaczynają rozmawiać. Tamsin w sposób mistrzowski odgrywa zagubioną kobietę, szukającą Boga, pragnącą wiary i silnego ramienia, na którym mogłaby się oprzeć. Jest piękna i bezbronna, i na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna szybko wchodzi w rolę jej wybawcy, naucza o Bożej miłości i namawia dziewczynę do całkowitego podporządkowania się Jego woli. Jednak w słowach Phila, mimo że wciąż pełnych religijnego natchnienia, pojawia się erotyczne napięcie, które narasta i któremu on sam się poddaje. I tak wpada w sidła. Gdy sięga do twarzy dziewczyny, by ją pocałować, ona nie wytrzymuje: wybucha śmiechem i stwierdza, że jest oszustem i że był zbyt łatwy. I tu dochodzi do demaskacji. Brat Mony chwyta Tamsin za szyję i zaczyna dusić, aż wreszcie odrzuca krztuszącą się z powrotem na kanapę, a gdy wychodząc, dostrzega swoją siostrę, przemocą wpakowuje ją do samochodu.

Dzieje się tu wiele interesujących rzeczy. Otóż w filmie przedstawia nam się mężczyznę, który od wielu tygodni ćwiczy się w wierze, dokonuje absolutnej rewolucji w swoim życiu: staje się osobą życzliwą, o najlepszych intencjach, osobą, która wykazuje się wewnętrzną równowagą i cierpliwością. Generalnie, etycy cnót musieliby być pod wrażeniem takiego postępu. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że oto stoi przed nami człowiek wcześniej do cna zepsuty, agresywny i niebezpieczny. Jednak ten właśnie mężczyzna w końcu ulega swym destrukcyjnym instynktom, co daje nam poważne podstawy do tego, by wątpić w prawdziwość jego przemiany. Czy wystarczające? Moim zdaniem tak, ponieważ sygnały tego rodzaju widzimy w filmie znacznie wcześniej. Powyższa scena jest bardziej przez widza wyczekiwana, niż zaskakująca.

Z drugiej strony widzimy młodą kobietę, która z nudów odgrywa teatr, bawiąc się czyimś kosztem. Wiemy z wcześniejszych jej wypowiedzi, że bogiem dla niej jest Nietzsche (Tamsin inspiruje się tylko wielkimi: wielkimi kompozytorami, wielką literaturą, wielkimi myślicielami – choć wiele jest tu zapewne na pokaz), a to, jak postępuje, świadczy, że aspiruje do bycia „nadczłowiekiem”. Tego lata bez wątpienia testuje swoje możliwości. Tamsin we wspomnianej scenie dla zabawy manipuluje Philem, podejrzewając, że cała jego przemiana jest albo zbyt powierzchowna, by nie mogła zostać cofniętą, albo stanowi przykrywkę, którą łatwo będzie odkryć. I nie myli się.

Po tym wydarzeniu Phil stacza się coraz bardziej, aż do całkowitego powrotu do swego wcześniejszego życia. I teraz pytanie: o czym to świadczy? Czy o tym, że Bóg zawiódł jego nadzieje, bo nie ochronił go przed upadkiem? Czy o tym, że był zbyt pyszny, skoro sądził, że dzięki swemu nawróceniu jest kimś wyjątkowym (i wiara go przestała interesować, gdy okazało się, że jest tak samo słaby jak inni)? Czy może i o tym, i tym, ale przy tym sam pozwalał sobie na tę powierzchowność, na łatwość takiego nawrócenia, które nie wymaga zadośćuczynienia, a wywyższa do poziomu przywódcy religijnego całego angielskiego miasteczka? Może jego przemiana, tak jak uważa Mona, faktycznie nie była prawdziwa, a służyła tylko do uświetniania wizji samego siebie?

Ja wybieram tę ostatnią możliwość. Raz, że w całej historii znajduję tropy na to wskazujące, dwa, że będzie to wyjście najciekawsze dla tego artykułu, bo dotyczyć będzie kwestii kontrowersyjnych. W tym wypadku bowiem Tamsin przy zastosowaniu niemoralnych środków, kierując się niemoralnymi pobudkami, demaskuje Phila, ale i zmusza go do samopoznania, co stwarza nam sytuację niejednoznaczną pod względem moralnym.

Jeśli iść właśnie tą ścieżką interpretacyjną, Phil dokonuje uproszczenia myśli chrześcijańskiej na temat natury zła, gdzie zło ma na ogół charakter realny i osobowy. Złe moce, demony i diabła, do których lubi się odwoływać, traktuje jako coś, co kieruje innymi i co kierowało nim w przeszłości. W ten sposób zrzuca na nie winę za popełniane przez siebie czyny. Również Bóg w jego rozumieniu nie tyle mu wybacza, co „zmywa” z niego winę, grzech i strach. Phil wcale więc nie opiera się na Jezusie. On się na Niego zwala całym cielskiem, by nie musieć już za siebie odpowiadać. Nie jest to myślenie spójne, ale na pewno skuteczne: jeśli diabeł nie załatwi sprawy jego przeszłości (nie przejmie za nią winy), to zrobi to Bóg (bo tę winę wymaże).

Dzieje się tu jednak znacznie więcej. Mianowicie Bóg czyni Phila po jego „przemianie” orędownikiem oraz wykonawcą swojej woli. Brat Mony gromadzi wokół siebie ludzi i ich prowadzi. Staje się autorytetem, kimś wyjątkowym, a wręcz doskonałym. Nawrócenie oparte na samozakłamaniu nie tylko uwalnia go od winy, ale i przynosi mu wywyższenie. Mężczyzna kreuje wspaniałą wizję samego siebie – wobec siebie i wobec innych – korzystając w tym celu z dobrodziejstw Bożej miłości i łaski. A jeśli tak, to postępowanie Phila i Tamsin właściwie niewiele się od siebie różni. Oboje bowiem bawią się w wybrańców: ona traktując ludzi jak marionetki, on manipulując sobą i innymi z imieniem Boga na ustach.

To zaś wiedzie nas do dość nieoczywistych wniosków. Niemoralne postępowanie Tamsin sprowadza Phila na drogę do samopoznania. Nie dzieje się to przypadkowo – obnażenie pobudek mężczyzny było celem Tamsin, bo to ono miało przynieść jej rozrywkę. Ocena dziewczyny nie może ulec tutaj zmianie – jej działanie i pobudki są pod względem moralnym jednoznacznie złe. A jednak w scenie wyżej przedstawionej prawda w końcu wychodzi na jaw: chrześcijańska dobroć Phila jest wynikiem samoindoktrynacji, nie wewnętrznego rozwoju. Jeśli uznać prawdę jako wartość moralną, to wraz z samopoznaniem Phila dochodzi do jego rozwoju jako istoty moralnej. Jego życie wraca do niego wraz z całym jego ciężarem: jest słaby, wcale nie wywyższony, zmiana w jego życiu dokona się tylko przy głębokiej pracy nad sobą. Dopiero teraz może podjąć faktyczną decyzję, czy się nawrócić czy pozostać dawnym sobą, wybrać dobro czy zło. Ostatecznie wybiera to drugie. Samoświadomość Phila osiąga wyższy poziom, ale zawiedziony rzeczywistością znów staje się agresywny i brutalny. W tym przypadku więc rozwój wewnętrzny prowadzi do moralnego regresu w sensie społecznym. W filmie zwycięża prawda – tutaj ona jednak nie wyzwala, tylko burzy spokój i porządek.

Czy z działania osoby niemoralnej o wcale nie dobrych intencjach może wypłynąć coś dobrego? Widać tak, może. A czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Pod względem praktycznym nie – nie przynosi nam to żadnych moralnych wytycznych co do tego, jak postępować. Natomiast pod względem teoretycznym tak, ponieważ w ten sposób mamy szansę zobaczyć świat w całej jego nieoczywistości.


Małgorzata Szostak – Doktorantka na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizuje się w metodologii badań językoznawczych, a także zajmuje się literaturą końca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła specjalizację z filmoznawstwa i teatrologii oraz krytyki artystycznej. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Gdańskim.

Tekst jest dostępny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
W pełnej wersji graficznej jest dostępny w pliku PDF.

Fot.: Kadr z filmu Lato miłości


czas: 1 godz. 26 min.
reżyseria: Paweł Pawlikowski
scenariusz: ­Michael Wynne, Paweł Pawlikowski
gatunek: dramat
produkcja: Wielka Brytania
premiera: 21 sierpnia 2004 r. (świat)

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Polecamy