Artykuł Filozofia w filmie

Małgorzata Szostak: Nienasyceni / A Bigger Splash

Film Nienasyceni w krajach anglojęzycznych znany jest pod nazwą A Bigger Splash, która bezpośrednio odsyła do obrazu Davida Hockneya z 1967 roku o tym samym tytule. Analiza jednolitej płaszczyzny koloru na płótnie, na której pojawia się szalony wybuch farby, zaskakująco wzbogaca sensy wydobywane z opowieści przedstawionej nam przez reżysera Lucę Guadagnino.

Najnowszy numer: Oblicza sprawiedliwości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Najnowszy numer można nabyć od 1 czerwca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. tutaj.

Numery drukowane można zamówić online > tutaj. Prenumeratę na rok 2018 można zamówić > tutaj.

Aby dobrowolnie WESPRZEĆ naszą inicjatywę dowolną kwotą, kliknij „tutaj”.

Tekst ukazał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 48–50. W pełnej wer­sji graficznej jest dostęp­ny w pliku PDF.


Obraz Davi­da Hock­neya A Big­ger Splash (pol. Więk­szy plusk) pow­stał w słonecznej Kali­fornii. Ukazu­je nam płaską powierzch­nię otwartego basenu na tle niskiego, nowoczes­nego budynku z dwiema wysoki­mi pal­ma­mi w odd­ali. W wer­tykalnym układzie linii i wypełnionych kolorem ksz­tałtów domin­u­je har­mo­nia. Na pier­wszym planie wid­nieje des­ka prowadzą­ca od prawej krawędzi obrazu pros­to do jed­no­li­cie błęk­it­nej tafli wody. I tam roz­gry­wa się tytułowy splash, wiel­ki plusk, rozsadza­ją­cy ide­al­nie prostą, geom­e­tryczną kom­pozy­cję. Wydłużone pros­toką­ty zosta­ją zalane przez chao­ty­czne rozbryz­gi wody przy­bier­a­jące for­mę wściekłych mazań, przy­pad­kowych chlap­nięć i drżą­cych pociąg­nięć pęd­zlem, roz­dra­pu­ją­cych spokój i pustkę plamy niebieskiego
koloru.

Podob­nie jak na obra­zie, w filmie Luki Guadagni­no jest gorą­co, gęs­to i staty­cznie. Gwiaz­da roc­ka, przy­gas­zona przez inten­sy­wność swego życia Mar­i­anne (grana przez wspani­ałą Tildę Swin­ton), po oper­acji krtani leni­wie spędza czas we Włoszech na wyspie Pan­tel­le­ria u boku swego cichego i spoko­jnego part­nera Paula (przys­to­jny i utal­en­towany Matthias Schoe­naerts). Obo­je korzys­ta­ją z uroków ital­skiego kra­jo­brazu i przy­jem­nie wysok­iej tem­per­atu­ry. Wtedy też nieza­powiedzian­ie zjaw­ia się Har­ry, sza­lony, lubieżny i iry­tu­ją­cy ekspart­ner Mar­i­anne (w tej roli równie niespodziewanie Ralph Fiennes), ze swo­ją córką Pene­lope, o której ist­nie­niu niedawno się dowiedzi­ał (zagrana przez hip­no­tyzu­jącą Dakotę John­son). Cała czwór­ka spędza ze sobą zaled­wie kil­ka dni, ale jakże obfi­tu­ją­cych w niedopowiedzenia, prowokac­je, napię­cia, a wresz­cie w otwarty
kon­flikt.

Flash­bac­ki i strzęp­ki dialogów pozwala­ją uch­wycić wza­jemne relac­je bohaterów, ich moty­wy i intenc­je. Jed­nak choć bohaterowie zma­ga­ją się ze swy­mi namięt­noś­ci­a­mi i sobą nawza­jem, akc­ja toczy się powoli i jed­nos­ta­jnie. Pol­s­ki tytuł fil­mu, Nien­asyceni, swo­ją postać zawdz­ięcza niemal his­terycznym wysiłkom bohaterów, by uch­wycić życie: Har­ry wyży­wa się w miłos­nych uniesieni­ach, muzyce i abso­lut­nej niesub­or­dy­nacji; Mar­i­anne z kolei usiłu­je nałożyć sobie obrożę, by pos­makować odrobiny spoko­ju, choć, jak się okazu­je, robi to dość niew­prawnie; Paul ucieka od swych nawyków, ambicji i wspom­nień; nato­mi­ast intrygu­ją­ca, słod­ka Pene­lope za nic nie daje się do siebie zbliżyć ani swym towarzys­zom, ani wid­zowi. Każdy z nich jest sam. I mimo że na włoskiej wyspie w przy­jem­nej let­niej posi­adłoś­ci dzieje się więcej niż w życiu prze­cięt­nego człowieka, to tak naprawdę nie dzieje się tam nic – losy postaci są równie staty­czne, jak pros­toką­ty i trapezy kolorów na obra­zie Hock­neya. I na tym też musi­ało zależeć reży­serowi: w filmie akc­ja nie posuwa się wartko naprzód, bo i jej bohaterowie nie otwier­a­ją się na dzi­ałanie – są zamknię­ci, więc i świat wokół nich zasty­ga.

Charak­ter takiego sto­sunku do rzeczy­wis­toś­ci stanie się jeszcze wyraźniejszy na tle wiz­ji człowieka, jaką reprezen­tu­je niemiec­ki filo­zof kul­tu­ry Ernst Cas­sir­er. Twierdzi on, że człowiek swo­ją indy­wid­u­al­ność może odnaleźć jedynie uczest­nicząc w życiu społecznym. W myśl Sokrate­sa zauważa, że tylko bezpośred­ni kon­takt z drugim człowiekiem pozwala odkryć i zrozu­mieć ludzką naturę – i czyni tym samym dia­log narzędziem poz­na­nia prawdy. Ta myśl obec­na jest również w dziele fil­mowym włoskiego reży­sera: rzeczy­wis­tość Nien­asy­conych niewiele się zmienia, jak w obra­zie Davi­da Hock­neya, i nie może być inna, gdyż jej bohaterowie dia­logu z nią nie chcą pode­j­mować – do cza­su. W obu dziełach gład­ka powierzch­nia świa­ta przed­staw­ionego pęka wraz z więk­szym pluskiem.

Na obra­zie Hock­neya pozo­ry nieobec­noś­ci człowieka są kluc­zowe: nikt nie wygrze­wa się na słońcu ani nie pły­wa w base­nie, nikt nie zaj­mu­je krzesła rozłożonego przed szk­lany­mi drzwia­mi budynku. Jed­nakże plusk sugeru­je obec­ność kogoś, kto właśnie wykon­ał skok do basenu. Plusk, niejed­norod­ną mieszan­iną błęk­i­tu i bieli odkłada­ją­cy się na płót­nie, a z głośnym uderze­niem wybrzmiewa­ją­cy w filmie, wyt­warza chaos – a wraz z nim życie. Bo w Nien­asy­conych woda w base­nie także zosta­je wzbur­zona, a więk­szy plusk zwias­tu­je dra­mat, jaki ma niedłu­go się roze­grać. To obec­ność oso­by w wodzie wpraw­ia akcję w ruch, przyspiesza wypad­ki, dynamizu­je i przeo­braża resztę postaci – odsła­nia je. W miejsce mart­woty, drętwego uśpi­enia, wparowu­je burza i zamęt: na obra­zie więk­szy plusk budzi do życia kra­jo­braz, w filmie zaś demasku­je i wpraw­ia w ruch bohaterów.

W filmie po zwro­cie akcji sły­chać niepoko­jące brzmie­nie gongu, zwias­tu­jące prze­jś­cie w akt dru­gi, a tuż po nim pojaw­ia­ją się krótkie uję­cia sto­ją­cych nieopo­dal basenu waz i posągów o twarzach przy­pom­i­na­ją­cych mas­ki teatru greck­iego. Mar­i­anne, doty­chczas szepczą­ca, haus­ta­mi chwyta powi­etrze i dra­maty­cznie wydoby­wa z siebie głos. Dochodzi do prze­sile­nia, które wyzwala hamowane uczu­cia i odsła­nia kiszą­cych się w swym ist­nie­niu bohaterów. Dlat­ego słowa Cas­sir­era są na tym tle tak wymowne. Człowiek nat­u­ral­nie poszuku­je klucza do zrozu­mienia samego siebie, lecz tylko wysiłek społeczny daje mu szan­sę znaleźć odpowiedzi na dręczące go pyta­nia. Za Umbertem Eco zauważmy również, że do zrozu­mienia siebie potrze­bu­je­my spo­jrzenia innego, które jed­nocześnie nas określa i ksz­tał­tu­je. I fak­ty­cznie, dopiero bezpośred­nia kon­frontac­ja Paula i Harry’ego oraz Pene­lope z Mar­i­anne owocu­je porzuce­niem fałszu, a więc pewnym poz­naniem.

Sytu­ac­ja moral­na pow­sta­je dopiero w inter­akcji z inny­mi pod­mio­ta­mi, i to ona czyni z nas isto­ty moralne – prze­jś­cie w wymi­ar ety­czny doma­ga się obec­noś­ci drugiego. Tak też pojaw­ia się odpowiedzial­ność, która wypły­wa w dia­logu między główny­mi bohaterka­mi:

  – Lubisz patrzeć, jak ludzie mają kłopo­ty. Czy o to chodzi? Czy taką kobi­etą prag­niesz być?
  – Raczej wolę, by dano mi spokój. To co innego.
  – Nie, to wcale nie co innego

– odpowia­da Mar­i­anne, choć i ona po zer­wa­niu z Har­rym wyt­worzyła pomiędzy nimi dys­tans, raniąc go i prowoku­jąc do zamknię­cia na kon­frontację ze swy­mi uczu­ci­a­mi i rzeczy­wis­toś­cią. Obie bohater­ki skazy­wały siebie i innych na życie w fałszu, który zawsze się pojaw­ia przy braku wyjś­cia ku sobie nawza­jem, bez odpowiedzial­nej ingerencji w rzeczy­wis­tość – bo dru­gi ist­nieje i wchodzi z nami w relac­je, czy tego prag­niemy, czy nie. Sytu­ac­ja ety­cz­na już ist­nieje – może­my zde­cy­dować tylko, w jakim charak­terze w niej wys­tępu­je­my.

Obraz A Big­ger Splash poma­ga uru­chomić filo­zoficzną wyobraźnię widza jeszcze pod innym kątem. Na płót­nie w zastygłej przestrzeni pojaw­ia się moment – plusk. Artys­ta David Hock­ney sam przyz­nawał, że było coś niezwykłego w tym, że dwa tygod­nie mal­ował zdarze­nie, które zajęło nie więcej niż dwie sekundy. Prob­lem natu­ry cza­su pojaw­ia się i w filmie. Bohaterowie odd­a­ją się waka­cyjne­mu lenist­wu: zaży­wa­ją kąpieli w morzu, bło­cie, base­nie, wygrze­wa­ją się na słońcu, uczest­niczą w jar­mar­cznych fes­ty­nach, sycą zmysł smaku egzo­ty­czny­mi potrawa­mi – czas płynie powoli, ryt­micznie, inaczej. Widać to wyraźnie w sce­nie, w której Mar­i­anne obser­wu­je, jak gospo­dyni warzy włos­ki biały ser. Wśród bielonych wap­nem ścian stoi gwiaz­da ubrana w suknię Dio­ra i z rozkoszą próbu­je ricot­ty, gdy w odd­ali sły­chać wiado­moś­ci o trag­icznych losach uchodźców przepraw­ia­ją­cych się przez morze. Jest to tło, do którego nikt się nie odnosi i na które nikt nie reagu­je, gdyż świat codzi­en­noś­ci dawno przes­tał ist­nieć, a bezczas wakacji i let­niej wol­noś­ci roz­tacza wokół swo­je wdz­ię­ki.

Odpowiedzi na pytanie o naturę cza­su i jego per­cepcję powin­no się wzbo­ga­cać także odwoły­waniem do kul­tur­owego uwarunk­owa­nia doświad­cza­jącego pod­mio­tu. Nie bez znaczenia w tym kon­tekś­cie jest bowiem miejsce, które bohaterowie wybrali na odpoczynek – Italia. I mimo że jej sym­bol­icz­na aura nie narzu­ca się wid­zowi z wyraźną sug­esty­wnoś­cią, to czas tam spęd­zony naz­nac­zony jest przez jej his­torię, trady­cję i kul­turę. Jed­nos­ta­jność gorą­cych dni oraz mity­cz­na przestrzeń wprowadza bohaterów w świat, gdzie życie codzi­enne przy­gasa, a na jego miejsce pojaw­ia się let­ni zastój, „ter­az” odczuwane z całą swą siłą i sen­su­al­noś­cią. Stan ten Mircea Eli­ade, rumuńs­ki filo­zof i antropolog kul­tu­ry, nazwał­by prze­niesie­niem w czas świę­ty – mity­czny, gdzie ist­nieje tylko ter­aźniejs­zość. Ale tak jak moment na obra­zie Hock­neya rozsadza kom­pozy­cję, tak chwila w filmie porusza akcję i prze­budza bohaterów z let­niego odrętwienia.

Ang­iel­s­ki tytuł fil­mu – A Big­ger Splash – odsyła­jąc nas do słyn­nego dzieła sztu­ki ang­iel­skiego malarza pop-artu, wręcza nam klucz inter­pre­ta­cyjny, wskazu­ją­cy na zachodzą­cy w filmie con­stans, który zosta­je gwał­town­ie prz­er­wany. Pol­s­ka jego wer­s­ja – Nien­asyceni – z kolei prze­suwa akcent na to, co dzieje się między bohat­era­mi, oraz na ich sposób doświad­cza­nia i radzenia sobie z życiem. Tytuł ukierunk­owu­je nasz sposób odbioru dzieła, a także późniejsze rozu­mie­nie jego sen­su, a to pod­nosi pytanie o naturę dzieła sztu­ki w ogóle oraz jego odd­zi­ały­wanie na pod­miot poz­na­nia. Pytanie to jest szczegól­nie intere­su­jące, kiedy sta­je­my się świad­ka­mi wpły­wu jed­nego dzieła sztu­ki na drugie.

Ter­az mamy przed sobą dwa tytuły i to od nas zależy, które doświad­cze­nie stanie się naszym udzi­ałem: czy będzie to czy­tanie fil­mu poprzez obraz i wza­jemne przymierzanie wypły­wa­ją­cych z obu dzieł sen­sów; czy włącze­nie się w poszuki­wa­nia bohaterów, którzy wciąż pozosta­ją nien­asyceni.


Mał­gorza­ta Szostak – Dok­toran­t­ka na Wydziale Filo­log­icznym Uni­w­er­syte­tu Gdańskiego, spec­jal­izu­je się w metodologii badań językoz­naw­czych, a także zaj­mu­je się lit­er­aturą koń­ca XIX i początku XX wieku. Na polonistyce ukończyła spec­jal­iza­cję z fil­moz­naw­st­wa i teatrologii oraz kry­ty­ki artysty­cznej. Absol­wen­t­ka filo­zofii na Uni­w­er­syte­cie Gdańskim.

Tekst jest dostęp­ny na licencji: Uznanie autorstwa-Na tych samych warunk­ach 3.0 Pol­s­kaW pełnej wer­sji graficznej moż­na go przeczy­tać > tutaj.

< Powrót do spisu treś­ci numeru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wesprzeć tę inicjatywę dowolną kwotą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakładki „WSPARCIE” na naszej stronie, klikając poniższy link. Klik: Chcę wesprzeć „Filozofuj!”

Wesprzyj nasz projekt

Polecamy