Artykuł Filozofia w filmie

Małgorzata Szostak: Nienasyceni / A Bigger Splash

Film Nienasyceni w krajach anglojęzycznych znany jest pod nazwą A Bigger Splash, która bezpośrednio odsyła do obrazu Davida Hockneya z 1967 roku o tym samym tytule. Analiza jednolitej płaszczyzny koloru na płótnie, na której pojawia się szalony wybuch farby, zaskakująco wzbogaca sensy wydobywane z opowieści przedstawionej nam przez reżysera Lucę Guadagnino.

Najnowszy numer: Zagadka tożsamości

Zapisz się do newslettera:

---

Filozofuj z nami w social media

Nume­ry dru­ko­wa­ne moż­na zamó­wić onli­ne > tutaj. Pre­nu­me­ra­tę na rok 2017 moż­na zamó­wić > tutaj.

Magazyn można też nabyć od 7 marca w salonikach prasowych wielu sieci. Szczegóły zob. > tutaj.

Aby dobro­wol­nie WESPRZEĆ naszą ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą, klik­nij „TUTAJ”.

Tek­st uka­zał się w „Filo­zo­fuj” 2016 nr 5 (11), s. 48–50. W peł­nej wer­sji gra­ficz­nej jest dostęp­ny w pli­ku PDF.


Obraz Davi­da Hock­neya A Big­ger Spla­sh (pol. Więk­szy plu­sk) powstał w sło­necz­nej Kali­for­nii. Uka­zu­je nam pła­ską powierzch­nię otwar­te­go base­nu na tle niskie­go, nowo­cze­sne­go budyn­ku z dwie­ma wyso­ki­mi pal­ma­mi w odda­li. W wer­ty­kal­nym ukła­dzie linii i wypeł­nio­ny­ch kolo­rem kształ­tów domi­nu­je har­mo­nia. Na pierw­szym pla­nie wid­nie­je deska pro­wa­dzą­ca od pra­wej kra­wę­dzi obra­zu pro­sto do jed­no­li­cie błę­kit­nej tafli wody. I tam roz­gry­wa się tytu­ło­wy spla­sh, wiel­ki plu­sk, roz­sa­dza­ją­cy ide­al­nie pro­stą, geo­me­trycz­ną kom­po­zy­cję. Wydłu­żo­ne pro­sto­ką­ty zosta­ją zala­ne przez cha­otycz­ne roz­bry­zgi wody przy­bie­ra­ją­ce for­mę wście­kły­ch mazań, przy­pad­ko­wy­ch chlap­nięć i drżą­cy­ch pocią­gnięć pędz­lem, roz­dra­pu­ją­cy­ch spo­kój i pust­kę pla­my nie­bie­skie­go
kolo­ru.

Podob­nie jak na obra­zie, w fil­mie Luki Guada­gni­no jest gorą­co, gęsto i sta­tycz­nie. Gwiaz­da roc­ka, przy­ga­szo­na przez inten­syw­no­ść swe­go życia Marian­ne (gra­na przez wspa­nia­łą Til­dę Swin­ton), po ope­ra­cji krta­ni leni­wie spę­dza czas we Wło­sze­ch na wyspie Pan­tel­le­ria u boku swe­go ciche­go i spo­koj­ne­go part­ne­ra Pau­la (przy­stoj­ny i uta­len­to­wa­ny Mat­thias Scho­ena­erts). Obo­je korzy­sta­ją z uro­ków ital­skie­go kra­jo­bra­zu i przy­jem­nie wyso­kiej tem­pe­ra­tu­ry. Wte­dy też nie­za­po­wie­dzia­nie zja­wia się Har­ry, sza­lo­ny, lubież­ny i iry­tu­ją­cy eks­part­ner Marian­ne (w tej roli rów­nie nie­spo­dzie­wa­nie Ral­ph Fien­nes), ze swo­ją cór­ką Pene­lo­pe, o któ­rej ist­nie­niu nie­daw­no się dowie­dział (zagra­na przez hip­no­ty­zu­ją­cą Dako­tę John­son). Cała czwór­ka spę­dza ze sobą zale­d­wie kil­ka dni, ale jak­że obfi­tu­ją­cy­ch w nie­do­po­wie­dze­nia, pro­wo­ka­cje, napię­cia, a wresz­cie w otwar­ty
kon­flikt.

Fla­sh­bac­ki i strzęp­ki dia­lo­gów pozwa­la­ją uchwy­cić wza­jem­ne rela­cje boha­te­rów, ich moty­wy i inten­cje. Jed­nak choć boha­te­ro­wie zma­ga­ją się ze swy­mi namięt­no­ścia­mi i sobą nawza­jem, akcja toczy się powo­li i jed­no­staj­nie. Pol­ski tytuł fil­mu, Nie­na­sy­ce­ni, swo­ją postać zawdzię­cza nie­mal histe­rycz­nym wysił­kom boha­te­rów, by uchwy­cić życie: Har­ry wyży­wa się w miło­sny­ch unie­sie­nia­ch, muzy­ce i abso­lut­nej nie­sub­or­dy­na­cji; Marian­ne z kolei usi­łu­je nało­żyć sobie obro­żę, by posma­ko­wać odro­bi­ny spo­ko­ju, choć, jak się oka­zu­je, robi to dość nie­wpraw­nie; Paul ucie­ka od swy­ch nawy­ków, ambi­cji i wspo­mnień; nato­mia­st intry­gu­ją­ca, słod­ka Pene­lo­pe za nic nie daje się do sie­bie zbli­żyć ani swym towa­rzy­szom, ani widzo­wi. Każ­dy z nich jest sam. I mimo że na wło­skiej wyspie w przy­jem­nej let­niej posia­dło­ści dzie­je się wię­cej niż w życiu prze­cięt­ne­go czło­wie­ka, to tak napraw­dę nie dzie­je się tam nic – losy posta­ci są rów­nie sta­tycz­ne, jak pro­sto­ką­ty i tra­pe­zy kolo­rów na obra­zie Hock­neya. I na tym też musia­ło zale­żeć reży­se­ro­wi: w fil­mie akcja nie posu­wa się wart­ko naprzód, bo i jej boha­te­ro­wie nie otwie­ra­ją się na dzia­ła­nie – są zamknię­ci, więc i świat wokół nich zasty­ga.

Cha­rak­ter takie­go sto­sun­ku do rze­czy­wi­sto­ści sta­nie się jesz­cze wyraź­niej­szy na tle wizji czło­wie­ka, jaką repre­zen­tu­je nie­miec­ki filo­zof kul­tu­ry Ern­st Cas­si­rer. Twier­dzi on, że czło­wiek swo­ją indy­wi­du­al­no­ść może odna­leźć jedy­nie uczest­ni­cząc w życiu spo­łecz­nym. W myśl Sokra­te­sa zauwa­ża, że tyl­ko bez­po­śred­ni kon­takt z dru­gim czło­wie­kiem pozwa­la odkryć i zro­zu­mieć ludz­ką natu­rę – i czy­ni tym samym dia­log narzę­dziem pozna­nia praw­dy. Ta myśl obec­na jest rów­nież w dzie­le fil­mo­wym wło­skie­go reży­se­ra: rze­czy­wi­sto­ść Nie­na­sy­co­ny­ch nie­wie­le się zmie­nia, jak w obra­zie Davi­da Hock­neya, i nie może być inna, gdyż jej boha­te­ro­wie dia­lo­gu z nią nie chcą podej­mo­wać – do cza­su. W obu dzie­ła­ch gład­ka powierzch­nia świa­ta przed­sta­wio­ne­go pęka wraz z więk­szym plu­skiem.

Na obra­zie Hock­neya pozo­ry nie­obec­no­ści czło­wie­ka są klu­czo­we: nikt nie wygrze­wa się na słoń­cu ani nie pły­wa w base­nie, nikt nie zaj­mu­je krze­sła roz­ło­żo­ne­go przed szkla­ny­mi drzwia­mi budyn­ku. Jed­nak­że plu­sk suge­ru­je obec­no­ść kogoś, kto wła­śnie wyko­nał skok do base­nu. Plu­sk, nie­jed­no­rod­ną mie­sza­ni­ną błę­ki­tu i bie­li odkła­da­ją­cy się na płót­nie, a z gło­śnym ude­rze­niem wybrzmie­wa­ją­cy w fil­mie, wytwa­rza cha­os – a wraz z nim życie. Bo w Nie­na­sy­co­ny­ch woda w base­nie tak­że zosta­je wzbu­rzo­na, a więk­szy plu­sk zwia­stu­je dra­mat, jaki ma nie­dłu­go się roze­grać. To obec­no­ść oso­by w wodzie wpra­wia akcję w ruch, przy­spie­sza wypad­ki, dyna­mi­zu­je i prze­obra­ża resz­tę posta­ci – odsła­nia je. W miej­sce mar­two­ty, drę­twe­go uśpie­nia, wpa­ro­wu­je burza i zamęt: na obra­zie więk­szy plu­sk budzi do życia kra­jo­braz, w fil­mie zaś dema­sku­je i wpra­wia w ruch boha­te­rów.

W fil­mie po zwro­cie akcji sły­chać nie­po­ko­ją­ce brzmie­nie gon­gu, zwia­stu­ją­ce przej­ście w akt dru­gi, a tuż po nim poja­wia­ją się krót­kie uję­cia sto­ją­cy­ch nie­opo­dal base­nu waz i posą­gów o twa­rza­ch przy­po­mi­na­ją­cy­ch maski teatru grec­kie­go. Marian­ne, dotych­czas szep­czą­ca, hau­sta­mi chwy­ta powie­trze i dra­ma­tycz­nie wydo­by­wa z sie­bie głos. Docho­dzi do prze­si­le­nia, któ­re wyzwa­la hamo­wa­ne uczu­cia i odsła­nia kiszą­cy­ch się w swym ist­nie­niu boha­te­rów. Dla­te­go sło­wa Cas­si­re­ra są na tym tle tak wymow­ne. Czło­wiek natu­ral­nie poszu­ku­je klu­cza do zro­zu­mie­nia same­go sie­bie, lecz tyl­ko wysi­łek spo­łecz­ny daje mu szan­sę zna­leźć odpo­wie­dzi na drę­czą­ce go pyta­nia. Za Umber­tem Eco zauważ­my rów­nież, że do zro­zu­mie­nia sie­bie potrze­bu­je­my spoj­rze­nia inne­go, któ­re jed­no­cze­śnie nas okre­śla i kształ­tu­je. I fak­tycz­nie, dopie­ro bez­po­śred­nia kon­fron­ta­cja Pau­la i Harry’ego oraz Pene­lo­pe z Marian­ne owo­cu­je porzu­ce­niem fał­szu, a więc pew­nym pozna­niem.

Sytu­acja moral­na powsta­je dopie­ro w inte­rak­cji z inny­mi pod­mio­ta­mi, i to ona czy­ni z nas isto­ty moral­ne – przej­ście w wymiar etycz­ny doma­ga się obec­no­ści dru­gie­go. Tak też poja­wia się odpo­wie­dzial­no­ść, któ­ra wypły­wa w dia­lo­gu mię­dzy głów­ny­mi boha­ter­ka­mi:

  – Lubi­sz patrzeć, jak ludzie mają kło­po­ty. Czy o to cho­dzi? Czy taką kobie­tą pra­gnie­sz być?
  – Raczej wolę, by dano mi spo­kój. To co inne­go.
  – Nie, to wca­le nie co inne­go

– odpo­wia­da Marian­ne, choć i ona po zerwa­niu z Har­rym wytwo­rzy­ła pomię­dzy nimi dystans, raniąc go i pro­wo­ku­jąc do zamknię­cia na kon­fron­ta­cję ze swy­mi uczu­cia­mi i rze­czy­wi­sto­ścią. Obie boha­ter­ki ska­zy­wa­ły sie­bie i inny­ch na życie w fał­szu, któ­ry zawsze się poja­wia przy bra­ku wyj­ścia ku sobie nawza­jem, bez odpo­wie­dzial­nej inge­ren­cji w rze­czy­wi­sto­ść – bo dru­gi ist­nie­je i wcho­dzi z nami w rela­cje, czy tego pra­gnie­my, czy nie. Sytu­acja etycz­na już ist­nie­je – może­my zde­cy­do­wać tyl­ko, w jakim cha­rak­te­rze w niej wystę­pu­je­my.

Obraz A Big­ger Spla­sh poma­ga uru­cho­mić filo­zo­ficz­ną wyobraź­nię widza jesz­cze pod innym kątem. Na płót­nie w zasty­głej prze­strze­ni poja­wia się moment – plu­sk. Arty­sta David Hock­ney sam przy­zna­wał, że było coś nie­zwy­kłe­go w tym, że dwa tygo­dnie malo­wał zda­rze­nie, któ­re zaję­ło nie wię­cej niż dwie sekun­dy. Pro­blem natu­ry cza­su poja­wia się i w fil­mie. Boha­te­ro­wie odda­ją się waka­cyj­ne­mu leni­stwu: zaży­wa­ją kąpie­li w morzu, bło­cie, base­nie, wygrze­wa­ją się na słoń­cu, uczest­ni­czą w jar­marcz­ny­ch festy­na­ch, sycą zmy­sł sma­ku egzo­tycz­ny­mi potra­wa­mi – czas pły­nie powo­li, ryt­micz­nie, ina­czej. Widać to wyraź­nie w sce­nie, w któ­rej Marian­ne obser­wu­je, jak gospo­dy­ni warzy wło­ski bia­ły ser. Wśród bie­lo­ny­ch wap­nem ścian stoi gwiaz­da ubra­na w suk­nię Dio­ra i z roz­ko­szą pró­bu­je ricot­ty, gdy w odda­li sły­chać wia­do­mo­ści o tra­gicz­ny­ch losa­ch uchodź­ców prze­pra­wia­ją­cy­ch się przez morze. Jest to tło, do któ­re­go nikt się nie odno­si i na któ­re nikt nie reagu­je, gdyż świat codzien­no­ści daw­no prze­stał ist­nieć, a bez­czas waka­cji i let­niej wol­no­ści roz­ta­cza wokół swo­je wdzię­ki.

Odpo­wie­dzi na pyta­nie o natu­rę cza­su i jego per­cep­cję powin­no się wzbo­ga­cać tak­że odwo­ły­wa­niem do kul­tu­ro­we­go uwa­run­ko­wa­nia doświad­cza­ją­ce­go pod­mio­tu. Nie bez zna­cze­nia w tym kon­tek­ście jest bowiem miej­sce, któ­re boha­te­ro­wie wybra­li na odpo­czy­nek – Ita­lia. I mimo że jej sym­bo­licz­na aura nie narzu­ca się widzo­wi z wyraź­ną suge­styw­no­ścią, to czas tam spę­dzo­ny nazna­czo­ny jest przez jej histo­rię, tra­dy­cję i kul­tu­rę. Jed­no­staj­no­ść gorą­cy­ch dni oraz mitycz­na prze­strzeń wpro­wa­dza boha­te­rów w świat, gdzie życie codzien­ne przy­ga­sa, a na jego miej­sce poja­wia się let­ni zastój, „teraz” odczu­wa­ne z całą swą siłą i sen­su­al­no­ścią. Stan ten Mir­cea Elia­de, rumuń­ski filo­zof i antro­po­log kul­tu­ry, nazwał­by prze­nie­sie­niem w czas świę­ty – mitycz­ny, gdzie ist­nie­je tyl­ko teraź­niej­szo­ść. Ale tak jak moment na obra­zie Hock­neya roz­sa­dza kom­po­zy­cję, tak chwi­la w fil­mie poru­sza akcję i prze­bu­dza boha­te­rów z let­nie­go odrę­twie­nia.

Angiel­ski tytuł fil­mu – A Big­ger Spla­sh – odsy­ła­jąc nas do słyn­ne­go dzie­ła sztu­ki angiel­skie­go mala­rza pop-artu, wrę­cza nam klu­cz inter­pre­ta­cyj­ny, wska­zu­ją­cy na zacho­dzą­cy w fil­mie con­stans, któ­ry zosta­je gwał­tow­nie prze­rwa­ny. Pol­ska jego wer­sja – Nie­na­sy­ce­ni – z kolei prze­su­wa akcent na to, co dzie­je się mię­dzy boha­te­ra­mi, oraz na ich spo­sób doświad­cza­nia i radze­nia sobie z życiem. Tytuł ukie­run­ko­wu­je nasz spo­sób odbio­ru dzie­ła, a tak­że póź­niej­sze rozu­mie­nie jego sen­su, a to pod­no­si pyta­nie o natu­rę dzie­ła sztu­ki w ogó­le oraz jego oddzia­ły­wa­nie na pod­miot pozna­nia. Pyta­nie to jest szcze­gól­nie inte­re­su­ją­ce, kie­dy sta­je­my się świad­ka­mi wpły­wu jed­ne­go dzie­ła sztu­ki na dru­gie.

Teraz mamy przed sobą dwa tytu­ły i to od nas zale­ży, któ­re doświad­cze­nie sta­nie się naszym udzia­łem: czy będzie to czy­ta­nie fil­mu poprzez obraz i wza­jem­ne przy­mie­rza­nie wypły­wa­ją­cy­ch z obu dzieł sen­sów; czy włą­cze­nie się w poszu­ki­wa­nia boha­te­rów, któ­rzy wciąż pozo­sta­ją nie­na­sy­ce­ni.


malgorzata-szostakMał­go­rza­ta Szo­stak – Dok­to­rant­ka na Wydzia­le Filo­lo­gicz­nym Uni­wer­sy­te­tu Gdań­skie­go, spe­cja­li­zu­je się w meto­do­lo­gii badań języ­ko­znaw­czy­ch, a tak­że zaj­mu­je się lite­ra­tu­rą koń­ca XIX i począt­ku XX wie­ku. Na polo­ni­sty­ce ukoń­czy­ła spe­cja­li­za­cję z fil­mo­znaw­stwa i teatro­lo­gii oraz kry­ty­ki arty­stycz­nej. Absol­went­ka filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Gdań­skim.

Tek­st jest dostęp­ny na licen­cji: Uzna­nie autor­stwa-Na tych samy­ch warun­ka­ch 3.0 Pol­skaW peł­nej wer­sji gra­ficz­nej moż­na go prze­czy­tać > tutaj.

< Powrót do spi­su tre­ści nume­ru.

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chce­sz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przej­dź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy