Filmy Filozofia w filmie Omówienia i recenzje

Marta Soniewicka: Przerwane milczenie Boga. O paradoksach wiary na podstawie filmu Scorsese pt. Milczenie

Czy wiara może wymagać od nas zaparcia się Boga? Czy publiczne wyrzeczenie się własnej wiary w celu ratowania życia niewinnych ludzi jest aktem heroizmu czy dezercji duchowej? Pytania te otwiera przed nami najnowszy film Martina Scorsese pt. Milczenie. Film ten, oparty na podstawie powieści Shusaku Endo, ma niewątpliwie szczególny charakter w dorobku włoskiego reżysera. Jest to film konfesyjny, jak zauważa krytyk filmowy Michał Oleszczyk, gdyż dotyka problemu wiary, który jest osobistym problemem reżysera.

R e k l a m a

Sprzecz­ność jest dźwi­gnią trans­cen­den­cji

Simo­ne Weil

Na tego­rocz­nej gali osca­ro­wej film Scor­se­se pomi­nię­to, doce­nia­jąc jed­no­cze­śnie film Mela Gib­so­na pt. Prze­łęcz oca­lo­nych, któ­ry w cał­ko­wi­cie inny spo­sób opo­wia­da o żar­li­wo­ści wia­ry chrze­ści­jań­skiej. Trud­no się dzi­wić, że film Gib­so­na zdo­łał się łatwiej prze­bić do popkul­tu­ro­wej świa­do­mo­ści – jest to dzie­ło mówią­ce o uni­wer­sal­nej war­to­ści nie­sie­nia pomo­cy innym. Głów­ny boha­ter (w tej roli Andrew Gar­field, któ­ry jed­no­cze­śnie gra głów­ną rolę jezu­ity Rodri­gu­esa w fil­mie Mil­cze­nie) nie­sio­ny duchem wia­ry, reali­zu­je tę war­tość w dra­stycz­nych warun­kach wojen­nych w ska­li gra­ni­czą­cej z cudem (o róż­nych rozu­mie­niach poję­cia cudu – zob. „Filo­zo­fuj!” 2015, nr 6). Ten film może więc tra­fić do każ­de­go, nie­za­leż­nie od tego, czy jest to oso­ba wie­rzą­ca, czy nie. W przy­pad­ku fil­mu Scor­se­se tak nie jest, gdyż jego bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny boha­ter zma­ga się ze znacz­nie mniej oczy­wi­sty­mi war­to­ścia­mi ducho­wy­mi, przede wszyst­kim z pro­ble­mem oso­bi­stej rela­cji z Bogiem.

Śladem chrześcijańskich misjonarzy w Japonii

Histo­ria przed­sta­wio­na w fil­mie roz­gry­wa się na począt­ku XVII w. i opo­wia­da o dwóch mło­dych por­tu­gal­skich jezu­itach, Rodri­gu­esie i Garu­pe (Adam Dri­ver), któ­rzy uda­ją się do Japo­nii w poszu­ki­wa­niu swe­go daw­ne­go mistrza ducho­we­go – ojca Fer­re­iry (Liam Neeson), o któ­rym dowie­dzie­li się, że pod­czas swej pra­cy misyj­nej doko­nał apo­sta­zji, któ­ra zgod­nie z defi­ni­cją pra­wa kano­nicz­ne­go jest cał­ko­wi­tym porzu­ce­niem wia­ry chrze­ści­jań­skiej (Kan. 751). Wyda­rzy­ło się to w cza­sie okrut­nych prze­śla­do­wań chrze­ści­jan w Japo­nii, co pozwa­la wie­rzyć widzom, że Fer­re­ira doko­nał tego aktu pod wpły­wem okrut­nych tor­tur, od któ­rych zaczy­na się film. 

Jego dwaj ucznio­wie, świa­do­mi ryzy­ka, uda­ją się jego śla­dem. Jadą do Japo­nii nie w celu misjo­nar­skim, lecz aby ura­to­wać życie ojca Fer­re­iry, a jeśli wyzna­ny w jego liście akt apo­sta­zji oka­że się praw­dą, tak­że w celu oca­le­nia jego duszy. Prze­wod­ni­kiem mło­dych jezu­itów sta­je się tajem­ni­czy Japoń­czyk – Kichi­ji­ro (Yôsu­ke Kubo­zu­ka), któ­ry, jak się póź­niej dowia­du­je­my, jest jed­nym z prze­śla­do­wa­nych chrze­ści­jan; cier­pi z powo­du wła­snej sła­bo­ści, na sku­tek któ­rej wyparł się Boga i stra­cił całą rodzi­nę oraz honor. Odgry­wa w fil­mie zarów­no figu­rę zdraj­cy Juda­sza, jak i św. Pio­tra, wie­lo­krot­nie wypie­ra­ją­ce­go się Jezu­sa, ale jed­no­cze­śnie trwa­ją­ce­go w wie­rze, cze­go dowo­dzi jego upo­rczy­we doma­ga­nie się spo­wie­dzi u ojca Rodri­gu­esa. Ta kary­ka­tu­ral­na postać jest zarów­no recy­dy­wi­stą na grun­cie zdra­dy, jak i na grun­cie poku­ty – pozo­sta­je u boku Rodri­gu­esa do koń­ca jako wier­ny nie­wier­ny uczeń. Jezu­ita począt­ko­wo odno­si się do nie­go z peł­ną wyż­szo­ści moral­nej lito­ścią, by pod koniec fil­mu nie­po­strze­że­nie się do nie­go upodob­nić.

Za kogo umarł Jezus na krzyżu? Spór o uniwersalność chrześcijaństwa

Dele­ga­li­za­cja chrze­ści­jań­stwa wią­że się z japoń­ską poli­ty­ką wal­ki z zachod­nim impe­ria­li­zmem. Wyko­rze­nie­niem chrze­ści­jań­stwa zaj­mu­je się samu­raj­ska inkwi­zy­cja, kie­ro­wa­na przez cynicz­ne­go i okrut­ne­go inkwi­zy­to­ra naczel­ne­go Ino­ue (Issei Oga­ta). Inkwi­zy­tor wda­je się w dys­pu­ty ze schwy­ta­nym Rodri­gu­esem, wyka­zu­jąc pew­ną zna­jo­mość dok­try­ny chrze­ści­jań­skiej, a nawet ukry­wa­ny podziw wobec niej. Inkwi­zy­tor nie uwa­ża chrze­ści­jań­stwa za dok­try­nę bez­sen­sow­ną, ale za dok­try­nę nie­bez­piecz­ną w Japo­nii. Jego pomoc­ni­cy arty­ku­łu­ją zaś, że chrze­ści­jań­stwo jest bez pożyt­ku i war­to­ści w cał­ko­wi­cie odmien­nej kul­tu­ro­wo Japo­nii, cze­mu sprze­ci­wia się jezu­ita, mówiąc, że praw­da nie może być uzna­wa­na za praw­dę, jeśli obo­wią­zu­je w Por­tu­ga­lii, a nie obo­wią­zu­je w Japo­nii.

Traf­ne w kon­tek­ście tra­gicz­nej wal­ki o uni­wer­sal­ność praw­dy zba­wie­nia wyda­ją się sło­wa tra­pi­sty Toma­sza Mer­to­na:

w obec­nym poło­że­niu zna­leź­li­śmy się wła­śnie dla­te­go, że ludzie nigdy napraw­dę nie poję­li ani nie uwie­rzy­li w Chry­stu­sa. To nie jest żaden fra­zes ani oczy­wi­ście nie nale­ży tego brać w takim zna­cze­niu, że „ludzie nigdy nie sta­li się poboż­ny­mi chrze­ści­ja­na­mi”. Prze­ciw­nie, poboż­ni chrze­ści­ja­nie są zawsze, ale szcze­rze mówiąc, oni niko­mu żad­nych pro­ble­mów nie roz­wią­zu­ją, a już naj­mniej świa­tu. Chry­stus nie umarł na krzy­żu jedy­nie po to, aby mogli ist­nieć poboż­ni chrze­ści­ja­nie (z listu T. Mer­to­na do Cz. Miło­sza z 16.09.1961 r.).

Test wiary

Wie­rze Rodri­gu­esa bra­ku­je jed­nak podob­nej poko­ry i doma­ga się, by prze­te­sto­wa­no jego wia­rę praw­dzi­wym wyzwa­niem i rze­czy­wi­ście je otrzy­mu­je. Japoń­scy inkwi­zy­to­rzy, podzi­wia­jąc siłę deter­mi­na­cji misjo­na­rzy, posta­na­wia­ją wydać ich wia­rę na nie­zwy­kle wyra­fi­no­wa­ną pró­bę. Dostrze­gli oni, iż męczeń­ska śmierć wyznaw­ców jedy­nie wzmac­nia, a nie wyple­nia chrze­ści­jań­ską wia­rę ludu. Ich prze­bie­głość pole­ga więc na tym, że chcą, by księ­ża, będą­cy prze­wod­ni­ka­mi ludu, publicz­nie wyrze­kli się wia­ry dla rato­wa­nia życia wier­nych, co ma na celu trwa­łe pod­cię­cie korze­ni wia­ry w Japo­nii, w któ­rej misjo­na­rze sta­ją się powszech­nie wyszy­dza­ny­mi apo­sta­ta­mi. Dia­bo­licz­ność dia­lek­ty­ki opraw­ców pole­ga na tym, że wie­dząc, iż chrze­ści­jań­stwo doma­ga się hero­icz­ne­go poświę­ce­nia sie­bie za innych, tor­tu­ra­mi nie­win­nych wymu­sza­ją na jezu­itach poświę­ce­nie cze­goś wię­cej niż życia – wia­ry.

Bluźnierstwo

Wyrze­cze­nie się wia­ry chrze­ści­jań­skiej odby­wa się za pomo­cą sym­bo­licz­ne­go gestu pode­pta­nia wize­run­ku Jezu­sa, co moż­na rozu­mieć jako akt nie tyl­ko apo­sta­zji, ale tak­że bluź­nier­stwa – publicz­ne­go znie­wa­że­nia reli­gii (Kan. 1369). W pra­wie Sta­re­go Testa­men­tu bluź­nier­stwo kara­no śmier­cią przez uka­mie­no­wa­nie (Kpł 24, 10–16), karę śmier­ci prze­wi­du­je za to rów­nież Islam. Chrze­ści­jań­stwo ode­szło od tak suro­we­go kara­nia za znie­wa­gę reli­gii, zwa­żyw­szy, że sam Jezus był wie­lo­krot­nie oskar­ża­ny przez fary­ze­uszy o bluź­nier­stwo (J 10,33; Mk 14,64; Mt 26,65). Poza tym, chrze­ści­jań­stwo jako reli­gia miło­sier­dzia, zakła­da, że każ­dy bluź­nier­ca może się jesz­cze do koń­ca swych dni nawró­cić, przez co kara śmier­ci była­by sprzecz­na z ewan­ge­licz­ną eko­no­mią zba­wie­nia.

Kodeks pra­wa kano­nicz­ne­go nie pre­cy­zu­je kary za bluź­nier­stwo, ogra­ni­cza­jąc się do stwier­dze­nia, że powin­na być ona spra­wie­dli­wa. Na grun­cie pra­wa kar­ne­go, zarów­no pań­stwo­we­go, jak i kano­nicz­ne­go, przed­mio­tem ochro­ny praw­nej nie jest Bóg, któ­re­go obra­zić nie moż­na, ale reli­gia i jej wyznaw­cy (stąd też współ­cze­sne kodek­sy kar­ne mówią o ochro­nie uczuć reli­gij­nych, a nie wprost o bluź­nier­stwie).

W wypad­ku scen poka­za­nych w fil­mie moż­na mieć jed­nak istot­ne wąt­pli­wo­ści co do tego, czy do bluź­nier­stwa, będą­ce­go grze­chem śmier­tel­nym (tj. nisz­czą­cym miłość w ser­cu czło­wie­ka, KKK §1855), rze­czy­wi­ście docho­dzi. Kate­chizm Kościo­ła Kato­lic­kie­go zakła­da, że popeł­nie­nie grze­chu śmier­tel­ne­go, będą­ce­go wyra­zem rady­kal­nej wol­no­ści, wyma­ga cał­ko­wi­tej i dobro­wol­nej zgo­dy (KKK §1859), a to zosta­je ogra­ni­czo­ne przez przy­mus, strach i inne czyn­ni­ki typu zagro­że­nie tor­tu­ra­mi (KKK §1746). Czy­stą „zewnętrz­ność” gestu bluź­nier­stwa jezu­ity potwier­dza choć­by przej­mu­ją­ca sce­na, w któ­rej ojciec Fer­re­ira, zaraz po tym jak zosta­je zmu­szo­ny do pode­pta­nia wize­run­ku Jezu­sa, pada przed nim na kola­na i go cału­je. Moż­na też roz­pa­try­wać nie­waż­ność apo­sta­zji doko­na­nej pod przy­mu­sem, sto­su­jąc ana­lo­gię do jezu­ic­kie­go rese­rva­tio men­ta­lis (zastrze­że­nia myślo­we­go), któ­re mia­ło unie­waż­nić nawet krzy­wo­przy­się­stwo.

Prawo do własnego wyboru religii

Istot­nym pro­ble­mem sytu­acji jezu­itów jest jed­nak to, że ich wybór ma zna­mio­na wybo­ru tra­gicz­ne­go, gdyż doty­czy wybo­ru mię­dzy ura­to­wa­niem życia wier­nych a rato­wa­niem ich dusz przed utra­tą wia­ry, gdzie każ­dy z wybo­rów jest zły. Nawet więc jeśli ich bluź­nier­stwo nie jest szcze­re, to jed­nak jego cel – pozba­wie­nie wier­nych wzor­ców wia­ry – może zostać osią­gnię­te. Fer­re­ira, któ­ry kil­ka­krot­nie odwie­dza Rodri­gu­esa w wię­zie­niu i nama­wia go do apo­sta­zji, odrzu­ca ten argu­ment, twier­dząc, że Japoń­czy­cy tyl­ko powierz­chow­nie zosta­li schry­stia­ni­zo­wa­ni i ginąc w męczar­niach wca­le nie umie­ra­ją za wia­rę, tyl­ko za misjo­na­rzy.

Nie­za­leż­nie od tego, czy uzna­my ten argu­ment za sofi­stycz­ny, war­to tu dodać za Simo­ne Weil, że świa­dec­twem wia­ry w Boga nie jest umie­ra­nie za Boga, ale umie­ra­nie za innych ludzi, dozna­ją­cych nie­spra­wie­dli­wo­ści (w co wpi­sać się może boha­ter­ska śmierć dru­gie­go mło­de­go jezu­ity – Garu­pe). Bro­niąc jed­nak japoń­skich męczen­ni­ków, moż­na powie­dzieć za Nie­tz­schem, że być może nie umie­ra­li oni za reli­gię, ale z pew­no­ścią umie­ra­li za pra­wo do wła­sne­go wybo­ru reli­gii.

Gdy więc Rodri­gu­es zarzu­ca Fer­re­irze, iż w ten spo­sób uspra­wie­dli­wia jedy­nie swo­ją sła­bość, jego daw­ny mistrz każe mu odrzu­cić pychę, w któ­rej mło­dy jezu­ita postrze­ga swo­ją mękę na wzór Męki Pań­skiej i każe mu modlić się „z otwar­ty­mi oczy­ma”. Otwar­cie oczu bądź uszu jest nawią­za­niem do Biblii, w któ­rej sta­no­wi zarów­no sym­bol pozna­nia (dobra i zła), jak i nawró­ce­nia (jak moż­na inter­pre­to­wać uzdro­wie­nia śle­pych i głu­cho­nie­mych przez Jezu­sa).

Wizerunki Jezusa

Co cie­ka­we, w fil­mie poja­wia­ją się róż­ne wize­run­ki Jezu­sa – inny wize­ru­nek mają dep­tać wie­śnia­cy (obraz Maryi z Dzie­ciąt­kiem, przed któ­rym pokłon skła­da­ją zarów­no paste­rze, jak i kró­lo­wie); inny dep­cze ojciec Fer­re­ira (Jezu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go), a jesz­cze inny ojciec Rodri­gu­es (obraz Ecce Homo). Obra­zy te sym­bo­li­zu­ją zapew­ne to, cze­go wyrzec się mają prze­śla­do­wa­ni – w wypad­ku wie­śnia­ków jest to nie­bez­piecz­ne zwierzch­nic­two obcej reli­gii, w wypad­ku Fer­re­iry wia­ra w sens męczeń­skiej śmier­ci na krzy­żu, a w wypad­ku Rodri­gu­esa wia­ra w czło­wie­czeń­stwo Boga, zacho­wu­ją­ce­go god­ność nawet w naj­gor­szym upo­ko­rze­niu.

Upokorzenie w „kulturze wstydu”

Na tym się jed­nak nie koń­czy, jeden akt apo­sta­zji pocią­ga za sobą kolej­ny i kolej­ny, a te, mają­ce na celu nie­ustan­ne poni­że­nie apo­sta­tów, cią­gną się w nie­skoń­czo­ność i przy­bie­ra­ją roz­ma­ite for­my (od dep­ta­nia wize­run­ku Jezu­sa, przez plu­cie na krzyż, po pisa­nie zamó­wio­nych na roz­kaz pam­fle­tów na chrze­ści­jań­stwo). Chęć upo­ko­rze­nia jezu­ity pod­kre­śla rów­nież powta­rza­na kil­ka­krot­nie sce­na obwo­że­nia Rodri­gu­esa po mie­ście na osioł­ku i wyszy­dza­nia przez lud (w fil­mie poja­wia się jesz­cze wie­le podob­nych ale­go­rii ewan­ge­licz­nych, któ­re zmu­szo­na jestem pozo­sta­wić na mar­gi­ne­sie tych roz­wa­żań).

War­to tu dodać, że w kul­tu­rze japoń­skiej, okre­ślo­nej przez antro­po­log Ruth Bene­dict „kul­tu­rą wsty­du”, honor mie­rzo­ny wskaź­ni­kiem opi­nii publicz­nej jest naj­wyż­szą war­to­ścią. Samu­ra­je dla rato­wa­nia hono­ru wła­sne­go czy też hono­ru swe­go pana byli goto­wi poświę­cić wszyst­ko, nie tyl­ko życie wła­sne, ale i naj­bliż­szych. Spe­cy­ficz­na ety­ka sytu­acyj­na w Japo­nii, któ­rą Bene­dict porów­nu­je do krę­gów zobo­wią­zań, spa­ja jed­na meta­za­sa­da, zapo­ży­czo­na z filo­zo­fii zen – mako­to (szcze­rość).

Bio­rąc to pod uwa­gę, może­my zro­zu­mieć, że publicz­nie upo­ko­rze­ni księ­ża, któ­rzy zapie­ra­ją się swo­jej wia­ry, z per­spek­ty­wy samu­raj­skie­go eto­su nie tyl­ko pozba­wie­ni są szcze­ro­ści, ale też okry­ci hań­bą, co wyklu­cza ich ze wspól­no­ty i jest dużo gor­sze od hono­ro­wej śmier­ci. Wbrew tym japoń­skim kodom kul­tu­ro­wym Fer­re­ira tłu­ma­czy Rodri­gu­eso­wi, że osąd Kościo­ła nie jest naj­waż­niej­szy – war­to­ścią nad­rzęd­ną ich wia­ry jest bowiem wewnętrz­na rela­cja z Bogiem, do któ­rej inkwi­zy­to­rzy nie mają dostę­pu i któ­rej znisz­czyć nie mogą.

Intymna relacja z Bogiem

Wia­ra jako coś intym­ne­go, wyzna­wa­ne­go w skry­to­ści ducha i ukry­wa­ne­go przed świa­tem wyda­je się wiel­kim hero­izmem, o któ­rym mówią Ewan­ge­lie („módl się do Ojca twe­go, któ­ry jest w ukry­ciu. A Ojciec, któ­ry widzi w ukry­ciu, odda tobie” Mt 6,6). Jest to nie­wąt­pli­wie naj­waż­niej­szy wątek i głów­ne prze­sła­nie fil­mu.

Moż­na więc zadać pyta­nie, kto w efek­cie jest więk­szym „Bożym sza­leń­cem” – ryzy­ku­ją­cy wła­sne życie dla rato­wa­nia innych żoł­nierz-obdżek­tor z fil­mu Gib­so­na, czy ryzy­ku­ją­cy wła­sne zba­wie­nie ksiądz misjo­narz wyrze­ka­ją­cy się publicz­nie wia­ry dla rato­wa­nia innych? Pierw­szy wysta­wia na pró­bę swe cia­ło, dru­gi ducha. Pierw­sze­go wszy­scy podzi­wia­ją, dru­gie­go Kościół eks­ko­mu­ni­ku­je, a Japoń­czy­cy znie­wa­ża­ją jako pozba­wio­ne­go hono­ru upa­dłe­go czło­wie­ka. Pierw­szy jest typo­wym wytwo­rem ame­ry­kań­skiej ducho­wo­ści, któ­rą Cze­sław Miłosz w swych listach do Toma­sza Mer­to­na okre­ślał mia­nem „skau­tow­skiej weso­ło­ści”, spro­wa­dza­ją­cej reli­gię do wymia­ru moral­ne­go i wspól­no­to­we­go. Miłosz, któ­ry sam dozna­wał „meta­fi­zycz­nej udrę­ki”, bar­dziej iden­ty­fi­ko­wał się z wia­rą Hio­ba i roz­pa­czą psal­mi­stów oraz podzi­wiał tych, któ­rzy za pomo­cą poezji, pro­zy i fil­mu „szu­ka­li w roz­pa­czy”, nawet za cenę ducho­wej eks­ko­mu­ni­ki.

Dezercja duchowa

Nie­ste­ty fil­mo­wi Mar­ti­na Scor­se­se dale­ko do wysu­bli­mo­wa­nych trak­ta­tów fil­mo­wych Berg­ma­na czy Tar­kow­skie­go. Gdy­by Scor­se­se pozo­sta­wił pro­blem wewnętrz­nej wia­ry nie­do­po­wie­dzia­ny, zacho­wu­jąc jedy­nie dla oczu Boga intym­ny zwią­zek Rodri­gu­esa z Bogiem, film unik­nął­by nie­bez­pie­czeń­stwa try­wial­no­ści, któ­ra kry­je się w dosłow­no­ści zarów­no ostat­niej sce­ny, jak i sce­ny wewnętrz­ne­go dia­lo­gu jezu­ity z Jezu­sem. Dia­log ten jest prze­rwa­niem mil­cze­nia Boga, któ­re wysta­wia­ło boha­te­ra na naj­cięż­szą pró­bę zwąt­pie­nia. Odda­la się tym samym nasz boha­ter od chrze­ści­jań­skich misty­ków, pogrą­żo­nych w ciem­nej nocy ducha”, któ­rzy w tym wiecz­nym woła­niu bez odpo­wie­dzi, „Boże mój, cze­muś mnie opu­ścił?” (Mt 27,46), odnaj­dy­wa­li dosko­na­łą wia­rę w posta­ci niczym nie­uwa­run­ko­wa­ne­go pra­gnie­nia Boga, o czym pisze Simo­ne Weil. 

Przez tę nie­za­mie­rzo­ną bana­li­za­cję posta­ci Rodri­gu­esa znaj­du­ją­ce­go uko­je­nie sumie­nia moż­na odnieść wra­że­nie, że posta­wa boha­te­rów fil­mu jest jed­nak for­mą dezer­cji ducho­wej, pozo­sta­ją­cej anty­te­zą egzy­sten­cji hero­icz­nej misty­ków. Być może jed­nak temat dezer­cji ducho­wej jest wła­śnie w dzi­siej­szych cza­sach szcze­gól­nie waż­ny, a kon­fron­ta­cja z ludz­ką sła­bo­ścią bar­dziej nam potrzeb­na niż hagio­gra­fie świę­tych. Film ten nie­wąt­pli­wie pozo­sta­je inspi­ra­cją do roz­wa­żań ducho­wych, a jego nie­zwy­kle malow­ni­cze obra­zy na dłu­go pozo­sta­ją pod powie­ka­mi.


Marta_SoniewickaMar­ta Sonie­wic­ka – doktor nauk praw­nych (2007), dok­tor filo­zo­fii (2016), adiunkt w Kate­drze Filo­zo­fii Pra­wa i Ety­ki Praw­ni­czej na Wydzia­le Pra­wa i Admi­ni­stra­cji Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go. Zain­te­re­so­wa­nia nauko­we: filo­zo­fia poli­tycz­na, ety­ka, bio­ety­ka. Pasjo­nat­ka życia kul­tu­ral­ne­go i sztu­ki, a tak­że fan­ka pił­ki noż­nej.


Zwiastun


tytuł ory­gi­nal­ny: Silen­ce
reży­se­ria: Mar­tin Scor­se­se
akto­rzy: Andrew Gar­field, Adam Dri­ver, Liam Neeson, Tada­no­bu Asa­no, Cia­rán Hinds
czas trwa­nia: 161 min.
pro­duk­cja: USA 2016
pre­mie­ra: 2017-02-17
język: angiel­ski, japoń­ski


Spo­tka­nia Filo­zo­ficz­ne w Kinie Pod Bara­na­mi, orga­ni­zo­wa­ne we współ­pra­cy z naszym maga­zy­nem i Insty­tu­tem Filo­zo­fii UJ, są oka­zją do roz­mo­wy o filo­zo­fii, kul­tu­rze i kinie. Celem spo­tkań jest spoj­rze­nie na naj­now­sze świa­to­we pre­mie­ry z pogłę­bio­nej per­spek­ty­wy.


Zob. wyda­rze­nie na stro­nie Kina.
 Zob. wyda­rze­nie na Face­bo­oku.

Orga­ni­za­to­ra­mi Spo­tkań Filo­zo­ficz­nych są Kino Pod Bara­na­mi, Maga­zyn „Filo­zo­fuj!” i Insty­tut Filo­zo­fii Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go.

indeks


Po Spo­tka­niach powsta­je recen­zja, któ­rą publi­ku­je­my w naszym ser­wi­sie.


Zachę­ca­my do dys­ku­sji pod tek­stem lub na naszym fanpage’u.

 

Dołącz do Załogi F! Pomóż nam tworzyć jedyne w Polsce czasopismo popularyzujące filozofię. Na temat obszarów współpracy można przeczytać tutaj.

Reklama

Już w sprze­da­ży w dobrych salo­ni­kach pra­so­wych w całej Pol­sce

Wesprzyj „Filozofuj!” finansowo

Jeśli chcesz wes­przeć tę ini­cja­ty­wę dowol­ną kwo­tą (1 zł, 2 zł lub inną), przejdź do zakład­ki WSPARCIE na naszej stro­nie, kli­ka­jąc poniż­szy link. Klik: Chcę wes­przeć „Filo­zo­fuj!”

Polecamy